n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

VISITORS

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

27 sierpnia 2012

POpolsza m e m e n t o

2008 – po­czą­tek

4 kwiet­nia 2008 ro­ku w płoc­kim wię­zie­niu w mo­ni­to­ro­wa­nej po­je­dyn­czej ce­li zna­le­zio­ne zo­sta­ło cia­ło Sła­wo­mi­ra Ko­ściu­ka – dru­gie­go mor­der­cy Krzysz­to­fa Olew­ni­ka. We krwi miał psy­cho­tro­py, po­ła­ma­ne że­bra i otar­cia na ra­mio­nach. Po­mi­mo tych śla­dów pro­ku­ra­tu­ra uzna­ła, że by­ło to sa­mo­bój­stwo. Przy­czy­na? Nie­zna­na. Ofi­cjal­nie cho­dzi­ło o to, że Ko­ściuk resz­tę ży­cia miał spę­dzić w wię­zie­niu.

Czte­ry dni póź­niej gło­do­wą śmier­cią zmarł w kra­kow­skim wię­zie­niu Ru­mun Clau­diu Cru­li­ca. Cru­li­ca roz­po­czął gło­dów­kę ja­ko pro­test prze­ciw­ko je­go aresz­to­wa­niu. Do­pie­ro po je­go śmier­ci oka­za­ło się, że był nie­win­ny a za­sto­so­wa­ny wo­bec nie­go areszt cał­ko­wi­cie bez­pod­staw­ny. By­ła to szcze­gól­nie dra­ma­tycz­na śmierć, któ­ra od­bi­ła się echem w ca­łej Eu­ro­pie, oczy­wi­ście z wy­jąt­kiem tu­sko­wych me­diów.

Nie­uda­ną, na szczę­ście, pró­bę sa­mo­bój­czą ma też za so­bą dzien­ni­karz śled­czy Woj­ciech Su­mi­liń­ski, któ­ry tar­gnął się na ży­cie 30 ma­ja 2008 ro­ku w war­szaw­skim ko­ście­le św. Sta­ni­sła­wa Kost­ki – miej­scu sym­bo­licz­nym, bo­wiem to w tej świą­ty­ni msze za oj­czy­znę od­pra­wiał bł. ks. Je­rzy Po­pie­łusz­ko. Sa­mo­bój­cza pró­ba dzien­ni­ka­rza by­ła zwią­za­na z wy­sta­wio­nym dzień wcze­śniej na­ka­zem je­go aresz­to­wa­nia na pod­sta­wie ze­znań ppłk. Lesz­ka To­bia­sza, by­łe­go ofi­ce­ra WSI i WSW, któ­ry nie zo­stał po­zy­tyw­nie zwe­ry­fi­ko­wa­ny przez Ko­mi­sję We­ry­fi­ka­cyj­ną ds. WSI. Dzien­ni­kar­skie śledz­two w tej spra­wie wy­ka­za­ło, że To­biasz do­pu­ścił się po­mó­wie­nia i praw­do­po­dob­nie dzia­łał na zle­ce­nie WSI, służ­by z któ­rą bli­skie związ­ki ma Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski.

W li­sto­pa­dzie te­go sa­me­go ro­ku sa­mo­bój­stwo po­peł­nił 34.​letni funk­cjo­na­riusz CBŚ. Cia­ło po­li­cjan­ta w je­go do­mu w Ostro­wi Ma­zo­wiec­kiej zna­lazł prze­ło­żo­ny. Przy­czy­na po­zo­sta­je nie­zna­na.

2009 – wstęp do tra­ge­dii?

W no­cy z 18 na 19 stycz­nia 2009 ro­ku w mo­ni­to­ro­wa­nej ca­łą do­bę ce­li zna­le­zio­no po­wie­szo­ne­go trze­cie­go mor­der­cę Krzysz­to­fa Olew­ni­ka – Ro­ber­ta Pa­zi­ka. I tym ra­zem pro­ku­ra­tu­ra uzna­ła, że Pa­zik tar­gnął się na swo­je ży­cie. Wąt­pli­wo­ści ro­dzi­ny mor­der­cy, któ­ra mó­wi­ła, że Pa­zik bał się prze­nie­sie­nia do płoc­kie­go wię­zie­nia i mó­wił wprost, że to ozna­cza dla nie­go śmierć, nikt nie słu­chał. Dziś już wia­do­mo, że wszy­scy mor­der­cy no­ca­mi by­li wy­pro­wa­dza­ni ze swo­ich mo­ni­to­ro­wa­nych cel i wy­wo­że­ni w nie­zna­nym kie­run­ku. Przed świ­tem wra­ca­li za krat­ki. I cho­ciaż po po­wo­ła­niu Ko­mi­sji Śled­czej po­ja­wi­ły się opnie bie­głych wska­zu­ją­ce, że mor­der­com Olew­ni­ka ktoś mógł po­móc, na­dal obo­wią­zu­ją­cą wer­sją jest „sa­mo­bój­stwo”.

Rów­nież 19 stycz­nia swym dom­ku let­ni­sko­wym w Owczy­gło­wach ko­ło Obor­nik po­wie­si­ła się ofi­cer ABW – ppłk. Bar­ba­ra P. W czerw­cu te­go sa­me­go ro­ku pro­ku­ra­tu­ra umo­rzy­ła śledz­two w tej spra­wie. Nikt nie zwró­cił uwa­gi, że pod­puł­kow­nik Bar­ba­ra P. po­peł­nia sa­mo­bój­stwo bez­po­śred­nio po roz­mo­wie z prze­ło­żo­ny­mi z de­le­ga­tu­ry ABW w Po­zna­niu i cen­tra­li w War­sza­wie. W li­ście po­że­gnal­nym oskar­ży­ła sze­fów o mob­bing. Nie­licz­ni dzien­ni­ka­rze pod­nie­śli, że Bar­ba­ra P. od­po­wia­da­ła w służ­bach za spra­wy fi­nan­so­we. Dla­te­go mia­ła być prze­słu­chi­wa­na przez no­we kie­row­nic­two służb, szu­ka­ją­ce do­wo­dów na bez­praw­ne dzia­ła­nia sze­fów ABW w cza­sach rzą­dów PiS: Wi­tol­da Mar­czu­ka i Bog­da­na Święcz­kow­skie­go. Opi­nia pu­blicz­na o jej śmier­ci a tym bar­dziej o przy­czy­nach tar­gnię­cia się przez nią na ży­cie prak­tycz­nie nie zo­sta­ła po­in­for­mo­wa­na.

W no­cy z 12 na 13 lip­ca 2009 „sa­mo­bój­stwo” po­peł­nił Ma­riusz K. - straż­nik, pil­nu­ją­cy w wię­zie­niu Woj­cie­cha Fra­niew­skie­go – mor­der­cę Krzysz­to­fa Olew­ni­ka, któ­ry za­bił się ja­ko pierw­szy. Rzecz­nicz­ka Służ­by Wię­zien­nej Lu­iza Sa­ła­pa po­wie­dzia­ła, że we­dług niej oba zda­rze­nia nie ma­ją nic wspól­ne­go. Bar­dzo szyb­ko „oka­za­ło się”, że straż­nik miał „pro­ble­my fi­nan­so­we” – kla­sycz­ną „przy­pa­dłość” sa­mo­bój­ców, któ­rzy za du­żo wi­dzie­li lub wie­dzie­li.

W sierp­niu te­go sa­me­go ro­ku sa­mo­bój­stwo po­peł­ni­ło dwóch więź­niów osa­dzo­nych we wię­zie­niu w To­ru­niu. Nie­ca­ły mie­siąc póź­niej spa­ce­ru­ją­ca grzy­biar­ka zna­la­zła w sa­mo­cho­dzie za­par­ko­wa­nym na le­śnym par­kin­gu cia­ło 41.​letnie­go męż­czy­zny. Oka­za­ło się, że to zwło­ki rzecz­ni­ka pra­so­we­go to­ruń­skie­go wię­zie­nia. Miał pod­cię­te ży­ły. Pro­ku­ra­tu­ra uzna­ła, że by­ło to sa­mo­bój­stwo.

Do szcze­gól­nie bul­wer­su­ją­ce­go sa­mo­bój­stwa do­szło 23 grud­nia. W swo­im podwar­szaw­skim miesz­ka­niu za­bił się Grze­gorz Mich­nie­wicz – dy­rek­tor Kan­ce­la­rii pre­mie­ra Tu­ska, czło­nek ra­dy nad­zor­czej PKN Or­len. Przez je­go rę­ce prze­cho­dzi­ła ca­ła ko­re­spon­den­cja kie­ro­wa­na do pre­mie­ra, w tym taj­na. We­dług pro­ku­ra­tu­ry Mich­nie­wicz „po­wie­sił się sam” na ka­blu od od­ku­rza­cza – „przez ni­ko­go nie za­stra­szo­ny ani nie na­mó­wio­ny”. Co istot­ne, ża­den śled­czy nie zwró­cił uwa­gi, że Mich­nie­wicz do­słow­nie na kil­ka go­dzin przed śmier­cią pla­no­wał wy­jazd na świę­ta do żo­ny a je­go na­strój zmie­nił się na­gle – ostat­ni roz­mów­ca Mich­nie­wi­cza twier­dził, że był on czymś tak prze­ra­żo­ny, że do­słow­nie szlo­chał. Tej śmier­ci nikt nie po­wią­zał z fak­tem, że do­szło do niej w trak­cie ba­da­nia przez pro­ku­ra­tu­rę ewen­tu­al­ne­go prze­cie­ku z kan­ce­la­rii pre­mie­ra ws. afe­ry ha­zar­do­wej. Nikt też nie zwró­cił uwa­gi na to, że wła­śnie 23 grud­nia z za­kła­dów w Sa­ma­rze wró­cił „wy­re­mon­to­wa­ny” TU 154M, w któ­rym 10 kwiet­nia zgi­nął pre­zy­dent Lech Ka­czyń­ski.

2010 – rok prze­klę­ty

Rok 2010 przy­ćmio­ny zo­stał jed­ną z naj­więk­szych tra­ge­dią w hi­sto­rii Pol­ski od cza­su II woj­ny świa­to­wej - ale rów­nież w nim mia­ły miej­sce licz­ne tzw. sa­mo­bój­stwa.

3 stycz­nia w gdań­skim wię­zie­niu zmarł Ar­tur Zi­ra­jew­ski ps. „Iwan”- płat­ny mor­der­ca, je­den z głów­nych świad­ków w spra­wie mor­der­stwa gen. Mar­ka Pa­pa­ły – we­dług pierw­szych in­for­ma­cji miał się otruć po otrzy­ma­niu ta­jem­ni­cze­go gryp­su. Na ła­mach „Ga­ze­ty Wy­bor­czej” mi­ni­ster Krzysz­tof Kwiat­kow­ski zde­men­to­wał te do­nie­sie­nia i po­wie­dział, że przy­czy­ną śmier­ci prze­stęp­cy był „za­tor płuc­ny”.

7 kwiet­nia sa­mo­bój­stwo po­peł­nił straż­nik z wię­zie­nia w Mal­bor­ku. Przy­czy­ny tej śmier­ci nie zo­sta­ły wy­ja­śnio­ne a dra­mat straż­ni­ka zo­stał za­po­mnia­ny po tra­ge­dii na­ro­do­wej z 10 kwiet­nia.

27 kwiet­nia zna­le­zio­no cia­ło cho­rą­że­go Ste­fa­na Zie­lon­ki – szy­fran­ta pol­skiej ar­mii. Po­cząt­ko­wo spo­łe­czeń­stwu pró­bo­wa­no wmó­wić, że cho­rą­ży Zie­lon­ka po­peł­nił sa­mo­bój­stwo, ale wer­sja ta do te­go stop­nia nie trzy­ma­ła się ku­py, że ry­chło ją za­rzu­co­no. Śmierć pol­skie­go szy­fran­ta osta­tecz­nie po­zo­sta­ła nie­wy­ja­śnio­na. Dziś, po pra­wie dwóch la­tach od zna­le­zie­nia je­go cia­ła nie wia­do­mo czy Zie­lon­ka za­bił się sam, czy ktoś mu „po­mógł”, ani na­wet, kie­dy zgon na­stą­pił.

W pierw­szych dniach czerw­ca przed jed­nym z mar­ke­tów spo­żyw­czych w Opo­lu zna­le­zio­no wci­śnię­te po­mię­dzy przed­nie i tyl­nie sie­dze­nia sa­mo­cho­du zwło­ki dr. Da­riu­sza Ra­taj­cza­ka – hi­sto­ry­ka, za­szczu­te­go za opi­sy­wa­nie po­glą­dów na­ukow­ców kwe­stio­nu­ją­cych ho­lo­kaust. Po­li­cja uzna­ła, że by­ło to sa­mo­bój­stwo, po­mi­mo licz­nych ze­znań świad­ków a tak­że na­grań z mo­ni­to­rin­gu przed skle­pem, wska­zu­ją­cych, że Ra­taj­czak mógł zo­stać za­mor­do­wa­ny.

4 wrze­śnia pod krzy­żem pa­pie­skim sa­mo­spa­le­nia usi­ło­wa­ła do­ko­nać 72-let­nia ko­bie­ta, któ­ra w ten spo­sób chcia­ła za­pro­te­sto­wać prze­ciw­ko złe­mu le­cze­niu swo­jej cór­ki. Tym ra­zem pró­ba sa­mo­bój­cza by­ła nie­uda­na, ale po­pa­rze­niu ule­gło aż 60 proc. jej cia­ła.

2011 – na­zna­czo­ny sa­mo­bój­stwa­mi i ta­jem­ni­czy­mi zgo­na­mi „z przy­czyn na­tu­ral­nych”

26 ma­ja sa­mo­bój­stwo po­peł­nił zna­ny ak­tor Edward Żen­ta­ra. Ofi­cjal­na przy­czy­na? „Roz­ter­ki ser­co­we” i pro­ble­my w te­atrze, w któ­rym pra­co­wał.

W czerw­cu „po­wie­sił się” ofi­cer pol­skie­go Kontr­wy­wia­du Woj­sko­we­go. Spra­wa jest o ty­le nie­ja­sna, że po­sia­dał on wy­so­ką klau­zu­lę do­stę­pu do ma­te­ria­łów nie­jaw­nych. Rów­nież w czerw­cu po­wie­sił się sier­żant żan­dar­me­rii woj­sko­wej z jed­nost­ki w Dę­bli­nie. W tym sa­mym mie­sią­cu sa­mo­bój­czą śmierć wy­brał ofi­cer z ka­to­wic­kie­go od­dzia­łu CBŚ. Ofi­cer miał za so­bą dwu­dzie­sto­let­ni staż pra­cy, zaj­mo­wał się prze­stęp­czo­ścią nar­ko­ty­ko­wą.

W lip­cu sa­mo­bój­stwo po­peł­nił do­rad­ca An­drze­ja Lep­pe­ra Wie­sław Pod­gór­ski. By­ła to już trze­cia śmierć osób zwią­za­nych z Sa­mo­obro­ną w cią­gu za­le­d­wie dwóch mie­się­cy. Jak się oka­za­ło te śmier­ci by­ły tyl­ko pre­lu­dium – 5 sierp­nia "po­wie­sił się" An­drzej Lep­per – pre­zes Sa­mo­obro­ny – po­li­tyk wie­lo­krot­nie wy­szy­dzo­ny przez Sa­lon, któ­ry jak się oka­za­ło miał ogrom­ną wie­dzę, bar­dzo nie­wy­god­ną dla wie­lu pro­mi­nent­nych po­li­ty­ków.

W po­ło­wie sierp­nia po­wie­sił się pięć­dzie­się­ciocz­te­ro­let­ni Ma­rek Ko­za­czek – sta­ro­sta Wscho­wy. Przy­czy­na po­zo­sta­je oczy­wi­ście nie­zna­na.

We wrze­śniu pró­bę sa­mo­bój­czą po­przez sa­mo­spa­le­nie przed kan­ce­la­rią pre­mie­ra pod­jął czter­dzie­sto­dzie­wię­cio­let­ni An­drzej Ż. Od­ra­to­wa­li go bo­row­cy, któ­rzy uga­si­li pło­mie­nie. W po­zo­sta­wio­nym li­ście opi­sał swe pro­ble­my fi­nan­so­we oraz  ko­rup­cję w war­szaw­skiej skar­bów­ce. Rów­nież we wrze­śniu zna­le­zio­no cia­ło 53-let­nie­go męż­czy­zny, uczest­ni­ka straj­ku w PKS Bia­ły­stok. Zwło­ki le­ża­ły w jed­nym z au­to­bu­sów za­par­ko­wa­nych w ba­zie fir­my. Ja­ko przy­czy­nę śmier­ci pro­ku­ra­tu­ra po­da­ła sa­mo­bój­stwo. W tym sa­mym mie­sią­cu z okna na 11 pię­trze jed­ne­go z łódz­kich wie­żow­ców wy­sko­czył dwu­dzie­sto­dzie­wię­cio­let­ni po­li­cjant – Ma­rian L. Nie miał szans. Kil­ka go­dzin wcze­śniej po­li­cjant był prze­słu­chi­wa­ny w cha­rak­te­rze po­dej­rza­ne­go w Pro­ku­ra­tu­rze Okrę­go­wej w Ło­dzi.

