n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

VISITORS

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

31 października 2012

turański taniec śmierci

http://gorojanin-iz-b.livejournal.com/
***************************************
http://pl.scribd.com/doc/75762321/Kazimierz-Turali%C5%84ski-Zabi%C4%87-szpiega

Kolejne drastyczne zdjęcia ze Smoleńska. Podpisane po polsku

2012-10-19 | Ostatnia aktualizacja: 09:21 | Komentarze: 109 | skomentuj
Smoleńsk katastrofa smoleńska tupolew
Smoleńsk katastrofa smoleńska tupolew Fot. Anonymous / AP
Ratownicy obok wraku roztrzaskanego Tu-154M, porozrzucane wyposażenie samolotu oraz ciała zabitych widać na kolejnych zdjęciach, które pojawiły się w sieci. Tym razem, jak donosi Polskie Radio, opublikowano je na blogu, który może prowadzić Polak.

Nowe fotografie nie znalazły się wśród tych opublikowanych wcześniej przez Rosjanina Antona Sizycha z miasta Barnauł na Syberii. Jedno ze zdjęć wykonane zostało z wnętrza samochodu zaparkowanego obok miejsca katastrofy. Zdaniem Polskiego Radia sugeruje to, iż zrobił je ktoś, kto nie miał problemów ze swobodą poruszania się po okolicy, w której rozbił się samolot.
Kolejne zdjęcia podpisano po polsku. Bloger pisze, że żałuje, iż nie opublikował ich wcześniej. Nie wyjaśnia jednak, skąd je ma.
Zdjęcia, o których wcześniej informował m.in. dziennik.pl, pokazują ciała ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym prezydentaLecha Kaczyńskiego. Sizych w rozmowie z polskimi mediami przyznał, że fotografie skopiował z bloga Tatiany Karacuby, która z kolei miała je dostać od anonimowego źródła na Krymie.

Źródło: Polskie Radio
Wypowiedzi: 109
1 2 3 4 ... 11 starsze
  • ~adelaide2012-10-28 07:50
    Polski, rządowy Tupolew Tu – 154 M Lux (101), który uległ katastrofie, wyposażony był w nowoczesny system ostrzegawczy TAWS – dlaczego nie zadziałał? » Prokuratura bardzo mocno odbiera sygnały polityczne, a ten sygnał był zupełnie jednoznaczny: nie ma być żadnych winnych.. » Ostatni spacer po Warszawie » Ostatni wywiad z Marią Kaczyńską – TVN Warszawa » Bronisław Wildstein przedstawia – ostatni program » Plan podróży prezydenta Obamy do Krakowa dopięty na ostatni guzik » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK

    Jak wytłumaczyć rozbieżności pomiędzy danymi Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego a wykonanymi w Redmond odczytami z amerykańskiej aparatury, zamontowanej w tupolewie, skoro pochodzą z tych samych sensorów? Rosjanie do deszyfracji czarnych skrzynek używają programu WinArm32. Wszystkie wykresy zamieszczone w raporcie MAK opracowano z wykorzystaniem właśnie tego programu. Umożliwia on m.in. usuwanie punktów, korektę błędów systematycznych itd. Nie trzeba wcale manipulować danymi z rejestratorów, pod warunkiem, że nikt inny ich nie dostanie i nie zastosuje do analizy innego oprogramowania. Ciekawostką potwierdzającą możliwość ingerencji jest brak odczytów parametrów na wykresach w miejscu ostatniego komunikatu TAWS. Występują tam jedynie szare linie, które nazwano “szarą strefą”.

    Profesor Kazimierz Nowaczyk, amerykański fizyk polskiego pochodzenia, przeanalizował oprogramowanie do deszyfracji tzw. czarnych skrzynek, którym od lat posługuje się MAK. Porównał opublikowane przez Rosjan dane o położeniu polskiego Tu-154M z wynikami odczytów amerykańskiej aparatury, którą zainstalowano w maszynie 36. SPLT. Wnioski naukowca dają wiele do myślenia. MAK nie tylko mógł dość swobodnie manipulować zarejestrowaną historią lotu, ale rzeczywiście tak się stało i te modyfikacje wydają się mieć bardzo jasny cel: zmianę obrazu tego, co faktycznie wydarzyło się po zderzeniu ze słynną brzozą. Profesor Nowaczyk, fizyk, jest gdańszczaninem. Pracuje w Centrum Spektroskopii Fluorescencyjnej Wydziału Biochemii i Biologii Molekularnej Szkoły Medycznej Uniwersytetu Maryland (USA), mieszczącego się w Baltimore. Spektroskopia fluorescencyjna to ważna metoda badawcza mająca praktyczne zastosowanie m.in. w fizyce, chemii, biologii i medycynie.

    Do parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej zgłosił się sam. – Podjąłem się tych obliczeń, dlatego że posiadam doświadczenie fizyka eksperymentalnego i moja umiejętność opracowywania danych, często głęboko ukrytych wśród szumów i zakłóceń, jest bardzo pomocna – mówi. Fizyk przeanalizował dane z systemów pokładowych produkcji amerykańskiej odczytanych w USA, to jest systemu TAWS (ostrzegający o możliwości zderzenia) i FMS (zarządzania lotem). Dzięki nim określił dość dokładnie położenie geograficzne oraz trajektorię poziomą i pionową samolotu. Te dane porównał z wykresami znajdującymi się w raporcie MAK. Okazuje się, że są duże rozbieżności. – Pewne zdarzenia, według MAK, miały miejsce w innym momencie, niż wynika to z zapisów TAWS i FMS. Z czasem wiąże się też oczywiście miejsce, w jakim do nich doszło. Różnice kilkusekundowe oznaczają, przy tej prędkości, setki metrów – tłumaczy prof. Nowaczyk. Okazuje się, że odczyty sensorów zostały przesunięte tak, aby zlokalizować zarejestrowane przez nie dramatyczne wydarzenia bliżej miejsca zderzenia samolotu z brzozą. Zapewne po to, żeby zasugerować, iż uszkodzenie skrzydła, odchylenie od ścieżki schodzenia i półbeczka autorotacyjna były wynikiem ścięcia drzewa.

    Według prof. Kazimierza Nowaczyka, sławna już brzoza wcale nie zmieniła kursu tupolewa, lecz po ponad 140 metrach nastąpiło coś innego: dwa silne impulsy. Na wykresach przedstawionych przez MAK zobrazowano je jako nagłe zmiany przyspieszenia pionowego. Tak silne, że sam prof. Nowaczyk nie może uwierzyć, że ponad 80-tonowa maszyna w ciągu ułamków sekundy doznała tak silnych zmian wysokości. – Nastąpiła zmiana przyspieszenia od 1,2 g do 0,2 g. To różnica, jaką poczuje osoba, której waga w ciągu pół sekundy zmieni się ze 120 do 20 kilogramów – tłumaczy fizyk. Dodaje przy tym, że nie wiemy, czy to cały samolot raptem (dwukrotnie) opadł w dół i wzniósł się gwałtownie do góry, czy tylko, na przykład, podniosła się część dziobowa, a opadł tył.

    Do silnych impulsów z zewnątrz doszło, według amerykańskiego naukowca, po piątym i ostatnim ostrzeżeniu TAWS przemilczanym w raporcie MAK, tuż przed zamrożeniem działania komputera FMS po zaniku zasilania. Stąd bardzo prawdopodobne, że były one przyczyną przerwania zasilania kluczowego systemu. Profesor Nowaczyk dystansuje się natomiast od hipotezy związku tej awarii z uderzeniem samolotu w brzozę. – Sądzę, że te wstrząsy były znacznie silniejsze i nastąpiły później – komentuje. Z jego obliczeń wynika, że samolot po zderzeniu z brzozą przeleciał jeszcze około 140 metrów bez zmiany kursu, z czego wynika, że nie mógł wykonać beczki autorotacyjnej. Dokument MAK pokazuje na s. 97 zmianę kursu tuż za ściętym drzewem, natomiast polski raport jest bardziej “elastyczny” w tej kwestii. Na s. 70 twierdzi, że samolot skręcał wcześniej, natomiast siedem stron dalej czytamy, że nie skręcał. Ostatni zapis systemu TAWS (dokonany 142 metry za brzozą) także odnotowuje prawidłowy kurs, przy czym jest to ostatni poprawny odczyt danych z kompasu – o czym informuje nas FMS. Mogło to być skutkiem uszkodzenia przyrządu lub przekroczenia dopuszczalnego błędu pomiaru azymutu.
    Według MAK, nie ma poważnych różnic pomiędzy oboma zapisami. “Ostrzegawcze zdarzenia były zarejestrowane (…) i są zbieżne z rejestracją tych zdarzeń przez pokładowe rejestratory parametryczny i dźwiękowy” – czytamy w rosyjskim dokumencie (s. 118). Zauważa się natomiast zanik zasilania FMS. Na s. 119 znajduje się zapis: “Zanik zasilania FMS (“zamrożenie pamięci”) nastąpił o 10:41:05, na wysokości barometrycznej skorygowanej do poziomu lotniska (…) około 15 metrów, prędkości podróżnej 145 węzłów (270 km/h), w punkcie o współrzędnych 54 49,483´ N, 032 161´ E”. Natomiast polski raport w żaden sposób nie odnosi się do przerwania pracy komputera, być może dlatego, że według przedstawionych w nim danych na mapie (załącznik 1.1) FMS zamroził się 0,5 sekundy po pierwszym uderzeniu w ziemię, na wysokości 15 metrów i w odległości około 60 metrów od rzeczywistej pozycji zanotowanej w pamięci tego urządzenia.
    Profesor jest powściągliwy i ostrożny w wysuwaniu wniosków. Nie wypowiada się na temat przyczyn wstrząsów ani odchylenia samolotu od ścieżki. – Dotychczas dokładnie przeanalizowaliśmy tylko poziome położenie samolotu. Teraz opracowujemy wysokość (położenie pionowe) i dopóki nie zakończymy obliczeń, nie chcę wypowiadać się na temat przyczyn znalezienia się maszyny znacznie pod ścieżką podejścia do lądowania, prezentowanych przez MAK i komisję Millera. Wszystkimi danymi odczytanymi przez Amerykanów, na które się powoływałem, dysponowały także obie komisje – wyjaśnia profesor.

