n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

VISITORS

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

28 lutego 2010

MOST

Najdłuższy i najwyższy most w  Polsce powstaje we Wrocławiu na Odrze. Ma być gotowy przed Euro 2012
Najdłuższy i najwyższy most w Polsce powstaje we Wrocławiu na Odrze. Ma być gotowy przed Euro 2012
Wawrzyniec Święcicki

Będzie to najdłuższy i najwyższy most w Polsce. Od kilku miesięcy powstaje na Odrze we Wrocławiu, będzie gotowy za półtora roku. Projektant myśli o nim jak o kobiecie w eleganckim kostiumie: - Mam nadzieję, że gdy ludzie spojrzą na ten most, nie dostrzegą żadnych zbędnych dodatków - rozmowa z prof. Janem Biliszczukiem* z Politechniki Wrocławskiej, którego zespół projektował most

ZOBACZ TAKŻE
Most na Odrze we Wrocławiu-Rędzinie
Most na Odrze we Wrocławiu-Rędzinie
Budowa najdłuższego i najwyższego mostu w Polsce
Budowa najdłuższego i najwyższego mostu w Polsce
Mirosław Maciorowski: Jak wielki będzie pana most?

Prof. Jan Biliszczuk: Całkowita długość wyniesie 1742 metry. Obecny rekordzista jest o 30 metrów krótszy - to most Solidarności na Wiśle w Płocku. Ale tamten most jest podwieszony do dwóch pylonów [wysokie wieże, do których przymocowane jest przęsło mostu] ustawionych po obu stronach Wisły. Nasz będzie wisiał tylko na jednym, stojącym na wyspie na środku rzeki.

Będzie najdłuższy, ale też najwyższy - pylon osiągnie 122 metry. To niezły drapacz chmur. Dla porównania: taras widokowy Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie znajduje się osiem metrów niżej!

Gdyby przyjąć jako kryterium powierzchnię, będzie to największy z istniejących mostów betonowych na świecie - będzie miał 70 tys. m kw.

Nie przez rozmiary będzie jednak unikatowy, lecz przez konstrukcję.



To znaczy jaką?

- Jej oryginalność polega na sposobie podwieszenia mostu do pylonu. Został on zaprojektowany w kształcie litery "H", a każda z dwóch wielopasmowych jezdni obwodnicy autostradowej Wrocławia zawiśnie podwieszona osobno na jednym z górnych ramion tej litery. To będą więc jakby dwa niezależne mosty. Takiego rozwiązania nie zastosował jeszcze nikt. Dotąd obie jezdnie były zawsze zespolone i podwieszone w całości do pylonu.

O wyborze takiej konstrukcji zdecydowały warunki postawione przez właściciela terenu oraz naturalne.

Po ośmiu latach targów na most wybrano tzw. stopień wodny Rędzin; to zespół dwóch ponaddwustumetrowych śluz na Odrze, które ułatwiają po niej żeglugę. Rzeka jest tam co prawda szeroka, ale pośrodku ma wysepkę. Można by postawić podpory w nurcie rzeki, ale utrudniłoby to żeglugę i przede wszystkim remonty śluz.

Gdyby most przesunąć trochę w dół albo w górę rzeki, nie musiałby być taki długi, jednak trzeba by wyburzyć mnóstwo budynków. Na to nikt się nie chciał zgodzić.

Chcieliśmy też zachować urodę tego miejsca. Gdy pierwszy raz pojechałem na tę odrzańską wyspę, pomyślałem sobie, że gdybym był dzieckiem, to chciałbym, żeby moja babcia tu mieszkała, a ja bym u niej spędzał wakacje. Przeciętnego widza nie interesują rozwiązania techniczne: liczy się to, co widzi z daleka. Chcieliśmy, żeby od naszego mostu ludzie nie odwracali głów.

Most musi cieszyć. Porównuję go do kobiety w eleganckim kostiumie. Mam nadzieję, że gdy ludzie spojrzą na ten most, nie dostrzegą żadnych zbędnych dodatków.

Betonowa budowla wśród zieleni? Trudno uwierzyć w zachowanie uroku tego miejsca.

- Postaramy się, by most był tak ładny jak na wizualizacjach.

Projektując, zawsze biorę pod uwagę otoczenie. Choć przyznam, że efekt bywa zaskakujący. Kiedyś projektowaliśmy kładkę na Dunajcu u podnóża Trzech Koron w Sromowcach Niżnych. Łączy Polskę ze Słowacją. Przyjeżdżam i widzę na naszym brzegu rzeki wysokie topole. Mówię: - Kurczę, trzeba ten pylon pochylić w kierunku Dunajca, żeby nie stał w lesie, bo wśród drzew nie będzie go widać.

Po pewnym czasie wracam na budowę i widzę, że topole zniknęły. Wójt kazał je wyciąć. I usunął element krajobrazu, który zdecydował o wyborze konstrukcji.

Następnie czytam artykuł o tej kładce w słowackim periodyku architektonicznym. Autorowi najbardziej podobał się właśnie pochylony pylon. Widział ukrytą symbolikę: dwuramienny pylon pochylony w kierunku Słowacji przypominał mu gospodarza, który w progu wita gości: "Zapraszamy: zachodźcie do nas". A mnie chodziło wyłącznie o to, aby pylon nie stał wśród drzew. Jak widać, dziennikarz wiedział lepiej, "co poeta miał na myśli".

Można więc stworzyć najbardziej oryginalną koncepcję, ale życie zrealizuje inną.

Ta kładka jest dla mnie powodem do dumy także z innego powodu. To unikat - największa na świecie kładka dla pieszych wykonana z drewna klejonego.

