n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

VISITORS

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

30 grudnia 2015

Z a t a p i a n i e starego stylu


Trzeba dodać, że służalczość i zdrada nie jest jakąś cechą narodową, to raczej przypadłość pewnego typu ludzi, którzy bez skrupułów oddają się na służbę obcym władcom. Tak w Polsce, jaki i w wielu innych krajach. Wszystko dla nich, to kwestia  j u r g i e l t u . Za cenę 30 srebrników gotowi są do każdej podłości. Nie pierwsi oni i nie ostatni. Niestety. Oto kilka przykładów z przeszłości. Zerknijmy na chwilę na XVIII wiek.

„Fryderyk II, opierając się na swych polskich stronnikach, czujnie obserwując stosunki polskie, pośrednio bądź bezpośrednio, przyczynił się do tego, iż żaden sejm polski epoki Augusta III nie podjął jakichkolwiek konstruktywnych działań w formie uchwał. Jak daleko sięgały aberracje polskiej szlachty wobec chimery planów absolutystycznych własnych królów niech świadczy wystąpienie w 1744 r. mówcy stronnictwa propruskiego Wojciecha Szamockiego, w którym powiedział, iż wkroczenia Fryderyka II do Rzeczypospolitej należałoby sobie życzyć, bo uwolniłby kraj od tyranii i obronił polskie wolności”[1]. Czyż nie szlachetne i bezinteresowne serce miał Wojciech Szamocki?
Napady pruskie, a zwłaszcza fałszowanie polskiej monety, budziły wielokrotnie powszechne oburzenie ówczesnej opinii polskiej, jednakże nie powodowało to długotrwałych skutków. Niestety krzywdy te pozostawały bez żadnego zadośćuczynienia, a skargi w Berlinie nie znajdowały najmniejszej satysfakcji[2].

W tym okresie nieliczni przedstawiciele szlachty i magnatów polskich dla Fryderyka pałali bezinteresownym entuzjazmem, ofiarowując mu natrętnie i natarczywie swe usługi. Wtajemniczali go w swe zamiary, konspirowali razem z nim przeciw własnemu dworowi i narodowi, pragnąc użyć go za narzędzie do własnych celów. Wyróżniającymi się zdrajcami byli Ulryk Radziwiłł,biskup Adam Stanisław Grabowski i Antoni Potocki[3].

Co prawda wśród mieszkańców pogranicza polsko-pruskiego, czyli w Wielkopolsce i na Pomorzu, gdzie dochodziło w latach 1740-1776 do licznych gwałtów, wymuszeń i kontrybucji, opinia na temat Prus była zdecydowanie negatywna. Jednak im dalej od granicy, tym bardziej bagatelizowano zagrożenie. Polityka polskiego króla w tym okresie była bardzo chwiejna i zachowawcza. A przecież Fryderyk zwalczał Stanisława Poniatowskiego od pierwszych lat po objęciu przez niego tronu polskiego. Zwalczał skutecznie. W latach 1764-66 wygrał z nim walkę ekonomiczną o cło generalne, która uderzała w całą polską politykę skarbową. Utrudniał handel na Wiśle. W czasie Konfederacji Barskiej w latach 1768-72 z lubością przyglądał się wojnie domowej w Polsce i po cichu wspierał interwencję rosyjską, przygotowując się do I rozbioru Polski.

Wyjątkami były postacie pokroju Stanisława Konarskiego, Stanisława Staszica (Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego, 1785) – pochodził z Piły, czyli pogranicza polsko-pruskiego i miał doskonałe rozeznanie w prawdziwych działaniach Prus, oraz Wojciecha Zaharkiewicza (Maska odkryta na Marsowym Polu w Paryżu w 1790), który pisał: „Zgoła co tylko było złego w Polszcze, nigdy innego początkowego nie miało źródła, tylko od niewdzięcznego, chytrego i chciwego Prusaka, a zawsze winę z siebie na kogo innego zwalającego, najwięcej zaś i najzręczniej na Moskwę”. Ostrzegali oni przed zaborczością pruską i realistycznie potrafili ocenić prawdziwe intencje Fryderyka II, widząc w nim wielkie zagrożenie dla niepodległości Polski[4].

http://pawel.janowski.salon24.pl/685076,mentalnosc-slugi-i-niewolnika-platforma-w-upadku,2

