n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum bloga

VISITORS

POGODA

LOKALIZATOR

SIEVIERNYJ * 10.IV.

bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

5 marca 2011

Go, Johnny - Go

Reguły gry Smolensk'

15.02.2011 15:44 4

Reguły gry

Jest film pod tytułem „Reguły gry” francuskiego reżysera z okresu międzywojnia Renoira, syna słynnego malarza. Film uważany za arcydzieło pokazuje sytuację w której towarzystwo godzi się na przykrycie zabójstwa zgadzając się na uznanie go za wypadek. Cel tego? Gospodarz, goście uznają że to będzie najlepsze rozwiązanie. I nie chodzi tu nawet o skandal który wybuchłby gdyby powiedziano prawdę, to przede wszystkim kwestia reguł gry – po prostu tak się to załatwia. Zaś zabity zostanie uznany za bohatera – wyprawią mu wspaniały pogrzeb i pozostanie na zawsze w ich pamięci jako wielki człowiek.
1. Co wiedzą rodziny smoleńskie?
Głównym impulsem do napisania tej notki była przedwczorajsza audycja telewizyjna i radiowa z udziałem rodziców posła Gosiewskiego, ale to pytanie zadawałem sobie od dawna i chyba nie tylko ja.
Ci którzy zapoznawali się z materiałami prokuratury mówili, jak Małgorzata Wasserman (było to przed raportem MAK) że jawi się z nich, może nie całkiem nowy, ale rzucający inne światło na tragedię, obraz. Nie mogą jednak o tym powiedzieć bo obowiązuje ich tajemnica. Wielkich rewelacji zapewne w dokumentach tej prokuratury nie było i nie będzie, ale przecież wystarczy choćby bardzo zachowawcze uporządkowanie faktów by wyłonił się nowy i rzetelniejszy obraz.
Ludzie którzy szukają prawdy o Smoleńsku, piszą i komentują na blogach i forach traktują rodziny smoleńskie aktywnie szukające prawdy, jako swoich sprzymierzeńców. I na odwrót rodziny te wiedzą że jesteśmy ich sprzymierzeńcami.
Analizujemy i wracamy do filmu 1.24 zastanawiając się jak wpisać go w całą układankę, zastanawiamy się: jest na nim egzekucja pasażerów, członków załogi TU -154, czy mistyfikacja fsb, a tymczasem by rozwiać te wątpliwości wystarczyłoby jedno.
No, co wystarczyłoby?
Aby głos rozpoznał członek rodziny. Przede wszystkim chodzi o dwa zdania: „Patrz mu w oczy!”, i „Uspokój się!”. Głos jest na tyle wyraźny, na tyle jest rozróżnialna jego barwa, inne charakterystyczne cechy, że najbliższy członek rodziny nie powinien mieć żadnych problemów z rozpoznaniem go.
Jeśli film jest autentyczny, tzn. głos ten jest głosem jednego z pasażerów TU – 154 lub załogi to dotyczyć może zresztą wąskiej części rodzin. Jest to głos młodego mężczyzny, trzydziesto – trzydziestoparoletniego, najprawdopodobniej o przeszkoleniu wojskowym. Takie przeszkolenie mieli (biorąc pod uwagę wiek) pracownicy BOR i piloci.
Czy mogło się zdarzyć że wszystkie rodziny pilotów i pracowników BOR nie obejrzały tego filmu? Uważam że jest to bardzo mało prawdopodobne.
Czy mogło się zdarzyć że nikt z nich z cała pewnością nie rozpoznał głosu młodego człowieka mówiącego „Patrz mu w oczy!” i „uspokój się!”. Sądzę że to bardzo mało prawdopodobne (jeśli film jest autentyczny oczywiście).
Gdybyśmy wiedzieli że te rodziny słuchały i nie rozpoznały głosu byłaby to bardzo cenna informacja – wtedy byłoby wiadomo że jest to mistyfikacja fsb aby przykryć inny przebieg zamachu. A jeśli ktoś rozpoznał głos to wiedzielibyśmy że w tym miejscu byli jacyś ocaleni pasażerowie TU, którzy zostali zamordowani.
Zwróćmy uwagę na to że jakichkolwiek wypowiedzi członków rodzin BOR z pokładu samolotu nie było lub prawie nie było. Może jest to trop?
W każdym razie możemy domniemywać że już w kwietniu któraś z rodzin ofiar rozpoznała głos (pytanie na ile podzieliła się tym z innymi, przynajmniej bliski rodzinami które dotknęła współtragedia).
Ale my tego nie wiemy. Podstawowa rzecz. Jedna z najbardziej podstawowych informacji dotyczących tego śledztwa – rozpoznanie do kogo należy głos mówiący „Patrz mu w oczy!” i „Uspokój się”.
Zwróćmy uwagę też na to że głos mogli rozpoznać koledzy borowców, koledzy pilotów, bądź też wykluczyć. Więc ilość tych osób zwiększa się. A tymczasem na ten temat nie wiemy nic.
Badanie filmu przez prokuraturę? Pomijając już hiper hucpę z badaniem tego filmu przez prawie rok, jeśli ja wiem na przykład że głos który rozpoznałem za ścianą to głos pana X i o to chce mnie zapytać policja, czy prokuratura, to niepotrzebna mi ona aby to wiedzieć, ja to wiem wcześniej niż o oni i oni dopiero się ode mnie dowiedzą.
2. Czy coś grozi „drążącym” rodzinom smoleńskim ?
W niedzielnym programie, nomen omen, gdy myślałem o tym i sam chciałem się dodzwonić, zatelefonował słuchacz z podobnym pytaniem. Wykazując się zresztą taktem, nie przytaczał wobec rodziców ofiary innych słów z filmu, a tylko te cytowane przeze mnie. Pani Gosiewska ( Tu muszę zaznaczyć swój wielki szacunek do rodziców śp. Wicemarszałka Gosiewskiego i do innych członków rodzin aktywnych w szukaniu prawdy. Państwo bronicie honoru Polski i kuriozalne, robicie to co powinno robić państwo polskie) powiedziała że prokuratura to bada. Nie dodała jak wcześniej ostrzejszych określeń, tylko tak jakoś krótko i skromnie.
Jak wszyscy wiedzą o zagrożeniu życia dociekliwej i energicznej córki pana Kochanowskiego poinformował Vitautas Landsbergis. Nie wiem czy ktoś zwrócił uwagę na kontekst słów pani Merty wypowiedzianych w Aktualnościach Dnia RM po opublikowaniu raportu MAK. Naprowadzana przez księdza na wątpliwości dotyczące tego że samolot nie mógł się tak rozlecieć pani Merta powiedziała (uwaga!) że „jej zdaniem mógł. Wiceminister Zając miał na ten temat inną teorię i nie żyje” (Cytuję z pamięci”) Było to wypowiedziane tak nieznacznie, tonem jakby obojętnym, cichym głosem,...ale jestem pewien że to nie był przypadek.
Inny słuchacz w cytowanej niedzielnej audycji podkreślał to że na ekshumację zostało niewiele czasu (wiadomo że musi odbyć się do wiosny) i że trzeba naciskać jeśli ma odbyć się w bliskim czasie. Na to pani Gosiewska nie powiedziała nic. Wcześniej zaś było kilkakrotnie podkreślane i w wypowiedziach poza tą audycją że rodzina nie jest pewna czy w trumnie jest poseł Gosiewski, była mowa i wtedy o garniturze rosyjskim w który miał być ubrany, potem ten garnitur był na trumnie. Żona Gosiewskiego, o ile pamiętam złożyła wniosek o ekshumację w lipcu, lub wcześniej.
Czy rodziny smoleńskie wiedzą że jeśli będą zbytnio naciskać na ekshumację może się to dla nich tragicznie skończyć? Wszak wygląda na to że ciała w trumnach w Polsce (lub to co tam jest) to jedna z najbardziej strzeżonych tajemnic, jedna z podstawowych rzeczy, której w tej sprawie nie wolno ruszać i tak było od początku.
Jedno z podstawowych nie lzia.Do tego tak bardzo nie lzia że okazało się iż prawo rosyjskie zabrania otwierania trumien w Polsce, na którą to informację ja i inni przecieraliśmy oczy na podłodze, na podłodze, bo pospadaliśmy z krzeseł czytając taką informację.
3. Reguły gry
Może to jest główna przyczyna dla której członkowie PiS nie naciskali z całą mocą na ekshumację, a wcześniej sekcję zwłok w Polsce, nie pomagali z całą determinacją rodzinom.
Po prostu nie wolno ruszać kilku podstawowych rzeczy które mogą zdemaskować hucpę: Ofiary: sekcja zwłok, ekshumacja. Nie wolno mówić co słychać i widać na filmie 1.24. Nie wolno mieć wreszcie innych niż zbliżone do teorii zaprezentowanych przez min. Millera bo można źle skoczyć jak wiceminster Wróbel.
Dotyczy to oczywiście osób publicznych. Osoba publiczna, zwłaszcza fachowiec, nie może mieć ugruntowanej teorii na temat „katastrofy” smoleńskiej którą chciałaby się dzielić z opinią publiczną pokazującą jej przebieg całkowicie inaczej od oficjalnej wersji.
Można nawet powiedzieć i mówić: Zamach jak powiedział to mąż Marty Kaczyńskiej, albo w niedzielnym programie prawie wprost pani Gosiewska, ale nie można naciskać zbyt na ekshumację.
Słowo „zamach”. Powiedział bo powiedział. Dowód to żaden. Poza tym można mieć na myśli choćby tylko „błędne” naprowadzanie.
Ekshumacja jednak to twarde fakty. I tu jest gorsza sprawa dla jej nazbyt uporczywie się domagających.
Ba nie można też mówić o „dziwnych” śmierciach w Polsce po 10 kwietnia. Duszpasterz protestantów, szef ekipy archeologów, wiceminister Wróbel. Czy słyszeliśmy posłów PiS mówiących o tym, albo o tajemniczej śmierci operatora tvn Knyża? Nie mówili. Jak będziecie o takich rzeczach mówić możecie być następni (?)
Ustaliliśmy reguły gry i tu możecie a tego nie możecie. Są rzeczy których nie możecie tykać.
Takie są reguły gry?
Warto przytoczyć jeszcze wczorajsze słowa pani Gosiewskiej: „ Mój syn mówił: Mamo, wiem że moje życie jest zagrożone”. (cyt. z pamięci) Nie było to w kontekście wylotu do Katynia. Po prostu na co dzień. Nie zajmował się WSI i innym takim towarzystwem, jego wypowiedzi na antenie RM należały do powściągliwych, zwłaszcza na tle niektórych posłów PiS, aczkolwiek celnych w ocenianiu Tuskolandu z przyległościami, bardzo pracowity.
I wiedział że jego życie jest zagrożone.
Co dopiero teraz? W tym też kontekście popatrzyłem na nie dociekania Maciarewicza, innych, na pomijanie „spiskowych” teorii „katastrofy”. Nie przede wszystkim dlatego że boją się ośmieszenia i że to zaszkodzi sprawie. Po prostu wiedzą czym się to może skończyć.
Czy ktoś ich obroni? Czy opinia publiczna wzburzy się jeśli jeden z nich będzie miał „wypadek samochodowy” albo okaże się że nożem zadźgała go własna córka? Bo przecież będzie się to działo pojedynczo, nie kilku od razu...i nie będzie się o tym prawie mówić, jak o śmierci tych wymienionych, i nie będą mówić sami posłowie PiS bo każdy z nich będzie mógł być następny po koledze.
Może także z tego powodu Jarosław Kaczyński nie chciał prezentować kontra Komorowski pytań takich jak Aleksandra Ściosa. Takich rzeczy robić nie wolno. Ktoś tam sobie może napisać, wolno może i jeszcze publikować skróconą wersję raportu WSI, choć jak powiedział prorok Komorowski „Kaczyńscy pożałują tego co zrobili”, ale w debacie telewizyjnej, na oczach kilku milionów widzów takich pytań zadać ulubieńcowi WSI nie można.
Jeśli tak ma się rzecz to inaczej patrzę na podejście do śmierci Filipa Adwenta przez PiS, co krytykowałem, bo sądziłem że nie interesowali się tą sprawą „bo nie ich człowiek”. Będziecie dociekać i sugerować że to było ukartowane zabójstwo, nagłaśniać to publicznie to niedługo o kimś z was będą mówić tak jak o Adwencie.
Tak wtedy, a co dopiero teraz jak terror się rozszalał i towarzystwo pozwala sobie nawet na nonszalanckie luzowanie śrub w kołach samochodu pani Olewnik by pokazać że teraz to dopiero my rządzimy.
Kto zna, pamięta historię rektora uczelni Jarosza? Próbowano zniszczyć jego, z uczelni wyprowadzić majątek. Ten rodzaj mafii na bazie sb, kgb co w przypadku Olewnika? Prawdopodobnie. Były dwie chyba audycje w Radio Maryja z jego udziałem. Potem rektor zostaje wyprowadzony z uczelni przez policję. Dalej dzieją się z nim niewiarygodne, nawet w ramach tego co sądzimy o Polsce jako o państwie prawa, rzeczy. Z więzienia pisze szokujący formą i treścią list w którym prosi o pomoc – list zostaje odczytany na antenie Radia Maryja. Wcześniej nim list dociera do Radio Maryja słuchacze naciskają ludzi z PiS, rząd na udzielenie pomocy Panu Jaroszowi. Co słyszy założyciel Radia Maryja od PiS: „ Zostawcie to, nie zajmujcie się tym” (?!)
Ktoś został skazany na pożarcie, ale przeciwnik jest zbyt silny i trzeba mu pozwolić pożreć upatrzoną sztukę?
Jeśli tak jest to tym gorzej dla wyjaśnienia „katastrofy” chociaż PiS bardzo chce ją wyjaśnić. Chce, ale może musi w ramach Reguły Gry?..
Jest jednak jeszcze społeczeństwo, które na reguły gry zgodzić się nie musi.

4 marca 2011

keep going * your goodness

DON KING  | 01.03.2011
notka również w lubczasopiśmie: DOBRE NOWINY

PODAJ DALEJ !


Kilkanascie lat temu ,mialem w swoim nedznym zyciu na obczyznie piekny czas.Sprobowalem biznesu.jako gowniarz zalozylem firme ,ktora sprzata duze budowy.Zatrudnilem swych rodakow.A ze to byly takie super-czasy,ze kazdy nowy przedsiebiorca w NRF-ie, przez pierwszy rok nie placil zadnych podatkow,moglem im dac dobra stawke(15 dm na godzine).Wypozyczalem ciezarowki i sprzet do kruszenia gruzu.Reszte robili chlopaki.Zaczelem zarabiac dobry szmal.Jako gowniarz mialem na tyle poukladane w glowie,ze szanowalem kazdy zarobiony grosz.Do czasu,hehe;-).Pewnego dnia odebralem zaliczke od zadowolonego klienta.Kwota ,okolo 16 tysiecy marek.Zaprosilem paru albanskich wspolwykonawcow na kolacje.Poszlismy do jugolskiej knajpki w centrum Monachium.Gdy tak sobie piwkowalismy,zauwazylem kontem oka pewna osobe w rogu knajpy.Koles,okolo 40-stu lat,lysina,odstajace uszy.Ubrany byl w dzinsy i dzinsowa katane.A ze wiedzialem jak polacy w tamtych czasach sie ubierali,nabralem podejrzenia,ze to polak.Obserwujac go co jakis czas,zauwazylem ze koles saczy jedno piwo przez pol godziny i ze ma spuszczona glowe.Widac bylo smutek na jego twarzy.Dalej obserwowalem tego czlowieka.widzialem ze gdy spuszcza glowe,zaczyna plakac.....
Nie moglem sie juz skoncentrowac na biesiadzie wsrod znajomych.Ten koles zaczal mnie intrygowac.Kiedy uslyszalem rozmowe  tego czlowieka z kelnerem i,uslyszalem lamany niemiecki z polskim akcentem,gdzie facet prosi o male piwo i probuje zaplacic klepakami.
Po ludzku nie wytrzymalem.podeszlem do stolika i zapytalem sie,czy polak(a to byly czasy,kiedy rzadko spotykalo sie rodaka za granica).Gosc wystraszyl sie,tak,jakby diabla zobaczyl:-). Gdy sie uspokoil,spytalem sie,czy moze ma ochote do nas,do stolika dolaczyc.Andrzej,bo tak sie przedstawil,ze chetnie...ale sie....wstydzi(?)Zapytalem,dlaczego? Andrzej powiedzial,ze ani nie ma grosza przy duszy,zeby postawic po piwie,ani nie ma nastroju..Wytlumaczylem mu,za jak nie ma nastroju,to rozumiem i ze tu w NRF-ie tak nie jest,ze jak ja zapraszam, to gosc placi;-)
Zanim opuscilem jego stolik,powiedzialem do kelnera,ze wszystko co ten czlowiek spozyje,ja place.Moi znajomi powoli rozeszli sie,a ja dosiadlem sie do Andrzeja.byl tak zaplakany i zmartwiony,ze wrecz ,z gory zapytalem  ,co takiego wydarzylo sie,ze jest tak przygnebiony.
I tu zaczyna opowiadac: przyjechalem do kumpla.obiecal znalesc prace i mieszkanie.W Polsce zapozyczylem sie na paszport i na lapowki na zezwolenie wyjazdu do NRF-u.Kiedy przyjechalem pod adres kolegi,ten nie otworzyl mi drzwi.Gdy pod drzwiami nadsluchiwalem,czy ktos jest w domu,uslyszalem glos jego matki: nie otwieraj temu lumpowi,sprowadzi nam na kark policje i cholera wie,kogo jeszcze,nie otwieraj .....!!
Usiadlem na schodach i zaczelem plakac.W domu czekala zona i dwojka malych dzieci.Bieda,nedza i do tego jeszcze moje dlugi.W pewnej chwili chcialem wyjsc z domu tego ,, niby-kolegi" i pojsc sie po prostu powiesic,ale przypomnialem sobie,ze mam dla kogos zyc i zarabiac.Noc przespalem w parku.Nad ranem,kiedy bylem na kosc zmarzniety uslyszalem jakies polskie glosy.Dwoch polakow przyszlo do parku na poranne winko.Kiedy zagadalem o pomoc,powiedzieli ze pomoga i zaprowadzili mnie na pobliska budowe.Tam poznalem czecha,ktory robil wykonczeniowki.Dal mi spanie u siebie w domu(raczej pijackiej melinie) no i obiecal stawke 6 marek na godzine,darmowe spanie i posilek raz dziennie.Przez pare miesiecy nic mi nie placil,mowiac,ze klienci zalegaja mu z zaplata i jak dostanie kase,wszystko mi zaplaci. Po trzech  miesiacach,zaczelem twardo domagac sie zaplaty,czech zwolal kolesi i pobili mnie,jednoczesnie wyrzucajac z mieszkania.....
Slyszac te opowiesc,a jednoczesnie,jako mlody szczaw,probujac powstrzymac zlosc i lzy,bez zadnej chwili namyslu,powiedzialem mu: Andrzej jedziemy do Hotelu.Nie wiedzial,co jest grane.Mlody gowniarz,z lamanym polskim,probuje pomoc? A jednak;-)
Zabralem go do Hotelu,zaplacilem za dwie doby z gory. Andrzejowi powiedzialem,ze o godz 11-stej przyjezdzam po niego i wspolnie odwiedzimy czecha.Gdy czlowiek ten udal sie do swego hotelowego pokoju,ja,udalem sie do Agrona, znajomego albanczyka,wlasciciela salonu gier.a ze to byl dobry kolega,opowiedzialem mu historie Andrzeja. Agron,po wysluchaniu mojej opowiesci,wykonal pare telefonow i bylismy na zajutrz umowieni.Zabralismy Andrzeja z Hotelu i odwiedzilismy czecha.W pare minut zaplacil mu wszystkie pieniadze plus karne odsetki,ktore Agron obowiazkowo naliczyl;-)
Zabralem potem Andrzeja do Supermarketu,wzialem dwa wozki,dalem mu je i powiedzialem;przeciez z golymi rekoma nie wrocisz do rodziny.Masz dziesiec minut czasu.Laduj do wozka,co chcesz,a ja czekam przy kasie.Koles doslownie oslupial slyszac moja propozycje i  nie wiedzial co ma dalej czynic,wiec mu troche pomoglem w zakupach:-)Rachunek za 2300 marek zaplacilem i podwiozlem go na busa,ktorego tez oplacilem,aby zabral Andrzeja do domu.
Jakiez bylo jeszcze jego zdziwienie,kiedy na odchodne dalem mu w kopercie 15 tysiecy marek i powiedzialem: to prezent od polaka dla dzieci Andrzeja.
On poprostu poplakal sie a mi zrobilo sie cieplo na sercu.
Chociaz od tego czasu minelo juz wiele lat,a ja sam teraz biede klepie,to nie zaluje tego, czego zrobilem dla tego rodaka.przez niego stalem sie lepszym czlowiekiem!!
Moze i wy mozecie komus pomoc i to opisac?A moze tez komus pomogliscie ?
Piszcie w tytule:PODAJ DALEJ !!

