n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

VISITORS

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

18 lipca 2018

Jeżeli tak dalej pójdzie, to za 50 lat żywi będą zazdrościć umarłym

Islamski potop. Henryk Pająk – Wolna Polska – Wiadomości



Fragment książki Henryka Pająka pt: „Naród wyklęty przez męty. Tom II. Przed potopem.” Pracę można nabyć w patriotycznych internetowych księgarniach a także bezpośrednio u autora w Wydawnictwie Retro pod numerem tel: 81- 50 30 616. Przypisy w oryginale.

Boże Miłosierny, ile nam czasu jeszcze pozostawiłeś?

Wdowa po hetmanie Stanisławie Żółkiewskim musiała wypłacić Turkom 300.000 reali za wydanie ciała męża poległego pod Cecorą.

Ile będą płaciły europejskie wdowy i matki za głowy i ciała mężów i synów około 2050 roku?

„Państwo islamskie” to mit, a jednak nie mogą go pokonać armie i policje państw europejskich i NATO razem z USA.
To dywersyjne, zbrodnicze bandy zorganizowane, ochraniane i zaopatry­wane w broń przez amerykańskie lobby paliwowo-zbrojeniowe – budowniczych Nowego Nieporządku Świata.
a
Jeżeli tak dalej pójdzie, to za 50 lat żywi będą zazdrościć umarłym.
Muammar Kaddafi, przywódca bombardowanej przez NATO Libii, na kilka godzin przed śmiercią wypowiedział swoje ostatnie słowa. Testament i memento:
"A teraz słuchajcie, wy, ludzie z NATO.
Bombardowaliście mur, który nie przepuszczał potoków afry­kańskich emigrantów do Europy.
Bombardowaliście mur, który zatrzymuje terrorystów Al-Kajdy.
Tym murem była Libia. Zburzyliście ten mur.
Wy, idioci!
Za tysiące emigrantów z Afryki, za podtrzymywanie Al-Kajdy będziecie się smażyć w piekle!
Tak się stanie."
Poprzez falę islamskiego potopu na Europę, narody Starego Kontynentu zostały postawione przed rozstrzygającą o ich losie decyzją: czy mają się poddać potopowi, czy się przeciwstawić wszystkimi dostępnymi środkami.
W tym pytaniu tkwi także dylemat losu polskiego narodu. Mamy do czynienia z perfidną wojną talmudycznego syjonizmu z cywilizacją zachodnią. Dla jej ostatecznego podboju jest koniecznością drastyczne osłabienie gospodar­cze głównych „lokomotyw” Unii Europejskiej. Lawina uchodźców spełnia tu rolę żywych tarcz, pędzonych strachem terroru i egzekucji dokonywanych przez ISIS. Kiedy potop już zaleje Europę i umocni się, rozpocznie się masowy terror agentury ISIS, wojna domową na skalę europejską.
Amerykańska syjonistka Barbara Lerner-Spectre jest dyrektorem wpływowego Instytutu Studiów „Paideja” z siedzibą w Sztokholmie. Występuje w licznych stacjach telewizyjnych. Wykłada tam expressis verbis strategią tej wojny, posługując się, jak zawsze i wszędzie czynią to syjoniści – maczugą „antysemityzmu”:
Myślę, że w chwili obecnej mamy do czynienia z odrodzeniem antysemityzmu, ponieważ Europa nie nauczyła się żyć wielokul­turowo.
I myślę, że będziemy [syjoniści] częścią tej transformacji, która musi mieć miejsce. Europa nie będzie jednolita pod względem społecznym, jak to się działo w ubiegłym wieku. Żydzi zamierzają być w centrum tego.
Dopiero zamierzają? Oni już są w epicentrum tej destrukcji:
Przed Europą stoi zadanie dokonania wielkiej transformacji. Oni będą teraz angażować się w wielokulturowość i dlatego też będą wzbudzać niechęć ze względu na decydującą rolę, jaką odgrywają. Ale bez tej decydującej roli i bez tej transformacji, Europa nie przeżyje.
Można naiwnie zapytać, dlaczego bez tej „transformacji” Europa dalej nie przeżyje, jeżeli żyła i rozwijała się przez tysiąc lat z okładem?
Kandydująca na stanowisko prezydenta USA syjonistka Hillary Clinton, przebywając w Trypolisie, na dwie doby przed zamordowaniem przywódcy Libii Muammara Kaddafiego, wypowiedziała złowieszcze słowa:
Teraz zaczyna się ta trudna część przemian.
Syjonistyczny program miksowania narodów i kultur Europy, dokładnie współgra z programem niejakiego Richarda Coudenhove-Calergi, prekursora miksowania państw, narodów i kultur z pierwszej połowy XX wieku. On sam jest rzadko spotykanym miksem: z ojca Austriaka, matki Żydówki, „wlewki” krwi japońskiej i członkiem austriackiej łoży masońskiej „Humanitas”.
Obojętna mu była biała rasa, choć przed nazwiskiem pisał „von”. Zadecydowała o jego rasizmie atmosfera domu rodzinnego. Częstymi gośćmi byli tam rabini, zwłaszcza ważny rabin z Pilzna o nazwisku nomen omen Poznański.
Jego ojca cechowała tolerancja, tylko nie w stosunku do „antysemitów” Tatuś napisał pryncypialną książkę o „antysemityzmie”: „Das Wesen des Antisemitismus”.
Żona „von” Richarda była Żydówką, Idą Roland, przedwojenną aktorką, która odegrała znaczący wpływ na kształtowanie wizji Stanów Zjednoczonych Europy propagowanej przez męża. W takiej atmosferze uformował się jego talmudyczny uniwersalizm, w praktyce będący ideą powszechnego panowania Izraela na Ziemi. Stworzył neologizm „paneuropy” rządzonej przez Żydów opierając ją na takich pojęciach, jak Herrenrasse (rasa panów!), Herrenmensch (nadludzi) i Herrenvolk (naród panów), a mimo to nikomu nie wadził ten jego potrójny rasizm.