    Jak jednak wytłumaczyć rozbieżności pomiędzy danymi MAK a odczytami z amerykańskiej aparatury, skoro pochodzą z tych samych sensorów? Nowaczyk zwraca uwagę, że Rosjanie do odczytu czarnych skrzynek używają programu WinArm32. – Wszystkie wykresy zamieszczone w raporcie MAK pochodzą właśnie z tego programu. Umożliwia on, między innymi, usuwanie punktów, korektę błędów systematycznych itd. Nie trzeba w ogóle manipulować danymi z czarnych skrzynek, pod warunkiem, że nikt inny tych skrzynek nie dostanie. Nie wiadomo, czy “kopie z czarnych skrzynek”, o których wszyscy mówią, to nie są kopie z tego programu – wyjaśnia. Ciekawostką potwierdzającą możliwe manipulacje jest brak odczytów danych na wykresach w miejscu ostatniego komunikatu TAWS, występują tam jedynie szare linie, które nazwano “szarą strefą”. – Nie ma jeszcze takiej specjalności: odtwarzanie katastrofy lotniczej z zafałszowanych wykresów – komentuje profesor.
  • ~adelaide2012-10-28 07:43
    RE AD:~Adam2012-10-19 18:48

    Sie miarkuj co wypisujesz bo może kto nie zdzierżyć i tobie co urwać!
    To ruskie i rzad Tuska już w kilka godzin po katastrofie okrzyknęli winę pilotów i podnieśli sprawę nacisków. A przecie do dzisiaj śledztwo żadne się nie zakończyło, w Polsce nie ma ani wraku samolotu ani oryginałów czarnych skrzynek i innych najważniejszych dowodów a więc nie można nic rozstzygać i zadnej tezy zamykać bo wszystko rozstrzygnąć władny jest tylko niezawisły sąd po rzetelnym procesie, bo to sąd wg prawa jest najważniejszym biegłym...!


    Wszyscy dobrze wiemy, że ruska, państwowa komisja MAK, jest niewiarygodna, nie jest komisją niezależną, udowodniono jej niesolidność, nieprofesjonalność, nierzetelność, manipulacje etc. ...!

    Komisja Millera, opierała się na ustaleniach ruskiej komisji MAK, ustalonych przez nią opiniach, ekspertyzach, na dowodach ruskiego śledztwa, przy czym nie miała w swojej dyspozycji ani do badania wraku ani też innych oryginalnych dowodów, jak np. czarne skrzynki etc. etc.

    Komisja Millera popełniła karygodne błędy, które wykazało polskie śledztwo ...!

    Wobec powyższego ani polskie śledztwo, ani polska prokuratura, ani komisja Millera nie miały podstaw ani jakichkolwiek zgodnych z polskim prawem przesłanek do wykluczenia tezy o mozliwym zamachu, tezy o możliwym wybuchu etc.

    Raport komisji Millera wykluczający możliwość zamachu, wybuchu etc. twierdzenie iż samolot uderzył w "pancerną" brzozę i taka decyzja polskiej prokuratury jeżeli takowa była, były nieprawidłowe, podjęte niezgodnie z obowiązującym polskim prawem i były przestępstwem, które powinno być ścigane!

    Ani premier Tusk ani pan Gowin uważający się już jak widać za głównego specjalistę, w rządzie Tuska i jego kolesiów z PO i PSL, specjalistę od in vitro, karnistę, od katastrof, wypadków lotniczych, wybuchów i Bóg wie od czego jeszcze nie mają prawa wpływać na wymiar sprawiedliwości czy sugerować takie opinie, ekspertyzy czy rozstrzygnięcia ... !!

    Na tezy poważnych specjalistów, naukowców i ekspertów mogą odpowiadać poważni, niezależni, specjaliści, naukowcy i eksperci a nie jakiś Gowin, bo fakt, że jest ministrem w rządzie Tuska, w rządzie kolesi z PO i PSL wiarygodności mu nie przysparza ...!

    W zaistniałej sytuacji konieczne jest wystąpienie o pomoc organizacji i instytucji międzynarodowych, m.inn. NATO i inn. niezależnych ekspertów od wypadków lotniczych i prawa międzynarodowego, karnistów i ekspertów kryminalistyki, przejęcie od ruskich oryginałów wszystkich, najważniejszych dowodów, w tym wraku samolotu, czarnych skrzynek etc. i wszczęcie międzynarodowego badania przyczyn katastrofy i międzynarodowego śledztwa!

    Ruski bloger, twierdzi, że ruskie dokonali manipulacji i że są "różne" zdjęcia dot. katastrofy ...!

    Działania ruskich określa " globalną, rytualną inscenirowką"

    czyli wielką, manipulacją i inscenizacją dla oszukania świata ,,,!

    Wskazuje, że na zdjęciach widać, i opisuje na których, kadłub samolotu, znajdujący się wśród suchej trawy i innych łatwopalnych elementów ...!

    Wskazuje, że na oficjalnych zdjęciach ten kadłub ruscy przedstawiają jako palący się, gaszony przez strażaków ...

    Twierdzi, że zostało to zainsceniżowane, że kadłub samolotu, został w to miejsce celowo przeniesiony a dla tej manipulacji, dla diabolicznej inscenizacji, sucha trawa wokół, została podpalona celowo do sfilmowania, do sfotografowania, aby zmanipulować opinię światową ...!

    On pisze, że ciała ofiar też musiały być przez ruskich przeniesione z innego miejsca ...!

    To straszne, to makabryczne, to drastyczne ale ruski bloger, w wiarygodny sposób udowadnia trafność swojej tezy ...!

    To by wyjaśniało dlaczego tuskowy establiszment tak bardzo boi się tych zdjęć i tego co napisał ruski bloger, dlaczego tuskowy establiszment tak nerwowo reaguje na ich publikację i robi wszystko aby ją uniemożliwić!

    Ludzie z rządowegp establiszmentu, kolesie z PO i PSL, przecie wielokrotnoie bez nijakiego wstydu i żenady obrażali dobre imię i cześć prezydenta Lecha Kaczyńskiego, za życia, gdy był pierwszą osobą w polskim państwie, i później już po tragicznej śmierci, stale obrażali i obrażają braci Kaczyńskich
    i miliony Polaków, ich sympatyków i wyborców, wielokrotnie obrażali cześć i dobre imię ofiar katastrofy smoleńskiej i ich rodzin ...!

    Już wiem skąd ten wrzask ...! Skąd to to udawane, "święte", oburzenie. Już wiem dlaczego tak forsują, tak bezkrytycznie wmawiają nam ruskie ustalenia, ruskie ekspertyzy i opinie, wprowadzają barbarzyńskie ruskie standardy!

    Zaprzańce, z Tuskiem i jego kolesiami z PO i PSL, na czele, boją się wykrycia prawdy dlatego w zarodku niszczą wszelkie możliwości poznawcze, wszelkie możliwości dojścia do prawdy ...!

    Donaldowi Tuskowi i podległemu mu rządowi kolesiów, z PO i PSL brak odwagi, brak chęci, determinacji i patriotyzmu aby posiadane możliwości, wykorzystać
    w działaniach dla Polski, dla polskiej racji stanu; wolą oni polskie służby, polskich agentów, żołnierzy, posiadane kontakty i TW używać do niebezpiecznych akcji, dla obrony racji stanu USA i inn.

    Na skrawku ruskiej ziemi uświęconej, krwią tragicznie zmarłych, polskich, bohaterskich patriotów, obłapiał się z Wową, bywszym płk znienawidzonej przez Polaków, morderczej kgb, "na niedżwiedzia, teraz udaje, wielce, święcie oburzonego ...

    To "święte" oburzenie i "troskę" o rodziny ofiar wyrażane przez Donalda Tuska i jego kolesiów, z PO i PSL odbieram jako fałszywe ...

    Uważam iż, zaprzańce z rządu Tuska i sam Tusk, reagują tak gwałtownie, bo nie chcą aby Polacy, przez te zdjęcia więcej się dowiedzieli ... oraz obawiają się, że słupki w sondażach będą im spadać ...!

    Współczuję rodzinom ofiar, ale nawet rodziny ofiar chcą prawdy a opublikowanie "tych" zdjęć, chociaż są one drastyczne, amatorskich nagrań video, przesłuchań i opowieści naocznych świadków, przybliżają nas do prawdy ...

    Cóż ... z takim premierem, jak Donald Tusk, który obłapiał się "na niedżwiedzia" z bywszym płk znienawidzonego przez Polaków, zbrodniczego kgb, z bywszym Mudżahedinem jako szefem MSZ, polskie państwo jest lekceważone, nie tylko przez ruskich ...

    Z treści niektórych, zdjęć, czasu kiedy były wykonane, (przecie miejsce katastrofy było kontrolowane przez ruskich), numeracji, dat znajdujących się na niektórych zdjęciach, jasno wynika, że przynajmniej, większość ich została wykonana przez ruskich.

