n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

VISITORS

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

29 lutego 2012

Prawda, niet c a ł a

 ZAMIAST  WSTĘPU.

 

ADAM MICHNIK w zasobach IPN

ADAM MICHNIK w zasobach IPN

  Dopadłem wreszcie najważniejszego Żyda w Polsce. Jednej, dwóch, a może nawet trzech ostatnich dekad. Zajrzałem do teczek IPN i publikuję, czego ...
Władysław Bartoszewski - kontakt operacyjny ambasady Izraela!

Władysław Bartoszewski - kontakt operacyjny ambasady Izraela!

POLSKA RZECZYPOSPOLITA LUDOWA MINISTERSTWO SPRAW WEWNĘTRZNYCH Nr ODE-080/64 Warszawa, dn. 8 I 1964 r. Egz. nr.... NACZELNIK WYDZIAŁU II DEP. IV w mie...
IRENA LASOTA SYPIE, ŻE AJ WAJ

IRENA LASOTA SYPIE, ŻE AJ WAJ

 Z początkowego „niewiele wiem, nie pamiętam" powstały arcyważne dla prokuratury zeznania. Materiał zebrany od kilku takich osób dawał pełen ob...
POLAKOŻERCA GROSS SYPIE ŻYDÓW!

POLAKOŻERCA GROSS SYPIE ŻYDÓW!

GROSS już jako podejrzany miał prawo do odmowy składania jakichkolwiek wyjaśnień, o czym zawsze wstępnie informuje prokurator. Udzielenie odpowiedzi n...
Aleksander Smolar

Aleksander Smolar

  Smolar Aleksander -politolog, „Uchodźca" z 1968 r. Syn Grzegorza, który do roku 1968 był redaktorem naczelnym „Folks-Sztyme", organu popieranego ...
Jadwiga Staniszkis

Jadwiga Staniszkis

PRL-owska Służba Bezpieczeństwa miała parokrotnie więcej dobrowolnych informatorów i donosicieli niż etatowych Tajnych Współpracowników, których trze...
FELIKS TYCH ZIĘĆ ZBRODNIARZA JAKUBA BERMANA

FELIKS TYCH ZIĘĆ ZBRODNIARZA JAKUBA BERMANA

Feliks Tych to jeden z tych, któremu jako byłemu dyrektorowi Żydowskiego Instytutu Historycznego warto poświęcić więcej uwagi. Z publikowanych dokumentó...
KRZYSZTOF KUNERT

KRZYSZTOF KUNERT

Żyd, który w czasach PRL-u bojąc się "SOLIDARNOŚCI", chciał wybrać wolność w Związku Radzieckim   No i proszę, ile to ciekawych informacji mo?...
JÓZEF SZANIAWSKI

JÓZEF SZANIAWSKI

  W areszcie śledczym na Mokotowie, Szaniawski napisał 4 października 1985 r. szokujący list-podanie do szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW - w...
JAN PAWEŁ II W PRL-owskich DONOSACH  SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA

JAN PAWEŁ II W PRL-owskich DONOSACH SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA

  Publikujemy arcyciekawą zawartość dwóch IPN-owskich teczek składających się z agenturalnych meldunków prosto z Watykanu. Działający tam agen...
UB-eckie PRZYSIĘGI I ZOBOWIĄZANIA

UB-eckie PRZYSIĘGI I ZOBOWIĄZANIA

W tym przypadku proszę zwrócić uwagę na treść UB-eckiej przysięgi. Jaką trzeba było być cyniczną kanalią?! IRENA PIECH (HAJMAN) Życiorys Urodz...
KOMPROMITUJĄCA SPOWIEDŹ  SEWERYNA BLUMSZTAJNA O RODZINIE I ZNAJOMYCH PRZED ESBEKAMI

KOMPROMITUJĄCA SPOWIEDŹ SEWERYNA BLUMSZTAJNA O RODZINIE I ZNAJOMYCH PRZED ESBEKAMI

Człowiek legenda trockistowskiej zbrodniczej żydokomuny przygotowującej zamach stanu, którego nieudanym epilogiem był „MARZEC ‘68”. Władysław Gom...
Andrzej Morozowski

Andrzej Morozowski

KUZYN ZWI TROJNA Z IZRAELA Z akt paszportowych w IPN-ie wynika, że obecny pupilek TVN-u w końcu lat 80-tych ub.w. stoczył prawdziwą batalię o wyjazd do Iz...
MAREK KONDRAT

MAREK KONDRAT

Z całości akt wynika, że nie „umoczył się” we współpracę z SB. Ot tak sobie trochę z nimi „porozmawiał”. Był zwolennikiem KOR-u, co też w II...
IRENA DZIEDZIC

IRENA DZIEDZIC

IRENA DZIEDZIC GWIAZDA PRL-owskiej TELEWIZJI TAJNY WSPÓŁPRACOWNIK SB Irena Dziedzic (ur. 20 czerwca 1925 r. w Kołomyi) – dziennikarka i prezenterka tele...
Piotr Fronczewski

Piotr Fronczewski

W MATNII KOMUNISTYCZNEJ SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA Dał się złapać jadąc „po pijaku” samochodem i zaczęły się poważne problemy z PRL-owską SB....
JERZY ROBERT NOWAK

JERZY ROBERT NOWAK

Prof. JERZY ROBERT NOWAK sypał nałogowo Z dokumentów wynika, że został uprzedzony o prawie nieodpowiadania na pytania z czego nie skorzystał. Wolał sypa...
DANIEL OLBRYCHSKI W MATNI KOR-u!

DANIEL OLBRYCHSKI W MATNI KOR-u!

IPN BU 0246/992; BU_00_945_2185   Nie zamierzałem grzebać w IPN-owskich teczkach aktorów. Sprowokowała mnie od tego publikacja Newsweeka, bo jak po...
Julian Goldenberg

Julian Goldenberg

Julian Goldenberg z Warszawy ZOBOWIĄZANIE Ja Goldenberg Julek zobowiązuję się dobrowolnie z organami Służby Bezpieczeństwa M.S.W. współpracować. ...
Mojżesz Goldberg

Mojżesz Goldberg

Mojżesz Goldberg z Łodzi Warszawa, dnia 21 czerwca 1954 r. Ściśle Tajne RAPORT o zezwoleniu wytypowania kandydata do werbunku na agenta GOLDBERG Mo...
JERZY FIJAŁKOWSKI

JERZY FIJAŁKOWSKI

FIJAŁKOWSKI JERZY - Geolog z Kielc TAJNY WSPÓŁPRACOWNIK ZBRODNICZEJ SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA To przez takie szumowiny tysiące patriotów traciło życie. ...
BOGDAN SICIŃSKI

BOGDAN SICIŃSKI

TAJNY WSPÓŁPRACOWNIK ZBRODNICZEJ SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA SICIŃSKI BOGDAN DZIEKAN WYDZIAŁU FILOLOGII POLSKIEJ UNIWERSYTETU WROCŁAWSKIEGO Publikujemy fra...
Aleksander Pakentreger

Aleksander Pakentreger

Aleksander Pakentreger Z ŻYDOWSKIEGO INSTYTUTU HISTORYCZNEGOOFICER LUDOWEGO WOJSKA POLSKIEGO Materiał obrazujący karierę wojskową Aleksandra PAKENTREGERA ...
Henryk Szlajfer

Henryk Szlajfer

Szlajfer Henryk - jest synem żydowskiego ubeka z Wrocławia, a później cenzora z Warszawy Ignacego Szlajfera. Wyraźnie zacierał niegodną przeszłość ojc...
RUTKOWSKI JANUSZ

RUTKOWSKI JANUSZ

TAJNY WSPÓŁPRACOWNIK UB Z WARSZAWY   Były muzyk teatru „SYRENA" w Warszawie. Był za pieniądze UB-eckie wtyczką wśród żołnierzy NARODOWYCH SI?...
ROZENBERG IZAAK JÓZEF

ROZENBERG IZAAK JÓZEF

Rozenbergów były i są tysiące, bo to typowe żydowskie nazwisko. Urodzony w 1903 roku, zapewne już nie żyje. Donosił długo od początku lat 50-tych ub.w...
Izaak Frenkiel

Izaak Frenkiel

eSBeckie DONOSY ŻYDÓW NA ŻYDÓW czyli ! KTO KOGO I JAK OKRADAŁ ! KTO I KOMU DYMAŁ ŻONĘ ! KTO WSPÓŁPRACOWAŁ Z HITLEREM ! KTO KOGO MORDOWAŁ czyl...
Jan Szurmiej

Jan Szurmiej

   Imię i Nazwisko: Szurmiej Jan Data urodzenia: 27.07.1946 Narodowość: Żydowska Sygnatura teczki: IPN BU 01322/1175 aktor, re?...
Alina Cała

Alina Cała

Imię i Nazwisko: Alina Cała Data urodzenia: 1953r Narodowość: Polska   Sygnatura teczki: IPN BU 001134/3433   Historyk, pracownica nau...
Adam Daniel Rotfeld

Adam Daniel Rotfeld

Imię i Nazwisko: Adam Daniel Rotfeld Data urodzenia: 04.03.1938 Narodowość: Żydowska  Sygnatura teczki: IPN BU 002086/758   W 2006 został pr...
Wojciech Jagielski

Wojciech Jagielski

Imię i Nazwisko:Wojciech Jagielski Data urodzenia: 12 września 1960 Narodowość: Polska   Sygnatura teczki: IPN BU 002086/1237   Absolwent ...

Daniel Passent

  Imię i nazwisko: Daniel Passent Data urodzenia: 28.04.1938 Narodowość: Żyra teczk 002086/385, IPN BU 002086/758 Opis: Dzienn...
Sondy
I oto zrodził się dość niezwykły pomysł polegający na uruchomieniu strony internetowej o lustracji. Niezwykły, bo pośród setek tysięcy różnych polskich stron internetowych, brak jest takiej o tematyce lustracyjnej. Czyżby temat był zbyt ryzykowny? Zbyt wielu wrogów miała i nadal ma jakakolwiek lustracja. Wiemy ile lat trwały i nadal trwają o nią spory. My nie chcemy w tych sporach uczestniczyć, bo sprawę stawiamy jasno:


JESTEŚMY ZWOLENNIKAMI LUSTRACJI.