W swoich wizjach rasy panów-nadludzi wzniósł się ponad Europę. Nauczał o „republice światowej” gdzie Paneuropa była tylko etapem wstępnym do bu­dowania republiki światowej.
Barbarę Lerner-Spectre nie razi nienawiść islamskich terrorystów do białej europejskiej rasy. Jej wystarczy to, że islamiści z ISIS starannie omijają Żydów, a państwo Izrael sąsiadujące ze zniszczoną przez nich Syrią to dla nich tabu.
Przejdźmy jednak do genezy „państwa islamskiego” i potopu na Europę islamistów z państw położonych od Pakistanu po wody Atlantyku.
Na internetowej stronie MZW-Widerstand.info, 15 sierpnia 2015 roku opublikowano dokument z ostatniego sabatu osławionej Bilderberg Group. Ustalono tam plan niszczenia („wystudzania”) gospodarki niemieckiej i francuskiej.
Pokrywa się on dokładnie z propozycjami finansowego hochsztaplera Georga Sorosa, lobbysty bankierów z klanu Rothschildów. To członek Bilder­berg Group, „brzuchomówca” Rothschildów, organizatora corocznych narad oligarchów ekonomicznych w Davos. To także ważny ideolog Nowego (nie-) Porządku Świata (NWO).
Piszą tam po naradzie w 2015 roku:
Na drodze do zjednoczenia USA i Europy stoją zróżnicowane bogactwa poszczególnych krajów, dlatego zamiast podnosić po­ziom krajów biednych, łatwiej będzie zubożyć bogate kraje Europy.
Bogatsze kraje będą musiały pokryć zadłużenia uboższych.
Najważniejszym krajem w Europie są Niemcy, dlatego trzeba je zadłużyć na pokolenia, a sami Niemcy muszą zrozumieć, że trzeba pomagać i być chętnym do współpracy.
Należy do tego wykorzystać wszystkie nadające się możliwości, a jeżeli dojdzie do jakichkolwiek protestów, to będą one jedynie ze strony organizacji prawicowych, od których większość społeczeństwa się dystansuje i nie przyłączy się do nich z tego względu, że poprzez wieloletnie wychowanie społeczeństwa i propagandę, nie będą oni ryzykowali, że zostaną posądzeni o prawicowe poglądy.
Ze względu na możliwość wojny religijnej, muzułmanie bardzo się nam przydadzą w utracie tożsamości narodowej, która musi być wykorzeniona. Wszystko musi się dokonać do roku 20181.
I dalej:
UE powinna przyjmować w najbliższej przyszłości przynajmniej milion uchodźców rocznie […] UE powinna zapewnić 15000 euro na każdego uchodźcę przez dwa lata, aby opłacić koszty mieszka­nia, opieki medycznej i edukacji […] Środki na ten cel powinna pozyskać emitując długoterminowe obligacje.
W związku z oczywistą perspektywą masowego oporu wobec potopu „imi­grantów” Saros „przewidział” 150 min złotych na walkę z każdym przejawem polskiego sprzeciwu, zwanego obecnie „mową nienawiści” zamiennie „antyse­mityzmem” „ksenofobią”, „nacjonalizmem”. Ma to zakneblować usta wszystkim malkontentom, zwłaszcza nacjonalistom.
Watahy dżihadystów zmierzają bezpośrednio do Niemiec, serca bogatej Eu­ropy. „Dżihad” oznacza według Koranu szerzenie islamu poprzez akcje zbrojne i nawracanie niewiernych. Do otwartych walk dojdzie za pomocą prowokacji zwanej „Fałszywą Flagą” (zob. pierwszy tom „Narodu wyklętego…”). Będzie nią atak na islamistów w określonym miejscu, z wystarczająco krwawym skutkiem.
W polskojęzycznych mediach, zwłaszcza w telewizorniach natarczywie toczy się wojna propagandowa z oponentami islamskiego potopu. W każ­dym obrazie musi na pierwszym planie występować grupka 3-4 dzieci z matkami. Celowo wyławiane są z tłumu przed kamery.
W omawianej publikacji MZW-Widerstand.info zamieszczono wynurzenia amerykańskiego oficera NATO. Mówi on o użyciu prowokatorów z tzw. Black Water (Czarna Woda) w celu wywoływania zamieszek jako pretekstu do wpro­wadzenia stanu wojennego lub wręcz wojny domowej.
Co to jest „Black Water”? To organizacja wojskowa założona w 1997 roku w USA. Zamiennie ta formacja jest nazywana firmą „najemnicza” lub „ochro­niarską”. Szkoli rocznie ponad 40 tysięcy gotowych na wszystko zakapiorów z wielu wojskowych formacji i różnych cywilnych „agencji”.
Black Water, to obecnie jedno z trzech największych prywatnych przedsiębiorstw do specjalnych zadań, współpracujących z Departamentem Stanu USA. Skupia 987 „operatorów” z czego 744 to obywatele USA. Około 90 procent jej dochodów pochodzi z rządowych zamówień. W październiku 2007 roku dziennik „Washington Post” zamieścił artykuł o ewakuacji polskiego ambasadora Edwarda Pietrzyka po ataku rebeliantów w Iraku. Został wywie­ziony śmigłowcem firmy Blackwater. Donosiły o tej akcji również „polska” Tel-Awizja i PAP.
