n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

niedziela, stycznia 17, 2016

3rp 2016 "kroczą płatni najemnicy Iluminatów i masonów – premierzy kRajów"

16 stycznia 2016

Naród wyklęty przez męty. Henryk Pająk

Europa ledwo zdołała wytrzeźwieć po fajerwerkach sylwestrowych, gdy zgotowano jej western w centrum zachodniej demonokracji – w Paryżu. Dzień akcji: siódmy stycznia. Miejsce akcji – kowbojska strzelanina w redakcji nowej wersji Charlie Chaplina – „szklarza”[1].
Kontynuacją fajerwerku była rzekomo największa w dziejach Paryża demon­stracja z udziałem miliona owieczek i baranów. Jak demonstracja, to oczywiście przeciwko czemuś. No właśnie – przeciwko komu-czemu? Oczywiście, prze­ciwko „aktowi terrorystycznemu” dokonanemu przez wojujących islamistów. Wojujących z czym? Z kim?
Oczywiście przeciwko próbie tłumienia wolności słowa za pomocą kul. Przeciwko ograniczaniu wolności artystycznej ekspresji, brutalnemu obrażaniu uczuć islamistów, bo obrażanie uczuć chrześcijan, jeszcze bardziej perwersyjne i wytrwałe, nie miało tu żadnego znaczenia. Jest ono powszechną normą, za­chowaniem pozytywnym, wskazanym.
Kiedy maszeruje milion owiec i baranów, ziemia drży w posadach. Drżał Pałac Elizejski tudzież burdele Paryża. Z tyłu pochodu kroczą płatni najemnicy Iluminatów i masonów – premierzy krajów. Wszyscy manifestowali w obronie prawa do plugawienia religii z wyjątkiem jednej jedynej – judaizmu.
Kiedy opadły pyły i rozwiał się pierwszy smród po zamachu i pochodzie, postanowili zdyskontować ten cyrk nie tylko lamentem o nowej fali „antyse­mityzmu” ale tym razem w milionach euro. Wydali „pozamachowy” numer „Charlie Hebdo” w nakładzie siedmiu milionów egzemplarzy, podczas gdy przed zamachem drukowali sześćdziesiąt tysięcy, z czego rozchodziła się ledwo połowa. Siedem milionów zniknęło w ciągu paru godzin, odsprzedaż z ręki do ręki potrajała cenę szmatławca.
Zgarnęli kilkanaście milionów eurosów, gdy nagle sztab dowodzenia tą prowokacyjną kloaką ogłosił zawieszenie jej wydawania. Powód – „wyczerpanie” pracowników i rysowników. To zrozumiałe, niestety tylko dla nielicznych owieczek i baranów. Kontynuacja tej prowokacji groziła odwetami już nie tylko ze strony „fanatyków” islamskich, ale także patriotycznej i katolickiej części mieszkańców Paryża, bo i tacy jeszcze tu i ówdzie żyją we Francji.
Jak już powiedziano, Francja pod koniec stycznia ogłosiła wstrzymania dostawy „Mistrali” dla Rosji. Zaraz potem Rosja rzuciła cenną marchewkę – zniesienie embarga na towary francuskie i niemieckie. Dogaduszki w tych spra­wach na linii Moskwa-Paryż i Moskwa-Berlin musiały trwać znacznie wcześniej przed zamachem, pod stołem, poza wiedzą lenników pozostałej części państw Unii Europejskiej.
Oczywistą reakcją oligarchów narodu wybrakowanego za oceanem i w Izra­elu, było zaostrzenie pogróżek USA pod adresem Rosji. Prezydent Obama oznajmił pryncypialnie, iż Stany Zjednoczenie jednak powracają do koncepcji zbrojnej pomocy dla Ukrainy, choć przedtem wykluczały taką możliwość. Takie uderzenie w bębny wojny radykalnie zmieniało opcję stosunku USA do dywersji na Ukrainie, z „politycznej” na militarną. Oświadczenie stało się hasłem do boju dla Ukraińców, klik wkomponowanym w decyzyjne kręgi władzy w Polsce, takich jak Tomasz Siemoniak – wicepremier i minister Obrony Ukrainy z siedzibą w Warszawie; Schetyna w roli ministra spraw zagranicznych Polski i Ukra­iny, Halicki – ministra gospodarki i cyfryzacji, Paweł Kowal ze stajni Jarosława Kaczyńskiego, piewcy UPA u boku Tiachnyboka na kijowskim Majdanie.
Tymczasem kanclerz Angela Merkel pomknęła do Budapesztu na propagan­dową schadzkę z premierem Orbanem, jak wiadomo, przeciwnikiem krucjaty przeciwko Rosji trasą ukraińską. Oświadczyła Urbi et Orbi, że Niemcy uznają jako jedyną drogę do zakończenia „konfliktu” na Ukrainie, tylko negocjacje poko­jowe. Słowa jednak poszły w świat i zaniepokoiły gaulajterów Unii Europejskiej. Była to wyraźna próba wyłamywania się z szeregów maszerujących zbrojnie na Ukrainę. Dał głos niemiecki ekspert do spraw bezpieczeństwa Wolfgang Isching, który pochwalił zapowiedź dostarczenia broni na Ukrainę, – dodajmy od siebie – na tę część Ukrainy, która jest piewcą ludobójców UPA. Isching dał do zrozumienia, iż po pierwsze, głos pani kanclerz już nie jest głosem wyroczni w sprawach polityki Niemiec.
Dolał oliwy do ognia sam prezydent Obama, który podczas pobytu w In­diach, w wywiadzie dla stacji CNN oznajmił, że były prezydent Ukrainy Ja- nukowycz „uciekł”, z Kijowa po tym, jak „wynegocjowaliśmy porozumienie w sprawie przekazania władzy na Ukrainie”. Tym samym Obama expressis verbis potwierdził dwie żydoamerykańskie false flag, a nie jedną:
– „negocjowali” z Janukowyczem jego abdykację
– negocjacje zakończyły się pozytywnie dla Jankesów – „ucieczką” Janu- kowycza z Kijowa.
Takim sposobem Jankesi w poprzednich dziesięcioleciach, „negocjowali” abdykacje, ucieczki a nawet zabójstwa urzędujących głów państw – np. mord na Kaddafim, „dyktatorze” Libii a także zabójstw dyktatorów państw muzuł­mańskich w północnej Afryki, poprzedzonych „łagodną perswazją”. Strona in­ternetowa Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Rosji opublikowała następujące oświadczenie ministra Ławrowa:
– Jeśli ktoś chciał potwierdzić, że USA od samego początku wy­darzeń na Ukrainie były zaangażowane w antyrządowy przewrót, który Obama uznał „neutralnym przekazaniem władzy” to zostało ono wypowiedziane.
Tę dyplomatyczną wpadkę, prezydent Obama popełnił bezwiednie. Mówił ad hoc jako „gadająca głowa” wprawiona w wypowiadaniu okrągłych frazesów. Wpadka sama się wkomponowała w logikę tej wypowiedzi. Jeżeli Janukowycz dobrowolnie, czyli „naturalnie przekazał władzę” to dlaczego „uciekł?” Dodajmy, uciekł z kotła, jakim był kijowski Majdan, płonący ogniem opon i wy­buchów. Zorganizowały to USA, co równie szczerze przyznała słynna Żydówka Nulan, rzeczniczka, w istocie sterniczka Sekretariatu Stanu. Powiedziała swego czasu, że Stany Zjednoczone zainwestowały w kijowski pucz sześć miliardów dolarów. Niezła sumka. Opłaciło się[2].
Za tę cenę amerykańsko-izraelscy żydochazarzy weszli na Ukrainę poko­jowo, połączyli swoje siły z siłami ukraińskich żydochazarów, takich jak Achmetów, Kołomojski, Poroszenko, Turczynów, Jarosz, Pińczuk i kilkunastu innych, którzy już dawno przejęli zakłady przemysłowe i bogactwa naturalne. Teraz maszerują na wschód i połączą swe intrygi i miliardy z chazarskimi oligar­chami Rosji ryjącymi pod Putinem, jak niegdyś ich dziadowie ryli pod garstką rosyjskich gojów w KPZR, KGB, GRU.
A wszystko to działo się wtedy, prawie sto lat temu jak i obecnie – tysiące kilometrów od granic Stanów Zjednoczonych w ramach „eksportu” żydokomunizmu, największej w dziejach świata false flag.