    Z pewnością służby amerykanskie a może i inne, posiadają jakieś zdjęcia wykonane przez ... ruskich ...,

    z pewnością posiadają także, jakieś "własne" zdjecia, m.inn. satelitarne ...

    Wiadomo, że zapłaciwszy, można od ruskich, wszystko kupić; czołgi, rakiety, a co dopiero jakieś zdjęcia ...

    Jak ruscy bajcy, stacjonowali w Polsce, to bez problemu można było od nich kupić wszelaką broń
    i amunicję ...!

    Przed wyjazdem z Polski, pistolety "TT" sprzedawali jak leci, w workach, po ziemniakach, sprzedawali też m.inn. kałachy ...

    Z zasady, ani ruskim ani innym służbom, w takich sprawach absolutnie nie można wierzyć.


    Wszyscy, którzy interesują się tym, wiedzą, że do dzisiaj można kupić od ruskich, nawet od ruskich dzieci różne przedmioty ... z miejsca katastrofy polskiego, rządowego samolotu Tu-154M Lux (101), zdjęcia, amatorskie nagrania video, wiedzę ...etc.

    Od ruskich można kupić wszystko, gdyby polskiemu rządowi, amerykancom czy komu innemu zależało na tym, to już dawno, przez pośrednika, legalnie lub nie, można było ... 'pozyskać" wrak samolotu, czy jakiekolwiek inne oryginalne, dowody, np. czarne skrzynki ...!
  • ~kasandra2012-10-27 20:27
    bagno i głupota komentujących - to są ludzie służb - podstawieni
  • ~Piotr Zabielski ROYAL POLONIA RP2012-10-27 13:39
    ZABAWIANIE SIE POLACZKAMI to domena nie tylko swoloczy ruskiej.
    Konczy sie to "przypadkowa" tragedia ktore trzea zwac ZAMACH. Co dla jednych Zamach i medale i awanse to dla drugich tragedia i lzy i ponizenie.
    Tak szanuja Polakow jak sami siebie szanujemy. Taka bedziemy miec Polske na jaka sobie zaslugujemy. Wiecej bojkotow i glupawych wpisow ze skulonym ogonem konspiracji przed soba samym. ... a w Moskwie smieja sie w kulak
    z najwiekszego sukcesu militarnego Rosjan w ktorym Polska przegrala III
    juz wojne swiatowa ktore jeszcze sie na dobre nawet nie zaczela bo i nie musi
    zaczac tradycyjnie. Nie pozdrawiam...
  • ~estimado2012-10-27 02:25
    Czerwony MAK

    Czy widzisz ten wrak pod brezentem?
    Jedną z bolesnych narodowych bzdur.
    Leciał tam naszych tłum z prezydentem
    a on wziął i sam strącił się z chmur.
    Ten ojcu chciał się pokłonić
    tamten o reelekcję się bić,
    i własne sondaże przegonić,
    i Tuskowi z Putinem dać w rzyć.

    Czerwony MAK się raportem odwinął
    Tadziowi wbrew i Jarkowi wbrew,
    że się tam nad Smoleńskiem ktoś minął
    z powołaniem i zrobił się chlew.
    Zniknie PiS i mohery przeminą,
    a historia z nich będzie drwić.
    Tylko tym dwom bliźniaczym gadzinom
    nie wybaczy przelanej polskiej krwi.

    Runęli w mgłę gęstą, straceńcy,
    jak ci spod Racławic sprzed lat,
    jak ci z Somosierry szaleńcy,
    aż samolot w coś gruchnął i spadł.
    Runęli impetem szalonym,
    tak skończył się ten wyścig bzdur
    nie wrócili do dzieci, do żony,
    ich pościelą foliowy był wór.

    Czerwony MAK…

    Czy widzisz ten rząd białych krzyży?
    Tam pod każdym zbyteczny legł trup
    Bo im kogoś wyniesie lud wyżej,
    tym straszliwszy wychodzi zeń głup.
    Im więcej od niego zależy,
    tym mniej trzeźwy ma ogląd i sąd.
    Prócz wolności krzyżami się mierzy
    eskapady logice pod prąd.

    Czerwony MAK…
  • ~To miał zaśpiewać bard Solidarności - nie zdążył2012-10-26 20:59
    Psalm Smoleński


    Rankiem ozwał się łoskot kroków

    defiladowy, równy marsz.

    To szły kompanie po wyroku

    każdy miał przestrzeloną twarz



    ref: Jezu Chryste przewodniku nasz

    najwierniejszy z naszych przyjaciół

    czemu śmierci pokazałeś twarz

    prezydenta wolnych Polaków?



    Oficerowie polskiej armii

    zaszczuci jak bezpańskie psy

    każdy miał mundur z leśnej darni

    szli na spotkanie prosto z mgły

    ref:

    I nagle niebo zaszumiało,

    to świt podpalił ruski lont.

    I orszak pojął co się stało,

    bo oni przeszli właśnie stąd

    ref:

    Kolejny wagon ludzkich istnień,

    kolejny dla historii łup.

    Śmierć wzięła ludzi, których winę

    obwieścił azjatycki knut

    ref:

    Stoi prezydent na apelu

    wokół szeregi ludzki mar.

    Czemu was przyszło tu tak wielu?

    Czemu świat ślady wasze starł?

    Ref:

    Bo my jesteśmy polską armią,

    wytrwałą jak stepowy wiatr.

    Kruki się naszym mięsem karmią

    lecz szyk trzymamy, mimo strat.

    Ref:

    I doczekamy nowej wiosny,

    synowie wzrosną z naszej krwi,

    bo o nas szumią ruskie sosny,

    a w czaszkach cierń zbawienia tkwi.



    Kraków kwiecień 2012
  • ~to miał zaspiewać bard Solidarności - nie zdążył2012-10-26 20:58
    Ballada smoleńska

    Jeszcze tylko obejmę twą dłoń

    ty osłonisz mnie swoim oddechem

    zanim w błocie smoleńskich błoń

    odbijemy się głuchym echem.



    Już uderza nas wiatru ryk

    beznadziejne szarpanie steru

    przyciąganie ziemi co znów

    grzebie w sobie polskich oficerów



    Może w gwiazdach potrzebny jest ślad

    tam gdzie gaśnie dziś nasze spojrzenie

    aby głosy milionów serc

    obudziły polskie sumienie



    Wiesz, że nasze obrączki dwie

    zanim stopią się w obłoczek pary

    wystukają ostatni wiersz

    o potędze nierozsądnej wiary



    Jutro wstanie wiosenny świt

    w naszym oknie odbije się słońce

    tylko kawy nie poda nikt

    bo początek pomieszał się z końcem
  • ~rebe izaak2012-10-26 08:08
    Po kiego diabła ktoś miałby się zamachnąć? kaczych kuprów wszak ci u nas dostatek.
  • ~biedronka2012-10-26 02:29
    to jest obrzydliwe co wypisujecie nawet po smierci,opluwacie ludzi,oni wszyscy mieli rodziny,ja\k mozna byc ,takim besdusznym ,debilem ,zastanow sie jeden z drugim ,co mowicie,prezydent byl szanowany ,zagranica,wbrew temu co,nasze media POwskie ,pisaly o nim,ciagle go wyszydzaly i opluwaly,poprostu byl niewygodny ,dla ruskich bo ,byl prawdziwym patryjota,nie lizal dupy ,ruskim.czesc jego pamieci.
  • ~PAMIETAMY!2012-10-26 00:00
    Pan Lech Kaczyński były prezydentem beznadziejnym, świat się z nim nie liczył i świat nie likwiduje beznadziejnych polityków.
    Rozumiem prezydenta USA lub Francji, Niemiec to są prezydenci wielkiego formatu, ale pan prezydent Kaczyński był bohaterem tylko dla Gruzji, bo polskiego premiera Tuska nie rozumiał, że to najlepszy premier Europy Środkowo Wschodniej.
    Zamach nie wchodził w grę tylko pycha i nadąsanie, że muszę lecieć za wszelką cenę i udowodnić, że mogę dorównać premierowi Tuskowi chociaż w 5%.
    Wyszło jak zwykle nasze niedbalstwo i to zacietrzewienie braci Kaczyńskich doprowadziło do śmierci 96 osób.
    Pan Jarosław Kaczyński miał założyć koalicję rządową w 2005 roku z PO, a założył koalicję nienawiści.
    Dziś ma dość duże poparcie to trzeba tą śmierć brata przekuć w interes polityczny.
    Panie Kaczyński kultury politycznej pan nie ma, a określa się pan jako patriota to niech pan zrezygnuje z wypłaty poselskiej i odejdzie z polityki.
    Wyrządził pan dosyć wstydu Polsce, a dziś Polska weszła w globalną politykę i tam językiem porozumienia jest dialog i tolerancja, natomiast zimna wojna się skończyła.
    Pan pomylił epoki.
    Polacy panu Kaczyńskiemu mówią dziękuję już na was nie zagłosujemy.
    "Proszę wykonać polecenie"

    "PREZYDENT WSZEDŁ DO KABINY ZAŁOGI I ZAPYTAŁ: PANOWIE, KTO JEST ZWIERZCHNIKIEM SIŁ ZBROJNYCH? ODPOWIEDZIAŁEM: PAN, PANIE PREZYDENCIE. TO PROSZĘ WYKONAĆ POLECENIE I LECIEĆ DO TBILISI - powiedział Prezydent i wyszedł, nie czekając na żadne wyjaśnienia".