Program ekonomicznej i finansowej degradacji zamożnych państw zachod­nich ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec, został opracowany przez ame­rykańskich dywersantów (think-tanki)Zakłada w latach 2010-1025 wybuchy wojen domowych w USA i Europie. Do ich wywołania mają być wykorzystane jednostki specjalne Black Water, wyposażone w prawo przewożenia broni na obszarach USA i Europy. To pozwoli na skryte jednoczesne dostarczanie broni i amunicji na ciężarówkach w pobliże ośrodków dla uchodźców do eskalacji paraliżującego CHAOSU w Europie i USA.
Właśnie o takiej akcji można było poczytać i obejrzeć film w Internecie we wrześniu-październiku 2015 roku. Grecka policja przejęła transport 10 tysięcy sztuk broni transportowanej jako „pomoc humanitarna dla uchodźców” Agenci policji wyjmowali z kontenera podłużne pojemniki zawinięte w białą folię. Pod nią widniały czarne pojemniki na broń.
Polskim newsem z końca października była informacja internetowa, prze­milczana całkowicie przez oficjalne media o tym, że na Mazurach islamscy imigranci spalili rolnikowi oborę pełną świń i krów. Uratowano tylko krowy. Ujęto dwóch podpalaczy. Tłumaczyli, że bliskie sąsiedztwo świń obrażało ich uczucia religijne.
Grozi im kara siedmiu łat więzienia, ale uratuje ich, co pewne jak w banku Sorosa, terror w zwalczaniu „mowy nienawiści”.
„Wielki przypływ” to tytuł wywiadu-rzeki Polaka Mikołajewskiego z wło­skim lekarzem z wyspy Lampedusy, który przez 25 łat (od 1991 roku) dobrowol­nie, bezpłatnie, z dobroci serca, udaje się na wezwania do wydawania świadectw zgonów rozbitków przybywających na tę wyspę na czymkolwiek, co utrzymuje się na wodzie. Ocalałych bada na okoliczność ewentualnych chorób zakaźnych.
„Wielki przypływ” zaczął się już w łatach 90., a nie, jak chce propaganda „zamilczania prawdy na śmierć” dopiero w połowie 2015 roku.
Lekarz przyjechał do Krakowa na zlot ludzi dobrego serca. Powiedział:
Jestem wypalony. Spopielony. Jestem jedynym po wojnie leka­rzem, który widział około 800 tysięcy zwłok.
Ich widok już dawno przestał na nim robić wrażenie, poza jednym rodza­jem zwłok – dzieci i młodzieży.
Pewnego razu wezwano mnie do czterech zwłok wyciągniętych w rybackiej sieci – troje dorosłych i kilkunastoletniej dziewczynki. Po stwierdzeniu zgonów trójki dorosłych, patrzyłem na jakby śpią­cą twarz dziewczynki, trzymając jej dłoń w swojej. Nagle, jakby coś drgnęło pod skórą jej dłoni w miejsce, gdzie bada się puls. Po chwili znów drgnęło. Natychmiast kazałem sprowadzić karetkę, a sam za­brałem się do wyciskania wody z jej płuc. Dziesięć dni ratowano jej życie, głównie z powodu zatrucia ropą z kutrów. Przeżyła. Mieszka w Szwecji. Jest matką…
W tym samym czasie „Wielkiego Przypływu” (1991-2015) trwał Wielki Odpływ z Polski ludzi w poszukiwaniu pracy. To lekko licząc, trzy miliony a odpływ nie ma końca.
W 2015 roku rozpoczął się „Wielki Przypływ” islamistów do Europy. Dla­czego nie uciekają do arcybogatych państw islamskich? Po pierwsze dlatego, że celem strategicznym tego exodusu jest gospodarcza, społeczna i kulturowa destabilizacja Zachodu. Po drugie, bogate państwa Zatoki Perskiej boją się pato­logii biednych krajów tego kręgu kulturowego. I po trzecie – wynika to z zasad Koranu, który naucza, że cała Ziemia jest własnością wyznawców Allacha. To samo głosi fanatyczny talmudyzm.Niewierny ma służyć wyznawcom is­lamu. Są jego własnością razem z ich dobytkiem, kobietami, etc.
Ten „Wielki Przypływ” jest bękartem Globalnego Terroru Demokracjirodem z Talmudu, który podobnie jak islam nie zna granic terytorialnych, za­sad, hamulców. Jest CHAOSEM dla samego CHAOSU jako metody podboju.
Terroryści islamscy z ISIS pędzą swoich współwyznawców na Północ, bo takie jest ich zadanie. Ich samych popędzają syjoniści ze szczytów tej lucyferycznej piramidy. Oni zaś pędzą islamskie pospólstwo na zasadzie żywych tarcz. Na czele tych żywych dorosłych tarcz, kroczą nieliczne matki z dziećmi, także będące tarczami.
Każdy, kto nie wyznaje islamu jest wrogiem. Kraje z „muzułami” (Francja – 4 min) boją się ich zamieszek, oskarżeń o „rasizm” (paraliżująca poprawność polityczna), boją się ataków terrorystycznych. Zginąć w walce z niewiernymi, to największa zasługa u Allacha, dlatego tak łatwo decydują się na terror sa­mobójczy.
Domagają się wielu przywilejów, ale prawa tubylców respektują tylko z ko­nieczności, do czasu. Nie włączają się w życie tubylców. Nie chcą pracować, twierdząc że praca jest wysługiwaniem się niewiernym, ponadto koliduje z po­rami ich modlitw.
Żądają nieograniczonej „tolerancji”, a sami są zaprzeczeniem tolerancji i prześladują chrześcijan. W Sudanie w ostatnich piętnastu latach zabito miliony chrześcijan (w Nigerii w 2005 roku 50 tys.), ale nasza nakazowa po­prawność polityczna w mediach blokuje dostęp do tego religijnego ludobój­stwa. W 2015 roku w Republice Środkowo-Afrykańskiej obalili prezydenta, mordowali, gwałcili kobiety, palili kościoły. Świat milczał. Boi się represji i na­ruszenia terroru poprawności politycznej. Zniewolone media milczą.