30 listopada 2015

Malutka zabawna aferka


gazetaprawna.pl      Znalezione obrazy dla zapytania schetyna sobiesiak

Afera hazardowa - od burzy politycznej po umorzenie śledztwa

Według informacji "Rzeczpospolitej", która 1 października 2009 r. ujawniła tzw. aferę hazardową, agenci CBA wpadli na jej trop, badając inną sprawę korupcyjną w jednym z samorządów; zorientowali się wówczas, że dwaj biznesmeni z branży hazardowej z Dolnego Śląska Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek próbują załatwić korzystne dla swoich firm zapisy w projekcie nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych.
"Rz" podała, że po założeniu Sobiesiakowi i Koskowi podsłuchów telefonicznych okazało się, że byli oni w kontakcie z ówczesnym szefem klubu PO Zbigniewem Chlebowskim i ówczesnym ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim. Biznesmeni mieli zabiegać o to, by do ustawy nie został prowadzony zapis o tzw. dopłatach, które miały być nałożone na firmy hazardowe. Wpływy do budżetu z tytułu tych dodatkowych dopłat miały wynieść 469 mln zł i zostać przeznaczone na organizację Euro 2012.
07.2008 r. - podsłuch założony przez CBA u Sobiesiaka ujawnia jego kontakty z szefem klubu PO Zbigniewem Chlebowskim i ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim.
20.07.2008 r. - Sobiesiak rozmawia z Chlebowskim; fragment stenogramu z podsłuchu:
Z.Ch. - Prawdziwą wojnę stoczyłem w czwartek... R.S. - No coś tam słyszałem, z Mirkiem rozmawiałem, udało się coś, myślisz? Z.Ch. - W ogóle to wyprostowałem, wiesz, nie chcę mówić przez ten.. (....) Oni w ogóle... Powiem ci tak między nami: ani Grześ, ani Miro, znaczy się ja sam prowadzę rozmowy. Oni dzwonią do mnie, że pełne wsparcie i wszystko... R.S - ...a nie dają znaku... Z.Ch. - Nie dają wsparcia.
25.08.2008 r. - Kolejna rozmowa Chlebowskiego z Sobiesiakiem:
R.S. - Chciałem właśnie zapytać, czy tam jest jakaś szansa? (...) Mam nadzieję, że tam ze mną już będzie wszystko w porządku, nie? Z.CH. - Z tobą na... na dziewięćdziesiąt procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem. R.S. - Tak są, k..., tak ja wiem. Ale byś wykorzystał do tego, k... Mirka i i tego drugiego nie.
10.03.2009 r. - Rozmowa Sobiesiaka z Chlebowskim:
R.S. - Grześka zarazić tą sprawą, bo oni rozpie... Z.Ch. - Ja ci powiem szczerze Rysiu... ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim... jak by Grzegorz, Mirek trochę pomogli mi... przecież wiesz, biegam z tym sam... blokuję sprawę dopłat od roku... to wyłącznie moja zasługa.
- rozmowa Sobiesiaka z Koskiem:
R.S. - Oni chcą dopłaty zrobić w kwietniu. J.K. - To trzeba blokować na wszystkie możliwe sposoby... ty się zajmij tymi dwoma... powiedz im, że to jest poważna sprawa. R.S. - Zbyszek nic nie może, jeśli go nie wesprą Grzesiek i Mirek.
5.05.2009 r. - Sobiesiak dostaje informację, że niekorzystny dla branży projekt zmian w ustawie hazardowej trafił do uzgodnień międzyresortowych.
22.05.2009 r. - Rozmowa Sobiesiaka z Koskiem:
J.K. - Kapica (wiceminister finansów odpowiedzialny za hazard) w internecie wpisał, bo wycofał projekt 11 maja. R.S. - Wycofanie dopłat może nastąpić po jego (Kapicy) rozmowie z Drzewieckim. (...) To był pomysł Drzewieckiego. To już nie ma o czym rozmawiać... panie prezesie - załatwione!
30.06.2009 r. - Minister sportu Mirosław Drzewiecki pisze do resortu finansów, że wycofuje się z dopłat. Później jego ministerstwo tłumaczyło, że Drzewiecki skierował pismo, w którym poinformował jedynie o konieczności zmiany uzasadnienia w projekcie zmian w ustawie o grach i zakładach wzajemnych w związku z rezygnacją z realizacji II etapu budowy Narodowego Centrum Sportu (na co miały iść środki z dopłat).
12.08.2009 r. - Szef CBA Mariusz Kamiński informuje premiera Donalda Tuska o akcji CBA dotyczącej tzw. afery hazardowej
14.08.2009 r. - Kamiński osobiście rozmawia z premierem, dwa tygodnie później agenci CBA dochodzą do wniosku, że doszło do przecieku - kontakty biznesmenów urywają się.
19.08.2009 r. - Drzewiecki spotyka się z premierem, rozmawiają na temat zmian w ustawie hazardowej.
22.08.2009 r. - Rozmowa Sobiesiaka z Marcinem Rosołem, szefem gabinetu politycznego Drzewieckiego. Sobiesiak relacjonuje, że jego córka Magdalena ma 26 sierpnia rozmowę kwalifikacyjną w siedzibie Totalizatora Sportowego (ubiegała się o stanowisko w zarządzie). Rosół stwierdza, że rozmawiał z jego córką i umówił się z nią na spotkanie 24 sierpnia.
24.08.2009 r. - Rosół spotyka się w warszawskiej restauracji "Pędzący Królik" z Magdaleną Sobiesiak. Według raportu sejmowej komisji śledczej nie ma dowodów na to, że doszło tam do przecieku o akcji CBA.
25.08.2009 r. - Spotkanie Tuska, Drzewieckiego i szef MSWiA Grzegorza Schetyny. Premier pytał Drzewieckiego o zaangażowanie jego resortu w prace nad nowelizacją ustawy hazardowej. Według zeznań Kamińskiego przed sejmową komisją śledczą, tu było źródło i moment przecieku; po tym spotkaniu miał się o akcji CBA dowiedzieć Rosół, współpracownik Drzewieckiego, który przekazał informację Magdalenie Sobiesiak. Przesłuchiwani w tej sprawie pzed komisją śledczą zaprzeczyli temu.
26.08.2009 r. - Premier spotyka się z ministrem finansów Jackiem Rostowskim oraz wiceministrem Jackiem Kapicą i wysłuchuje informacji o dotychczasowym przebiegu prac nad zmianami w ustawie hazardowej. Po spotkaniu poleca przygotowanie projektu nowych założeń zmian do ustawy, które będą obejmowały pełną fiskalizację wszystkich rodzajów gier hazardowych oraz zwiększą obciążenia podatkowe.
- Premier spotyka się również z Chlebowskim i prosi o informację na temat jego zaangażowania w proces prac nad zmianami w ustawie. W spotkaniu uczestniczy także wicepremier Grzegorz Schetyna.
27.08.2009 r. - Sobiesiak rozmawia z Koskiem:
R.S. - Wycofałem Magdę (córka Sobiesiaka starała się o kierownicze stanowisko w Totalizatorze Sportowym), bo tam KGB, CBA - jak się spotkamy, to ci powiem - donosów było tyle, że k... wiesz.. ze względu na mnie oczywiście J.K. - Oczywiście.
31.08.2009 r. - Sobiesiak spotyka się z Chlebowskim na cmentarzu w Marcinowicach. Obaj twierdzili, że nie poruszali tam kwestii dotyczących ustawy hazardowej, ani zainteresowania nimi CBA.
2.09.2009 r. - Drzewiecki poprosił Kapicę o przywrócenie poprzednich zapisów - dotyczących dopłat - w projekcie nowelizacji ustawy hazardowej.
10.09.2009 r. - Szef CBA pisemnie występuje do premiera, informując o możliwości ujawnienia tajemnicy państwowej w związku z czynnościami CBA w sprawie afery hazardowej.
11.09.2009 r. - Premier wysyła do szefa CBA pismo z prośbą o dokonanie prawnokarnej oceny przekazanych przez Biuro materiałów dotyczących prac nad zmianami w ustawie hazardowej oraz przygotowanie dodatkowych analiz.
18.09.2009 r. - Szef CBA zawiadamia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, prezydia Sejmu i Senatu o operacji, którą prowadzi jego Biuro.
1.10.2009 r. - "Rzeczpospolita" ujawniła stenogramy z prowadzonych przez CBA podsłuchów Sobiesiaka i Koska. Gazeta podała wtedy, że dwaj zamieszani w sprawę politycy to: szef klubu Platformy Zbigniew Chlebowski oraz minister sportu Mirosław Drzewiecki.
- Chlebowski organizuje konferencję prasową; oświadcza, że nigdy nie lobbował i nie wymuszał decyzji w sprawie zmian w ustawie hazardowej, mówił, że miał do projektu wiele zastrzeżeń. Powiedział, że nie ma sobie nic do zarzucenia, nie angażował się bezpośrednio w prace nad projektem. Stwierdził, że jego rozmowy z Sobiesiakiem były niefortunne.
- premier mówi, że interes państwa nie jest zagrożony; chce, żeby Chlebowski na czas wyjaśnienia afery przestał pełnić funkcje szefa klubu PO i sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
2.10.2009 r. - W Belwederze spotkali się prezydent, premier, marszałek i wicemarszałkowie Sejmu, minister sprawiedliwości, szef kancelarii prezydenta, szef BBN. Donald Tusk stwierdził, że sposób zaangażowania się Lecha Kaczyńskiego w sprawę miał charakter politycznego zamówienia.
- szef CBA zdecydował o zniesieniu klauzuli tajności z dokumentów przesłanych władzom. Kamiński zwrócił się również do prokuratora generalnego o wyrażanie zgody na upublicznienie tych dokumentów.
- na stronach kancelarii premiera opublikowano kalendarium prac Tuska dotyczących sprawy hazardowej: pierwsza informacja - 14 sierpnia premier zapoznaje się z materiałami CBA i tego dnia spotyka się z Kamińskim, na spotkaniu jest też Jacek Cichocki. Ostatnia - 29 września spotkanie w gabinecie premiera nt. nowego projektu zmian w ustawie hazardowej. Wieczorem premier rozmawiał z Drzewieckim.
- PiS zawiadomiło prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa m.in. przez premiera i Drzewieckiego. Chodzi o podejrzenie, że był przeciek, dzięki któremu biznesmeni dowiedzieli się, że CBA się nimi interesuje, i że doszło do niego, po tym gdy Kamiński przedstawił premierowi sprawę.
5.10.2009 r. - Drzewiecki podaje się do dymisji.
7.10.2009 r. - Do dyspozycji premiera oddali się:
- wicepremier, szef MSWiA Grzegorz Schetyna, - minister sprawiedliwości Andrzej Czuma, - sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki Adam Szejnfeld, - rzecznik prasowy rządu Paweł Graś, - sekretarz stanu w KPRM Rafał Grupiński, - sekretarz stanu w KPRM Sławomir Nowak. Stanowisko zachował jedynie rzecznik rządu
- Premier odwołał szefa CBA Mariusza Kamińskiego
- Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła z doniesienia CBA śledztwo w sprawie tzw. afery hazardowej.
4.11.2009 r. - Sejm powołuje komisję śledczą do zbadania tzw. afery hazardowej. Po 9 miesiącach śledczy przyjęli raport z prac wraz z czterema zdaniami odrębnymi. Sprawozdanie mówi m.in., że politycy PO nie brali udziału w nielegalnym lobbingu ws. ustawy hazardowej, choć ich zeznania są momentami mało wiarygodne, a źródłem przecieku o akcji CBA mogło być tak Biuro, jak i Kancelaria Premiera.
29.10.2010 r. - Przewodniczący komisji śledczej do spraw tzw. afery hazardowej Mirosław Sekuła (PO) przedstawił posłom sprawozdanie z prac komisji.
30.12.2010 r. - Prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące ujawnienia informacji o prowadzonych przez CBA działaniach operacyjno-rozpoznawczych w związku z tzw. aferą hazardową. Informacja o umorzeniu śledztwa ws. przecieku została podana do publicznej wiadomości ponad tydzień później.
7.04.2011 r. - Warszawska prokuratura okręgowa umorzyła śledztwo dotyczące tzw. afery hazardowej. Jak informowano, początkowo obejmowało ono trzy wątki. Pierwszy: niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych w czasie prac nad ustawą o grach i zakładach wzajemnych umorzono z powodu braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa.
Z takich samych przyczyn umorzono też wątek powoływania się na wpływy oraz podejmowania się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w ramach prac nad tą ustawą oraz udzielenia lub obietnicy udzielenia korzyści majątkowej lub osobistej w zamian za takie pośrednictwo. Poinformowano, że w sprawie wątku nieprawidłowości prac nad ustawą nie stwierdzono znamion przestępstwa. Na żadnym etapie procesu legislacyjnego nie doszło do złamania prawa.

21 listopada 2015

"Raptem, 12 października Piłsudski zawiera rozejm z bolszewikami"


"Wiadomości", 1972, nr 42 (1385); zmieniłem nieco pisownię i interpunkcję – K. K.
Józef Mackiewicz

KSIĄŻKA O NIEPOKOJĄCYCH ANALOGIACH: "PAMIĘTNIKI" WĘDZIAGOLSKIEGO

Pamiętniki Karola Wędziagolskiego, wydane przez Polską Fundacje Kulturalną w Londynie [1972, s. 442 i 6nl], należałoby umieścić na półce klasycznego tzw. "wkładu" do historycznej literatury światowej. Mają one wartość nieprzemijającą, daleko poza kręgiem spraw polskich. Jeżeli chodzi o piśmiennictwo polskie, Pamiętniki Wędziagolskiego stanowią szczególny wyjątek. Mamy moc dzieł o rewolucji w Rosji. Autorami tych książek są jednak przeważnie obserwatorzy lub "ofiary" rewolucji. Po raz pierwszy bodaj występuje nie widz, lecz aktor tamtych dziejów. I na tym: "od wewnętrznej strony" polega różnica i największa wartość tej książki zarazem. Naturalnie, istnieje dużo książek napisanych przez bolszewików różnych narodowości, w tej liczbie z tuzin przez działających wówczas polskich bolszewików. Ale te nie należą do literatur narodowych, lecz – bez względu na język – do wspólnoty literatury komunistycznej, zarówno tamtych jak dzisiejszych czasów. To zupełnie co innego.

W prasie polskiej pojawiło się już wiele recenzji o Pamiętnikach Wędziagolskiego. Wszyscy chwalą. Niektórzy wyrażają zachwyty. Książka Wędziagolskiego stała się emigracyjnym "bestsellerem". Bardzo słusznie. Doskonały jest wartki tok opowiadania, świetne ujęcie literackie, język, piękne opisy. Już dlatego książka jest warta pochłonięcia. A cóż dopiero jej autentyzm historyczny.