Od lat widać to wyrażnie na łamach ogólnopolskiego tygodnika narodowego TYLKO POLSKA, w tym od ponad roku istnieje cykl "Z ARCHIWUM IPN". Będzie on kontynuowany tym bardziej, że w ostatnich miesiącach obecny jest w kilku innych naszych tytułach. No, ale gazeta żyje krótko tydzień, miesiąc i temat jakby znika. Na stronie internetowej będzie on obecny stale. Powiększany sukcesywnie o nowe materiały. W końcu archiwa IPN-u są m.in. dostępne dla dziennikarzy. Wystarczy żmudna i czasochłonna ich kwerenda plus spore opłaty za skany i ksera. Materiały są jednak wiarygodne i pozyskane zgodnie z prawem. Choć tematyka jest dość rozległa, to chcemy ją rozszerzyć o wiele nowych towarzyszących jej pomysłów. Co też sygnalizujemy naszym czytelnikom. Prosząc jednocześnie o nadsyłanie pomysłów co i jak powinna strona zawierać.
W numerze m.in.:

KOLEJNA CZĘŚĆ STAŁEGO CYKLU
Z ARCHIWÓW IPN
Daniel Olbrychski
ROZWAŻANIA O NACJONALIŹMIE NA DWA GŁOSY
czyli Natalia Julia Nowak i Robert Larkowski przedstawiają przeszłość i terażniejszość ideologii nacjonalistycznej
SZWADRONY ŚMIERCI
12 czerwca 2011 roku w Wejherowie znaleziono powieszonego oficera nasłuchu i kontrwywiadu Polskiej Marynarki. Tę wiadomość ogłoszono dopiero po miesiącu, razem z informacją, że rozmowy 10 kwietnia 2010 w prezydenckim Tupolewie mogły być odbierane przez nasłuch służb Polskiej Marynarki.
Uprzywilejowani SB-cy i ich obecne emerytury
Wolność zgromadzeń zagrożona
Czy polskojęzyczny premier wiedzie „swój” kraj ku nowemu niewolnictwu?
Kto rządził Wojskowymi Służbami Informacyjnymi?
Żołnierze masowo odchodzą z armii
Rejwach podstawą dialogu
Nuklearne zaskoczenie USA przez Chiny
Dyskusja:Henryk Piecuch
Skocz do: nawigacji, szukaj
"Ten życiorys jest b. piękny, jak na etatowego pracownika MSW i wywiadu, związanego ze środowiskiem moczarowców. Tyle, że jest nie całkiem prawdziwy (delikatnie mówiąc).
Cukierkowatość tego wpisu wskazuje, że popełnił go pewnie sam zainteresowany. Zgrabne omijanie niewygodnych epizodów życia, a eksponowanie elementów wiarygodności pracy i twórczości autora tylko potwierdza te podejrzenia."
Jak wskazuje historia edycji tej strony autorką powyższego wpisu jest Pani dr Alina Cała, pracująca w Żydowskim Instytucie Historycznym. Szkoda, że nie raczyła się podpisać, choćby nickiem internetowym. Jako początkująca użytkowniczka Wikipedii zapewne nie potrafi dobrze sprawdzać historii edycji stron, a szkoda, bo być może nie robiła by wpisów sugerujących autorstwo osoby opisywanej w haśle. Hasło "Henryk Piecuch" odwołuje się do kilkunastu pozycji bibliografii. To wszystkie o których wiem! Wiele haseł w Wikipedii nie odwołuje się w swej treści do żadnego źródła. Jeżeli Pani Alina Cała lub ktokolwiek inny wskaże inne źródła ukazujące Piecucha w mniej korzystnym świetle jako główny redaktor hasła chętnie z nich skorzystam (oczywiście w miarę fizycznej możliwości - dostępności). Będę jednak poprawiał, a w przypadku skrajnej nierzetelności usuwał błędne wpisy. Pani Alina Cała w swoich edycjach w Wikipedii już wykazała, że chętnie podejmuje się wpisów w tematach na których bardzo słabo się zna. Przykładowo dokonując edycji w haśle i jego dyskusji "Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald" nie orientowała się nawet, że Służba Bezpieczeństwa to była organizacja łącząca wywiad cywilny, takiż kontrwywiad oraz odpowiednie działy policji politycznej. Nie zastosowała więc znanej w nauce od czasów rzekomo "ciemnego" średniowiecza zasady Okhama - nie mnożenia bytów ponad potrzebę! Jak się o czymś nie ma odpowiedniej wiedzy, może warto najpierw sprawdzić to w źródłach!? Szczególnie jak się ma tytuł naukowy i pracuje na etacie pracownika naukowego! Te strony które podałem powyżej ilustrują też tezę, że Pani Cała edytując je usuwa prawdziwe informacje niewygodne z punktu widzenia "Polaków pochodzenia żydowskiego", a wprowadza zamiast nich np. odwołania do publikacji traktujących o temacie zdawkowo, np. w przypisach tworzonych na podstawie zawartości haseł z Wikipedii, nawet opatrzonych szablonami wskazującymi na konieczność weryfikacji zawartych tam treści (oczywiście bez podania źródła). W ten sposób hasła Wikipedii stają się źródłami treści w hasłach Wikipedii. Co do zasady nie jest to do końca złe, na początku powinna jednak stać poprawna, zweryfikowana informacja! Osoba Henryka Piecucha musiała kiedyś zainteresować Panią Całą, ponieważ Piecuch opisał i dalej opisuje wielu takowych Polaków i ich „zasługi” dla PRL, zwłaszcza w czasach stalinowskich. Będę więc monitorował wpisy w tym haśle pod kontem ich weryfikowalności (czyli nie wystarczą wyobrażenia autorów i pobieżny przegląd tytułów prac! – Pani Alino, skoro w jednej z encyklopedii była Pani autorką hasła „Antysemityzm”, to czy na podstawie jego tytułu można twierdzić, że jest Pani antysemitką? W odróżnieniu od Pani ja przeczytałem zawartość publikacji na którą się powołuję i wiem jaka jest odpowiedź na to pytanie!). Mam nadzieję, że moje uwagi Pani Cała i inni zainteresowani nie odbiorą jak byk czerwoną płachtę, ale jako wezwanie do rzetelności i staranności wpisów. Z poważaniem. Marek Banach (dyskusja) 23:59, 10 lis 2008 (CET)
Okropnie irytujący zwyczaj - wymądrzanie się. A arogancja zdumiewająco często idzie w parze z ignorancją. Diabeł może nie tkwi li tylko w szczegółach, ale w nich mu najbardziej do twarzy. Przykład, związany z atakiem MB na AC: Nie ma czegoś takiego, jak "Zasada Okhama". Jest, owszem, "Brzytwa" i nie Okhama, a Ockhama. Czasem mówi się o niej jako o "zasadzie brzytwy Ockhama" lub "zasadzie ekonomii myślenia". Nigdy o "zasadzie Ockhama". Jest to zresztą wielokrotnie i dogłębnie krytykowana zasada, m.in. przez Kanta. Bynajmniej nie oczywista - tym bardziej w dziedzinie tak nieścisłej jaki historia. "Jak się o czymś nie ma odpowiedniej wiedzy, może warto najpierw sprawdzić w źródłach!?" Trafne zdanie, Mr.Banach. [wuz] 14:21, 18 lis 2009 (CET)
Źródłem niecukierkowatych informacji o Henryku Piecuchu mogą być publikacje samego Piecucha. Problem w tym, że jest ich ponad 4 tys., zaś kilkadziesiąt książek liczy po kilkaset stron każda, a informacje biograficzne, choć się pojawiają są rozproszone i bywają niepełne. Życzę udanych poszukiwań! Marek Banach (dyskusja) 08:41, 11 lis 2008 (CET)
Ponieważ zweryfikowałem i przemyślałem kilka informacji dotyczących Henryka Piecucha odchudziłem swój poprzedni wpis z dezinformacji. Poprawione ustalenia i przemyślenia zamieszczam tu. 1) Henryk Piecuch nie był etatowym pracownikiem MSW, nie był pracownikiem czy agentem żadnego wywiadu, nie był związany z moczarowcami. Formacja w której służył, WOP przekształcone w Straż Graniczną, w różnych okresach formalnie podlegała MON lub MSW na podobnej zasadzie jak np. Państwowa Straż Pożarna. Z moczarowcami łączyło go tylko to, że o części z nich pisał w swoich książkach, co skutkowało tym, że niektórzy z nich, w tym generałowie: Mieczysław Moczar, Konrad Świetlik i Tadeusz Walichnowski, grozili mu procesami lub innymi "przykrościami" za to, co o nich napisał. 2) W swoich powieściach opartych na faktach często pisze w pierwszej osobie, ale nie oznacza to, że pisze o sobie i swoich działaniach. Pisze o ludziach, których działalność jest udokumentowana w materiałach służb specjalnych do których dotarł i relacjach świadków. Trzeba o tym pamiętać szukając informacji biograficznych w jego publikacjach. 3) Ojciec Henryka Piecucha był po wojnie szeregowym członkiem organizacji Wolność i Niezawisłość. Nie był więc komunistą ani członkiem PPR/PZPR. Został on zadenuncjowany przez agenta UB o ps. "Karol" z Krakowa. 4) Piecuch nie był działaczem PZPR ale tylko jej członkiem, zresztą podobnie jak około 90% kadry WOP w tamtym czasie. 5) Jako wykładowca WUML specjalizował się w historii filozofii. 6) Nigdy nie prowadził tajnej agentury. Pracując na granicy prowadził jedynie szeroko rozumianą współpracę z ludnością cywilną pogranicza. Nie była to współpraca o charakterze politycznym, tylko zmierzająca do zwiększenia bezpieczeństwa. 7) Nigdy nikogo nie zabił. 8) Nigdy nie pracował w kierownictwie WOP-SG. Jako kierownik działu wojskowego i zastępca redaktora naczelnego czasopisma "Granica" podlegał wraz z redakcją pod Dowództwo WOP, a następnie jako redaktor naczelny czasopisma "Straż Graniczna" pod Komendę Główną SG. Marek Banach (dyskusja) 22:24, 19 lis 2008 (CET)