Rozmnażają się lawinowo, wiedząc, że „socjal” od tubylców pokryje koszty ich utrzymania. Rozpowszechniają islam w Europie wiedząc, że Allach ich za to wynagrodzi.
Świat liczy już 1,57 mld muzułmanów, co ustaliła amerykańska organiza­cja Pew Forum on Religion and Public Life. W 2050 roku stanowić mają 20 procent populacji Europy, ale to dane sprzed „Wielkiego Przypływu”, który swoim rozmiarem zaskoczył i zaszokował wszystkich, tylko nie jego organiza­torów. W Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Holandii i Niemczech stanie się to szybciej niż do 20150 roku.
Jak wiemy z ustaleń Bilderberg Group, w ciągu dwóch lat należy oczekiwać gwałtownych rozruchów na miarę wojen domowych na tle religijno-ekono- micznym.
Jeżeli przekraczają pięć procent miejscowej populacji, zaczynają być zauważalną siłą (dr Peter Hammond z „Frontpage Magazine”). Nalegają na wprowadzenie żywności halal – czystej według islamskich standardów, co wymusza więcej miejsc pracy dla muzułmanów. Żądają wprowadzenia takiej żywności na ogólny rynek. Oni dopilnują tego harmonogramu.
Kiedy liczba muzułmanów przekroczy 10 procent miejscowego spo­łeczeństwa, żądają uznania ich prawa do sądów Sharii – prawa islamskiego. Docelowo dążą do tego, aby cały świat podlegał temu prawu, co nieuchronnie zderzy go z talmudycznym judaizmem.
Bezprawnie pojawiają się muzułmańskie getta, gdzie boją się zapuszczać nawet uzbrojone patrole policji. Mały pretekst może przejść w rozruchy, palenie samochodów, rabowanie sklepów.
Powyżej 20 procent zaczynają się demonstracje siły, podpalenia szkół, szpitali, kościołów a nawet synagog.
Większość skazanych we Francji, to muzułmanie.
W Londynie, organizacja „Muzułmanie przeciw Krucjatom” (MAC) do­maga się wyznaczenia miast Bradford i Dewsbury oraz pewnych segmentów Londynu na ich administracyjną własność. Chcą wprowadzenia zasad szaria- tu i „integracji międzykulturowej”. Mają zaistnieć poza brytyjskim prawem, co oznaczać może powstanie enklaw terytorialnych muzułmanów z obcych państw na obszarze Zjednoczonego Królestwa. Tego samego domagają się we francuskiej Marsylii.
Powyżej 40 procent populacji, nieuniknione będą pogromy białych i masowe ataki terrorystyczne.
Będą masowe uprowadzenia „niewiernych” kobiet, gwałty, nieformalne niewolnictwo.
Powyżej 60 procent nastąpią nieograniczone prześladowania niewiernych, wprowadzi się szariat w skali kraju. Niewierni są zmuszani do płacenia podat­ków „za ochronę”. Pod byle pretekstem jest (będzie) konfiskowany ich majątek. Biali masowo emigrują. Ale dokąd?
Jeżeli osiągną 90 procent, to nastanie „Religia Pokoju” (Dar-s-Salaam) „Islamski Dom Pokoju”.
Redaktor naczelny „Corriere della Sera” – Magdi Allam (urodzony w Egip­cie) nazwał islam religią „nienawiści i nietolerancji”.
Jean Alcader, chrześcijanin pochodzenia arabskiego twierdzi, że islam jest pseudoreligią, wywodzi się z judeo-chrześcijańskiej herezji pierwszych wieków {ebionitów – z greckiego), nazarejczyków lub inaczej – judeonazarejczyków.
Ebionici uważali się za Żydów, gdyż przyjęli ich religię, lecz Żydami nie byli, bo uznawali Jezusa, uważali Go za proroka, ale nie uznawali Jego boskości.
W „Słowniku herezji w Kościele katolickim” Herve Massona (wyd. „Książ­nica” s. 115) czytamy:
Ebionici, heretycy z I wieku. Ich nazwa pochodzi od hebrajskiego wyrazu znaczącego „ubogi’] a mówili o sobie tak, uważając się za ludzi, których Jezus wyznaczył w Kazaniu na Górze. Ta judeochrześcijańska sekta działająca w Palestynie i Syrii, z Nowego Testamentu uznawała jedynie okrojoną Ewangelię Mateusza. Ebionici bardzo byli przywią­zani do praw judajskich, praktykowali obrzezanie i prawo szabasu. Wyznawali adopcjonizm [zob. s. 45], nauczali, że Jezus był tylko sy­nem Józefa i Marii i tylko osobiste cnoty wyniosły Go do rangi czysto nominalnej Syna Bożego, być może jako prorok był oczekiwanym Mesjaszem. Ortodoksyjni chrześcijanie oskarżali ich o poligamię. Sektę wchłonęła częściowo wspólnota chrześcijańska, częściowo zaś pierw­sze kościoły gnostyckie.
Św. Hieronim pisał o nich w liście do św. Augustyna:
Uważają się za Żydów i chrześcijan, ale w rzeczywistości nie są ani jednymi, ani drugimi.
Ks. prof. Michał Poradowski opierając się na dostępnych mu źródłach pisał, że Koran został napisany przez Żyda jako klin wbity między chrześcijan i muzuł­manów. Obrzezanie chłopców przejęli od Żydów. Post to tradycja chrześcijańska poprzedzająca Zmartwychwstanie. Post w islamie nazywa się ramadan, co po arabsku znaczy „popiół”.
Muzułmański różaniec jest zadziwiająco podobny do różańca chrześcijań­skiego, używanego nadal przez mnichów tradycji orientalnej, choć brak w nim krzyżyka, a modlitwy są różne, jednak jest ich dokładnie 99 i wywodzi się z tradycji chrześcijańskich2.
Światowy ekumenista Jan Paweł II ostentacyjnie ucałował księgę Koranu, co uwieczniłem w książce „Lękajcie się”, tom I.
Henryk Pająk