W paź­dzier­ni­ku sa­mo­bój­stwo po­peł­nił dwu­dzie­sto­ośmio­let­ni Bar­tosz Zja­win – pro­du­cent płyt mu­zycz­nych, bar­dzo zna­ny i ce­nio­ny wśród pol­skich ra­pe­rów.

W li­sto­pa­dzie 2011 strze­lił do sie­bie Ta­de­usz Fe­der – bur­mistrz Strze­lc Kra­jeń­skich. Cięż­ko ran­ny zo­stał prze­wie­zio­ny do szpi­ta­la. Nie uda­ło się go ura­to­wać. Pro­ku­ra­tu­ra i po­li­cja uzna­ły ten zgon za sa­mo­bój­stwo. Sa­mo­bój­stwo mia­ło być przy­czy­ną śmier­ci tak­że pięt­na­sto­let­nie­go pię­ścia­rza – Paw­ła Pol­skie­go, któ­ry zo­stał zna­le­zio­ny mar­twy 21 li­sto­pa­da 2011 ro­ku.

W po­cząt­kach grud­nia sa­mo­bój­stwo po­peł­nił Da­riusz Szpi­ne­ta – eko­no­mi­sta, ka­pi­tan lot­nic­twa, pre­zes spół­ki Ad Astra Exe­cu­ti­ve Char­ter – cer­ty­fi­ko­wa­ne­go i kon­ce­sjo­no­wa­ne­go ope­ra­to­ra lot­ni­cze­go w ob­sza­rze prze­wo­zów czar­te­ro­wych i szko­leń lot­ni­czych oraz za­rzą­dza­nia i ser­wi­su sa­mo­lo­tów. W 2009 ro­ku Szpi­ne­ta za­wia­do­mił pro­ku­ra­tu­rę o po­dej­rze­niu ko­rup­cji w Urzę­dzie Lot­nic­twa Cy­wil­ne­go. Wkrót­ce sam stał się oskar­żo­nym. W do­dat­ku czę­sto wy­po­wia­dał się w spra­wie Smo­leń­ska po­da­jąc ar­gu­men­ty prze­ma­wia­ją­ce za tym, że tra­gicz­ny lot 10 kwiet­nia 2010 był lo­tem woj­sko­wym a nie cy­wil­nym. Po­mi­mo dzia­łań pro­ku­ra­tu­ry w nie­go wy­mie­rzo­nych, uda­ło mu się wy­pro­wa­dzić swo­ją spół­kę na gieł­dę. Jed­nak bę­dąc na urlo­pie w In­diach… wy­brał sa­mo­bój­czą śmierć. Szpi­ne­ta miał tyl­ko 39 lat. Je­go śmierć zo­sta­ła prze­mil­cza­na w me­diach. Nic nie wia­do­mo, by pro­ku­ra­tu­ra pro­wa­dzi­ła po­stę­po­wa­nie w tej spra­wie.

26 sierpnia 2012

Reminscencje * o POpolszy * o Rassieji

Zazwyczaj nie obchodza mnie plagi, które sobie POlactwo na własne i Nadredaktora z rzędu Naczelnych życzenie sprowadza (zagłosuj przeciw Kaczyńskiemu i wyp***j na londyński zmywak), bo los POrąbańców totalnie mi zwisa. Są tak głupi i ograniczeni umysłowo, że należy im się to jak psu buda. Tym skumulowanym poszukiwaczom ostatniej szarej komórki w rodzinie, nawet benzyna po 7 złociszy nic nie powie. Zero refleksji. Przecież radio zgaga powiedziało że w Polandii jest dobrze, wzrost i takie tam, to o co kaman?
Ano o to, że za radosną twórczość tuskoidalnych będą musieli zapłacić ciężko chorzy ludzie.
Moja Mama nigdy by na takiego bydlaka jak Tusk czy paligłup nie zagłosowała. Nie, nie pytałem, nie rozmawiamy z rodziną o popieprzonej polskiej polityce, bo to raczej zajęcie dla psychiatry niż zwykłego człowieka. Nie wiem nawet czy Mama lub brat byli głosować, ale znam ich na tyle, że bydła do władzy by nie doprowadzili. Ale POlactwo z uśmiechem kopanego w dupę radosnego imbecyla - jak najbardziej...
Link jest z "wybiórczej" więc żaden POżałowania godny komentator mi nie zarzucił, że podsyłam jakieś niewiarygodne źródła: 

http://fakty.interia.pl/prasa/gazeta_wyborcza/news/chorzy-na-cukrzyce-zalamani-zmianami-na-liscie-lekow,1739443

Moja Mama ma cukrzycę. Od wielu lat. Po Tacie ma 1200 złotową emeryturę, wcześniej swojej miała ledwo 1000. Po 25 latach pracy na kopalni, gdy ja musiałem z kluczem na szyi zajmować się młodszym bratem. I Ona teraz za szaleństwa POmyleńców i naprawdę wyjątkowych sukinsynów typu Tusk/Rostowski - będzie musiała płacić około 500 złotych miesięcznie więcej za glukometry, zastrzyki itp. 
Sukinsyństwo tych bydlaków wami rządzących nie ma żadnych już granic przyzwoitości. Za zaciągnięte lekko rączką długi, za zatrudnienie setek tysięcy pociotków w półmilionowej biurokracji , za najdroższe w Europie autostrady widoczne tylko na mapach, za najdróższe na świecie stadiony - będą musieli płacić ciężko chorzy ludzie. BO KTOŚ PRZECIEZ MUSI ZA TE SZALEŃSTWA ZAPŁACIĆ! Na swoje szczęście moja Mama ma mnie i ja jej pomogę. Brat sam ledwo przędzie w tej "Zielonej Wyspie". Mimo, że oboje pracują to na trójkę dzieci ciągle brakuje.
 500 złotych to niecała dniówka mojej pracy w Anglii. Jakoś dam radę mimo, że muszę si ę tu utrzymać, opłacić z podatków sforę niezdolnych do żadnej pracy imigrantów, mimo że utrzymuję dwóch pasożytów w Polsce i spłacam jeszcze kredyt na nieudany biznes w Irlandii. Najwyżej wezmę więcej nadgodzin i nie pojadę wiosną na wakacje. Ale co z innymi??? Co z ciężko chorymi ludźmi o których POlactwo dawno zapomniało i ma ich w dupie? Oni będą musieli po cichutku, w samotności umierać. Tylko to im pozostało . Niestety. Oni nie wzniosą barykad, oni nie zastrajkują. Oni nawet gdyby zorganizowali jakiś protest, to Nadredaktor zorganizowałby szybko z Blumsztajnem kampanię nienawiści, nazwali by ich faszystami i spuścili ze smyczy tarasowców czy też zaprosili niemiecką Antifę...

Tylko niech mi ktoś, do ciężkiej cholery odpowie. Dlaczego pisząc POmylonym z rozumem oszołomom o złodziejskiej POlityce tego (nie)rządu. Dlaczego pisząc od lat do czego ta sprostytuowana POlityka antypolskich, antyludzkich sukinsynów prowadzi -  muszę ponosić jej konsekwencje??? A  nie tylko POrąbane glony o inteligencji gupika z akwarium, głosujące na tych bydlaków? Wiem, to dopiero początek. Rok 2012 będzie rokiem wyjątkowych podwyżek cen i usług. I na szczęście za to zapłacą równięż POpieprzonee lemingi, które tę zarazę na ziemie polskie przyniosły. Żadnej litości dla tych POmyleńców. Macie cośta chcieli ćwoki. Młode, niby wykształcone, ale totalnie niekumate matoły. Cieszta się, bo dawno wam to przepowiadałem...

Dlaczego jednak starzy, chorzy ludzie muszą w tym POgrążonym kraju ponosić konsekwencje wynaturzenia folksdojczy rządzących tą umęczoną krainą???
Czy chodzi temu (nie)rządowi o fizyczną eutanazję milionów pobierających ciężko wypracowaną emeryturę, bo ich nie stać będzie na dodatkowe wydatki? Myślę, że tak. Bowiem nie wszyscy mają synów ciężko zapierdzielających na Zachodzie, którzy te dodatkowe wydatki wezmą na siebie? I jak to zazwyczaj bywa wśród wynaturzonego i POmylonego POlactwa, nie wszyscy pamiętają że mają w ogóle jakichś starych, schorowanych rodziców. Wiem,o czym piszę, bo spotykałem na obczyźnie takie typu, że głowa mała...

Tak, to jest wściekłość. To jest ledwo tłumiona wściekłość Polaka, który z oddali musi na wyjątowe draństwo tych zaprzańców patrzeć . Bezradnie patrzeć, co boli mnie, człowieka czynu, wyjatkowo. Bo POlskie POpłuczyny moralne i etyczne i tak pójdą znowu do pieprzonych wyborów i znowu wybiorą do najwyższych władz bandytów, aferzystów i mafiozów, którzy będą z nich drzeć haracz aż miło. To już nawet nie jest postawa w dupę rżniętego fornala. To już jest postawa więziennego cwela, szczęśliwego, że może swoimi pośladami służyć największemu bydlakowi w stadzie...

Żal tych starych ludzi. Pani Mucha, obecnie w randze ministra czegoś tam, już w ubiegłym roku wyrwała się przed orkiestrę. Tylko mało kto załapał, że ona tak przypadkiemo walnęła o planach pozbycia się problemu starych ludzi, którzy :"z braku lepszych zajęć przesiadują w przychodniach zdrowia". Coś z tymi starymi ludźmi przecież trzeba zrobić. Są dla waaadzy utrapieniem, bo ZUS jest już bankrutem, dofinansowanie do niego i do KRUS-u przekraczają już 75 miliardów złotych rocznie. Jak się waaadza pozbędzie kilku milionów emerytów i rencistów, to tutaj zaoszczędzą miliardy. Uzyskają zresztą sukinkoty jeszcze jeden plus. Miliony emerytów i rencistów raczej wyborcami złodziei, mafiozów, aferałów czy narkotycznych "legalistów" nie są. Nie są więc obecnej waadzy do niczego potrzebni. Miliardy złotych zaoszczędzone na tych niepotrzenych waadzy scorowanych, starych ludziach, szybciutko przeleją na konta bankierów, bo odsetki już stanowią prawie 40 miliardów zł rocznie, a będą przecież tylko się zwiększać. Rostowski potrafi jedynie przelwać z pustego w próżne. A od tego jeszcze nikomu nie przybyło. Teraz przed końcem roku wykupuje jedne obligacje, aby je sprzedać w styczniu. Ciekawe jaki idiota je kupi.
No i ktoś musi przecież sfinansować już nie tylko dwukrotnie bogatszą Grecję, ale i czterokrotnie bogatsze Włochy. A kto to zrobi nie pytany i nie proszony, jak szef prezydĘcji unijnej?
...
Niedzisiejszy (23:10)
35 komentarzy



19 grudnia 2011

Wczorajsza wiadomość dnia, iż jedna z platform wiertniczych na morzu Ochockim, w pobliżu Sakhalina zatonęła i zaginęło kilkudzięciu członków załogi - spowodowała u mnie przypływ wspomnień. Nieodległych wspomnień. Cóż, znowu mi się udało. Mogłem i ja tam być z nimi, gdybym nie zrezygnował w maju ze swego kontraktu...
Jako, że blisko półtora roku pracowałem dla amerykańskiego koncernu naftowego w rejonie północnego Pacyfiku, chciałem trochę wam przybliżyć ten kraniec swiata. Poza krótkimi wizytami w Korei, Malezji i na Alasce, zdecydowaną większość czasu spędzałem w dalekowschodniej Rosji, szczególnie na wyspie Sakhalin i na Syberyjskim wybrzeżu Pacyfiku...

To widok na jedną z platfom, zdaje się, że wydobywczych w pobliżu Sakhalina. Słabo ją widać w oddali, trzeba się naprawdę dobrze przyjrzeć. Jest oddalona około 30 kilometrów od brzegu. Na platformie (i na wszystkich polach naftowych) był całkowity zakaz robienia jakichkolwiek zdjęć. Zresztą nie tylko na platformach czy na polach naftowych...
 
Nieco chaotycznie, ale tak mi się powklejały te zdjęcia. Żeby zmienić ich układ musiałbym wszystko zapisywać od nowa. Niestety Onet nie daje zbyt wiele miejsca, ani komfortu przy układaniu stron bloga...
Zacznijmy od tego, że mimo 70 lat bolszewickiego komunizmu, bardzo wielu Rosjan deklaruje się jako ludzie wierzący, co niedzielę chodzący do cerkwi. Jest to o tyle ciekawe, że również bardzo wielu z nich deklaruje sympatię do komunizmu, Lenina czy nawet Stalina niekoniecznie w tej kolejności....
To, co wyróżnia się w krajobrazie szarych, paskudnych blokowisk rosyjskiego Dalekiego Wschodu to właśnie pstrokatej urody, monumentalne cerkwie. Widać, że bardzo zadbane i odnowione....
 

Powyżej w Chabarowsku, ta poniżej na Sachalinie, w Juzno-Sachalinsku...
Najbardziej zaskoczyła mnie przed jedną z cerkwi - ławeczka. Dla żebraków. Widziałem jak żebracy siedzieli sobie na niej, a pop przynosił im wodę do picia...


 Tu jeszcze jedna w zimowej scenerii Chabarowska. W połowie kwietnia...
A obok tej cerkwi był jakiś pomnik i nazwiska budowniczych komunistycznej Rossiji z czerwoną gwiazdą...
  
W dzisiejszej dalekowschodniej Rosji powstało wiele butików i perfumerii z markowymi ciuchami i kosmetykami. Śmiesznie wyglądają światowe firmy w budynkach podobnych raczej do osiedlowego warzywniaka, niż ekskluzywnych magazynów....
Pamiętające lata komuny uniwermagi , gdzie lud roboczy dzięki wspaniałomyslności Komitetu Centralnego KPZR, zaopatrywał się w niezbędne do przeżycia artykuły, pozamieniały się w sieć wysokiej klasy butików z markową odzieżą, obuwiem, elektroniką, niesamowitym bogactwem złotej biżuterii i ogromnym wyborem markowych kosmetyków.

  
 To hotel Sapporo w Juzno-Sachalinsku. Stąd do Sapporo niespełna 100 kilometrów. 
Branża hotelowa jest jedną z niewielu dziedzin na Dalekim Wschodzie Rosji, która świetnie się rozwija. Przybywa tu wielu biznesmenów i naftowców z całego świata. Hotele z zewnątrz nie wyglądają jakoś szczególnie zjawiskowo, ale w środku pełen najwyższych standardów luksus. Zapewniam, bom w niejednym hotelu mieszkał, w niejednym kraju na świecie. W hotelu Gagarin w Juzno jest na 4 piętrze coś w rodzaju dżungli, gdzie można podziwiać tysiące papug i innych egzotycznych ptaków, motyli i różnych płazów. O standardach typu pełnowymiarowy basen, kryte korty tenisowe, sauny, jaccuzi, restauracje z kuchnią z całego świata itp typowe standardy nie będę nawet wspominał. Ceny w tych hotelach są horrendalne. Nam, zwykłym pracownikom wynajmowano najtańsze pokoje, w których standard nie odbiegał od europejskiej 5-cio gwazdkowego, kosztował około 200 euro za noc. Ile kosztowały i co było w pokojach dla biznesmenów i kadry zarządzającej - nie potrafię sobie nawet wyobrazić...
Hotele to gigantyczna pralnia pieniędzy miejscowych grup przestępczych. W hotelu , w którym zazwyczaj zatrzymywaliśmy się w drodze na pola naftowe lub z powrotem, kolega Irlandczyk był świadkiem strzelaniny. Już wracał po kolacji, gdy kilku facetów kaukaskiej urody wyciągnęło pistolety i zaczęło ostrzeliwać recepcję, za którą ukryli się koreańscy ochroniarze tegoż hotelu. Po tygodniu hotel poszedł do remontu, a otwarł się już pod nowym szyldem i nowym właścicielem. Tak się w dzisiejszej Rosji robi "przetarg" ograniczony...
  
A to centrum Chabarowska jeszcze zimową połową kwietnia, ale już reklama majowego "Dnia Zwycięstwa". Dzień 9 maja jest tu bowiem hucznie obchodzony jako :" zwycięstwo nad faszyzmem". Czemu akurat nad faszyzmem, a nie niemieckim Narodowym Socjalizmem? Zgodnie z instrukcjami wielkiego sowieckiego patrioty Józefa Stalina, tak poszło w świat i tak jest nadal w malutkich główkach, nie tylko przecież rosyjskich, kultywowane. Idee Stalina i jego gebelsowska propaganda - wiecznie żywe...
  