Polecam art K. Burnetko (24.06.2006), Doktor filister, „Polityka” nr 25. A w latach 80-tych Piecuch nie mógł mieć dostępu do archiwów MSW, bo one nie były odtajnione. Mogli do nich uzyskać dostęp współpracownicy MSW.Z poważaniem - zbrodniarka stalinowska od kolebki, A. Cała (jak pan to raczył napisać w usuniętej wersji swojej wypowiedzi w dyskusji). Oj, zdaje się że uczęszczał pan na wykłady J. Kosseckiego o wojnie informacyjne!
Nie znam treści polecanego przez Panią Alinę Całą artykułu, ale w najbliższym czasie się z nim zapoznam i jeżeli będzie się nadawał jako źródło do biografii Henryka Piecucha, to go uwzględnię.
Co do wyrażonej powyżej opinii, o tym kto mógł mieć dostęp do materiałów archiwalnych MSW, to ze znanych mi publikacji wiem, że pierwsze materiały odtajniano i udostępniano dziennikarzom (co prawda dla celów politycznych, ale jednak) na początku lat 70. A więc nie była to praktyka niemożliwa w czasach PRL. Materiały do których uzyskiwał dostęp Pan Piecuch dotyczyły najczęściej spraw sprzed kilkudziesięciu lat, spraw od dawna zamkniętych. Z tego co pisze w swoich książkach, np. we wstępie "Od Autora" w książce "Siedem rozmów z generałem dywizji Władysławem Pożogą", uzyskanie pozwolenia na dostęp do takich materiałów trwało kilka lat. Sama ta książka przeszła przez ostrą cenzurę informacji wojskowej. Z pierwotnych 13 rozmów zostało 7, a te które pozostały znacznie zmieniono, wycinając wiele informacji i wprowadzając na ich miejsce nowe. Henryk Piecuch zgodził się na publikację takiej zmanipulowanej książki, gdyż po raz pierwszy mógł w niej ujawnić informacje o niektórych grach operacyjnych prowadzonych po II wojnie światowej w PRL. W kolejnych swoich książkach w których tytule pojawiało się nazwisko Pożoga uzupełniał i prostował wiele z tych informacje, które zmanipulowały służby wojskowe.
Kolejna sprawa, w żadnym ze swych wpisów, czy to istniejących, czy też tym na tej stronie, który skróciłem nie oskarżałem nikogo o to, że jest zbrodniarzem stalinowskim. Przypisywanie mi przez Panią Alinę Całą takiej informacji jest bezpodstawną potwarzą!!! Każdy może prześledzić historię edycji tej strony i przekonać się, że piszę prawdę!!! Albo mamy tu do czynienia z jakimś nieporozumieniem albo... albo... niestety, przychodzi mi tu jedynie na myśl stara zasada wszelkich służb specjalnych, którą dobrze streszcza powiedzenie "ukradłeś, krzycz głośno łapaj złodzieja". Wnioski pozostawiam Czytelnikom!!!
Uwagi odnośnie treści wpisów Pani Całej w haśle "Henryk Piecuch" i ich opisie. Osoba o przygotowaniu naukowym (tytuł doktora o czymś świadczy) zajmująca się na co dzień opracowywaniem publikacji naukowych, popularnonaukowych i publicystycznych powinna umieć posługiwać się źródłami i je opisywać, przynajmniej mnie naiwnemu tak się wydaje! Tymczasem Pani Cała dodała do wykazu publikacji Henryka Piecucha 2 "nowe" książki, które w tym wykazie od dawna się znajdują w dziale "Książki" jako pozycje 4 i 5 od góry. Opisane są dokładnie, łącznie z liczbą stron i numerami ISBN. Jedna z nich przez wydawcę włączona została nawet do serii wydawniczej "Biblioteka Sensacji „Bis”." Tą informację także podałem. Natomiast Pani Cała, na podstawie nie wiadomo jakich informacji (czyżby własne wyobrażenia?), zaliczyła je bezpodstawnie do serii "Tajna historia Polski". Na dodatek oskarżając Pana Henryka Piecucha o edytowanie swojej strony komentuje ich dodanie Dodałam 2 pozycje antysemickie, których autor najwyraźniej się wstydzi (i słusznie). Z kolejnego komentarza Pani Całej wynika, iż utożsamia ona mnie z Panem Henrykiem Piecuchem. Podczas mojej 2,5 letniej obecności w Wikipedii to już co najmniej drugie bezpodstawne utożsamienie mnie z osobą której biogram pisałem! Czyżbym posiadał umiejętność "bilokacji" połączoną z "rozszczepieniem jaźni"? Żeby się upewnić radzę przestudiować moją historię edycji, która sięga już prawie 3 tys. wpisów, dotyczących ponad 1000 stron. Ciekawe czy Pan Piecuch ma aż tak szerokie zainteresowania i czas by pisać książki, własny blog i jeszcze edytować setki stron, niektóre bardzo obszerne i szczegółowe!? Przy okazji blogu, zastanawia mnie czas i forma reakcji Pani Całej. Jesienią 2008 roku, po zainicjowaniu przez Panią Całą tej strony dyskusji, Henryk Piecuch skontaktował się z Żydowskim Instytutem Historycznym, by wyjaśnić z Panią Całą jej zarzuty wobec siebie. Z wpisu w blogu pt. Atak funkcjonariuszki ŻIH wynika, że do 9 stycznia 2009 Pani Cała nie raczyła odpowiedzieć na propozycję. Od połowy stycznia br. Pan Piecuch jest w szpitalu (być może nie ma tam dostępu do internetu). Aż tu nagle w połowie lutego Pani Cała podejmuje atak na hasło w Wikipedii szermując na prawo i lewo insynuacjami. Czyżby to było wykorzystanie nieobecności Piecucha? Jeżeli np. książka pt. "Kto zabił?" którą przeczytałem i w której nie zauważyłem przejawów antysemityzmu (widocznie nie jestem uwrażliwiony/przewrażliwiony - proszę sobie wybrać właściwą wersję), jest antysemicka, to czemu dotychczas Żydowski Instytut Historyczny albo inna organizacja walcząca z antysemityzmem nie pozwał Autora do sądu. Gdyby były podstawy, pewnie wygraną miałby pewną jak w przysłowiowym banku!!! I to już od kilkunastu (19) lat!!! W przypadku książki "Siedem rozmów..." jak pisałem sprawa jest bardziej skomplikowana (a ja jej jeszcze nie czytałem więc nie będę się "wymądrzał"). Pomyłki i niedokładności wpisów przypisał bym zdenerwowaniu, gdyby nie fakt, że podobne pomyłki zdarzają się dość często w innych wpisach Pani Całej w Wikipedii. Widocznie to taka "roztrzepana" natura. Współczuję!!! Poprawię (usunę) błędne wpisy! Przy okazji tych wpisów i wpisów na stronie dyskusji pojawiają się komentarze Pani Całej, np. Próba przebicia się przez piso-tok. p. Banacha (który, jak sądzę jest naszym miłym Heniem), próbujące mnie wcisnąć w tryby sporów politycznych. Informuję wszystkich zainteresowanych, że wszystkie wpisy w Wikipedii staram się robić zgodnie z najlepszym rozeznaniem, jakie posiadam, nie należę do żadnej partii politycznej ani nie wykonuję poleceń takowych organizacji. Uważam, że w Polsce należy przeprowadzić oczyszczenie kraju (w czym pomocne są publikacje Henryka Piecucha), w tym deubekizację, ale PiS robiąc to popełnił wiele istotnych błędów skutkujących oskarżaniem niewinnych ludzi o współpracę z SB. Takie poglądy propisowsko-antypisowskie nie określają mnie jednoznacznie politycznie. Wiele z tych błędów widocznych jest w pracy urzędników IPN na etatach naukowych. Nie chciało mi się dotychczas uzasadniać powyższej tezy, ale inicjatywa Pani Całej sprowokowała mnie do jej kontynuacji, ale to już na stronie dyskusji innego hasła (czy takiego efektu oczekiwała Pani Cała?). Pozdrawiam. Marek Banach (dyskusja) 01:36, 19 lut 2009 (CET)
Domyślam się, że Pani Alina Cała jako szanująca się przedstawicielka szanowanej instytucji jest w stanie podać bliższe dane bibliograficzne noweli Henryka Piecucha pt. Henio muzykant, dla bezpieczeństwa wydanej pod pseudonimem "B. Prus", a opisującej aresztowanie jego ojca, o której pisała w haśle. Proszę o to, ponieważ interesują mnie wszelkie publikacje Henryka Piecucha, także te wydane pod pseudonimami (dotychczas nie znam ani jednego takiego pseudonimu), a ta mogłaby mieć znaczenie biograficzne! Chyba, że Pani Cała nie szanuje swoich wpisów i pisze co jej ślina na język przyniesie (za takowy uznał ją widocznie Wikipedysta, który usunął ten wpis!). Gdyby to ostatnie przypuszczenie się potwierdziło, była by to ważna informacja dla Wikipedystów zastanawiających się jak potraktować wpisy Pani Całej w tym i innych hasłach! Dlatego, jako osoba starająca się szanować innych ludzi, mam nadzieję (co prawda bardzo małą, ale jednak), że Pani Cała jednak poda tą notkę bibliograficzną i rozwieje wątpliwości wobec swojej wiarygodności!
Odnośnie dostępu Henryka Piecucha do akt SB, należy pamiętać, że Straż Graniczna była przez pewien czas formacją resortową, podległą MSW. Stąd jej pracownikowi zajmującemu się dziennikarstwem łatwiej było uzyskać dostęp do takich materiałów niż innym! Marek Banach (dyskusja) 11:06, 20 lut 2009 (CET)