11 lipca 2018

Dlaczego 3rp "Polska" jeszcze nie zbankrutowała?


Prawdziwe zadłużenie Polski wyszło na jaw – 276% PKB!

Politycy bardzo długo ukrywali prawdziwy dług publiczny Polski. GUS podaje, że wynosi on nie około 56% PKB i niecałe 1 bilion zł jak dotychczas podawano ale… aż 276% PKB co daje prawie 5 bilionów złotych ! GUS 20 kwietnia 2018 podał dane… na koniec 2015 roku, dziś mamy 2018 i zadłużenie z pewnością przekracza już 300% PKB.
Jest to wielki skandal, który wyszedł na jaw tylko dzięki temu, że Komisja Europejska nakazała Polsce prawidłowe policzenie długu publicznego.
Przede wszystkim GUS ukrywał dotychczas zobowiązania z tytułu emerytur, które trzeba będzie wypłacić emerytom. Po tych danych nie powinieneś mieć już złudzeń, że otrzymasz emeryturę, która pozwoli Ci przeżyć. System, który utrzymują dziś pracujący 20, 30 i 40 latkowie zawali się zanim przejdą na emeryturę. ZUS to klasyczna piramida finansowa o czym pisałem ostatnio w artykule: Pracownicze Plany Kapitałowe (- kolejny skok na kasę?), które mają przedłużyć agonię systemu emerytalnego w Polsce. W tym artykule pisałem:
Z danych GUS wynika, że na 36 mln Polaków, ledwie 16 mln pracuje. Jeśli weźmiemy pod uwagę armię urzędników w liczbie min. 700 tys oraz pracowników zatrudnionych w państwowych, gminnych i miejskich instytucjach, służbach mundurowych, instytutach, fundacjach, biurach politycznych i przedsiębiorstwach (tylko mała część kreuje wartość dodaną)… to strzelam – okaże się, że ledwie 12 mln Polaków pracujących w sektorze prywatnym utrzymuje pozostałe 24 mln osób. Będzie jeszcze gorzej bo szybko starzejemy się jako społeczeństwo.
Obniżenie wieku emerytalnego przyśpieszyło katastrofę systemu, a zadłużenie lawinowo rośnie. Może nie tylko samo obniżenie wieku ale to, że ludziom nie opłaca się pracować bo straciliby emeryturę. Programy socjalne jak 500+ też kiedyś się skończą, zwłaszcza, że ich wpływ na wzrost dzietności jest znikomy. Kolejne programy socjalne służące wzrostowi dzietności też nie załatwią sprawy. Nikt inteligentny nie robi bowiem dzieci dla zasiłków. Niektórzy zapewne to zrobią ale z takiej rodziny statystycznie wyrośnie zapewne mało inteligentnych i pracowitych Polaków. Inteligentnych, wykształconych i pracowitych ludzi będzie potrzebować gospodarka przyszłości za 15-20 lat w erze sztucznej inteligencji i postępującej automatyzacji. Tylko tacy ludzie będą potrafić budować nowoczesne polskie przedsiębiorstwa.

Czemu Polska jeszcze nie zbankrutowała?

Mamy jeszcze płynność finansową czyli na bieżąco możemy regulować swoje zobowiązania. Są też chętni na to, żeby pożyczać nam na spłatę zobowiązań. Państwo wyciska obywateli jak cytrynki poprzez podatki aby zasypać dziurę w budżecie. Ze średniej pensji liczonej według GUS dla firm powyżej 9 osób, oddajesz w formie podatków co-najmniej 60% swojej pensji – ZUS, PIT, VAT we wszystkim co kupujesz i masa innych opłat i danin zawartych w cenie produktów i usług.
Polski system emerytalno-gospodarczo-prawno-podatkowy musi się jednak zawalić, choć zapewne będzie utrzymywany przez polityków aż do momentu niewypłacalności – vide Grecja. Problem jednak w tym, że tym razem Niemcom nie będzie na rękę pompowanie euro w Polskę, jak w przypadku Grecji bo nie jesteśmy w strefie euro. Poczekają na katastrofę gospodarczą, wykupią aktywa – polskie firmy i zasoby naturalne za euro, a kolonializm ekonomiczny dopełni się w pełni. Oczywiście skorzystają na tym nie tylko Niemcy ale także inne bogate kraje np. USA. Tak prawdopodobnie wygląda dziś nowoczesna wojna, którą przegramy przez własną głupotę.