Tymczasem, ich współczesne kundelki polskojęzyczne powyłaziły z nor, w świetle dnia przez lata kamuflujący swoje ukraińsko-banderowskie pocho­dzenie Dziś niektórzy internauci piszą zgryźliwie, że trzymanie Schetyny z dala od decyzyjnych stanowisk przez Donalda Tuska, obecnego „prezydenta” Rady Europy, było jedynym trafnym pociągnięciem w całej karierze Tuska. Piszą, tym razem naiwnie, iż Tusk trzymał Schetynę w dystansie, aby ten mułowaty tłuk nie narozrabiał jak słoń w składzie porcelany, nie ujawnił za wcześnie istnienia apetytów banderowskiej piątej kolumny, obecnie jawnie okupującej z nadania syjonistów amerykańsko-izraelskich wszystkie kluczowe stanowiska w rządzie i parlamencie. Okazało się przy tej okazji, że Schetyna maskował swoją małomównością kiepską znajomością języka polskiego.
Grzegorz (Hrychor) Schetyna wyszedł na proscenium jako Nikodem Dyz­ma polskiej dyplomacji z ambitnym, dwukierunkowym zadaniem. Pierwsze, to forsować agresywny banderyzm pod szyldem wyzwolenia Ukrainy ze szponów ponurego kagiebisty Putina i wynosić pod niebiosa zasługi Ukraińców w walce z Niemcami. Po drugie, prowokować, prowokować, prowokować gdzie się da i kiedy się da.
Konsekwentnie pełniąc misję ukraińskiego prowokatora pod false flag mi­nistra spraw zagranicznych, Schetyna po konsultacji z prezydentem Komo­rowskim, już na początku lutego znów wyszedł na scenę z okazji zbliżającej siedemdziesiątej rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej i zapowiedział:
– obchody zakończenia wojny powinny się odbyć ósmego, a nie, jak daw­niej, dziewiątego maja,
– powinny odbyć się na Westerplatte, a nie w jakiejś tam Moskwie, na Placu Czerwonym. Dwie prowokacje w jednej, obie przeciwko Rosji. Ósmego maja 1945 roku Niemcy skapitulowały przed Amerykanami. Odbyła się stosowna uroczystość kapitulacji, ale zabrakło tam przedstawicieli Sowietów, bo nie zdą­żyli się stawić. Wtedy Stalin zażądał ponownej kapitulacji „nazistów”. Podniosła uroczystość odbyła się nazajutrz, dziewiątego maja. Na końcu ogromnej sali, w prezydium zasiadają: marszałek Żuków w otoczeniu generalicji, następnie wprowadzono przedstawicieli pokonanych Niemców, na czele z feldmarszał­kiem Keitelem. Z drugiego końca sali Keitel pozdrowił buławą Żukowa, usiadł, położył czapę na stole i ujął pióro, składając na akcie historyczny podpis. Na­stępnie wstał, zasalutował, wziął czapę i oddalił się w asyście swoich adiutantów, z których każdy miał około dwa metry wzrostu.
Tak przestała istnieć Trzecia Rzesza Niemiecka. W rzeczywistości, tak się tylko wszystkim wydawało, że przestała istnieć. Ona istnieje do dziś.
Teraz rozumiemy istotę prowokacji zafundowanej Rosji i Polsce przez Schetynę. Ósmy maja odbierał Rosjanom współautorstwo zwycięstwa nad Niemcami, uprzedzając uroczystość z dziewiątego maja jako rzekomo samo­zwańcze uzurpatorstwo Rosjan (Sowietów).
W Rosji zawrzało. Zazwyczaj powściągliwy, spokojny minister Ławrow nazwał wyskok Schetyny i jego prezydenckiego pryncypała Komorowskiego „bluźnierczą i cyniczną próbą rozgrywania uczuć nacjonalistycznych”. Szkoda, że nie wyjaśnił dokładnie, czyich to uczuć nacjonalistycznych, polskich czy banderowsko-ukraińskich. Podczas tej kilkudniowej wymiany ognia, polscy hodowcy bydła i trzody stracili kilkanaście milionów złotych z blokady ich eks­portu do Rosji, podczas gdy mięso niemieckie i francuskie jechało do Rosji po zniesieniu embarga rosyjskiego Podobnie stracili polscy hodowcy jabłek i innych owoców – miliony dolarów za jabłka zalegające w chłodniach, gdy wiosna była tuż-tuż, a rachunki za prąd jeszcze bliżej.
Co do drugiej prowokacji Komorowskiego – Schetyny, propozycji obcho­dzenia rocznicy kapitulacji Niemiec na Westerplatte, to jest ona nie tylko „bluźnierstwem”, ale wręcz karykaturalnym szyderstwem z Westerplatte i nieszczęsnej Polski z września 1939 roku. Wojna nie zakończyła się na Westerplatte tylko zaczęła niemieckim atakiem na Westerplatte, które broniło się bohatersko przez tydzień, wprawiając w zdumienie Niemców i jeszcze wolną od nich Europę. Takich bohaterskich miejsc były w dziejach tej wojny niemieckiej dziesiątki.
Schetyna wtedy dodał jeszcze inną obelgę, : „Nie jest naturalne, aby się to kończyło tam, gdzie się zaczęło”. Cyniczny groch z kapustą. Wojna nie zaczęła się na Placu Czerwonym we wrześniu 1939 roku, tylko w Polsce. Dokładnie nawet nie na Westerplatte, tylko wcześniejszą o kilkanaście minut masakrą miasteczka Wieluń, dosłownie zmiecionego z powierzchni ziemi przez eskadrę niemiec­kich bombowców, w wyniku czego zginęły dwa tysiące mieszkańców Wielunia. Schetyna zaproponował alternatywnie, jeśli nie Westerplatte to np. „Londyn lub Berlin”. Ten ostatni bastion hitleryzmu byłby o wiele bardziej na rzeczy, lecz byłoby wielką prowokacją sprowadzenie do Berlina tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej i żołnierzy alianckich, aby sprężyście przedefilowali przed Bramą Brandenburską, przed jej gołymi murami, bo Berlińczycy z pewnością by się pochowali w domach w proteście przeciwko temu triumfalizmowi zwycięzców.
I wreszcie – niech sobie każdy obchodzi tę rocznicę w swoim kraju jak chce. Londyńczycy w Londynie, Niemcy w Berlinie, Sowiecki na Placu Czerwonym. A my, Polacy? Proponujemy w Jałcie, gdzie trójka światowych bandytów – Churchill, Roosevelt i Stalin zadecydowała o zajęciu połowy Europy przez Żydobolszewię, w bezprzykładnej zdradzie Polski jako sojusznika aliantów i ofiary Żydobolszewii.
W powojennych defiladach z okazji kapitulacji Niemiec, odbywających się w Londynie, „Angole” nie zapraszali żołnierzy Drugiego Korpusu generała Andersa. Nie było tam Polaków. Kiedy wiele lat później zaprosili żonę generała Andersa już w roli wdowy, Generałowa ostentacyjnie odmówiła udziału w tym cyrku.
Podczas „Pikniku Oświęcimiu”, rocznicy „wyzwolenia” Oświęcimia – Au­schwitz, wśród zaproszonych gości nie znalazła się córka rotmistrza Pilec­kiego. Nie była tego godna, choć jej Ojciec był jedynym więźniem w dziejach kilku milionów więźniów wszystkich niemieckich obozów koncentracyjnych, który dobrowolnie dał się ująć w niemieckiej łapance, aby tam, w Auschwitz, założyć siatkę konspiracji AK, rozpoznać możliwości opanowania obozu, etc. Z dwoma innymi więźniami dokonał brawurowej ucieczki, ale po wojnie został ujęty przez żydowskich „wyzwolicieli”, i bestialsko stracony jako wróg Polski Ludowej. Kiedy grupa polskich eurodeputowanych wniosła pod obrady Euro- parlamentu projekt uznania rotmistrza Pileckiego za jednego z sześciu najwy­bitniejszych bohaterów wojny, polskojęzyczni agenci Niemiec z Platformy Obywatelskiej, głosowali przeciwko temu projektowi, zapewne dlatego, że miał to miejsce od dawna zarezerwowane przez Żydów Jan „Karski”.