Źródło: Gazeta Wyborcza

( ) , polnische ersatz-eliten kolaboboraten

środa, 24 lutego 2010
Ora et Kolabora

Jak się pogrążać, by nie utonąć, to kwestia taktyki i sprawności.

Ja raczej o imponderabiliach.

Wiele się ostatnio mówi i pisze o konszachtach PIS z SLD. Obie partie są formalnie w opozycji, więc gdy wspólnie krytykują rządzących, nic w tym dziwnego, problem pojawia się dopiero przy współpracy np. w zarządzaniu publicznymi radiem i telewizją.

Postawię sprawę jasno. W tej chwili nie ma gorszej opcji dla Polski, i to pod każdym względem, niż dalsze rządy PO ze strażakami.

Jeśli można im w czymś przeszkodzić, coś utrudnić, nie mówiąc już od odsunięciu od władzy, współpracować należy nawet z diabłem.

Zaprzedaną duszę Pan czasem, jeśli na to zasłużysz, ocali, zrujnowanego i sprzedanego kraju zdziczałych obywateli nikt nie odbuduje.

A warunki nie są, wbrew pozorom, najgorsze.

SLD musi dbać o wizerunek twardej opozcyji, jeśli nie chce zniknąć z powierzchni życia publicznego. PO już nie raz otwarcie zapraszało elektorat SLD pod swoje skrzydła.

Mógłby się oczywiście dokonać kolejny Kongres Zjednoczeniowy, ale tutaj problem ma nie tylko SLD.

Na tę partię wciąż bowiem głosuje parę procent wyborców nie tyle poskomunistyczno-aparatczykowskich (w którymś tam pokoleniu) co lewicowo-socjalnych. Tymczasem po ewentualnym wchłonięciu przez PO, tej ostatniej nie będzie łatwo ich przyciągnąć. Kto wie, czy nie trudniej, niż partii braci Kaczyńskich.

Stąd brak (na razie) przekonującej dla SLD oferty Platformy wobec publicznych mediów i Festiwal Arłukowicza w komisji ds. afery hazardowej.

PIS nie tylko może czy powinien grać na tych niuansach i różnicach. On je wykorzystywać po prostu musi.

To ostatni moment, aby w toczącej się od paru lat na polskiej scenie politycznej wojnie pozbyć się nie tylko złudzeń wobec głównego przeciwnika, ale i zahamowań przed zastosowaniem wszelkich środków, które pomogą go pokonać.

A nie ma lepszego treningu i testu w tej wolnoamerykance, niż wycinkowa kooperacja z SLD.

Odwołanie Anity Gargas z funkcji wiceszefa I programu TVP, przy pozostawieniu jej w TVP z autorskim programem "Misja Specjalna" to wbrew pozorom nie taka tragedia, jak niektórzy histeryzują.

Dla mnie dużo ważniejszy - i rzeczywiście progowy - jest kształt głównych programów informacyjnych TVP. A ten w ostatnich miesiącach zmienił się (Wiadomości) na bardziej obiektywny.

A film o sowieckim jenerale w polskim mundurze wyemitowano.

No i żaden z dziennikarzy nie zapyta Anity Gargas, czy gdyby miała do wyboru - film na antenę, ona leci ze stołka wiceszefa Jedynki, ale zostaje z "Misją" - co by wybrała?


Autor: Impertynator o 14:26 9 komentarze
wtorek, 23 lutego 2010
Sejmikowanie

Cieplej, idzie wiosna, śnieg topnieje, a spod niego brud wyłazi i przed oczy się pcha.

Żywe rejwach wszczyna.

Krety i szczury.

Korona stworzenia tej ziemi, o miejsce po ginącym drapieżcy z polskiego godła walcząca.

Dorny, Dudki, Migalskie i cały zastęp pomniejszych - co ich tak nagle z nor wygnało lub do zdjęcia maski przymusza?

Drogą Szczura starają się przyśpieszyć to, co ich zdaniem nieuniknione, czy Ścieżką Kreta spełniają wydane polecenie?

A ty - różnie być może.

Albo stoisz na chwiejącej się łajbie, słyszysz trzask przegryzanych desek i pokładu i nic nie możesz zrobić, bo sztandar w uniesionych dłoniach trzymać trzeba.

Albo czujesz, jak zapada się twój dom, podkopywany przez rwącą tunelami czeredę i też nic ci do tego, bo na dachu gołębia z posłaniem wypatrujesz.

Sam już nie wiem, czy warto się budzić.

Autor: Impertynator o 16:00 2 komentarze
środa, 20 stycznia 2010
Nie ma się co bać globalnego oziębienia


Teoretyk Gier, Mistrz OSP w grze w bierki (od "brać"?) załatwi nam tysiącletni kontrakt gazowy z Rosją.

A Chłopcy z Ulicy Czerstwej już osłupiałemu światu wyjaśnią, po co tym Polakom tyle gazu.

Nawiasem, nowoczesność w domu i zagrodzie poraża nie tylko Ochotniczego Waldemara.

Wygląda na to, że Człowiek z Gumowym Atrybutem w Ręku może być jednocześnie w dwóch miejscach na raz.

Na razie.

No i na koniec. Czy po ekshumacji okaże się, że w trumnie leżał kolejny agent CBA?

Autor: Impertynator o 12:14 2 komentarze
środa, 30 grudnia 2009
Bunt się rodzi, Don truchleje

Żyjemy w cywilizacji kultu tandety.

Uśrednione zachowania, przeciętny wygląd przewidywalnego "oryginała", rytuał sprzedawanych przez media "wybryków" i zachowań łamiących nieistniejące tabu.