Piecuch - kadrowy oficer WOP czy MSW?[edytuj]

W haśle pojawiła się przedstawiona jako „demaskująca” informacja oparta na artykule Krzysztofa Burnetko pt. Doktor filister, Polityka, nr 25 (2559), z 24 czerwca 2006, s. 36-38, o tym jakoby Henryk Piecuch był etatowym pracownikiem MSW (w domyśle może chodzić o SB). Przeczytałem ten artykuł. Jest poświęcony grupie historyków z poczuciem misji (pomijam jej rodzaj, jako nie związany z hasłem), pracowników IPN, z których wielu jest członkami Stowarzyszenia Filistrów Polskich Korporacji Akademickich. Tytułowym doktorem-filistrem jest Piotr Hubert Gontarczyk, zaś Stowarzyszenie czasem jest nazywane "korporacją Gontarczyka". Nazwisko Pieuch pojawia się tam tylko w jednym akapicie, umieszczonym na stronie 38 wśród kilku innych akapitów poświęconych charakterystyce gości Stowarzyszenia. Akapit dotyczący Piecucha w całości brzmi:
Równocześnie gościem korporacji Gontarczyka był płk Henryk Piecuch, były kadrowy oficer MSW PRL, autor popularnych publikacji na temat służb specjalnych, który w rocznicę 13 grudnia 1981 r. „przedstawił zebranym temat >>kulisy wprowadzenia stanu wojennego<<”.
Nie pamiętam już czy słowo kulisy było pisane z dużej czy z małej litery.
Czy w świetle faktu, iż podczas udokumentowanej w wielu źródłach służby Henryka Piecucha w Wojskach Ochrony Pogranicza formacja ta podlegała MSW w latach 1959-1965, oraz od 1971/1972 do 1990, można go określać jako kadrowego oficera MSW PRL? Czyli terminem niezbyt precyzyjnym, często kojarzonym ze Służbą Bezpieczeństwa! Czy Krzysztof Burnetko przedstawił wystarczające dowody na związki Piecucha z SB czy inną poza WOP i jej czasopismem strukturą MSW? Czy może bardziej właściwe było by określenie kluczowego fragmentu kadrowy oficer WOP podległych MSW PRL? Marek Banach (dyskusja) 15:53, 21 lut 2009 (CET)
W numerze 26 (2560) Polityki z 1 lipca 2006 roku ukazało się sprostowanie Redakcji pt. "Służba płk. Piecucha" o następującej treści:
Na prośbę płk. Henryka Piecucha informujemy, że w czasach PRL nie był on jak napisał Krzysztof Burnetko w tekście "Doktor filister", (POLITYKA 25) kadrowym oficerem MSW. Od 1959 r. Henryk Piecuch służył w Wojskach Ochrony Pogranicza, które w różnych okresach podlegały bądź MSW, bądź MON.
Wniosek z tego taki, że szukając materiałów źródłowych w prasie warto sprawdzać ewentualne sprostowania po ich ukazaniu się!!! Marek Banach (dyskusja) 21:12, 23 kwi 2009 (CEST)
Można powiedzieć i tak i nie. TAK ponieważ WOP podlegał pod MSW, NIE - ponieważ była to raczej podległość administracyjna. Lecz jeżeli spojżymy na strukturę organizacyjną MSW PRL z 25 maja 1982 roku WOP podlega centralnie pod MSW a dokładniej Szefowi Wojsk MSW dyr.generalnemu gen.bryg L. Czubińskiemu. Jak wyciągnąć wnioski?
MINISTER
                  |
                  |
                  |
  -----------------------|-------------- 
                      Szef wojsk MSW
                         |
                         |
                         --- Wojska Ochrony Pogranicza
                         |
                         |
                         --- Nadwiśleńskie Jednostki Wojskowe MSW
                         |
                         |
                         --- Biuro Ochrony Rządu
                         |
                         |
                         --- Zarząd Wojskowej Sł. Wewnęt. jednostek wojsk. MSW
--mjr.Rajn (dyskusja) 16:37, 12 gru 2010 (CET)
Od czasu powstania WOP podlegał on aż jak się nie mylę do 1954 roku Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego po likwidacji tej instytucji i utworzeniu Komitetu ds Bezpieczeństwa Publicznego oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych WOP przeszedł pod administracje MSW, po kolejnych zmianach administacyjnych podlegał Ministerstwu Obrony Narodowej, następnie ponownie MSW PRL

Skąd ta pewność ???[edytuj]

Chcę odrazu zaznaczyć każdemu oraz osobie o której mowa panu Piecuchowi, sam czytam pana książki (są trudno dostępne ale daje sobie jakoś radę) że nie oskarżam ani nie sugeruję że współpracował z wywiadem Służby Bezpieczeństwa czy z I Zarządem Głównym KGB, czy z GRU itd.

W trakcie pracy zawodowej kilkakrotnie bezskutecznie próbowano go zwerbować, jako agenta różnych służb, zarówno polskich jak i radzieckich.
Tego nie powinno być w artykule ponieważ nie można tego zweryfikować. Jeżeli zostało już ustalone to SRODZE PRZEPRASZAM.
Piszę to dlatego że moim zainteresowaniem od lat są PRL-owskie służby, wiem jak działali, wiem co potrafili i nadal potrafią. Te wyczyszczenie ów teczki na rodzinę i tatę pana H.P także mi nie pasuję.
Podczas takich spraw nie jest zakładana jedna teczka. Zanim dojdzie do aresztowania tkzw."figuranta" musi się znaleść w tkzw. zainteresowaniu UB/SB zakłada się mu teczkę personalną lub do istniejącej już dodaje się najnowsze zebrane informacje. Zakłada się także teczkę operacyjną, teczkę rozpracowania itd. Jest to mnustwo papierzysk. Czy mógł by je wyczyścić kapitan?
Powiecmy że figurant nie nadaje się na OŹI, TW, itd. jego teczki trafiają do archiwum. Które także nie były razem złożone dokumentacja Służby Bezpieczeństwa była grupowana w archiwach wg następujących kryteriów:
I – osobowe źródła informacji i kandydaci na osobowe źródła informacji, II – sprawy operacyjne, III – postępowania przygotowawcze, IV – sprawy obiektowe, V – akta osobowe funkcjonariuszy SB, VI – akta osobowe funkcjonariuszy MO, VII – akta osobowe cywilnych pracowników resortu spraw wewnętrznych, X – charakterystyki (opracowania faktograficzne, analityczne, dotyczące grup i organizacji opozycyjnych).
Czyli wyczyszczenie teczek całej rodziny nie było by łatwe, bez posiadania naprawdę dobrych znajomości.

Osobiście myślę że Pan H.P był by znakomitym oźi czy t,w, jako pracownik dziennikarz rozmawiał by z ludzmi innymi oficerami, polskimi i sowieckimi, przy takich rozmowach w gronie lały się litry wudy, ktoś coś zawsze chlapnie. Osobiście uważam że HP by był dobrym współpracownikiem ale dla służb wojskowych jak WSW.
NIE OSKARŻAM OSOBIŚCIE MYŚLĘ ŻE (NIE BYŁ), I ŻE JEGO OPRACOWANIA SĄ WSPANIAŁE--mjr.Rajn (dyskusja) 19:11, 12 gru 2010 (CET)

Strona Henryka Piecucha

Dzisiaj jest środa , 29 lutego , 2012 roku
http://www.piecuch.pl/

28 lutego 2012

NIESMAK


Hitler - PO podpisuje ACTA from actasracta on Vimeo.

 Jestem całkowicie zniesmaczony bo Polska podąża drogą Węgier

Jestem fanem kilku prostych zasad, a jedną z nich jest test kaczki - jeśli coś wygląda jak kaczka, pływa jak kaczka, kwacze jak kaczka, chodzi jak kaczka to zapewne jest to kaczka. Stosując tą prostą metodę dla zobrazowania sytuacji gospodarczej w naszym kraju i porównując ją do Węgier dochodzę do wniosku, iż Polska = Węgry, gospodarczo ma się rozumieć.

Jeśli pominąć stek bzdur płynący z większości telewizyjnych mass mediów i wielu gazet na temat działań rządu, a skupić się wyłącznie na działaniach, to nie można dojść do innych wniosków. Podejmujemy bowiem dokładnie te same działanie, które Węgry doprowadziły do utraty przyzwoitego ratingu kredytowe (obecnie "śmieć") oraz ogromnej przeceny forinta jak i rynku obligacji (wzrost rentowności). Nie tylko rząd zaczął wycofywać się z reformy systemu emerytalnego  (który miał swoje minusy jak dla mnie w postaci zbyt dużych prowizji, ale to inna para kaloszy i wpis tego nie dotyczy) w postaci zmniejszenia składki do OFE, podnosi podatki i inne opłaty administracyjne, ale stosuje jak rząd grecki kreatywną księgowość (metodologia krajowa plus różne sztuczki kruczki w tym FX swapy) i inne podatki obciążające polski biznes (np. wzrost składki rentownej o 2%). Węgrzy swego czasu nałożyli podatki na sektor energetyczny czy bankowy,  a ostatnio chcą ograniczyć niezależność banku centralnego (klik1, klik2). Podobnie zaczyna się dziać i u nas. Premier Doland Tusk aka Słońce Peru, Mistrz Bajeru aka Tuszczenko lub zwany pieszczotliwie Pinokio czy przez miłośników polskiego kina Nikodemem Dyzmą, podobnie jak wspomniani Węgrzy, planuje nałożyć podatki na sektor paliwowo-wydobywczy. Dla przykładu KGHM może zostać obłożony największym podatkiem w branży na świecie (klik), a dzisiaj padły kolejne nowości dotyczące łącznie 50% podatku nałożonego na sektor paliwowo-gazowy, za Parkiet:
Ten podatek wraz z CIT w założeniach obciążyłby zyski firm w podobnym stopniu, jak podatek od kopalin, czyli oscylowałby na poziomie 50 procent zysków – powiedział Maciej Grabowski, wiceminister finansów w wywiadzie dla agencji Reuters.
lub jeśli ktoś woli angielską wersję - klik.
Jestem przekonany, że nie trzeba wcale argumentować jak to ŹLE wpływa na gospodarkę w postaci gorszego postrzegania przez inwestorów zagranicznych (by chociażby wymienić słabsze stopy zwrotu), słabszych perspektyw dla polskiego rynku akcji jak i rynku kapitałowego, niższych emerytur kapitałowych, czy niższych zysków z inwestycji w fundusze inwestycyjne. 