Autor, Karol Wędziagolski, jest jak mało kto postacią kolorową na tle – chciałoby się rzec: kolorowych czasów. Gdyby nie był to kolor krwi, czerni i gruzów walącej się epoki. Tratowanej kopytami konnicy, kołami taczanek, zdeptanej butami wojny domowej. Zaplutej łuskami "siemieczek" obok łusek wystrzelonych taśm karabinów maszynowych. Słońce świeciło przez kurz i dymy. Księżyc padał na przemykających w strachu uciekinierów. Nastawała nowa epoka kolektywnego terroru. W tym galimatiasie frontów, mordów i wywrzaskiwanych haseł, Wędziagolski jest rewolucjonistą z przekonań i – kontrrewolucjonistą z nabytego doświadczenia. Był... Ba, kim on nie był! Przede wszystkim towarzyszem i przyjacielem socjal-rewolucjonisty Borysa Sawinkowa, którego to Winston Churchill. w swej wydanej w r. 1937 książce: Great Contemporaries , zalicza do wielkich postaci dziejowych świata. Wędziagolski znał Kierenskiego, księcia Lwowa i Lwa Trockiego; Milukowa, Korniłowa, Wrangla, Denikina i wielu innych z frontu kontrrewolucji: staje się później zaufanym Piłsudskiego, jada obiady w Paryżu z Dmowskim... – Doszła mnie sceptyczna uwaga: "Oj, czy nie wyolbrzymia on kapeczkę swojej roli, czy nie przesadza ździebko swego znaczenia..." – Nawet, nawet. Nawet jeżeli podkoloryzował gdzieniegdzie błyskotliwość własnej osoby, nawet wtedy nie ujmuje to, ale dodaje uroku Pamiętnikom . W żadnym jednak razie nie odbiera książce tego, co jest w niej najcenniejsze z obserwacji faktów, co czyni z niej dzieło o wyjątkowym znaczeniu, a do czego pozwolę sobie powrócić później. Na razie zacznijmy od początku.

WARSZAWA 1914

Pisze Wędziagolski: "Wielu się spodziewało, że wojna ta zwiastuje lepsze jutro. Tylko nieliczni przeczuwali już wtedy, że rozpoczął się nowy i krwawy rozdział historii, jako wstęp do epoki, którą wkrótce kilku szaleńców proklamuje jako epokę szczęśliwości..."

Warszawa leżała wonczas na zapleczu "nowego rozdziału historii". Że zamykał on jednocześnie epokę poprzednią, która nie miała już powrócić, zgłaszam się do Wędziagolskiego na jednego ze świadków koronnych. Mimo mego wieku, wtedy wstępno-gimnazjalnego, tak odległego od osobistych doznań autora Pamiętników , rąbek tamtej epoki pozostał mi dobrze w pamięci: Byliśmy wtedy przypadkowo w Ciechocinku. Sezon w pełni. (Kowalewski co tylko pobił Jachimowicza w polskich mistrzostwach tenisowych). Panie pod parasolkami słonecznymi zdziwiły się, że raptem przestała grać w parku orkiestra wojskowa. Nazajutrz przemaszerował oddział pruskiej piechoty w błyszczących kaskach. – Jak to mogą nie kursować pociągi do Warszawy?! Wojna? Ależ nie dotyczy to chyba kuracjuszy! Wszystko otwarte. Teatr, kinematograf, kawiarnie, sklepy. Patrol dragonów niemieckich rozdawał po ulicach uzdrowiska odezwy do Polaków, wyciągając je z cholew żółtych butów: "Polacy! ..." dalej szedł tekst pisany stylem i ortografią poznańskiego wachmistrza. Wreszcie zabrakło czegoś w sklepach. Dopiero pomysłowy przedsiębiorca (zarobił na tym pewnie masę) zorganizował transport do Warszawy "auto-karami". Jechało się – rzecz, najbardziej naturalna – bez żadnych przepustek i pozwoleń, bez kontroli dokumentów, "przez fronty" (w Nieszawie stał jeszcze gorodowoj ) do Kutna. Stamtąd koleją.

Co za przeżycia dla mnie! Matka, pamiętam, była oburzona że nocny pociąg z Kutna wyszedł z godzinnym : opóźnieniem bo – powiadano – gdzieś latał Zeppelin... ("Ale co to nas może obchodzić!" – Oberkonduktor wzruszał na to pokornie ramionami). Pociąg ruszył. Ostatnie: adieu! Belle époque!...

Wróćmy do Wędziagolskiego. Pisze on: "Ówczesna Warszawa zrobiła na mnie wrażenie miasta nazbyt już przejętego militarnymi sprawami rosyjskiego zaborcy, jakby zgodnie z wielkoksiążęcą odezwą do Polaków te sprawy stawały się wspólne". Znów mogę mu służyć za świadka: pamiętam te tłumy warszawskie wiwatujące, machające z okien, chodników i tramwajów do maszerujących kolumn rosyjskich. Kwiaty... Znów ku dużemu rozdrażnieniu mojej matki, która była "orientacji austriackiej" (Wujaszek Adaś z Krakowa akurat mianowany został c.k. Feldmarschalleutenant, czyli generał-lejtnantem, w Wiedniu). Dziś się o tym mało pisze, lub wcale. Wtedy, pod deklamację pięknego wiersza Edwarda Słońskiego: "Szły tędy pułki kozackie..."

Wędziagolski na temat słynnej odezwy w. ks. Mikołaja Mikołajewicza pisze: "...mogłaby być historyczną, gdyby nie była po cygańsku chytrą, bo podpisana nie przez monarchę, lecz przez naczelnego wodza, którego obietnice monarcha już nazajutrz może uznać za nieobowiązujące". – Jest to opinia, która – po krótkiej euforii – przyjęta została później jednolicie przez społeczeństwo polskie (i bodaj przez historyków) aż do naszych dni. Pozwolę tu sobie na dygresję: nie będąc ekspertem w tej materii, mam wrażenie, że ta opinia nie jest ścisła, jeżeli chodzi o stronę formalno-prawną. Czy bowiem z ustawowo-formalnej strony, car mógł się w ogóle zwrócić per: "Polacy"? Zdaje się że nie. Z wysokości tronu istnieli tylko "poddani imperatora Wszechrosji" (tzn. wszyscy, od ostatniego żebraka po wielkich książąt) i nie podlegali podziałowi na narodowości. Jedynie na stany i wyznania. Cesarz mógł się zwrócić z "najwyższą" odezwą do: prawosławnych, katolików, ewangelików itd. Mógł do: szlachty, mieszczan, chłopów itd. Ale nie mógł do: Rosjan, Polaków, Litwinów itd. Bo by to obalało istniejącą formę ustrojową. Podobnie królowie angielscy zwracają się w formie: My people! a nie inaczej. Tak samo jak wojsko, poczta itd. są w Anglii z formy "królewskie", choć z istoty państwowe. W dawnej Rosji nikt nie kwestionował istnienia narodu rosyjskiego (i jeszcze jak! Np. w okresach intensywnej rusyfikacji), polskiego i innych wchodzących w skład imperium. Z faktu tego władny był wyciągać praktyczne wnioski każdy, aż do wielkiego księcia włącznie, zarówno z treści jak formy. Z wyjątkiem samego samodzierżcy... dla którego formalnie istnieli jedynie poddani różnych wyznań i różnych stanów. Tak też i uprzednie "najwyższe" ukazy ograniczające prawa Polaków, jak np. dostęp do akademii sztabu generalnego, nie mówiły o "Polakach", lecz o "katolikach" (Można je było w ten sam sposób obejść. Gen. Anders np. był protestantem) itd., itd. Odezwa w. ks. Mikołaja Mikołajewicza do "Polaków" w r. 1914 była aktem politycznym. I oczywiście, jak każdy akt polityczny, mogła być dotrzymana lub sto razy nie dotrzymana, z mnogich względów politycznych. Ale wzgląd, kto położył podpis pod aktem, sam cesarz, czy jego stryj i wódz naczelny, odgrywałby niewątpliwie rolę najmniejszą, lub żadną zgoła. Tzn. równie małą, jaką odgrywa podpis we wszystkich aktach, paktach i przyrzeczeniach od początku świata.

Naturalnie, dla tych samych względów politycznych, samodzierżca wszechrosyjski mógłby, gdyby chciał (mu poradzono), dokonać wyłomu w formalnym statusie tronu. No, ale był właśnie rok jeszcze 1914.

NUDA WOJNY, NUDA KLĘSKI

Wędziagolski, który był wtedy na froncie, znakomicie opisuje swe przeżycia. Wizyty w dworach polskich ,,w Królestwie", typy ludzi, lasy-pola, swoje przez nie marszruty konne; przelotne zapatrzenia... – Nastąpiła klęska militarna armii rosyjskiej. Odwrót. I oto na tej pozornie barwnej taśmie:

"Długimi drogami, niekończącymi się bezdrożami, dniem i nocą. Konie tuliły uszy i przysiadały na zadach. Ludzie nieprzytomni ze zmęczenia, brnęli zmąconymi szeregami..Jak przemajaczone w gorączce mijały noce na wozach lub w ohydnych chałupach, dni wlokły się i obracały jak wozowe koła w roztopach. Ludzie dziczeli. Cały widnokrąg życia zaciągnął się mściwą nudą... Później stawał bezruch nad frontem na całe tygodnie i ustalała się rutyna przyziemnego życia z dnia na dzień, w której już na spokojnie rdzewiała i próchniała od wewnątrz wrażliwość dla wzniosłych pojęć. W okopach wybierano wszy i z nudów oddawano strzały w kierunku przeciwnika".

Niesłusznie – że jakoby "realistycznie" jest pisać łatwo. Najtrudniej przedstawić jest zawsze nagą prawdę, lub do niej podobną. Talent literacki Wędziagolskiego pozwala mu utrwalić na kliszy również tło, którego się zazwyczaj unika w malunkach wojny, mianowicie jej – nudę. Tzn. te długie tygodnie wypełniające czas pomiędzy krótkimi spięciami epizodów.

Zabójstwo Rasputina było niewątpliwie "wielką przygodą". Ale to tam, w Petersburgu. Na pozycjach, w Karpatach: "...śnieg, utrudniając komunikację z okopami, potęgował świadomość bezsilnych skazańców, odciętych od świata i życia. Znów nuda stawała się powszechną zmorą, znów marniała nadzieja, że coś się przecie zmieni i odmieni martwą kolejność ednostajnych dni... Po kilku dniach poruszenia zabójstwem Rasputina w naszym głuchym zakątku między górami, a zapewne wszędzie indziej na froncie, znów się rozpoczął okres zautomatyzowanej nudy..."