    To fragment relacji kapitana Grzegorza Pietruczuka, który 12 sierpnia 2008 r. dowodził załogą prezydenckiego samolotu lecącego do Azerbejdżanu. Relacja pochodzi z akt postępowania, które jesienią 2008 r. prowadziła prokuratura wojskowa, sprawdzając, czy Pietruczuk popełnił przestępstwo, gdyż nie wykonał rozkazu prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
1 2 3 4 ... 11 starsze

29 października 2012

zwykła ( nie ) Polska


Samotnia

2012-10-26 19:29
Zamieszkałem w samotni, coś jak dom Szreka na bagnach, tyle że bardziej cywilizowane. Pierwsze dwa lata było fajnie bo odtruwałem się z poprzedniej rzeczywistości, ale ostatnio zauważyłem że zacząłem świrować. Nie to żebym miał jakieś schizy czy inne odpały, po prostu powoli staję się aspołeczny. Idę do pracy i stwierdzam, że jestem mocno selektywny w doborze ludzi których toleruję. Zaczęli mnie wkurwiać ludzie hałaśliwi. Są tacy co zaczynają dzień od włączania jakiegoś zasranego radia w którym grają przez cały dzień tylko 3 te same piosenki do porzygania. Są też tacy co w tym pieprzonym zamęcie drą ryja tak jak by obawiali się że nie zostaną wysłuchani. Kiedy wracam do Samotni, otacza mnie cisza, jest mi dobrze i tylko brakuje mi fajnej kobiety.
Podziel się wpisem: Ustaw opis GG Ustaw opis GG Dodaj do wykop.pl Dodaj do wykop.pl
Ocena:
82/100 Liczba głosów: 53

Sprawa w ę g l a


carcinka - Jestem Carcinką


Scenariusze bezpieczeństwa energetycznego Polski

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM
Konwersatorium "Czwartki u Ekonomistów" nt. "Scenariusze bezpieczeństwa energetycznego Polski" organizowane przez Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.
Prof. Piotr Bożyk: Polska do 2030 roku powinna zainwestować w budowę nowych elektrowni, bloków energetycznych i sieci przesyłowych ok. 140 mld euro.

Dylematy energetyczne Polski
Odzwyczailiśmy się od wyłączeń prądu. W ostatnich kilkudziesięciu latach energii mieliśmy pod dostatkiem, potrzeby przemysłu znacznie się skurczyły, budownictwo mieszkaniowe rozwijało się powoli, węgla nie brakowało.
Przybyło latarń i reklam, witryny sklepowe rozjaśniły się dziesiątkami żarówek, miasta zbliżyły się do Europy. Polacy karmieni od lat ideologią sukcesu w stylu „zielonej wyspy” nawet nie przeczuwają kłopotów energetycznych, jakie wkrótce mogą ich spotkać. Nie będą to przy tym kłopoty wynikające z zakręcenia kurków z ropą i gazem przez Rosjan lecz znacznie poważniejsze.
Polska energetyka pracowała dotychczas bez większych zagrożeń; elektrownie i elektrociepłownie wybudowane prawie w całości w latach siedemdziesiątych były wciąż relatywnie młode, kopalń mieliśmy raczej za dużo niż za mało, myślano więc o tym, jak ograniczyć wydobycie węgla niż zwiększyć produkcję energii elektrycznej.
Złe, a w najlepszym przypadku nijakie, stosunki z Rosją, zachęcały do szukania alternatywnych rozwiązań jeżeli chodzi o dostawy gazu i ropy naftowej dla przemysłu, transportu, energetyki. Szczególnie aktywny był w tej dziedzinie rząd Jarosława Kaczyńskiego, który najpierw chciał wybudować gazociąg z Norwegii (nie bacząc, że gaz z tego źródła byłby prawie 50% droższy niż gaz rosyjski), potem postanowił wybudować gazoport koło Szczecina, kontraktując dostawy gazu skroplonego z Kataru. Projekt budowy gazociągu norweskiego spalił na panewce; zabrakło funduszy inwestycyjnych i chętnych do uczestniczenia w projekcie. Gazoport szczeciński zbliża się do finału i za dwa lata wpłyną pierwsze statki ze skroplonym gazem, najpierw z dostawami rzędu 1,5 mld m3 rocznie, potem nawet 5 mld m3 rocznie. To z pewnością częściowo uniezależni nas od gazu rosyjskiego, choć gaz katarski będzie droższy niż rosyjski.
Jednocześnie Polska storpedowała budowę przez swoje terytorium drugiej nitki gazociągu jamalskiego, stawiając niekiedy absurdalne ograniczenia i wymagania. Efektem jest omijający Polskę gazociąg zbudowany na dnie Bałtyku przez Rosję i Niemcy, z odnogami do kilku krajów zachodnich.

Pakiet klimatyczny

W 2005 roku ówczesny premier polskiego rządu Jerzy Buzek w przypływie entuzjazmu do Unii Europejskiej podpisał bez wahania pakiet energetyczno-klimatyczny, nie zastanawiając się, jakie będą tego konsekwencje dla Polski.
Pakiet, przygotowany pod naciskiem unijnych ekologów, na pierwszy plan wysunął radykalne zmniejszenie emisji zanieczyszczeń (zwłaszcza dwutlenku węgla – CO2) do atmosfery, uznanych za główną przyczynę ocieplania się klimatu na kuli ziemskiej. Zgodnie z tym pakietem do roku 2030 emisja CO2 powinna zmniejszyć się o 20% (wg aktualnych ustaleń nawet o 25%). Poprawić się powinna jednocześnie o 20% efektywność energetyczna i zmniejszyć zużycie energii. Za to do 20% zwiększyć się powinien udział energii odnawialnej, a do 10% - udział biopaliw w oleju napędowym.
Przez pierwsze siedem lat od chwili podpisania, pakiet energetyczno-klimatyczny był jednym z tych dokumentów unijnych, które bezpośrednio nie oddziaływały na obciążenie budżetu krajów-członków Unii Europejskiej. Polska mogła więc nadal emitować CO2 bezkarnie. Od roku 2013-tego trzeba będzie jednak zacząć płacić.
Przyznany Polsce przez Unię Europejską limit emisji dwutlenku węgla ustalono w wysokości 208,5 mln ton rocznie. W roku 2013 bezpłatna emisja skurczy się o 30% (a więc do 146,0 mln ton). Za 62,5 mln ton trzeba będzie zapłacić po 23-35 euro za tonę, czyli od 1,4-2,2 mld euro. W roku 2014 część bezpłatna emisji skurczy się o 40%, w roku 2020 do zera. Wtedy trzeba będzie płacić rocznie od 4,8-7,3 mld euro, chyba, że w międzyczasie w Polsce nastąpi ograniczenie emisji zanieczyszczeń do atmosfery, co spowoduje obniżkę obciążeń z tytułu limitów nałożonych przez Unię Europejską.
Dopiero więc teraz, gdy groźba płacenia olbrzymich kar za zanieczyszczenie środowiska naturalnego stała się realna, polski rząd wpadł w panikę. Jego przedstawiciel nie parafował w Brukseli porozumienia wykonawczego w sprawie pakietu energetyczno-klimatycznego, co wzbudziło u pozostałych zdziwienie, bądź wręcz konsternację; premier polskiego rządu podpisał przecież przed laty porozumienie unijne w tej sprawie – argumentowano.
Wtedy jednak, zapewne, ani Jerzy Buzek, ani nikt w jego rządzie pakietem tym się nie przejmował, dotyczył on bowiem odległych czasów.

Polska – energetycznym skansenem?

Podstawowym surowcem energetycznym w Polsce jest węgiel. Umożliwia on wytworzenie aż 93% energii elektrycznej. W oparciu o gaz produkuje się jedynie 3,4% energii elektrycznej, zaś inne źródła energii (a więc olej napędowy oraz odnawialne źródła energii, czyli energia wiatrowa, wodna, geotermalna, słoneczna, a także uzyskiwana z biomasy) wytwarzają 3,6% energii elektrycznej.
Jednocześnie węgiel służy do produkcji 80% ciepła, dostarczając energię do ogrzewania mieszkań i zaspokajania innych potrzeb bytowych. Około 8% ciepła dostarczają w Polsce odnawialne źródła energii. Resztę potrzeb (około 12%) zaspokaja gaz ziemny i pozostałe (poza wymienionymi) źródła energii (np. drewno).
Polska jest największym producentem węgla w Unii Europejskiej. Złotym okresem w rozwoju polskiego górnictwa węglowego były lata 70-te. Wybudowano wtedy szereg nowych kopalń, wyposażono je w nowoczesne (jak na tamte czasy) urządzenia techniczne, zwiększono też intensywność wydobycia. W 1979 roku wydobycie węgla kamiennego osiągnęło 201 mln ton. W latach 80-tych spadło ono do około 180 mln ton, w dziesięcioleciu 2001-2010 – do około 80 mln ton i nadal spada.
W latach 70-tych Polska była drugim po Stanach Zjednoczonych eksporterem węgla. Obecnie zajmuje 11 miejsce w świecie po Stanach Zjednoczonych, Chinach, Australii, Rosji, Indonezji, Kolumbii, RPA, Wietnamie i Kazachstanie. Jeszcze w 1990 roku Polska eksportowała rocznie 30 mln ton węgla, obecnie – 6 mln ton. Za to import węgla zwiększa się nieprzerwanie; w 2010 roku wyniósł 12 mln ton, obecnie wynosi około 14 mln ton.
Wszystkie te zmiany w produkcji i handlu zagranicznym węglem w Polsce pozostają w kolizji z tendencjami światowymi, gdzie w ostatniej dekadzie wydobycie węgla kamiennego wzrosło o 70%, zaś węgla brunatnego o 10%. Jednocześnie udział węgla w produkcji energii elektrycznej zwiększył się w tym czasie w świecie ze 40% do 41%, udział gazu pozostał bez zmian, wzrósł udział energii odnawialnej i atomowej, zmalał natomiast udział paliw ciekłych i energii wodnej.