Koniec stycznia 2015 roku i pierwsza dekada lutego upływały pośród po­litycznych i historycznych afrontów, ze wskazaniem na mułowatego agenta Ukrainy Schetynę, ale na szczytach zachodziły wydarzenia o wiele ważniejsze. W ich centrum była Ukraina. Angela Merkel poleciała do Wiktora Orbana i zadziwiła obserwatorów rzekomą woltą – Niemcy nie wezmą udziału wspar­ciem zbrojnym dla Ukrainy! Nie upłynął tydzień od tej rewelacji i Merkel zmienia front o sto osiemdziesiąt stopni; Niemcy będą „bronić Polski” (!!) przed Rosją. W tym celu wyślą na jej wschodnie rubieże około 1 700 żołnierzy Bundeswehry na rotacyjny pobyt wojsk NATO! Obserwatorzy zdębieli z wraże­nia, bowiem wsparcie militarne Ukrainy jest niczym innym, jak rozstawieniem wojsk niemieckich u granie Rosji, bo przecież granica białoruska to nic innego, jak granica frontu z Rosją.
Co się stało? – pytali internauci, bo przecież w mediach głównego ścieku takiego pytania nie mogli się spodziewać.
A przecież była to kolejna odsłona germańskiego „Drang nach Osten”. Od samego początku syjonistycznej dywersji na kijowskim Majdanie i powstania rosyjskich mieszkańców Ukrainy Wschodniej, neo-hitlerowcy niemieccy na czele z Bundestagiem i Żydówką Merkel, stanęli przed dylematem – zachować rezerwę wobec tego kolejnego wyzwania żydoglobalizmu amerykańsko- -izraelskiego, czy się do niego przyłączyć. Lawirowali przez rok, „potępiając” rosyjską (a nie syjonistyczną!) agresję na Ukrainie ,przyłączyli się do sankcji, ale tak jakoś zawsze potępiali głosikiem słabiutkim, pełnym wahań. Potem Angela powiedziała, że nie da Ukrainie broni, aż wreszcie USA zapowiedziały przy­dzielenie Ukrainie nowoczesnego uzbrojenia. I wtedy Niemcy podjęli decyzję o tych 1700 żołdakach Bundeswehry, których wyślą do Polski.
Mieliśmy więc zapowiedź otwarcia przygotowań do militarnej konfrontacji syjonizmu i germanizmu z Rosją, na razie na gruncie Ukrainy Zachodniej, potem się zobaczy. Tak czy inaczej, nieszczęsna Resztówka Polski międzywojennej znów została wyznaczona do roli pola bitewnego Zachód-Wschód. To nihil novi. Tak było w czasach NATO – Układ Warszawski. W ramach tego ukła­du, NATO wyznaczyło dwustukilometrowy pas ziemi spalonej na linii Wisły na wypadek konfrontacji nuklearnej z Rosją sowiecką, co byłoby militarnie nieskuteczne, ponieważ Sowieci posiadali wyrzutnie rakiet na Pomorzu, m.in. w kompleksie leśnym Borne Sulinowo. Pas ziemi spalonej nuklearnie, stanowić mógł zaporę dla sił konwencjonalnych Paktu Warszawskiego, zarazem był pasem śmierci dla około pięciu milionów mieszkańców tego pasa, co dla obydwu stron potencjalnego starcia nie miało i nadal nie ma żadnego znaczenia.
Wysłanie dwóch tysięcy żołnierzy Bundeswehry na rubież wschodnią Polski, to tylko kontyngent niemiecki. Oznaczać to może totalną wojnę z Rosją, z wal­nym udziałem polskiego mięsa armatniego. Tak było od wieków. W XVII wieku Prusactwo wzięło nas „w obronę” przed carską Rosją w ten sposób, że zajęło trzecią część powierzchni Polski Jagiellonów. Ponad sto lat później ponownie wzięło nas „w obronę” już nie jako Prusy tylko Niemcy, ruszając na wschód z Austro-Węgrami i Józefem Piłsudskim, twórcą tzw. „legionów” – agentury niemiecko-austriackiej. Zostali pokonani wspólnym wysiłkiem aliantów i zrewolto­wanej przez Żydów Rosji carskiej. Niespełna dwadzieścia lat później niemieckie prusactwo ponownie ruszyło przez nasze terytoria na wschód, oczywiście w tym samym celu jak w 1772 i w 1914 roku – aby nas „zabezpieczyć” przed Rosją. Wiedzieli jednak, że samodzielne pokonanie Polski w bezpośrednim starciu wprawdzie skończy się klęską Polski, ale wyniszczy znaczne siły Niemców, po­nadto pogrąży tereny na wschód od Bugu w długotrwałej walce partyzanckiej, w której czołgi i samochody będą bezradne w lasach, na bezdrożach i bagnach Polesia. Weszli więc w sojusz z Sowietami, przedtem, już od 1923 roku rozwi­jając i unowocześniając armię sowiecką, co opisałem szczegółowo w książce „Sąsiedzi płacić za ludobójstwa” (Wydawnictwo RETRO 2014 r.) Pakt Hitler – Stalin zwany Paktem Ribbentrop-Mołotow sprawił, że żydobolszewia, po­czynając od 17 września 1939 roku, błyskawicznym natarciem „zabezpieczyła” sobie połowę terytorium Polski przed swoim sprzymierzeńcem niemieckim, a ten zabezpieczył przed sowietami lewą połowę Polski aż po Bug, następnie obydwie strony zakończyły to „zabezpieczanie” wspólną defiladą zwycięstwa w Brześciu nad Bugiem. Naszym zdaniem, właściwym miejscem do uczczenia siedemdziesiątej rocznicy zwycięstwa nad nazizmem (broń Boże nie nad Niem­cami), byłby właśnie Brześć, zwłaszcza, że „prezydentu Komorusku i ministru Schetynu” bardzo odpowiadają na takie uroczystości miejsca peryferyjne, czego dowodem jest propozycja fety na Westerplatte, a nie na Placu Czerwonym.
Teraz znów Niemcy maszerują na wschód, aby naszą nieszczęsną Resztówkę porozbiorową zabezpieczyć przez wrednym Putinem i Rosją. I znów to się może skończyć albo w Berlinie, albo w Moskwie, albo na nowych gruzach Warszawy. Zwłaszcza, że wydarzenia rozwijały się dynamicznie na korzyść syjonistycznych wyzwolicieli Ukrainy. Drugiego lutego zginęło pięciu żołnierzy ukraińskich, natomiast powstańców rosyjskich, zwanych „separatystami”, a przez premiera Jaceniuka „bandytami” poległo aż 180, zaś rannych separatystów zostało 250. Jednego dnia (doby) wyeliminowano więc prawie 500 „bandytów”. Proporcje po­ległych po obydwu stronach zaczynają przypominać proporcje strat w walce Żydów z Palestyńczykami. Zawsze ginęło dwudziesto-, trzydziestokrotnie więcej Palestyńczyków niż Żydów. Rażąca różnica strat nie skłoniła agenturalnej „Polskiej” Agencji Prasowej do prostego pytania, skąd ta dysproporcja! Nigdy byśmy się tego nie dowiedzieli, gdyby nie Internet. Podano tam, że Ukraińcy po raz pierwszy użyli tam samolotów bombowych, a późniejsze o kilka dni foto­reportaże internautów rosyjskich pokazują rozbite schrony, lepianki żołnierzy i rozszarpane ciała „bandytów”. Artykuł zamieszczony w „Naszym Dzienniku” autorstwa pismaków z PAP nie mówi o tym udziale bombowców ukraińskich, co dziwić nie może, bo to przecież papowskie komunikaty nowego Oberkommando der Wehrmacht, zamieszczane przez rozmodlony „Nasz Dziennik”.
To właśnie ten bombowy sukces musiał przeważyć decyzję Niemiec o wy­słaniu 1700 wehrmachtowców na wschód Polski.Teraz już pójdą szeroką ławą od Karpat po Bałtyk? Pomaszerują i nasi wojacy dowodzeni przez neobanderowców i polskojęzycznych wyznawców tej strategii bezpieczeństwa, która mówi, że „bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski”.
Przestali udawać zatroskane niewiniątka obrzezani Jankesi. W tej sytuacji – czytamy w komunikacie PAP opublikowanym w „Naszym Dzienniku” – Stany Zjednoczone „coraz poważniej biorą pod uwagę udzielenie pomocy wojsko­wej Ukrainie”, zwłaszcza że „separatyści” ogłosili możliwość postawienia pod bronią 100 tysięcy ludzi:
Chodzi o trzy prestiżowe think-tanki: Brookingos Institution, Atlantic Council i Chicago Council on Global Affairs, które wspól­nie przygotowały raport na ten temat. Jego autorami jest ośmiu byłych wysokiej rangi amerykańskich dyplomatów i wojskowych. Według dziennika „New York Times” w Waszyngtonie coraz po­ważniej rozważana jest realizacja zaleceń tego dokumentu. Gazeta zastrzega, że Obama nie podjął jeszcze decyzji, ale amerykańska administracja i wojskowi „wydają się skłaniać” do tej opcji.