Jednak tęsknotę za czasami komunizmu najlepiej widać na ulicach Juzno-Sachalinska na wyspie Sachalin. Tu wciąż wiele ulic nosi nazwy związane z komunizmem. Poniżej tabliczka z nazwą : Kummunisticzeskij Prospiekt. Chyba nie trzeba tłumaczyć z rosyjskiego...
A przy okazji mozna sobie zobaczyć fragment rosyjskiej ulicy i szare, brudne automobile...
A w nich szarzy, przygnębiający ludzie. Wkurzające było, gdy trzeba było czekać na przejściu na zielone światło. W przejeżdżających samochodach czy autobusach WSZYSCY patrzyli się na ciebie badawczym , ponurym wzrokiem bez wyrazu. Było to nieprzyjemne...
Większość z tych nieco nowszych, czyli kilku, kilkunastoletnich samochodów ma kierownice z prawej strony. Zauważyłem wśród stojących na światłach samochodów, że średnio około 8 na 10 samochodów jest sprowadzonych z pobliskiej Japonii. Nie ma tu jednak importu prywatnego. Pytałem czasem rosyjskich kolegów pracujących na polach naftowych, posiadających japońskie bryki, jak je kupili. No kupili je od dilera. Pytałem czy sami mogliby pojechać i kupic sobie, że przecież byłoby dużo taniej. Śmiali się ze mnie. Pojechać tak, mogliby to żaden problem, ani jakoś zbyt drogie. Ale obrót samochodami jest zarezerwowany dla mafii samochodowej i nikt by nawet nie próbował pomysleć, żeby samemu sobie auto sprowadzić. Bowiem czysto teoretycznie każdy by mógł...
Nie przeszkadza to im absolutnie. Jednak natychmiast po zakupie auta przerabiają je na swój rosyjski sposób. Auto po pierwsze może być bez silnika, bez kół, bez kierownicy, bez dachu, ale musi mieć wszystkie przyciemniane szyby. To pierwsza rzecz jaką Rosjanie robią po zakupie samochodu. Zaciemniają szyby. Tego typu warsztatów jest tu multum i mają pełne ręce roboty. Drugą koniecznością jest tuning silnika polegajacy najczęściej na przedziurawieniu tłumika i auto już wydaje z siebie ulubiony dla rosyjskiego ucha głośny, warczący dźwięk. Bo te durne japońce to po cichutku jeżdżą....
  
W samym sercu tego wielkiego miasta "stait statuja".  Myślę, że oczytanym czytelnikom którzy zaszczycają swoją obecnością mojego bloga nie muszę wyjaśniać kto zacz. Młodym z dużych miast, nazwisko tego kryminalisty i tak nic nie powie, więc wyjaśniał nie będę...  Teraz o klimacie. Klimat jest tu dziwny. Są jakby dwie pory roku. Lato i zima. Wiosny i jesieni jest około 2-3 tygodni. I wbrew pozorom, lato jest tu całkiem gorące. Zima kończy się tytaj w połowie kwietnia i zaczyna wiosna. Wiosna trwa około 2 tygodni i przechodzi w lato. Zatem lata jest tu więcej niż w Europie srodkowej. Około 5 miesięcy. Zapewniam, że może nie tam na dalekiej Syberii, ale tereny na wysokości geograficznej podobnej do Polski są całkiem upalne. I to niemal całe 5 miesięcy! Sam nie mogłem uwierzyć, gdy wracając z po miesiącu z breaku (z miesięcznych wakacji)wylatując z zimowego ,wracałem do Chabarowska czy Juzno na Sachalinie w sam środek lata. temperatury już w połowie maja były rzędy 24-28 stopni. Od czerwca rzadkością były dni z temperaturą poniżej 26 stopni. Sam widziałem w okolicach Chabarowska ogromną (jak to w Rosji) plantację ... arbuzów. Oczywiście olbrzymich, rosyjskich arbuzów. W połowie września były żniwa tych owoców i przydrogowe plantacje były okupowane przez chętnych nabywców...
Za to zima również nadchodzi bardzo szybko. Jeszcze w połowie października, spotkaliśmy się wtedy całą grupą w Chabarowsku wracających na pola . Porozrzucani po różnych hotelach , nasz szef Amerykanin umówił nas wszystkich w jednej knajpce na kolację. Proszę sobie wyobrazić, że wracaliśmy z kolacji spokojnym spacerkiem zwiedzając miasto nocą. Była 22.00 i na termometrze widniało 22 stopnie! I naprawdę było cieplutko i przyjemnie sobie spacerować w koszulce z krótkimi rękawami. Pytałem Rosjan czy to jakaś anomalia? Twierdzili, że to normalna temperatura o tej porze roku. Ale że za 2 tygodnie będzie już padał śnieg!
I to jest w tym rejonie świata niesamowite. Tu nie ma jak u nas pytania jaka bedzie zima, jakie będzie lato. Tu nadchodzi po prostu nieuniknione i pewne jak smierć i podatki. Początek listopada zaczyna sypać śniegiem. Po kilku dniach przestaje topnieć, bo temperatury z małymi wahaniami coraz to nizsze, aż gdzieś od połowy listopada już jest ten snieg zimowy, który zostaje stopniowo zasypywany coraz świeższym. Od grudnia raczej trudno liczyć , że temperatura wzniesie się powyżej -10 w dzień, a nocą bywa różnie. Nawet blisko - 50.
Choć pamietam Jednego z mechaników na polu. Początek stycznia, piekne słoneczko i mróz jakby zalżał nieco. W słońcu było może z -8 stopni. A ten w rozpietej koszuli idzie jakby srodek lata. Tylko sapnął: "Żarko!". (gorąco)...
Pamiętam zeszłoroczny koniec grudnia w Chabarowsku. W dzień -38. Na szczęście nie wiało i szczękając zębami pod szalikiem dało się przejść od taksówki do hotelu. Gdy po 2ch godzinach chciałem dojść do sklepu po piwo na drogę, całe 100 metrów, myślałem , że nie dojdę. Chciałem zadzwonić po taksówkę, ale wizja wyciągania z kieszeni rąk na ten 40 stopniowy mróz i wybierania numeru spowodowała że zawziąłem się w sobie i doszedłem do sklepu. Nie kupiłem piwa, tylko mocny koniak. I jakoś dotarłem z powrotem do hotelu. Piwo zamarzłoby po drodze...
Za to wczesna wiosna jest okropna. Nad samym Amurem nie da się wysiąść z samochodu, bo w powietrzu krążą miliardy jakichś muszek, wpychających się wszędzie. Stare baby na wsiach chodzą z wiąchą jakiejś zieleniny i tym się bez przerwy wachlują. Inaczej się nie da...

A to widok parku latem w tymże Chabarowsku. Upał 30 stopniowy, a to połowa września...

  

Chabarowsk to do początku lat 90-tych miasto zamkniete, strefa wojskowa. Większość budynków wygląda w tym mieście jak zwykłe wojskowe koszary. Albo duże bunkry. Jednak i tu coś się zmienia, powstają nowocześniejsze budynki...
Chabarowsk leży zaledwie kilkanaście kilometrów od chińskiej granicy. Przy wyjeździe z miasta jedyną drogą federalną w stronę pobliskiego Komsomolska (bliziutko, jakieś 500 kilometrów) można zobaczyć przeogromny radar. Moznaby powiedzieć radarzysko. Jego wielkość widać dopiero wtedy, gdy ujrzymy go w asyście pobliskich bloków mieszkalnych ( a może koszar, trudno to tutaj odróznić) Wygląda to tak, jakby stały 3 pudełka zapałek obok wielkiego budzika. takie skojarzenia mi się nasunęło gdy widziałem ogrom czaszy tego radaru w porownaniu do 10 piętrowych wieżowców. A widziałem już przecież przeogromne czasze anten satelitarnych w Psarach koło Kielc. Czasze wielkości boiska piłkarskiego. Czasza tego rosyjskiego radaru była jeszcze większa. Wszystko po to, aby śledzić przyjaciół Chińczyków. Nie robiłem zdjęć , bo nie wolno. W Rosji wciąż wielu rzeczy nie wolno, nawet internet jest cenzurowany...
  
A to koszmarek architektury. Niby dla dzieci, ale architektonicznie szczyt kiczu...
Tego typu potworków jest w tym nowobogackim mieście znacznie więcej. 
W pobliżu tego sklepu z zabawkami jest poczta. Wchodzi się tam po 4 czy 5ciu schodkach. Wracając ze spaceru po mieście do hotelu, widzałem zabawną scenkę rodzajową. Trzech miejscowych meneli siedziało sobie przed budynkiem poczty i piło jakieś wynalazki z butelki. Spokojnie sobie wrzeszczeli do siebie, bo widocznie wynalazki rzucają się nie tylko na wzrok, ale i na słuch, gdy imprezę na schodach przerwało im przybycie radiowozu. Ruskie radiowozy to śmiech na sali. Jeszcze chyba z czasów Breżniewa. Mniejsza o to. Dwóch milicjantów wyszło z pojazdu i podeszło do degustatorów. Jeden z nich chyba nieco trzeźwiejszy, a może o zdrowszych nogach, próbował dać dyla. Niestety, nogi mu się na schodach poplątały i gdzieś od trzeciego schodka zaczął lecieć lotem koszącym. Koszącym wszystko na swej drodze. Podejście do niezwykle twardego lądowania wypadło mu na wysokości takiego postumentu pod kioskiem z gazetami. Robią takie postumenty, gdyż szybko topniejacy śnieg krótką wiosną, zalewa tu wszystko, a studzienki kanalizacyjne nie nadążają z odbieraniem wody. Gościu, jak to zwykle pijany, miał niezwykłe szczęście. Twardo lądując łbem jakoś tak wdzięcznie wszedł między pręty tego postumentu. Parę centymetrów wyżej lub nizej, a łeb by sobie powaznie rozwalił. Ciekaw byłem dalszego ciągu wydarzeń. Milicjanci odstąpili dwóch pozostałych niekontaktujących, a zajęli się uciekinierem. Niestety, nie było to proste. Facet zaklinował się na amen. Sprawdzili czy żyje, obracając go przy pomocy butów. Udało im sie go obrócić całego, z wyjątkiem zaklinowanej głowy. Facet nie reagował ani na prośby, ani na groźby, ani na uderzenia pałą. Zaklinował się i już. Dopiero wtedy milicjanci poszli do radiowozu i załozyli gumowe rękawice i zdecydowali się dotknąć łba delikwenta stopniowo go uwalniając z prętów. W tym czasie dwóch pozostałych delikwentów zaczęło jarzyć co się dzieje. Coś poszeptali do siebie i zaczęli schodzić powolutku ze schodów. Nie bardzo wypadało się przy Panach Władzy śmiać, ale myślałem, że pęknę, gdy widziałem tych dwóch cudaków. Spletli sobie wzajemnie rączki na przemian i zaczęli schodzić z ogromnych dla ich stanu schodów. Jeden schodek w dół, jeden schodek w górę. Z taką dozą nieśmiałości...
Wyglądali jak niezdarnie tańczący " Jezioro Łabędzie". 2 schodki w dół, balans ciała w tył , więc dwa schodki w górę. Tak próbowali zejść z tych kilku schodków chyba z 5 minut! W końcu im się udało zejść z tych schodków, poczuli pewny płaski grunt pod nogami, więc złapali się pod pachy i dreptali już pewniej, tylko chwiejąc się na boki i zataczając spore koła. Milicjantom w końcu udało się odklinować łeb delikwenta spod kiosku, złapali go za ręce i nogi , następnie rozbujali i wrzucili do śmiesznego radiowozu jak przycięzki dywan.

Dużo o mieszkańcach tego kraju powiedziało mi zachowanie ludzi widzących ten incydent. Ludzie obserwujący ukradkiem tę scenę, coś tam pomamrotali do siebie i czujnie się rozglądając rozeszli się. Nie było typowego w innych częściach świata zbiegowiska i żywego dyskutowania na ulicy w takich sytuacjach. Ludzie w tym kraju bardziej boją się milicji niż różnych grup mafijnych. Twierdzą zresztą, że milicja to najgorsza mafia w ich kraju...

 
Przybywając na pole naftowe na początku marca zastałem taki przygnębiający widok. Snieg, snieg, śnieg wszędzie. Biało i zimno. Zamknięty obszar, absolutny zakaz opuszczania obozowiska. Standard accommodation dobry, ale nie jakiś rewelacyjny, szczególnie pamiętając standard hoteli w dużych miastach. Niemniej Rosjanie byli zachwyceni. Żarcie różne, w różnych miejscach. najlepsze na platformach i w terminalu naftowym. Kiedyś cały miesiąc spędziłem na terminalu i takiej  wyżerki nie miałem nigdy i niegdzie w życiu! Nawet ciastka cały dzień do wyboru do koloru. Z tego dobrobytu przytyłem w miesiąc 8 kilogramów, a kawiorem, krewetkami i krabami rzucaliśmy się dla żartów...

Dziwaczne podejście do zycia Rosjan. Zupełnie nietypowe. Pewnego poranka wyczytałem w internecie, że na pobliskim lotnisku rozbił mały samolot , a chyba osiem osób zginęło, w małe dziecko. Pobliskim , bo to jakieś 700 kilometrów od nas. Mówię o tym w sekretariacie, gdzie byłem z jakimś papierem do podpisu. O! Tak? I tyle było dyskusji na ten temat. Mimo, że i nasi ludzie tam czasemprzez to lotnisko latali. Zero zainteresowania  , zero empatii czy współczucia. No cóż, mieli pecha. Bywa...
Któregoś ranka kierowca przywiózł Norwega pracującego u naxs w biurze. Opowiiada, że przejeżdżał obok przewróconego autobusu, który miał wystrzał opony w nocy. Wiózł ludzi do pracy w kopalni złota. 36 osób. Wszyscy zmarli z wyziębienia w 45 stopniowym mrozie. Na nikim w biurze poza mną , nie zrobiła wrażenia ta in formacja. W tak wielkim kraju katastrofy są nieodłączną częścią ich życia. Tu nikt zbyt długo nie rozpacza nad rozlanym mlekiem. Tak ja rozumiałem ich obojętne reakcje wobec różnych tragedii. To ja byłem dla nich dziwolągiem, przejmującym się cudzym nieszczęściem...
  
Z olbrzymich bezkresnych przestrzeni Syberii mozna zdać sobie sprawę dopierow czasie lotu samolotem. Latając często z Irlandii na Sachalin, leci się nad całą Europą. Widać z góry miasta, pola, lasy, większe wioski, drogi itp. infrastrukturę . Od Moskwy lecąc na wschód widać tylko gołą, nieskażoną, surową przyrodę, z rzadka jakieś ślady ludzkiej działalności. Za Uralem widać już tylko śnieg i lód. Latem jakieś rzeki, rachityczne lasy. ŻADNEJ cywilizacji. Żadnych miast, dróg. Niczego. I tak przez całe 9 godzin lotu wielkim Boeningiem. Dopiero ten obraz daje wyobrażenie o potędze ogromu syberyjskiej pustki. Sama Syberia to wielkość dwóch Europ. A ludzi tu mniej żyje niż w Warszawie. Ktoś, kto się boi w perspektywie dziesięcioleci globalnego ocieplenia i związanych z tym implikacji - powinien zobaczyć tę olbrzymią przestrzeń do zagospodarowania przez człowieka... 

Jadąc przez Syberię samochodem mija się bardzo rzadko jakiąś osadę czy wioskę. Tam chyba nic się nie zmieniło od czasów cara Mikołaja. Czarne, drewniane domy zrobione byle jak, z desek. Pokryte jakąś smołą czy cymś w ten deseń. Domki te zostają zasypane śniegiem zimą aż po sam dach i ten snieg je uszczelnia od zimna na zewnątrz. Jeśli ktoś jeszcze mieszka w tych chałupach, to wykopuje sobie ścieżkę do drogi tylkoi takie dziwne wnęki, które początkowo nie wiedziałem do czego służą. Dopiero, gdy przejeżdżając przez jedną z tych wiosek, powolutku, bo łatwo tam wpaść na wytaczającego się "farmera" nagrzanego od środka, zobaczyłem jak z jednej z chałup wyleciał gostek, zdjął spodnie i nawalił do jednej z tych wnęk. Przy 30 stopniowym mrozie! Może to niezbyt wygodna toaleta, ale na pewno tania i bez zadnych chemikalii czy nowoczesnego systemu odprowadzamnia scieków. I bez papieru toaletowego...