OTWARCIE DROGI BOLSZEWIKOM

Wędziagolski pisze: "Od społeczeństwa, od inteligencji w dół, przenikała inspiracja rewolucyjna. Żołnierz wprawdzie nie potrzebował jej dla odczucia gorzkiego zawodu, gdy zamiast obiecywanych zwycięstw przyszły klęski. Nieudolność dowództwa traktował jako osobistą krzywdę"... – Nad tym stwierdzeniem autora o "nieudolności dowództwa" mam się ochotę zastanowić. Bo wojnę najczęściej jeden wygrywa, drugi przegrywa. Czy każda przegrana musi być dowodem "nieudolności" strony przegrywającej? Czy : nie bywa też czasem dowodem "udolności" strony wygrywającej? Nie jest dowiedzione, że Niemcy na froncie wschodnim w pierwszej wojnie światowej nie zawdzięczali wygranej swoim walorom militarnym.

Tymczasem przebieg kampanii, niefortunny dla Rosji, zaostrzał wewnętrzną polaryzację. 80% inteligencji rosyjskiej: "stanowili liberałowie i zwolennicy socjalizmu". I – jak pisze dziś Wędziagolski: "Nadszedł wreszcie ten dzień wymarzony i przeklęty, zapowiedziany tylokrotnie przez poetów, proroków i filozofów, dzień o podwójnym obliczu, dzień pozornie sprawiedliwy i błogosławiony jako świt ku powszechnemu szczęściu, gdy w rzeczywistości był zmierzchem przed straszliwą nocą, unicestwieniem wszelkich nadziei".

Wędziagolski staje się prezesem Rewolucyjnego Komitetu 8-ej Armii. Wkrótce potem zbliża się do Sawinkowa, który jest zrazu wojennym komisarzem Tymczasowego Rządu, a niezadługo ministrem wojny. Wielkie imię Sawinkowa, rewolucjonisty-terrorysty z ubiegłej epoki, otwiera mu zrazu drogę kariery rewolucyjnej. Ale skutki ,,pogłębiania rewolucji" otwierają mu jednocześnie oczy na rzeczywistość, leżącą poza obrębem doktryny. Sądzę, że w ten sam sposób jak Wędziagolskiemu. Może stąd ich zbliżenie? Wędziagolski staje się odtąd wiernym towarzyszem dążeń i przygód Sawinkowa.

Zaczęło się od wydania przez "Tymczasowy Rząd" "prikazu nr 1", tzn. o powołaniu wojskowych komitetów rewolucyjnych. To za Kierenskiego. Ten rozkaz nr 1 stał się usprawiedliwieniem anarchii, rozkładu armii i wszelkich zbrodni pod jego egidą popełnionych. "Zrodził go – pisze Wędziagolski – strach rewolucyjnych cywilów, by żołnierzom nie przyszło do głowy poprzeć swoimi karabinami taką czy inną kontrrewolucję. W miarę bowiem jak niezłomna wiara, że wystarczy obalić carat a wszystko będzie dobrze, zaczynała chwiać się w obliczu anarchii, wzrastał w obozie republikańskim strach przed kontrrewolucją, ekscytowany do form maniactwa, który oślepiał i znieczulał na niebezpieczeństwo bolszewizmu". – Nie było już odwrotu: "Głos ludu, glos Boga" podniesiony do dogmatu, doprowadził do podeptania i Boga i ludu.

W tym miejscu zaczyna się to, co Wędziagolski ma najważniejszego do powiedzenia ze swych przeżyć, obserwacji i konstatacji. W przeniesieniu na czasy dzisiejsze, można by to traktować jako ostrzeżenie przed dużymi i małymi, ale zastraszającymi analogiami do "kiereńszczyzny". Minie więcej niż pól wieku, niewielu już ludzi na świecie wie, kim był Kierenskij. Ale zapoczątkowany w r. 1917 model zdaje się rozszerzać i obejmować świat cały. Można się sceptycznie, nawet drwiąco odnieść do podobnego uogólnienia. Zjawisko jest normalne: ci. którzy odpadli, umarli, zostają wraz z ich działaniem w tyle jak kamienie drogowe, a ci, którzy kroczą naprzód, nie potrafią sobie uświadomić że tamci byli kiedyś współżyjącymi, współdziałającymi, że mogą być współtwórcami tego, co jest dziś. Wędziagolski odsłania nam istotę "kiereńszczyzny". Nie tę z historycznej anegdoty, ale tę z ducha i zasady, która otwarła drogę bolszewizmowi .Test to zasada: WRÓG LICZY SIĘ TYLKO Z PRAWA...

Akurat jednocześnie z ukazaniem się książki Wędziagolskiego, pisze w Ameryce stary socjalista, rodem z Wilna. Dawid Szub: "Oni widzieli niebezpieczeństwo tylko z prawa... Gdy w lipcu 1917 Lenin podjął pierwszą próbę przewrotu bolszewickiego, delegacja mienszewików, na czele z F. J. Danem pospieszyła do Kierenskiego, aby za Boga nie wysyłał tylko kozaków dla stłumienia Leninowskiego zamachu!..."

Sawinkow będąc już ministrem wojny w rządzie Kierenskiego, wypromował gen. Korniłowa na naczelnego wodza. W tym czasie Wędziagolski, będąc komisarzem przy 8-ej armii, wchodzi automatycznie w skład petersburskiego Sowdepu, i popiera poczynania Sawinkowa. Korniłow podejmuje marsz na Petersburg, w celu uratowania Rosji przed bolszewizmem: "Nie rewolucję trzeba 'pogłębiać', ojczyznę trzeba ratować! Rząd Kierenskiego miał okazję rozprawić się ostatecznie z partią Lenina. Ale... pisze Wędziagolski:

"...wierzono, że najświętszego ołtarza rewolucji należy bronić wspólnie przed kontrrewolucją... Wojenny komisarz Kwatery Głównej przy Kierenskim, Włodzimierz Stankiewicz, kowieński szlachcic z dziada pradziada, i socjal-rewolucjonista z wyboru, oko i ucho Kierenskiego. zastrzegł się przeciw środkom prewencyjnym przeciwko bolszewikom, jako kolidującym z pojmowaniem wolności, i niebezpieczeństwem ze strony kontrrewolucji..." – Dalej pisze Wędziagolski: "Dołączył się do tego sabotaż kolejarzy. Pociągi z wojskiem Korniłowa były co kilka kilometrów zatrzymywane... Kierenski zaś rzucił na stół gry swoją kartę: Obrona demokratycznych zdobyczy rewolucji! Wszyscy do walki z szalonym generałem, który zdradził rewolucję!... Stłumienie Korniłow-skiego powstania, które było podjęte w imię dobra republiki, a zostało naświetlone, zgodnie tak przez rząd jak bolszewików, jako zbrodnia i zdrada, stało się usankcjonowaniem anarchii. W ten sposób każda próba ukrócenia rozbestwionych mas została napiętnowana mianem kontrrewolucyjnej zdrady". – I oto w obliczu tych wypadków "na danym etapie", Wędziagolski, który był kiedyś "prawie" SDKPiL, wyznaje teraz: "Strach przed kontrrewolucją oślepiał i zaślepiał nawet skądinąd inteligentnych i rozsądnych ludzi... Cóż pozostawało więc? Z obowiązku świadka ówczesnych wydarzeń odważam się twierdzić, że być może tylko przywrócenie monarchii z jednoczesną reformą rolną mogłoby skutecznie przeciwdziałać bolszewizmowi".

Istotnie, przyznajmy, duża to odwaga ze strony autora takie stwierdzenie, nie tylko na "ówczesnym etapie", ale może jeszcze większa na – dzisiejszym...

Wędziagolski pisze dalej: "W wyborach do Konstytuanty bolszewicy mieli zaledwie 13%..., gdy Sawinkow, w sierpniu 1917, zażądał od Kierenskiego aresztowania wszystkich członków centralnego komitetu bolszewickiej partii – Kierenski z niezwykłą u niego stanowczością powiedział: nie! Nastąpiła dymisja Sawinkowa... Inteligencja szła za masami, jak skazaniec przykuty do swej taczki. Bardziej w trosce o uszanowanie ideałów wroga, a przede wszystkim w obawie o jego bezpieczeństwo. Byle nie splamić sobie rąk 'krwią ludu' ...Demokracja stawała się dyktatorem mody. Najwyżsi wodzowie armii spieszyli zgłosić swoją solidarność z rewolucją. W najekskluzywniejszych salonach było towarzyską nieprzyzwoitością wątpić w demokrację". – "Przytoczę – pisze Wędziagolski – autentyczny wypadek: Sekcja Delegatów Robotniczych Szkłowskiej Rzeźni zażądała od ministra, aby wyraził ostre potępienie Jego Królewskiej angielskiej Mości za skazanie tubylca w Singapurze na karę chłosty za złodziejstwo. I minister musiał się wdawać w rokowania z tą delegacją robotniczą... Rząd Kierenskiego trzymał się kurczowo fikcji, że partia bolszewicka reprezentuje tylko 'prze­ciwników politycznych'. Wrogowie to monarchiści i kontrrewolucjoniści ... Borys Sawinkow za próbę ratowania republiki został napiętnowany przez własną socjalistyczną partię i przez wszystkie bratnie, z bolszewicką – rzecz jasna – na czele, jako reakcjonista i wróg ludu... Książę Ceretelli, jeden z przywódców socjaldemokracji, był nawet autorem sloganu, że kto walczy z bolszewikami – walczy o restytucję monarchii. I tym sposobem doszło do tego, że z bolszewikami nie walczył nikt... Komitety rewolucyjne wszystkich formacji nawołują przy tym rząd do 'pokojowego załatwienia konfliktu z partią bolszewicką'". (Dziś powiedzielibvśmy: do "pokojowego dialogu", przyp. mój). Wędziagolski opisuje, że gdy do Moskwy przybył wysłannik dońskiego atamana Kaledina, kpt. Sokołów, proponując natychmiastową zbrojną pomoc przeciw bolszewikom, i zameldował się i w prawicowym Komitecie Działaczy Społecznych, będącym ekspozyturą i moskiewskiej burżuazji, milionerów i fabrykantów – Komitet ten uchylił się od przyjęcia tej pomocy, jako pochodzącej ze źródła "wybitnie reakcyjnego".