Zadłużenie rośnie przez naszą głupotę

Wydaje mi się, że w ogóle nie uczymy się nawet na naszej historii co pokazały chociaż czasy Edwarda Gierka. W tamtym czasie też zamiast inwestycji i rozwoju rodzimych firm mieliśmy konsumpcję na kredyt, gospodarkę centralnie sterowaną przez urzędników, a zasada „czy się stoi czy się leży 1000 zł się należy” kwitła. Dziś powtarzamy dokładnie to samo – wzrost gospodarczy oparty na konsumpcji i eksporcie zagranicznych firm ulokowanych w Polsce. Bardzo szybko się to skończy wraz z przyjściem kryzysu gospodarczego. Zostaną za to długi. W kuluarach mówi się, że prywatne polskie inwestycje porównywalne są dziś do błędu statystycznego. GUS nie kwapi się aby publikować je na bieżąco z podziałem na inwestycje zagraniczne w Polsce i te robione typowo przez prywatne polskie firmy.
Wielkim problemem jest to, że jesteśmy kolonią gospodarczą innych Państw. Spoglądając strategicznie na Polską gospodarkę można stwierdzić, że prywatnie Polacy nie mają przedsiębiorstw, technologii, kapitału. Zyski mają zagraniczne firmy w Polsce, które transferują do krajów macierzystych lub Państwowe urzędnicze monopole zasilające budżet. Prywatnie nie mamy aktywów– żyjemy w Państwie, w którym już mało co jest nasze, więc i emerytur nie będziemy mieli. To zasługa naszych polityków i ich polityki podatkowo-prawnej od czasów powojennych, z małymi przerwami.

Jak wyjść z pułapki zadłużenia i braku emerytur?

Sytuacja wydaje się beznadziejna jeśli gruntownie nie zreformujemy naszego Państwa.
Rozwiązaniem problemu zadłużenia jest powrót do podstaw budowania dobrobytu, a nie utrzymywanie systemu Państwa pseudo opiekuńczego:
  • Wysokiej klasy produkty i usługi dostarczane przez prywatne polskie firmy z polskim kapitałem budują silną gospodarkę i dobrobyt w długiej perspektywie. Zacznijmy w końcu budować swoje aktywa i majątek.
  • Co najmniej 70% Polaków powinno pracować w sektorze prywatnych firm, dziś jest to ledwie 12-13 mln Polaków w sektorze prywatnych firm – utrzymujących 24 miliony Polaków, z czego w firmach z polskim kapitałem pracuje coraz mniej osób.
  • Państwo musi być bardzo tanie i minimalne, spełniające tylko podstawowe potrzeby: wojsko, infrastruktura, renty dla niepełnosprawnych, polityka gospodarcza, edukacja do 18 roku życia – nic więcej. Reszta sfinansuje się sama na zasadach wolnorynkowych.
  • Minimalne, proste i pewne prawo, „zerowa” biurokracja oraz bardzo niskie podatki – to pozwoli nam stworzyć z Polski miejsce konkurencyjne na skalę światową. Kapitał, siła robocza popłynie szerokim strumieniem bo w końcu „będzie się opłacać” pracować i budować firmy w Polsce Polakom, ale także przyciągać pracowitych i przedsiębiorczych ludzi z całego Świata.
Obecnie nie widzę szans na pozytywne zmiany bo nie ma ludzi władzy, którzy chcieliby gruntowanie przebudować Państwo w tym kierunku.
W każdym razie pamiętaj, że złotówka stanie się prawie bezwartościowa, jak tylko dojdzie do niewypłacalności Państwa Polskiego. Jest to jednak kwestia lat, może nawet kilkunastu, więc na razie nie warto się tym przejmować. Zabezpieczyć możesz się poprzez kupno USD, albo aktywów, które zawsze mają wartość lecz jest na to zdecydowanie zbyt wcześnie.

28 czerwca 2018

Fenomen Władysława Pobóg Malinowskiego

Moje Kresy. Fenomen Władysława Pobóg-Malinowskiego

Władysław Pobóg-Malinowski z pierwszą żoną, Anną Marią Fijałek,  i córką (w środku) Ireną.  Ze zb. dr. Andrzeja Ruszczaka z Gdańska - siostrzeńca PoWładysław Pobóg-Malinowski z pierwszą żoną, Anną Marią Fijałek, i córką (w środku) Ireną. Ze zb. dr. Andrzeja Ruszczaka z Gdańska - siostrzeńca Poboga
Władysław Pobóg-Malinowski - bodaj najwybitniejszy polski historyk emigracyjny, nim zapisał się na trwałe w historiografii, przeżył we wczesnej młodości brutalne oskarżenie, o czym pisałem przed tygodniem.