Zmiany zamierzone czy wymuszone?
Dlaczego Polska zrezygnowała z pozycji węglowego potentata w Europie i świecie? Przecież węglowy model polityki energetycznej ma swoje racjonalne uzasadnienie; nie ukształtował się on w Polsce za czasów E. Gierka lecz dużo wcześniej w rezultacie wieloletnich uwarunkowań geopolitycznych i naturalnych, na które złożyły się ograniczone możliwości pozyskania surowców energetycznych z zewnątrz i własne, jedne z najbogatszych w Europie i świecie, zasoby węgla kamiennego i brunatnego. Pod względem bezpieczeństwa energetycznego (procentowy udział importu w całości zużycia surowców energetycznych) węgiel zapewniał Polsce trzecią pozycję w Europie. Niestety, w ostatniej dekadzie zależność energetyczna Polski od importu nośników energii zwiększyła się z 11,2% do 30,4%.
Tak duży udział węgla w produkcji energii elektrycznej i ciepła wpłynął rzecz jasna na naszą przodującą pozycję w zanieczyszczeniu środowiska naturalnego w Europie. Wynika to jednak nie tyle z „węglowego” charakteru energetyki co z jej aktualnego zacofania technologicznego. Prawie wszystkie elektrownie węglowe liczą 40 lub więcej lat. W części z nich założono nowe filtry odpylające, co znacznie zmniejszyło zanieczyszczenie okolicznych terenów. Dotyczy to w szczególności elektrowni pracujących w oparciu o węgiel brunatny. Rozwiązania technologiczne dotyczące produkcji energii elektrycznej pozostały jednak te same.
W międzyczasie nastąpił w energetyce węglowej bardzo szybki postęp technologiczny. Turbogeneratory stały się bardziej wydajne i mniej szkodliwe dla środowiska naturalnego. Urządzenia odpylające ograniczyły wydatnie emisję zanieczyszczeń do atmosfery. Niestety, w ostatnim dwudziestoleciu Polska wybudowała tylko jedną nowoczesną elektrownię węglową o mocy 4 tys. megawatów, a potrzeba ich wielokrotnie więcej. Dużą część starych elektrowni trzeba będzie wkrótce wyłączyć, bądź wyłączą się one same w wyniku awarii, i co wtedy?
Energia elektryczna wytwarzana w elektrowniach gazowych jest 2-3 krotnie droższa niż w węglowych. Podobne różnice dotyczą elektrowni atomowych i wiatrowych, które są relatywnie najdroższe; przy czym pierwsza elektrownia atomowa uruchomiona może być w Polsce nie wcześniej niż za pięć lat, a energia wiatrowa wytwarza nikły procent całej energii potrzebnej Polsce; wiatr niestety wieje u nas od czasu do czasu i to tylko w niektórych rejonach kraju. Nie staniemy się też szybko, w myśl raportu Instytutu Geologii, eldorado gazowym; łupków mamy mniej, a gazu w nim zawartego wykryto niewiele.
Wszystko wskazuje na to, że nasza polityka energetyczna to efekt bezwładności, zwłaszcza w zakresie zmian w strukturze zużycia podstawowych nośników energii. Węgla wydobywamy mniej, bo jest nieopłacalny, a nieopłacalny jest dlatego, że kopalnie są niedoinwestowane i wyeksploatowane. Pracują w nich wciąż maszyny kupione w odległej przeszłości. Nie ma zaś chętnych do wyłożenia kapitału. Spółki węglowe starają się uzyskiwać, jak największe3 zyski bieżące, przy minimalnych własnych nakładach inwestycyjnych.

Dwa scenariusze
Pierwszy scenariusz, nazwijmy go autonomicznym, opiera przyszłość polskiej energetyki na węglu. Nie powinna mieć ona jednak wiele wspólnego z tym, z czym mamy do czynienia obecnie, a więc z kopalniami i elektrowniami pracującymi pod groźbą zamknięcia. Wg szacunków tylko 12 kopalń węgla kamiennego dotrwać może do 2030 roku, ale ich łączne wydobycie nie przekroczy rocznie 50 mln ton węgla. Węgiel ten wystarczyłby w 2010 roku na zaspokojenie potrzeb elektrowni zawodowych. W 2030 roku będzie go jednak zdecydowanie za mało, nawet, gdybyśmy w tym czasie w miejsce produkujących obecnie energie elektryczną starych turbogeneratorów zamontowali nowe, oszczędne, produkujące więcej energii i mniej zanieczyszczające środowisko.
Postępowanie zgodne z tym scenariuszem oznaczałoby więc konieczność wybudowania do 2030 roku co najmniej sześciu nowoczesnych elektrowni węglowych (co 3 lata jedną). Musiałyby one reprezentować nowoczesny poziom technologiczny w zakresie efektywności produkcji energii i ochrony środowiska naturalnego. Tego wymaga od nas unijny pakiet energetyczno-klimatyczny. Kary płacone za emisję CO2 byłyby oczywiście znacznie mniejsze niż oszacowano je obecnie w warunkach „brudnych” technologii energetycznych, choć, co trzeba przyznać, polska energetyka znacznie zmniejszyła w ostatnich latach zanieczyszczenie środowiska.
Scenariusz węglowy zakłada jednocześnie odwrócenie tendencji w wydobyciu węgla; zamiast spadku – jego wzrost. W rezultacie musiałaby nastąpić modernizacja kopalń istniejących i budowa co najmniej sześciu kopalń nowych. W latach 2010-2030 przewiduje się bowiem wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną rzędu 70-80 TWh (ze 141 TWh w roku 2010 do 217 TWh w roku 2030). Wymagałoby to dodatkowych 30 mln ton węgla kamiennego rocznie. Uwzględnienie potrzeb ciepłownictwa i przemysłu zwiększyłoby zapotrzebowanie na węgiel, a w konsekwencji oznaczałoby potrzebę wzrostu jego wydobycia bądź zwiększenia importu.
W sumie realizacja tego scenariusza rozwoju polskiej energetyki w wariancie spełniającym warunki ochrony środowiska naturalnego kosztowałby do 2030 roku 4-5 mld euro rocznie (łącznie około 100 mld euro). Jeżeli do tego dodalibyśmy potrzeby rozwoju i modernizacji ciepłownictwa i transportu, to wartość inwestycji do 2030 roku uległaby podwojeniu.
Drugi scenariusz, nazwijmy go unijnym, oparty na zróżnicowanych źródłach energii, zakłada zbliżenie struktury zużycia pierwotnych surowców energetycznych w Polsce do struktury przeciętnej w Unii Europejskiej, gdzie tylko 41% energii elektrycznej wytwarza się w oparciu o węgiel, 26% - w elektrowniach atomowych, 22% - w oparciu o gaz i 11% - w oparciu o odnawialne źródła. W perspektywie do 2030 roku Unia Europejska zamierza zwiększyć udział produkcji energii elektrycznej w oparciu o gaz do 28%, w oparciu o odnawialne źródła energii do 18%. Jednocześnie, jeżeli zgodnie z zapowiedziami Niemców i Francuzów, znaczącej obniżce ulegnie udział energii elektrycznej wytwarzanej w elektrowniach atomowych, to tendencje spadkowe w udziale węgla zostaną w Unii zahamowane.
Wydaje się, iż scenariusz ten jest dla Polski nierealny i co więcej przyniósłby więcej strat niż korzyści. Jego realizacja oznaczałaby bowiem zastąpienie taniego węgla drogim gazem i kilkakrotne podrożenie energii elektrycznej. Oczywiście kary płacone za zanieczyszczenie środowiska naturalnego przez elektrownie gazowe byłyby niższe niż przez elektrownie węglowe.
Gdzie Polska mogłaby przy tym zaspokoić popyt na tak znaczne ilości gazu? W 2010 roku w Polsce spalono około 65-70 mln ton węgla kamiennego i 55-58 mln ton węgla brunatnego. Jest to ilość równoważne około 60 mld m3 gazu ziemnego. Zaspokojenie przyszłych potrzeb energetycznych Polski do roku 2030 to wzrost popytu na gaz rzędu 20 mld m3 rocznie. W roku 2010 Polska zużyła 14,1 mld m3 gazu, w tym 47% pochodziło z importu z Rosji.