Tomasz Urbaś.

Walka o Polskę

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 
Od dwudziestu laty czujemy, że coś jest nie tak. Demokracja, wolny rynek, wolne media, otwarte granice niby są. Transformacja ustrojowa zapełniła półki sklepowe. Ale czujemy, że w Polsce to jakby nie Polacy rządzą. Czujemy, że owoce wysiłku Polaków ktoś przejmuje. Polacy krok za krokiem pozbawiani są własności swoich przedsiębiorstw i ziemi. Prezydent Izraela pozwolił sobie nawet na wyrażenie publicznego zadowolenia z tego powodu. Polacy w coraz mniejszym stopniu uczestniczą w podziale dochodu przedsiębiorstw oraz w coraz większym stopniu są obciążani daninami publicznymi. Ktoś lub coś dusi polskie rodziny uniemożliwiając wychowywanie dzieci w liczbie zapewniającej nie tylko wzrost, ale nawet utrzymanie liczebności narodu.
W środowiskach niepodległościowych i patriotycznych rozmaicie diagnozowano sytuację Polaków. Wskazywano, że Polską rządzą sprzeniewierzeni agenci, działający nie w interesie Polaków, a swoich zagranicznych mocodawców. Sugerowano, że we władzach jest nadreprezentacja osób żydowskiego pochodzenia, które bardziej kierują się ideą syjonizmu niż ideą polskości. Te przesłanki wskazywano jako przyczyny klęski dwóch prawicowych rządów: Jana Olszewskiego oraz Jarosława Kaczyńskiego. Ugruntowuje się przekonanie, że bez względu na to kto rządzi i tak nic nie zmienia się.
Brak jakościowych zmian jest faktem. Elity postsolidarnościowe licytują się wyłącznie na słowa, epatują tematami zastępczymi, obrzucają się inwektywami. Zmiany prawa mają charakter kosmetyczny. Jakby coś pozostawiono. Coś ukrytego. Coś dysponującego narzędziami bardzo silnej władzy. Władzy, która trzyma Polaków żelazną ręką, bez względu na wyniki wyborów.
Jedynym narzędziem pozapolitycznej władzy jest pieniądz. Jak to narzędzie skonstruowano? Czy to po prostu tajne kanały finansowania partii politycznych z zagranicy? Szwajcarskie konta? Źródła finansowania korupcyjnej prywatyzacji? Wydaje się, że to musi być coś znacznie bardziej uniwersalnego. Coś powszechnego, wszędzie widocznego, ale o niedostrzegalnej władzy.
Pieniądz. Skąd ten pieniądz?
W powszechnym przeświadczeniu źródłem pieniądza jest bank centralny – Narodowy Bank Polski. Na pierwszy rzut oka nie widzimy niczego podejrzanego. Nazwa radująca serca Polaków – „narodowy”. Narodowe banknoty i monety – złoty. Bank w pełni państwowy. Ale na tym idyllicznym obrazie jest skaza. Na praktycznie cały majątek (na koniec listopada 2010 r. 311 mld zł) „narodowego” banku składają się aktywa zagraniczne (na koniec listopada 2010 r. 307 mld zł) – przede wszystkim obligacje krajów Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Bilans NBP nie pozostawia najmniejszych złudzeń. Za każdą emisję złotego w banku centralnym są nabywane aktywa zagraniczne. Gdzie? Za granicą. Od kogo? Od ich posiadaczy – dealerów – najpotężniejszych banków inwestycyjnych świata. Banki inwestycyjne oczywiście nie trzymają złotego w swoich skarbcach lub na rachunku w NBP. Kupują za niego polskie obligacje. Kupują za niego polskie firmy, ziemię. Jak nie robią tego osobiście to udzielają swoim zaufanym korporacjom kredytów. Wyemitowany złoty trafia w rezultacie do obiegu w Polsce. W efekcie mieliśmy przedsiębiorstwa, ziemię, a mamy wątpliwej jakości w czasie światowego kryzysu zadłużeniowego obligacje państw zachodnich i jednocześnie dług wobec zagranicy. Genialna wymiana. Dokonująca się na naszych oczach. W biały dzień. Traktowana jako świetny i wspaniały system światowej bankowości. Za świstki zagranicznych papierów skarbowych (nawet nie świstki – zapis w komputerach) wyzbywamy się majątku trwałego Polaków i zadłużamy się. Na jaką skalę? „Jedyne” 307 mld zł, równowartość 98 mld dolarów (wg kursu z 30 listopada 2010 r.).
Tak działa system emisji naszego pieniądza w naszym „narodowym” banku. To dlatego inwestorzy zagraniczni panoszą się po Polsce. Nasz bank centralny podaje im na tacy środki (złotego) na zakup aktywów w Polsce. Niby widzimy to w bilansie NBP od dwudziestu lat, ale nie łączyliśmy tego z dziwnymi postępami prywatyzacji przez zagranicznych inwestorów.
Gwoli sprawiedliwości w wielkiej prywatyzacji uczestniczą też „strategiczni” inwestorzy krajowi. Krajowi z nazwy. Skąd te na początku transformacji golce miały pieniądze? Za co nabywają i teraz? Ano głównie za kredyty pochodzące z zachodnich wielkich banków. Są typowymi słupami. Zagraniczny bank finansuje ich, oni kupują polską firmę. Trochę potrzymają, a później odsprzedają temu, kogo wskaże im bank. Dostają za to swoje srebrniki. Czytamy o nich w listach najbogatszych. Ale to również lista najbardziej zadłużonych, dzięki łasce zagranicznych banków inwestycyjnych.
Niestety to półprawda. Nawet nie półprawda. Jest jeszcze gorzej. Znowu pieniądz. W bilansie NBP znajdujemy informację o ilości wprowadzonych do obiegu monet i banknotów. Na koniec listopada 2010 r. jest ich 101 mld zł. Tymczasem w tej samej chwili banki komercyjne posiadały 767 mld zł depozytów w tym 336 mld zł depozytów bieżących głównie ludności i przedsiębiorców. Jakim cudem NBP wprowadził do obiegu tylko cząstkę pieniędzy, które figurują jako depozyty w bankach? To prawdziwy cud bankowości. Banki komercyjne same emitują pieniądze poprzez zapisy na prowadzonych przez siebie kontach. Emisji dokonują poprzez udzielenie kredytu. Przyznając kredyt zapisują go i jako dług kredytobiorcy (do spłaty) i jako zobowiązanie wobec kredytobiorcy (jako środki na bieżącym rachunku depozytowym do dyspozycji kredytobiorcy). Skala emisji pieniądza przez banki komercyjne jest wielokrotnie większa niż emisji banku centralnego. Podaż pieniądza na koniec listopada 2010 r. wyniosła 763 mld zł. Gotówka w obiegu stanowiła tylko 13,2 % podaży pieniądza. Bank centralny nie ma monopolu emisyjnego pieniądza. Głównym emitentem pieniądza w gospodarce są banki komercyjne. To one decydują komu, ile i na co udzielą kredytów i tym samym ile pojawi się w gospodarce pieniądza.
To olbrzymia władza. Władza w wymiarze indywidualnym. Przedsiębiorstwo działa, finansując się w części kredytem. Pewnego dnia bank mówi nie damy nowego kredytu. Przedsiębiorstwo traci płynność, traci wartość. Postawiony pod ścianą właściciel zmuszony jest sprzedać za niską cenę, temu kto ma dostęp do kredytu i zadziwiającą wiedzę o trudnej sytuacji finansowej, którą teoretycznie może mieć tylko bank. Władza w wymiarze systemowym. Koledzy bankierzy, ogłaszamy prosperity, udzielamy kredytów na nieruchomości. Niech pracownicy banków wypruwają z siebie żyły i flaki i wciskają kredyty hipoteczne komu się da. Ceny nieruchomości rosną. Kredyty rosną. Aż pewnego dnia. Koledzy bankierzy strzyżemy owieczki, koniec z nowymi kredytami, stopy procentowe w górę, ceny nieruchomości w dół. Coraz więcej kredytobiorców nie spłaca. Banki egzekwują, Zaufani, którym banki udostępniły kredyty kupują za niską cenę, stary właściciel do końca życia zostaje z górą długu. Ci kredytobiorcy, którzy bardzo mocną zacisną pasa może uratują dom, mieszkanie, a ich krwawica utuczy bankierów. Im bardziej skoordynowana akcja właścicieli banków, tym obfitsze żniwa. Dlatego strzyżenie owieczek nie ogranicza się do jednego sektora, większe zyski dla bankierów rodzi wywołanie sztucznego boomu, a następnie depresji w całej gospodarce. Wszystko wystrzeliwuje do góry, a następnie leci na pysk, nie ma gdzie się schronić, a ratunek, pieniądz, ma bankier.
Dziel i rządź. System emisyjny z dominacją prywatnych banków to właściwie kalka feudalizmu. Nadanie ziemi zastąpiło przyznanie kredytu. Czynsz lub pańszczyznę zastąpiły odsetki i prowizje. Ale istota władzy pozostała ta sama. Dystrybucja własności po uważaniu z daniną dla władcy.
Kim są bankierzy w Polsce? W ciągu dwudziestu lat większość akcji państwowych banków została sprzedana bankierom za granicą, którzy są wyjątkowo wstrzemięźliwi w podstawowej informacji, kto ich kontroluje. Czy są to konkurencyjne przedsiębiorstwa finansowe, czy też oligopol lub monopol. Bankierzy są do tego stopnia wstrzemięźliwi, że tylko przy okazji dochodzeń Kongresu USA wyciekają informacje o prywatnych właścicielach największego banku centralnego świata amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W Europie pytań o kontrolę nad bankami komercyjnymi nawet nikt nie śmie zadawać. Zadziwiająca asymetria informacji. Bankierzy jako kredytodawcy chcą wiedzieć o nas wszystko, a o sobie skąpią wiadomości. Czy dlatego, że nitki bankowości w Europie i Stanach Zjednoczonych pociągają osoby z tej samej rodziny, która robiła to w XIX i na początku XX w.?
Dzięki prywatyzacji banków w Polsce bankierzy zagraniczni uzyskali w Polsce władzę nad gospodarką. Bez żadnych wyborów. Bez żadnej polityki. Niewidoczną. Ale oczywistą i rzeczywistą. Przejęli kontrolę nad narodowym pieniądzem.
Z brakiem polityki to przesada. Bankierzy sponsorują teatrzyk cieni. Kukiełki, które gonią się i pokrzykują na scenie politycznej. Kukiełki z prasy, radia, telewizji. Kukiełki z firm badających opinie społeczne. Kukiełki z instytutów naukowych. Wyborcy mają dostrzegać barwne i dynamiczne spoty wyborcze, wielkoformatowe kolorowe plakaty, morza ulotek, fascynującą rywalizację „poważnych” kandydatów, fachowe opinie „ekspertów”. Komu tam chce się obliczyć koszt tych gadżetów w stosunku do oficjalnych wydatków partii politycznych na kampanie wyborcze. Blichtr, puder, barokowa wystawność. Program. Jaki program? Hasła, życzenia, gruszki na wierzbie i kiełbasa wyborcza zgodnie z wynikami sondaży. I karuzela kręci się.
Koniec. Wszystko stracone. Pielęgnowanie takich postaw, to również element teatrzyku. Źródło potęgi i władzy bankierów to jednocześnie ich pięta achillesowa. Wystarczy użyć ich narzędzi w przeciwnym kierunku. Przeznaczanie renty emisyjnej banku centralnego nie na nabywanie aktywów zagranicznych, a na wypłatę dywidendy z własności NBP przez każdego Polaka, ucina prezentowanie przez Polaków na tacy polskich przedsiębiorstw. Pełne rezerwy od depozytów bieżących eliminują emisję pieniądza przez banki komercyjne, które stają się pośrednikami pomiędzy posiadaczami depozytów terminowych, a kredytobiorcami. Funkcję emitenta w całości odzyskuje bank centralny z korzyścią, również finansową, dla każdego Polaka.
Okazuje się, że tak łatwo jak właściciele zagranicznych banków komercyjnych uzyskali dominującą władzę w Polsce, mogą tę władzę stracić. Proces likwidacji tej władzy rodzi szansę na natychmiastową spłatę zagranicznego długu publicznego (finansowaną z części aktywów rezerwowych). Umożliwia spłatę istotnej części długu krajowego. Obniża ponoszone przez budżet państwa koszty obsługi długu. Otwiera drogę do powstania polskiego banku depozytowo-kredytowego o największych w systemie bankowym kapitałach własnych oraz z bezkonkurencyjną ofertą depozytowo-kredytową. Pojawia się również możliwość nabycia nie radzących sobie w nieuprzywilejowanych warunkach banków przez Polaków po cenie adekwatnej do trudności, z którymi stające się zwykłymi firmami pośrednictwa finansowego banki mogą borykać się.
Walka o Polskę to walka o polski system bankowy, polski bank centralny i polski pieniądz.
Tomasz Urbaś
Za: http://urbas.blog.onet.pl/

w sądach kondominium

Nie bądźmy obojętni wobec aresztowania działacza obywatelskiego - Tadeusza Chołdy. Proszę o pisanie skarg w tej sprawie do radnych, posłów, senatorów, RPO, Ministra Sprawiedliwości. Rozpowszechnienie tej informacji będzie dużym wsparciem dla Tadeusza Chołdy.


Bestialskie zatrzymanie w więzieniu w Krakowie - chorego i niewinnego Tadeusza Chołdy - naszego przyjaciela i członka stowarzyszenia SOiRP w Rzeszowie.

Stowarzyszenie Obrony i Rozwoju Polski, 1.03.2011 r.
Bestialskie zatrzymanie w więzieniu w Krakowie - chorego i niewinnego Tadeusza Chołdy - naszego przyjaciela i członka stowarzyszenia SOiRP w Rzeszowie.

Zwracamy się z apelem do wszystkich uczestników portali internetowych, którym leży na sercu sprawiedliwa Polska, aby zainteresowały się sprawą Tadeusza Chołdy i publikowały tą sprawę na wszelkich możliwych forach internetowych. Prosimy aby słały także petycje do Prokuratora Generalnego ( email skargi: pk.skargi@ms.gov.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ) i RPO ( email skargi; https://www.rpo.gov.pl/wniosek/index.php?jezyk=0&poz=2 - o wszczęcie procedury kasacyjnej od postanowienia w sprawie Tadeusza Chłody, który jako osoba niewinna i chora siedzi teraz w więzieniu w Krakowie na ul. Montelupich . Obecnie jest w tamtejszym szpitalu.

Wiemy także, a dowodzi tego pismo z więzienia Tadeusza Chołdy, skierowane do Ministra Sprawiedliwości, iż rok temu min. K. Kwiatkowski zadeklarował daleko idącą pomoc. Polecił nawet przypomnienie mu o ich rozmowy i skontaktowanie się z jego asystentem. Nie tknął jednak palcem.!!!!


Tadeusza Chołdę zatrzymano w dniu 28.01.2011 r. na terenie Sądu Rejonowego w Krakowie, w trakcie kiedy chciał zapoznać się z aktami sprawy. Najgorsze jest to, iż Tadeusz Chołda jest po przeszczepie rozrusznika serca i wg informacji z dnia 22 lutego stracił przytomność w Areszcie Śledczym w Krakowie, ul. Montelupich 7.
Tadeusz Chołda


Dlaczego został zatrzymany? Sprawa dotyczy konfliktu ze znanym adwokatem z Krakowa, od którego Tadeusz Chołda wynajął pomieszczenia w celu prowadzenia działalności gospodarczej. Lokal ten wyremontował na własny koszt. Po remoncie lokalu, sprytny krakowski adwokat, wypowiedział mu umowę najmu i zażądał opuszczenia lokalu, bez zwrotu kosztów remontu. W odpowiedzi Tadeusz Chołda zażądał zwrotu nakładów, które poniósł na remont lokalu - co dla zwykłych ludzi jest oczywiste. Ale nie było oczywiste dla adwokata i sądu. Sprytny adwokat na podstawie swoich układów wystąpił do sądu o zwrot przez Tadeusza Chołdę utraconych korzyści, z powodu braku możliwości wynajęcia tego lokalu fikcyjnej firmie izraelskiej. Na okoliczność tą przedstawił nieprawdziwej treści umowę z biura nieruchomości i w ten sposób wykazywał, że ponosił rzekome straty 5000 zł/ miesiąc. To że taka firma izraelska nie istniała, sądu nie interesowało. Wystarczył jak widać "najistotniejszy fakt", że adwokat - syn sędziego stanu wojennego z Krakowa posiadał fikcyjną papierową umowę propozycji najmu.