„Stanom Zjednoczonym” chodzi o zachowanie wiarygodności w roli świa­towego przywódcy mocarstwowego ekspansjonizmu. Nie widzą bowiem wy­muszenia na Rosji ustępstw drogą kolejnych sankcji?
Jakie są propozycje? Przekazanie Ukrainie 3 mld dolarów pomocy wojsko­wej w ciągu trzech lat oraz bezpośrednie dostarczenie sprzętu wojskowego, o co Kijów od dawna apeluje. USA miały zaopatrzyć armię Ukrainy w nowoczesną broń, w tym tzw. broń śmiercionośną, od czego dotąd Waszyngton się odże­gnywał w obawie, że to doprowadzi do zaostrzenia konfliktu.
Według ekspertów, Ukrainie najbardziej przydałaby się broń przeciwpan­cerna. W Donbasie są rosyjskie czołgi i transportery opancerzone, radary roz­poznania artyleryjskiego zdolne do wykrywania wyrzutni pocisków, samochody terenowe wielozadaniowe, a także samoloty bezzałogowe. Jeśli USA zdecydują się na dostarczenie Ukrainie broni, to podobną decyzję mogą podjąć także inne rządy. Autorzy raportu wymieniali w tym kontekście Polskę, Kanadę, Wielką Brytanię i państwa bałtyckie.
John Kerry będzie w czwartek przebywał w Kijowie, gdzie za­pewne przedyskutuje warunki ewentualnego wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Tamtejsi politycy też wyczuwają sprzyjający moment.
Tak więc w pierwszej dekadzie lutego 2005 roku dostawa sprzętu wojsko­wego, zwłaszcza tajemniczej „śmiercionośnej broni” dla żydobanderowskiej Ukrainy, stała się głównym tematem najazdu Jankesów na Ukrainę. Stanowiska ważnych graczy politycznych w USA były podzielone. Biały Dom zdystansował się od opinii Ashtona Cartera, nowego szefa Pentagonu, który w sprawie zbro­jenia Ukrainy powiedział, że skłania się ku temu, aby dostarczyć Ukrainie „broń śmiercionośną” lecz nie uściślił, co to za broń, skoro zwykły automat także jest bronią śmiercionośną.
Rzecznik Białego Domu kontrował: konflikt można rozwiązać drogą stałych negocjacji ale żadne dostawy broni nie zrównoważą dostaw broni rosyjskiej w ramach takiego „wyścigu zbrojeń”. Jednak wojenne think-thanki mają przewagę w USA, jak zawsze, kiedy np. ważyły się decyzje najazdu na Afganistan, Irak, a wcześniej na Jugosławię. W te same trąby dmie dowódca NATO – Bradlow. Takimi krzyżowcami antyrosyjskimi są John Kerry, znany „neokon” McCain i wszyscy, dosłownie wszyscy „Srule” setkami okupujący Kongres, Senat, rząd. W tym wojennym klangorze, wprawdzie tylko na polskim zapyziałym podwórku, odważnie, pod prąd zabrzmiał głos Leszka Millera, szefa Klubu SLD w Kne-Sejmie. Klub podjął uchwałę w imieniu partii o wprowadzeniu tej uchwały pod obrady Kne-Sejmu, że konflikt na Ukrainie można zażegnać tylko drogą negocjacji i akcji dyplomatycznych, a nie za pomocą wyrzutni Grad.
Apelujemy – czytamy w uchwale Klubu SLD – aby nie rozpatry­wano zaszłości historycznych… Obecnie Ukraina Wschodnia stała się obszarem klęski humanitarnej o niespotykanej skali.
Uchwała odniosła się do rażącego obniżenia poziomu życia szeregu grup zawodowych w Polsce, a to z powodu utrzymujących się sankcji rosyjskich na dostawy mięsa, jabłek, etc.
Miller i jego Klub zaskoczyli Polaków, którzy wiedzą czym skończy się dywersyjne awanturnictwo agentów frakcji żydo-ukraińskiej w Polsce, masze­rujących czwórkami na Ukrainę Wschodnią. Zaryzykowali wiele, ale wiedzieli, że propagandowo zyskali dużo, a Polacy stanęli okoniem wobec żydo-amerykańskiej falangi w oporze przeciwko ich sługusom w NATO, Unii Europejskiej ich polskojęzycznym agentom w Polsce.
Czwartego lutego, w okresie ścierania się pasywnego i wojowniczego sto­sunku do wojny na wschodzie Ukrainy, parlament w Kijowie podjął ustawę o powołaniu „batalionów wojsk najemnych” składających się z Ukraiń­ców, Polaków i Litwinów. Na zakończenie parlament uczcił minutą ciszy wszystkich obcokrajowców, którzy polegli w walce o Samostijną Ukrainę.
Na kilometr zapachniało polską krwią, nieznaną liczbą poległych i jeszcze ży­wych najemników polskich. Jeden z wojskowych dowódców donieckich party­zantów powiedział w Internecie, że walczą z nimi grupy polskich najemników, wielu już poległo. I dodał, patrząc prosto w oko kamery: „Jak się uporamy z banderowcami, przyjdziemy i po was!” „Idziemy po was!” warknął do kibiców białostockich niejaki „Sienkiewicz”, sławny z ośmiorniczek konsumo­wanych w restauracji „Sowa” nafaszerowanej podsłuchowymi „pluskwiakami”. „Sienkiewicz” nie zdążył pójść po kibiców białostockich, ponieważ oberwał po ośmiorniczkach u „Sowy”.
Piątego lutego przyleciał do Kijowa Żyd John Kerry, zapewne z pakietem „śmiercionośnej broni” dla banderowców. Dwa dni przedtem kanclerz Aniela Merkel oznajmiła, że Bundeswehra, wzmocni „wschodnią rubież Polski” poby­tem 1 700 niemieckich żołdaków, których dziadkowie masakrowali Warszawę, usiłowali zdobyć Leningrad i Moskwę. Jednak desant 1 7000 neohitlerowców to nie to samo, co dostarczenie banderowcom czołgów, samolotów, dronów. W ten rozgardiasz wszedł felietonista Stanisław Michalkiewicz, który w Internecie kąśliwie omówił aktualną wtedy sytuację na wschodzie i zachodzie Europy, szczególnie stanowiska głównego gracza, jakim są Niemcy. W pewnym momencie wygłosił tezę wręcz ekscytującą, bo wielce prawdopodobną. Jego zdaniem, Niemcy już wybrali opcję. Jaką? Opcję marszu na wschód, ale pod warunkiem, że inne państwa pójdą z nimi „kupą, mości panowie”. Michalkiewicz uznał, że Niemcy musieli uprzednio dogadać się ze „starszymi i mądrzejszymi”, których na użytek moich czytelników nazywam „narodem wybrakowa­nym”. Zdaniem Michalkiewicza, „starsi i mądrzejsi” mogli z Niemcami dobić następującego targu – jeżeli pomożecie nam zająć Ukrainę i zneutralizować Rosję ,to my pozwolimy wam na zajęcie ziem północno-wschodniej Polski aż po Kaliningrad, z dodatkiem lewobrzeżnej części Polski (bez Warszawy i Krakowa) – a my na tej resztówce Resztówki powojennej Polski zbudujemy Judeopolonię powiększoną o Wołyń i Małopolskę Południową. W każdym razie, ma powstać Judeopolonia, z Czwartą albo już praktycznie Piątą Rzeszą Niemiecką na przedwojennych ziemiach północno-wschodniej Polski.
Dodajmy, że spekulacja tego felietonisty nie były wróżeniem z fusów. Jude­opolonia już jest rysowana na przyszłych mapach Europy Środkowej, a zapo­wiedzią tego mogła być wypowiedź sprzed kilku lat niemieckiego Żyda Henry Kissingera, swego czasu doradcy prezydenta Cartera, członka najważniejszych agend nieformalnego rządu światowego, na czele z komisją Trójstronną, Bilder- berg Group i Bnai B’rith. Kissinger obwieścił:
Państwo Izrael przestanie istnieć w ciągu dziesięciu lat”, co cytowa­łem w ostatnim czwartym tomie mojej czterotomowej sagi pt. „Chazarska dzicz panem świata”.