Tak to wtedy wyglądało, przyznajmy, trochę podobnie do teraz. Wędziagolski: "Ostatnia odsłona tragedii rozpoczęła się w dniu 25 października (starego stylu) 1917. Stała się wstępem do długoletniego dramatu świata, który trwa do dziś i nikt nie wie, kiedy się skończy i czym się skończy".

"KIEREŃSZCZYZNY" DALSZY CIĄG?

Wędziagolski wyraźnie swoją refleksję kieruje nie do Rosji, nie do Polski, lecz do całego świata. Gdy to się czyta dziś, w r. 1972, tak zdawałoby się odległym od tamtych wypadków, trudno doprawdy oprzeć się wrażeniu, że nastroje panujące w tzw. wolnym świecie wykazują wiele, czy zbyt wiele, analogii z "kiereńszczyzną", powiedzmy to w cudzysłowie.

Aleksandr Błok w swym słynnym poemacie Dwienadcat', pisał w r. 1918 (w dosłownym tłumaczeniu):
Stoi burżuj jak pies głodny,
Stoi milczący, jak pytanie,
A stary świat, jak pies bezpański
Stoi za nim, podwinąwszy ogon (podżawszyj chwost).
Ten świat "z podwiniętym ogonem" wobec komunizmu, to przepowiednia dosyć celna. – Pisał poeta Osip Mandelsztam dziesięć lat później w Leningradzie: "Klasyczna poezja to – poezja rewolucji". Pisała już w naszej epoce, sztokholmskich "Kongresów Pokoju", Anna Achmatowa cykl o "Słowie Pokoju", wychwalając Stalina i zwracając się Do oszczerców : "Nam nie straszne zagraniczne łgarstwa. My własną prawdą jesteśmy silni... Spętane narody śnią o gwiazdach na basztach Kremla..." (Zmuszona, biedaczka, zmuszona). – To są poeci rosyjscy budzący dziś szczególne roztkliwienie wśród intelektualnego establishmentu.

Gdy to piszę, czytam właśnie w organie emigracji polskiej w Londynie (2 września 1972) rzeczowe uzasadnienie wschodniej polityki Piłsudskiego:

,,...uważał Naczelnik Państwa zwycięstwo bolszewików nad białymi generałami za mniejsze zło, poza tym zaś był głęboko przekonany, że w tej walce bolszewikom, a nie ich przeciwnikom, przypadnie zwycięstwo".

Uzasadnienie poparte jest wnikliwą analizą tego stanowiska z punktu interesu polskiego. Lloyd George stawkę na bolszewików uzasadniał z punktu interesów angielskich. Stresemann w Rapallo – z punktu interesów niemieckich. Benesz – z punktu widzenia czeskiego. Wszystkie punkty podmurowane były realizmem politycznym i względami interesu państwowego. – Melchior Wańkowicz pisał wtedy swą Opierzoną rewolucję . Poprzez "Front Populaire" we Francji, wojnę domową w Hiszpanii, gdy to, kto mógł tylko stawał po stronie "czerwonych", doszliśmy do Churchilla i Roosevelta.

Tymczasem jednak pojawił się jeszcze konkurent do socjalistycznej chwały, Adolf Hitler, ze swym nacjonał-bolszewizmem. Paweł Starzeński w swej książce ( Trzy lata z Beckiem ) przypomina słowa min. Becka: "Te dwa systemy, te dwie nowoczesne religie są tak do siebie zbliżone, że się nawzajem wykluczają". Słusznie. Dlatego może musiało dojść miedzy nimi do spięcia. Ale "zbliżoność" ich polegała nade wszystko na wspólnej, zapiekłej nienawiści do "prawicy", do wszelkiej kontrrewolucji. Ten fakt został zafałszowany po wojnie, ponieważ hitleryzm uznano po wojnie za zło absolutne, więc, w nastrojach, które nazywam "neo-kiereńszczyzną". nie mógł być ujawniony jako "socjalizm". Zrobiono z niego "prawicę" i "reakcję". Natomiast autentyczną kontrrewolucję oficerów, którzy chcieli zgładzić Hitlera, przefarbowano na rzeczników "demokracji", niemal socjalizmu. Bo w myśl obowiązującego dogmatu, żaden socjalizm nie może być "zły", jak żadna kontrrewolucja "dobra".

[Wychodzące w Düsseldorfie, w ramach prokomunistycznej propagandy w języku niemieckim, pismo "Begegnung mit Polen" (Heft 12, 1965), omawiając moją książkę Zwycięstwo prowokacji sugeruje mi sympatie prohitlerowskie na następującej podstawie: "Autor twierdzi, że nacjonal-socjalizm, opierał się na systemie i terrorze typu socjalistycznego... Zamach zaś 20 lipca 1944 r. miał klasyczne rysy kontrrewolucji z prawa... Tą obelgą rzuconą w twarz niemieckiemu ruchowi oporu, Mackiewicz dyskwalifikuje sam siebie. Że jego książka mogła się ukazać w Niemczech, to jest w istocie – "zwycięstwem prowokacji"...]

Operowanie przykładami jest czasem rzeczą obosieczną. Może też podważać przedstawienie oczywistego stanu, które jakoby wymaga dopiero przytoczenia przekonywających dowodów. Ale dowodów tu żadnych nie potrzeba. Wszyscy wiemy, do czego doszło dzisiaj. Obowiązuje doktryna, że bolszewizm jest ,,w każdym razie postępem" ...w porównaniu do tego, co było przed nim. Tak, jak obowiązywała za czasów Kierenskiego. Wielojęzyczne radia amerykańskie nadają w tym sensie do słuchaczy w bloku komunistycznym. Słowo: "kontrrewolucja" jest dziś formą obelżywej połajanki, jak było rugatielnym słowem w okresie Kierenskiego. Wszystkie ośrodki masowego przekazu na Zachodzie wyrażają akurat głębokie oburzenie na proces w Pradze za to, że dobrych komunistów czeskich z "praskiej wiosny" przezywa się oszczerczo "kontrrewolucją"! Gdyby dziś papieżowi w Rzymie "zarzucić", że jest antykomunistą, Kuria Rzymska zaprzeczyłaby tej "insynuacji" w słowach godnych, ale nie pozbawionych, sądzę, wewnętrznej irytacji. Komunizmu nie wolno zwalczać, z komunizmem należy prowadzić – Dialog...

Karol Wędziagolski odsłania w swoich Pamiętnikach dość szczegółowo i obrazowo, jak i kiedy to wszystko się zaczęło.

W JEDNYM BYŁO ODWROTNIE

A jednak w jednym, ważnym punkcie było inaczej, ja bym powiedział: "lepiej", moi wrogowie powiedzieliby: "gorzej". Mianowicie na tzw. dziś "odcinku młodzieżowym". Wtedy nie tylko wychowankowie szkół kadeckich i wojskowych stali się oparciem kontrrewolucji, ale w przeciwieństwie do dzisiaj, studenci uniwersytetów, i nawet gimnazjaliści. Wędziagolski pisze, po przedostaniu się do "białego" Rostowa: "...ulicami maszeruje oddział zbyt młodo i zbyt inteligentnie wyglądających żołnierzy. Ich twardy krok, wzorowa doskonałość szeregów, idealna przepisowość ekwipunku i czyste, ciemne błyski na stali bagnetów na chwilę rozradują serca. Na chwilę, bo są wśród nich prawie dzieci. Kadeci od czwartej klasy w górę, gimnaziści, studenci i junkrowie młodszych kursów, wszyscy przemienieni w żołnierzy ochotników". – Zresztą rzecz jest powszechnie znana z historii. Nawet w słynnym filmie z Pasternaka "Doktor Żywago", produkcji zachodniej, nie omieszkano nam teraz pokazać, jak odrażająca fizjonomia zramolałego generała, ukryta w krzakach, szczuje uczniaków, dzieci prawie, do walki z bolszewikami...

O roli, jaką dziś odgrywa tzw. Młodzież, zwłaszcza uniwersytecka, a teraz już i gimnazjalna, w całym świecie, nie trzeba chyba mówić. Jest ona dziś oparciem prokomunistycznej rewolucji. W Niemczech Zachodnich – mówię tylko o młodzieży – istnieją w r. 1972 następujące komunistyczne ugrupowania: KJVD, KPD/ML, KPD RA, DKP, SDAJ, ABG, GEW, GAST, SHB, ZV – są to wszystko skróty zarejestrowanych rewolucyjnych ugrupowań młodzieżowych; nie licząc przeróżnych secesji, maoistów, anarchistów i zwyczajnych gangsterów. Młodzież ta urządza burdy, demonstracje "wietnamskie" i "pokojowe", bije żelaznymi drągami – jak to się odbyło podczas Olimpiady – policję, która oczywiście nie ośmieli się nawet zagrozić użyciem broni (Boże! Co by to był za skandal! Co za krzyk na świat cały!). Długowłosa, z brodami a la Fidel Castro, zasłuchana w "pop-music" (dziś już przecie i w Kościele) Bundeswehra. przejęta jest tymi samymi tendencjami na równi z resztą młodzieży. Nie wolno jej nosić pasów, bagnetów, długich butów itd., niczego, co by drażniło militaryzmem. Ale i tego mało: z lokali wyprasza się wojskowych w mundurach, chuligani wyciągają ich z tramwajów, tłuką, kopią. O tym się nie pisze w prasie zachodniej. Ale gdyby taka demonstracja, z biciem policji drągami w Monachium, podczas Olimpiady, jak wyczynili komuniści, zorganizowana była nie przez nich, lecz – "z prawa"... Ba. można sobie łatwo wyobrazić jakby zalała pierwsze strony wszystkich gazet świata.