 
I znów wracamy do Sachalińska i uwielbienia tutejszych mieszkańców dla wszystkiego związaniego z komunizmem. Z niezwykłym pietyzmem ci ludzie kultywują tu pamięć o tej zbrodniczej ideologii. Próbowałem zrozumieć ten masochistyczny pęd do gloryfikowania zbrodniczej przeszłości. Pamiętam jeden z meetingów na polu, gdy szef, Amerykanin, oznajmił, że w dniu jutrzejszym jest święto rosyjskiej niezawistimosti (chyba w połowie listopada) i w związku z tym będzie krótszy dzień roboczy i kolacja połączona z występami jakiejś zaproszonej grupy tanecznej. Okazało się, że ta informacja nie wywołała spodziewanego entuzjazmu wśród Rosjan lubiących przecież nieróbstwo, dobre żarło i zabawę. Nieco skonfudowany szef pyta więc Rosjan o co chodzi? Pomylił daty, czy co? Jeden z Rosjan odpowiedział, że to dla nich żadne święto, bo wtedy Rosja została okrojona z innych części swego imperium, więc żaden powód do świętowania. Wielu wymruczało swą aprobatę dla tego poglądu. Tak, oni wciąż wspominają czasy świetności sowieckiego imperium. Wspominają czasy, gdy benzyna na stacji kosztował 6 kopiejek. teraz i tak o połowę tańsza niż w Polsce -  kosztuje 25 rubli! Któryś opowiadał jak raz w miesiącu latali na zakupy do Moskwy. Powrotny bilet kosztował 160 rubli, a tu, na Wostokie zarabiali prawie 900 rubli na miesiąc. 3 razy więcej niż w europejskiej części Rosji. Teraz powrotny bilet do Moskwy kosztuje 55 000 rubli i rzadko ktoś prywatnie leci. Zresztą służbowo też rzadko, bowiem większość rosyjskich pracowników mieszka w okolicznych miastach, w pobliżu. Najwyżej 1000 kilometrow od pola, więc niemal po sąsiedzku.... 
Kiedyś po porannym meetingu Ivan, jeden z tych twardogłowych Rosjan wzburzony relacjonował swym kumplom w biurze gdy wyczytał w internecie, że Afganistan domaga się odszkodowań za sowiecką inwazję i okupację. Z tego co zrozumiałem, to Afgańczycy powinni im być wdzięczni, że ich oswobodzili od kogoś tam. Ivan służył w Afganistanie...

  
Syberia bywa śliczna, szczególnie latem. Przepiekne zatoczki, góry, wąwozy, zakola rzek, jeziora. Niestety, są to tereny całkowicie poza jakąkolwiek strukturą. Skoro nawet drogi"naftowa" i trasa wzdłuż Amuru, ogromnej rzeki, są tylko wysypane jakimś żwirkiem. Nie ma mowy o asfalcie czy choćby utwardzeniu drogi, to o czym tu rozmawiać? Mafia rządząca tym krajem chce tylko zysków z ropy, a infrastruktura się przecież nie zwróci. Szefostwu w Moskwie, to do niczego niepotrzebne, a wydatki byłby wielkie....
To niedaleko tego miejsca, w małym paskudnym hoteliku przeżyłem swoje pierwsze trzęsienie ziemi. To znaczy solidne trzęsienie. Bo Sachalin należy do aktywnych sejsmicznie rejonów Ziemi. Słabsze wstrząsy i drgania są niemal bezustanne. Ale są to przeważnie drgania typu przejeżdżająca ciężarówka pod domem. Czasem nieco mocniejsze. Tamtego wieczoru siedziałem sobie spokojnie na krześle i coś tam robiłem na laptopie. I wtedy w ciszy najpierw dał się slyszeć jakby bardzo głośny szum wiatru. Nagle poczułem, że przechylam się w stronę okna. Musiałem się złapać stolika, bo bym upadł. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, to że miałem jakiś bardzo silny zawrót głowy. Ale po chwili poczułem wychylenie w drugą stronę, "szum wiatru" jeszcze głośniejszy i tym razem wyraźnie wzlot do góry i dołu. Bardzo szybki. I wtem wszystko momentalnie ucichło i się uspokoiło. W hoteliku żadnej paniki, zresztą  większość podróżnych pewnie pijana w sztok, więc nawet nie poczuli. Rano dowiedziałem się był to wstrząs o sile 5,9 w skali Richtera. Dość silny, ale nie jakiś zabójczy. Ten "wiatr" który słyszałem, to był chrzęst pracującego budynku i ruchy ścian....

  
Właśnie z alkoholem to dość dziwne historie. O ile na terenach naftowych alkohol czy narkotyki były absolutnie zabronione, to wystarczyło, że wyjechaliśmy na urlop , w drodze do Chabarowska czy Sachalinska pierwsza napotkana po drodze szopa zwana sklepem, to od razu każdy z tych Rosjan zakupywał przynajmniej litra i popijał nim obiad! Coś niesamowitego. Ale gdy po miesiącu postu, bo na polu codziennie badali alkomatem, a po campie wieczorem chodzili z psem węszacym narkotyki - nic w sumie dziwnego. Niemniej alkohol jest tu jak u południowców wino. Na wyspie Sachalin na tereny naftowe jeździ się pociągiem. Całą noc. Do stacji Nogliki jest ponad 700 kilometrów i po torach pamietających Lenina jedzie się 14 godzin. ALe wagony kuszetkowe są bardzo wygodne i bezpieczne. Tylko 2 miejsca leżące, dość szerokie, można spać jak misio. Czasem nie było nas zagraniczniaków do pary, toteż jechałem z Rosjaninem i ZAWSZE Rosjanin do podawanej w pociągu kolacji, wypijał darowanego nam przez kolej, butelkę gruzińskiego koniaku. Ot tak, jak wodę mineralną. Kiedyś jechałem sam z naszej firmy tym pociągiem i jako współpasażer trafiła mi się piękna , młoda dziewczyna. Cholera, dziwne uczucie... Czułem się trochę jak bohater " Seksmisji" grany przez Stuhra. Pamietacie? "JA w windzie. Sam z gołą babą. I nic ... !"....

Kiedyś nocując w jednym z hoteli, który obsługiwał głównie, choć nie wyłącznie naftowców, na polecenie koncernu zabroniono podawania i spożywania alkoholu. Kiedyś na kolacji wpada 3 facetów, widać że w trasie, może na delegacji. No to goście zamawiają kolację, kelnerka odeszła, a pan wyciąga pół litra, banc w denko , prk zakrętkę i już polewa do metalowego kubka. Kelnerka się wróciła żeby mu zwrócić uwagę, że w tym hotelu się nie pije alkoholu. TRZEBA BYŁO WAM WIDZIEĆ WYRAZ TWARZY TEGO GOŚCIA. Założę się, że gdyby zamiast kelnerki obsługiwał go marsjanin z wielkimi czułkami, to nie zdziwiłby się bardziej. Co więcej, myślę, że żaden aktor na swiecie nie potrafiłby odegrać aż tak bezdennego zdumienia i zaszokowania na twarzy tego Rosjanina. Brak normalnego napoju podczas posiłku był dla niego tak całkowicie absurdalny, że wyraził to tylko taką mimiką, iż myślałem, że ze śmiechu spadnę z krzesła....

Co 3 miesiące musieliśmy jechać do Youzno na badania stanu zdrowia. Do tego dochodziła kontrola alkoholowa i narkotykowa. Myślałem, że już mnie w zyciu niewiele zaskoczy, ale życie wymyśla takie scenariusze, że głowa mała. Pierwsze badania na zawartość narkotyków w organizmie. Kierowca zawiózł mnie do kliniki i kazał czekać na panią doktor. Zebrało się nas 3 delikwentów i wychodzi pani doktor. Jedna z bardzo nieiwelu Rosjanek, która była pozbawiona jakiejkolwiek urody, no może krzyżówki urody ropuchy za starą krową. Duża, barczysta, z wyraźnym wąsikiem i ogromnymi łapami. Głosem nie znoszącym sprzeciwu każe nam iść do toalety, daje słoiczki. Ale nie ma, że nasikasz do słoiczka i przyniesiesz! Pani(?) idzie z tobą pod pisuar i patrzy czy to aby na pewno z twojego penisa szczyny lecą!
Nie wiem jakie sztuczki Rosjanie musieli wyczyniać, że aż taka kontrola była konieczna. Niemniej z jakichś powodów, pewnie psychicznych, jakoś nie chciało lecieć. Mimo, zem natężął się jak mogłem, żeby już tenupokażający akt mieć za sobą, a tu ledwo parę kropelek kapnęło. Wtedy, z tą panią(?) doktor przy pisuarze, patrzącej pilnie czy to aby ja szczam do tego słoika zrozumiałem opiero, dlaczego praktycznie nie ma męskich prostytutek. Tak mnie olśniło w tej publicznej toalecie. Pani(?) doktor w końcu zniechęcona czekaniem na Godota, czy raczej na normalny odlew wzięła tych parę kropel w słoiczku i wrzuciła tam jakieś patyczki. Z pogardą spojrzała na mnie i rzekła : 'mało..". I kazała dolać jeszcze. Jeszcze się nigdy tak nie sprężałem. Bałem się, że jak nie będzie na tyle, żeby patyczkom było dość, to pani(?) doktor, własnymi łapami niczym bochny chleba - wyciśnie ze mnie ile jej trzeba. Organizm sprężył się maksymalnie i parę kropel poleciało. Wtedy pani(?) doktor westchnęła z ulgą " Nu...". Chyba też nie lubiła wyciskania...

A tak przygnębiająco wyglądają z okien samochodu syberyjskie lasy zimą. Karłowate drzewka wyglądają jakby były zmarznięte. I tak przez ponad tysiąc kilometrów drogi. 
Na północy Sachalina, jadąc codziennie z campu na pole, mijaliśmy niesamowite drzewa. Wielkie, ale rosły nie w górę, tylko w .... bok.! Wyglądały jak wielkie czarne pająki. Urosły gdzieś do pół metra, a później konary "kładły się" i rosły w poprzek! Miało to swój sens, bo przyroda inaczxej niż ludzie robi wszystko z sensem. Te dziwaczne drzewa w zimie przysypywał śnieg i drzewo miało w zimie jak w igloo, całkowicie pod śniegiem...
 Co ciekawe, mimo pewnych niewygód lepiej po drogach Syberii jeździło się zimą. Na odcinku 1500 km jest tylko kilka miejsc, gdzie jest jakaś ( z naciskiem na słowo "jakaś) cywilizacja, więc za potrzebą trzeba niestety iść obok drogi. Faceci jednak mają się dużo lepiej. Paniom można tylko współczuć...
Co ciekawe, przy mrozie typu 35-45 stopni wiatr nawiewa co prawda kryształki śniegu z okolicznych wzgórz i lasów na drogę. Bo śnieg z chmur przy takich temperaturach nie pada. Przechodząc przez drogę chciałem się na butach "ślizgnąć" jak w czasach dziecięcych  każdy uwielbiał to robić. Na Syberii zapomnij. Ten śnieg jest jak papier ścierny. Nic go nie rozpuści. Dopiero wiosna. Nawet wielkie ciężarówki po naciśnięciu hamulców nie wpadają w poślizg, tylko niemal stają w miejscu. Nie ma obaw o poślizg. Ten ubity śnieg przykryty cieniutką warstwą kryształków śniegu ma większe opory tarcia niż najlepszy asfalt...
  
Rosyjski kierowca powiedział jedyną frazę angielską jaką znał. "Russian extreme". Lepiej bym tego nie okreslił. Długa droga przez mękę. Dobrze, że nasze samochody prawie nowe ( co roku koncern wymieniał na nowe) z napędem na 4 koła i 3,5 litrowe potężne silniki, a i tak była to droga przez mękę. Ja mogłem tylko współczuć kierowcom tych ciężarówek. Gdy ciężarówka zsunęła się z niewidocznej przecież drogi, bo zawiewający śnieg szybko zacierał ślady - to wydostać ją było fizyczną niemożliwością. Na tych przeogromnych terenach nie było oczywiście zasięgu jakiejkolwiek sieci komórkowej, a tylko nasi kierowcy mieli telefony satelitarne, które i tak nie chciały działać. Gdy taki nieszczęśnik zsunął się z drogi nie pozostawało mu nic innego jak tylko prosić przejeżdżających kierowców o poinformowanie spedytora czy firmy o jego sytuacji. Nie mógł opuścić pojazdu i jechać z nami np bo nie miałby po co wracać. Ponoć całe brygady złodziei jeździły i polowały na takie okazje. A nawet największa ciężarówka mogła na ogromnej Syberii po prostu wyparować....

  
Tu można sobie obejrzeć jak wczesną wiosną wyglądają te drogi. Jechałem wtedy z wyjątkowo fajnym kierowcą, który zamiast jakichś smętów rosyjskich, słuchał starego dobrego rocka. Było to rzeczywiście jak stukanie, ale na pewno nie do nieba...


Amerykanie próbowali zmienić coś z tą trasą. Wymyślili, że będziemy latać przez Nogliki, a później pociągiem do Youzno i do swoich krajów. Rzecz w tym, że pogoda w tym zakątku świata jest wyjątkowo zmienna. Rano piękne słoneczko, a za godzinę śnieżyca. Lub odwrotnie. Kiedyś załapałem się na taki lot. Pilot marudził, nie chciał lecieć, mimo, ze pogoda niemal idealna. Słoneczko, kilka małych obłoczków na niebie. Twierdził, że czuje śnieżycę. Śmiali się z niego. Niestety, nie oni z nim lecieli tylko m.in. ja. Jak przewidział, 15 minut przed lotniskiem (małym niczym aeroklub) rozpętało się śnieżne piekło. Jakby ktoś zanurzył ten helikopetr w mleku. Nie wiem jakie tam były przyrządy w tym wiertaliocie, czy na lotnisku - dość, że w końcu wylądował. Na szczęście był to helikopter na kołach, bo okazało się że wylądowaliśmy na drodze. Około 300 metrów od pasa lotniska. Nie pozostało pilotowi nic innego jak .... dojechać do lotniska na tych kołach. Trzeba wam było widzieć miny kierowców mijanych samochodów... Widok wart sfotografowania. Acz jeden kierowca jakiejś przedpotopowej łady nie był absolutnie zdziwiony, ani zaskoczony. Chyba już nie takie numery tu widział, albo sam był rosyjskim pilotem....

Widziałem wiosną, gdy już spora część śniegów stopniała, jak wielkie dziurska się odsłaniały w tej, na mapie trasie federalnej, a de facto zapyziałej, wiejskiej drodze. Kiedyś w jednej dziurze w ostatniej chwili nasz kierowca zauważył całego Volkswagena transita! Oczom nie wierzyłem, ale takie to było dziursko przeogromne...
Jeden z rosyjskich elektryków opowiadał mi niesamowitą przygodę jaką miał jego szwagier - kierowca ciężarówki. Jechał tą "autostradą" i nagle wpadł całym potężnym Kamazem do przeogromnej dziury w drodze. Cały wielki Kamaz! I co teraz? Wyjechać bez szans. Stwierdził, że nikt nie ukradnie, bo musiałby miec dźwiga portowego co najmniej. To pójdzie do wsi, zna teren przecież. Jak pomyslał, tak zrobił. Do wsi bliziutko jakieś 20 kilometrów. Po kilku godzinach dotarł, zawiadomił firmę i milicję, żeby sprawdzili czy kto tam się nie kręci. Wrócił po następnych kilku godzinach do ciężarówki, a tu ciężarówki nie ma! Za to jest dwóch wściekłych milicjantów, że robi ich w bambuko. Parę pał załapał, zanim zdążył ich przekonać, że przecież nie zmyślał by sobie takiej historii. Oni, że ukradli pewnie. On twierdzi, że niemożliwe, jak ukradli jak cały kamaz w dziurze... I tak się droczą, gdy nadjechał pług śniezny. Pług w tamtej krainie jeździ jeden. Tydzień jedzie w jedną stronę, potem zmienia się kierowca i jedzie następny tydzień w drugą stronę. Milicja zatrzymuje pługa, choć tym razem nie za przekroczenie prędkości. Pytają się czy nie widział Kamaza po drodze. Zanim kierowca pługa zdążył cokolwiek odpowiedzieć, wszyscy usłyszeli tylko taki chrobot zgrzytającego metalu i łuuup! Pług się zapadł aż po dach. Przerażony kierowca się drze, a milicjanci się śmieją. Pług stanął idealnie na wysokości szoferki Kamaza. Przez kilka godzin wiatr zasypał i dziurę i Kamaza. I tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności - Kamaz znalazł się szybciej niż mógłby się znaleźć w innych okolicznościach....

A tu ponownie Sachalinsk i ulica Karola Marksa...