Jeżeli więc przestanie istnieć kilkumilionowe państwo Izrael zasiedlone w osiemdziesięciu procentach przez polsko-rosyjskich chazarów, to rodzi się naturalne pytanie, gdzie przeprowadzi się to kłębowisko żmij, ich drugi i trzeci pomiot? Odpowiedź jest prosta – z powrotem – do Polski. Cicha emigracja do Polski z Izraela trwa już od kilkunastu lat. Powstają dla nich nowe zamknięte osiedla, niemal z lotniska wprowadzają się do nich i nazajutrz udają się do cze­kających na nich stanowisk w bankach, agendach rządowych ,ministerstwach, etc. Czekają. Na co? Aż dokona się „federalizacja” Resztówki Polski i takaż fede­ralizacja posowieckiej Ukrainy. Dekompozycja tej części Europy z wiadomym docelowym skutkiem, dzieje się już małymi kroczkami, a zamienić się one mogą w kroki milowe, jeżeli NATO ruszy na Ukrainę ze „śmiercionośną bronią” wspar­te za pomocą polskiego mięsa armatniego. Tak spełni się ulubione porzekadło natowców ukraińskojęzycznych i polskojęzycznych banderowców, iż „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy” i „nie ma wolnej Ukrainy bez wolnej Polski”.
Jako zasłonę dymną należy uznać fragment noworocznego przemówienia Obamy o rzekomej zmianie strategicznych kierunków i miejsc amerykańskiej „obecności” w świecie.
Taka właśnie zmiana geo-strategii tego mocarstwa okupowanego przez geo-żydzizm, została nakreślona już trzy lata temu, podczas pierwszej pre­zydentury Obamy. Zmiana sprowadza się do położenia głównego nacisku na „strategię” azjatycką, z dotychczasowej europejskiej. Stany Zjednoczone już zakończyły procedurę redukcji swoich wojsk stacjonujących w Europie zachod­niej, a także wycofywanie wojsk okupacyjnych z Iraku i Afganistanu. Znajdzie to potwierdzenie w budżecie Pentagonu. Na kierunek azjatycki pójdzie około 530 miliardów dolarów, podczas gdy na kierunku wschodnim USA zainwestują nieco ponad 50 miliardów dolarów – dziesięć razy mniej niż na wzmacnianie obecność tego żandarma świata w rejonie Azji. Nacisk położy się głównie na rozwój dwóch rodzajów broni – marynarki wojennej i lotnictwa. Została już drastycznie zmniejszona obecność USA w rejonie Morza Śródziemnego i Zatoki Perskiej samolotów krótkiego zasięgu. Podstawowym uzbrojeniem stają się tam samoloty F-45 nafaszerowane wielozadaniową elektroniką, zdolne pokonywać dalekie odległości. Obecnie odwołali ten kierunek ekspansji.
Takie są, w skrócie, nakreślone przez Obamę plany „aktywnej” obecności w rejonie państw azjatyckich. Okazało się, że niezliczone bazy wojskowe USA na wysepkach Pacyfiku nie zapewniały pełnej dominacji. Musi ją wzmocnić nowy rodzaj „śmiercionośnej broni”. Obama dodał na zakończenie, że on już nie prowadzi żadnej kampanii wyborczej, za dwa lata kończy się bowiem jego druga prezydentura, a jego wysiłki wewnątrz kraju skupią się na realizacji programu wzmacniania pozycji klasy średniej i niezamożnej części społeczeństwa. Chce dokończyć pokonywanie regresu wywołanego krachem finansowym świata z 2008 roku, przyznać płatne urlopy macierzyńskie dla około 400 milionów amerykańskich kobiet i utrwalić bezpłatną służbę zdrowia. Pięknie, życzymy powodzenia w tym zbożnym dziele. Ale gdzie tkwi, dokładnie – gdzie może tkwić wzmiankowana „ściema”? Ano, w tym rzekomym przesunięciu akcentów, czyli miliardów dolarów z Europy i Zatoki Perskiej oraz północnej Azji, w rejon Pacyfiku, z „widokiem” na Azję, czyli na Chiny, Indie, Pakistan. Tymczasem, jak spojrzeć na mapę, to ma się do czynienia z tym samym wschodnim kierunkiem natarcia od strony Pacyfiku, oraz kierunek pasem Morza Śródziemnego, Zatoki Perskiej a teraz Ukrainy, z wyjściem na Rosję i Chiny, dwie zmory „starszych i mądrzejszych” elit narodu wybrakowanego. I zawsze dzieje się to w odle­głości wielu tysięcy kilometrów od granic USA. Obłudę tych współczesnych nomadów byłoby łatwo demaskować prostym pytaniem: po co tam poszliście? Tam, czy na dziesiątki innych obszarów, na niemal wszystkie kontynenty, zawsze znacząc za sobą krwawe ślady, zostawiając zgliszcza i trupy, wszakże zawsze pod sztandarami wolności i demokracji, uniwersalnymi false flag wszystkich najeźdźców. Co Jankesi szukają na Pacyfiku, odległym o tysiące kilometrów od brzegów ich kraju? Dlaczego Rosjanie czy Chińczycy nie rewanżują się im tym samym – samolotami myśliwskimi, bombowcami, flotą nawodną i podwodną u brzegów USA?. Rosjanie podczas drugiej wojny światowej pytali jako Sowie­ci – co Niemcy szukają u bram Stalingradu, Moskwy, Leningradu. Sowieci raz tylko próbowali się im rewanżować u brzegów Stanów Zjednoczonych, na Kubie, nawet próbowali zainstalować wyrzutnie rakiet. Prezydent Kennedy zagroził wojną i Chruszczów zabrał to żelastwo, pozostawiając jednak na Kubie okupacyjną agenturę, pchając w tego komunistycznego bękarta miliardy dola­rów. Castro, kubański żydomason rządził tym niezatapialnym lotniskowcem Sowietów przez pół wieku, żyje do dziś, schedę po nim przejął jego brat Raul, aż obecnie USA zamierzają zdjąć z tej sowieckiej skamieliny klątwę sankcji. Z takich pytań – co wy tu u nas szukacie w odległości tysięcy kilometrów od USA, składa się historia całego XX wieku i pierwszej dekady XXI. Py­tający nigdy nie otrzymują prostej odpowiedzi, tylko bełkot propagandowych kastratów.
Dlaczego miliony Ukraińców, szantażowanych teraz przez fanatycznych spadkobierców ludobójczego banderyzmu, nie mają szansy na zapytanie Kerry’ego, McCainea i innych komiwojażerów amerykańskiego imperializmu, w jakim celu przylatują do Kijowa, gniazda wojny domowej na Ukrainie? Nie mają szansy zadać takich pytań w ich parlamencie, nie usłyszano ich podczas kilkumiesięcz­nego festiwalu płonących opon na Majdanie. Gdyby jakimś cudem dopuszczono ich do mikrofonów, to natychmiast mu go wyłączą profesjonalni budowniczowie demokracji, tacy jak Poroszenko, Jaceniuk, Kołomojski, Achmetow, Turczynów, Pińczuk, Jarosz, Taruta i wielu innych. Świat roi się od jego naprawiaczy, misjo­narzy wolności i demokracji. Bush senior, potem junior, przylatywali do Polski jako wyzwoliciele ze szponów ich żydosowieckich współbraci, a co po nich zostało? Ruina ekonomiczna i gospodarcza Resztówki Polski, grabież majątku narodowego, zniewolenie polityczne i finansowe, wielomilionowe bezrobocie i emigracja. Ich wspólnicy niemieccy zagrabili cementownie, cukrownie, dobrze prosperujące fabryki państwowe zlikwidowali jako „nierentowne” bo konkuren­cyjne, przejęli prasę codzienną i tygodniki i sieją przez nie kłamstwo, we wszyst­kich obszarach życia duchowego. Kazali „zaorać” stocznie bo „nierentowne”. Nie pozwalali ich dofinansować z budżetu państwa. Unia Jewrejopejska tego zabrania, podczas gdy Niemcy dofinansowali swoje stocznie miliardami dotacji. W rzeczy samej, oni już odzyskali to, co utracił Hitler w wyniku niemieckiej drugiej rzeźni światowej. Pełno ich od Szczecina po Litwę, od Bałtyku po Tatry, a teraz wysyłają swój Wehrmacht na granicę z Białorusią i Ukrainą w ramach stabilizacji tego ich stanu posiadania. W czerwcu 1942 roku ruszyli z lewego brzegu Bugu na wschód, zatrzymani przez ich niedawnych sojuszników dopiero pod Stalingradem, Leningradem i Moskwą.
To prosta reanimacja paktu Ribbentrop-Mołotow.
Henryk Pająk