Ostatnio mieliśmy również do czynienia z przymiarką do drukowania pieniędzy w Polsce w wykonania Kucharza Roku - klik, przy czym sam Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) już dokonał takiego skupu obligacji w roku 2011 (klik). 

Co nas czeka w kolejnych latach rządów tej tragicznej ekipy rządzącej? Czy tak jak Węgrzy całkowicie znacjonalizujemy emerytury (200 mld w OFE kusi prawda Panie Ministrze?), a może ustawimy oszukaną i populistyczną waloryzację kwotową? A przepraszam to już się dzieje! (klik). Nie ma znaczenia czy pracowałeś więcej czy mniej, lepiej bądź gorzej bo każdy emeryt czy rencista uzyska taką samą coroczną podwyżkę świadczeń. Takie formułowanie prawa jest dla mnie jawnym oszustwem. Promuje się przez to niepłacenie podatków, lub co najmniej ich zaniżanie w formie płacenia sobie pod stołem. Osoby bowiem jawnie odprowadzające podatki, działające zgodnie z prawem, zaradne i pracowite, wykazujące przy tym cały dochód na PIT stracą na zmianach. Ich emerytury (jeśli je nawet otrzymają),  nie będą waloryzowane (i tak zaniżoną statystycznie) inflacją, a określoną kwotą np 71 pln.

Nie muszę dodawać, że chwilowo łączna kwota przeznaczona na waloryzacje i emerytury będzie taka sama jak po uwzględnieniu zaniżonej inflacji. To tak zwana taktyka gotowania żaby, którą obecna ekipa doprowadziła do perfekcji. Kolejnym krokiem (2013 a może 2014) będzie przeznaczanie mniej pieniędzy na waloryzację niż wynika to z inflacji. Przypomnę również, że trzeci rok z rzędu przejadamy pieniądze z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Co będzie za kilka lat jak te pieniądze będą naprawdę potrzebne?

Jestem całkowicie zniesmaczony działaniami ekipy rządzącej. Jak można nie być czytając chociażby takie artykuły i porównując je do oficjalnej propagandy? 

Na koniec odpowiem na kiedyś zadaną mi kwestię - czemu już nie jesteśmy w takim stanie agonalnym jak Węgrzy? Otóż Kucharz Roku jest cwanym gapą, dla przykładu mamy gotową linię kredytową w MFW na 30 mld dolarów (~100 mld pln), a dodatkowo uruchamiane są wszelkiego rodzaju tricki jak podtrzymywanie własnego rynku obligacji czy złotówki poprzez interwencje NBP oraz BGK. To wszystko ma jednak swój kres, a jak nie wierzysz to spytaj Greków, coś Ci o tym powiedzą.

P.S. Może Cię również zainteresować:
http://stojeipatrze.blogspot.com/2010_10_01_archive.html
  • Uciekający premier - klik
  • GUS i statystyka elementem zielonej wyspy - klik
  • Czy Polaków ogarnęło zakupowe szaleństwo? - klik
  • Lekarze w kamasze - klik
  • Kucharz Roku - 550 mln - jest naprawdę źle - klik
  • Od Leppera do Grecji. O rezerwach walutowych NBP i "pomocy" dla PIIGS.- klik.

24 lutego 2012

sprawa NORD - OST






Жертвы «Норд-Оста» выиграли иск в Страсбурге

20 декабря 2011 года Европейский суд по правам человека (ЕСПЧ) вынес решение в пользу 64 потерпевших по делу о захвате заложников в театральном центре на Дубровке. Европейский суд усмотрел нарушения в действиях силовиков при штурме театрального центра и признал Россию нарушившей статью 2 (право на жизнь) Европейской конвенции о защите прав человека и основных свобод. Страсбургский суд в 2007 году принял к производству поданную еще в 2003 году жалобу, в которой адвокаты попросили выплатить каждому из пострадавших по 50 тысяч евро в качестве компенсации за нарушение прав человека. В жалобе пострадавшие в результате теракта и родственники погибших отмечают, что во время штурма спецслужбы применили неизвестный газ, что, по мнению заявителей, и привело к смерти большинства заложников Заявители, в частности, обвиняли российские власти в необоснованном применении силы, неоказании заложникам своевременной медицинской помощи и недостаточно эффективном расследовании теракта. ЕСПЧ согласился с претензиями истцов к качеству планирования и проведения спасательной операции, а также к эффективности расследования теракта. В то же время суд не нашел нарушений прав человека в решении властей применить силу для освобождения заложников и применить в ходе штурма газ. Кроме того, суд не счел необходимым выносить отдельное решение по другим жалобам заявителей, ссылавшихся также на статью 3 конвенции (запрещение пыток).
Российское государство, нарушившее их право на жизнь, теперь обязано будет заплатить бывшим заложникам и родным погибших компенсацию за моральный ущерб: каждый из 64 истцов получит от 8,8 тыс. до 66 тыс. евро. В общей сложности суд присудил пострадавшим 1,3 млн евро. 

22 lutego 2012

b l i ż e j Prawdy Młodych


The brutal beating of a passer-by the Polish police ! from W kapeluszu Panama on Vimeo.

Dokumenty:
12 poziomów chujni [PDF]

Archiwa (100 ostatnich wpisów na chujnia.pl):
Spłonęła firma, straciłem pracę | Sąsiadencja | Książeczka wojskowa | Zjadłabym kanapkę | Boli mnie gardło | Żarłok | To chyba nie mój rok... | Traktuj innych dobrze | Farma strusi | Ciężar ciała | Walentynki | Kiedy nadejdzie kres niepowodzeń? | Chujowy wykrywacz przejścia przez zero sygnału przemiennego sinusoidalnego | Rodzina na swoim | Leśna rozkmina | Historia Walentynek | Najlepsze lata | Moja była jednak warta nic nie była | Epic fail | Naleśniki kakaowe | Fajny facet | Chujnia w piątek! Trudne sprawy | Logicyzm kobiet | Chciałem tylko wiedzieć, dlaczego... :[ | Chujnia w kraju ryżego | Śmieciowy internet | Pseudo-single | Bieeeda | Perspektywa wiecznej nudy | Jestem roztargniona | Dostawcy internetu | Quo vadis? | Stres | Niewdzięczne skurwysyny | Chuj z naszą policją | Lol, nigdy nie narzekałem, ale ile można... | Egzaminy | Acta, annonymous | Stres | Rzeczywistość... | Mam dosyć takiego życia | Ubezpieczenia społeczne... | Jestem leniwa | Wyjeżdżam | Dziś się dowiedziałem | Gorzej być nie może | Chujnia w tym kraju | Nowa praca | Ze skrajności w skrajność | Koniec małżeństwa | Przycisk otwierania drzwi w tramwaju | System pracy | Zachodnia zgnilizna! | Czas spierdalać | Ogólna chujnia młodego człowieka | Studia | Chujnia na studiach i w związku | Życie seksualne singielek | Wkurwiający studenci | Chujnia w związku | Ping i... | DNO | Pojebany szef | Innym spełniają się moje plany | Spadam | Mają nas za idiotów? | Bezradność | Kozaki | Jak tu żyć | Sentyment dla RP? | Życie w PL - realia i dziewczyna | ACTA | Każdy taki święty w necie, wszystko musi być legalne | Ładna dziewczyna. | Prywatność w pokoju | Love, love, love | Sól - bajoro. Brak pługa? | Wścibstwo i nietolerancja | Modne słówka | Zima lub lato w TV | Miłosny ping pong | Papierosy | Brak kasy | Jebani złodzieje amatorzy | Jak można tak żreć? | Moja kobieta to kokietka | Polskie sądy są nieudolne | Po kościele | Idiotyczne odruchy | Byki | Pierdolone bezrobocie | Pojebany! | Babska jazda po maxie | Psy i ich kupa | Powrót do pracy po urlopie | Przygodny seks | Fetysz, fetysz, fetysz | Chujowe uczucie do dziewczyny | Polski rock, a właściwie jego brak | Paranoja we łbie |

z Blogów * Matka "TVN" Kurka

Rozgwiazdy TVN



 



No nie mogłem się powstrzymać, ale niech mi będzie wybaczone, bo takiego popisu w wykonaniu tytułowych wzmiankowanych dawno nie było – co występ to „hit”. 