Marzenia a rzeczywistość
Pakiet energetyczno-klimatyczny Unii Europejskiej uznać należy za próbę przełożenia marzeń ekologów na rzeczywistość. Niestety przełożenie to obnażyło bez reszty mizerię polskiej rzeczywistości. Polska nie ma jakichkolwiek możliwości, by pakiet ten zrealizować w wyznaczonym horyzoncie czasowym. Bez astronomicznych nakładów inwestycyjnych w najbliższych kilku latach trudno więc będzie zastąpić rozsypujące się elektrownie węglowe – nowymi, zabezpieczając dostawy surowców energetycznych. W innym, przypadku Polska będzie musiała ograniczyć zużycie energii (np. poprzez wyłączenia w godzinach szczytu), bądź stać się poważnym importerem prądu. Jeżeli do tego dodamy stare, czterdziestoletnie, całkowicie wyeksploatowane linie przesyłowe powaga czekających nas kłopotów staje się zdecydowanie większa.
Roczna emisja CO2 przez kraje Unii Europejskiej szacowana jest na około 14% emisji światowej, udział Chin wynosi 22%, a Stanów Zjednoczonych 20%. Do poważnych producentów CO2 należy też Rosja (6%), Indie (5%), Japonia (4%). Udział Polski szacowany jest na 1,1%, a więc na poziomie zbliżonym do Francji.
Polska traktowana jest w Unii jako jeden z największych producentów CO2 (obok Nieniec i Francji), a w przeliczeniu na 1 mieszkańca – największym, właśnie ze względu na dominację węgla w produkcji energii elektrycznej.
Na tym tle pojawia się kilka wątpliwości.
Pierwsza, dlaczego tylko kraje Unii Europejskiej maja ponosić ciężar przeciwdziałania zanieczyszczeniu środowiska naturalnego, skoro najwięksi emitenci CO2: Chiny i Stany Zjednoczone nie podpisały protokołu z Kioto o ochronie środowiska naturalnego, wydalając bezkarnie wielokrotnie więcej zanieczyszczeń niż kraje Unii Europejskiej razem wzięte.
Ruga wątpliwość, dlaczego Unia Europejska przyjęła jako pewnik stanowisko swoich ekologów, iż to emisja CO2 jest główną przyczyną ocieplania się klimatu na Ziemi. Nie mniej liczna grupa naukowców niż stojąca po stronie ekologów uważa, że nie ma przekonujących dowodów, iż to emisja dwutlenku węgla powoduje zmiany klimatu. Ich zdaniem u podstaw obecnych perturbacji klimatycznych znajdują się naturalne cykle będące w większym stopniu funkcją czynników niezależnych od człowieka (np. wybuchów na słońcu). Wystarczy wziąć pod uwagę wyniki badań nad historią kuli ziemskiej.
Trzecia wątpliwość sprowadza się do pytania, dlaczego w istniejących uwarunkowaniach Polska miałaby ponieść w Unii Europejskiej największy, w przeliczeniu na 1 mieszkańca, ciężar wdrożenia pakietu energetyczno-klimatycznego. Czy tylko dlatego, że jej podstawowym bogactwem naturalnym jest węgiel, którego inne kraje nie mają, bądź mają w ograniczonych ilościach.
Obciążenie Polski ciężarem płacenia kar za wykorzystywanie węgla dla potrzeb energetyki i ciepłownictwa wyeliminowałoby ją w rywalizacji ekonomicznej w Unii Europejskiej i odbiło negatywnie na poziomie życia ludności.
prof. Piotr Bożyk
Prof. Adam Gierek: Polski miks energetyczny (udział różnych źródeł energii) powinien być budowany na podstawie realnych przesłanek, a nie ekologicznych dogmatów, którymi kieruje się Unia Europejska.