Komentarz: fragment wybitnej pracy Henryka Pająka pt: „Naród wyklęty przez męty. Tom I”. Lektura obowiązkowa, do nabycia u autora pod numerem tel. 81 50 30 616.

wtorek, stycznia 12, 2016

Biedni Ludzie. Wyszabrowany kRaj. Tuska Wyspa Idioty/

ILE KOSZTUJE PRACA W POLSCE?


Miliony Polaków walczą z biedą .

Sześć milionów Polaków zmaga się z biedą i niedostatkiem. Niemal 17 proc. społeczeństwa żyje bardzo skromnie w tzw. umiarkowanym ubóstwie. Jednak z najnowszych badań socjologów Polskiej Akademii Nauk wynika, że ten problem jest w Polsce przemilczany. Co ciekawe, coraz bardziej powszechna jest opinia, że biedni sami ponoszą odpowiedzialność za swój los…



Skazani na biedę

.

​PLATFORMA ZABRAŁA OBIADY GŁODNYM DZIECIOM. RZĄD NIE 

niezalezna.pl/51591-platforma-zabrala-obiady-glodDiese Seite übersetzen
07.02.2014 – Nie chcemy, aby polska bieda miała twarz dziecka, którego ojcem jest Donald Tusk – powiedziała poseł PiS Beata Mazurek.

środa, grudnia 30, 2015

Z a t a p i a n i e starego stylu


Trzeba dodać, że służalczość i zdrada nie jest jakąś cechą narodową, to raczej przypadłość pewnego typu ludzi, którzy bez skrupułów oddają się na służbę obcym władcom. Tak w Polsce, jaki i w wielu innych krajach. Wszystko dla nich, to kwestia  j u r g i e l t u . Za cenę 30 srebrników gotowi są do każdej podłości. Nie pierwsi oni i nie ostatni. Niestety. Oto kilka przykładów z przeszłości. Zerknijmy na chwilę na XVIII wiek.