  Pierwszy zaczął abiturient po licencjacie, przesunięty do telewizji śniadaniowej, Liz-młodszy, Jarosław Kuźniar. Wypadałoby jakąś krótką charakterystykę popełnić, ale co tu popełniać kiedy frazeologia sama się ciśnie na klawiaturę – chłopek roztropek. Jako krwisty prowincjusz, a rzekłbym nawet wieśniak doskonale wychwytuję niuanse jakimi się zdradza chłopaczyna z Bielawy. Zresztą nie trzeba być mojego pokroju, można być miastowym i też się zauważy, że nadgorliwość prowincjusza Kuźniara przyjmuje groteskowe rozmiary. Wygląda chłopaczyna jakby wczoraj przeczytał podręcznik młodego salonowca i nawet się stara, na pewno wie czego nie mówić, a co mówić, tylko nieszczęśnik jest żywym obrazem ludowego przysłowia: „chłop ze wsi wyjdzie, wieś z chłopa nigdy”. Już prawie wita się z gąską, już nawet się aklimatyzuje, a tu nagle mały paluszek szybuje ponad brzeg filiżanki. Prawie, że był na samym szczycie, aż coś mu strzeliło i do koniaku lodu z cytryną plus parasolkę sobie zażyczył. Tak mało brakowało, ale coś go podkusiło i wyjął jakiś anonim z poczty, samo w sobie małostkowe, wieśniackie i gdyby na tym skończył, jeszcze by uszedł, cóż kiedy wiocha w człowieku żyć nie daje. I poleciał Jarek ze wsi buńczucznym tekstem, że takich listów jak ten, który nazywa Kuźniara zbyt prymitywnym do prowadzenia programów w TVN, musiałby dostać tysiąc, żeby z roboty zrezygnował. Tylko powiedział i dla większości rozgarniętych, bywałych w sieci, było jasne, że zaczną się wyścigi na „fejsie” i tak też się rzecz jasna stało. Internet wykastrował Hołdysa teraz zwalnia Kuźniara, naturalnie co bardziej wrażliwi i obyci, nawołują do przestrzegania praw człowiek i trzymania klasy. No niech ja skonam ze śmiechu. Jakiej klasy i jakich praw oczekiwać w traktowaniu gościa, któremu wiocha uszami wyłazi? Jaki miastowy onanizuje się tego rodzaju pocztą, w dodatku na wizji? Czy można się bardziej prosić? Czy można być większym wsiokiem? Czy słoma z laczków może wyjść jeszcze bardziej. A niech linczują, ile wlezie, zawsze powtarzam, że kto się prosi, ten dostaje.

Drugi orzeł TVN, chociaż nie, jeszcze chwilkę, taka mała dygresja. Jak się przyglądam tej stacji 24 godziny na dobę, to oglądać się da „całą prawdę całą dobę”, gdzieś tak od 11.00 do 15.00. Wtedy ci prowadzący są jacyś najmniej obciachowi, a z sejmu relacje zdaje reporterka Grysiak i naprawdę proszę nie kręcić nosem, bo akurat ta jedna reporterka zachowuje minimum przyzwoitości i chyba jako jedyna w TVN mówi po polsku. To tak, żeby nie było, że tylko krytykować potrafię. Drugi orzeł TVN, Morozowski, temu przede wszystkim na języku polskim nie zbywa, pan yyy, yyyy, yyyy, yy. Gdyby zabrakło Kuźniara Morozowski zostałby liderem wiochy w TVN. Kretyńskie felietony utrzymane w „stylistyce” dowcipu PKF, trajkotanie na oślep, stawianie pytań i udzielanie odpowiedzi za odpowiadających. W feralnym dla TVN dniu Morozowski miał zamiar pogadać o emeryturach, ale jak tylko zobaczyłem skład rozmowy i przyczajoną sylwetkę redaktora, który zaczął od przeciągłego yyyyyy, a potem strzelał krótkimi seriami y, yy, y, y, wiedziałem, że z Hofmanem o emeryturach to on nie pogada. I nie pogadał, kwadrans zleciał na tym dlaczego prezesa nie było, cała rozmowa o emeryturach, z tym, że Morozowski jakieś 45 razy zapewniał, że „kończy wątek”. Potem zmiana warty i wparował Kuczyński, na tego zawsze można liczyć. Młodszy kolega puścił staremu TW dość oklepane kazanie Michalika, nie, żeby prawdy nie mówił, ale klepał jakieś zdrowaśki o masonach, libertynach i postmodernistach. Stary Kuczyński wytrzeszczył ślepia i ruszył ze swoim pozaustrojowym faszyzmem, a w potoku błotnistym tak się zagalopował, że wyjechał z teoriami spiskowymi, które stworzyły masonerię. Terlikowski rozklepał Kuczyńskiego jak uczniaka, bo można być ideowcem, ale uznawać masonerię za wytwór spiskowej fantazji, to już jest ignorancja, jeśli nie zwykły debilizm. Tak to wspólnymi siłami doszło do pełnej kompromitacji programu Morozowskiego.

Na koniec i w porządku antenowym zostawiłem sobie panią Pochanke i w tym przypadku Bóg musi mi wybaczyć bluźnierstwo. Klnę się na Boga jedynego, że wolałbym oglądać funkcjonariuszkę Olejnik przez dwie godziny cięgiem, niż przez 15 minut z przerwami, rozgwiazdę Pochanke, normalnie Cichopek z „efektem zająca”. Pawlaka zaprosiła sobie do studia, ta słynna ekspertka lotnictwa, pewnie udawany tata-konkubent Gruszczyk był na szkoleniu, i gada Pochanke, ale jak klasyczna ciotka. Co u kogo słychać, kto umarł, jak się dzieci chowają i oczywiście całość w ramach, jakżeby inaczej – dyskusji o emeryturach. Zastanawiam się czy redaktor Cichopek z efektem zająca zdołałaby wydobyć z siebie jedno pełne zdanie, gdyby nie miała do ucha podpiętej reżyserki. Zjawiskowy przykład analfabetyzmu złożonego, zarówno pierwotnego jak i wtórnego. Pojęcia nie mam jak można w ciągu 20 minut uprawiać werbalną grafomanię i ani na moment się nie pomylić, ani razu nie powiedzieć czegoś po prostu, po polsku. Co pytanie to figura, co wtrącenie to przenośnia, co odpowiedź, to metafora, a wszystko razem jakby Mniszkównę czytać na wyrywki. Z rozmowy z Pawlakiem pamiętam tylko Pawlaka, który na tle Pochanke-Cichopek wypadł jak Cycero. Na Pochanke skończę, chociaż był jeszcze Sekielski ze swoimi głupkowatymi reportażami, wcześniej Olejnik jak nie Olejnik, bo akurat Smolara nie Brudzińskiego zaprosiła, a od 21.00 TVN nawet ja nie daję rady oglądać. Wyprzedzając kluczowe pytanie, udzielam sensownej odpowiedzi. Oglądam TVN, ponieważ tak trzeba, jeśli chce się wiedzieć co salony szykują tym razem, TVN jest obowiązkowy, moim zdaniem lepszy i pewniejszy od GW i po to oglądam. A jak oglądam to czasami napiszę, co obejrzałem, za co młodzież i bardziej wrażliwych serdecznie przepraszam.

PS Dziękuję i proszę.  MK

ANEKS.

Z Tuskim - tragikomicznie,  z Komorowskim może być tylko tragicznie!

Mam smutną wiadomość dla wszystkich, takich jak ja, czyli zorientowanych poniewczasie. Wiadomość brzmi mniej więcej tak, że Donald Tusk jeszcze nie jest taki zły, prawdziwe zło czai się w Bronisławie Komorowskim. O ile Donalda Tuska można uznać za Radziwiłła w pierwszym pokoleniu, mam na myśli tę wersję „francuską” wyperfumowaną i w peruce, o tyle Komorowski jest Szczęsnym Potockim.


Tuskowi wystarczy butelka Brandy, paczka cygar zwijanych na spoconych udach kubańskich Murzynek i parę autografów od gwiazd światowych. Komorowski wszedł w inne klimaty – myśliwskie, jest domorosłym „wojakiem’, cywilnym „komandosem”, umoczonym po uszy w służbach specjalnych zależnych od GRU, bo WSI jest tu tylko nakładką. Współcześnie można Komorowskiego porównać jeszcze nie do Łukaszenki, ale od Kuczmy dzieli go jedno zabójstwo na zlecenie. No właśnie! Dzieli, czy nie dzieli, niestety tego nie wie nikt. Kolejne tajemnicze zgony rozmaitych polityków i oficerów służb specjalnych, raczej nie są dziełem esbeków, ci zajmują się biznesem i polityką biznesu. Zgony należałby łączyć z przybudówką GRU, a już ostatni zgon pułkownika Tobiasza, czy jak mu tam było, bezwzględnie należy łączyć z WSI i Komorowskim. Dużo wcześniej Komorowskiego da się połączyć z wykończeniem Szeremietiewa i mało brakowało, a Komorowski wykończyłby Sumlińskiego, polskiego Gongadze. Jak widać nieźle mnie „oszołomiło”, ale to w zasadzie łagodna wersja tego co myślę, jak zwykł mawiać wielokrotnie skazany Jacek Kurski, z ostrożności procesowej nie opiszę swoich przypuszczeń otwartym tekstem.

Ostatnia sprawa pułkownika Tobiasza, który lada dzień miał zeznawać w tak zwanej aferze marszałkowej bezpośrednio dotyczącej Komorowskiego, jest już numerem otwartym, mokrym i zrobionym przy otwartej kurtynie. Co to oznacza? Ano moim zdaniem jedno! Komorowski zebrał tak silną ekipę, że może sobie pozwolić na podobne numery, oczywiście nie on, ale ludzie, którzy za nim stoją. Nie wnikam czy Komorowski pełni rolę pacynki, jak Tusk, czy aspiruje do realnej władzy, w każdym razie przy Komorowskim ściele się trup i to trup specyficzny. W kolejnym zdaniu napisze być może coś śmiesznego, a być może wręcz przeciwnie. Mówiąc językiem dzielnicowego, bałbym się wejść w posiadanie wiedzy operacyjnej, naprawdę bym się bał i o siebie i „jak się nie zamkniesz, to wiemy do jakiej szkoły…”. Nie wiem na ile się ośmieszam, a na ile moje tchórzostwo ma uzasadnienie, natomiast mam jako taką wyobraźnię i jako tako potrafię kojarzyć fakty. Numer z Szeremietiewem i Sumlińskim to nie są chore wyobrażenia spiskowca, ale mamy do czynienia z FAKTAMI. Obaj panowie zostali zgnojeni, a słabszy psychicznie Sumliński niemal nie skończył życia, na szczęście nieskutecznie usiłował popełnić samobójstwo. Z Sumlińskim łączą się podsłuchy, te słynne, które dotyczyły redaktora Rymanowskiego i znów mamy sytuację, jakiej nie da się porównać z brytyjską aferą podsłuchową, czy niemiecką dymisją prezydenta. Żyjemy w Polsce i taki człowiek jak Komorowski, który byłby po jednej z tych spraw skończony, został prezydentem.