  
Współczułem obcokrajowcom lecącym do Moskwy z Sachalińska. Terminal krajowy i NIKOGO mówiącego po angielsku. Napisy informacyjne tylko cyrylicą. Moje szczęście, żem kształcony za komuny to i rosyjskiego się uczył przez kilka lat. Bukwy znał i panimał. Amerykanie, Irlandczycy czy Anglicy za chiny. Jak oni trafiali do swojego samolotu - nie mam bladego pojęcia...
Na rosyjskich lotniskach panuje niepodzielnie pełen twórczego niepokoju bałagan. Nikt nigdy nic nie wie. Stoisz spokojnie, czekasz na odlot swojego samolotu - żadnej informacji. Nie wiadomo czy odleci, czy poleci z nami pilot.
Kiedyś stoję sobie spokojnie, czekam na odlot, a tu pani woła że do Moskwy to szybko nada, do awtobusow. No dobra, idę. Stoję w kolejce. Ludzi jakieś 300 osób. Jeden autobus pojechał, drugi, trzeci. I wtedy pani oznajmia, że już wiecej awtobusow nie budiet. I koniec! A tu samolot na płycie już odpala silniki. Co robić? No jak to co! Paszli! Idi w samaliotu, bystro! No to lecimy. Przez płytę lotniska, między kursującymi autobusami, trąbiącymi wściekle wózkami z bagażami, kołującymi samolotami , wreszcie między lądującymi samolotami. Ja pierdzielę. Brakowało tylko pikujących i bombardujących Messerschmittów....

Ulica Lenina i pozostałe jeszcze od maja życzenia z okazji dnia zwycięstwa nad faszyzmem...
  
Zawsze gdy mnie pyatają: a jacy są Rosjanie, jacy są Anglicy, Irlandczycy, Arabowie, Murzyni itp odpowiadam niezmiennie : różni. Niemniej rozmumiem, że bywają cechy narodowe, grupowe, które w różnyc sposób wyróżnia tę akurat grupę od innej. Rosjanie to dziwny naród. Niby naród mający gdzieś prawo i uwielbiający łamać przepisy. Większych wariatów w samochodach niż w Rosji to nie widziałem. Żeby na ostry zakręcie na podwójnej ciągłej wyprzedzać samochód? Trzeba być albo idiotą, albo samobójcą. Tym bardziej, że ruch nawet na jedynej asfaltowej drodze dalekiego wschodu z Komsomolska do Wladywostoku , jest niewielki. Wystarczyłoby kilka sekund poczekać aż się minie zakręt i wtedy bezpiecznie wyprzedzać. To nie jest nawet ułańska fantazja, tylko czysty debilizm dla kilku sekund...
Ale gdy przychodzi do spotakania z władzą, stają się potulni jak baranki. I nie chodzi o jakąś wielką władzę . To może być pani kasjerka czy ochroniarz w supermarkecie. To moze być nawet pani sprzątaczka. Pamiętam scenę, która mnie zbiła z nóg. Staliśmy w kolejce rano do alkomatu, a tu pani sprzątaczka przychodzi i wali szmatą tych, którzy n ie załozyli "vahiłkow" czyli takich plastikowych worków na buty, żeby nie nabrudzić. I te ruskie chłopy jak dęby uciekały jak uczniaki niemal po scianach, żeby ich ta kobiecina tą szmatą nie trafiła. Z przerażeniem w oczach. Żaden nie zaprotestował, bo to ona była tu władzą. Na tej podłodze to była jej placówka, jej władza. Kierowca autobusu jest panem życia i smierci pasażerów. Zatrzymuje się tam i jedzie tamtędy, gdzie mu akurat z jakichś względów pasuje. I nikt nie zaprotestuje. Jakakolwiek nawet najmniejsza władza nad innymi powoduje służbistowski stosunek do innych. Pamiętam już któryś pobyt na jednym z pól, małe pole, wszyscy się znali. Rano rozmawialem z ochroniarzem o jakichś duperelach, z moim rosyjskim to o niczym poważnym się nie dało, a ochroniarze innego języka nie znali. I spotykam tego ochroniarza 3 godziny później gdzieś na polu i chwilka rozmowy, a on się mnie pyta czy mam "bumagę i propusk" czyli w żargonie czy mam przepustkę i jakiś dokument. Słucham, a uszom nie wierzę. No przecież mnie zna, wie kim jestem, co tu robię i na cholerę mu sprawdzić moje papiery? On mówi że taka jego służba. Noż ręce opadają. Po co? Czyzby się coś od rana w moim statusie zmieniło? Nagle mi dłuższe włosy urosły, czy zmienił się kolor oczu?

Zaraz po pierwszym przyjeździe poszliśmy z kolegą Irlandczykiem, z którym podróżowałem, na zakupy do supermarketu. Miałem niezły ubaw. Irlandczyk, typowy luzak, idzie sobie po sklepie, ogląda towary, a za nim dwa kroki dalej ochroniarz. On go nie widzi. Widzę ja i widzę tego, który idzie za mną. On tam wybrał sobie parę rzeczy, trzyma je w ręce. Ochroniarz po rosyjsku oczywiscie, że musi mieć koszyk. Irlandczyk pokazuje, że nie rozumie. Tamten wkurzony jak jeżozwierz każe jednej z uczennic dać mu koszyk. I przy okazji mnie. Irlandczyk nie rozumie, ale z niepewną i mniej luźną miną bierze ten koszyk. Wrzuca do niego zakupy, czyli 2 jabłka i jakieś ciastka, coś tam jeszcze i idzie do kasy. Ja miałem wieksze zakupy, więc trochę mi zeszło. On wyłożył zakupy na taśmie i przychodzi do płacenia. On patrzy na odrócony z drugiej strony ekran i próbuje przeczytać ile ma zaplacić. Próbuje rozczytać ruble jakiej są wartości, bo pierwszy raz widzi takie banknoty. Kasjerce jakby kto w gębę dał. Drze się na niego, żeby się pospieszył bo klienci czekają (choć czekałem tylko ja, pokazując że spokojnie mam czas). Rozkłada bezradnie ręce wkurzona i zaskoczona bezczelnością takiego klienta z piekła rodem, do stojącego oczywiście w pobliżu ochroniarza. Fochy stroi jakby to był jej sklep, a klient był jakimś namolnym akwizytorem. Irlandczyk zaczął już blednąć o co tu chodzi, tym bardziej że ochroniarz go bacznie i bezczelnie lustrował wzrokiem bez przerwy. W końcu bezceremonialnie rzuciła mu te zakupy na drugie nieczynne stanowiska i zaczęła mnie obsługiwać....
Żyjąc jeszcze za komuny w Polsce, nie byłem jakoś zaszokowany zachowaniem ekspedientki, zresztą nawet teraz w osiedlowych sklepikach w Polsce różnie bywa. Jednak dla rodowitego Irlandczyka wychowanego na boskim kulcie klienta w sklepie był to ogromny szok. Słyszałem jak później jeszcze w szoku, ledwo mu ustawiłem skypa, on już się żalił swojej dziewczynie jak tu w tej Rosji nienawidzą cudzoziemców. Nie wyprowadzałem go z błędu, bo i tak by nie zrozumiał, że tu ekspedientka jest panem i władcą, a nie klient....

Mnie się któregoś razu na Szeremietiewie wyrwało "dobre utra" do jakiegoś pogranicznika kontrolującego mi dokumenty. Cały zdębiał, poczerwieniał i coś tam zaczął gadać. rzecz w tym, że było już dawno po ósmej wieczorem a w Rosji pozdrawia się w okoliczności pory dnia. Jakaś pani mnie uratowała, powiedziała że jestem przecież cudzoziemcem, a to jedyne słowa jakie znam po rosyjsku. Z ruskimi urzędasami się nie żartuje. Oni nie mają poczucia humoru...
Kiedyś meldując się w hotelu nie miałem jakieś karteluszka z pola naftowego, gdzie pisze dokładnie gdzie i kiedy byłem, ile dni itp. Oczywiście z oficjalnym stemplem. Papiery to tu święta rzecz. I meldunek musi się zgadzać co do minuty. Dla pani recepcjonistki było szokiem, że ja mogę nie mieć karteluszka z jakimś tam fragmentem mojego pobytu w tym kraju! Mógłbym zgubić portfel, paszport, , rękę czy głowę, ale nie potwierdzenie pobytu! Dała się przekonać, żeby zadzwoniła do naszego biura i tam na szczęście była akurat Tamara, jedyna osoba w biurze znająca angielski, która musiała przyjechać do tego hotelu, przywieźć stertę papierów z biura potwierdzających moje zatrudnienie w Rosji, moje wizy (bo musiałem mieć dwie w tym wizę pracy) itp. Dowiedziałem się od niej, że recepcjonistka w takim wypadku ma obowiązek zadzwonić na milicję, a ci by mnie zwinęli za włóczęgostwo...

Ci Rosjanie, ktorzy pracowali, nienawidzili wręcz tych "nowych Ruskich". Szczególnie tych bogatych. Bowiem wiedzieli doskonale jak się w tych czasach w Rosji dochodzi do wielkich pieniędzy. Podczas gdy oni musieli ciężko pracować, z dala od swych rodzin całymi tygodniami, tamci się bawili i rozbijali super furami. To frustrujące dla społeczeństwa przyzwyczajonego do egalitaryzmu przez kilka pokoleń. gdy płynęlismy statkiem na jedną z platform (swoją drogą przepiekne krajobrazy widziane z morza) , przygladałem się wędkarzom  łowiącym w zatoce pod lodem. Zagadał do mnie jeden z Rosjan, pracownik coś jak nasze BHP. Gościu z wyższym wykształceniem, kumaty, uprawnienia przeciwpożarowe robił w Stanach, świetny angielski. Mówi do mnie:" popatrz. To nowobogaccy Rosjanie. Oni są tak zadufani w sobie, że myślą że nawet przyroda im podlega. Zobacz jakimi autami przyjeżdżają na ten lód. A w tym roku łagodniejsza zima (może minimalnie, ja tam żadnej różnicy nie czułem) to lód cieńszy. Ale oni nie słuchają się zwykłych ludzi, bo oni mądrzejsi. I już 10 tych bogaczy zatonęło w tym roku w tej zatoce. Razem ze swoimi furami...". Mówił to nie kryjąc się ze swą satysfakcją....

Inny Rosjanin, choć pochodzenia mongolskiego. Timur. Mówił mi kiedyś w zaufaniu, że Rosja to przej***y kraj. Mówi: "wszędzie bandyci, mafie, mordercy. Tu się nie da żyć....".
Za to zupelnie odmienne zdanie miała Tamara. Piękna Rosjanka. Wysoka, szczupła, o idealnej figurze. Lubiąca się atrakcyjnie ubierać. Spotkaliśmy się pewnego razu w Chabarovsku na kolacji, w trójkę w, z szefem maintenace'u - Amerykaninem. Ona była 2 lata w Stanach, w Nowym Yorku. Mówiła świetnie po angielsku z wyraźnym amerykańskim akcentem . Na pytanie Amerykanina jak jej się podobało w Stanach odparła po prostu , że wcale. Amerykaninowi mało szczęka nie opadła. "Jak to wcale?" Spytał. Odparła, że owszem poza New Yorkiem nie była nigdzie, ale te miasto moloch to taka miniatura Ameryki. Stwierdziła , że nie rozumie jak tam ludzie mogą żyć i że ona za żadne pieniądze by tam nie wróciła. Nie chciała wyjaśnić dlaczego takie ma zdanie. Też mnie te wyznanie zdziwiło, bo na polu odnosiła się bardzo sympatycznie do Amerykanów i trzymała z nimi sztamę, co nie było zbyt dobrze widziane przez pozostałych Rosjan....

Na jednym z pierwszych meetingów sekcji maintenace'u na jednym z pól, szef Brian pyta czy wczoraj były jakieś problemy na polu. Jeden z elektryków mówi, że przechodził obok generatora i była wichura, która zdmuchnęła z dachu drabinę, którą on omal w łeb nie dostał. Brian zdębiał. A co w taką pogodę robiła drabina na dachu??? Aleksjej, facet od pomiarów,  metr czterdzieści w kapeluszu, ze szkłami w okularach jak denka od słoika, mówi że on tak wrzucił tę drabinę. A po co? Pyta zaskoczony Brian. No, żeby nie ukradli. Ale przecież mogła spaść, jak właśnie wczoraj spadła i kogoś nawet zabić! " no to co" stwierdził filozoficznie Aleksjej ;"wtedy na pewno by tej drabiny nie ukradł..."


To fragment Sachalinska i widok na piękne, okoliczne góry....



  

Ktoregoś razu Aeroflot zgubił mój bagaż. Najgorsze, że to przy wjeździe do nich. W Chabarowsku na lotnisku czekam, a bagaż wziął i nie wyjechał. Zgłaszanie szkody to było 4 godziny spisywania najróżniejszych protokołów, przez 6 różnych osób. najgorzej, że zostałem tylko z kilkoma parami skarpet, slipów, laptopa i tego co na sobie. Nie robiłem ponownych  zakupów, bo przecież bagaż się znajdzie. Znalazł się już na drugi dzień, gdy ja byłem juz w drodze na Syberię. Zadzwoniłem z pola, okazało się że mają mój bagaż, żebym sobie po niego przyjechał. Bo Aeroflot nie dostarcza pasażerom zagubionego bagażu. I już. Proste. Nie będą byle komu wozić jego zafajdanego bagażu. Nawet przysłali faksa potwerdzającego tę okoliczność, bo wierzyć mi się nie chciało. I co teraz? Mnie z pola nie puszczą, bo to 3 dni straty, koszta podróżóży, osobodzień kosztuje koncern krocie, zresztą znowu się wytrząść na tutejszych "autostradach"? dzieki. No to zaczął się cały korowód, aby ktoś z rosyjskiego staffu  koncernu mógł na lotnisku odebrać mój bagaż. Wiecie ile trwało? 3 tygodnie! 3 tygodnie codziennych korespondencji, maili, faksów z Aeroflotem, żeby zwrócili mi mój zafajdany bagaż. Trzeba było nawet iść do rejenta w pobliskim miasteczku, aby potwierdził autentyczność mojego podpisu!!!
Gdybym tego nie przeżył, nie uwierzyłbym nikomu...

Typowe rosyjskie miasto-blokowisko. Oprócz samochodów sprowadzonych z Japonii widać tylko stare rosyjskie gruchoty....

  

Najpiękniejsza strona Rosji - to .... Rosjanki. 
Szliśmy kiedyś z jednym z amerykańskich kumpli przez Chabarovsk późnym popołudniem. Przechodząc głównym deptakiem miasta trudno było nie zauważyć setek, a może tysięcy pięknych dziewcząt i kobiet idących czy to z pracy czy na zakupy. Nie wiem, czy robiły to specjalnie, że się te najładniejsze pojawiały, gdyśmy szli na spacer przed kolacją? 
Amerykanin stwierdził, że z koncernu pracował już w 17 różnych krajach na całym świecie, z wyjątkiem Antarktydy. Twierdził, że tylu naraz tak pięknych kobiet, w jednym miejscu jeszcze nie widział i wątpi czy gdzieś kiedykolwiek jeszcze zobaczy. "tylko nie mów tego mojej żonie...". Żart, oczywiście, bo podziwiać autentyczną urodę Rosjanek, to przecież nic złego...

Niezwykle hucznie i radośnie obchodzi się tu Dzień Kobiet. To dla wszystkich kobiet w Rosji wielkie święto i choć w ten jeden dzień mają się czuć królewnami. Na polach naftowych w ten dzień, faceci we wszystkim wyręczali kobiety. Panie miały tylko w ten dzien ładnie wyglądać i pachnieć...

Inne typowo rosyjskie święto to dzień wracającego z wojska czy jakoś tak, zwany dniem bohatera. W ten dzień odwrotnie, to panie nadskakiwały facetom w niemal każdej dziedzinie. A może i w każdej...


Na zdjęciu para nowożeńców "Nowych Ruskich" wybiera się w podróż poslubną. Co ciekawe, spora część weselników z nimi. Lecą ze mną do Seula, a później do Singapuru....

 

Rosję niszczy rak przestępczości i wyjątkowo niska demografia. Ten kraj w tym tempie zniknie za 100 lat. Przyczyn jest wiele, niemniej zorganizowana przestępczość niszczy ten kraj najbardziej. To straszna zaraza.Na jednym z pól sam widziałem, jak to działa. Piękna , nowoczesna oczyszczalnia scieków. Inwestycja koncernu ponad 1,5 miliona dolarów. Dla małego pola zatrudniającego tylko około 300 osób. Grubo przewymiarowana i o możliwościach oczyszczania, o jakich Rosjanom się nie sniło. Odpowiedni urząd orzekł jednak, że nie przystaje do wysokich rosyjskich standardów, mogłyby zanieczyszczać wodę w jeziorze odległym o 60 kilometrów . Muszą zatem wozić wszystkie ścieki do miejscowej oczyszczalni. Oczywiście nie mogą wozić tych ścieków nowiutkimi amerykańskimi cysternami, bo te cysterny nie przystają do wyśrubowanych rosyjskich standardów. Zatem firma przewozowa jednego z miejscowych cwaniaczków zakupiła w Japonii kilka starych, zdezolowanych, przeciekających cystern i za ogromne pieniądze wozili te ścieki do miejscowej oczyszczalni, która z powodu zapchania wszelkich filtów od kilku lat, przyjmowała ten "towar" za ogromne pieniądze i .... wypuszczała je prosto do przepływajacej w pobliżu rzeki...
Żeby jeszcze tylko wywozili, ale oni za każdym wywozem cysterny obiechali 2 razy całe pole. Zeby było więcej kilometrów do doliczenia i żeby Amerykańce poczuli smród swojego gówna...