Z nieznanych nam przyczyn sprawą zajął się sąd karny ( zamiast cywilny - ale tak jest zawsze kiedy mamy do czynienia z ludźmi o określonych układach) i skazał T. Chołdę na 8 miesięcy w zawieszeniu,

Adwokat nie dawał jednak dalej za wygraną i podstępnie dążył do odwieszenia wyroku. Osiągnął swój cel kiedy chory Tadeusz Chołda leżał w szpitalu. Krakowski sąd w pośpiechu w tym właśnie czasie bez możliwości obrony odwiesił mu karę.

Jak widać w Polsce aby nie ponosić odpowiedzialności trzeba kraść , wyłudzać i oszukiwać na miliony. Tylko wtedy jest się bezkarnym. Ogłasza się upadłość a na drugi dzień tworzy nową firmę. Zaś ci jak Tadeusz Chołda, którzy odważą się stawić opór ludziom z układów lądują w więzieniach a polska prokuratura chętnie bierze w tym udział. I to wszystko dzieje się w Tygodniu Osób Pokrzywdzonych i to przez sędziów i prokuratorów.

http://www.aferyibezprawie.org/index.php?option=com_content&view=article&id=1423:bestialskie-zatrzymanie-w-wizieniu-w-krakowie-chorego-i-niewinnego-tadeusza-hody-dziaacza-stowarzyszenia-z-rzeszowa-i-naszego-przyjaciela-to-kolejna-sprawa-w-tygoniu-przestpstw-sdziow&catid=10:ogolna&Itemid=2


źródło

3 marca 2011

FILM - Burke and Hare



http://www.nicek.info/2011/02/24/burke-and-hare/

L w ó w * 39

Grzegorz Hryciuk - "Polacy we Lwowie 1939-1944. Życie codzienne"
Spis treści


  • Wstęp
    ROZDZIAŁ 1.    Okupant radziecki i jego polityka
    1. Zajęcie miasta
    2. Tymczasowe władze miejskie
    3. Legitymizacja okupacji
    4. Władze okupacyjne
    5. Sowietyzacja miasta
    6. Terror
    7. Polityka radziecka wobec Polaków (do połowy 1940 r )
    8. Nowy kurs?

  • Tabele

  • Przypisy do rozdziału 1

    ROZDZIAŁ 2.    Życie codzienne pod okupacją radziecką
    1. Warunki bytowe
    2. Praca i jej warunki
    3. Obieg pieniężny
    4. Zaopatrzenie, handel
    5. Warunki mieszkaniowe
    6. Warunki sanitarne i stan zdrowia ludności Lwowa
    7. Komunikacja
    8. Problem „bieżeńców"

  • Tabele

  • Przypisy do rozdziału 2

    ROZDZIAŁ 3.    Życie kulturalne i szkolnictwo polskie w latach 1939 1941
    1. Założenia polityki kulturalnej okupanta
    2. Jawne życie literackie i artystyczne Lwowa
    3. Polskojęzyczna prasa gadzinowa
    4. Działalność wydawnicza i czytelnictwo
    5. Życie kulturalne i rozrywki
    6. Ossolineum
    7. Szkolnictwo i nauka

  • Przypisy do rozdziału 3

    ROZDZIAŁ 4.    Postawy i nastroje ludności polskiej w latach 1939 1941
    1. Postawy
    2. Praca organiczna czy kolaboracja?
    3. Okupant w oczach lwowian
    4. Bierny opór i przejawy walki cywilnej
    5. Stosunek do Ukraińców i Żydów
    6. Nastroje
    7. Życie religijne
    8. Humor

  • Przypisy do rozdziału 4

    ROZDZIAŁ 5.    Przejście Lwowa pod okupację niemiecką
    1. Wybuch wojny niemiecko radzieckiej
    2. Stłumienie dywersji ukraińskiej we Lwowie
    3. Życie miasta i nastroje ludności polskiej w pierwszym tygodniu wojny
    4. Mordy w więzieniach
    5. Zajęcie miasta przez Niemców
    6. Normalizacja życia w mieście
    7. Próby ukrainizacji Lwowa
    8. Początek represji antyżydowskich
    9. Postawa ludności polskiej i ukraińskiej w obliczu nowej okupacji

  • Przypisy do rozdziału 5

    ROZDZIAŁ 6.    Okupant niemiecki i jego polityka
    1. Władze miejskie Policja i wojsko
    2. Polityka niemiecka wobec ludności polskiej (do 1943 r )
    3. Zaostrzenie polityki niemieckiej na przełomie 1943 i 1944 r
    4. Rozstrzygający rok 1944

  • Przypisy do rozdziału 6

    ROZDZIAŁ 7.    Życie codzienne pod okupacją niemiecką
    1. Warunki bytowe i dokumenty osobiste
    2. Praca i jej warunki
    3. Strefy ubóstwa i nędzy
    4. Obieg pieniężny
    5. Zaopatrzenie i handel
    6. Warunki mieszkaniowe
    7. Warunki sanitarne i stan zdrowotny mieszkańców Lwowa
    8. Komunikacja
    9. Rok 1944 - ostatnie półrocze okupacji niemieckiej

  • Tabele

  • Przypisy do rozdziału 7

    ROZDZIAŁ 8.    Życie kulturalne i szkolnictwo polskie w latach 1941 1944
    1. Założenia niemieckiej polityki kulturalnej
    2. Prasa gadzinowa i radio
    3. Książki i czytelnictwo
    4. Rozrywki masowe
    5. Próby powołania teatru polskiego. Koncerty muzyki religijnej
    6. Muzea lwowskie i wystawy propagandowe
    7. Biblioteki naukowe. Rola Ossolineum
    8. Szkolnictwo i nauka
    9. Podziemne życie literackie. Prasa i książka
    10. Teatr w konspiracji
    11. Tajne szkolnictwo i życie naukowe
    12. Kultura i szkolnictwo ukraińskie we Lwowie

  • Przypisy do rozdziału 8

    ROZDZIAŁ 9.    Postawy i nastroje ludności polskiej w latach okupacji niemieckiej
    1. Ewolucja postaw społecznych w latach 1941 1944
    2. Stosunek do okupanta niemieckiego oraz innych mieszkańców Lwowa
    3. Stosunek do komunizmu i ZSRR
    4. Nastroje i sposoby na przetrwanie

  • Przypisy do rozdziału 9

  • Zakończenie

  • Przypisy do zakończenia

  • Indeks nazwisk


  • Opublikowany (za zgodą Autora) fragment pochodzi z książki wydanej w 2000 roku przez wydawnictwo Książka i Wiedza.
    Copyright 2000 by Książka i Wiedza



    ROZDZIAŁ 4
    Postawy i nastroje ludności polskiej w latach 1939-1941

       1. Postawy

    Klęska wrześniowa, upadek państwowości polskiej i okupacja radziecka stworzyły nowe warunki, w których przyszło żyć Polakom we Lwowie. Najistotniejszą kwestią w zmienionej sytuacji było określenie stosunku do najeźdźcy. Nie był on z pewnością jednolity. Zawierał się między wrogością i bezkompromisową walką z okupantem w szeregach organizacji konspiracyjnych a zachowaniami konformistycznymi czy wręcz kolaboracją. Wpływ nań miało wiele czynników zmieniających się wraz z upływem czasu.
    Ze względu na wyjątkową szczupłość materiałów źródłowych, ich często generalizujący i tendencyjny charakter, ocena postaw ludności polskiej we Lwowie w latach pierwszej okupacji radzieckiej jest niezwykle trudna. Nie sposób nawet stwierdzić, czy powstał tu i czy był bliżej znany szerszym warstwom społeczeństwa polskiego wojenny kodeks moralny, swoisty dekalog obywatelski, wyznaczający podstawowe zasady postępowania wobec okupanta.
    "Zasadnicze wytyczne w sprawie stosunku społeczeństwa do okupantów" zawierała przekazana do kraju Instrukcja nr 1 dla mężów zaufania. Pisano w niej m.in.:
    • "a) Obowiązuje polityczny i towarzyski bojkot okupantów. [...]
    • b) W walce z okupantami należy wykorzystać wszelkie formy organizacji legalnych (np.: kulturalnych, oświatowych, zawodowych). Wszystkie przejawy życia zbiorowego powinny być przepojone duchem wiary w nadchodzący dzień wyzwolenia i porachunku z okupantami. Wystąpienia zbiorowe organizacji lub grup społecznych, wyrażające protest przeciw okupantom, powinny w miarę możności posiadać taką formę, która by jak najmniej narażała na bezpośrednie represje. [...]
    • c) Nie jest sprzeczne z interesem polskim obejmowanie stanowisk w szkolnictwie, administracji komunalnej, w samorządzie wszelkiego rodzaju, w administracji handlowej, przemysłowej, rolnej, leśnej, kolejowej, pocztowej, sanitarnej - o ile objęcie stanowiska nie jest uzależnione od dopełnienia warunków o charakterze zobowiązań politycznych.
    • d) W wypadku bezwzględnej konieczności dopuszczalne jest współdziałanie Polaków, względnie organizacji społecznych polskich z władzami okupacyjnymi w zakresie akcji charytatywnej, opieki sanitarnej i materialnej, mającej na celu ulżenie cierpiącej ludności.
    • e) [...] komuniści polscy, którzy współdziałają z okupantami, zapominając o właściwej drodze załatwiania sporów wewnętrznych, będą dla społeczeństwa polskiego straceni na zawsze, a imię ich będzie napiętnowane.
    • f) Szpiedzy i prowokatorzy, w wypadku winy udowodnionej, będą karani śmiercią [...]" 1   .
    Echa tych wskazań dostrzec można było w propagowanych przez podziemie polskie metodach sabotażu biernego i czynnego. Według sprawozdania wysłannika Komendy Obszaru 3 ZWZ por. Romana Tatarskiego "osobom zatrudnionym przez okupantów zalecono niewykazywanie żadnej inicjatywy w pracy, przeciwstawienie się wszelkim aktom, nie posiadającym charakteru kategorycznego. Wstrzymywanie się od udziału w jakichkolwiek zebraniach nieobowiązkowych, organizowanych konsumach, torhowlach itd.
    Przyjęcie negatywnej postawy w stosunku do nowych urządzeń życia wprowadzonych przez okupantów", a także
    • "1)[...] zakaz rejestracji wojskowej
    • 2) zalecenie rezygnowania z pracy, o ile jej posiadanie byłoby sprzeczne z interesami państwa i społeczeństwa polskiego.[...]
    • 3) jawne występowanie i demaskowanie oblicza bolszewików na "mityngach" i innych zebraniach
    • 4) uchylanie się od wykonywania zarządzeń dotyczących upaństwowienia domów i innych" 2.
    Upadek Francji, a wraz z tym krach nadziei na szybkie wyzwolenia spod okupacji radzieckiej, obezwładniający terror NKWD, jak również stojące jakby na drugim biegunie, zaznaczające się od lata 1940 r. pewne zelżenie antypolskiej polityki okupanta prawdopodobnie wpłynąć mogło na wzrost postaw dostosowawczych, a nawet oportunistycznych. W niektórych kręgach społeczeństwa taką "akomodację", która być może była w części skutkiem doświadczeń nabytych w lojalistycznej c.k. Galicji, tłumaczono koniecznością przetrwania do lepszych czasów 3.
    Niejednakowo odnosiły się do okupacji poszczególne warstwy i środowiska polskie we Lwowie. Mimo propagandowego nacisku i prób pozyskiwania nieufni wobec okupanta pozostali robotnicy. Na ich stosunek do władz radzieckich oprócz zakłamania propagandy, pogorszenia warunków życia, znaczny wpływ musiało mieć także zaostrzenie dyscypliny w fabrykach i przedsiębiorstwach, powszechne wprowadzenie systemu pracy akordowej oraz zmuszanie do dodatkowego wysiłku w ramach tzw. socjalistycznego współzawodnictwa. W pierwszych miesiącach okupacji wrogie nastawienie do władz radzieckich miały warstwy mieszczańskie Lwowa, co było prostą konsekwencją nacjonalizacji. Z drugiej strony niechęć do okupanta nie zawsze równoznaczna była z zachowaniem lojalności wobec państwa polskiego, solidarności z innymi Polakami. W grudniu 1939 - styczniu 1940 oraz w maju 1940 r., gdy we Lwowie bawiły dwie niemieckie komisje przesiedleńcze, wiele osób spośród bogatego i spolonizowanego mieszczaństwa pochodzenia niemieckiego deklarowało narodowość niemiecką i starało się o wyjazd na zachód4. Był to wszakże przedsmak tego, co miało we Lwowie nastąpić w latach okupacji niemieckiej.
    Najwięcej problemów sprawia ocena postawy szeroko rozumianej warstwy polskiej inteligencji Lwowa. W tej właśnie grupie w najbardziej bodaj skrajnej formie można było dostrzec dużą różnorodność zachowań - od lojalnej współpracy części urzędników i otwartej kolaboracji niektórych przedstawicieli świata kultury po całkowitą absencję w oficjalnym życiu radzieckim oraz bezgraniczna ofiarność w walce podziemnej z okupantem5.
    Pewną specyfiką postaw odznaczały się także poszczególne grupy wiekowe. Niezłomną i ofiarną postawę zachowywało szczególnie pokolenie średnie, częściowo wychowane już w II Rzeczypospolitej, oraz młodzież gimnazjalna i akademicka.
    Przez podział na środowisko usiłujące normalnie funkcjonować w nowej rzeczywistości, przystosować się do warunków, i na środowiska odczuwające przede wszystkim koszmar okupacji, nieustanną presję zewnętrzną, nienormalność sytuacji zaistniały obok siebie dwa światy. W jednym były kina, kawiarnie, restauracje, teatry, szkoła, próby układania życia osobistego, plany na przyszłość, w drugim - aresztowania, deportacje, groza więzienia, działalność konspiracyjna, niecierpliwe wyczekiwanie oznak zwiastunów zmiany sytuacji 6.
    Światy te były prawie nieprzenikalne, stąd też zapewne dwoistość ocen postaw, zależna od tego, w jakim środowisku je ferowano, kogo dotyczyły i w jakim okresie ich dokonywano. W sprawozdaniach z pierwszych miesięcy okupacji radzieckiej odnotowywano zazwyczaj, że "postawa społeczeństwa polskiego była nie tylko zadowalająca, ale wprost imponująca, Polacy w żadnym wypadku nie starali się o łaskę zaborców, zachowali stanowisko obojętne, a nawet harde" 7. Także w meldunku ze stycznia 1941 r. pisano, że stosunek do okupantów jest "jednolicie wrogi" 8. Poczucie zagrożenia, świadomość wspólnego losu owocować miała niezwykłym wzrostem solidarności, konsolidacją narodową. Polacy, według opinii jednego z anonimowych publicystów lwowskich, "bici jednym knutem, trzebieni i maltretowani" zbili się "w jedną rodzinę", krzepili się "wzajemnie i związali się polską niedolą mocniej niż węzłem krwi" 9.