W procesie, który był bacznie śledzony przez ówczesną prasę polską, bronił go m.in. wybitny prawnik Stanisław Szurmiej (ojciec pisarki Stefanii Kossowskiej) wspomagany przez liczny zespół adwokacki. Zarzuty, które wytaczała strona rosyjska i częściowo ukraińska (bo w obozie internowanych, gdzie Pobóg-Malinowski był zastępcą komendanta, więziono również jeńców wziętych do niewoli w wojnie polsko-ukraińskiej), były dość miażdżące. Proces zakończył się dla Pobóg-Malinowskiego oraz jego bezpośredniego przełożonego kpt. Franciszka Wagnera szczęśliwie.
Po uniewinnieniu irehabilitacji przez sąd Władysław Pobóg-Malinowski mógł wrócić do armii polskiej. Ożenił się z córką majora Fijałka - Anną Marią Fijałek i dzięki teściowi trafił do szkoły artyleryjskiej w Toruniu. Po jej ukończeniu został oficerem, wysoko ocenianym przez przełożonych. W opiniach wewnętrznych pisano o nim, że jest „nadzwyczaj inteligentny, gorliwy i wzorowy w wykonywaniu obowiązków”. Po toruńskiej szkole trafił do garnizonu krakowskiego i podjął tam studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, których nie ukończył. Przebywając w Krakowie, zaczął pisać nowele i pierwszą powieść, której akcję umieścił w małym kresowym garnizonie. Mając na utrzymaniu żonę i córkę, dorabiał również tłumaczeniami literatury rosyjskiej.
W 1925 roku w krakowskim „Ilustrowanym Kurierze Polskim” opublikował entuzjastyczną recenzję książki Piłsudskiego „Moje pierwsze boje”, która go urzekła. I wybuchła wówczas awantura, bo gen. Stanisław Szeptycki, który nie znosił Piłsudskiego, gdy dowiedział się, że jego adiutant jest autorem entuzjastycznej recenzji, usunął go z posady. Nie wiadomo do końca, jak to było, bo sam Pobóg-Malinowski twierdził, że przeszedł z garnizonu krakowskiego do Złoczowa na własną prośbę. Można wątpić, aby oficer o ambicjach literackich sam, z nieprzymuszonej woli chciał się przenieść z akademickiego miasta, o dużych zasobach bibliotecznych i wielkiej ofercie kulturalnej do małego garnizonu na galicyjskiej prowincji. Co prawda Złoczów miał życie towarzyskie, ale jakże mizerne przy tym, co oferował Kraków. Na decyzję o wyborze Złoczowa na pewno wpływ miał fakt, iż tam mieszkała z mężem - dr. Leopoldem Bilowickim - jego siostra Maria.
Pobóg związał się ze Złoczowem na trzy lata. Był tam cenionym i szanowanym oficerem, trzykrotnie w tym czasie odznaczonym. 12 Pułkiem Artylerii Lekkiej, w którym pełnił służbę, dowodzili wówczas pułkownicy Otton Alojzy Axmann i Karol Ignacy Nowak. Pobóg był oficerem łącznościowym. W Złoczowie napisał broszurę „Stefan Żeromski - życie i twórczość”, która wyszła nakładem Wilhelma Zukerkandla. Ale przełomem w jego życiu stał się odczyt o Piłsudskim, który wygłosił w złoczowskim pułku 19 marca 1928 roku, w dniu urodzin marszałka. Zrobiło to na słuchaczach - nie tylko wojskowych, ale też na zaproszonych do koszar przedstawicielach złoczowskiej elity - wielkie wrażenie. Trzy miesiące po tym odczycie oficyna Zukerkandla, która reagowała bezbłędnie na wszelkie nowinki, wydała broszurę z poszerzoną wersją wykładu Malinowskiego pt. „Symbol bohaterstwa - rzecz o marszałku Piłsudskim”.

Pod skrzydłami Fortuny

Broszura spotkała się z wyjątkowym przyjęciem. Cieszyła się poczytnością. W ciągu kilku miesięcy doczekała się drugiego wydania. Była recenzowana w prasie lwowskiej, krakowskiej i warszawskiej. Książka gloryfikowała Piłsudskiego i zwróciła uwagę na młodego, 30-letniego oficera ze Złoczowa. Zainteresował się nim szef Wojskowego Biura Historycznego gen. Julian Stachiewicz, jeden z pięciu najbliższych współpracowników i przyjaciół Piłsudskiego. Stachiewicz dostrzegł talent w młodym poruczniku i otoczył go specjalną opieką. Podjął też wówczas jedną z najbardziej ryzykownych decyzji w swoim życiu, na przekór rutynie i konwenansom. Szukając autorów do napisania historii obozu Piłsudskiego, postawił na nieznane nazwisko. Rozpoczął wówczas realizację dyrektywy marszałka, który twierdził, że „jeśli sami sobie nie napiszemy historii, to inni ją tak napiszą, że się w niej nie poznamy”. Stachiewicz, tworząc zespół historyków do napisania dziejów obozu sanacyjnego, postawił na młodego człowieka, właściwie amatora - bez studiów historycznych, a nawet z brakiem matury. Pominął utytułowanych profesorów uniwersyteckich.
Tak więc przy wielkim wsparciu złoczowskiej oficyny Zukerkandla i gen. Juliana Stachiewicza mityczna Fortuna położyła dłoń na ramieniu Pobóg-Malinowskiego. Tak zaczął się wysoki lot oficera ze złoczowskich koszar. Gdyby nie trafił wówczas pod skrzydła Stachiewicza, może zostałby w historii Polski tylko jako niechlubny bohater strzałkowskiego incydentu. Oprócz kwalifikacji trzeba mieć szczęście - mawiał cesarz Napoleon, mianując swych marszałków.
Stachiewicz szybko doprowadził do przeniesienia Pobóg-Malinowskiego ze Złoczowa do Warszawy i tym samym spełnił jego marzenia. Dał mu wielką, niewymierzalną szansę. Malinowski z dnia na dzień wszedł do elity politycznej obozu rządzącego nie jako polityk, ale jako historyk, publicysta i literat. Mógł na co dzień spotykać czołówkę piłsudczyków i widywać samego marszałka.