Prezentacja prof. Adam Gierek:
Panel dyskusyjny

28 października 2012

na śmierć chor. Remigiusza Musia



DEMONTAŻ FYMa czyli kpt. Sowa i przyjaciele

by
Fenomen FYMa [www.freeyourmind.salon24.pl/] internetowego badacza, regularnie publikującego nadzwyczaj interesujące artykuły skupiające uwagę setek stałych komentatorów – jest bezprecedensowy w swoim zasięgu, rozmiarze i materii na koniec. To dzięki temu blogerowi zostały ujawnione nieścisłości oficjalnej narracji, takie jak gumowa salonka, różnice w malowaniu tupolewów, czy fałszywki fotograficzne z rzekomego odlotu delegacji.
Dziennikarze z wypiekami na twarzy czytali FYMa, by potem zawsze bez podania źródła cytowaćfragmenty bloga w swoich artykułach. Przykładów na to są dziesiątki, jednak w tzw. głównym obiegu starannie omijano milczeniem nazwę FYM. Nawet, kiedy Antoni Macierewicz otwarcie zaatakował hipotezę maskirowki, czyli upiorną inscenizację wypadkową w Smoleńsku, posługiwał się terminami w rodzaju teorie spiskowe, anonimowi blogerzy, konfabulacje oraz ruscy agenci. Ani razu nie padła z jego ust nazwa firmowa FYM, nie pojawiła się też w gazetach, czy telewizji.
Dopiero, kiedy nastąpił spektakularny demontaż zjawiska przez jego całkowite ośmieszenie w dwu przełomowych artykułach na początku lata (w których autor FYM nazywa – całkowicie wbrew swemu zwyczajowi i wyważonej manierze – Macierewicza agentem GRU), przewodniczący Antoni określa wreszciez pełną satysfakcją anonimowych zwolenników teorii spiskowych wariatami oraz jakimiś free your mindami. To pierwszy raz, kiedy publicznie pan Macierewicz użył znienawidzonej nazwy Free your mind, na jego symbolicznym pogrzebie znacząca koincydencja, doprawdy.
Plan Pawła Przywary
Dzięki demontażowi dotychczasowego FYMa, po jego publicznym rozerwaniu na strzępy, zmieszaniu z błotem i odesłaniu do wariatów, dowiadujemy się, że za tym pseudonimem kryje się doktor filozofii, wykładowca teorii komunikacji na rzeszowskiej uczelni – Paweł Przywara. dząc po jego dotychczasowych publikacjach, jest to osoba w najwyższej mierze kompetentna w swej dziedzinie socjologii, komunikacji społecznej, internetu, manipulacji i wojny psychologicznej. Dowodzi tego choćby pracowicie złożona, w mozolnej współpracy z internautami jego książka Czerwona strona księżyca [http://www.4shared.com/get/air70MdC/czerwona_strona_ksiyca_-_free_.html], powstała w ciągu dwóch lat drobiazgowych poszukiwań na jego blogu.
Skąd tak spektakularne harakiri na koniec pracy, w której wszyscy uczestnicy czują się zaszczyceni udziałem w tym elitarnym przedsięwzięciu? Bo, że to środowisko elitarne, nie ulega wątpliwości. Nie ulega też wątpliwości, że do wmieszania się w te elity byli wyznaczeni profesjonaliści.
Czy dr Paweł Przywara myślał, że uczestnicy przedsięwzięcia, zdolni do odkrycia i mentalnego rozmontowania gigantycznej operacji dezinformacji, uwierząże ze środy na czwartek, po dwóch latach benedyktyńskiej pracy, autor z powodu upałów przeszedł na nową leksykę? I to taką, która ocieka zarzutami karalnymi z art.212 KK (pomówienie funkcjonariusza publicznego o zdradę stanu), a które będą się pojawiać w co drugim zdaniu, okraszone burackim chamstwem i kosmiczną hipotezą istnienia Polskiego Państwa Podziemnego? Wątpię, choć na pozór tak to właśnie wygląda.
Wybacz, jeśli to co przeczytasz za chwilę cię urazi, ale to zwykłe stwierdzenie faktu. Jeśli przez chwilę choć bez wątpienia uwierzyłeś w tę opisaną powyżej narrację, siedź cicho i czytaj. Znajdź kogoś mądrzejszego, komu możesz zaufać i staraj się pojąć, co się dzieje, a nie jest to radosna zabawa w Jak oni sikają na lodzie. Jesteś funkcjonalnym analfabetą i nic w tym złego, dopóki nie wydaje ci sięże pozjadałeś wszystkie rozumy, bo w telewizorze jakiś durniok ci wszystko wyjaśnił.
FYM: nie jestem sam!
Paweł Przywara obrażony
Po opublikowaniu skandalicznych rewelacji o odkryciu Maciory szpiega GRU, blog FYM oczywiście zostaje zamknięty – wraz z cennymi komentarzami – jak deklaruje administrator, do wyjaśnienia. Co symptomatyczne, Przywara w żaden sposób nie domaga się usilnie przywrócenia bloga. Owszem, po kilku dniach ciszy zaczyna, jakby nigdy nic, bez dalszych wyjaśnień, snuć swoje opowieści na zapasowych serwerach, aby w końcu dogadać się z wieloletnim znajomym, redaktorem Nowego Ekranu, Tomaszem Parolem, który udostępnia mu swoje łamy.
Obrażony na Salon24, po skandalicznym rzekomo potraktowaniu przez Igora Janke, nie zamierza tam już wracać. Co jeszcze zabawniejsze, do przywrócenia bloga FYM na S24 zmuszają Przywarę internauci, a konkretnie intheclouds [http://fymreport.polis2008.pl/?p=7690#comments]. Pozornie wygląda na to, że Janke zablokował Przywarę i ten obrażony przeniósł się gdzie indziej. Faktycznie Janke musiał jako wydawca zablokować treści karalne w oczywisty sposób, co najmniej do czasu wyjaśnienia tożsamości ich autora.
Jak tylko szanowny autor potwierdził, że istotnie nazywa się Przywara i jest w pełni władz umysłowych, Janke z ulgą odblokował całość, oczywiście bez ostatnich rewelacji o Maciorze z GRU, jednak dopiero po przewaleniu się całej kampanii nienawiści i w wyniku nacisku na zainteresowanego, bez tego nacisku blog byłby nadal zamknięty. Właścicielem i dysponentem treści jest bowiem autor i to jego działanie (albo brak) odnosi skutki. Tak to już jest, tak mówi Prawo prasowe i UoŚUDE. Efekt końcowy: zamknięcie etapu Czerwonej Strony Księżyca, przeprowadzka na Nowy Ekran, po wielkim zamieszaniu i teatralnej, z podręcznika propagandy wyjętej dyskredytacji autora.
FYM od teraz z plakietką patentowanego wariata na plecach pana dr Przywary może objawiać swoje rewelacje na wszystkich konferencjach świata. W krytycznym momencie szczujny funkcjonariusz frontu ideologicznego zawsze może zadać rozstrzygające pytanie: A Maciora to jest w GRU, czy nie? Causa Finita.
Oaza wolności słowa
Czy pamiętają państwo kilka minut sławy Igora Janke, ściskającego prawicę prezydenta Ameryki? Padły wówczas frazy o ochronie oazy wolności słowa. Spotkanie z szefem niszowego portalu, którego najpopularniejszym autorem był wówczas FYM, odbyło się niejako wbrew protokołowi, bo z lotniska prezydent udał się na spotkanie z Jankem, zanim spotkał się z B. Komorowskim. W języku dyplomacji oznacza to czytelne odwrócenie hierarchii i rang. Czy Janke jest już w lidze prezydentów? W oczywisty sposób nie, ale najpewniej coś, co prowadzi, już jest.
Paweł Przywara w ostatnich olśnieniach wspomina coś o parasolu ochronnym. O ile trudno sobie wyobrazić, aby przy każdym smoleńskim paranoiku z laptopem stał amerykański anioł stróż, to już całkiem realna wydaje się bierna amerykańska ochrona kontrwywiadowcza jednego z najbardziej interesujących miejsc spotkań paranoików, celem ich identyfikacji. Jak to się dziś robi, nie jest tajemnicą poprzez komputery. Otóż na serwerze salon24.pl jest założona dość egzotyczna konstrukcja statystyk. Każdy serwis prowadzi statystyki odwiedzin i aktywności w różnych celach, najczęściej dla reklamodawców, ale nie tylko, na co wskazują wywołania serwerów śledzących ruch.
inetnum: 217.96.43.0 – 217.96.43.255
netname: TPSA-CENTRUM-BADAWCZO-ROZWOJOWE
descr: ul. Obrzezna 7
descr: 02-691 Warszawa
country: PL
person: Administrative Contact
address: Google Inc.
address: Amphitheatre Parkway 1600
address: 94-043 Mountain View
address: USA
phone: +01 650 2531500
NetRange: 209.85.128.0 – 209.85.255.255
CIDR: 209.85.128.0/17
OriginAS:
NetName: GOOGLE
NetHandle: NET-209-85-128-0-1
Parent: NET-209-0-0-0-0
NetType: Direct Allocation
Drugi z adresów należy do typowej obsługi Google analytics, wyniki pracy której ukazują się na stronie wyszukiwarki google w postaci rankingu ważności poszczególnych haseł. Pierwszy z nich już typowy nie jest, bowiem wskazuje nie tylko serwery operatora polskiego operatora infrastruktury (CBR TPSA), mieszczące się w Polsce, ale pod zarządem firmy Google, z czego można wnioskować, że TPSA oddała do dyspozycji fragment swojej infrastruktury. Pytanie po co, skoro firma Google ma własne serwery do analizy ruchu, zresztą nie tylko w Kalifornii, ale dosłownie na całym świecie i pracują pod szyldem Google. Tu pracują pod nadzorem Google, ale wewnątrz TPSA, zatem pytanie jest bardzo dobre!
Adresy IP oraz sieciowe query whois, traceroute i podobne za chwilę okażą się przydatne, więc proszę nie krzywić nosa, że znowu jakieś komputerowe brednie.
Siatka kapitana Sowy
Skoro mamy taki piękny przykład operacji dezinformacji smoleńskiej, w której nie wiadomo co jest prawdą, a co jest fałszem, przy użyciu logiki, na drodze żmudnej eliminacji rzeczy niemożliwych, można dojść do jako tako spójnych wniosków.Podobnie należy postąpić w przypadku operacji Palenia Pawła Przywary.
Jest to albo element osłony dezinformacyjnej operacji smoleńskiej, albo fragment jej wywiadu, a najpewniej jedno i drugie spięte razem w śmiertelnej chwilami walce, jak wskazują przykłady Wróbla, Szpinety i Petelickiego – wszystko zależy od funkcji i roli, którą się w niej odgrywa. Absolutnym błędem jest podążanie za jarmarcznymi wrzaskami i podniecanie się odkryciami w rodzaju: FYM jest wariat, od dwóch lat wam to mówię.
Jeśli dwa lata pracy setek ludzi można przekreślić jednym szmatławym artykulikiem podejrzanej treści i wyjaśnieniem, że to musi być wariat i koniec tematu, nie czytaj dalej, żyjemy w innych wymiarach. To oczywiste, że kombinacja – zarówno aktywna, jak i pasywna w tej rozgrywce jest wielopiętrowa i wielowymiarowa. Chodzi wszak o największą zbrodnię w naszej powojennej historii. Czego się innego spodziewasz, jak nie stada kutych na cztery łapy, superprzebiegłych sukinsynów, zdolnych w ostateczności do wszystkiego, wokół tej sprawy?
To jasne, że łebscy goście pokroju Pawła Przywary, zabierając się do tematu Smoleńska, nie publikują w internecie swojego profilu na fejzbuku, z numerem telefonu i zdjęciami dzieci. Niemniej, jak tylko zabiorą się na poważnie do tematu, już w tajemny sposób otoczeni są gronem przyjaciół, znajomych. Część z nich w oczywisty sposób jest swoja, część wroga. Dobra ochrona, podobnie jak dobry wywiad nie ma napisane na czole pracodawcy i wtapia się w otoczenie. Dopiero po ich działaniach można rozpoznać kto jest kim, jaką pełni rolę. Podobnie z działaniami Przywary. Aby je zinterpretować, trzeba wiedzieć, co robi jego otoczenie. Co prawda nie wiemy wielu rzeczy, ale już dostatecznie wiele, aby rozpoznać zarysy pewnej siatki.
Telefonował jakiś Leszek, czyli gdzie jest pilot