Nieistniejące, bo nie można w nieskończoność i na taką skalę łamać czegoś, co w ocenie wiekszości jest niewzruszalne.

Wszystko w zasiegu przeciętnego pożądania. Od orgazmu do orgazmu - na oślep i na przełaj.

Czy bunt przeciwko tandecie również musi być tandetny?

A może, skoro hierarchia, a więc nadrzędność cywilizacji i kultury nad jednostką jest tu tandetna, żadnego buntu już nie potrzeba?

Czego i Wam, jako sobie, w Nowym Roku życzę.


Autor: Impertynator o 18:56 5 komentarze
niedziela, 15 listopada 2009
2012

Poszedłem do kina.

Żeby doznać optymistycznego happy endu.

Owszem, zdarzył się.

Dzięki wyjściu z kina.



Dobre i to.

Autor: Impertynator o 00:40 4 komentarze
środa, 11 listopada 2009
Zbędne święto


Ale lemingi będą zachwycone.

Uwielbiają tajemnicze, niepojęte rytuały.
+++++++++++
http://impertynator.blogspot.com/

25 lutego 2010

ELVIS LIVE



http://www.archive.org/details/ElvisPresleyNiagaraFallsNyJuly131975

PRELUDY of WAR


+++++++++++++++++++

http://www.archive.org/details/PreludeToWar

W Analektach Konfucjusza wyczytać można, jak pewnego razu jakiś uczeń Konfucjusza zapytał go, "Co jest najważniejsze dla ochrony kraju?" Konfucjusz odpowiedział, "Armia i żywność i zaufanie. Wojsko i żywność i ufność, gdy nie są one dobrze ułożone, dany kraj nie zazna spokoju". Lecz to był bardzo twardy uczeń i pytał dalej, "Jeśli te trzy sprawy są dobrze ułożone, to oczywiście nie ma żadnego problemu, lecz ułożenie wszystkich tych trzech spraw nie jest łatwe, choć jest to ideał. Gdybyś miał pominąć jedną z tych spraw, to co by to było?" Konfucjusz odpowiedział, "Wojsko, jeśli trzeba by zrezygnować z jednej rzeczy, to byłoby wojsko. Gdyby było wystarczająco dużo pożywienia dla ludzi i ludzie ufaliby władzy, wtedy to mogłoby działać bez wojska, i rozpuściłbym armię." Uczeń kontynuował, "A gdyby była jeszcze jedna rzecz, z której musiałbyś zrezygnować, to co byś poświęcił?" Konfucjusz odpowiedział "Jedzenie. Głębokie zaufanie ludzi do swojej władzy i do samych siebie, jeśli nie ma tu głębokiej wiary, wtedy nawet jeśli żyjemy w tym samym kraju czy domu tracimy całe nasze zaufanie do siebie nawzajem. Jeśli nawet mamy armię i jedzenie a ludzie tracą zaufanie do siebie nawzajem wtedy te pierwsze dwa czynniki nie mają żadnego znaczenia. Nie rozpaczaj nad ubóstwem, rozpaczaj nad nierównością, to jest podstawowa zasada polityki."
http://hansklos.blogspot.com/

24 lutego 2010

spisane będą czyny

(piotrskarga.pl)

Niewielki model płodu dziecka rozdawany podczas Marszu dla Życia, który odbył się w grudniu ub. roku w Amsterdamie, wywołał burzę w mediach oraz parlamencie – donosi portal LifeSiteNews.com.

Zdjęcie modelu przedstawiającego dziecko nienarodzone w początkowej fazie rozwoju – umieszczone tuż po marszu na pierwszej stronie chrześcijańskiej gazety holenderskiej „Het Nederlands Dagblad” – wywołało ogromne poruszenie w mediach, powodując tym samym gniewne reakcje parlamentarzystów i przedstawicieli rządu.

Liczący zaledwie 5 centymetrów model przedstawia dziecko o rzeczywistej długości ciała i wadze w 10. tygodniu życia płodowego. – W czwartym tygodniu życia u dziecka poczętego zaczyna bić serce. Model przedstawia dziecko z rączkami, stopami, nosem, potrafiące nawet brać paluszek do ust – mówią obrońcy życia z organizacji Cry for Life. Tego typu modele organizacja ma zamiar rozesłać do wszystkich domów.

Liberalne media zatrzęsły się z oburzenia. Potępiono plan organizacji Cry for Life, twierdząc, że rani on kobiety, które dopuściły się aborcji, poroniły albo nawet nie były w stanie zajść w ciążę. Znana – choćby z prowokacyjnych rejsów statkiem aborcyjnym – holenderska aktywistka aborcyjna Rebecca Gomperts stwierdziła, że pomysł jest „wysoce niestosowany” i agresywny.

Niebawem po rozpętaniu burzy w mediach szef organizacji Cry for Life Bert Dorenbos został zaproszony do wzięcia udziału w jednym z najpopularniejszych programów w telewizji publicznej, w którym bronił akcji podjętej przez swoją organizację. Tłumaczył, że przyświecał jej cel edukacyjny i miała być konfrontacją z rzeczywistością. W Holandii codziennie zabija się 100 dzieci poczętych.

Po obejrzeniu tego programu członkini Partii Pracy Chantal Gill’ard podniosła tę kwestię w niższej izbie parlamentu. Chciała poznać opinię minister zdrowia, spraw społecznych i sportu J. Bussemaker odnośnie pomysłu rozesłania prawie 5 milionów modeli do holenderskich domów.

Kilka tygodni później pani minister odpowiadając na zapytanie poselskie powiedziała, że nie zgadza się ze strategią organizacji pro-life, ale jednocześnie broniła jej prawa do dystrybuowania takich figurek.