Trzytomowe opus magnum

W połowie września 1929 roku zlikwidował mieszkanie w Złoczowie i z żoną oraz czteroletnią córką przeniósł się do Warszawy. Zakończył wówczas swą karierę wojskową. Miał 30 lat i mocne oparcie w zafascynowanym nim i chroniącym go Julianie Stachiewiczu - wówczas młodym, czterdziestokilkuletnim generale chorym na gruźlicę. Stachiewicz będzie go osłaniał i szefował mu aż do swej śmierci w 1934 roku. A była to ważna sprawa, bo młody, zdolny publicysta o talentach historycznych szybko znalazł się w oku cyklonu związanym z różnymi interesami politycznymi i interpretacjami przeszłości byłych legionistów. Malinowski został sekretarzem redakcji monumentalnego wydawnictwa „Pisma - mowy - rozkazy Piłsudskiego” i rozpoczął pracę nad szczegółową, erudycyjną biografią polityczną marszałka. Zwieńczeniem tej pracy stało się już po wojnie, na emigracji we Francji, jego opus magnum - trzytomowa „Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945”, które wprowadziło go do panteonu wybitnych polskich historyków.
Janusz Cisek, dyrektor Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku, stwierdził, iż trzytomowe, liczące ponad 1800 stron drobnego druku dzieło Pobóg-Malinowskiego stało się „ewangelią nie tylko dla piłsudczyków, ale wszystkich, którzy chcieli poznać meandry polskiej walki o niepodległość na przełomie XIX i XX wieku.
„Najnowsza historia polityczna Polski” Władysława Pobóg-Malinowskiego jest ogromną, wielowątkową, erudycyjną kroniką spraw oraz losów Polski i Polaków. Jest tam zapis faktów wydobytych z archiwów, z dokumentów rodzinnych, relacji, pamiętników, wspomnień, rozmów ze świadkami wydarzeń. Malinowski okazał się mistrzem w inicjowaniu źródeł wywołanych. Głosił kult precyzji i konkretu. Wiedział, komu i jakie zadać pytanie. Częstokroć pytał różne osoby o te same sprawy. Tym samym ten niezwykle pracowity człowiek - można rzec: klasyczny japoński pracoholik - uchronił od zapomnienia tysiące faktów, które wydobył z relacji i rozmów ze świadkami historii. Umiał omijać meandry nudziarstwa, pisząc o najbardziej zagmatwanych procesach walki politycznej. Potrafił pisać barwnie, sugestywnie, z rozmachem i budzić zainteresowanie historią. Walnie przyczynił się do zbudowania legendy i mitu Piłsudskiego.
Nie był w tym, co pisał, obiektywny. Był zgryźliwy i napastliwy w stosunku do wrogów i przeciwników politycznych, a faworyzował i łatwo usprawiedliwiał swoich idoli politycznych, z marszałkiem Józefem Piłsudskim na czele. Nie przemilczał jednak ich słabości i błędów. Był dla nich tylko nazbyt wyrozumiały. Szedł czasem pod prąd wyobrażeniom i interesom poszczególnych rywalizujących oraz zwalczających się grup w swoim obozie politycznym. Częstokroć drażnił nieznośną tezą, ale jednocześnie wciągał czytelnika w dywagacje i zmuszał do wyrobienia własnej opinii. Było to w zdecydowanej kontrze do tego, co pisali w PRL Włodzimierz Tadeusz Kowalski, Olgierd Terlecki, Zbigniew Załuski, a nawet Andrzej Garlicki - równie utalentowani pisarsko krajowi historycy i publicyści.
Władysław Pobóg-Malinowski był w dążeniu do celu uparty i bezkompromisowy, czym narażał się wielce wpływowym postaciom i zatruwał sobie życie codzienne, a zdarzało się, że unicestwiał swe przyjaźnie.

Cena bezkompromisowości i odwagi cywilnej

Wśród jego zaciekłych adwersarzy byli nierzadko ministrowie i premierzy rządu sanacyjnego oraz żona marszałka - Aleksandra Szczerbińska-Piłsudska, która nie szczędziła mu najostrzejszych ocen i epitetów. Mówiła i pisała o nim z nienawiścią. Nie pozostawał jej dłużny. Nazywał ją często (co prawda w rozmowach z przyjaciółmi i w listach do nich) „jędzą”, „wiedźmą” i „wdową narodową”. Bardzo różnił się w poglądach politycznych ze swoim szwagrem - dr. Leopoldem Bilowickim, który był pod wpływem ideologii Romana Dmowskiego, przywódcy Narodowej Demokracji.
Pobóg-Malinowski przypominał i wyciągał na światło dzienne sprawy niewygodne dla rządzącej elity, a później dla emigracyjnych uchodźców w Anglii i Stanach Zjednoczonych. Pisał bowiem o socjalistycznej przeszłości Piłsudskiego, o jego napadzie na pociąg pocztowy pod Bezdanami, o indyferentyzmie religijnym marszałka i jego przejściu na ewangelicyzm. Szczególnie te dwie ostatnie sprawy były niewygodne dla cenzorów z obozu sanacyjnego. Napad na pociąg w Bezdanach pod Wilnem i zajęcie przez Piłsudskiego 200 tysięcy rubli na cele partyjne wykorzystywali propagandowo ukraińscy nacjonaliści. Gdy sądzono ich za napady na banki i poczty, m.in. w Truskawcu, Peczeniżynie, Bóbrce czy Gródku Jagiellońskim, twierdzili, że walcząc o niepodległą Ukrainę, robią to samo, co robił dwadzieścia lat wcześniej marszałek Piłsudski. Mówienie w katolickim społeczeństwie, że przywódca państwa przez wiele lat był ewangelikiem i miał indyferentny stosunek do religii rzymskokatolickiej, też było niewygodne.
Władysław Pobóg-Malinowski był bezkompromisowym antykomunistą. Krytykował system komunistyczny we wszystkich jego aspektach. Pisał i mówił o tym na falach Radia Wolna Europa. Nie był w stanie przebaczyć nikomu, kto podał rękę Sowietom (z gen. Władysławem Sikorskim i premierem Stanisławem Mikołajczykiem włącznie). Potępiał każdego, kto pojechał do Warszawy po 1945 roku, choćby intencje ratowania jakiejś cząstki dobra narodowego były oczywiste. Pod tym względem był ślepym fanatykiem.
U schyłku życia ciężko chorował na odnowioną gruźlicę.
Był ostro atakowany zwłaszcza za trzeci tom swojej „Najnowszej historii politycznej Polski” przez historyków i publicystów w kraju, ale też przez przeciwników na emigracji, szczególnie przez narodowców, takich jak Karol Zbyszewski - redaktor naczelny „Dziennika Polskiego” w Londynie. To przyśpieszyło jego śmierć. Zmarł w Genewie w 1962 roku, w wieku 63 lat. W nekrologu nawet przeciwnicy pisali o nim, iż stworzył „dzieło tyleż stronnicze, co bez mała genialne”. Zajął poczesne miejsce w historiografii Polski i na pewno długo je utrzyma.