„Fryderyk II, opierając się na swych polskich stronnikach, czujnie obserwując stosunki polskie, pośrednio bądź bezpośrednio, przyczynił się do tego, iż żaden sejm polski epoki Augusta III nie podjął jakichkolwiek konstruktywnych działań w formie uchwał. Jak daleko sięgały aberracje polskiej szlachty wobec chimery planów absolutystycznych własnych królów niech świadczy wystąpienie w 1744 r. mówcy stronnictwa propruskiego Wojciecha Szamockiego, w którym powiedział, iż wkroczenia Fryderyka II do Rzeczypospolitej należałoby sobie życzyć, bo uwolniłby kraj od tyranii i obronił polskie wolności”[1]. Czyż nie szlachetne i bezinteresowne serce miał Wojciech Szamocki?
Napady pruskie, a zwłaszcza fałszowanie polskiej monety, budziły wielokrotnie powszechne oburzenie ówczesnej opinii polskiej, jednakże nie powodowało to długotrwałych skutków. Niestety krzywdy te pozostawały bez żadnego zadośćuczynienia, a skargi w Berlinie nie znajdowały najmniejszej satysfakcji[2].

W tym okresie nieliczni przedstawiciele szlachty i magnatów polskich dla Fryderyka pałali bezinteresownym entuzjazmem, ofiarowując mu natrętnie i natarczywie swe usługi. Wtajemniczali go w swe zamiary, konspirowali razem z nim przeciw własnemu dworowi i narodowi, pragnąc użyć go za narzędzie do własnych celów. Wyróżniającymi się zdrajcami byli Ulryk Radziwiłł,biskup Adam Stanisław Grabowski i Antoni Potocki[3].

Co prawda wśród mieszkańców pogranicza polsko-pruskiego, czyli w Wielkopolsce i na Pomorzu, gdzie dochodziło w latach 1740-1776 do licznych gwałtów, wymuszeń i kontrybucji, opinia na temat Prus była zdecydowanie negatywna. Jednak im dalej od granicy, tym bardziej bagatelizowano zagrożenie. Polityka polskiego króla w tym okresie była bardzo chwiejna i zachowawcza. A przecież Fryderyk zwalczał Stanisława Poniatowskiego od pierwszych lat po objęciu przez niego tronu polskiego. Zwalczał skutecznie. W latach 1764-66 wygrał z nim walkę ekonomiczną o cło generalne, która uderzała w całą polską politykę skarbową. Utrudniał handel na Wiśle. W czasie Konfederacji Barskiej w latach 1768-72 z lubością przyglądał się wojnie domowej w Polsce i po cichu wspierał interwencję rosyjską, przygotowując się do I rozbioru Polski.

Wyjątkami były postacie pokroju Stanisława Konarskiego, Stanisława Staszica (Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego, 1785) – pochodził z Piły, czyli pogranicza polsko-pruskiego i miał doskonałe rozeznanie w prawdziwych działaniach Prus, oraz Wojciecha Zaharkiewicza (Maska odkryta na Marsowym Polu w Paryżu w 1790), który pisał: „Zgoła co tylko było złego w Polszcze, nigdy innego początkowego nie miało źródła, tylko od niewdzięcznego, chytrego i chciwego Prusaka, a zawsze winę z siebie na kogo innego zwalającego, najwięcej zaś i najzręczniej na Moskwę”. Ostrzegali oni przed zaborczością pruską i realistycznie potrafili ocenić prawdziwe intencje Fryderyka II, widząc w nim wielkie zagrożenie dla niepodległości Polski[4].

http://pawel.janowski.salon24.pl/685076,mentalnosc-slugi-i-niewolnika-platforma-w-upadku,2