W połowie grudnia 150 modeli wraz z książeczkami, w których opisano bolesne historie kobiet, które dopuściły się aborcji oraz ze stosownym listem trafiło do posłów.

W ubiegłym miesiącu Cry for Life została poinformowana, że figurki nie będą dostarczone parlamentarzystom i zostaną zniszczone, o ile organizacja sama ich nie zabierze. W odpowiedzi, szef Cry for Life napisał list, w którym zapowiedział, że organizacja będzie prowadziła swoje akcje i głosiła prawdę o życiu nienarodzonych w kraju „niegdyś katolickim pełnym tulipanów i wiatraków”, w którym obecnie dokonuje się 100 aborcji dziennie
++++++++++++++
Nasz Dziennik)

W Europie średnio co 27 sekund ginie dziecko. W wyniku aborcji. Zaledwie sześć krajów: Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy i Rumunia, odpowiada za zabicie na Starym Kontynencie aż 77 proc. dzieci w prenatalnej fazie życia. Te zastraszające dane opublikował w raporcie pt. “Rozwój rodziny” niezależny Instytut Polityki Rodzinnej (IFP) z siedzibą w Norwegii.

Liczba zabitych dzieci nienarodzonych w Europie jedynie w roku 2006 wyniosła co najmniej 1,16 mln, co – jak podkreślają autorzy raportu – jest liczbą dużo wyższą, niż wynosi całkowita populacja Cypru. Mieszka tam bowiem 790 tys. osób. Rachunek jest prosty: proceder aborcji pochłania życie dziecka średnio co 27 sekund. Niechlubnie w tych statystykach przoduje Francja, gdzie rocznie zabijanych jest ok. 210 tys. dzieci w prenatalnej fazie życia. Jeśli taka tendencja się utrzyma, naszemu kontynentowi grozi demograficzna katastrofa.
Autorzy raportu przytaczają przykład Włoch, gdzie współczynnik dzietności to 1.33. Oznacza to, iż liczba mieszkańców Italii zmniejszy się o 14 mln do roku 2050. Podobnie sytuacja wygląda w Austrii, gdzie współczynnik dzietności to ok. 1.4. Specjaliści oceniają, że aby utrzymać choćby minimalnie dodatni przyrost naturalny, liczba dzieci przypadających na rodzinę powinna wynosić około 2.5.
Takimi wynikami zaniepokojona wydaje się być także Wielka Brytania. Rząd w Londynie od dłuższego czasu stara się zredukować liczbę przeprowadzanych w kraju aborcji. Niestety programy, które stosuje się na Wyspach, niejednokrotnie przynoszą odwrotny do zamierzonego skutek. Liczba zabijanych dzieci poczętych w Wielkiej Brytanii jest jedną z najwyższych w całej Europie. Wraz z pięcioma innymi krajami państwo to odpowiada za ponad trzy czwarte wszystkich aborcji. Pomimo deklaracji zmniejszenia ich liczby, rzeczywistość wygląda inaczej.
W Hiszpanii odsetek dzieci zabijanych w łonie matki wzrósł o 99 proc. w ciągu 10 ostatnich lat. W porównaniu z rokiem 1980 w Europie urodziło się 920 089 mniej dzieci.
Właśnie obywatele tych krajów, czyli Niemcy, Włosi, Hiszpanie, Rumunii i Francuzi, obok Brytyjczyków, przyczyniają się do tego, iż Stary Kontynent staje się “bombą demograficzną z opóźnionym zapłonem”. Do takiego stanu przyczynia się, oprócz ogromnej liczby aborcji, także bardzo mała liczba dzieci przypadających na jedną rodzinę i bardzo znaczący spadek liczby zawieranych w tych krajach małżeństw.
Ludzie także coraz później decydują się na wstąpienie w związek małżeński.
Średni wiek, w jakim decydują się założyć rodzinę, sięga już prawie 30 lat. Jednocześnie rośnie liczba rozwodów. Na każde dwa śluby przypada jeden rozwód. Najwięcej w Belgii, Hiszpanii i Luksemburgu.

Zmniejsza się także trwałość zawieranych związków. Europejskie małżeństwa rozpadają się średnio po 13 latach. “Europa przeżywa demograficzną zimę i teraz jest podstarzałym kontynentem” – brzmi jedna z konkluzji dokumentu. – Równowaga Europy wisi na włosku – uważa Jenny Tyree z brytyjskiej organizacji broniącej praw rodziny Focus on the Family. – Miejmy nadzieję, że ten raport obudzi Europejczyków i docenią wartość małżeństwa oraz dziecka, a ten trend zostanie odwrócony – mówi.
IFP wymienia także inne powody wymierania Europy. Wśród najczęstszych przyczyn zgonów podaje choroby nowotworowe i serca. Jednakże ich liczba, a także liczba wypadków i morderstw nie równa się ilości przypadków pozbawienia życia dzieci poczętych.
Mimo że populacja Europy w ciągu ostatnich lat się zwiększyła, dane te nie świadczą o żywotności narodów europejskich. Jak podkreśla raport, wzrost jest związany z rosnącą emigracją z krajów głównie afrykańskich i arabskich. Współczynnik emigracji za ostatnie 10 lat wzrósł o blisko 90 procent. Pozycję lidera zajmuje pod tym względem Hiszpania, do której w ostatnich latach przybyło o 700 proc. obcokrajowców więcej niż w 1996 roku. Oznacza to, iż liczba imigrantów jest 9 razy wyższa od przyrostu naturalnego.

Łukasz Sianożęcki
http://gegenjay.wordpress.com/tag/aborcja/

11 lutego 2010

ZBRODNIA 1945

Sprawa “Białych” Kozaków- ludobójstwo po wojnie.