Na krótko przed transformacją Paweł Przywara pisze w komentarzu na swoim blogu, że będzie trzęsienie ziemi, że odkrywa monstrualną konspirację, a krótko potem, że dzwonił jakiś Leszek oraz dziękuje „panom”, którzy zainteresowali się moim komputerem. Te dwie frazy doprowadziły do potwierdzenia z kilku źródeł tożsamości pilota, które możesz wykonać także na własną rękę, bo są w internecie, ale poczekaj cierpliwie jeszcze chwilę. Zauważ, że ważny jest szerszy plan działań, a wszystkie istnieją w interakcji. Zauważ także konieczną chronologię zdarzeń i charakterystyczne punkty zwrotne w akcji. Jakie znaczenie ma Leszek i panowie, którzy interesują się komputerem? Zasadnicze, bo po tym enigmatycznym opisie zachowanie FYMa zmienia się nie do poznania. Istotnej treści rozmowy nie poznamy, ale musiała być druzgocąca, skoro Paweł Przywara zmienia front o 180 stopni. Hipotetyczna treść rozmowy mogła być następująca:
Cześć, tu Leszek. Dzwonił do mnie kolega, poprosił mnie, żebym ci przekazał, że mają wszystkie informacje z twojego komputera, wykasowane zdjęcia twojej przyjaciółki z Karpacza i inne takie tam… Wiesz, oni nie są całkiem źli, ale sprawy poszły za daleko i podjęli decyzję, że schodzisz z linii strzału Macierewicza, musisz się usunąć. Napiszesz dwa teksty, wiesz takie trochę kompromitujące, że Maciora jest ruski agent i zablokują ci konto w S24. Możesz się nie zgodzić, ale oni mają wszystko… i to wykorzystają. Boję się o ciebie. Mam przekazać odpowiedź jutro rano, do dziewiątej. Przemyśl na spokojnie, nie będę naciskał, zadzwonię jutro przed dziewiątą.
Jak wiemy z kilku źródeł, Przywara telefonu od Leszka nie chciał odebrać
Autorytet zapasowy, czyli hochsztaplera patriotyczna
Z grona wyznawców FYMa wyróżnia się osoba publi-cysty Joanny Mieszko-Wiórkiewicz, której dorobek literacki jest znikomy, ale za to dorobek plotkarski nie do przecenienia. Rzekoma dziennikarka nie waha się wielokrotnie i bezczelnie plagiatować cudzej pracy [http://zezorro.blogspot.com/2012/06/darmo-bzdurkiewicz-czyli-hochsztaplerka.html] , ale nie to jest naprawdę irytujące w jej działaniu. Uderza dysonans pomiędzy deklarowanym na pokaz zadęciem patriotycznym, a zakulisowymi intrygami, polegającymi na starannym opluskwianiu, rzucaniu obelg, insynuacji i w końcu bezczelnych kłamstw. Intrygi nie służą bynajmniej jakimś ambicjom osobistym (to może na marginesie), ale realizacji pewnego planu. Typowym zagraniem tej pani publi-cysty, wiernej opiekunki bloga FYMa (proszę sprawdzić ile tysięcy komentarzy tam umieściła) jest pomawianie jej chwilowego celu napaści w następujący, przykładowy sposób:
Wiem, rozumiem cię, ale musisz na niego uważać. To typowy psychopata. Znam się na tym, studiowałam temat, nawet miałam kończyć drugi fakultet z psychologii klinicznej, pracowałam trzy miesiące z pacjentami. A z nim rozmawiałam setki razy. Znam go. Borderline personality to się nazywa. Psychopata. Zdolny do wszystkiego. Nic nie zauważysz, bo oni są zimni w środku, jak gady. Nie mają uczuć, tylko manipulują innymi.
Czy ktokolwiek z państwa zauważył aktywność Bzdurkiewicz tej wiosny, w okresie kwiecień-maj, ten zupełnie nie przystający do realiów pogodowych nieustanny dyżur na blogu FYMa, okraszony strzelistymi połajankami w rodzaju jak pani śmie wyrażać się w podobny sposób o tej wspaniałej postaci, trafia pani na czołowe miejsce mojej prywatnej listy hańby, adieu. Uważny czytelnik i medioznawca (np. Przywara) odkryje z łatwością sztuczność tej pozy, któż poza nim? Okazuje się, że sporo FYMowców, bo to cwane gapy są mościdziejko hochsztaplerko. Setki, tysiące godzin nocnego stróżowania diabli wzięli, bo z autorytetowania po odejściu FYMa do krainy wariatów nici.
Bezsensowne z pozoru wiosenne dyżury nocne u FYMa nie wynikały wcale z kłopotów hormonalnych, ale z planowego przygotowania (podgotovka) do przejęcia roli rzecznika po jego zniknięciu. Wszędzie o FYMie była wówczas pani Bzdurkiewicz: tu i tam i tam i jeszcze tam. Nie zaglądałem pod łóżko, ale w nocy lękliwy jestem. Żeby zamknąć klamrę i dobić gwoździem wieko trumny, pani publi-cysta skopiowała ostatnie kosmiczne rewelacje odnowionego w duchu telefonicznym FYMa na swoim blogu, chyba na wypadek, gdyby miał się rozmyślić, a zapewne dla potrzeby podkreślenia roli w śledztwie pt. Co się stało z biednym FYMciem, kto nas teraz poprowadzi (no kto czerwony kapturku)?
Proszę przekazać, że wszystko w porządku
Do gustownej trumienki z FYMciem wbito starannie jeszcze jeden gwóźdź, a mianowicie niejako testament zza grobu. Proszę przekazać, że u mnie wszystko w porządku. Tak ja to ja Paweł Przywara. Nikt inny nie dostąpił tego zaszczytu, choć wielu przecież pisało i telefonowało. Ba wystarczyło wywalić na stronie wielkie oświadczenie: TAK! Ja to ja, jeśli kto ma wątpliwości może zadzwonić (znajomi znają numer). A jednak oświadczenie się nie pojawiło, tylko zamiast niego jakieś koszmarne dochodzenie przez kilka dni milczenia, w trakcie których dzikie hordy wyprawiały tańce na grobie wariata FYMa, a patriotycznie wzdęta Bzdurkiewicz prowadziła swoje „dochodzenie” tożsamości FYMcia, udzielając połajanek wszystkim mniej wzdętym oraz sceptykom. No i proszę bardzo: ona jedyna dostąpiła zaszczytu przekazania wieści FYMa życia po życiu, tylko ona otrzymała takiego maila, widać zasłużyła.
Planowa kampania deFYMizacji
Zaraz po publikacji artykułów z Maciorą z GRU blog FYMa, zgodnie z oczekiwaniem zamknięto, a w internecie oraz w mediach elektronicznych, w tym telewizorni rozległ się ogłuszający jazgot mieszający z błotem paranoików smoleńskich, anonimowych wariatów i zwolenników teorii spiskowych. Co ciekawe, obok typowych, znanych kundli i hien w nagonce wystąpiły pewne znaczące postaci, w tej kolejności: A-tem, Toyah i Coryllus. Okazuje się, że po telefonie Leszka A-tem próbował się do Przywary dodzwonić i sprawdzić, czy wszystko w porządku. Proszę odszukać i przestudiować wypowiedzi A-tema, wprost z podręcznika agitatora.
Z kilku źródeł mamy informację, że A-tem to naprawdę A-tem, specjalista od sieci telefonicznych, pracujący w Polsce i Niemczech. Tak się składa, że Polacy są znani z prac instalacyjnych i serwisowych w sieciach telekomunikacyjnych hubu frankfurckiego. A-tem zna się na tych telefonach i ma na imię Leszek, a na dodatek zna Pawła Przywarę i zyskał takie zaufanie, że odwiedzał go w Rzeszowie, a nawet pomagał przy instalacji komputera. Dzwonił też do niego, ale co w tym dziwnego, przyjaciele przecież tak robią. No to dlaczego przyjaciel rozpętuje prawdziwą kampanię nienawiści w internecie po tym telefonie? Czy to normalne zachowanie jest? Wśród panów Leszków, którzy dzwonili oraz zainteresowali się komputerem najwyraźniej tak, bo oni naprawdę znają się na telefonach i komputerach.
Panie Leszku, co to za telefon?
Wracamy teraz na poletko pana Leszka, czyli sieci telekomunikacyjne. Oto co mówi o panu Leszku whois oraz traceroute:
WHOIS [http://whois.gwebtools.com/a-tem.com ]
A-tem.com – DNS Records
Type Name IP Address Reverse
MX 20 mxs2.domainrecover.com. 64.20.45.186 mxs2.fides.com
MX 10 mxs1.domainrecover.com. 66.45.246.210 mxs1.fides.com
ns1.domainrecover.com. ns1.domainrecover.com.
dnsmaster.domainrecover.com. dnsmaster.domainrecover.com.
SOA 2011111400 28800 7200 2011111400 28800 7200
604800 86400 604800 86400
A 209.50.243.20 209.50.243.20 mauri.spb.ru
NS ns2.domainrecover.com 65.23.159.179 rm-002-06.datarealm.com
NS ns1.domainrecover.com 66.45.232.66 66.45.232.66
Whois Query Result (Whois a-tem.com)
[Querying whois.tmagnic.net]
[whois.tmagnic.net]
Whois Server Version 2.1 at whois.tmagnic.net
Database contains ONLY .COM, .NET, .TV, .CC domains.
Owner Contact:
12.07.2012 11:11
www.A-tem.com
4z6
http://whois.gwebtools.com/a-tem.com
Leszek Kensbok
Im Leimen 63
Mainz, D-55130, DE
Punycode Name: a-tem.com
Unicode Name: a-tem.com
Admin Contact
Leszek Kensbok
leszek.kensbok@arcor.de
Im Leimen 63
Mainz, D-55130, DE
phone: +49 1791210781
Technical Contact
Hostmaster Strato Rechenzentrum
Cronon AG Professional IT-Services
hostmaster@cronon-isp.net
Emmy-Noether-Str. 10
Karlsruhe, D-76131, DE
phone: +49 72166320305
No to rzeczywiście mocny ten whois jest panie Leszku i telefon też musiał być mocny, od takiego specjalisty telefonicznego, bo w sieci napisano, że ten pański komputer firmowy panie Leszku, ten A-tem.com, to ona naprawdę obsługuje firemkę telekomunikacyjną Atem-Mauri. Poprawnie się nazywa, bo napisano w sieci, że ten mauri, to nie byle kto jest, i co prawda serwery są w Stanach, ale adres a-tem.com należy do komputerów clustra mauri.ru, czołówki rosyjskiej. No to może wyjaśnimy, jak już się tak międzynarodowo i przyjaźnie porobiło, co robi amerykański komputer w niemiecko-rosyjskiej spółce z panem Leszkiem na czele.
WHOIS [http://whois.gwebtools.com/spb.ru ]
spb.ru – Websites running on the same server
Domain Creation Date Expiration Date PR Alexa Rank
referat.ru Wednesday, December 31, 1969 21:00:00 – 7 62152
online.ru
aport.ru
stars.ru
omen.ru
rol.ru
spb.ru
rol.uz
ag.ru
Wygląda na to, że komputer jest w clustrze należącym do rosyjskiego NASKu (referat.ru i podobne, założone na samym początku internetu w 1969 roku). Znaczy się porządna rosyjska (przepraszam radziecka) firma, z tradycjami. A co w niej robi pan Leszek? Jak to co, telefonuje. Przecież to normalne między Niemcami, Polską i Rosją. Wszystko się zgadza. Człowiek z Rzeszowa interesuje się lotem radzieckiego odrzutowca z Polski do Rosji, z polskim prezydentem. No to kontaktuje się z nim życzliwy kolega z Niemiec, który ma dobry niemiecki telefon na amerykańskim komputerze, ale zarejestrowany w Rosji, przepraszam Związku Radzieckim jeszcze firma z tradycjami. A rozmawiać będziemy po polsku. Wszystko się zgadza.
Gdzie jest kpt. Sowa?
A gdzie jest ten kapitan Sowa? Na tropie jest, jak zwykle. Popytać bliżej trzeba Bzdurkiewicz i Leszka telefonisty, bo po pierwsze, wymieniają się informacjami, które w inny sposób nie mogłyby dotrzeć, – po drugie, bo koordynują swoje działania, mieszkają w tym samym kraju (Niemcy) oraz po trzecie, najwyraźniej nakręca ich ta sama rączka. Nie ulegaj pochopnemu złudzeniu, że już wiesz wszystko, bowiem tego rodzaju kombinacje zazwyczaj mają kilka pięter, więc nie dawaj się wkręcić w wykonywanie cudzego planu, a zwłaszcza planu Sowy. Tęświnię trzeba odnaleźć i napraskać po ryju, w najlepszym przypadku.
Dla złagodzenia nastroju coś po niemiecku. To jest dopiero perełka według niektórych agentka amerykańska, śpiewająca perfekt po angielsku, niemiecku, francusku i hebrajsku. Nie zniechęcaj się. Barany zawsze będą pędzone w wybranym kierunku. A ty nie daj się zbyt łatwo pędzić, bo po redyku, na jesieni jest rzeźnia.
A ode mnie dla telefonistów i panów od komputerów osobiste i serdeczne: goń się lamerze! Wiesz co to znaczy złamasie.