Zapowiadana zła informacja jest podwójnie zła, przede wszystkim Komorowski to cicha woda, ale de facto znacznie bardziej cyniczna i bezwzględna persona niż Tusk. Po drugie i kto wie czy nie gorsze, wszystko wskazuje, że Komorowski jeśli nie zastąpi Tuska, to będzie się w nowym rozdaniu liczył i w najgorszym razie zbuduje sobie silne skrzydło władzy, takie państwo w państwie, coś jak kiedyś mafia Kwaśniewskiego i mafia Millera. W najlepszym Komorowskiemu może się udać wszystko, dla siebie prezydentura i wokół siebie ludzie, którzy wiedzą jak urywać łby i przyprawiać o samobójstwo, a w rządzie jakaś delegatura może Palikot, może Schetyna, może ktoś z żydokomuny UD. Śmierć Tobiasza nie jest byle jakim numerem, zgoda, to jeszcze nie Kuczma i nie Gongadze, ale tak naprawdę ten fakt działa na korzyść Komorowskiego i jego ludzi, bo Kuczma po prostu spieprzył robotę. Tusk jest już chodzącym trupem, to polityczne zombie, jeśli nie został do tej pory wykończony, to tylko dlatego, że „elity” muszą pozacierać ślady i najprawdopodobniej nie wykrystalizowała się jeszcze nowa grupa sprawująca władzę. Gorliwość Komorowskiego zarówno w przejęciu władzy w dniu tragedii smoleńskiej, jak i w zwalczaniu „spisków smoleńskich”, pozwala mi się również zastanowić, kto tu bardziej ma „krew na rekach”. O ile doszło do czegoś więcej niż wypadku, co w mojej ocenie powoli staje się więcej niż prawdopodobne, Tuska konsekwentnie o jakiś czynny udział nie podejrzewam, natomiast udziałem Komorowskiego wcale bym się nie zdziwił. Zakładając, że był zamach, trzeba założyć, że chociaż „prace wstępne” musiały być przeprowadzone w trakcie „organizacji” wizyty, tym bez wątpienia zajęła się przybudówka GRU. Komorowski jest dla Moskwy absolutnie nieszkodliwy, mają na niego takie kwity, że będzie chodził jak po sznurku i chyba nie muszę tłumaczyć, co takie chodzenie dla Polski oznacza. Nie chcę bluźnić, ale wydaje się, że Tuska wariant niemiecki nazywa się Pikuś w porównaniu z wariantem sowieckim Komorowskiego. Jakby nie patrzeć Wielkopolska jest „ordnung”, podwórza zagrabione, a Привислинский край gdzieniegdzie jeszcze dumnie strzechami świeci i furmanki ładuje. Strach się bać.