22 czerwca 1941 roku, Niemcy rozpoczęły realizację planu “Barbarossa”. Już 12 lipca 1941 roku feldmarszałek von Reichenau wystosował memoriał do Szefa OKW gen, Keitla z propozycją uruchomienia zaciągu ochotniczego Kozaków do armii niemieckiej. Propozycja spotkała się z chłodnym przyjęciem, a sam Hitler wyraził opinię, że “ wygramy tę wojnę bez Kozaków”. Jednakże już w 1942 roku zmuszony był zmienić zdanie: rozpoczęto wcielanie Kozaków do jednostek tzw. HIWISÓW - czyli ochotników pomagających Wermachtowi - ale bez broni: kierowców, kucharzy, zaopatrzeniowców. Himmler rozpoczął formowanie jednostek policyjnych z Kozaków.


Przełom w sprawie stanowił dekret ministra ds. zajętych terytoriów na wschodzie Alfreda `Rosenberga, w którym uznał on Kozaków za potomków germańskich Gotów. - co umożliwiło zaciąg do formacji bojowych - głównie SS i policji, ale również i Wermachtu. Kozacy walczyli po stronie niemieckiej dzielnie. Na czele ruchu kozackiego stanął generał Piotr Krasow, znany z wojny domowej w Rosji, szef armii kozackiej. Gen Krasowa wsparli atamani Skura i Naumienko - również weterani z Rosji przedrewolucyjnej i armii ochotniczych z czasów wojny domowej. Podczas Konferencji Jałtańskiej “ wielka trójka” postanowiła, na wniosek Stalina, że “obywatele państw okupowanych walczący przeciwko aliantom zastaną wydani tym państwom w celu osądzenia ich za popełnione zbrodnie” [ pomimo, że zbrodni jeszcze nie udowodniono planowano ludobójstwo].

Był to wyrok śmierci nie tylko dla Kozaków, ale i dla niemieckich organizatorów legionów kozackich. Godzi się wspomnieć w tym kontekście generała von Pannwitza, generała Rittera von Niedermayera, płk von der Roppa i płk hrabiego Schenk von Stauffenberga - późniejszego zamachowca na Hitlera. Hitler obiecał Kozakom w 1943roku, utworzenie własnego państwa między Rijeką a Triestem czyli na terenie dzisiejszej Chorwacji i Włoch. Pułki kozackie przerzucone do Jugosławi zwalczały partyzantkę titowską i komunistyczną - włoską .

Z chwilą zakończenia wojny w Europie rozpoczęła się Kozacka tragedia. Najlepiej wyszli z tej opresji ci Kozacy, którzy z armią gen. Własowa otrzymali azyl w księstwie Lichtenstein. Było to jednak niecałe 2 % kozackich kombatantów.

Los pozostałych był okrutny. Ataman Krasnow i starzy tzn. carscy generałowie kozaccy zostali wydani przez armię amerykańską [ chodzi tutaj o armię Pattona] rosyjskiemu NKWD. Po procesie w Moskwie i strasznych torturach , zostali powieszeni za potylicę na hakach rzeźnickich w więzieniach na Butyrkach i Łubiance. Gen Pannwitza i Niedermayera powieszono “litościwie” na zwyczajnej szubienicy.

10 dywizja brytyjska hindusko - gurkowska wraz z plutonem ANZAK -ów [ czyli jednostek australijsko - nowozelandzkich] - wszyscy pod komendą brytyjską i z brytyjską kadrą oficerską, wzięli udział w egzekucji 12 500 żołnierzy kozackich uchodźców w rejonie tzw. Zielonej Groty, na terenie Jugosławii. Kozacy ci, głownie były to kobiety i dzieci, [ żołnierzy - mężczyzn było nie więcej aniżeli 470] mieli być wydani ZSRR - NKWD. Sowieci nie zadali sobie nawet trudu by wywieźć ich ciężarówkami. Na miejscu przekazania rozstawili kilka karabinów maszynowych i zaczęli strzelać do stojących na placu przed grotą ludzi. Ludzi w panice zaczęli uciekać w stronę stojących na uboczu Brytyjczyków. I tragedia powtórzyła się. Ku zaskoczeniu uciekających, Anglicy otworzyli również ogień z karabinów maszynowych, zabijając wiele osób.

Prawdą jest również to, że niektórzy żołnierze brytyjscy, widząc co się dzieje, otworzyli ogień, nie do kozaków, ale do strzelających NKWD-stów. Nie zmienia to jednak faktu uczestnictwa armii brytyjskiej w masakrze cywilnej ludności kozackiej.

Drugi podobny akt ludobójstwa miał miejsce na terenie Austrii, która była w tym okresie okupowana przez wojska sowieckie. Tutaj również doszło do masakry Kozaków w tym kobiet i dzieci. Kozacy, byli przewiezieni przez Amerykanów, z 7 dywizji pancernej w rejon Well, gdzie miano ich przekazać Rosjanom. Jak zwykle w takich przypadkach Kozaków oszukano, mówiąc, że mają być przewiezieni do innego obozu, będącego pod zarządem brytyjskim. Dopiero na miejscu okazało się, że czeka na nich oddział NKWD pod komendą majora Łukina. Jeden z dowódców kozackich, płk Girej Chan rzucił się z gołymi rękami na amerykańskiego kpt Clarke,a , a ten zastrzelił go z rewolweru. Wtedy doszło do ogólnej strzelaniny. Kozacy w liczbie ok. 1000 rzucili się na Amerykanów. W tym momencie Rosjanie zaczęli do nich strzelać od tyłu w plecy. Amerykanie również otworzyli ogień z karabinów maszynowych.