       2. Praca organiczna czy kolaboracja?

    Czy owo poczucie wspólnoty, istnienie jednolitego frontu odmowy wobec okupanta nie było jednak mitem, przejawem zaklinania rzeczywistości? jak liczna i znacząca była grupa Polaków, którzy podjęli się współpracy z okupantem?
    Polska w latach II wojny światowej szczyciła się mianem kraju bez kolaborantów. W odniesieniu do okupacji niemieckiej była to prawda, chociaż kolaboracji polityczno-instytucjonalnej nie było przede wszystkim dlatego, że - mocno rzecz upraszczając - nic życzyły jej sobie władze Trzeciej Rzeszy. Na Kresach Wschodnich natomiast w latach 1939-1941 występowały elementy daleko posuniętej współpracy z wrogiem, choć skala i nasilenie jej były niejednakowe w różnych okresach. Miejscem, w którym zjawiska te koncentrowały się jak w soczewce, był Lwów - największy ośrodek naukowy i kulturalny, a zarazem najliczniejsze skupisko ludności polskiej pod okupacją radziecką.
    Zaistnienie kolaboracji zależy jednak zarówno od polityki okupanta, jak i od postawy społeczeństwa. W polityce radzieckiej wobec Polaków na Kresach Wschodnich wyróżnić można dwa etapy. Pierwszy - do połowy 1940 r. - nie sprzyjał podejmowaniu szerszej współpracy z okupantem. W drugim takie postawy były przez władze radzieckie oczekiwane i promowane.
    Mianem kolaboracji określa się zjawisko skomplikowane, mające nader różne oblicza. Niewątpliwie "najczystszym" jego rodzajem była kolaboracja ideowa. Współpracę z nowymi władzami od pierwszej chwili podjęli komuniści. Środowisko to, składające się zarówno z miejscowych, jak i przybyłych jesienią 1939 r. zwolenników komunizmu, było dość aktywne i od pierwszej chwili starało się włączyć w nurt "socjalistycznych przekształceń" na tzw. Ukrainie Zachodniej. Mieli oni jednak ograniczone możliwości. Władze radzieckie odnosiły się z dystansem do członków rozwiązanej w 1938 r. partii komunistycznej, a to one miały decydujące słowo w doborze współpracowników. W pierwszych miesiącach komuniści najczęściej wykorzystywani byli w działalności propagandowej. Dość liczne grono skupiło się wokół redakcji "Czerwonego Sztandaru". Silną pozycję we Lwowie, ugruntowaną dzięki kontaktom z bliżej nieokreślonymi czynnikami radzieckimi (NKWD?) miał Borejsza. Drugą postacią, wokół której zaczęli skupiać się zwolennicy nowej władzy, była Wasilewska 10.
    Podejście do przedwojennych komunistów zmieniło się na jesieni 1940 r. Biuro Polityczne KC KP(b)U 2 XI 1940 r. przyjęło ściśle tajną uchwałę, w której piętnowano "niewłaściwy stosunek" do byłych członków KPP w obwodzie lwowskim. Zobowiązywano miejscowe władze partyjne, by "najlepszych" i "sprawdzonych politycznie" byłych członków KPP "szerzej wykorzystywać w aktywnej pracy społecznej, wysuwać do pracy gospodarczej i radzieckiej 11.
    Decyzja ta nie przyniosła spektakularnych karier i awansów miejscowym komunistom w lokalnym aparacie administracyjnym i gospodarczym - obejmowali w nim podrzędne stanowiska - umożliwiała jednak ubieganie się o członkostwo w WKP(b). Znamienne było jednak, iż jako pierwsza zaszczytu tego dostąpiła w styczniu 1941 r. Wanda Wasilewska 12.
    Bardziej jeszcze widoczna niż komuniści była kolaborująca z okupantem grupa lewicowych pisarzy i poetów. Trudno ocenić, co skłaniało to środowisko do współpracy. Być może decydującym czynnikiem, kryjącym się za zakłamaną często motywacją ideową, była - poza konformizmem i oportunizmem - brutalna rzeczywistość, konieczność zdobycia środków utrzymania, co nie było łatwe w świecie zmonopolizowanym przez państwo jako jedynego pracodawcę. Znaczną część blisko współpracującego z okupantem środowiska literackiego stanowili "bieżeńcy" - uchodźcy z centralnej i zachodniej Polski, często pochodzenia żydowskiego. Na ich zachowania, prócz nadzwyczaj ciężkiej sytuacji materialnej, nie mogła nie wpłynąć perspektywa wysiedlenia w głąb Związku Radzieckiego lub otrzymania paszportu z paragrafem uniemożliwiającym pobyt we Lwowie. Niezwykle silnym impulsem do podejmowania współpracy był strach. O ile na obszarach okupowanych przez Trzecią Rzeszę strach miał wymuszać bierne zachowanie społeczeństwa, o tyle na terenach zajętych przez ZSRR miał on nie tylko łamać ducha oporu, ale również być bodźcem do aktywnego działania, okazywania pozytywnego stosunku do nowej władzy i jej reprezentantów. By być lojalnym obywatelem Generalnego Gubernatorstwa, wystarczyło początkowo na ogół powstrzymywać się od gestów i działań skierowanych przeciw "niemieckiemu dziełu odbudowy", pod okupacją radziecką nie wolno było być biernym, należało uczestniczyć w tworzeniu "lepszego i szczęśliwego jutra".
    Jednoznaczną i najdalej posuniętą formą kolaboracji był udział - choć najczęściej symboliczny - w okupacyjnym aparacie władzy. Realizował się on na różnym poziomie - od pracy w NKWD po obecność w "wybieralnych" organach władzy radzieckiej.
    Grono literatów skupionych w klubie pisarzy współpracowało aktywnie z prasą gadzinową, z lwowską filią Państwowego Wydawnictwa Mniejszości Narodowych oraz radiem - a więc instytucjami propagandy okupanta. Nawet artykuł o tematyce politycznie obojętnej przez samo pojawienie się np. w "Czerwonym Sztandarze" nabierał jednoznacznego wydźwięku. Tym bardziej że dysponentom pisma często nie chodziło o to co, lecz kto i gdzie publikował 13. Określone funkcje agitacyjne pełnił teatr polski, także w Teatrze Miniatur, przybytku lżejszej muzy, wystawiane były skecze i piosenki "przeniknięte szlachetną tendencją społeczną". Przypadki dyspozycyjności zdarzały się również wśród artystów plastyków 14.
    Postawa elit miała być wzorem do naśladowania dla szerokich warstw społeczeństwa. Wychodząc z tego założenia, władze radzieckie starały się usilnie i na różne sposoby pozyskiwać polskich uczonych, m.in. poprzez wydawanie ze specjalnego funduszu wysokich zapomóg15. Deklaracje poparcia osób oddalonych przed wojną od komunizmu były dla władz radzieckich daleko cenniejsze niż pomoc komunistów. Wiązało się to przede wszystkim z faktem, że nazwiska działaczy, a nawet literatów komunistycznych były szerszym kręgom społeczeństwa po prostu nie znane. Znacznie korzystniejsze z punktu widzenia zysków propagandowych i politycznych było wystąpienie w prasie lub firmowanie konkursu literackiego ku czci pierwszej rocznicy "wyzwolenia" tzw. Ukrainy Zachodniej przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego czy zgoda Stefana Banacha na kandydowanie do fasadowej Rady Miejskiej.
    Przy zastosowaniu rygorystycznych kryteriów, które zostały skodyfikowane i obowiązywały pod okupacją niemiecką, wszystkie te zachowania mieszczą się w szeroko zdefiniowanym pojęciu kolaboracji. Nasuwa się w związku z tym pytanie, czy niektóre działania nie były próbą ratowania za cenę ustępstw i kompromisów najistotniejszych wartości kultury narodowej? Czy zachowanie części środowiska kulturalnego nie miało znamion swoiście pojmowanej pracy organicznej, nie wynikało z przyjęcia zasady mniejszego zła, minimalizowania negatywnych skutków okupacji, wykorzystywania do maksimum przyznanych koncesji politycznych? Odpowiedź twierdząca prowadzi jednak do usprawiedliwienia, podniesienia do rangi czynu bez mała patriotycznego publikowania tekstów w lwowskiej gadzinówce, wystawiania na scenie "rewolucyjnych dramatów", pracy w radiu w tym samym czasie, gdy w więzieniach i łagrach przebywało kilkaset tysięcy obywateli polskich, trwały aresztowania, deportacje czy - na wiosnę 1940 r. - masowe mordy.
    Skala kolaboracji z władzami radzieckimi we Lwowie była wyraźnie szersza niż na terenach okupowanych przez Trzecią Rzeszę. Jej specyfika - pozyskanie do współpracy kilkudziesięciu literatów, którzy publikowali swoje utwory pod własnym nazwiskiem na łamach prasy gadzinowej - wywoływała wrażenie, że chodzi tu o grupę wyjątkowo liczną. Wystarczy jednak porównać liczbę aresztowanych przez NKWD i NKGB za przynależność do tajnych polskich organizacji z liczbą kolaborujących z okupantem, by dostrzec, że był to w istocie margines społeczeństwa, niemniej margines głośny i widoczny, wypromowany do roli elity. Ich postawa spotykała się z negatywną opinią większości Polaków, byli oni "w społeczeństwie lwowskim potępiani i izolowani". Przeważająca część inteligencji polskiej nie poszła na współpracę z okupantem i "żyła zamknięta we własnym kręgu rodzinno-towarzyskim"16.

       3. Okupant w oczach lwowian

    Niezbyt budujące były wrażenia mieszkańców Lwowa z zetknięcia z żołnierzami i oficerami "niezwyciężonej" Armii Czerwonej, wkraczającej do miasta. "Pierwsze oddziały sowieckie, które zajęły Lwów, przedstawiały się niezwykle marnie - żołnierze sowieccy byli niedożywieni, drobni, marni, smutni, wynędzniali, sczerniali - zda się - z głodu, wychudzeni, odziani w liche mundury, uzbrojeni w lichą broń". Większy respekt budziła radziecka technika wojskowa - samochody i czołgi -jednak nie ich jakość, ale przede wszystkim ich ogromna ilość17.
    W ślad za wojskiem do Lwowa zaczęły zjeżdżać tysiące cywilów. Ich wygląd i zachowanie były jaskrawym zaprzeczeniem sloganów propagandowych o dostatnim i szczęśliwym życiu w Związku Radzieckim. Nie należąca przecież do najbogatszych Galicja Wschodnia, a zwłaszcza jej stolica Lwów, były istną "ziemią obiecaną dla bolszewików przyjeżdżających dosłownie w łachmanach"18.
    Podczas pobytu we Lwowie większość sowietów starała się poprawić stan swojej odzieży. Początkowo wykupywane były masowo ze sklepów niezwykle tanie jąkną warunki radzieckie ubrania oraz "manufaktura". Później głównym źródłem zaopatrzenia stał się lwowski "Paryż". Efekty nie zawsze były najlepsze19. Polaków oraz Ukraińców uderzał niski poziom wykształcenia ogólnego oraz niesłychany prymitywizm cywilizacyjny przybyszy, nie tylko prostych żołnierzy i urzędników niskiego szczebla, ale nawet wyższych rangą oficerów radzieckich. Powszechnym zjawiskiem - jak odnotowano we wspomnieniach - miało być np. wykorzystywanie muszli klozetowych jako umywalek20. W jednym ze sprawozdań polskich z 1940 r. pisano: "Poziom kulturalny sprowadzonych przez bolszewików z Rosji funkcjonariuszy różnych instytucyj niebywale niski. Np. w jednym z zarekwirowanych mieszkań oddano jeden pokój siostrom czerwonego krzyża sowieckiego. Mieszkało ich w tym pokoju 11. Pokój był nieumeblowany. Spały na podłodze, ponieważ nie chciało im się ponakładać słomy do sienników. Nie miały miednicy. Wszystkie chodziły się myć pod studnię. Nie paliły w piecu, lecz próbowały rozniecać ognisko na podłodze. Pożywienie ich stanowiła woda, chleb i ryby"21.
    Wrażenie obcości potęgował swoisty radziecki savoir-vivre. Do reguły należało wchodzenie w odzieniu wierzchnim i czapkach (kaszkietach) do pomieszczeń zamkniętych i mieszkań. Chustki do nosa były wynalazkiem wśród przybyszy stosunkowo słabo znanym i rozpowszechnionym. Raził lekceważący stosunek sowietów do kobiet - z reguły nie ustępowano im miejsca w tramwajach, nie przepuszczano w drzwiach przodem22.
    Szczególnie źle prezentowali się na tle przedwojennych oficerów wojska polskiego "komandirzy" Armii Czerwonej. Dla Polaków trudny do wyobrażenia był widok oficera, chodzącego z torbą na sprawunki czy trzymającego na ręku dziecko. Lwowian uderzało także wyjątkowo niesforne zachowanie "nieokrzesanych, dzikich, często złośliwych jak małpy" dzieci radzieckich, które napełniały kamienice, podwórza i ulice "wrzaskliwym krzykiem"23.
    Poczucie odmienności i inności było tak głębokie, że "Polaków lwowskich raziła nawet "aparycja" bolszewików - nieinteligentne twarze "strzelczyń" o rysach grubych, prostych, twarze komandirów - tępe - jakby z jakiejś bryły wykute, a czasami znów rozjaśnione jakąś podstępną. chłopską chytrością, twarze od siekier, bezmyślne". Potwierdzało tę opinię posługiwanie się prostackim, prymitywnym wręcz słownictwem - nagminne używanie słowa "dawaj", rozpoczynanie rozmowy od partykuły "ha", a także powszechne używanie ordynarnych przekleństw. Nic też dziwnego, że w wielu wspomnieniach okres okupacji radzieckiej i napływ przedstawicieli nowego reżimu, ich panoszenie się w mieście traktowane były jako zalew "falą chamstwa bolszewickiego, falą barbarzyństwa"24.
    Lekceważący, pełen wyższości stosunek do okupanta przebijał z określeń, jakimi najeźdźcy zostali obdarzeni przez mieszkańców Lwowa. Nazywano ich bolszewikami, sowietami - terminami o wyczuwalnej negatywnej emocji. Posługiwano się też ironicznymi określeniami towarzysze, wyzwoliciele, a wobec dowódców Armii Czerwonej - "komandir". Dość popularną i często spotykaną nazwą-epitetem był "czubaryk". Ze względu na dość liczny odsetek żołnierzy wschodnich narodowości, w użyciu były określenia "kałmuk" i "kacap". Okupantów nazywano też, nawiązując do niedawnej rozbiorowej przeszłości, "Moskalami". Przejawem wiary w szybką zmianę sytuacji było niewątpliwie tchnące ironią zwracanie się - choć raczej w anegdotach - do przedstawicieli nowych władz przez "panie tymczasowy"25.

       4. Bierny opór i przejawy walki cywilnej

    Rzeczywistość radziecka budziła niechęć i odrazę. Nowe porządki wprowadzane przez okupanta natrafiały na opór. Różne były jego formy i przejawy. Jedną z najczęściej spotykanych drobnych demonstracji społeczeństwa w stosunku do władz bolszewickich było powszechne używanie "słowa "pan" w sposób ostentacyjny i głośny". Równie powszechne było, już wspomniane, posługiwanie się dawnym czasem polskim, zamiast obowiązującego moskiewskiego26.
    Stosunek do okupanta był manifestowany także poprzez postawę wobec innych członków zbiorowości, zwłaszcza ofiar terroru radzieckiego. Mimo narastającej atmosfery strachu, postępującej dezintegracji więzi społecznych znaczna część społeczeństwa polskiego nie pozostawała obojętna wobec potrzebujących. W pierwszych miesiącach okupacji odpowiedzialność za los doświadczonego nieszczęściem bliźniego przejawiała się w okazywaniu pomocy przybyłym do Lwowa uchodźcom. Szczególne wsparcie okazywano zagrożonym aresztowaniem oficerom, a także żołnierzom-rekonwalescentom usuwanym jesienią 1939 r. z likwidowanych lazaretów lwowskich. Przekazywano im odzież cywilną, pomagano w wyrabianiu nowych dowodów tożsamości i w przedostaniu się do miejsc rodzinnych lub do Rumunii albo na Węgry. Opieką starano się także otoczyć rodziny oficerów poległych lub wziętych do niewoli, pozbawione środków do życia. W tej rozwiniętej na terenie Lwowa akcji brali udział uczniowie starszych klas szkół średnich27.
    Największą próbą, przed jaką stanęli mieszkańcy Lwowa, była akcja pomocy wywiezionym w kwietniu 1940 r. do Kazachstanu. Lwowianie zareagowali natychmiast po nadejściu pierwszych listów z miejsc zesłania. Świadczyć o tym mogą notatki Danuty Pachulicz, która zapisała w swoim dzienniku: "11 VI 40 Pierwsze listy od wywiezionych [...] 13 VI 40 Wysyłamy pierwsze listy i paczki do Kazach[stanu]"28.
    Do akcji pomocy włączyły się, niezależnie od podziałów i wzajemnych konfliktów, struktury polskiego podziemia we Lwowie. Do zesłańców wysyłano przede wszystkim paczki żywnościowe. Znajdowały się w nich trwalsze artykuły spożywcze - mąka, kasza, tłuszcze, mięso, cebula, słodycze, oraz odzież, bielizna, pościel, świece, mydło itp.29
    Akcja pomocy przybrała wkrótce takie rozmiary, że wywołała ostrą reakcję władz okupacyjnych. W sierpniu 1940 r. wprowadziły one restrykcyjne ograniczenia w wysyłaniu paczek żywnościowych. Pod pozorem troski o stan zaopatrzenia miasta zakazano nadawania paczek we Lwowie. Przesyłki przyjmowane były jedynie w nielicznych urzędach pocztowych w miejscowościach oddalonych nawet o 200 km od Lwowa. Także liczba tych urzędów pocztowych ulegała stopniowemu ograniczeniu. Do końca okupacji radzieckiej w czerwcu 1941 r. przesyłki wolno było nadawać m.in. w Zdołbunowie i Godach-Turce. Utrudnienia nie załamały jednak akcji pomocy żywnościowej dla zesłańców. Wykształciła się profesja tzw. paczkarzy (lub "frachciarzy") - którzy za zwrotem kosztów podróży oraz niewielką kwotę pieniędzy (najczęściej 10 rubli) przewozili i wysyłali paczki z oddalonych od Lwowa miejscowości. Brali oni zazwyczaj od kilku do nawet kilkudziesięciu paczek. Przesyłki nie mogły przekraczać ustalonej wagi - 8 kg, musiały być także starannie zapakowane - w drewnianej lub tekturowej skrzynce, owiniętej w płótno i związanej sznurkiem. Samo zdobycie potrzebnych do opakowania materiałów stanowiło nie lada problem. Poważne kłopoty sprawiało przewiezienie paczek do miejsca przeznaczenia. Niekiedy wykorzystywano przygodny transport samochodowy, najczęściej paczkarze podróżowali jednak koleją. W pociągach poddawani byli szczególnej kontroli kolejarzy i milicjantów, którzy żądali opłaty za dodatkowy, ponadnormatywny (powyżej 20 kg) bagaż. Zdarzały się aresztowania osób przewożących paczki. Jedna wyprawa zajmowała paczkarzowi z reguły dwa dni30.
    Fundusze na zakupienie artykułów żywnościowych zdobywano rozmaicie. Przeprowadzano zbiórki wśród osób prywatnych, harcerki lwowskie starały się zarabiać, np. wypiekając ciastka i sprzedając je na lwowskich targowiskach. Na kupno żywności wydawano pieniądze wypłacane przez NKWD po licytacji mienia ruchomego z mieszkań pozostawionych przez zesłańców31.
    Znacznie łatwiejszym technicznie sposobem pomocy było przesyłanie pieniędzy deportowanym. Ze względu na wysokie ceny artykułów spożywczych w głębi Związku Radzieckiego (m.in. w Kazachstanie) efektywniejszą formą pomocy były jednak paczki żywnościowe32.
    Ta spontaniczna akcja charytatywna nie ograniczała się do pomocy materialnej, równie ważne było podtrzymanie nadziei zesłańców. Przesyłano im papier do korespondencji, książki, a nawet książeczki do nabożeństwa, medaliki, obrazki i różańce. W listach słano słowa otuchy, podnoszące na duchu informacje o wydarzeniach na świecie. W 1941 r. zdarzało się nawet, że do Kazachstanu (Semipałatyńska) docierały egzemplarze konspiracyjnego pisma lwowskiego "Walka"33.
    Pomoc ze Lwowa pomogła przetrwać tysiącom osób pierwszy rok "na nieludzkiej ziemi". Zesłańcy doceniali wysiłek Lwowa. Wzruszającym dowodem na to był wiersz-podziękowanie "Miastu miłosierdzia" przesłany przez jedną z zesłanych do Kazachstanu Polek34.
    Pomoc żywnościowa trafiała również do więźniów przetrzymywanym w więzieniach lwowskich35.
    W niektórych środowiskach inicjowano akcję samopomocy koleżeńskiej, która miała obejmować nie tylko zesłanych czy represjonowanych kolegów z pracy, ale także osoby zwolnione ze stanowisk i pozbawione możliwości zarobkowania. Szczególnie dobrze zorganizowali ją nauczyciele akademiccy UJK. Zatrudnieni na Uniwersytecie profesorowie przekazywali 10% swoich miesięcznych zarobków na rzecz potrzebujących36.
    Sprzeciw wobec okupanta i jego poczynań przybierał również znacznie bardziej spektakularne formy. Miejscem otoczonym szczególną czcią był Cmentarz Obrońców Lwowa. Już w 1939 r., l i 22 XI, oddano tam hołd poległym w walce o niepodległość37. Mimo narastającej atmosfery strachu l Xl następnego roku odbyła się przy Grobie Nieznanego Żołnierza podniosła manifestacja patriotyczna młodzieży. Zebrany wieczorem tłum wznosił okrzyki ku czci "Polski niepodległej, Francji, Anglii, prezydenta Rzeczypospolitej Raczkiewicza, generała Sikorskiego, generała Hallera". Zgromadzeni odśpiewali też dwukrotnie hymn narodowy. Po wykonaniu Roty, na zakończenie "zabrzmiały wstrząsające słowa Chorału i popłynęła w ciemne, gwiazdami wyiskrzone niebiosa pieśń-modlitwa: "Boże coś Polskę"..."38.
    Po uroczystości NKWD dokonało aresztowań wśród uczestników manifestacji39. Starano się także czcić pamięć żołnierzy poległych w obronie Lwowa w 1939 r., zwłaszcza zamordowanych podczas obsadzania miasta przez Armię Czerwoną 21 IX tego roku. Przez cały okres okupacji radzieckiej na pojedynczych grobach na skwerach i zieleńcach pojawiały się świeże kwiaty, a usuwane przez "nieznanych sprawców" krzyże i tabliczki z nazwiskami były zawsze odnawiane40.