Zatrzymałem się tu dłużej na przykładzie niemieckim, nie dlatego że NRF, położona wzdłuż granic komunistycznych, stanowi pierwszą linie obrony NATO. Ale dlatego że jeśli moja definicja ,,neo-kiereńszczyzny" w odniesieniu do postawy politycznej świata zachodniego może się komuś wydać zbyt uproszczona, zwulgaryzowana i naciągnięta, o tyle w odniesieniu do Niemiec zachodnich, po objęciu władzy przez socjalistów Brandta, wydaje mi się po prostu kopią tej starej kiereńszczyzny, którą opisuję Wędziagolski. Tuż przy murze i zasiekach komunistycznych, skąd bezustannie strzela się do ludzi Ale: "wróg jest tylko z prawa".

W CHAOSIE WOJNY DOMOWEJ

Niezmiernie ciekawe są przeżycia i obserwacje Wędziagolskiego, tym razem po stronie "białej", której nie szczędzi on ostrej krytyki. Później przedostanie się jego do Kijowa pod rządami hetmana Skoropadzkiego i niemiecką okupacją. Nie ze wszystkim mógłbym się zgodzić, zwłaszcza że w ocenie Skoropadzkiego autor popada trochę w contradictio in adiecto . Raz dostrzega w nim czynnik wrogi, który sam zwalcza, w innym miejscu mówi, iż był to czynnik ratujący przed chaosem. Wędziagolski jest człowiekiem kilku funkcji jednocześnie. Łącznikiem z kontrrewolucją rosyjską, zaufanym polskiego POW, rzecznikiem Sawinkowa i jego koncepcji. Ma kontakty z Ukraińcami i nawet z ... bolszewikami. W Kijowie też styka się po raz pierwszy z szeregiem wybitnych nazwisk Polski Piłsudskiego, i późniejszymi dygnitarzami naszego dwudziestolecia.

Jego obserwacje są cenne historycznie, a nieraz precyzyjnie trafne. Jeszcze raz dostrzega narodziny pewnej, jakże charakterystycznej dla późniejszej epoki cechy:

"Już się zaczyna szerzyć zaraza, czy mania wszelkiego rodzaju 'centrów', 'sztabów', wywiadów i kontrwywiadów, jako objaw moralnej degeneracji... Panienki, panie z porządnych mieszczańskich domów, zaczynają śnić o służbie w 'razwiedkach', więc podaż jest ogromna, lecz i popyt nie mały. Z oddalenia czasu wydaje mi się, że syntezą porewolucyjnego okresu jest WYWIAD-KONTRWYWIAD... Urobiłem sobie przekonanie, że wielokrotnie zbrodnie rewolucji i kontrrewolucji rodziły się z teorii i praktyki fachu szpiegowskiego, tego najpodlejszego z fachów..."

Istotnie, to było coś nowego, co w minionej epoce nie wychodziło (a w każdym razie nie wchodziło do salonów) w tym stopniu nasilenia z ram ściśle fachowej służby.

TWARDY JEST LOS EMIGRANTA ANTYBOLSZEWICKIEGO...

Jeszcze jedna analogia obchodząca dziś nas, emigrantów, którzy tak często narzekamy na niesprawiedliwość, na "niepomność" ze strony państw osiedlenia, niewdzięczność i krzywdę losu. Zresztą przypomnienie dość nieprzyjemne w swej wymowie.

Wędziagolski jest prawie apologetą Pilsudskiego, a w każdym razie gorącym jego zwolennikiem. Przytoczone więc fakty nie pochodzą z niechętnego nastawienia. A było tak: w początkach r. 1919 Wędziagolski jest już w Warszawie. Tu nawiązuje lub odnawia liczne kontakty. Wymienia m.in.: Wieniawa-Długoszowski, Miedziński. Sosnkowski, Matuszewski, Günther, Strug, Michał Sokolnicki, Leon Wasilewski, Schaetzel. O własnej koncepcji politycznej pisze: "Uważałem, że należy nawiązać łączność z rosyjskim obozem republikańskim, korzystając z pomyślnej koniunktury dla rozwiązania odwiecznego sporu polsko-rosyjskiego, z korzyścią dla obu stron. Nie miałem powodów wątpić w szczerość intencji moich rosyjskich przyjaciół ze Związku Odrodzenia Rosji" (Sawinkow, Czajkowski, Plechanow, Rodiczew, Fiłosofow i in.). – Marszałek Piłsudski – mimo całej niechęci do Rosji – przychyla się do tej koncepcji, obdarza Wędziagolskiego zaufaniem i poleca mu zmontowanie tego projektu.

W tym czasie Wędziagolski ogłasza w prasie warszawskiej szereg artykułów zdecydowanie antybolszewickich. Przy tym czyni błąd, do którego sam się teraz przyznaje: "... dawałem wyraz przekonaniu, że bolszewicki przewrót nie ma żadnych szans trwałej egzystencji i stabilizacji. Oczywiście był to mój błąd, by nie powiedzieć bardziej dosadnie. Mylili się wszakże w owym czasie wszyscy, i znacznie mądrzejsi ode mnie, i ci, którym nie wolno się było mylić...". Charakterystyczne dla ówczesnej aury politycznej w Polsce, że Wędziagolski obracając się osobiście głównie w sferach "piłsudczyków" i związanej z nimi PPS, artykuły swoje ogłasza w gazetach "endeckich" ("Gazeta Warszawska", "Kurier Warszawski"). Bo, jak pisze: "Robotnik" w owym czasie nie mógł w tak demonstracyjny sposób przeciwstawiać się programowi i taktyce rządu Komisarzy Ludowych w Moskwie na ich własnym terenie... Byłoby to ryzykowaniem konfliktu z nastrojami i opiniami proletariatu, który w rozterce ducha żywił nadzieje, że wbrew temu co piszą wrogowie bolszewików, tam właśnie zaświtała zorza wyzwolenia."

Wędziagolski z polecenia Piłsudskiego urzeczywistnił plan owego porozumienia z antybolszewickim Związkiem Odrodzenia Rosji, skupiającym środowisko niechętne monarchicznej, "generalskiej" kontrrewolucji. Sawinkow zostaje przyjęty przez Piłsudskiego; ustalono zasady politycznej działalności organizacji rosyjskich w Polsce. Powstaje Komitet Rosyjski, na którego czele staje Sawinkow. Wchodzą do niego m.in. znani pisarze, jak Dymitr Mereżkowski, wielki wielbiciel Piłsudskiego, Zinaida Gippius, Fiłosofow. – Przychodzi r. 1920. Utworzona zostaje organizacja wojskowa (gen. Peremykin, Głazienap, hr. Pahlen). Włączono do niej oddziały Bułak-Bałachowicza, esauła Jakowlewa. Czas był tragiczny. Rosyjskie formacje po stronie Polski osiągają 80 000.

Następuje bitwa warszawska. Bolszewicy są rozbici. Zwycięska armia polska idzie naprzód. Raptem, 12 października Piłsudski zawiera rozejm z bolszewikami. Wojska Komitetu Rosyjskiego, które zapędziły się za daleko znalazły się "najzupełniej osamotnione – pisze Wędziagolski. – Rząd polski bowiem, najskrupulatniej i uczciwie przestrzegając warunków zawartego z bolszewikami rozejmu, przerwał natychmiast wszelką pomoc wojskowym oddziałom Komitetu poza granicami kraju, a w granicach swego terytorium był zmuszony do natychmiastowego rozbrajania i internowania każdej jednostki". – I dalej: "Kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy Komitetu internowano w obozach... Nagle, gdy w Warszawie zainstalował się bolszewicki poseł Karachan, wiceminister spraw zagranicznych, Jan Dąbski, na jego żądanie wymógł na rządzie polskim wydalenie z granic państwa w ciągu 24 godzin wszystkich członków Rady Rosyjskiego Komitetu Politycznego".

W ciągu 24 godzin... Tu następuje zgrzyt. Odczuwam go osobiście nieprzyjemnie. Wędziagolski jest – jak wspomniałem – wielbicielem osoby Pilsudskiego. To nie upoważnia go wszakże – w pisaniu prawdy dziś historycznej – do wprowadzania w błąd czytelnika przez ukrywanie tej prawdy za fasadą formalnego wybiegu. Każdy, kto zna tamte czasy – a Wędziagolski zna je lepiej od innych – wie doskonale że pozycja Piłsudskiego była tego rodzaju, iż żaden "wiceminister Dąbski" nie mógł powziąć takiej decyzji w takiej sprawie. Tym bardziej "wymóc na rządzie polskim". Jest to definicja więcej niż naiwna, bo śmieszna, w zestawieniu z władzą sprawowaną wtedy de facto przez Piłsudskiego. Zresztą uczciwość nie pozwala Wędziagolskiemu na trzymanie się dalej tej wersji. Jest wtedy do głębi wstrząśnięty i porywa się do publicznego: "...potępienia tego rodzaju policyjnej likwidacji wczorajszych sojuszników i przyjaciół na żądanie wczorajszych wrogów (nb. pobitych! – przy. mój). Brutalne wyrzucanie moich przyjaciół Rosjan za pomocą policji, spadło na mnie jak grom". – Biegnie więc do Piłsudskiego: "Zostałem przyjęty przez Naczelnika Państwa, który w serdecznych słowach okazał współczucie dla mego wzburzenia" – i zakończył słowami: "Trzeba się nauczyć zapominać o przykrych obrotach w sprawach publicznych. W budowaniu tych spraw trzeba mieć twarde serce"...