Wszyscy Kozacy zginęli, w tym 225 kobiet i dzieci.

Podobnie Anglicy likwidowali oddziały kozackie w okolicach Rawenny. Piloci angielscy strzelali do uciekających po górach, kobiet i dzieci tak samo jak niemieccy w 1939r. do Polaków.

W sumie podczas “ akcji” wydawania Kozaków “pod nóż” Sowietom , zginęło w osiemnastu “zbrojnych” incydentach , jak to eufemistycznie określiły władze amerykańskie , w specjalnym raporcie dla Prezydenta USA 450 kozackich żołnierzy i 130 kobiet i dzieci. Jest to liczba skrajnie zaniżona. Biorąc łącznie wszystkich zamordowanych Kozaków to śmiertelność wynosiła 95% czyli ok. 85 000 ludzi - rozstrzelanych, zamordowanych w śledztwach, powiezionych na Sybir do obozów pozostających w nadzorze GULAG-u
dr Jerzy Jaśkowski
+++++++++++++++++++
http://www.deportacje.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=25&Itemid=20

7 lutego 2010

Wł. Studnicki, 1939

( ) Aby uniknąć wojny z Niemcami, Polska powinna odwołać się do pośrednictwa sprzymierzonych i zaprzyjaźnionych z Niemcami. Państwem takim jest przede wszystkim Italia mająca z Niemcami wspólne interesy i którym nie jest obojętne, czy tama oddzielająca Rosję od Europy, utworzona przez Polskę i Rumunię, zostanie przerwana. Również Japonia, zainteresowana jest nienaruszalnością Polski, gdyż silna Polska absorbowałaby znaczną część sił rosyjskich, odciągając je od dalekiego wschodu" (str. 108). Książka została skonfiskowana. Wyłapano prawie wszystkie jej egzemplarze; uratowało się zaledwie kilka. Jeden z nich jest w moim posiadaniu.

Złożyłem w sądzie skargę na konfiskatę. Sprawa została przeprowadzona w lipcu 1939 roku przy drzwiach zamkniętych. Broniłem jednego rozdziału za drugim; gdy doszedłem do fragmentu "Skutki wsparcia przez Rosję Sowiecką", nerwy odmówiły mi posłuszeństwa i wybuchnąłem płaczem.

Był to chyba najcięższy okres w moim życiu. Gdy nocą docierał do mnie odgłos maszerujących oddziałów, ściskało mi się serce, gdyż boleśnie odczuwałem zbliżającą się katastrofę. W mojej wyobraźni przesuwały się obrazy oczekującej nas klęski, muszę jednak przyznać, że rzeczywistość przerosła wszystko, co mogła sugerować najbujniejsza wyobraźnia.

Wiadomo, jakie skutki pociągnęła za sobą nasza polityka w roku 1939; zwalczałem ją i przeciwstawiałem jej koncepcję zbrojnej neutralności podczas wojny Niemiec przeciw Zachodowi. Zbrojna neutralność miała nie dopuścić do przemarszu wojsk rosyjskich przez nasze terytorium. Taka nasza postawa leżała w interesie Niemiec i dla zachowania tej neutralności Niemcy udzieliłyby nawet pomocy. Mówiłem o tym i pisałem: "Nasza armia w wojnie z armią niemiecką to une quantite negligeable, nie będąca w stanie oprzeć się atakowi dłużej niż przez dwa tygodnie; jednak ta sama nasza armia, walcząca w razie nieposzanowania naszej neutralności przez Rosję, z pomocą niemiecką, wspierana przez fachowe niemieckie dowództwo, przy użyciu dostarczonych przez Niemcy czołgów i samochodów i przy pomocy niemieckich instruktorów - byłaby potężną siłą, zapewniającą zwycięstwo na wschodzie.


+++++++++++++++++++
W PRZEDEDNIU DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ
1918 - 1945 Władysław Studnicki
Aby zrozumieć moje stanowisko przed i podczas drugiej wojny światowej, konieczna jest znajomość moich politycznych tez powstałych w czasie pierwszej wojny światowej i rozwiniętych później. Przytoczę je tutaj:

l. Polska ze swymi Kresami Wschodnimi - stałym punktem spornym między Rosją a Polską - będzie musiała się przeciwstawić Rosji i dążyć do porozumienia z Niemcami.

2. Polska ze swoimi Ziemiami Zachodnimi będzie zagrożona przez Niemcy i musi dążyć do przymierza z mocarstwami zachodnimi.