Amerykanie musieli kupić 6 ogromnych ciężarówke do wywozu z pola .... śniegu! Jakiś urząd orzekł, że ten śnieg po amerykańskiej stronie może być zamnieczyszczony (czym???) i ma być wywożony do oczyszczalni ścieków, za stosowną, bardzo wysoką opłatą. I całą zimę tych 6 wielkich ciężarówek plus dwie ogromne ładowarki ładowały tysiące ton syberyjskiego śniegu i wywoziły go ruskiej oczyszczalni, która po prostu zrzucała ten snieg do rzeki...

Nikt tak naprawdę nie wie, skąd się bierze bajeczne bogactwo co niektórych Rosjan. Opowiadał mi jeden z kolegów, jak wrócił kiedyś z Korei do Chabarovska i miał tylko dolary przy sobie. Przeszedł całe miasto i w żadnym banku ani kantorze nie mógł wymienić dolarów na ruble. Nikt nie miał, albo nie chciał wymienić. Chciał wziąc taksówkę dojechać kilkadziesiąt kilometrów do domu, to go taksówkarz wyśmiał. na co mu dolary? On ma ich dość, on chce tylko ruble! Dopiero po kilku godzinach szukania po całym Chabarovsku dotarł do jednego ze starych kolegów, który się nad nim ulitował i pożyczył mu kilka tysięcy rubli....

Innym przekleństwem jest alkoholizm wielkiej części Rosjan. Alkoholizm i brak perspektyw dobijają tę część Rosjan, którzy chcieliby żyć jak normalni ludzie. Mimo, że to mniejszość, to i tak w tym kraju nie mają szans...
Niedzisiejszy (18:44)

25 sierpnia 2012

HUTA KATOWICE * Wspomnienie






^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv


19811214 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Oddziały ZOMO przed Hutą Katowice. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


Gdy Czołgi 10 Sudeckiej Dywizji Pancernej kierowały się w kierunku Huty Katowice, można było się zastanawiać, czy rozjadą Hutę? Po wydarzeniach na kopalni "Wujek" w Katowicach, zadawano sobie jeszcze jedno pytanie, ilu tam ludzi zginie gdy dojdzie do ataku? Dzisiaj możemy się zastanawiać dlaczego strajk w Hucie Katowice i jego pacyfikacja, nie skończyły się tragedią podobną do tej katowickiej.




-

JAK DOSZŁO DO STRAJKU ^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv


(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)



13 GRUDNIA 1981 ROKU
OGŁOSZENIE STANU WOJENNEGO NA TERYTORIUM POLSKIEJ RZECZPOSPOLITEJ LUDOWEJ.

Odpowiedzią był powszechny bunt, objawiający się jako masowy protest pracowniczy w zakładach pracy. Już pierwszego dnia w ponad 50-u zakładach Śląska i Zagłębia przystąpiło do strajku okupacyjnego. Do takich należała również Huta Katowice.

W NOCY Z 12/13 GRUDNIA ROZPOCZĘŁY SIĘ ARESZTOWANIA DZIAŁACZY SOLIDARNOŚCI W CAŁYM KRAJU. NA TERENIE DĄBROWY GÓRNICZEJ GŁÓWNYM CELEM STAŁA SIĘ STRAJKUJĄCA ZAŁOGA HUTY KATOWICE.

Późnym wieczorem 12 grudnia, wokół komendy Milicji Obywatelskiej w Dąbrowie Górniczej przy ul. Czerwonych Sztandarów, odbyła się koncentracja sił milicji, SB i ZOMO. Zgodnie z planem tuż przed północą kilkuosobowe połączone grupy SB, MO przy wsparciu ORMO i ZOMO, wdzierają się do mieszkań najbardziej "ekstremalnych" działaczy NSZZ "Solidarność" Huty Katowice, aresztując 41 jej działaczy. W tym dniu do obozów internowania trafiło prawie w komplecie kierownictwo Komisji Zakładowej. Przed aresztowaniem udaje się ujść jedynie redaktorowi "Wolnego Związkowca" - Zbyszkowi Kupisiewiczowi i członkowi Prezydium "Solidarności" HK - Antoniemu Kusznierowi, który ucieka przez balkon swojego mieszkania, gdy ZOMO i SB dobijało się do drzwi.

(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE) (Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)




-

KALENDARIUM STRAJKU ^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv


19811213 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Blokada bramy głównej przy pomocy ciężkiego sprzętu. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811213 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Blokada bramy głównej przy pomocy ciężkiego sprzętu. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


19811213 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 01

19811213 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe - KOMIKS


-
13.12.1981 - DZIEŃ 01 ->>

Wczesnym rankiem Antoni Kusznier wraz z kolegami ze związku, proklamuje strajk okupacyjny na terenie Huty Katowice. Powołano do życia 11-osobowy ZKS (Zakładowy Komitet Strajkowy) do którego weszli: Andrzej Sulewski i Roman Sopek z kolejowego (ZTK), operator granulacji Grzegorz Patyk, elektryk Wiesław Koniusz, nagrzewnicowy Andrzej Zieja, Wojciech Marusiński, Ryszard Bidziński, Markiewicz. Powstaje również 6-osobowe Kolegium Redakcyjne "Wolnego Związkowca" z dziennikarzem Zbigniewem Kupisiewiczem jako redaktorem naczelnym w okresie strajku.

O godzinie 5.40 przystąpiono do barykadowania bram wjazdowych na teren huty. Użyto do tego celu cysternę i dźwig kolejowy oraz samochody ciężarowe.

O godzinie 8.00 podejęto decyzję powiadomienia dyrekcji Kombinatu o strajku okupacyjnym i rozpoczęciu przygotowań do zatrzymania Wielkiego Pieca. Powołano pierwsze Wydziałowe Komitety Strajkowe oraz wydano pierwszy komunikat, w którym żąda się natychmiastowego uwolnienia wszystkich zatrzymanych działaczy związku oraz przywrócenia łączności z krajem.

Prokuratura Rejowona oraz Komenda Miejska Milicji Obywatelskiej w Dąbrowie Górniczej zostają powiadomione przez Dyrektora Naczelnego Huty Katowice, o podjęciu strajku okupacyjnego na terenie zakładu przez część załogi.

Godzina 13.00. Masówka na stołówce Wydziału elektrycznego E-34.
Wybory Komitetu Strajkowego.
Załoga wybrała: przewodniczący Mieczysław Zapora, członkowie: Marian Ulmaniec (operator turbodmuchawy), Janusz Gatz (ślusarz), Andrzej Werner i Mirosław Flaczyński (elektrycy). Po długiej naradzie strategiczny dla kombinatu obiekt zaopatrujący całą hutę w energię elektryczną, dmuch ciepłego powietrza do Wielkiego Pieca a przede wszystkim dostarczając ciepło zakładowym osiedlom w Gołonogu, zostaje wyjęty spod kontroli zarządzających. W porozumieniu z załogą Stalowni P-03 Zakładowy Komitet Strajkowy podejmuje decyzję o zatrzymaniu Wielkiego Pieca. Ostatnie wytopy wywożone są na składy wlewków. O godzinie 22.20 zaczęto wygaszać wielki piec. O godzinie 23.50 był już przygotowany do postoju.


19811214 DG - Gołonóg. Ul. Czerwonych Sztandarów. STRAJK. Czołgi 10 Sudeckiej Dywizji Pancernej kierowały się w kierunku Huty Katowice. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811214 DG - Gołonóg. Ul. Czerwonych Sztandarów. STRAJK. Czołgi 10 Sudeckiej Dywizji Pancernej kierowały się w kierunku Huty Katowice. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811214 DG - Gołonóg. Ul. Czerwonych Sztandarów. STRAJK. Czołgi 10 Sudeckiej Dywizji Pancernej kierowały się w kierunku Huty Katowice. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811214 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Oddziały ZOMO przed Hutą Katowice. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811214 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Oddziały ZOMO przed Hutą Katowice. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811214 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Czołgi przed bramą główną. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


19811214 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 02

19811214 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 03

19811214 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 04 strona 1

19811214 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 04 strona 2

19811214 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe - KOMIKS


-
<<- 14.12.1981 - DZIEŃ 02 ->>

W nocy zostaje przeniesiona redakcja "Wolnego Związkowca" z budynku administracyjnego Głównego Mechanika na halę M-32. Zabierano w pośpiechu wszystko, co stanowiło wartość i co mogło się przydać: maszyny do pisania, kserografy, dokumentację, papier. Ewakuował się również Komitet Strajkowy. Ukryto dokumentację NSZZ "Solidarność" HK.

Ogłoszenie Komitetu Strajkowego: od godziny 5.00 wszystkie osoby wchodzące na teren Huty traktowane będą jako przystępujacy do strajku. Wszyscy, którzy strajku nie popierają proszeni są o powrót do domu. Wyjątkiem są kobiety, sprawujące opiekę nad dziećmi i osobami niepełnosprawnymi. Powinny one udać się do domów w celu pełnienia swych obowiązków rodzinnych.

Uruchomiono funkcję łączników, za pomocą których próbowano się kontaktować z innymi zakładami w okolicy. W wyniku ich pracy, do strajku dołącza kilkadziesiąt osób z pobliskiego HPR-4 oraz przedsiębiorstw budowlanych z obrzeży huty.

Około południa przed główną bramą oraz przy pozostałych bramach wjazdowych na hutę, wojsko ustawia kilkanaście czołgów T-55 i wozów bojowych typu transporter. O 14.00 zjeżdżają na parking przed dyrekcją huty. Demonstracja siły.

O godzinie 14.50 dochodzi do próby odblokowania bram huty przez oddzialy ZOMO i WP. Próba wejścia na teren zakładu w celu ujęcia i zatrzymania działaczy Komitetu Strajkowego nie udaje się. Dopiero przy użyciu czołgu utorowano drogę dla pozostałych pojazdów. Główne siły w ilości 3 kompanii MO, 1 kompani WP i 1 Plutonu Specjalnego skierowano na halę remontową Głównego Mechanika i budynek Głównego Mechanika. Zomowcy zaatakowali budynek biurowy M-32, w którym jeszcze parę godzin wcześniej funkcjonowała redakcja. Niszczono wszystko, co napotkano na drodze. Około 15.00 do działań przystąpiła grupa likwidacyjna w sile 1 kompani WP i MO. Z łaźni wyciągnięto na mróz tych, którzy zeszli z I zmiany. Paradoks polegał na tym, że w większości były to osoby, które posłuchały wezwań o zaprzestanie strajku i miały zamiar iść do domu.

Kierujący działaniami z-ca Komendanta wojewódzkiego MO ds. Służby Milicji ppłk. M. Okrutny polecił dowódcy operacji płk. J Wilczyńskiemu spenetrować i przeczesać obiekty wszystkich Wydziałów huty.

Zaatakowano ponownie od strony Drogi Królewskiej. Pomimo silnej barykady, w końcu oddziałom ZOMO udaje się ją sforsować. Kiedy brama została otwarta, strajkujący spotkali się oko w oko z zomowcami. Jakiś oficer z pałą wybiegł przed szereg, ale reszta się zatrzymała. Hutnicy zaintonowali "Rotę", "Hymn Polski"i "Boże coś Polskę" oraz bili brawa. Efekt był piorunujący. Nastąpiła kilkuminutowa konsternacja, po czym oddział ZOMO wycofał się zabierając zatrzymanych wcześniej, pobitych robotników.

Do wieczora dochodzi do licznych konfrontacji strajkujących z oddziałami militarnymi. Około godziny 17.00 rozchodzi się po wydziałach informacja o tym, że milicja wraz z wojskiem wkroczyła na hutę. Na wydzialach A-55 i M-32 doszło do pobicia robotników huty.

Późnym wieczorem oddziały ZOMO i WP wraz z czołgami, wycofują się z terenu huty. "Wolny Związkowiec" w numerach 2, 3 i 4 publikuje listę aresztowanych przez SB działaczy.

Nocą strajkujący ponownie barykadują bramy wjazdowe na hutę i wydziały ciężkim sprzętem. Powołano służby porządkowe mające na celu niedopuszczenie do przedostania się z zewnątrz osób mogących szpiegować lub doprowadzić do zakłucenia trwajacego strajku. Z terenu zakładu zostają usunięci członkowie PZPR oraz członkowie branżowych związków zawodowych. Zakładowy Komitet Strajkowy przekształca się w MKS (Międzyzakładowy Komitet Strajkowy).

Dziennik Telewizyjny w wieczornym programie informacyjnym podał, że sytuacja w hucie zostala opanowana, a produkcja odbywa się zgodnie z planem. Oczywiście to było kłamstwo.




19811215 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Czołgi przed bramą główną. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811215 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Czołgi przed bramą główną. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


19811215 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 05

19811215 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe specjalne


-
<<- 15.12.1981 - DZIEŃ 03 ->>

Trzej księża z parafii w Sosnowcu Zagórzu przybywają na teren huty, by podtrzymać na duchu strajkującą załogę. Odprawiają msze na większych wydziałach. Załoga postanawia w pobliżu bramy głównej postawić krzyż.

Rano łącznik Zygmunt Kloryga przedarł się do obozowiska wojskowego w lasach koło Pogorii I. W rozmowie z wartownikiem dowiedział się, że stacjonuje tam 10 Sudecka Dywizja Pancerna. Dowiedział się, że wojsko nie jest nastawione wrogo do strajkujących.

Przygotowano Wielki Piec do zatrzymania. Szykowano się do stanu oblężenia. W tym celu zaspawano bramy hali lejniczej.

Komitet Strajkowy wydaje "Apel do społeczeństwa miast z terenu Śląska i Zagłębia". Do dwóch wcześnij napisanych punktów, dopisano dwa kolejne: Usuniecie ZOMO z terenu huty i jej okolic, oraz cofnięcie stanu wojennego wprowadzonego w kraju.

Na bramie pojawiają się studenci z Krakowa, którzy dostarczyli informację o pacyfikacji przez ZOMO i spadochroniarzy Huty im. Lenina w Nowej Hucie.

19811215 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Czołgi przed bramą główną. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)
19811215 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Czołgi przed bramą główną. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


19811216 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Spotkanie strajkujących hutników z rodzinami na bramie głównej. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811216 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Czołg przed bramą główną. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811216 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Czołgi przed bramą główną. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


-
<<- 16.12.1981 - DZIEŃ 04 ->>

W okolicę bramy głównej przychodzą ludzie, rodziny i przynoszą żywność dla strajkujących. Załoga jest informowana o strajkach w innych zakładach rejonu i kraju. Chociaż wiadomości jest niewiele i nie zawierają konkretów, podtrzymują ich na duchu, że inni też walczą o słuszną sprawę.

Wielki piec został przygotowany do obrony. Obecnie to prawie twierdza z jedynym małym wejściem na wysokości drugiego piętra.
Przy pomocy trzech lokomotyw udaje się ekipie z Bazy Przeładunku Rudy przedostać na teren huty.

Około godziny 21.00 rozpoczęła się całkowita blokada huty przez ZOMO. Tramwaje już nie docierały do pętli, w okolicy bramy głównej zostało ustawionych pięć czołgów i wozy bojowe milicji. Panował duży ruch, co mogło świadczyć o tym, że coś się może niedługo wydarzyć. Strajkujący na hucie nie wiedzą jeszcze o wydażeniach w katowickim "Wujku".

19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 06
19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 07 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 08 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 09
19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 10
19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 11 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 12 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 13


19811217 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Kucie kos i halabard. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


19811217 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 14

19811217 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 15

19811217 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 16


-
<<- 17.12.1981 - DZIEŃ 05 ->>

Informacja o pacyfikacji kopalni "Wujek" dociera do huty "Katowice" około godziny 11.00.

Zaproszono księży z parafii Św. Antoniego z Gołonoga, którzy po odprawieniu Mszy Św. na wydziale Walcowni Średniej, wyspowiadali większość strajkujących, jak przed regularną bitwą. Strajkujący składają przysięgę, że nie opuszczą swoich posterunków do ostatniej kropli krwi. Zostają również zebrane pieniądze dla rodzin ofiar w Katowicach.