       5. Stosunek do Ukraińców i Żydów

    Okupacja radziecka tzw. Ukrainy Zachodniej przyniosła istotne zmiany w relacjach między społecznością polską i ukraińską na Kresach Wschodnich. Polacy, dotychczas naród państwowy, uprzywilejowany, zostali nagle zepchnięci na pozycję jednej z mniejszości narodowych. Owa degradacja była odczuwana szczególnie dotkliwe we Lwowie, w którym "mniejszość polska" była przed wojną najliczniejszą grupą, o najsilniejszej pozycji społecznej, gospodarczej i dominującej pozycji kulturalnej.
    Stosunki między Polakami i Ukraińcami stały się jeszcze bardziej napięte już we wrześniu 1939 r. Wrogość potęgowały zarówno docierające do miasta wiadomości o antypolskich wystąpieniach na prowincji, jak i nie tajona przez Ukraińców satysfakcja, wywołana upadkiem państwa polskiego. W postępowaniu Ukraińców dostrzegano elementy rewanżu "za rzekome krzywdy wyrządzone im w Polsce"41.
    Pogłębianie resentymentów związane było z przejmowaniem przez Ukraińców stanowisk w administracji okupanta, ukrainizacją placówek kulturalnych i oświatowych, a także z inicjowaniem akcji skierowanych przeciw ludności polskiej. Winą za wywóz "osadników" w lutym 1940 r. polska opinia w znacznej mierze obarczała właśnie Ukraińców. We wszystkich raportach i sprawozdaniach docierających do władz polskich na emigracji stanowisko Ukraińców wobec Polaków określano jako wrogie42.
    Nasilenie represji przeciw nacjonalistycznemu ruchowi ukraińskiemu nie poprawiło znacząco stosunków między Polakami i Ukraińcami. Wśród Ukraińców, zwłaszcza w sferach inteligenckich, antykomunizm i antyradzieckość związane były wyraźnie z nadziejami pokładanymi w Niemcach i zafascynowaniem potęgą Trzeciej Rzeszy. Pewne złagodzenie represji antypolskich i równoczesne zaostrzenie polityki wobec Ukraińców dało nawet asumpt do oskarżeń o współdziałanie Polaków z bolszewikami w dziele prześladowania Ukraińców, a także do zapowiedzi krwawej rozprawy z Polakami, po upadku reżimu radzieckiego43.
    Dławiący nacisk radziecki nie pozwalał w latach 1940 i 1941 zbyt otwarcie przejawiać się konfliktowi polsko-ukraińskiemu, tlił się on jednak coraz silniej pod przykrywką oficjalnego, "szczęśliwego i radosnego życia" oraz "stalinowskiej przyjaźni narodów". Niewątpliwie to także nowe rachunki win zapisane w latach 1939-1941 doprowadziły do erupcji nienawiści i antagonizmu narodowościowego w tak krwawe] formie podczas okupacji niemieckiej.

    *     *    *
    Ważniejsze bodaj niż konflikt polsko-ukraiński miejsce w świadomości Polaków zajmował problem relacji polsko-żydowskich. Wkroczenie Armii Czerwonej i 22-miesięczna okupacja radziecka spotęgowały napięcie między Polakami a Żydami we Lwowie.
    Próbę scharakteryzowania polskiej opinii na temat postępowania ludności żydowskiej w latach 1939-1941 zawiera jedno ze sprawozdań skierowanych do władz RP na emigracji. Wydaje się, że przedstawiało ono typowy dla wielu środowisk polskich sposób myślenia i oceny -nader uproszczony i powierzchowny, obciążony negatywnymi stereotypami - zachodzących w latach okupacji radzieckiej zjawisk: "Te wszystkie prześladowania, które na wsi były inspirowane przez Ukraińców, w miastach prowadzili je żydzi. Trzeba przyznać, że o ile Ukraińcy prowadzili co dość otwarcie, to żydzi robili sprawniej, po cichu, oddając wszelką akcję w ręce NKWD, a sami wskazywali jedynie, w którą stronę ma pójść uderzenie. Ponieważ handel, główne ich zajęcie, upaństwowiono, musieli oni szukać sobie odpowiedniego zajęcia. Więc przede wszystkim zaczęli z urzędami, które były w większym stopniu obsadzone przez Polaków. W zasadzie nie zależało im na tym, ażeby mieć pracę ciężką więc na miejsce wyrzuconych robotników Polaków, wprowadzano także dużo Ukraińców. Natomiast wyższe stanowiska po pocztach, kolejach samorządach miejskich, milicjach, fabrykach, zajmowali sami. Polaków oskarżali, iż są kontrrewolucjonistami i oddawali w ręce N.K.W.D. [...]
    Pomimo iż od Ukraińców spotkały nas bardzo ciężkie ciosy, to były one przyjęte jako cos bardziej naturalnego, z czym każdy się liczył i co zresztą Ukraińcy zapowiedzieli, zaś ze strony żydów przyszły niespodziewanie, jako dowód wdzięczności za to stanowisko, jakie zajmowali w polskim życiu państwowym i za to bronienie ich i popieranie przez oficjalne czynniki sanacyjne"
    44.

    Przytaczane dokumenty jednostronnie i w sposób odległy od rzeczywistości ujmowały znacznie bardziej skomplikowane zagadnienie zarówno postawy Żydów wobec okupanta, jak i ich stosunku do społeczności polskiej. Zawierały oceny będące raczej klasyczną ilustracją spiskowej teorii historii oraz tezy o istnieniu "żydokomuny". Żydzi w istocie radośnie witali Armię Czerwoną, a "ów entuzjazm był reakcją psychologiczną w skali masowej, poszukiwaniem rekompensaty za wcześniejsze upośledzenie prawne i ekonomiczne. Odzwierciedlał uprzedzenia, niechęć, a nawet wrogość wobec Polaków i ich państwa oraz wyrażał zadowolenie z niedopuszczenia na te tereny Niemców"45. Na pozytywny stosunek Żydów do nowej rzeczywistości wpływały inne jeszcze przesłanki natury psychologicznej. Jan Tomasz Gross pisał: "Żydów poddano zabiegowi sowietyzacji tak samo jak wszystkich innych. I właśnie owo "jak wszystkich innych" było dla nich najważniejsze w pierwszym okresie okupacji. Inaczej mówiąc, Żydom, w ich subiektywnym odczuciu, poprawiło się pod okupacją sowiecką - przez to, że nie byli traktowani gorzej niż inne narodowości"46.
    Wiele środowisk żydowskich z dystansem odnosiło się jednak do przemian ustrojowych wprowadzanych przez okupanta. Wrogo nastawiona do nowej rzeczywistości była część inteligencji żydowskiej, "klasa posiadająca" oraz ortodoksi- Szczególnie prześladowani przez władze radzieckie byli sympatycy Bundu oraz syjoniści wszystkich odłamów. Bezwarunkowym poparciem władze radzieckie cieszyły się jedynie wśród biedoty żydowskiej. Znaczną sympatię reżim radziecki budził u młodszego pokolenia Żydów. Akces do administracji, praca w instytucjach gospodarczych i handlowych miały wśród licznej grupy uchodźców żydowskich najczęściej nie ideowe, ale czysto materialne, bytowe podłoże. O istotnych nastrojach wśród znacznej części tej grupy świadczy gremialne zapisywanie się na powrót do GG w maju i czerwcu 1940 r. oraz niechęć do przyjmowania radzieckich dokumentów tożsamości47.
    Opinia o powszechnym popieraniu przez Żydów reżimu okupacyjnego, a także wrażenie ich masowego uczestnictwa w oficjalnym życiu społecznym, politycznym, kulturalnym i gospodarczym było prostą konsekwencją faktu, że Żydzi w latach 1939-1941 stanowili co najmniej dorównującą Polakom, a do czerwca 1940 r., do chwili deportacji uchodźców, nawet liczniejszą grupę ludności miasta.
    Niewątpliwe na poczucie krzywdy wśród Polaków oraz wzmaganie się niechęci do Żydów wpływ miało faworyzowanie ludności żydowskiej przez władze okupacyjne. Polacy jako naród państwowy kraju wrogiego Związkowi Radzieckiemu stanowili - ex definitione - element niegodny zaufania. Władze radzieckie traktowały z dystansem i pewna nieufnością galicyjskich Ukraińców, wśród których żywe były sympatie nacjonalistyczne. W tym momencie Żydzi, mający wielowiekowe tradycje układania modus vivendi z każdą władzą państwową, cieszyli się stosunkowo największym zaufaniem okupanta48.
    Wydarzenia z lat 1939-1941 spotęgowały antagonizm polsko-żydowski i nastroje antysemickie wśród ludności polskiej. W sprawozdaniach dla władz polskich na emigracji pisano o co najmniej "głębokiej niechęci", częściej jednak wręcz o "ogromnej nienawiści społeczeństwa polskiego" do Żydów49. Do przedwojennych argumentów, wątpliwego zazwyczaj autoramentu, uzasadniających niechęć do Żydów teraz dołączały nowe: zarzut nielojalności, a nawet zdrady państwa polskiego, kolaboracji z okupantem oraz działań na szkodę Polaków. Poprzez antysemityzm wyrażała się więc także wrogość do okupanta. Smutnym paradoksem - odnotowanym w niektórych materiałach z tego okresu - stało się, że nienawiść do Żydów była praktycznie "jedynym pomostem porozumienia między Polakami a Ukraińcami. Jest ona bardzo wielka, większa nawet od tej, którą obie strony żywią do Bolszewików, i czeka jedynie na moment, kiedy będzie mogła dla siebie znaleźć ujście. [...] Przez te swoje postępowanie zapisali się oni [Żydzi] na kartę ciemiężycieli narodu polskiego w zaborze sowieckim i w przyszłości otrzymają oni za to nagrodę, jeżeli nie od Polaków, to od Ukraińców"50.
    Choć niewątpliwie przejaskrawione, twierdzenie to zabrzmiało jak ponura przepowiednia. Rozbudzony w latach 1939-1941 antysemityzm podczas okupacji niemieckiej miał zaowocować tragiczną obojętnością większości społeczeństwa polskiego w obliczu zagłady narodu żydowskiego.

       6. Nastroje

    Przy omawianiu nastrojów, reakcji psychicznych, odczuć ludności polskiej we Lwowie podczas okupacji radzieckiej pomocne może być, wykorzystane przez Tomasza Szarotę przy analizie nastrojów panujących w okupowanej Warszawie, pojęcie "psychologicznej przestrzeni życiowej". Tworzą ją dwie strefy -z jednej strony obszar strachu i lęku, z drugiej - wiary i nadziei. Wpływ na nie mają czynniki zewnętrzne i wewnętrzne. Okupant radziecki zainteresowany był powiększaniem strefy strachu i lęku. Jego celem było przekształcenie całej ludności w magmę ludzką poddaną woli okupanta. Terror miał służyć wywołaniu u ludzi nie tylko "typowej reakcji towarzyszącej uczuciu strachu - [...] wycofania się z zasięgu zagrożenia, poniechania działań skierowanych przeciwko najeźdźcy", ale także określonej aktywności - wspierania poczynań nowych władz. Postawa bierna była tylko etapem przejściowym, pewnym minimum. W odróżnieniu od okupanta niemieckiego, okupant radziecki żądał, by się go nie tylko bać, ale i kochać. Nastroje ludności kształtowały również towarzyszące obawie, strachowi o życie własne i najbliższych, troski materialne oraz "stykanie się na co dzień z poniewieraniem godności ludzkiej i dumy narodowej, konieczność rewaloryzacji posiadanego systemu i skali wartości"51.
    Przy analizie nastrojów Polaków we Lwowie pod okupacją radziecką należy wziąć pod uwagę to, że był to okres dla ludności polskiej bodaj najtrudniejszy. Nadzieje na rychłe wyzwolenie, wzbudzone wiarą w potęgę aliantów, które złagodziły nieco wstrząs spowodowany klęską państwa polskiego we wrześniu 1939 r., zostały brutalnie rozwiane przez zwycięstwo niemieckie na froncie zachodnim w czerwcu 1940 r. Ten cios wymierzony w ową "strefę wiary i nadziei" zbiegł się w czasie ze wzmożonym terrorem radzieckim, którego kulminację stanowiły akcje wysiedleńcze - kwietniowa i czerwcowa. Zakrojone na szeroką skalę deportacje, masowe aresztowania i rozbicie wielu polskich struktur konspiracyjnych spotęgowały strach do ekstremalnych granic. Już w marcu 1940 r. w jednym ze sprawozdań pisano: "Ludzie - szczególnie Polacy - są już u granic swych sił. Ciągły strach przed wywiezieniem, ciągłe rewizje, usuwanie z domów, ciągłe zimno i głód, rejestracje i aresztowania, wszystko to doprowadziło jednych do stanu zupełnego odrętwienia i apatii - innych do stanu zezwierzęcenia"52.
    Owo "straszne przerażenie", "bolszewickie zaszczucie i zatratowanie człowieczeństwa" nie miało swojego odpowiednika po drugiej stronie linii demarkacyjnej. Nawet kilka miesięcy po ustąpieniu okupacji radzieckiej Lech Sadowski przybyły z Warszawy do Lwowa oceniał, że "teren Lwowa dotknięty jest zbiorową psychozą strachu"53.
    Klęska wojenna we wrześniu 1939 r. spowodowała głęboki wstrząs wśród ludności polskiej we Lwowie. Przygnębienie, rozpacz i apatia łączyły się z uczuciem oburzenia na przedwojenne władze państwa, które nie tylko doprowadziły do przegranej z Niemcami, ale i zachowały się haniebnie, uciekając z walczącego kraju54.
    Bliższe zetknięcie się z Armią Czerwoną, stosunkowo łagodna (na tle późniejszych poczynań) polityka radzieckich władz okupacyjnych w pierwszym okresie, prymitywizm cywilizacyjny przybyszy poprawił nastroje. Efektem mogły być różnego rodzaju pogłoski i przepowiednie o rychłym uwolnieniu Lwowa spod okupacji radzieckiej jeszcze w 1939 r. Przekonanie o słabości militarnej Związku Radzieckiego, tezę o "kolosie na glinianych nogach" ugruntowały pierwsze tygodnie wojny radziecko-fińskiej. "Finowie, dawniej obojętni, stali się nagle bliscy sercu Polaków", a doniesienia o ich kolejnych sukcesach przyjmowane były z niekłamaną radością55. Wojna zimowa oraz zaostrzenie stosunków ZSRR z państwami zachodnimi czyniło bardziej prawdopodobnym wybuch konfliktu aliancko-radzieckiego, a tym samym uwolnienie Lwowa spod okupacji radzieckiej.
    Grudzień 1939 r. przyniósł jednak dwa wydarzenia, które boleśnie dotknęły Polaków. Pierwsze masowe aresztowania wzmocniły obawy przed zaostrzeniem antypolskiego kursu władz okupacyjnych56. Drugie uderzenie zostało skierowane w podstawy bytu materialnego. Unieważnienie złotego spotkało się z bardzo negatywną reakcją wszystkich kręgów społeczeństwa polskiego, ówczesny dziennikarz "Czerwonego Sztandaru", Janusz Kowalewski, obecny był na masówce robotników fabryki Baczewskiego na Zniesieniu: "Poszedłem dnia tego na wiec [...] żeby uspokoić nastroje. Cudem wyszedłem żywy z tego wiecu. Robotnicy chcieli mnie rozszarpać. Wykrzyczeli też wszystko, co mieli na sercu, że Czerwona Armia rabuje, wywozi składy fabryki dzień i noc towar i surowce, a jednocześnie wymagają produkcji. Że to najazd i dzika okupacja, nie "wyzwolenie""57.

    Gdy nie sprawdziły się kolejne "pewne" terminy rozgromienia najeźdźców i zakończenia wojny, ludność polska swoje nadzieje na odzyskanie niepodległości powszechnie związała z wiosną 1940 r. i rozpoczęciem ofensywy aliantów na zachodzie. Odczuł to nawet przybyły z Kijowa Petro Pancz, zapisując w swoim notatniku: "Czekają na wiosnę. "Po wiośnie Polska będzie w swoich granicach!"58. Jeszcze dobitniej nastroje ludności polskiej we Lwowie w marcu 1940 r. zaprezentowano w sprawozdaniu jednego z uciekinierów spod okupacji radzieckiej: "Przygnębienie i strach zrobiły już bardzo duży wyłom w zahartowanych duszach Polaków. A "ostatnią deską ratunku" dla nieszczęsnych mieszkańców okupacji sowieckiej jest wymarzona przez nich wiosna. Sugerują się nią wszyscy: i wielcy, i mali - i rozczarowanie co do niej, jeśli nastąpi, będzie najstraszniejsze. Wszyscy - nawet ci, którzy się najbardziej bali bomb i granatów - niczego sobie teraz tak nie życzą jak właśnie tego, by wreszcie bomby i granaty usłyszeć, by usłyszeć sygnał alarmu lotniczego i warkot samolotów. Modlą się prawie o jak najszybszą na tych ziemiach wojnę"59.
    Przedłużające się oczekiwanie, zniecierpliwienie spotęgowane wyjątkowo trudnymi warunkami materialnymi rodziło zwątpienie. Próbowała się temu przeciwstawić wydawana we Lwowie prasa konspiracyjna. W pierwszym wydaniu podziemnego pisma "Pobudka" z 18 II 1940 r. apelowano do lwowian: "Nie traćcie ducha i wytrwajcie w cierpliwości! Już niebawem w najbliższych tygodniach wydarzą się fakty - których ostatecznym efektem będzie zupełne rozgromienie naszych rozbestwionych ciemiężycieli i odrodzenie naszej ojczyzny.
    Bóg z nami!"60.