3. Polska ze swymi Kresami Wschodnimi i Ziemiami Zachodnimi będzie zagrożona rozbiorami.

4. Pozbawiona terenów wschodnich i zachodnich, a przez to bardzo osłabiona, Polska nie może istnieć jako państwo.

Po odrodzeniu się Państwa Polskiego, do tych tez dołączyłem jeszcze jedną: Polska będzie mogła istnieć jako państwo i dążyć do ekonomicznego znaczenia i siły, o ile dla Niemiec jej istnienie będzie ekonomicznie i politycznie korzystniejsze niż jej rozbiór. Wiedziony tym tokiem myśli, od roku 1922 zacząłem pracować nad książką "System polityczny Europy". Próbowałem ukazać w niej, że istnienie bloku środkowoeuropejskiego uzasadnione jest ekonomicznie i politycznie przez fakt, że Niemcy są głównym rynkiem zbytu i zaopatrzenia dla wszystkich państw środkowoeuropejskich, że inwestycje niemieckiego przemysłu ciężkiego i maszynowego decydują o gospodarczej sile Polski, Rumunii, Węgier, Bułgarii itd. oraz, że w ten sposób układ sił w Europie zmienia się na korzyść Polski. W roku 1934 została ona wydana pt.: "System polityczny Europy a Po1ska". Książka ta wywołała setki artykułów w europejskiej prasie. Najlepszą reklamę zrobił jej Mołotow, gdy w styczniu 1936 roku w swoim expose wyraził się następująco: "Rosja ma wszędzie niebezpiecznych wrogów. Z jednej strony Japonię, z drugiej Niemcy. W Polsce Władysław Studnicki wydał książkę »Polityczny system Europy«, w której występuje przeciw Rosji i żąda ustąpienia z rosyjskich terytoriów na zachodzie, południu i północy". O książce tej wspomniano we francuskim parlamencie i przetłumaczono ją na język niemiecki. Profesorowie omawiali ją i zalecali studentom na seminarium z polityki zagranicznej w Wyższej Szkole Politycznej w Berlinie oraz na kilku innych niemieckich uniwersytetach; nie przyjęto jej jednak do księgarń partyjnych.

W roku 1936 NSDAP zaprosiła po 2-3 osoby z wielu krajów jako gości honorowych na swój zjazd; z Polski - Stanisława Mackiewicza, profesora Łempickiego oraz mnie. Na wieczornym przyjęciu dla wybranego grona zostałem przedstawiony Hitlerowi. Poznałem też Goebelsa i odbyłem dwugodzinną rozmowę z Ribbentropem. Od roku 1934 Niemcy starały się utrzymywać przyjazne stosunki z Polską. Hitler deklarował, że nie można zabronić dostępu do morza 30 milionowemu narodowi. Z racji naturalnego geograficznego położenia Niemcy oraz Polacy są sąsiadami i dlatego należy kształtować przyjazne stosunki między nimi. W roku 1936 każdy przeciętny Niemiec powtarzał słowa Führera. Dzięki odprężeniu stosunków między naszymi krajami, Polska odniosła kilka sukcesów: podjęcie kontaktów dyplomatycznych z Litwą, Zaolzie i, jako najważniejsza sprawa, wspólna granica z Węgrami.

Gdyby wojna wybuchła w roku 1938, to Polska, zdecydowana na opór wobec wkraczających wojsk sowieckich, znalazłaby się w tym samym obozie co Niemcy; polityce naszej brakowało jednak konsekwencji.

Zawarty przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych układ o mniejszościach narodowych nie został przez wojewodę śląskiego Grażyńskiego dotrzymany. W marcu 1939 roku zapanowała psychoza wojny. Znane były już propozycje Hitlera - budowa niemieckiej autostrady przez "korytarz", oraz zmiana statusu prawnego Wolnego Miasta Gdańska, z uwzględnieniem wszystkich polskich interesów w porcie gdańskim. Rosła opozycja i rząd Sławoja-Składkowskiego, podporządkowanego marszałkowi Rydzowi-Śmigłemu, stawał się coraz bardziej niepopularny. Zatem zagrano na narodowej trąbce. "Nie oddamy ani guzika" - głosił Rydz-Śmigły. Od jesieni 1938 roku o Polskę zabiegała Anglia. 3 kwietnia 1939 Chamberlain powiadomił angielski parlament o udzielonych Polsce gwarancjach. Zaproszony do Londynu minister spraw zagranicznych wyraził gotowość przekształcenia ich w pakt. Było to zgodne z dążeniami Anglii, gdyż oczekując nadchodzącego konfliktu zbrojnego z Niemcami chciała ona mieć Polskę po swojej stronie. W sporze tym nie chodziło ani o "korytarz", ani o Gdańsk, lecz o to, po czyjej stronie Polska będzie się biła w drugiej wojnie światowej. W cielenie Czechosłowacji do Niemiec wywołało w Polsce zaniepokojenie, a przeciwnikom Hitlera dało pretekst do wzywania do broni. Naród polski opanowany został przez nastroje wojenne. Wierzono w siłę naszej armii. 7 maja odbyła się parada wojskowa; przejechało kilka czołgów, pokazano kilkaset karabinów maszynowych, dzielnie przemaszerowała piechota, na pięknych koniach siedzieli dzielni kawalerzyści. Zachwyt mas był ogromny. W rzeczywistości była to armia od parady.

Nie wiedziałem dokładnie, ile mieliśmy czołgów, jak niewielki był to procent wobec liczby niemieckich, ale był on ściśle związany z motoryzacją kraju. Niemcy miały 700 000 samochodów, Polska 40 000. Codziennie widywałem się z różnymi politykami. Dziwnym trafem wielu zdrowo myślących ludzi, np. Maciej Rataj, było zwolennikami ugrupowań prowojennych. Ignacy Matuszewski przewidywał, że wojna skończy się klęską i popierał moją działalność przeciwko niej. Pewien przywódca Partii Narodowej potwierdził moją opinię, że wojna mogłaby skończyć się rewolucją komunistyczną, był jednak zdania, że wobec ogólnych nastrojów: "nie można już wojny uniknąć. Generał Sosnkowski rozumiał naszą militarną słabość i niemożność zwycięstwa, ale człowiek ten - który w walce nie znał strachu - nie miał cywilnej odwagi do podjęcia walki z własnym narodem, aby go uratować. August Zaleski - były minister spraw zagranicznych powiedział mi, że z wdzięcznością przyjąłby gwarancje Anglii, ale nie zawierałby paktu, gdyż ten nie odwróciłby groźby wojny, lecz tylko zwiększyłby jej prawdopodobieństwo.