Można by tu powiedzieć, iż twarde ostrzeżenie padło u progu nowej epoki pod adresem antykomunistycznych emigrantów. Można powiedzieć wprawdzie, że to nie analogia jeszcze do wydania bolszewikom Kozaków w Linzu, w r. 1945, i innych, przez Anglików i Amerykanów. Bo Polska nikogo wtedy nie wydała na śmierć. Ale z drugiej strony. Komitet Sawinkowa i jego towarzysze nie walczyli przeciwko naszym sojusznikom (jak Kozacy przeciwko sojusznikom brytyjskim), ale byli – naszymi sojusznikami...

Książka Wędziagolskiego, raz jeszcze to powtarzam., jest nie tylko świetnie napisana, ciekawa, interesująca. Jest to zarazem książka o ważnych na dzień dzisiejszy analogiach.

..http://www.jozefmackiewicz.com/teksty28.html

14 października 2015

Świadkowie Polski Bohaterskiej

Wacław Szacoń i Stanisław Szuro – żołnierze WiN nagrodzeni przez IPN

a

Wacław Szacoń i Stanisław Szuro – żołnierze WiN nagrodzeni przez IPN

Uroczystość – nagroda IPN „Świadek Historii”

 w Sali Fontany Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, 

12 października 2015

(zdjęcia – Józef Wieczorek) 

3.


0
3
4



2
f

21 września 2015

Sterowany afekt do muzułmanów

Serce z plasteliny

546738_Wojciech_Wencel_34 
Wojciech Wencel

Fabuła o muzułmańskich biedaczkach, którzy rzekomo na gwałt potrzebują naszej pomocy, jest kolejnym odcinkiem serialu dla naiwnych. Absurdem jest wierzyć, że muzułmanie, którzy wyruszyli w pielgrzymkę do Bramy Brandenburskiej, nagle obiorą kurs na Jasną Górę.

Kiedyś środowiska lewicowe rozprowadzały T-shirty z nadrukami typu: „Jestem Żydem”, „Jestem gejem”, „Nie chodzę do kościoła”, „Usunęłam ciążę”. Później, po zamachu na redakcję francuskiej gazety przypominającej „Nie” Jerzego Urbana, w modzie było hasło: „Je suis Charlie”. Teraz szyte są koszulki z napisem: „Jestem muzułmańskim imigrantem”. Dla każdego Polaka na miarę.
Na zaproszenie Angeli Merkel wyznawcy Allacha i proroka Mahometa przedzierają się do Niemiec, gardząc zasadami porządku i bezpieczeństwa, które obowiązują w krajach tranzytowych. Szarpią się z policyjną eskortą, dumnie wyrzucają przygotowane dla nich posiłki i napoje. Pamiętają, skąd przychodzą i kim są, a tego, dokąd zmierzają, dowiedzieli się od swoich braci, którzy wcześniej osiedlili się w ojczyźnie Goethego. Otóż zmierzają do raju na ziemi, gdzie każdemu muzułmaninowi, jak psu buda, należy się opieka socjalna na odpowiednim poziomie.
Oczywiście uogólniam. Jest jednak faktem, że w tłumie śmiałków maszerujących przez południową i środkową Europę trudno dostrzec ludzi starszych, kobiety i dzieci. Widać za to tysiące mężczyzn – młodych, wysportowanych, buńczucznie uśmiechniętych, niekiedy wytatuowanych. Skoro czują się zagrożeni przez terrorystów z ISIS, dlaczego nie próbują z nimi walczyć? Czemu porzucają swoich bliskich w ogniu wojny? A jeśli naprawdę nie stać ich na zbrojny opór, to dlaczego nie szukają azylu w zamożnych i bezpiecznych państwach własnego kręgu kulturowego? 
Ale mniejsza o ich motywacje. Bardziej interesująca jest medialna kampania, mająca skłonić Polaków do zaopiekowania się tymi muzułmanami, którzy z braku miejsc nie zostaną wpuszczeni do Niemiec. Absurdem jest przecież wierzyć, że ludzie, którzy wyruszyli w pielgrzymkę do Bramy Brandenburskiej, nagle obiorą kurs na Jasną Górę. Może znajdzie się wśród nich dziesięciu sprawiedliwych, którzy rzeczywiście uciekają z rodzinami przed okrucieństwami wojny i marzą o skromnym, ale spokojnym życiu gdziekolwiek, choćby nad Wisłą. W porządku, rozważmy przyjęcie tych dziesięciu. Bez sensu jest jednak udawać, że muzułmański żywioł składa się głównie z „ubogich w duchu”.
Dlaczego zatem część z nas ulega medialnej propagandzie? Może dlatego, że od lat nasza wrażliwość jest urabiana przez siewców chaosu. Postmodernistyczna cywilizacja odbiera człowiekowi serce z kamienia, ale w zamian oferuje nie serce z ciała, lecz serce z plasteliny. Przede wszystkim mówi nam: „Wybierzmy przyszłość!”, a zatem niszczy pamięć historyczną, uważając ją za przeszkodę w relacjach międzyludzkich. Nasze kontakty z bliźnimi mają opierać się nie na prawdzie, lecz na powierzchownej życzliwości, której warunkiem jest niemal religijny kult przygodności i tolerancji. Najgłębsze uczucia: miłość, przyjaźń, czułość, także miłosierdzie, zostają oderwane od konkretu, rodzinnego czy – szerzej – wspólnotowego. W efekcie nie szukamy już w przeszłości wzorców zachowań: wiary, poświęcenia, siły charakteru. Przestajemy rozumieć idee i procesy historyczne. Nasze współczucie staje się abstrakcyjne, infantylne, sterowane przez media, które podtykają nam pod nos „wzruszające obrazki”. 
To dlatego wielu Polaków odnajduje w sobie „tkliwość” dla muzułmańskiego chłopczyka ze zdjęcia, ale już los naszych rodaków z dawnych Kresów, którzy marzą o powrocie do ojczyzny, jest im obojętny. Stąd też niektórzy z nas protestują przeciwko dekomunizacji i lustracji, bo „nie godzi się czepiać starych ludzi”, a nie przejmują się krzywdą ich ofiar, która odciska swoje piętno na całych pokoleniach. Dla świętego spokoju są nawet gotowi przepraszać za rzekome winy własnych przodków z AK i NSZ.
Serce oderwane od realnych doświadczeń zostaje następnie sformatowane przez media. Sztuczne światy, prezentowane w telenowelach i paradokumentach typu „Jerry Springer”, „Trudne sprawy”, „Dlaczego ja?” czy „Rolnik szuka żony” (w większości tzw. formaty międzynarodowe), na masową skalę wywołują sztuczne emocje. Tak wielkie, że gdyby producenci zaapelowali o wsparcie finansowe któregoś z poszkodowanych bohaterów, na ich konto z pewnością wpłynęłaby pokaźna suma pieniędzy.
Po tym praniu serc i mózgów odbiorcy mediów są już w pełni przygotowani na wzruszanie się losem homoseksualistów i transwestytów, nie wspominając o przestępcach aresztowanych przez CBA o szóstej rano. Gdy oglądają na ekranie posłankę, która zgodziła się na korupcję, widzą jedynie czyste, rzęsiste łzy „oszukanej” kobiety. Logika i wartości nie mają już dla nich żadnego znaczenia. Błąkając się w labiryncie medialnej iluzji, chcą po prostu poczuć się dobrymi ludźmi. Ich plastelinowe serca mogą być dowolnie kształtowane przez siewców chaosu.
Fabuła o muzułmańskich biedaczkach, którzy rzekomo na gwałt potrzebują naszej pomocy, jest kolejnym odcinkiem tego serialu dla naiwnych. Przykro mi, że w debacie na ten temat pojawiły się odniesienia do miłosierdzia. Wiem, że są katolickie instytucje, które wyciągają z Syrii i Iraku chrześcijan śmiertelnie zagrożonych przez ISIS. 
Niech z Bożą pomocą robią to nadal, na jeszcze większą skalę.
Nie nazywajmy jednak miłosierdziem powierzchownego, sterowanego medialnie afektu do muzułmanów, którzy wyruszyli z pielgrzymką do Niemiec i mają w… głębokim poważaniu staropolską gościnność.
Felieton z Tygodnika Gość Niedzielny 

19 września 2015

Trochę Prawdy w kRaju kłamstw


henryk-dabrowski.pl

"polska"3rp – Chiny. Szokujące porównanie.

Henryk Dąbrowski  SEE

23.07.2015
Międzynarodowy Fundusz Walutowy udostępnia wiele danych o sytuacji ekonomicznej krajów członkowskich, czyli praktycznie prawie wszystkich krajów świata[1]. Korzystając z tych danych[2][3] sporządziłem dla Polski i Chin wykresy przedstawiające dochód narodowy brutto w przeliczeniu na jednego mieszkańca według parytetu siły nabywczej[4][5][6].
Krzywa o kolorze niebieskim przedstawia PKB per capita według PSN dla Polski, zaś krzywa o kolorze czerwonym taką samą zależność dla Chin.