W mieście rozniosła się wiadomość, że w przypadku ataku na Hutę Katowice, strajkujący wysadzą w powietrze tlenownię i "zamrożą" Wielki Piec. Pojawiały się takie informacje, ale miały one na celu wywołanie paniki wśród ludności. Było wręcz odwrotnie. Strajkujący dbali bardziej niż w normalnych warunkach o wszystkie urządzenia. Wydziałowe komitety strajkowe utworzyły grupy patrolowe, które miały za zadanie chronić wszystkie obiekty przed uszkodzeniem bądź kradzieżą. Obawiano się sabotażu.

Zaczęło napływać więcej sygnałów na temat strzelaniny i mordu na kopalni Wujek. Strajkujący przygotowywali się do walki. Wydział Mechaniczny M-32 stał się zabarykadowaną fortecą nie do zdobycia. Na suwnicach ustawiono worki z kruszywem, stały też palety z cegłami, które w łatwy sposób można było zepchnąć na atakujące oddziały ZOMO. W kuźniach rozpoczęto kucie kos i innej białej broni, która mogła być użyta w razie ewentualnego ataku siłowego. Na drogi prowadzące do strajkujących wylany zostały olej, a z boku hal czekali ludzie z wężami z wodą pod wysokim ciśnieniem. Na dachach czuwały patrole. Przygotowywano się do obrony.

Nastąpił atak zomowców od strony niewielkiego wejścia usytuowanego w górnej części hali. Pilnowało go zaledwie 2 pracowników. Grupa około 50-u zomowców w pełnym rynsztunku doszła do pierwszej hali. Po zorientowaniu się jak dużymi siłami dysponowali strajkujący na M-32, po pięciu minutach w pośpiechu grupa wycofała się na rozkaz wydany przez dowództwo. Do starć nie doszło, zomowcy zarządzili szybki odwrót.

Sztandar "Solidarności" został ewakuowany z terenu huty do kościoła w Strzemieszycach.

Sygnały od patroli mówią o wzmożonej aktywności nocnej i koncentracji zmechanizowanych sił wokół huty. Zomowcy nie dopuszczali rodzin z paczkami żywnościowymi dla strajkujących. Ilość strajkujących na M-32 zaczęła maleć. Część udała się do swoich rodzin, a część przeszło na inne wydziały huty.


19811218 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Oddziały ZOMO wchodzą na teren zakładu. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811218 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Oddziały ZOMO wchodzą na teren zakładu. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


19811218 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 17

19811218 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 18

19811218 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 19

19811218 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 20


-
<<- 18.12.1981 - DZIEŃ 06 ->>

Godzina 9.30. Major Wojska Polskiego w asyście dwóch żołnierzy, idzie w towarzystwie kierownika wydziału na masówkę wewnątrz huty.

To zobaczyli wojskowi będący na terenie huty.
Brama do hali ewakuacji żużla przy wielkim piecu była obłożona butlami z gazem. Pomiedzy nimi plątanina kabli prowadzacych od butli w głąb budynku. Kable nie były podłaczone, ale ten kto o tym nie wiedział musiał odnieść wrażenie ogromnego zagrożenia w przypadku eksplozji takiego ładunku.

Około godziny 11.00 od strony Łośnia, teren huty został otoczony przez czołgi i wozy bojowe.

Major poinformował, że wojsko gwarantuje bezpieczne opuszczenie terenu huty przez strajkujących do godziny 14.00. Później wkracza milicja i ZOMO, by przeprowadzić czystkę na zakładzie.

Major zaproponował strajkującym delegację do katowickiego "Wujka", by zobaczyli na własne oczy co może się wydarzyć w Hucie Katowice. Pojechało troje wydelegowanych strajkujących. Wrócili około godziny 17.00 i opowiedzieli kolegom co widzieli. Po wydarzeniach na "Wujku" wszystko wskazuje na to, ze oficer wie co mówi.

Wśród strajkujących zapanowało zamieszanie. Strajk na wydziale M-32 rozleciał się. Pozostali przechodzą na Wydział Walcowni Średniej. Ultimatum wojskowych zostaje przedłużone do północy.

W wyniku tej akcji propagandowej, udaje im się wyprowadzić z terenu huty 1200 osób. Na terenie zakładu nadal jednak pozostaje 5000 osób, które postanowiły kontynuować strajk. Do tego celu zostają wytypowane wydziały: Walcowni Półwyrobów, Walcowni Średniej i Dużej oraz Wielki Piec nr 2 i Stalownia.

Coraz większe zmęczenie, strach i obawa o dalszy rozwój wypadków. Czy noc przebiegnie spokojnie, czy też zaraz po upłynieciu czasu ZOMO i Wojsko rozpoczną akcję? Na szczęscie w nocy nic się nie wydarzyło.







19811219 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Helikopter. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811219 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Helikopter. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


19811219 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 21


-
<<- 19.12.1981 - DZIEŃ 07 ->>

Rozchodzi się pogłoska o zmilitaryzowaniu wydziałów.

Sabotażysta przecina taśmę przenośnika węgla. Awaria groziła przerwaniem dopływu paliwa. Nadchodzi wiadomość, że w kierunku huty nadciągają duże siły milicji, ZOMO i sprzętu zmechanizowanego.

Godziny południowe. Nad terenem huty pokazał się nisko latający milicyjny śmigłowiec. Rozrzucał ulotki. Prawdopodobnie również robił zdjęcia strajkującym. Po południu pojawił się jeszcze raz, tym razem w towarzystwie śmigłowca wojskowego. Strajkujący zabarykadowani w Wielkim Piecu zaczęli rozmyślać nad taktyką, jaką chcą użyć oddziały ZOMO w wypadku ataku. Brama główna zostala odblokowana dla odwiedzających. Byla to zagrywka psychologiczna, bowiem rodziny namawiały uczestników strajku do wyjścia na zewnątrz. Bali się o swoich bliskich po tym, co się zdarzyło w Katowicach. Ta taktyka zastosowana przez milicję była ich sukcesem. Wielu dało się namówić rodzinom na wyjście z huty. Pozostali wzmacniali linie obronne i barykady. Ważnym elementem przetargowym było to, że strajkujący nie posiadali broni palnej. Kucie bialej broni nie bylo poleceniem wychodzącym od góry. Ludzie robili to sami, bowiem to wydawało się słuszne. Takie metalowe elementy osadzone na drzewcach, stanowiły poważne zagrożenie dla ZOMOwców, bowiem bez problemu mogły przebić ich tarcze i chełmy. Na spotkanie z ciężkim sprzętem zmechanizowanym przygotowano lance tlenowe.

Strajkująca załoga zostaje zasilona w żywność od rolników. Dowiaduja się też o poparciu przez rolników akcji strajkowej oraz licznych demonstracjach przed ambasadami PRL w krajach europejskich i amerykańskich.


19811214 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Oddziały ZOMO przed Hutą Katowice. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811214 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Oddziały ZOMO przed Hutą Katowice. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


19811220 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 22


-
<<- 20.12.1981 - DZIEŃ 08 ->>

Tuż po północy trafia na teren huty drogą kolejową wraz z węglem do elektrociepłowni, transport 50-u kartonów węgierskiego salami. Przesyłkę taką przygotowali strajkującym kolejarze ze stacji Strzemieszyce, dołączając do składu wagon lodówkę. Przesyłka była bardzo trafiona, bowiem od kilku dni było ciężko z żywnością.

Zbliżały się święta. Nikt nie wiedział jak długo jeszcze będzie trwała akcja strajkowa.

Do Wojewody Katowickiego gen. dywizji Romana Paszkowskiego, Komisarza Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego płk Edmunda Barwińskiego oraz Dyrektora Naczelnego Huty dr Stanisława Bednarczyka, zostaje wystosowane pismo MKS-u z propozycją spotkania. Strajkujący w odpowiedzi, na spotkaniu MKS-u z Komisarzem WRON dla Huty Katowice, zostają poinformowani o warunkach zaprzestania strajku oraz dobrowolnemu opuszczeniu zakładu, oddaniu się w ręce władz organizatorów strajku. Terminem wyznaczonym na spełnienie wymogów WRON, była godzina 1.00 21-go grudnia 1981 roku.

O 18.00 przybył ksiądz-robotnik Jerzy Dezor. Przez cały okres robotniczego buntu, odprawiając posługę świętą na Wielkim Piecu, Walcowni Dużej, Zgniataczu, Walcowni Średniej i Stalowni, swą obecnością podnosił na duchu strajkujących.


19811215 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Czołgi przed bramą główną. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811216 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Czołg przed bramą główną. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


19811221 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 23

19811221 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 24

19811221 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 25


-
<<- 21.12.1981 - DZIEŃ 09 ->>

Międzyzakładowy Komitet Strajkowy konsultuje z załogami poszczególnych wydziałów otrzymane od Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) warunki. Postanawiają je odrzucić i dalej prowadzić strajk w Hucie Katowice.

Coraz więcej wydziałów jest opuszczonych przez strajkujących, które sukcesywnie są obsadzane ludźmi dyrekcji w towarzystwie mundurowych. Milicyjne i wojskowe UAZ-y poruszaja się po terenie huty już bez trudu. Przewaga oddziałów militarnych staje się widoczna.

Strajkujący postanawiają uruchomić Wielki Piec, by nie doszło do jego zniszczenia poprzez zastygnięcie surówki wewnątrz, co byłoby odebrane na równi ze zniszczeniem instalacji, a co za tym idzie poważnego aktu sabotażu. Jednak obiekt Elektrociepłowni został już opanowany przez oddzialy milicji i wojska po opuszceniu go przez strajkujących hutników.

Huta Katowice jest już zakładem zmilitaryzowanym.
Strajkujący zostali powiadomieni o militaryzacji zakładu, a co za tym idzie odmówienie podjęcia pracy wiąże się już z poważnymi konsekwencjami. Wszyscy mieli odebrać karty mobilizacyjne w budynki dyrekcji huty znajdującym się poza bramą.


By rozpalić Wielki Piec, musieli dostać przedmuch z Elektrociepłowni. Teraz karta przetargowa należała jednak już nie do strajkujących. A Ci odmowili podania koniecznego nadmuchu. W nocy cały czas czuwali wyznaczeni ludzie, na wypadek zmiany decyzji w sprawie nadmuchu.
Koniec strajku wydawał się bliski.











Fragmenty planu operacji
kryptonim "GWAREK"

Kontynuowany od dnia 12.12.1981 roku na terenie huty Katowice strajk okupacyjny przez byłych działaczy NSZZ Solidarność uniemożliwia pojęcie normalnej pracy. Podjęto decyzję zamknięcia huty oraz wyprowadzenia z jej terenu wszystkich osób, które biorą udział w strajku poprzez przeprowadzenie akcji GWAREK z użyciem sił wojska i organów MO. Na dowódcę operacji GWAREK wyznacza się Dowódcę Zmotoryzowanego Obwodu MO w Katowicach płk. K. Wilczyńskiego. Operację GWAREK planuje się przeprowadzić po negatywnym wyniku działań propagandowych z użyciem urządzeń rozgłaszających i ulotek oraz przedsięwzięć pouczających przez przedstawicieli dyrekcji zakładu.
W ramach działań wyprzedzających, oddziały Wojska Polskiego zajmują i zabezpieczają teren przyległych do tlenowni i hali Głównego Mechanika.

Rozwinięcie operacji przebiegać będzie w dwóch fazach:

FAZA I - obejmuje wspólne i równoczesne działania pododdziałów wojska i milicji związane z wejściem na teren huty i rozwinięciem sił. W fazie tej realizowane będą następujące przedsięwzięcia:

w czasie ok. 10 min. Przed wejściem do akcji z helikoptera z zamontowanymi urządzeniami rozgłaszającymi emitowane zostaną nagrania z pozorowanym atakiem wojsk pancernych i naloty helikopterów. W tym samym czasie cztery inne helikoptery wykonują na sygnał radiowy pozorowany desant w południowo-wschodnim rejonie huty wykonanie wyłomów w ogrodzeniu i obejść w bramach wejściowych 1, 9 i 8.

Oddziały wojska odcinają teren obiektów walcowni od obiektów stalowni.
Po zajęciu pozycji wyjściowych do działań właściwych ponownie skierowany zostanie przez urządzenia rozgłaszające apel o dobrowolne zaprzestanie akcji strajkowej i wyjście z obiektu.

FAZA II - obejmuje działania pododdziałów MO związanych z wyprowadzeniem osób strajkujących z obiektów. W przypadku negatywnego skutku apelu zostaną przeprowadzone działania oczyszczające przez pododdziały milicji.

W ramach tych działań, aby uniknąć wejścia do obiektów walcowni i bezpośredniej styczności ze strajkującymi, użyty zostanie samochodowy agregat do tłoczenia środków chemicznych "WUZ". Przewiduje się, że po nasyceniu odpowiednią ilością środków chemicznych hali walcowni nastąpi wyjście strajkujących,
W czasie wychodzenia osób prowadzących strajk, w drodze operacyjnej zostaną zatrzymani organizatorzy strajku, następnie przeprowadzone są działania poszukiwawcze wewnątrz obiektu walcowni przez pododdziały MO celem sprawdzenia czy wszyscy ze strajkujących opuścili obiekt.
Po wykonaniu czynności sprawdzająco- oczyszczających następuje przemieszczeniem zabezpieczenia zewnętrznego wojska i milicji z walcowni na obiekty stalowni konwertorowej, gdzie ponownie zostają wtłaczane środki chemiczne do hali i przeprowadzane czynności poszukiwawczo-oczyszczające.

IV POSTANOWIENIA KOŃCOWE
Naczelnik Wydziału śledczego o Dochodzeniowo-Śledczego rozpracuje system przejmowania osób zatrzymanych i wykonania czynności procesowych oraz zapewni niezbędne siły i środki do wykonania zadań związanych z konwojowaniem tych osób.
W działaniach stosownie do potrzeb i decyzji użyte zostaną następujące środku przymusu: siła fizyczna, strumienie wody, chemiczne środki obezwładniające, broń palna.
Broń palną w operacji pododdziały mogą użyć wyłącznie na rozkaz dowódcy za zgodą Komendanta Wojewódzkiego MO


19811222 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Wojskowa "szczekawka" przed bramą główną. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811222 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Przed hutą. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811222 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Przed hutą. Helikopter. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)



-
<<- 22.12.1981 - DZIEŃ 10 ->>

Dochodzi do ponownych rozmów przedstawicieli MKS z Komisarzem WRON oraz grupą oficerów WP. Ponownie proponowane warunki zostają odrzucone.

Nad terenem huty kolejny raz pojawił się milicyjny śmigłowiec rozrzucający ulotki nawołujace do dobrowolnego opuszczenia terenu huty oraz o sankcjach, jakie czekają na tych, ktorzy tego nie zrobią.

19811222 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 26
19811222 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 27


19811223 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Brama główna. Wyjście strajkujących kontrolowanych przez oddziały milicji. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

19811223 DG - Gołonóg. Huta Katowice. STRAJK. Brama główna. Wyjście strajkujących kontrolowanych przez oddziały milicji. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


19811223 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 28


-
<<- 23.12.1981 - DZIEŃ 11 ->>

Godzina 5.00. Rozpoczyna się ostatnie zebranie MKS-u. Pół godziny później, Przewodniczący Antoni Kusznier rozwiązał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Strajk w Hucie Katowice dobiegał końca.

Zakład opuszcza ostatnie 3000 strajkujących.
Część strajkujacych opuszca teren huty poprzez dziury w plotach, inni dumnie podążają w kierunku bramy głównej przy której cekają na nich milicyjne suki. Odpowiedzialni za sprzęt pozostają na miejscu, by przekazać go zgodnie z zasadami.

Oddziały ZOMO i WP przewyższają ilością ludzi i środkami technicznymi możliwości obrony przez strajkującą załogę Huty. O godzinie 13.00 wkraczają na teren Huty Katowice.

"Za bramą czekały więźniarki, do których nas zapakowali - mówi Zbyszek Kupisiewicz. Po kilkugodzinnym postoju na parkingu Huty, gdy zebrał się odpowiedni transport, rozwozili nas po całym terenie. Oczywiście nie mieliśmy pojęcia gdzie nas wiozą. Dopiero w nocy, z okien celi, któryś ze współwięźniów odgadł, że to Będzin. Po zatrzymaniu samochodów usłyszeliśmy krzyk - Wyłazić! Biegiem! I w tej chwili poczułem się jak uczestnik akcji filmu o gestapo. Przed nami szpaler milicjantów z pałami i psami. Opluwanie, krzyki, przekleństwa, ujadanie psów i od czasu do czasu odgłos pały na czyichś plecach. Później długi korytarz, na którym staliśmy twarzą do ściany. Dwudziestu kilku więźniów w celi czteroosobowej. Ciągły ruch i hałas."