Napisałem do Becka, że przeszedłby do historii zapobiegając wojnie, oznaczającej dla nas nieuchronną katastrofę. Napisałem do Ribbentropa list ze stwierdzeniem, że w Polsce jednostronne koncesje jakiegoś państwa wobec drugiego uważa się za niegodne czci narodowej. Polsce należałoby przyznać te same wpływy w Słowacji co i Rzeszy Niemieckiej. 5 maja wysłałem memoriały do wszystkich ministrów - oprócz Sławoja- Składkowskiego, którego premierostwo uważałem za obelgę dla narodu polskiego - oraz do ważniejszych generałów. Udowadniałem im, że nie możemy prowadzić tej wojny. Przypominałem, że nasza granica z Niemcami ma około 2000 km długości i że jest nieumocniona. Na naszym froncie prowadzono by wojnę ruchomą, na froncie wschodnim zaś - wojnę pozycyjną. Pierwsza musiałaby się skończyć szybkim rozstrzygnięciem na naszą niekorzyść, ta druga mogłaby trwać lata. Posiadaliśmy tylko 40 000 samochodów, Niemcy 1 700000. W krytycznym momencie wkroczyłaby Rosja Sowiecka i oderwałaby od nas wszystkie tereny na wschód od Sanu i Bugu. Zwycięstwo Aliantów nie przyniosłoby nam wyzwolenia. Druga niemiecka okupacja byłaby na pewno uciążliwsza od pierwszej, złagodzonej koncepcją państwa polskiego.

Napisałem książkę ,,W obliczu nadchodzącej drugiej wojny światowej", którą w czerwcu 1939 roku oddałem do druku. Zawierała ona następujące rozdziały: "Walka o podział świata", "Żydzi a wojna", "A jednak szkoda Francji", "Gra Wielkiej Brytanii", "Skutki wsparcia przez Rosję Sowiecką”, "Geniusz Włoch", "Siła i gospodarcze znaczenie Niemiec", "Neutralność Polski lub jej udział w wojnie". Rozdział "Gra Wielkiej Brytanii" zamknąłem następującym ustępem: "Ponieważ w tej chwili na horyzoncie pojawia się wojna państw Osi z Wielką Brytanią, angielska deklaracja może wciągnąć do wojny Polskę, gdyż uchodzi ona za sojusznika Anglii. Deklaracja ta nie narusza oficjalnie paktu o nieagresji z Niemcami z roku 1934, jednak przez Niemcy uznana została za wejście Polski do sojuszu mocarstw nieprzyjacielskich. Może to mieć dla Polski fatalne skutki. W wojnie na dwa fronty szuka się najpierw przeciwnika słabszego, aby go wyeliminować, a w tym przypadku jest nim właśnie Polska. J tak wojna światowa może rozpocząć się jako wojna niemiecko-polska". W rozdziale ostatnim napisałem: "Z wojny między Europą Zachodnią a Europą Środkową jedynie Rosja wyjdzie zwycięsko.

Aby uniknąć wojny z Niemcami, Polska powinna odwołać się do pośrednictwa sprzymierzonych i zaprzyjaźnionych z Niemcami. Państwem takim jest przede wszystkim Italia mająca z Niemcami wspólne interesy i którym nie jest obojętne, czy tama oddzielająca Rosję od Europy, utworzona przez Polskę i Rumunię, zostanie przerwana. Również Japonia, zainteresowana jest nienaruszalnością Polski, gdyż silna Polska absorbowałaby znaczną część sił rosyjskich, odciągając je od dalekiego wschodu" (str. 108). Książka została skonfiskowana. Wyłapano prawie wszystkie jej egzemplarze; uratowało się zaledwie kilka. Jeden z nich jest w moim posiadaniu.

Złożyłem w sądzie skargę na konfiskatę. Sprawa została przeprowadzona w lipcu 1939 roku przy drzwiach zamkniętych. Broniłem jednego rozdziału za drugim; gdy doszedłem do fragmentu "Skutki wsparcia przez Rosję Sowiecką", nerwy odmówiły mi posłuszeństwa i wybuchnąłem płaczem.

Był to chyba najcięższy okres w moim życiu. Gdy nocą docierał do mnie odgłos maszerujących oddziałów, ściskało mi się serce, gdyż boleśnie odczuwałem zbliżającą się katastrofę. W mojej wyobraźni przesuwały się obrazy oczekującej nas klęski, muszę jednak przyznać, że rzeczywistość przerosła wszystko, co mogła sugerować najbujniejsza wyobraźnia.

Wiadomo, jakie skutki pociągnęła za sobą nasza polityka w roku 1939; zwalczałem ją i przeciwstawiałem jej koncepcję zbrojnej neutralności podczas wojny Niemiec przeciw Zachodowi. Zbrojna neutralność miała nie dopuścić do przemarszu wojsk rosyjskich przez nasze terytorium. Taka nasza postawa leżała w interesie Niemiec i dla zachowania tej neutralności Niemcy udzieliłyby nawet pomocy. Mówiłem o tym i pisałem: "Nasza armia w wojnie z armią niemiecką to une quantite negligeable, nie będąca w stanie oprzeć się atakowi dłużej niż przez dwa tygodnie; jednak ta sama nasza armia, walcząca w razie nieposzanowania naszej neutralności przez Rosję, z pomocą niemiecką, wspierana przez fachowe niemieckie dowództwo, przy użyciu dostarczonych przez Niemcy czołgów i samochodów i przy pomocy niemieckich instruktorów - byłaby potężną siłą, zapewniającą zwycięstwo na wschodzie.


Źródło :
„Tragiczne manowce” próby przeciwdziałania katastrofom narodowym 1939-1945, Gdańsk 1995, s. 19-24 i 35-38
http://www.abcnet.com.pl/taxonomy/term/357