18 lutego 2012

W 1987 byłam pod Czernobylem

Byłam pod Czarnobylem

Przebywając w pamiętnym 1986 roku w Kijowie, doświadczyłam na własnej skórze jak wygląda „the day after”. Uczestniczyłam w życiu codziennym ludzi dotkniętych katastrofą, i przeżywałam wraz z nimi wydarzenia, jakie jej towarzyszyły.
Mogę wiec po latach powiedzieć: Byłam pod Czrnobylem.
Sporo czekałam na tę okazję: studia podyplomowe za granicą. Studia fundował Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, miał więc prawo życzyć sobie, aby kandydaci spełniali określone wymogi. Moja kandydatura długo odpadała w przedbiegach, bo byłam bezpartyjna i nie należałam nawet do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Byłam za to działaczem „Solidarności”. Tylko dzięki temu, że wśród moich władz zwierzchnich znalazły się osoby gotowe za mnie poręczyć, wyjazd doszedł do skutku. Pojechałam, złożywszy wpierw obietnicę, że „nie będę się wychylać”. Obietnica ta będzie mnie potem drogo kosztować.
Same studia w Kijowskim Instytucie Językoznawstwa były nadzwyczaj nudną freblówką, taką na obowiązkowych 8 godzin dziennie,
w czasie których, poza wiedzą czysto językoznawczą, wciskano nam do głowy propagandowy kit. Nie było żadnych zwolnień z zajęć, były obowiązkowe zaliczenia, egzaminy, praca dyplomowa. Za te 200 rubli miesięcznie, które nam wypłacano (a były to na tamte warunki duże pieniądze: nasi wykładowcy zarabiali połowę) i darmowe miejsce w akademiku, władza radziecka wymagała od nas solidnego zaangażowania, dyscypliny i (jak się potem również okaże) pełnej dyspozycyjności. Pouczeni wcześniej na wakacyjnym kursie przygotowawczym w Polsce, pozostający pod troskliwym okiem politruków, wiedzieliśmy, że nie wolno dyskutować na tematy polityczne i niczego krytykować.
Wiadomość o katastrofie w elektrowni atomowej w Czarnobylu dotarła do nas z…Polski. Już nazajutrz dzwonili nasi bliscy, w alarmujący sposób wzywając nas do natychmiastowego powrotu do kraju.
Wracać? - dziwiliśmy się. Przecież nic strasznego się nie dzieje. Telewizja podała jako jedną z szeregowych informacji wiadomość o małej awarii w elektrowni atomowej – i na tym koniec. Życie w Kijowie – odległym od Czarnobyla o 134 km., toczyło się normalnym trybem, jakby nic się nie stało.
28 kwietnia, jadąc na zajęcia, widziałam tłum młodzieży, jak w pełnym słońcu w strojach gimnastycznych na stadionie „Dynama” ćwiczy ze szturmówkami i transparentami marsz przed 1-majowym pochodem. Będę ich tak oglądać codziennie aż do ostatniego kwietnia.
W radio – żadnych alarmujących wiesci. Głos zabrał, co prawda, minister zdrowia Ukrainy, ale tylko po to, żeby stwierdzić, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa.. Ludzie wierzą. To nie tak jak w Polsce, że owszem, przyjmuje się do wiadomości informacje oficjalne, ale zaraz potem łapie się Wolną Europę albo Głos Ameryki, żeby się dowiedzieć jak jest naprawdę.
Za wschodnią granicą, – co powie władza – to święte. Przynajmniej wtedy tak było. Były jakieś przecieki, że jest źle. Z Polski, gdzie też usiłowano zbagatelizować sprawę, dochodziły jednak wieści, że podano płyn Lugola, że były badania poziomu skażenia… A tu? - Spokój.
Dziś, po latach, kiedy ilość ofiar ocenia się na ponad 8.000 nie chce się wierzyć, że kochana władza radziecka dla zamydlenia oczu zagranicy i uspokojenia opinii publicznej, potrafiła poświęcić zdrowie tysięcy młodych ludzi, ich właśnie wystawiając na pokaz, posyłając tam, gdzie najbardziej niebezpiecznie. W sukurs komunistycznym bonzom ZSRR poszli też przywódcy bratnich krajów socjalistycznych. To nie przypadek, że właśnie wtedy, po raz pierwszy (i jedyny zresztą) trasę kolarskiego wyścigu Warszawa- Berlin – Praga poprowadzono przez Kijów. Ludzie uspokojeni kojącymi wiadomościami z radia mówili:
- Jakieś niebezpieczeństwo? Wybuch? – Przecież nic nie widać, nic nie czuć, nikt nie umiera na ulicy.
Samoloty nad Kijowem rozpylały, co prawda, codziennie o świcie jakąś substancję, ale kto by się tam zastanawiał, – dlaczego?
W dniu Święta Pracy na trybunie honorowej stanął I sekretarz KC Komunistycznej Partii Ukrainy – W. Szczerbicki razem ze swoim wnuczkiem. Ludzie mówili: - Jakby było źle, nie narażałby dziecka.
Jak się potem okazało, wnuczek cały czas przebywał daleko poza Kijowem i tylko na tych parę godzin, w celach propagandowych przywieziony został do stolicy Ukrainy.
A my? – Dostąpiliśmy szczególnego splendoru uczestniczenia w pierwszoma-jowej demonstracji w charakterze gości, obserwujących przemarsz z trybuny honorowej. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z niebezpieczeństwa przebywania przez wiele godzin w pełnym słońcu i z tego, że nasz udział stanowi niezły materiał propagandowy. Nikt nie odmówił przyjęcia tego „zaszczytu”. Dlaczego? Hm… Tym, którzy nie pamiętają tamtych czasów dosyć trudno uświadomić sobie znaczenie słów: dobrowolny przymus. Było nie do pomyślenia, żeby ktokolwiek z nas się wychylił.
Defilada trwała ponad 5 godzin w nieznośnym upale – i po raz pierwszy jej obszerne fragmenty pokazały Eurowizja i Interwizja. Dotychczas bywały to tylko migawki ze stolic świętujących 1 Maja. Tym razem zaszczytu pojawienia się na ekranach telewizorów na całym świecie dostąpił również Kijów. Dlaczego? – Ano, macie, zobaczcie na własne oczy, że zycie u nas toczy się normalnie i nie ma najmniejszych podstaw, by wierzyć oszczerstwom.
To tylko kłamliwa, zachodnia propaganda szkaluje, jak zwykle, Kraj Rad!
Gdzieś w następny dzień w migawce telewizyjnej wykpiono tchórzostwo zachodnich studentów, którzy na wieść o wybuchu opuszczali moskiewskie uczelnie. Nam zadzwonił dzwonek alarmowy: - Coś musi być, jeśli oni, tak daleko od Czarnobyla, - a wieją. W końcu: gdzie Moskwa, gdzie Kijów? A my?
Pod wpływem tej wiadomości zażądaliśmy spotkania z przedstawicielem polskiego konsulatu w Kijowie. Zjawił się konsul W. i „po linii i na bazie”,
w myśl instrukcji otrzymanych zapewne od władz Ukrainy, przedstawił zachowanie amerykańskich studentów jako panikarskie. Stanowczo również stwierdził, że nie ma zgody polskich władz oświatowych na nasz powrót do kraju i takie rozwiązanie w ogóle nie wchodzi w rachubę. Dodał przy tym, że „nie wolno nam opuszczać w takiej chwili przyjaciół’.
„Przyjaciół???” – mimo zaangażowanej politycznie większości, odezwały się głosy myślących racjonalnie. - Tu chodzi o nasze zdrowie i nasze życie.
- My chcemy do Polski!
Dzwonię jeszcze w tym samym dniu do moich zwierzchników: – Wracam.
Pomóżcie mi się stad wydostać.
- Coś ty… Nie możesz nam tego zrobić. Poręczyliśmy za ciebie. Dałaś słowo, że nam niczego nie „wykręcisz”. Wytrzymaj do końca! – usłyszałam w odpowiedzi.
A konsul? – Dla uspokojenia gorącej atmosfery obiecał wszystkim badania na wysokość skażenia. I tyle.
Ktoś dociekliwy zapyta: - Jak to? Nie można było tak po prostu wsiąść w pociąg i wrócić do domu? W czym problem? Ano w tym, że w dniu przyjazdu do Kijowa musieliśmy zdeponować nasze paszporty w rektoracie uczelni.
A spróbuj człowieku poruszać się po Kraju Rad i przekroczyć ruską granicę bez tego dokumentu!
Badania przebiegały taśmowo i czuła aparatura ani drgnęła na widok którego-kolwiek z nas. Badano nią każdego osobnika od stóp do głów. Aparatura wyrażała się jednakowo obojętnie zarówno o naszych świeżo umytych włosach, jak i zakurzonych butach, na których niewątpliwie osiadał pył o dużym stopniu skażenia. Sowiecka służba zdrowia wywiązała się z obowiązku.
Jedna z koleżanek, będąca w ciąży, nie wytrzymała psychicznego obciążenia i zaniosła się histerycznym płaczem. Lekarka wzięła ją na osobistą rozmowę i dziewczyna wyszła z oświadczeniem lekarskim o wskazaniach do powrotu do domu. Ów akt miłosierdzia źle się skończył dla wrażliwej lekarki. Druga grupa, wracająca nazajutrz z badań, przyniosła nam sensacyjną wiadomość:
- Pani doktor za wydanie tego zezwolenia pożegnała się z pracą. A my?
Otrzymaliśmy propozycję nie do odrzucenia. W najbliższą niedzielę (a była to jak raz prawosławna Wielkanoc) – mamy darmową wycieczkę po Dnieprze, „przypadkowo” w stronę Czarnobyla. Reportaż z tej eskapady miała zrealizować towarzysząca nam telewizja.
Zawsze znajdzie się kilka idiotek chętnych do pokazania się za wszelka cenę w TV, ale większość rozsądnych przemówiła im do rozumu. Jasnym było, że ten film miał stanowić przeciwwagę dla informacji o wyjeździe zachodnich studentów. Ktoś znający temat zwrócił nam uwagę, że siła promieniowania rośnie w słońcu i w odbiciu od lustra wody, wiec nie dajmy się „wrobić”.
Naszą odmowę władze uczelni przyjęły ze zrozumieniem, ale w „nagrodę”,
w ową Wielkanoc, kiedy chcieliśmy zobaczyć w cerkwi zwyczaje prawosławne, zrobiono nam od rana ośmiogodzinne, obowiązkowe szkolenie polityczne.
Ot, czym się kończy u przyjaciół brak dyscypliny i dyspozycyjności.
W radio ponownie odezwał się minister zdrowia, tym razem sugerując, aby nie wychodzić z domu bez specjalnej potrzeby. Mówił także o konieczności dokładnego mycia się i prania całej odzieży po powrocie, dodając, by nie spożywać również owoców i warzyw niewiadomego pochodzenia. Mimo lekkiego tonu tej wypowiedzi naród wpadł w panikę. Jeszcze w tym samym dniu ze zdziwieniem obserwuję kilkukilometrową (dosłownie!) kolejkę do ukraińskiego odpowiednika naszego „Orbisu”, prowadzącego przedsprzedaż biletów kolejowych na dalekie trasy. Kto żyw, kto ma chody, układy, bierze urlop; kto ich nie ma – po prostu zwalnia się z pracy i ucieka jak najdalej od Kijowa. Po dwóch dniach – spokój.
I co? – pytam zaprzyjaźnioną kijowiankę. Opanowano panikę?
- Nie – odpowiada. Tylko, że już wszystkie bilety na pociągi dalekobieżne zostały wyprzedane na dwa miesiące naprzód.
Wisielczy dowcip z tego okresu mówił, że pozostały już tylko bilety do Czarnobyla.
Przyciśnięta przez nas do muru jedna z wykładowczyń, taka mniej politycznie zacietrzewiona i z mniejszymi klapkami na oczach, przy tym matka 8-letniego dziecka – nie wytrzymała psychicznie, rozpłakała się.
- Jest źle. Co będzie z nami? Co będzie z naszymi dziećmi?...
Rzeczywiście, jest naprawdę źle. Nastrój paniki pogłębił się. Dużo ludzi wyjechało. Wcześniej zakończono rok szkolny i 8 maja rozpoczęto i bardzo szybko przeprowadzono ewakuację wszystkich dzieci do lat 16. Po cichu zaczęto mówić o planowanej ewakuacji całego Kijowa. Okazało się to nie takie proste. Związek Radziecki wielki, ale Kijów – to, jakby nie było – 2 mln. mieszkańców.
Miasto bez dzieci stało się smutne. Nam, przed Dniem Zwycięstwa, na poprawę humoru, podano w charakterze toastu okolicznościowego – płyn Lugola. W dwa tygodnie po awarii znaczył on tyle, co musztarda po obiedzie.
Na straganach bazarów więdły dorodne truskawki, czereśnie i rzodkiewki. Tak było może przez dwa tygodnie, potem ludzie na wszystko machnęli ręką. Coś tam w końcu jeść trzeba. Podobnie było z mlekiem. Pod koniec maja ludzie jedli już wszystko, robili przetwory ze skażonych owoców z rezygnacją, że co ma kogo spotkać, to go i tak nie ominie.
Znajoma tancerka kabaretowa któregoś dnia przekazała mi z grobową miną:
- Jadę do Czarnobyla..
Nie wierzyłam własnym uszom.
- Czyś ty zwariowała? Komu w Czarnobylu potrzebny kabaret?
- Jedziemy z programem rozrywkowym dla pracowników usuwających skutki awarii. Będzie telewizja.
- Gdzie ty się pchasz? Przecież to niebezpieczne…
- A czy nas kto pytał o zgodę? Jest „prikaz”, to się jedzie. Powiedzieli tylko, że kto odmówi, może się pożegnać z pracą. Ty wiesz jak trudno o pracę w dobrym zespole.
Pojechała. Ałła Pugaczowa, znakomita piosenkarka, odmówiła udziału w podobnym programie. Znalazła się pod pręgierzem opinii publicznej. Pluli na nią we wszystkich środkach masowego przekazu za postawę niegodną radzieckiej artystki. Trzeba było mieć niezłą odporność, żeby taką presję wytrzymać.
Żar lał się z nieba przez całe dwa miesiące. Nie spadła ani kropla deszczu.
Aśka, dziewczyna młoda, reprezentacyjna i „do wzięcia” - w wolnych od zajęć chwilach biegała nad Dniepr i smażyła się na plaży, całkowicie bagatelizując zagrożenie. Lubiła przyćmiewać inne dziewczyny urodą, a szczególnie pięknie opalonym ciałem.
Pierwszy od awarii deszcz spadł pod koniec czerwca. Byłyśmy wtedy jak raz całą grupą na Kreszczatiku i zachowując się trochę jak Gene Kelly w „Deszczowej piosence” – tańczyłyśmy z radości boso, w strugach ulewnego deszczu na pryncypialnej ulicy, wystawiając twarz na jego ożywcze (jak nam się wydawało) krople. Idiotki. Nie wiedzieć nic o kwaśnych deszczach i ich skutkach!
Po powrocie do Polski zbadałam się w Instytucie Izotopowym w Katowicach-Ligocie. Znajomy, szef tego Instytutu – docent N. załamał ręce na widok wyników badań. Poziom strontu i cezu, które odłożyły się w kośćcu okazał się być siedmiokrotnie większy niż poziom stwierdzony u pracowników polskiej ekipy budowlanej, która opuściła Kijów w dwa dni po awarii.
- Jak z tym żyć? – zapytałam z lękiem. Jak się leczyć?
- Leku żadnego na to nie ma, a okres naturalnego rozpadu wynosi ponad 30 lat..- usłyszałam w odpowiedzi.
No tak…to już tylko „ziemia wyciągnie” – pomyślałam.
- Powinna pani uważać na siebie. Nie wiadomo jaki bodziec może wywołać białaczkę.

***

Aśka umarła w parę lat po awarii. Nie przypuszczam, aby zaliczono ją do podanej oficjalnie liczby 8.000 ofiar.
A ja?
– Wyrok: nowotwór złośliwy - usłyszałam rok temu.
Póki co - pierwsze starcie z chorobą wygrałam. Żyję, ale jak na bombie zegarowej z opóźnionym zapłonem, wsłuchując się z lękiem - jak tyka wmontowany w nią zegar…..
Kiedy wybuchnie?
Danuta Skalska