Zwróćmy uwagę na następujący, bardzo istotny fakt: w roku 2005 Chiny osiągnęły dochód na głowę taki, jaki miała Polska na początku lat osiemdziesiątych (przedstawia to zielona linia na wykresie). W Polsce od lat 80-tych wzrost 5-7% jest przedstawiany społeczeństwu jako ogromny sukces, łącznie z koniecznością schładzania gospodarki, gdyby był większy. Natomiast Chiny wcale nie zmniejszyły tempa wzrostu po roku 2005. Ich gospodarka nie zwolniła - przez cały czas utrzymują wzrost dochodu na jednego mieszkańca ponad 11%. Przedstawia to poniższa tabela
Okres Krotność wzrostu Średni wzrost roczny (w %)
Chiny Polska Chiny Polska
1985 - 1994 3,09 1,46 11,93 3,83
1995 - 2004 2,67 1,89 10,33 6,60
2005 - 2014 2,98 1,78 11,53 5,95
1985 - 2014 24,58 4,92 11,26 5,45
1981 - 2014 42,60 5,31 11,67 5,04

Widzimy też, że PRZED wejściem do Unii Europejskiej Polska utrzymywała wyższe tempo wzrostu dochodu narodowego na głowę jednego mieszkańca według parytetu siły nabywczej. W latach 1995 - 2004 dochód ten wzrósł 1,89 razy (mimo chłodzenia gospodarki przez Balcerowicza pod koniec lat dziewięćdziesiątych), zaś w latach 2005 - 2014 tylko 1,78 razy. Nie przez przypadek użyłem słowa „tylko” - przecież przestąpienie do Unii Europejskiej przedstawiane było jako ogromna szansa dla Polski na gospodarczy rozwój i wyrwanie się z technologicznej zapaści. Rzeczywistość okazała się inna. Warto zauważyć, że być może dzięki otwarciu rynku pracy część wzrostu dochodu na głowę jednego mieszkańca została osiągnięta przez zmniejszenie liczby głów.
Dla lepszego porównania rozpatrywanych okresów odnotujmy, że w latach 1995 - 2004 dług publiczny wzrósł o 279 mld zł, zaś w latach 2005 - 2014 dług publiczny wzrósł o 395 mld zł oraz uzyskaliśmy około 80 mld euro z Unii Europejskiej. Kwotę uzyskaną z UE należy pomniejszyć o wysokość składek wpłaconych przez Polskę do budżetu UE, czyli o 33,7 mld euro.
Na zakończenie zobaczmy jak maleje przepaść między dochodem narodowym brutto na głowę jednego mieszkańca według PSN dla Polski i Chin. Tabela przedstawia iloraz tych wartości w wybranych latach
1980 1985 1990 1995 2000 2005 2010 2015
15,63 8,98 6,84 4,47 4,06 3,05 2,33 1,90

Możemy spróbować oszacować kiedy PKB per capita według PSN, a zatem i poziomy życia w Polsce i Chinach wyrównają się. Rozwiązując proste równanie, przy założonych rocznych wzrostach PKB per capita według PSN dla Chin na poziomie 11%, a dla Polski 6% otrzymujemy, że nastąpi to w roku 2031. Czytelnik powinien traktować ten wynik jedynie jako szacunkowy. Przecież Chiny od 2012 roku nie utrzymują już wzrostu na poziomie 11%, ale również Polska nie notuje w ostatnich latach przyrostów PKP per capita według PSN na poziomie 6%.
Należy po prostu zapamiętać – poziom życia w Chinach wzrasta tak gwałtownie, że być może już niedługo dorówna poziomowi życia w Polsce. Kolejne rządy w naszym kraju rządzą jedynie w perspektywie czteroletniej i wróży to jak najgorzej polskiej gospodarce. Może okazać się, że dzięki rządom kolejnych geniuszy nie tylko nie zdołaliśmy zbudować drugiej Japonii ani drugiej Irlandii, ale nawet Chiny będziemy musieli doganiać.

PS.
Dla zainteresowanych problemem Czytelników mam na zakończenie pewną uwagę techniczną. Zauważmy, że pierwszy wykres, jakkolwiek zawiera wiele informacji, niewiele nam mówi. Nie widzimy, na pierwszy rzut oka, który kraj rozwija się bardziej dynamicznie. Dlaczego tak się dzieje? Przyjmijmy dla uproszczenia, że pewien kraj utrzymuje stałe tempo wzrostu PKB per capita, powiedzmy 6% rocznie (wielkość wzrostu/spadku nie ma znaczenia). Jeśli sporządzimy wykres, to okaże się, że otrzymamy funkcję wykładniczą, czyli funkcję postaci caption. Trudno jest analizować i wyciągać wnioski, kiedy jedynie oglądamy wykresy takich funkcji. Ale jest na to prosty sposób, wystarczy zastosować skalę logarytmiczną na osi OY, aby rozpatrywany wykres stał się linią prostą. Rzeczywiste wykresy wzrostu PKB, będą oczywiście liniami łamanymi i bardzo łatwo będzie można uchwycić przyszłą tendencję wzrostu i porównać wykresy dla różnych państw. Poniżej przedstawiam wykres PKB per capita według PSN dla czterech państw: Chin, Polski, Wielkiej Brytanii i USA.

Tym razem obraz jest bardzo czytelny. Widzimy, że czerwona krzywa (Chiny) pnie się w górę, zaś niebieska krzywa (Polska) biegnie praktycznie równolegle do krzywych UK i USA. Wynika stąd, że Chiny mają realną szansę dojścia do światowej czołówki, zaś Polsce pozostaje liczyć na kryzysy w krajach bardziej rozwiniętych gospodarczo.
PPS.
Zamieszczona niżej tabela przedstawia wzrost państwowego długu publicznego, wzrost zadłużenia Skarbu Państwa i koszty obsługi długu Skarbu Państwa[7][8] oraz wysokość składek wpłaconych do budżetu Unii Europejskiej[9][10]. Zwróćmy uwagę na artykuł 73 ust. 1 ustawy o finansach publicznych, w którym ustawodawca ustalił zasady obliczania długu publicznego

Art. 73
1. Państwowy dług publiczny oblicza się jako wartość nominalną zobowiązań jednostek sektora finansów publicznych po wyeliminowaniu wzajemnych zobowiązań między jednostkami tego sektora.

Wyeliminowanie wzajemnych zobowiązań między jednostkami sektora finansów publicznych jest nazywane w skrócie konsolidacją. Konsolidację przeprowadzamy po to, aby uniknąć podwójnego liczenia niektórych pozycji składowych długu.
Rok Państwowy dług publiczny (po konsolidacji)
(w mld zł)
Zadłużenie Skarbu Państwa (przed konsolidacją)
(w mld zł)
Koszt obsługi zadłużenia Skarbu Państwa
(w mld zł)
Składka wpłacona do UE
(w mld euro)
1992 99,6 3,6
1993 138,1 5,9
1994 152,2 9,2
1995 167,3 14,2
1996 185,6 14,4
1997 221,6 16,3
1998 237,4 17,9
1999 273,4 264,4 18,8
2000 280,3 266,8 18,0
2001 302,1 283,9 20,9
2002 352,4 327,9 24,0
2003 408,3 378,9 24,1
2004 431,4 402,9 22,7 1,32
2005 466,6 440,2 25,0 2,38
2006 506,3 478,5 27,8 2,55
2007 527,4 501,5 27,6 2,78
2008 597,8 569,9 25,1 3,40
2009 669,9 631,5 32,2 3,23
2010 747,9 701,9 34,1 3,49
2011 815,3 771,1 36,0 3,73
2012 840,5 793,9 42,1 3,57
2013 882,3 838,0 42,5 4,44
2014 826,8 779,9 34,5 4,15
  1. Skocz do góry Wikipedia, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, (LINK)
  2. Skocz do góry International Monetary Fund, World Economic Outlook Database, April 2015, plik XLS (LINK)
  3. Skocz do góry International Monetary Fund, World Economic Outlook Database, April 2015, (LINK)
  4. Skocz do góry Parytet siły nabywczej (PSN) jest to metoda stosowana w celu określenia względnej wartości różnych walut. Tak określona wartość walut jest różna od znanego powszechnie finansowego (giełdowo-bankowego) kursu walut. Przypuśćmy, że zdefiniowaliśmy pewien koszyk towarów i usług. Właściwy dobór towarów i usług jest największym problemem, bowiem budując koszyk zawsze będziemy skłonni odrzucić dobra luksusowe lub zastąpić dobra droższe ich tańszymi odpowiednikami. Pomijając wspomniane problemy, możemy teraz obliczyć koszt uzyskania tego samego koszyka towarów i usług w USA (koszt K1 w USD) oraz w Polsce (koszt K2 w PLN). Iloraz K2/K1 określa kurs dolara do złotówki w sile nabywczej tych walut. Otrzymany kurs wymiany USD/PLN, to kurs względem parytetu siły nabywczej. Informuje on nas znacznie lepiej np. o dochodzie narodowym brutto Polski lub PKB per capita, bowiem uwzględnia siłę nabywczą ludności.
    Przykładowo, według danych MFW w roku 2014 w Polsce trzeba było wydać 1,75 zł, aby uzyskać towary dostępne w USA za jednego dolara (porównaj dane oznaczone w pliku XLS jako PPPPC i NGDPDPC).
  5. Skocz do góry Wikipedia, Parytet siły nabywczej, (LINK)
  6. Skocz do góry Wikipedia, PKB per capita, (LINK)
  7. Skocz do góry Informację o długu publicznym, zadłużeniu Skarbu Państwa i kosztach obsługi długu Skarbu Państwa Czytelnik znajdzie w raportach rocznych na stronie Ministerstwa Finansów (LINK). Podam przykładowy link do raportu rocznego z 2010 roku (LINK)
  8. Skocz do góry Odpowiedź sekretarza stanu w Ministerstwie Finansów - z upoważnienia ministra - na interpelację nr 2453 w sprawie strategii rozwiązania problemu długu publicznego Polski (LINK)
  9. Skocz do góry Ministerstwo Finansów, Transfery finansowe Polska - Unia Europejska (LINK)
  10. Skocz do góry Odpowiedź podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów - z upoważnienia ministra - na zapytanie nr 2719 w sprawie wysokości składek wpłacanych corocznie przez Polskę do budżetu Unii Europejskiej (LINK
. Kliknij!.
http://xportal.pl/?p=17782

K a p u t t

.

17 września 2015

Afgańska gorączka sovdepii

События в Афганистане

25.05.2011

Фото: из книги "Вирус А"
  Июнь 1979 года, Вена. У Л. И. Брежнева после встречи с американским президентом игривое настроение. Он еще не догадывается о том, в какую ловушку вскоре попадет и он сам, и его империя. Сзади (между генсеком и Громыко) генерал Б. С. Иванов.