    Na wieść o zawarciu pokoju fińsko-radzieckiego "ludność doznała głębokiego rozczarowania [...] spodziewano się bowiem, że konflikt na północy ulegnie rozszerzeniu, a nawet wierzono powszechnie, iż w krótkim czasie wybuchnie wojna z Rumunią. [...] Ludność polska spodziewa się obecnie, że po zakończeniu [wojny] władze sowieckie [wznowią] akcje represyjne i przystąpią na nowo do przesiedleń"61.
    Przewidywania te miały się sprawdzić nadspodziewanie szybko. Kwietniowa deportacja wywołała przerażenie i niemal paniczny strach wśród Polaków. Ilustracją tego mogą być zapiski Barbary Mękarskiej-Kozłowskiej z kwietnia i maja 1940 r.: "W nocy [po wywozach] spałam z Mamą w sieni. Wczoraj rano tak strasznie płakałam. Boję się, boję się. [...] Po tych wywożeniach to ludzi ogarnął taki obłędny strach, że po nocach nie śpią, na lada turkot auta zrywają się oblani potem. [30 IV 1940] [...] Chwilami otwierają się mroczne części mej duszy i myślę, że nic przetrwam, że popełnię samobójstwo, jeśli nas wywiozą. Ale ja się boję, ordynarnie się boję [7 V 1940]"62.
    Ten nastrój "zgrozy, lęku i czarnej żałoby" został złagodzony napływającymi od 10 IV informacjami o rozpoczęciu działań wojennych na zachodzie Europy. Choć pierwsze wiadomości o sukcesach niemieckich w Danii i Norwegii nie nastrajały optymistycznie, to jednak wierzono bezgranicznie w potęgę Francji i Anglii. Nasłuchując wiadomości radiowych -jak zapisano w jednej z relacji z maja 1940 r. - "wszyscy czekają zmian, śledzą z największym zainteresowaniem wydarzenia w świecie, oczekując, kiedy im przyniesie wybawienie"63.
    Przebieg kampanii na Zachodzie przyniósł tragiczne rozczarowanie. Nadchodzące z pól bitewnych Holandii, Belgii i Francji komunikaty wieściły kolejne niepowodzenia wojsk alianckich. Nie chciano dawać im wiary, wyczekiwano i odnotowywano każdą informację zdającą się potwierdzać, że karta wojny się odwraca. Ludność polska uległa też bez wątpienia psychozie wojennej, która zapanowała we Lwowie. W maju i czerwcu mnożyły się oznaki przygotowywania się ZSRR do wojny: budowa rowów przeciwlotniczych na Cytadeli, ćwiczenia lotnicze, przemarsze wojska i przejazdy kolumn czołgów64.
    Doniesienia najpierw o upadku Paryża, potem o podpisaniu przez Francję zawieszenia broni wstrząsnęły opinią Lwowa. Prof. Eugeniusz Rybka zapisał 14 VI 1940 r. w swoim diariuszu na wieść o poddaniu stolicy Francji: "Czy zbliżamy się do kresu wojny, do panowania niemieckiego w Europie? Hitler dokładnie dotrzymuje terminów w obecnej wojnie. Tak jestem przygnębiony, że trudno mi zebrać myśli"65. Po ogłoszeniu informacji o kapitulacji Francji wielu ludzi zareagowało zapewne tak jak prof. Hugo Steinhaus: "Tej nocy nie spałem. Płakaliśmy oboje. Dla mnie upadek Francji oznaczał odsunięcie nadziei na wydostanie się z Sowietów na długie lata"66.
    Bezprzykładna klęska sojusznika francuskiego, z którym wiązano tyle nadziei, skłaniała także do przewartościowania sądów. Jak zapisał Jan Rogowski: "W błyskawicy klęski Francji ujrzeliśmy nagle, że klęska nasza nie była tak haniebna, jak początkowo wielu z nas sadziło"67. Prysła jednak wiara w szybkie wyzwolenie. Strefa nadziei i wiary wydatnie skurczyła się, ustępowała miejsca strachowi i zwątpieniu68.





    Nim jeszcze lwowianie zdołali ochłonąć po wieści o klęsce wojennej Francji, przez miasto przetoczyła się kolejna fala wywozów. Dotknęła ona wprawdzie jedynie uchodźców, ale wśród deportowanych byli znajomi, a nawet krewni mieszkańców Lwowa. Dramatyczne sceny wywozów były jeszcze jednym brutalnym przypomnieniem, że taki los może spotkać każdego. Strach przed wywozem wzmacniały listy od zesłańców, które regularnie zaczęły docierać z Kazachstanu w czerwcu 1940 r. "Przychodziły od nich wiadomości mrożące krew w żyłach..., o ich nędzy, niedoli, głodzie, tęsknocie szarpiącej za krajem...". Największe bodaj przerażenie w mieszkańcach Lwowa budziły te "wieści [...], że zdarzały się wypadki, iż dzikie pastuchy kirgiskie rzucały się na nasze kobiety, odbierały im cześć kobiecą i spychały do rzędu jakichś niewolnic wschodnich haremów"69.
    W jednym ze sprawozdań przekazanych władzom polskim na emigracji tak charakteryzowano nastroje Polaków w najcięższych miesiącach letnich 1940 r.: "Przeważnie duże przygnębienie. Ludność, która czuje się polską, oczekuje upragnionej zmiany, wegetuje raczej niż żyje - w teatrach, kinach jej się nie spotka, w cukierniach rzadko zbierze się na pogawędki (spotyka się i takich między żydami). Częściowo pracują ciężko na kawałek chleba, w wielu wypadkach będąc bez pracy resztki dawnego dobrobytu zjada, a i ta, która pracuje, też częściowo się wyprzedaje. Część pracuje w organizacjach. Zdarzają się tacy, którzy w wódce, której jest w bród, szukają pocieszenia - ci przeważnie straceni. Inni, słabsi, zgodzili się ze swym losem, zapisali się do MOPR'u i jako tako zabezpieczeni, żyją sobie względnie swobodnie"70.
    Jesienią 1940 r. nastroje Polaków zaczęły się poprawiać. Tym razem nadzieje związane były z Wielką Brytanią oraz Stanami Zjednoczonymi. Pojawiły się po raz kolejny rachuby na starcie dwóch sojuszników -Związku Radzieckiego i Trzeciej Rzeszy, "które w konsekwencji musi przynieść Polsce wolność. Społeczeństwo czerpiące wiadomości z audycji radiowych wyczuwa zaostrzenie sytuacji międzynarodowej i oczekuje decydujących wypadków nawet jeszcze przed zimą. W każdym razie liczy, że najdalej na wiosnę musi paść rozstrzygnięcie"71.
    Na przełomie 1940 i 1941 r. na duchu podnosiły polską ludność Lwowa głównie informacje o klęskach ponoszonych przez niefortunnego sprzymierzeńca Niemiec ~ faszystowskie Włochy na kontynencie afrykańskim i w Grecji. Kolejnymi wydarzeniami, które dawały nadzieję na korzystne zmiany, było włączenie się Trzeciej Rzeszy do konfliktu na Bałkanach. Choć kampania bałkańska przyniosła kolejny błyskotliwy sukces Wehrmachtu, to jednak wiadomości o zajęciu Peloponezu zbiegły się niemal z informacjami o pojawieniu się oddziałów niemieckich w Finlandii. Był to wyraźny sygnał naostrzenia stosunków radziecko-niemieckich. Tysiące mieszkańców Lwowa coraz niecierpliwiej - część z nadzieją, inni ze strachem - wyczekiwało na wybuch wojny niemiecko-radzieckiej72.
    22 VI 1941 r. wojna ta stała się faktem.
    Niebagatelną rolę w kształtowaniu nastrojów odegrała pogłoska73. Załgana propaganda radziecka, ograniczony zasięg oddziaływania nielicznej prasy podziemnej sprzyjały powstawaniu plotek. W niewielkim stopniu zaspokajał głód informacji stosunkowo łatwy dostęp do radia zagranicznego. Nie mogło ono być bowiem źródłem wiadomości o poczynaniach okupanta radzieckiego na okupowanych ziemiach Polski.
    Pogłoski obiegające Lwów od pierwszych dni wojny nie znikły wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej do miasta. Jedna z takich wieści, która zelektryzowała miasto w pierwszych tygodniach okupacji, mówiła o odstąpieniu Lwowa przez władze radzieckie Niemcom. Czerwonoarmiści wykupywali wszelkie towary ze sklepów, a to dawało asumpt do podejrzeń, że władze radzieckie zechcą oddać ogołocone miasto swojemu niemieckiemu sojusznikowi. W przekonaniu tym utwierdzać mogło precedensowe przekazanie Wilna przez Związek Radziecki Litwie w październiku 1939 r.74
    Znacznie dłuższy żywot miały pogłoski, które pojawiły się we Lwowie w połowie października 1939 r. Według nich na granicy rumuńsko-polskiej gromadziły się wojska rumuńskie i alianckie (francuskie), które lada dzień miały wyruszyć przeciwko radzieckiemu najeźdźcy75.
    Mimo że prasa gadzinowa wykpiwała tego rodzaju pogłoski, krążyły one nadal w najlepsze wśród Polaków. Na początku listopada do Lwowa dochodziły wieści "o uwolnieniu Stanisławowa i Kołomyi". W listopadzie i grudniu 1939 r. "niepoczytalne jednostki łudziły społeczeństwo polskie, że "wojsko polskie wraz z ang[ielskim], rum[uńskim] i węg[ierskim] lada chwila (w listopadzie 11, grudniu 8 lub 24 [1939], styczniu-lutym itd. a na pewno w maju [1940])od południa wkroczy na nasz teren i uwolni od zaborcy". 11 listopada 1939 r., jak opowiadano "w wielkiej tajemnicy", miało wybuchnąć powstanie w mieście Zapowiedzi powstania były zresztą częstsze i pojawiały się ustawicznie aż do wiosny 1940 r.76.
    Wybuch wojny radziecko-fińskiej przyniósł nową falę fantastycznych wieści. Anna Fabiańska w swoim dzienniku pod datą 28 listopada zapisała: "Ostatnie wiadomości: Finlandia wypowiedziała Rosji wojnę! Koło Rawy Ruskiej Polacy bili się z Rosjanami. Wielu Rosjan zabitych i rannych. Lwów ma być w pasie neutralnym od Przemyśla do Tarnopola. [...] Z Węgier przychodzą kartki o tym, że mają dużo makaronu, co ma znaczyć: Włochów"77.
    Wielkie wzburzenie i wiele nie w pełni sprawdzonych, ale poruszających wyobraźnię i budzących przerażenie pogłosek wywołała pierwsza masowa akcja deportacyjna. Miasto obiegały wiadomości o zamarzniętych zwłokach starców i dzieci wyrzucanych z wagonów prosto w śnieg oraz o pochowaniu na cmentarzu janowskim czterystu ofiar mrozu z pociągów deportacyjnych przejeżdżających przez Lwów78.
    Pogłoską niejako odwetowa i przejawem marzeń o odpłacie za zbrodnie była zapewne uporczywie kursująca po Lwowie wieść o zamachu w marcu 1940 r. na dwóch wysokich funkcjonariuszy NKWD. Według jednej z wersji zginąć miał sam szef lwowskiego NKWD, a jego zastępca ciężko ranny. W jakiś czas później zginąć miało dwóch oficerów Armii Czerwonej79.
    Nie zawsze plotki mobilizowały i krzepiły, czasami budziły zwątpienie i rozterki. Doświadczano tego we Lwowie dość często. Obawy budziła np. zapowiedź wydawania przy okazji paszportyzacji tzw. wilczych paszportów, których posiadacze zostaną wywiezieni w głąb ZSRR80. Doszło do paradoksalnej sytuacji, że jedno z pism podziemnych regularnie drukowało wiadomości "agencji JPP" (Jedna Pani Powiedziała, jak określano żartobliwie we Lwowie plotki) obiegające Lwów (biuletyn "Wytrwamy" od 4 III 1940 r.), a drugie w tym samym czasie zwalczało pogłoski. Pod koniec lutego 1940 r. tygodnik "Pobudka" przyznawał, że plotki zaczęły urastać "do potwornych rozmiarów". W mieście rozchodziły się wówczas niepokojące informacje o śmierci Paderewskiego i konflikcie Sikorskiego z władzami politycznymi i wojskowymi sojuszników"81. Jak szkodliwe były, nawet motywowane szlachetnymi pobudkami, podawane w kolportowanych wśród mieszkańców Lwowa ulotkach fałszywe informacje, świadczyć może przykład ogłoszonego pod koniec grudnia 1939 r. rozkazu Kwatery Głównej Ośrodka "Lubicz", mówiącego m.in., że przez Węgry "na terytorium Polski wkroczyła armia nasza", czy tekst rzekomego przemówienia gen. Sikorskiego wydany w najtrudniejszym dla Polaków okresie - sierpniu 1940 r., w którym zawarta była informacja, że Niemcy poprosiły o czternastodniowy rozejm, armia polska dysponuje 5 tys. samolotów i 15 tys. czołgów. Równie fantastycznie i niewiarygodnie brzmiała zapowiedź rozbicia obu okupantów w ciągu tygodnia, a najpóźniej do końca roku oraz bezlitosnego odwetu na "Sowietach, Żydach i Ukraińcach za wszystkie niecne morderstwa i czyny"82.
    Najdziwniejsza bodaj pogłoska, która wywołała niemało zamieszania także w kierownictwie podziemia polskiego w Paryżu i Warszawie, pojawiła się w maju i czerwcu 1940 r. Pismo "Wytrwamy" podało 20 V 1940 r., że "według agencji "JPP" wojska sowieckie zajęły dziś Warszawę i Lublin, zdążając w dalszym ciągu w kierunku Krakowa"83. Pogłoska, która zelektryzowała miasto także w czerwcu 1940 r., w połączeniu z pewnym złagodzeniem kursu wobec Polaków, zaowocowała w kolejnych miesiącach informacjami o rokowaniach prof. Bartla na temat utworzenia polskiego rządu radzieckiego, i "dziwną plotką polityczną" zanotowaną przez prof. Rybkę 5 X 1940 r.: "Podobno prez. Raczkiewicz przyjął na audiencji sowieckiego ambasadora z Anglii Majskiego"84.
    Kompromitujące porażki Włochów na Bałkanach powodowały, że faszystowskie państwo Mussoliniego lwowska pogłoska widziała w styczniu 1941 r. w stanie pełnego niemal rozkładu. Stanisław Łoś zapisał wówczas w swoim diariuszu informacje o "rewolucji" we Włoszech - buncie robotników w Turynie i opowiedzeniu się po ich stronie wojsk włoskich oraz o obsadzeniu przez Niemców Mediolanu. Rozruchy głodowe miały objąć także Wiedeń, Belgię i Francję. W marcu 1941 r. znowu pojawiły się "pogłoski o Polsce radzieckiej, o wydzieleniu Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi w osobny kraj, zależny bezpośrednio od Moskwy"85. Po podboju Jugosławii przez wojska niemieckie we Lwowie zaczęły się coraz częściej pojawiać wieści o nadchodzącym ataku niemieckim na Związek Radziecki. Prof. Rybka zapisał 14 VI 1941 r.: "Po mieście kursują plotki o możliwości wojny"86, a Stanisław Łoś w swoim dzienniku na kilka dni przed wybuchem konfliktu odnotował: "Czerwiec 1941 r. Pod koniec miesiąca sytuacja między Niemcami a Rosją niezwykle naprężona. Niemcy wysłały ultimatum do ZSRR z żądaniem terenów Ukr[ainy], Białor[usi], Bukow[iny], Besarabii i Karelji. [...] Podobno ultimatum niemieckie jest ważne do l lipca. Zanosi się na wojnę"87. Wojna wybuchła tydzień wcześniej niż przewidywano.
    Pociechy i ukojenia szukano nie tylko w informacjach podawanych przez zagraniczne radiostacje i pogłoskach. Wiarę i nadzieję znajdowano także w przepowiedniach i proroctwach. Pierwsze przepowiednie byty krzepiące i optymistyczne, zapowiadały bowiem rychły koniec niewoli. Barbara Mękarska-Kozłowska notowała l XI 1939 r.: "Wszyscy wierzymy w przepowiednię św. Andrzeja Boboli, która mówi, że Polska w 27 dniach będzie zniszczona i od tego czasu licząc będzie 100 dni w niewoli i tego dnia wypada święto i to jest na 3 Króli, więc na Trzech Króli będziemy wolni"88.
    Gdy rachuby na wyzwolenie "w setnym dniu niewoli" zawiodły, popularność zaczęły zyskiwać inne przepowiednie. Największe zainteresowanie budziło krążące w wielu odpisach proroctwo z Tęgoborza. Przepowiednia ta, którą podało "nieznanego nazwiska medium" na seansie spirytystycznym u hr. Wielogłowskiego w majątku Tęgobórz 23 września 1893 r., w formie wierszowanej obejmowała wydarzenia kolejnych pięćdziesięciu lat. Również w tej rymowanej przepowiedni wizja cierpień i prześladowań narodu polskiego kończyła się zapowiedzią świetlanej przyszłości:
      Powstanie Polska od morza do morza czekajcie na to pół wieku chronić nas stale będzie łaska boża więc cierp i módl się, człowieku89.
    W 1940 r. Lwów obiegały także inne proroctwa, które zdobywały krótkotrwałą najczęściej popularność. Wiele z nich współgrało z nastrojami ludności polskiej i potwierdzało nadzieje związane ze wznowieniem działań wojennych na froncie zachodnim na wiosnę 1940 r.90.
    Porażka Francji dezawuowała część krążących do tej pory proroctw. Pojawiały się wówczas nowe, bardziej dostosowane do aktualnej sytuacji politycznej. Jesienią 1940 r. Stanisław Łoś zapisał: "Dowiedziałem się, że jest przepowiednia jakiegoś historyka z XII czy XIII w., która mówi, że Hitler z pomocą Włoch zajmie Francję (co się sprawdziło), że Francja po jakimś czasie wyrzuci wrogów ze swoich granic, następnie Włochy będą pod panowaniem Francji, potem Mussolini zostanie zasztyletowany w jakimś kościele, w Niemczech będzie przewrót, Hitler zginie, a Moskale rozlecą się"91. Gdy nie sprawdziły się rachuby na szybki koniec wojny, większe znaczenie zaczęto przywiązywać np. do mickiewiczowskiej liczby "44", upatrując np. w 1944 - roku zakończenia wojny światowej92.
    Odpowiedzi na pytania dotyczące całego kraju oraz spraw osobistych - zwłaszcza losów najbliższych, zaginionych podczas zawieruchy wojennej czy w wyniku aresztowań - szukano we wróżbach. Jan Rogowski zanotował: "Wielkie powodzenie w okresie inwazji bolszewickiej mieli wróżbici i wszelkiego rodzaju wróżki; ciągle mówiono o przepowiedniach i wróżbach. Pewne wróżki były otaczane takim poważaniem, że ludzie w kolejce zamawiali dla siebie bilety wstępu; opłaty za wróżby z biegiem czasu wzrastały od kilku do kilkunastu, a później do kilkudziesięciu rubli"93.
    Wyjaśnienia owego fenomenu można szukać nie tylko we wstrząsie i zmęczeniu okrutną codziennością okupacyjną. Przepowiednie były próbą odnalezienia źródła nadziei i wiary na przyszłość, nadania sensu cierpieniom i wytłumaczenia w jakiś sposób - w imię wyższych racji, zamysłu Bożego - klęski i prześladowań. Gdy brakowało informacji pozwalających wzmocnić odporność, siłę przetrwania, podświadomie i rozpaczliwie szukano jej w mesjanistycznych przepowiedniach.