23 grudnia 1981 roku, ppłk K. Kudybka o zestawieniu sił i środków własnych i wspierających w operacji odblokowania Huty Katowice, czyli rozbicia strajku trwającego od 13 grudnia:

"W działaniach użyto 4250 funkcjonariuszy MO, w tym 1673 własnych i 2583 wydelegowanych kraju (.). 1978 żołnierzy WP dysponujących 240 jednostkami wozów pancernych, czołgi, BWP, BRDM. Użyto też 3 śmigłowców, 3 reflektorów przeciwlotniczych, 3 IRS-ów, 1 WUZ, 4 samochodów bojowych SP, 2 dźwigów samochodowych Coles, 86 szt. Broni palnej, 5 aparatów fotograficznych i 1 kamery foto".


Marek Bednarz (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

Zbigniew Kupisiewicz (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

Antoni Kusznier (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


-
<<- DZIEŃ PO

W wigilię Bożego Narodzenia Zbyszek Kupisiewicz przewieziony został do Komendy Dąbrowie Górniczej. Przesłuchania trwały z przerwami przez całe Święta. 28 grudnia późnym wieczorem, razem z innymi aresztowanymi znalazł się w areszcie na Mikołowskiej w Katowicach. Tej samej nocy nadeszły jakieś dokumenty, które okazały się aktami oskarżenia a już rano odbyła się pierwsza rozprawa. Później były kolejne i wyrok w ciągu kilku dni. Redagujących Wolnego Związkowca skazano w trybie doraźnym na wyroki od 3,5 do 6,5 roku pozbawienia wolności, choć prokurator żądał nawet 10 lat.

Następuje okres masowych przesłuchań, aresztowań, internowań oraz zwolnień z pracy. Wielu ze strajkujących otrzymuje wieloletnie wyroki pozbawienia wolności, inni muszą opuścić terytorum PRL w trybie natychmiastowym.

Jerzy Dezor - ksiądz robotnik, zatrudniony w Hucie "Katowice". Uczestnik strajku. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE) Włodzimierz Jagodziński. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE) Ryszard Kowalski (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE) Jacek Cieślicki (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)





-

WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE ^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv


19811213 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe - KOMIKS

19811214 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe - KOMIKS
19811215 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe specjalne


W okresie strajku "Wolny Związkowiec" ukazywał sie nawet kilkakrotnie w ciągu jednego dnia, mając za zadanie przekazywanie informacji strajkującym o wydarzeniach w kraju i na Hucie.
Dziennikarz Zbigniew Kupisiewicz jako redaktor naczelny w okresie strajku, wraz z koleżankami i kolegami na dwóch kserografach i starym IBM-mie, wydają pierwszą gazetkę w nakładzie 200 egzemplarzy. Początkowo drukowanie odbywało się na przewiązce hali Głównego Mechanika. Później drukarnia zostaje przeniesiona w głąb huty.

19811213 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 01 19811214 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 02 19811214 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 03 19811214 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 04 strona 1 19811214 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 04 strona 2 19811215 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 05 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 06 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 07 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 08 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 09 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 10 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 11 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 12 19811216 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 13 19811217 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 14 19811217 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 15 19811217 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 16 19811218 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 17 19811218 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 18 19811218 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 19 19811218 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 20 19811219 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 21 19811220 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 22 19811221 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 23 19811221 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 24 19811221 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 25 19811222 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 26 19811222 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 27 19811223 - "WOLNY ZWIĄZKOWIEC HUTY KATOWICE" - wydanie strajkowe nr 28

W okresie strajku zostało wydanych conajmniej 28 numerów "Wolnego Związkowca" oraz kilka numerów specjanych.




-
OFIARY STRAJKU ^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv




Włodzimierz Jagodziński. (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)
Ryszard Kowalski (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


W OKRESIE STRAJKU

W siłach WP odnotowano upadek śmigłowca podczas wykonywania lotu w obrębie huty, w wyniku którego 1 żołnierz (pilot) zginął, a czterech innych będących na pokładzie odniosło obrażenia.


POKŁOSIE WYDARZEŃ STRAJKOWYCH

Włodzimierz Jagodziński
Uczestnik strajku. Jego zwłoki znaleziono w pobliżu słupa wysokiego napięcia w Dąbrowie Górniczej 13-go października 1982 roku około godziny 4.30. Nic nie wskazywało, by przyczyną śmierci był kontakt z wysokim napięciem. Prowadzący śledztwo uznali ten przypadek za samobójstwo. Sprawa została pospiesznie umorzona.

Ryszard Kowalski
Uczestnik i jeden z przywódców strajku. Pracownik HPR-4. Aresztowany w grudniu 1981 roku, przebywał w areszcie do stycznia 1983 roku. Bez rozprawy i wyroku. Po wyjsciu na wolność, 7-go lutego wyszedł z domu w poszukiwaniu pracy. Nie powrócił na noc. 3-go marca jego zwłoki zostały wyłowione z Wisły pod Krakowem. Specjaliści Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie wydali orzeczenie - "śmierć przez utopienie 7 lutego 1983 r.". Prowadzący śledztwo uznali ten przypadek za samobójstwo, pomimo opinii lekarskich z pobytu Kowalskiego w szpitalu o braku takich skłonności u ich pacjenta.




-

POMNIKI PAMIĘCI ^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv





Kościół p.w. Św. Antoniego z Padwy w Gołonogu.
Krzyż "Solidarności" z grudnia 1981 roku.

W niedzielę 28 października 2007 roku o godz. 12:30 w Sanktuarium św. Antoniego z Padwy w Gołonogu, odbyło się uroczyste poświęcenie Ołtarza Ojczyzny. Centralną jego część stanowi historyczny drewniany krzyż ("Krzyż Solidarnosci") wykonany przez strajkującą załogę wydziału mechanicznego M-32 podczas 11 dniowego strajku w Hucie Katowice w grudniu 1981 r.. Poświęcenia Ołtarza dokonał o bp. Jerzy Maculewicz, administrator apostolski w Uzbekistanie - współzałożyciel Klubu Inteligencji Katolickiej i Duszpasterstwa Ludzi Pracy w Dąbrowie Górniczej.

19960725 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego z Padwy. Krzyż Solidarności. (FOTO: Autor nieznany)
19991108 DG - Gołonóg. Kościół pw. św. Antoniego. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg) 200612013 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego z Padwy. Krzyż Solidarności. (FOTO: Archiwum NSZZ Solidarność HK - Jacek Zommer)
20071028 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny. Krzyż Solidarnosci.  (FOTO: Dariusz Nowak - nddg)
20071027 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny. Portret ks. Jerzego Popiełuszki. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg) 20071028 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg)


20071027 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny.Tablica pamiątkowa - Pochodzenie krzyża. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg)
20071027 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny.Tablica pamiątkowa - Hutnik '81. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg) 20071027 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny.Tablica pamiątkowa - ks. Jerzy Popiełuszko. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg) 20071028 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny.Tablica pamiątkowa - ks. Jerzy Popiełuszko - IV rocznica śmierci. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg)
20071028 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny.Urna z ziemią z Monte Cassino. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg)
20071028 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny.Urna z ziemią z Monte Cassino. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg) 20071028 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny.Urna z ziemią z grobu ks. Jerzego Popiełuszki. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg) 20071028 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny.Urna z ziemią z grobu ks. Jerzego Popiełuszki. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg)
20071028 DG - Gołonóg. Kościół pw Św. Antoniego. Ołtarz Ojczyzny.Urna z ziemią z Katynia i Bykowni. (FOTO: Dariusz Nowak - nddg)




Miejsce, w którym był ustawiony Krzyż "Solidarności" w grudniu 1981 roku. Obecnie w tym miejscu ustawiono tablicę pamiątkową poświęconą dwójce pracowników huty, uczestników strajku, zmarłych tragicznie w niewyjaśnionych okolicznościach. Oryginał krzyża znajduje się w kościele p.w. Św. Antoniego z Padwy w Gołonogu.

19890417 DG - Gołonóg. Huta Katowice - Obchody Dnia Hutnika przez członków NSZZ Solidarność Huty Katowice przy krzyżu. (FOTO: Archiwum NSZZ Solidarność Huty Katowice)
19890417 DG - Gołonóg. Huta Katowice - Obchody Dnia Hutnika przez członków NSZZ Solidarność Huty Katowice przy krzyżu. (FOTO: Archiwum NSZZ Solidarność Huty Katowice) 19890417 DG - Gołonóg. Huta Katowice - Obchody Dnia Hutnika przez członków NSZZ Solidarność Huty Katowice przy krzyżu. (FOTO: Archiwum NSZZ Solidarność Huty Katowice) 19890417 DG - Gołonóg. Huta Katowice - Obchody Dnia Hutnika przez członków NSZZ Solidarność Huty Katowice przy krzyżu. (FOTO: Archiwum NSZZ Solidarność Huty Katowice)

20031227 DG - Golonóg. Miejsce w którym był ustawiony "Krzyż Solidarności" podczas strajku w Hucie Katowice w 1981 roku. Obecnie miejsce pamięci dwóch uczestników strajku, zmarłych tragicznie. (FOTO: Jacek Zommer - NSZZ "Solidarność" HK)
20031227 DG - Golonóg. Miejsce w którym był ustawiony "Krzyż Solidarności" podczas strajku w Hucie Katowice w 1981 roku. Obecnie miejsce pamięci dwóch uczestników strajku, zmarłych tragicznie. (FOTO: Jacek Zommer - NSZZ "Solidarność" HK) 20031227 DG - Golonóg. Miejsce w którym był ustawiony "Krzyż Solidarności" podczas strajku w Hucie Katowice w 1981 roku. Obecnie miejsce pamięci dwóch uczestników strajku, zmarłych tragicznie. Tablica pamiątkowa. (FOTO: Jacek Zommer - NSZZ "Solidarność" HK)
20070107 DG - Golonóg. Miejsce w którym był ustawiony "Krzyż Solidarności" podczas strajku w Hucie Katowice w 1981 roku. Obecnie miejsce pamięci dwóch uczestników strajku, zmarłych tragicznie. (FOTO: Jacek Zommer - NSZZ "Solidarność" HK)
20070107 DG - Golonóg. Miejsce w którym był ustawiony "Krzyż Solidarności" podczas strajku w Hucie Katowice w 1981 roku. Obecnie miejsce pamięci dwóch uczestników strajku, zmarłych tragicznie. Tablica. (FOTO: Jacek Zommer - NSZZ "Solidarność" HK)



Krzyże z grudnia 1981 roku: pierwszy na ścianie jednego z wydziałów produkcyjnych huty, drugi w pobliżu jednej z hal produkcyjnych.

20030117 DG - Gołonóg. Krzyż Solidarności zawieszony na ścianie jednego z wydziałów Huty. (FOTO: Jacek Zommer - NSZZ "Solidarność" HK)
20030117 DG - Gołonóg. Krzyż Solidarności zawieszony na ścianie jednego z wydziałów Huty. (FOTO: Jacek Zommer - NSZZ "Solidarność" HK) 20030117 DG - Gołonóg. Krzyż Solidarności zawieszony na ścianie jednego z wydziałów Huty. (FOTO: Jacek Zommer - NSZZ "Solidarność" HK) 20080322 DG - Gołonóg. Krzyż na terenie Huty Katowice z czasów strajku w 1981 roku. (FOTO: archiwum "zoja")




-

OPINIE I KOMENTARZE ^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv


(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)
(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)
(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)
(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)
(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


Wojciech Jaruzelski

Wprowadzenie stanu wojennego uchroniło Polskę przed interwencją wojsk Układu Warszawskiego, co mogło się skończyć podobnie jak na Węgrzech w 1956 roku, czy Czechosłowacji w 1968. Jeśliby do tego doszło, to dla mnie osobisty finał byłby taki. Prawdopodobnie żywego do Moskwy by mnie nie wieziono. Wprowadzając stan wojenny nie myślałem jednak o sobie. Interwencja byłaby tragedią dla Polski.
Ratowałem Polskę i socjalizm.

Edward Gierek

Na pytanie, czy Jaruzelski wprowadził stan wojenny dla ratowania Polski przed okupacją radziecką, Edward Gierek w jednym z wywiadów po latach odpowiedział mniej więcej tak:

Jaką Polskę, siebie ratował. Jaruzelski wprowadził stan wojenny, bo bał się, żeby go nie wywieźli do Moskwy z workiem na głowie, jak Dubczeka w 68-ym. Tylko, że Dubczek wrócił do Czechosłowacji, a Jaruzelski z Moskwy by już nie wrócił. Własną d., za przeproszeniem, ratował a nie socjalizm!

Lech Wałęsa

Podczas obrony huty przebywał już w ośrodku internowania. Po latach komentuje wydarzenia grudnia 1981 roku w Dąbrowie Górniczej.

Cała ta operacja była zaplanowana wojskowo. Gdy mnie internowano, to dzwonił do mnie jakiś generał, nie pamiętam już jego nazwiska i mówił o tym, że jak hutnicy nie przerwą strajku, to będzie pacyfikacja Huty. Więc mówię temu generałowi, że jeśli użycie siły może spowodować czyjąś śmierć, to ja Lech Wałęsa jestem do dyspozycji. Jadę na Hutę, rozmawiam z ludźmi i gwarantuję, że ich wyprowadzę z huty i nie będzie żadnego strzelania. Na to ten generał odpowiada: pan sobie żartuje, to jest stan wojenny! I daje do zrozumienia, że komuniści w swych rachunkach przewidzieli ofiary.
Jeszcze przed stanem wojennym wiedziałem, że jak komuniści go ogłoszą, to w Hucie Katowice będzie duży opór, właściwie nie tyle opór, co ludzie będą straszyć tym oporem milicję i wojsko. Byłem strategiem, a strateg na pewne sprawy patrzy inaczej. Więc "Solidarność" na Hucie straszyła oporem, a WRON straszył czołgami. Chociaż do rozbijania barykad wcale nie trzeb używać czołgów. Do tego oni mieli specjalistyczny sprzęt! Nie wiem, co by wtedy było, gdyby przy rozbijaniu strajku w Hucie zginęli ludzie.



Wypowiedzi znalezione na stronach internetowych poświęconych temu okresowi w dziejach Polski.




-

MULTIMEDIA O STRAJKU W HUCIE KATOWICE ^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv


(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


Książka pt.Pobierz książkę w formacie PDF (17,6 MB)(17,6 MB)
"HUTA KATOWICE STAN OBLĘŻENIA"
Autor: Marek Bednarz
Komisja Zakładowa NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" Huty Katowice - 1991


(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)



Film pt.
"STAN OBLĘŻENIA"
reżyseria: Artur Janicki
TVP o/Katowice - 1993


(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


(Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)


Wydawnictwo multimedialne pt.
"ARCHIWUM SOLIDARNOŚCI HUTY KATOWICE 1980-2005"
Opracował: Jacek Zommer, Leonard Jagoda
NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" Huty Katowice - 2005
Pomoc w opracowaniu: Mateusz Jagoda, Lidka Sankowska, Maciej Kupisiewicz

Bliższych informacji jak otrzymać płytę CD z materiałami i filmem
można uzyskać kontaktując się z:

Redakcja "Wolnego Związkowca"
Huta Katowice.
Jacek Zommer
tel. 032 776 97 07 w godz. 7:00-15:00




-

HUMOR TAMTYCH CZASÓW ^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv





 (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)

 (FOTO: autor nieznany. Archiwum NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" HUTY KATOWICE)




-

HUMOR Z TAMTYCH CZASÓW O TAMTYCH CZASACH ^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv


Limonadovy

2,16




Emilian Kamiński - "Wrona pierdolona"
Teatr Domowy, koncert 13 grudnia

http://www.youtube.com/watch?v=8L4t3xGE0l8



Limonadovy

1,58




Emilian Kamiński - "Bluzg" czyli Życzenia dla Generała
Teatr Domowy, koncert 13 grudnia

http://www.youtube.com/watch?v=cPy4_P5j9ow





-

KLASYKA STANU WOJENNEGO ^^ DO GÓRY ^^vv W DÓŁ vv


karolkamas

3,52




Ballada o Janku Wisniewskim
Ballada opowiada o gdynskich wydarzeniach Grudnia '70

http://www.youtube.com/watch?v=16k4FYgqpWU



wendetta1234

3,10




Ballada o Janku Wiśniewskim Mieczysław Cholewa
http://www.youtube.com/watch?v=lxpAvsY8Gos





-

INTERNET ^^ DO GÓRY ^^_=^ POWRÓT NA POCZĄTEK TEJ STRONY ^=_

www.solidarnosc.mittal.net.pl
NSZZ Solidarność Mittal Steel Poland
Huta Katowice
www.13grudnia81.pl
13 grudnia '81
www.encyklopedia-solidarnosci.pl
Encyklopedia Solidarności
http://incipit.home.pl
BIBUŁA - Polskie wydawnictwa niezależne




aktualizacja: wtorek, 16 luty 2010. << SPIS TREŚCI - TOP <<POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ_=^ POWRÓT NA POCZĄTEK TEJ STRONY ^=_
<< WRÓĆ - Historia DG <<

Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i powielanie wyłącznie za zezwoleniem autora.
Uwaga: to tylko ramka - idź do strony głównej