       7. Życie religijne

    Sławiona i wychwalana bez umiaru, mająca być regulatorem całego życia społecznego konstytucja stalinowska z 1936 r. w artykule 124 głosiła: "Dla zapewnienia obywatelom swobody wyznania kościół w ZSRR jest oddzielony od państwa, a szkoła od kościoła. Swoboda kultów religijnych i swoboda propagandy antyreligijnej jest zapewniona wszystkim obywatelom"94. W rzeczywistości nacisk kładziono na część konstytucyjnej formuły, tej mówiącej o oddzieleniu Kościoła od państwa i szkoły oraz o swobodzie propagandy ateistycznej.
    Po wkroczeniu Armii Czerwonej na Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej władze okupacyjne realizowały politykę ograniczania wpływów Kościoła na życie nowych obywateli ZSRR. Metody stosowane w latach 1939-1941 były względnie łagodne. W jednej z broszur wydanych w 1943 r. w podziemiu oceniano, że "w zasadzie progu kościoła i cerkwi nie przekraczano", propaganda religijna prowadzona była bez przekonania, akty represji były "sporadyczne", najczęściej uciekano się do szykan natury finansowej. Okupant starał się w okresie przejściowym nie tworzyć jeszcze jednego pola konfrontacji95.
    Władze radzieckie próbowały uderzyć przede wszystkim w podstawy materialne Kościoła rzymskokatolickiego. W grudniu 1939 r. znacjonalizowano i zajęto m.in. pałac arcybiskupi przy ul. Czarnieckiego oraz pomieszczenia seminarium duchownego. Armia Czerwona przejęła nie ukończony gmach kościoła na Persenkówce i urządziła w nim skład amunicji. Największe straty poniosły zakony. W jednym ze sprawozdań ze Lwowa z 1940 r. pisano: "Klasztory wszystkie zostały zamknięte, a zakonnicy i zakonnice rozpędzeni. Często spotyka się ich w świeckich ubraniach pracujących fizycznie. Są między nimi zakonnice, które po dwadzieścia kilka lat przeżyły w ścisłej klauzurze"96.
    Władze okupacyjne wprowadziły wiele innych, drobniejszych, ale dokuczliwych dla Kościoła zarządzeń, utrudniających wykonywanie jego misji. "Umilkły dzwony kościelne i milczały przez cały czas okupacji bolszewickiej; wszelkie procesje poza obrębem kościoła - względnie ogrodu kościelnego - ustały. Ksiądz idący z "Panem Bogiem" do chorego szedł sam, bez asysty ministranta, nie poprzedzony dźwiękiem dzwonka97. Księża, zakonnice i zakonnicy w większości zrezygnowali z chodzenia w strojach duchownych. Niszczone były znajdujące się poza terenem kościelnym miejsca i znaki kultu - figury i krzyże przydrożne. Jesienią 1940 r. mieszkańców Lwowa poruszyła wiadomość o profanacji "otoczonej powszechną czcią" figury Matki Boskiej w ogrodzie karmelitów98.
    Najdotkliwsze były jednak obciążenia finansowe. Księża jako "pracownicy kultu" obłożeni byli najwyższymi stawkami podatku od dochodów osobistych. Do tego dochodziły bardzo wysokie podatki za funkcjonowanie kościoła. Księża zmuszeni też byli płacić niezwykle wysokie (kilkunastokrotnie wyższe od zwykłych) stawki za energię elektryczną. Poszczególne parafie miały więc do uiszczenia sumy astronomiczne. W kościele Matki Boskiej Ostrobramskiej podatek dochodowy od każdego księdza ustalono na 2 tys. rubli, a podatek kościelny na 8.tys. rubli, parafia musiała więc zapłacić 20 tys. rubli. Katedrę i kościół oo. Jezuitów obłożono podatkiem w wysokości 50 tys. rubli, kościół św. Elżbiety - 25 tys., kościół św. Mikołaja - 24 tys. Z czasem presja ekonomiczna stała się tak dotkliwa, a sytuacja kościołów - na skutek zubożenia parafian - tak trudna, że brano nawet pod uwagę "zamknięcie kilku kościołów we Lwowie po wywiezieniu inwentarza, co umożliwi przetrwanie innych"99. Część księży i sióstr zakonnych szukała na wpół fikcyjnych posad w instytucjach państwowych, np. w szpitalach, dzięki czemu unikała płacenia wysokich stawek podatkowych100.
    Do walki z "zabobonem" religijnym wprzęgnięto także propagandę ateistyczną. W pierwszym roku okupacji była ona jednak w miejscowej prasie polskojęzycznej umiarkowana. Artykuły usiłujące zdemaskować "prawdziwe" oblicze Kościoła oraz ujawnić "klasową treść" świąt chrześcijańskich opublikowano na łamach "Czerwonego Sztandaru" dopiero w pierwszy dzień Bożego Narodzenia 1940 r. oraz na Wielkanoc 1941 r. W propagandzie antyreligijnej wykorzystywano także czasem radio101.
    Z punktu widzenia władz okupacyjnych znacznie efektywniejszym polem walki z "opium ludu" była szkoła i wychowanie młodego pokolenia. Tu właśnie okupant toczył zmagania o rząd dusz młodzieży.
    Władze okupacyjne bardzo szybko - nim jeszcze tzw. Ukraina Zachodnia stała się formalnie częścią ZSRR - wprowadziły w życie zapis stalinowskiej konstytucji o rozdzieleniu szkoły i Kościoła. W ślad za usunięciem nauki religii ze szkół wyeliminowano z budynków szkolnych wszelkie symbole religijne (krzyże, obrazy), zamknięto kaplice oraz wycofano z bibliotek książki o tematyce religijnej. Starano się uniemożliwiać chodzenie uczniom na msze oraz lekcje religii. W celu odciągnięcia od Kościoła organizowano "różne pogadanki, referaty, odczyty, wieczorki, zabawy", zwłaszcza w święta i niedziele. Posuwać się miano nawet do prymitywnych zabiegów socjotechnicznych i wykorzystywania "rozsławionego już tricku z cukierkami lub walizką żywnościową, rozdawanymi dzieciom po modlitwie do Stalina, podczas gdy prawdziwa modlitwa o chleb nie odnosiła skutku"102.
    Nasilenie tych działań nastąpiło od stycznia 1940 r. Po reorganizacji szkolnictwa na wzór radziecki nastąpiła indoktrynacja ateistyczna przez programy wychowawcze. Próbom odizolowania młodzieży od Kościoła w pierwszym półroczu 1940 r. sprzyjało zniesienie świąt religijnych oraz wprowadzenie sześciodniówki, która utrudniała regularne uczestnictwo w niedzielnych mszach. Nowy rok szkolny we wrześniu 1940 r. przyniósł eskalację tych działań"103. Nauka religii wygnana z sal szkolnych w październiku 1939 r. jeszcze w tym samym miesiącu znalazła sobie miejsce w nawach kościołów. Katechizacja dla uczniów szkół podstawowych prowadzona była w parafiach, nabożeństwa dla młodzieży odbywały się w niedzielę w kilku wybranych kościołach Lwowa, m.in. w kościele oo. Dominikanów. Młodzież nie tylko chętnie uczęszczała na te zajęcia, ale i tłumnie uczestniczyła w mszach niedzielnych, z okazji świąt kościelnych i narodowych. W warunkach półkonspiracyjnych działało też przez cały okres okupacji radzieckiej Wyższe Seminarium Duchowne kierowane przez ks. Stanisława Frankla104.
    Kościół w latach okupacji radzieckiej prowadził szeroko zakrojoną akcję charytatywną: "W zabudowaniach klasztornych - pisze Jan Rogowski - mieszkało wielu, wielu uchodźców. Nieraz i oficer polski znalazł schronienie gdzieś w jakiejś utajonej celi czy komórce na poddaszu klasztornym. Przy parafiach były zorganizowane kuchnie dla najuboższych"105. Księża i siostry zakonne brały aktywny udział w akcji pomocy Polakom deportowanym do Kazachstanu. Mimo zlikwidowania duszpasterstwa szpitalnego nadal z pociechą religijną do katolików śpieszyli zatrudnieni tam np. jako sanitariusze, księża106.
    Świątynie stały się przybytkiem duchowego oparcia dla większości przybitej, wylęknionej ludności polskiej. W mszach i nabożeństwach uczestniczyły tłumy wiernych. Przywiązanie do religii oraz polskości wyraźne było w dniach świąt kościelnych. Na Wielkanoc 1940 r. - jak odnotował w swoim dzienniku prof. Rybka - kościoły, w których odbywały się nabożeństwa rezurekcyjne, były "wypełnione nie tylko po brzegi, lecz tłumy ludzi [stały] jeszcze przed kościołami"107.
    W warunkach okupacji radzieckiej księża prócz "ducha katolicyzmu" podtrzymywali ducha polskości. Kościół stał się miejscem schronienia "Polski zgnębionej, znękanej, krwią zlanej, ośrodkiem życia polskiego", wręcz "twierdzą polskości"108. Msze i nabożeństwa dawały wiernym poczucie uczestniczenia w wielkiej zbiorowej manifestacji patriotycznej. Niejednokrotnie na ich zakończenie intonowano hymn Boże coś Polskę (oczywiście ze słowami: "ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie") czy Chorał Kornela Ujejskiego. Szczególną popularnością w okupacyjnym Lwowie cieszyła się też pieśń Żukowskiego Pobłogosław matko naszej biednej ziemi. Odważne i krzepiące społeczność polską słowa padały też często z ambony. Wielkie wrażenie robiły śmiałe kazania ks. Władysława Cieńskiego w kościele św. Marii Magdaleny oraz o. Fidelisa Kędzierskiego w kościele Bernardynów. Akcentów patriotycznych nie unikano przy urządzaniu wielkanocnych grobów Pańskich czy ołtarzy na trasie procesji w święto Bożego Ciała. Momentami szczególnego manifestowania uczuć narodowych były msze odbywane m.in. 1, 11 i 22 XI, a więc w dniach związanych najściślej z najnowszą historią Polski i miasta semper fidelis. Uczestniczyła w nich masowo młodzież, mimo obawy przed konsekwencjami uchylała się nawet od przychodzenia w te dni na zajęcia szkolne109.
    Przywiązanie "do wiary i polskości" manifestowane było na inne jeszcze sposoby: "Nad skarbonami kościelnymi pojawiły się ogłoszenia: "Ofiary na podatek kościelny" - i skarbony wypełniały się szybko rublami... W czasie Mszy św. - na tacę padał stos banknotów"110. Dzięki tym ofiarom aż do czerwca 1941 r. nie dopuszczano do zamknięcia żadnej ze świątyń za nieopłacenie podatków. Udało się nawet odbudować uszkodzony podczas oblężenia miasta we wrześniu 1939 r. kościół św. Elżbiety111.
    Uczucie religijne - jak oceniał w swoich wspomnieniach Jan Rogowski "pod wpływem wielkich wstrząsów nerwowych przybierało czasami u pewnych ludzi czy nawet grup jakieś objawy mistycyzmu. 8 maja 1941 r. - w czwartek - rozeszły się w mieście pogłoski, że na szybie okna w domu przy ulicy Łyczakowskiej nr 104 pojawił się obraz Matki Boskiej czy Serce Pana Jezusa. Zaczęły gromadzić się tłumy, aż milicjanci zaczęli ludzi rozpędzać. Pogłoski owe szerzyły się tak gwałtownie, że aż księża w kościołach, w kazaniach zaczęli przestrzegać ludzi przed zbytnią pochopnością wierzenia w rzeczy niesprawdzone"112.
    Podczas okupacji radzieckiej określenie Polak-katolik znalazło ponownie swoje głębokie uzasadnienie. Świątynie lwowskie były jedynymi miejscami, do których nie docierała nachalna indoktrynacja komunistyczna, były miejscem ucieczki i azylu od dławiącej atmosfery strachu i zorganizowanego odgórnie entuzjazmu.

       8. Humor

    Jednym ze sposobów odreagowania, przezwyciężenia atmosfery strachu był dowcip, żartobliwa, wykpiwająca okupanta piosenka lub wiersz. Tematów nie brakowało. Wielu dostarczały absurdy codziennego bytowania. Zresztą już pierwsze zetknięcie z nową rzeczywistością rodziło uśmiech - zrazu wyższości i politowania. Dowodzi tego np. dowcip krążący przed świętami Bożego Narodzenia 1939 r., a zapowiadający przemianowanie Lwowa na Betlejem, w związku z tym, że "na ratuszu jest gwiazdka, a po ulicach chodzą pastuchy"113.
    Od pierwszych miesięcy pobytu "wyzwolicieli" kpiono niemiłosiernie z prymitywizmu kulturalnego i cywilizacyjnego bolszewików, a także z ich zakłamanej, często jakże naiwnej propagandy. Wraz z bliższym zapoznawaniem się, już osobiście, z innymi stronami życia radzieckiego obywatela - mimo wzrastającej atmosfery lęku i zastraszenia - przybywało proporcjonalnie dowcipów. Część z nich trafiała - być może drogą dyfuzji - zza istniejącego nadal wewnętrznego kordonu granicznego na Zbruczu. Wyszydzeniu, ośmieszeniu i wykpieniu podlegały wszystkie niemal dziedziny życia i wszystkie instytucje radzieckie, także "niezwyciężona" Armia Czerwona:
    "Tońcio: powiedz mi kochany Szczepciu, dlaczego nasze dzielne wojska mają takie śmieszne czapki z gulkami na głowie?
    Szczepcio: To ty durny Tońku nie wiesz? A gdzie wszy będą urządzać mityngi???"114
    Nie oszczędzano nawet tak ponurej instytucji jak NKWD:
    Na drzwiach NKWD we Lwowie widniała tabliczka: "Wejście surowo zabronione".
    - Jacy oni durni - mówi jeden batiar do drugiego. - Oni myślą, że jakby tego napisu nie było, to ja chciałbym tu wejść. Powszechnie znane było rozwiązanie skrótu NKWD jako "Nie wiadomo kiedy wróci do domu"115.
    Swój komentarz humorystyczny znalazło zjawisko masowego wykupywania towarów, zwłaszcza ubrań i tzw. manufaktury oraz zegarków przez przybyszy ze wschodu. Najlepszym podsumowaniem ekonomicznych skutków pierwszych miesięcy okupacji radzieckiej był dowcip o tym, że z kolumny na placu Mariackim miano zdjąć posąg Mickiewicza i postawić tam posąg Stalina z dedykacją "Twórcy prawdziwych dziadów" oraz dość frywolna piosenka lwowskiego batiara:
      Podarte mam portki, obdarty mam strój Bo jedna z mych części ciała Po latach dwudziestu towarzyszu mój Swobody się już doczekała...116
    Nie brakowało także dowcipów trafnie ujmujących warunki życia w pierwszym państwie robotników i chłopów:
      - Jaka jest różnica między tramwajem a państwem sowieckim? - Nie ma żadnej. W tramwaju połowa ludzi siedzi, a druga połowa się trzęsie. W państwie sowieckim tak samo. - Dlaczego na mityngach powstaje się przy śpiewaniu Międzynarodówki? - Bo pieśń zaczyna się od słów: Powstańcie goli i głodni117.
    W humorze lwowskim z lat 1939-1941 dość często występowała problematyka żydowska. W anegdotach podkreślano niekiedy - generalizując ten element - zjawisko bliskiej współpracy Żydów z aparatem administracyjnym i policyjnym okupanta. Znacznie wierniej jednak charakteryzowała - jak się wydaje - nastroje większości Żydów rzekoma modlitwa żydowska z początków 1941 r. zawierająca następujące życzenia:
      "l) aby ci sobie poszli 2) aby on nie przyszedł 3) abyśmy tu zostali 4) aby tamci nie wrócili!!!118
    Najlepiej jednak sprawdził się humor lwowski - zarówno ten inteligencki, jak i ten z ulic i przedmieść - przy komentowaniu bieżących wydarzeń politycznych. Ogromną wręcz falę dowcipów wywołała wojna radziecko-fińska i kompromitujące klęski Armii Czerwonej. Podawano wieść np. o samobójstwie słynnego fińskiego biegacza Nurmiego, który nie był w stanie dogonić uciekających czerwonoarmistów. Śmiech budziła też wieść o rzekomym pojawieniu się we Lwowie transparentu z wiernopoddańczą deklaracją: "Nie oddamy Finom Lwowa"119.
    Jednym z ulubionych bohaterów dowcipów, piosenek (np. "Tango Stalina") i wierszyków humorystycznych był Stalin. Często jednak występował obok innych bohaterów muzy podziemnej satyry, zwłaszcza z drugim dyktatorem - Hitlerem, a także Mussollinim:
    "Przychodzi do Pana Boga Hitler i prosi, aby mu Pan Bóg pomógł w zdobyciu Europy. Pan Bóg się namyśla i radzi przyjść za dwa tygodnie, to pomówimy. Przychodzi Mussolini i prosi o pomoc na M. Śródziemnym, temu powiedział Pan Bóg, że za dwa tygodnie. Tak mówił każdemu, a ogon był bardzo duży, aż przychodzi "bat'ko", a Pan Bóg tak zdumiony powiada: "a ty, batiuszka, po coś ty przyszedł, masz tyle ziemi". "O tak, ja przyszedł, bo zobaczyłem ogonek, to stanąłem"120.
    Humor lwowski trafnie bez wątpienia odczytał ewolucję stosunków radziecko-niemieckich i ich stałe pogarszanie się. Już jesienią 1940 r. tak relacjonowano nieudane rozmowy polityczne Wiaczesława Mołotowa w Berlinie: "Przy stole siedzi Mołotow i jeden z generałów niemieckich. Nie mogą się dogadać. Mołotow postukuje palcami po stole i śpiewa "Jesli zawtra wojna", na to generał niemiecki "Moskwa moja, strana moja""121. Cały komizm dowcipu polegał na tym, że w tekst wpleciono fragmenty dwu najpopularniejszych wówczas pieśni śpiewanych przez oddziały Armii Czerwonej we Lwowie.
    W warunkach okupacji radzieckiej wyszydzający śmiech stanowił jedną z najważniejszych i obok prawdziwych, nie zniekształconych pogłoską informacji oraz biernego oporu, najskuteczniejszych form walki z najeźdźcą, dostępną każdemu i nie przynoszącą tak bolesnych strat jak sprzeciw czynny. O tym, jak ważną rolę w podtrzymaniu nadziei, woli przetrwania odgrywał humor i śmiech, świadczyć może fakt, że od pierwszych numerów swoistą giełdę dowcipów politycznych prowadziło pismo "Wytrwamy", publikujące w każdym niemal numerze aktualnie krążące po Lwowie dowcipy. We Lwowie miało się nawet pod okupacją radziecką ukazywać podziemne pismo humorystyczne "Szpilki"122.

       Przypisy do rozdziału 4

    1 Armia Krajowa..., t.6: Uzupełnienia, Londyn 1989, s. 1-2.
    2 ibidem, s. 51.
    3 BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 7, 72, 84-85.
    4 AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 90, k.7; sygn. 97, k. 167; BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym,.., k. 64.
    5 AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 90, k.7; BOss., sygn. 16710/II, ]. Rogowski, Przeżycia..., k. 29; BUW rkp., sygn. akc. 3308a, k. 20; A. Wat, op.cit., s. 277-278.
    6 BOss., sygn. 16709/II, .1. Rogowski, W czerwonym..., k. 63.
    7 AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k. 74.
    8 Ibidem, sygn. 89, k. 252.
    9 "Służba Państwu", 15 XII 1941.
    10 W. Wasilewska, op.cit., s. 341,353,355; A. Wat, op.cit., s. 255-256; B. Fijałkowska, op.cit., s. 71-72; M. Turlejska, Prawdy i fikcje. Wrzesień 1939-grudzień 1941, Warszawa 1968, s. 308.
    11pCDAHOU, sygn. f. l, op. 16, s. 20. k. 173.
    12  Ibidem, op.6, s. 589, k. 65-66; s. 645, k. 30-33, 51-53; s. 649, k. 21-28; DAŁO, sygn. f. P-3, op.l,s. 19, k.17,74;s. 21, k.25.
    13  Dochodziło przy tym jednak do nadużyć i fałszerstw - umieszczania nazwisk znanych, cieszących się autorytetem osób pod materiałami i deklaracjami, z którymi nie miały one nic wspólnego. Zob.: AAN, sygn. 203/XV-47, k. 45.
    14  Cz. Szt., IV 1940; WU, 18 III 1941; Istorija Lwowa..., s. 245.
    15  CDAHOU, sygn. f. l, op, 16, s. 20, k.l 75-182; s. 21, k. 97-117.
    16  K. Żygulski, op.cit., s. 123, 138. O zjawisku kolaboracji we Lwowie obszernie piszą w swoich nie pozbawionych jednak uproszczeń i błędów faktograficznych pracach publicystycznych Jacek Trznadel i Bohdan Urbankowski. J. Trznadel, Kolaboranci. Tadeusz Boy-Żeleński i grupa komunistycznych pisarzy we Lwowie 1939-1941, Warszawa 1998; B. Urbankowski, Czerwona msza albo uśmiech Stalina, Warszawa 1995, s. 37-102.
    17  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 2; sygn. 15402/11, Ludwik ze Skrzynna Dunin, Obrazki..., k. 20; AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 286; L. Dzięgiel, op.cit., s. 43.
    18  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 296.
    19  L. Dzięgiel, op.cit., s.84; B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s.19; W czterdziestym..., s. 103; J. Kowalewski, op.cit., s. 163; por. też: T. Tomaszewski, Lwów 1940-1944. Pejzaż psychologiczny, Warszawa 1996, s. 46.
    20  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 78-79; L. Dzięgiel, op.cit., s. 43; W. Szolginia, op.cit., s.177; W czterdziestym..., s. 103-104.
    21  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 267.
    22  Zachidnia Ukrajina..., s. 75-76; BOss., sygn, 16180/II, K. Brończyk, op.cit., k. 10.
    23  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 175-1.76. Por. też opinię Wandy Ossowskiej: W. Ossowska, op.cit., s. 29.
    24  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 15, 53, 177; sygn. 16180/11, K. Broriczvk, op.cit., k. 10; H. Steinhaus, op.cit., s. 168; Zachidnia Ukrajina, s. 20, 75.
    25  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k.267; BOss., sygn. 16709/11, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 177; L. Dzięgiel, op.cit., s. 40; B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s. 265, 278; H. Stcinhaus, op.cit., s. 168, 189; W. Szolginia, op.cit., s. 169; "Wytrwamy", 28 IX 1940.
    26  AW, sygn. MID 7/5, Wyciąg z komunikatu ogólno-informacyjnego o sytuacji na terenie okupacji sowieckiej x 17 V 1941; Cz.Szt., 25 V 1941, nr 121. Szerzej o klasyfikacji i różnych formach sprzeciwu wobec okupanta radzieckiego: T. Strzembosz, Opór wobec okupacji sowieckiej w Zachodniej Białorusi 1939-1941, [w:] Studia z dziejów: okupacji sowieckiej (1939-1941). Obywatele polscy na kresach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej pod okupacją sowiecka w latach 1939-1941, pod red. T. Strzembosza, Warszawa 1997, s. 105-219.
    27  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k. 89; BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, IV czerwonym..., k. 143, 170; sygn. 16603/II, k. 10; sygn. 15947/11, S. Stipal, op.cit., k. 4; B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s. 16-17, 268.
    28  BOss., sygn. 16594/11/6, notatki Danuty Pachulicz, k. 181.
    29  Ibidem; sygn. 15587/1/2, M. Banach, op.cit., k. 170.
    30  BOss., sygn. 16709/11, J. Rogowski, W czerwonym..., k.196; L. Jeżowski, Lwów-Stanisławów-Turka czyli jak byłem lwowskim paczkarzem, "Semper Fidelis", 1992, nr l (11), s. 17-18; H. Steinhaus, op.cit., s. 197; J. Węgierski, Lwów..., s. 75-76.
    31  AW, sygn. MID 7/5, Wyciąg z komunikatu ogólno-informacyjnego o sytuacji na terenie okupacji sowieckiej z 17 V 1941; BOss., sygn. 16603/II, k.30; sygn. 16594/II/6, Notatki Danuty Pachulicz, k. 181; B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s. 36; J. Węgierski, Lwów..., s. 75-76.
    32  LBN, sygn. f. 9, o/n 3834, Listy T. Brzeskiego do T. Mańkowskiego z 3 II 1941 r. i 19 IV 1941 r.; S. Ciesielski, Polacy w Kazachstanie 1940-1946. Zesłańcy lat wojny, Wrocław 1996, s. 75, 91-92; E. Syzdek, Działalność Wandy Wasilewskiej w latach drugiej wojny światowej. Warszawa 1981, s. 81-82.
    33  BOss., sygn. 16603/II, k.30; sygn. 15587/1/2, M. Banach, op.cit., k. 170.
    34  Wierne płomienie. Poezje bezimiennych poetów lwowskich, Londyn 1946, s. 22-23.
    35  S. Stipal, Harcerki Chorągwi lwowskiej w walce s okupantem w l. 1939-1941, [w:] Leopolis. Dzieje i kultura Lwowa, Warszawa 1988, s. 79.
    36  BLIW rkp., sygn. akc. 3308a, k.34; [.BN, sygn. f.9, o/n 3834, listy T. Brzeskiego do T. Mańkowskiego z 3 II 1941 r. i 19 IV 1941; H. Steinhaus, op.cit., s. 186.
    37  BOss., sygn. 16710/11, J. Rogowski, Przeżycia..., k.l9; W. Szolginia, op.cit., s. 169.
    38  BOss., sygn. 16710/II, J. Rogowski, Przeżycia..., k.71-73. Por. też: .1. Dabulewicz-Rutkowska, op.cit., s. 122; F. Tomaszewski, op.cit., s. 34-35.
    39  AZHRL, Materiały S. Kora, sygn. 89, k. 267; Polskie Podziemie 1939-1941, t. l, Lwów-Kołomyja-Stryj-Złoczów, Warszawa-Kijów 1998, s. 924-927.
    40  BOss., sygn. 16709/11, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 111-112, 148.
    41  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 90, k. 9; sygn. 97, k. 75; BOss., sygn. 16209/II, Z. Stiebcr, Wspomnienia lwowskie, k. 3.
    42  AAN, sygn. 202/1II-199, k. 46-47; sygn. 202/III-200, k. 15; AW, sygn. MID 88/4, Komunikat z Czerniowiec na podstawie meldunków z 21-28 I 1940; AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k. 103-104; sygn. 89, k. 153, 178; BOss., sygn. 16209/II, Z. Stieber, op.cit., k. 3; sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 104.
    43  AW, sygn. MID 88/4, Komunikat z Czerniowiec na podstawie meldunków z 21-28 l 1940; Meldunek z 3 XII 1940, k. 2-4; Raport konsulatu w Czerniowcach x kwietnia 1940 r.; AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 233; sygn. 97, k. 76, 104-105, 175.
    44  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k. 76-77.
    45  A. Żbikowski, Lokalne pogromy Żydów w czerwcu i lipcu 1941 roku na wschodnich rubieżach li Rzeczypospolitej, Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego (dalej: BŻIH) 1992 nr 2-3 (162-163), s. 9,
    46  W czterdziestym..., s. 31.
    47  AW, sygn. MINI7 135 Lwów relacje, rel. Mieczysława Jasińskiego, k. 159; rei. Emila Dobrzańskiego, k.442; AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 179; sygn. 90, k. 8; sygn. 97 k. 79, 158, 175; BOss., sygn. 16603/II, k. 71; Armia Krajowa..., t. l, s. 107.
    48  H. Reiss, Z deszczu pod rynnę... Wspomnienia polskiego Żyda, Warszawa 1993, s. 41.
    49  AW, sygn. MID 88/4, Sprawozdanie z 3 XII 1940, k.4; AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k. 105. Por. też: AZHRL, Materiały S.Kota, sygn. 97, k. 175; AW, sygn. MID 88/4 Komunikat z Czerniowiec 21-28 I 1940, k. 2; BOss., sygn. 16603/II, k. 71.
    50  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k. 77.
    51  T. Szarota, Okupowanej Warszawy dzień powszedni. Studium historyczne. Warszawa 1988, s. 455, 457-458.
    52  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 115.
    53  "Ziemie Wschodnie Rzeczypospolitej", IX 1942, nr 5; A. Wat, op.cit., s. 256; Instytut Historyczny PAN (IH PAN), A 412/67, L. Sadowski, Organizowanie lwowskiego obszaru Z.W.Z. -A.K. na przełomie lat 1941-1942, k. 6
    54  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 52; BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k.l9; R. Rybka, Dziennik..., zeszyt XXV, zapis z 22 IX 1939; H. Steinhaus, op.cit., s.169. B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s. 264; W. Piechowska, op.cit., s. 112.
    55  Armia Krajowa..., t. l, s. 106; BOss., sygn. 16709/II,.l. Rogowski, W czerwonym..., k. 60, 62; S. Hartman, op.cit., s. 45; B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s. 272.
    56  E. Rybka, Dziennik..., zeszyt XXV, zapis z 12 XII 1939.
    57  J. Kowalewski, op.cit., s. 169.
    58  Kulturne..., s. 79.
    59  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 117-118.
    60  "Pobudka", 18 II1940.
    61   AW, sygn. MID 6/4, Zestawienie nr 14 wiadomości o sytuacji w Polsce pod okupacją sowiecką, k. 5.
    62  B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s. 282, 283, 284.
    63  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 153.
    64  M B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s. 284-285. Zob. też: E. Rybka, Dziennik..., zeszyt XXV, zapisy z 30 V i 10 VI 1940; A. Fabiańska, op.cit., s. 94;
    65  E. Rybka, Dziennik..., zeszyt XXVI, zapis z 14 VI 1940.
    66  H. Steinhaus, op.cit., s. 190.
    67  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k.164; E, Rybka, Dziennik..., zeszyt XXVI, zapis z 17 VI 1940.
    68  BOss., sygn. 16603/II, k. 38.
    69  BOss., sygn. 16709/11, J. Rogowski, IV czerwonym..., k. 196, 237. Zob. też: AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k. 62; KW, 23 IX 1941.
    70  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k.68-69.
    71  AW, sygn. MID 91/2, Wiadomości z Kraju 4 XII 1940, k. 2-3.
    72  BOss., sygn. 16709/11, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 247; LBN, sygn. f.198, 20/P.3, zapisy z 21 XII 1940 i l V 1941;. E. Rybka, Dziennik..., zeszyt XXVI, zapisy z 12 I, 4 III, 10 III, 28 III, 6 IV, 27 IV, 30 IV, 13 V 1941; S. Bizuń, op.cit., s. 103, 105; B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s. 291, 293-294; J. Putrament, op.cit., s. 53.
    73  Definicja pogłoski i plotki: D. Jarosz, M. Pasztor, W krzywym zwierciadle. Polityka władz komunistycznych w Polsce - w świetle plotek i pogłosek z lat 1949-1956, Warszawa 1995, s. 10-11. W niniejszej pracy autor posługuje się pojęciem pogłoski, niekiedy jednak używając także terminu "plotka" jako wymiennego, synonimicznego.
    74  CDIAUL, sygn. f. 859, op. l, s. 10, k. 50; Cz. Szt., 15 X 1939.
    75  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 288; Cz. Szt., 15 X 1939.
    76  BOss., sygn. 16603/II, k.5; sygn. 16709/11, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 77; A. Fabiańska, op.cit., s. 47-49.
    77  A. Fabiańska, op.cit., s. 54, 58.
    78  AW, sygn. MID 6/4, Zestawienie nr 14 wiadomości o sytuacji w Polsce pod okupacją sowiecką, k.3; AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89. k.119; BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 103.
    79  AW, sygn. MID 6/7, Komunikat nr 6 z 17 XII 1940,: k.31; AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k.153; "Pobudka", 10 III 1940; "Wytrwamy", 3 III, 7 III, 23.-26 III 1940;,W przededniu Nowego Jutra..., s. 19. .
    80  BOss., sygn. 15402/II, Ludwik ze Skrzynna Dunin, Obrazki..., k. 66.
    81Pobudka", 25 II 1940.
    82  BOss., sygn.16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 96; "Przemówienie gen. Sikorskiego z 12 sierpnia 1940" [druk ulotny].
    83  "Wytrwamy", 20 V 1940.
    84  E. Rybka, Dziennik-..., zeszyt XXV, zapis z 10 VI 1940; zeszyt XXVI, zapis z 5 X 1940; AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k.168; BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k.194.
    85  LBN, sygn. f.198, 20/p.3, zapisy z 25-27 I 1941; T. Tomaszewski, op.cit., s. 52.
    86 E. Rybka, Dziennik..., zeszyt XXVI, zapis z 14 VI 1941.
    87  LBN, sygn. f.198, 20/p.3, zapis z czerwca 1941.
    88  B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s. 267.
    89  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 74-76; M. Celt, Biali kurierzy, Monachium 1986, s. 69; L. Dzięgiel, op.cit., s. 98. , ,
    90  "Przepowiednia słynnej wróżki węgierskiej z dnia 22 XII 1939 zamieszczona w dzienniku "B.N."" [druk ulotny]; "Wytrwamy", 16-17 III 1940.
    91  LBN, sygn. f. 198, 20/p.3, zapis z 27 X 1940.
    92  L. Dzięgiel, op.cit., s. 98-99.
    93  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 74.
    94  "Cyt. za: Zachidnia Ukrajina..., s. 113.
    95  W przededniu Nowego Jutra..., s. 28; W. Urban, archidiecezja lwowska, [w:] Życie religijne w Polsce pod okupacją 1939-1945. Metropolie wileńska i lwowska, zakony. Praca zbiorowa pod red. Z. Zielińskiego, Katowice 1992, s. 104. Por. też: CDAHOU, sygn. f. l, op. 16, s. 18, k. 42-45.
    96  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k.293; AW, sygn. MID 84/6, Meldunek z 22 II 1940 z Bukaresztu, k.3; BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 41; S. Bizuń, op.cit., s. 68-70.
    97  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 298.
    98  Ibidem, k. 298-299; S. Bizuń, op.cit., s. 83.
    99  AW, sygn. MID 84/6, Wiadomości o kościele w Polsce, b.p.; AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k.117, 295; BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 296; Z. Mazur, Dominikanie we Lwowie, "Tygodnik Powszechny", 23 IX 1990.
    100  S. Bizuń, op.cit., s. 92-93, 112.
    101  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k.300-301; LBN, sygn. f. 9, o/n 1251 a, k. 699-703; Cz. Szt., 25 Xli 1940, 31 I 1941, 5 IV 1941.
    102  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 97, k. 183.
    103  Ibidem, sygn. 89, k. 295; LBN, sygn. f. 9, o/n 1192.
    104  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 91, k. 21; S. Bizuń, op.cit., s. 56-57, 76-78, 87, 90, 103.
    105  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 301.
    106  S. Bizuń, op.cit., s. 93; W. Urban, Archidiecezja..., s. 127.
    107  E. Rybka, Dziennik..., zeszyt XXV, zapis z 23 III 1940.
    108  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 91, k. 21; BOss., sygn. 16603/II, k. 85; sygn. 16709/ II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 268.
    109  AZHRL, Materiały S. Kota, sygn. 89, k. 153; sygn. 97, k. 98; sygn. 91, k. 21; BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 245, 302, 306; LBN, sygn. f. 198, 20/p.3, zapis z 11 XI 1940; S.Bizuń, op.cit., s. 57, 67, 81; A. Fabiańska, op.cit., s. 55, 58-59; B. Mękarska-Kozłowska, op.cit., s. 269; W. Urban, Archidiecezja..., s. 119.
    110  BOss., sygn. 16709/11, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 297.
    111  BOss., sygn. 15587/1/2, M. Banach, op.cit., k. 167; W.Urban, Archidiecezja,.., s. 127;
    112  BOss., sygn. 16709/II, J.Rogowski, W czerwonym..., k. 303.
    113  Ibidem, k. 78.
    114  "Wytrwamy", 4 III 1940; 11 III 1940; 26-27 VI 1940; "Gazeta Lwowska" (dalej: GL), 27 VIII 1941.
    115  "Wytrwamy", 8 III 1940; KW, 7 II 1942.
    116  "Wytrwamy", l III, 16-17 III, 26-27 VI 1940; GL, 30 VIII 1941; KW, 7 II 1942.
    117  "Wytrwamy", 13 IV, 4 IX 1940.
    118  LBN, sygn. f.198, 20/p.3, zapis z 17 IV 1941. Zob.: "Wytrwamy", 28 IX 1940.
    119  B. Mękarska-Kozlowska, op.cit., s. 276; BOss., sygn. 15587/1/2, M. Banach, op.cit., k. 170.
    120  BOss., sygn. 16608/II, k. 45a; "Wytrwamy", l IV, 14 IV, 13 IX 1940; B. Mekarska-Kozłowska, op.cit., s. 281.
    121  KW, 7 II 1942.
    122  BOss., sygn. 16709/II, J. Rogowski, W czerwonym..., k. 96.


    Copyright 2000 by Książka i Wiedza

    Korekta: Anna Varisella Hanasz i Andrzej Malina


    Powrót
    Licznik http://www.lwow.com.pl/hryciuk/hryciuk.html