poniedziałek, listopada 30, 2015

Malutka zabawna aferka


gazetaprawna.pl      Znalezione obrazy dla zapytania schetyna sobiesiak

Afera hazardowa - od burzy politycznej po umorzenie śledztwa

Według informacji "Rzeczpospolitej", która 1 października 2009 r. ujawniła tzw. aferę hazardową, agenci CBA wpadli na jej trop, badając inną sprawę korupcyjną w jednym z samorządów; zorientowali się wówczas, że dwaj biznesmeni z branży hazardowej z Dolnego Śląska Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek próbują załatwić korzystne dla swoich firm zapisy w projekcie nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych.
"Rz" podała, że po założeniu Sobiesiakowi i Koskowi podsłuchów telefonicznych okazało się, że byli oni w kontakcie z ówczesnym szefem klubu PO Zbigniewem Chlebowskim i ówczesnym ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim. Biznesmeni mieli zabiegać o to, by do ustawy nie został prowadzony zapis o tzw. dopłatach, które miały być nałożone na firmy hazardowe. Wpływy do budżetu z tytułu tych dodatkowych dopłat miały wynieść 469 mln zł i zostać przeznaczone na organizację Euro 2012.
07.2008 r. - podsłuch założony przez CBA u Sobiesiaka ujawnia jego kontakty z szefem klubu PO Zbigniewem Chlebowskim i ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim.
20.07.2008 r. - Sobiesiak rozmawia z Chlebowskim; fragment stenogramu z podsłuchu:
Z.Ch. - Prawdziwą wojnę stoczyłem w czwartek... R.S. - No coś tam słyszałem, z Mirkiem rozmawiałem, udało się coś, myślisz? Z.Ch. - W ogóle to wyprostowałem, wiesz, nie chcę mówić przez ten.. (....) Oni w ogóle... Powiem ci tak między nami: ani Grześ, ani Miro, znaczy się ja sam prowadzę rozmowy. Oni dzwonią do mnie, że pełne wsparcie i wszystko... R.S - ...a nie dają znaku... Z.Ch. - Nie dają wsparcia.
25.08.2008 r. - Kolejna rozmowa Chlebowskiego z Sobiesiakiem:
R.S. - Chciałem właśnie zapytać, czy tam jest jakaś szansa? (...) Mam nadzieję, że tam ze mną już będzie wszystko w porządku, nie? Z.CH. - Z tobą na... na dziewięćdziesiąt procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem. R.S. - Tak są, k..., tak ja wiem. Ale byś wykorzystał do tego, k... Mirka i i tego drugiego nie.
10.03.2009 r. - Rozmowa Sobiesiaka z Chlebowskim:
R.S. - Grześka zarazić tą sprawą, bo oni rozpie... Z.Ch. - Ja ci powiem szczerze Rysiu... ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim... jak by Grzegorz, Mirek trochę pomogli mi... przecież wiesz, biegam z tym sam... blokuję sprawę dopłat od roku... to wyłącznie moja zasługa.
- rozmowa Sobiesiaka z Koskiem:
R.S. - Oni chcą dopłaty zrobić w kwietniu. J.K. - To trzeba blokować na wszystkie możliwe sposoby... ty się zajmij tymi dwoma... powiedz im, że to jest poważna sprawa. R.S. - Zbyszek nic nie może, jeśli go nie wesprą Grzesiek i Mirek.
5.05.2009 r. - Sobiesiak dostaje informację, że niekorzystny dla branży projekt zmian w ustawie hazardowej trafił do uzgodnień międzyresortowych.
22.05.2009 r. - Rozmowa Sobiesiaka z Koskiem:
J.K. - Kapica (wiceminister finansów odpowiedzialny za hazard) w internecie wpisał, bo wycofał projekt 11 maja. R.S. - Wycofanie dopłat może nastąpić po jego (Kapicy) rozmowie z Drzewieckim. (...) To był pomysł Drzewieckiego. To już nie ma o czym rozmawiać... panie prezesie - załatwione!
30.06.2009 r. - Minister sportu Mirosław Drzewiecki pisze do resortu finansów, że wycofuje się z dopłat. Później jego ministerstwo tłumaczyło, że Drzewiecki skierował pismo, w którym poinformował jedynie o konieczności zmiany uzasadnienia w projekcie zmian w ustawie o grach i zakładach wzajemnych w związku z rezygnacją z realizacji II etapu budowy Narodowego Centrum Sportu (na co miały iść środki z dopłat).
12.08.2009 r. - Szef CBA Mariusz Kamiński informuje premiera Donalda Tuska o akcji CBA dotyczącej tzw. afery hazardowej
14.08.2009 r. - Kamiński osobiście rozmawia z premierem, dwa tygodnie później agenci CBA dochodzą do wniosku, że doszło do przecieku - kontakty biznesmenów urywają się.
19.08.2009 r. - Drzewiecki spotyka się z premierem, rozmawiają na temat zmian w ustawie hazardowej.
22.08.2009 r. - Rozmowa Sobiesiaka z Marcinem Rosołem, szefem gabinetu politycznego Drzewieckiego. Sobiesiak relacjonuje, że jego córka Magdalena ma 26 sierpnia rozmowę kwalifikacyjną w siedzibie Totalizatora Sportowego (ubiegała się o stanowisko w zarządzie). Rosół stwierdza, że rozmawiał z jego córką i umówił się z nią na spotkanie 24 sierpnia.
24.08.2009 r. - Rosół spotyka się w warszawskiej restauracji "Pędzący Królik" z Magdaleną Sobiesiak. Według raportu sejmowej komisji śledczej nie ma dowodów na to, że doszło tam do przecieku o akcji CBA.
25.08.2009 r. - Spotkanie Tuska, Drzewieckiego i szef MSWiA Grzegorza Schetyny. Premier pytał Drzewieckiego o zaangażowanie jego resortu w prace nad nowelizacją ustawy hazardowej. Według zeznań Kamińskiego przed sejmową komisją śledczą, tu było źródło i moment przecieku; po tym spotkaniu miał się o akcji CBA dowiedzieć Rosół, współpracownik Drzewieckiego, który przekazał informację Magdalenie Sobiesiak. Przesłuchiwani w tej sprawie pzed komisją śledczą zaprzeczyli temu.
26.08.2009 r. - Premier spotyka się z ministrem finansów Jackiem Rostowskim oraz wiceministrem Jackiem Kapicą i wysłuchuje informacji o dotychczasowym przebiegu prac nad zmianami w ustawie hazardowej. Po spotkaniu poleca przygotowanie projektu nowych założeń zmian do ustawy, które będą obejmowały pełną fiskalizację wszystkich rodzajów gier hazardowych oraz zwiększą obciążenia podatkowe.
- Premier spotyka się również z Chlebowskim i prosi o informację na temat jego zaangażowania w proces prac nad zmianami w ustawie. W spotkaniu uczestniczy także wicepremier Grzegorz Schetyna.
27.08.2009 r. - Sobiesiak rozmawia z Koskiem:
R.S. - Wycofałem Magdę (córka Sobiesiaka starała się o kierownicze stanowisko w Totalizatorze Sportowym), bo tam KGB, CBA - jak się spotkamy, to ci powiem - donosów było tyle, że k... wiesz.. ze względu na mnie oczywiście J.K. - Oczywiście.
31.08.2009 r. - Sobiesiak spotyka się z Chlebowskim na cmentarzu w Marcinowicach. Obaj twierdzili, że nie poruszali tam kwestii dotyczących ustawy hazardowej, ani zainteresowania nimi CBA.
2.09.2009 r. - Drzewiecki poprosił Kapicę o przywrócenie poprzednich zapisów - dotyczących dopłat - w projekcie nowelizacji ustawy hazardowej.
10.09.2009 r. - Szef CBA pisemnie występuje do premiera, informując o możliwości ujawnienia tajemnicy państwowej w związku z czynnościami CBA w sprawie afery hazardowej.
11.09.2009 r. - Premier wysyła do szefa CBA pismo z prośbą o dokonanie prawnokarnej oceny przekazanych przez Biuro materiałów dotyczących prac nad zmianami w ustawie hazardowej oraz przygotowanie dodatkowych analiz.
18.09.2009 r. - Szef CBA zawiadamia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, prezydia Sejmu i Senatu o operacji, którą prowadzi jego Biuro.
1.10.2009 r. - "Rzeczpospolita" ujawniła stenogramy z prowadzonych przez CBA podsłuchów Sobiesiaka i Koska. Gazeta podała wtedy, że dwaj zamieszani w sprawę politycy to: szef klubu Platformy Zbigniew Chlebowski oraz minister sportu Mirosław Drzewiecki.
- Chlebowski organizuje konferencję prasową; oświadcza, że nigdy nie lobbował i nie wymuszał decyzji w sprawie zmian w ustawie hazardowej, mówił, że miał do projektu wiele zastrzeżeń. Powiedział, że nie ma sobie nic do zarzucenia, nie angażował się bezpośrednio w prace nad projektem. Stwierdził, że jego rozmowy z Sobiesiakiem były niefortunne.
- premier mówi, że interes państwa nie jest zagrożony; chce, żeby Chlebowski na czas wyjaśnienia afery przestał pełnić funkcje szefa klubu PO i sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
2.10.2009 r. - W Belwederze spotkali się prezydent, premier, marszałek i wicemarszałkowie Sejmu, minister sprawiedliwości, szef kancelarii prezydenta, szef BBN. Donald Tusk stwierdził, że sposób zaangażowania się Lecha Kaczyńskiego w sprawę miał charakter politycznego zamówienia.
- szef CBA zdecydował o zniesieniu klauzuli tajności z dokumentów przesłanych władzom. Kamiński zwrócił się również do prokuratora generalnego o wyrażanie zgody na upublicznienie tych dokumentów.
- na stronach kancelarii premiera opublikowano kalendarium prac Tuska dotyczących sprawy hazardowej: pierwsza informacja - 14 sierpnia premier zapoznaje się z materiałami CBA i tego dnia spotyka się z Kamińskim, na spotkaniu jest też Jacek Cichocki. Ostatnia - 29 września spotkanie w gabinecie premiera nt. nowego projektu zmian w ustawie hazardowej. Wieczorem premier rozmawiał z Drzewieckim.
- PiS zawiadomiło prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa m.in. przez premiera i Drzewieckiego. Chodzi o podejrzenie, że był przeciek, dzięki któremu biznesmeni dowiedzieli się, że CBA się nimi interesuje, i że doszło do niego, po tym gdy Kamiński przedstawił premierowi sprawę.
5.10.2009 r. - Drzewiecki podaje się do dymisji.
7.10.2009 r. - Do dyspozycji premiera oddali się:
- wicepremier, szef MSWiA Grzegorz Schetyna, - minister sprawiedliwości Andrzej Czuma, - sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki Adam Szejnfeld, - rzecznik prasowy rządu Paweł Graś, - sekretarz stanu w KPRM Rafał Grupiński, - sekretarz stanu w KPRM Sławomir Nowak. Stanowisko zachował jedynie rzecznik rządu
- Premier odwołał szefa CBA Mariusza Kamińskiego
- Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła z doniesienia CBA śledztwo w sprawie tzw. afery hazardowej.
4.11.2009 r. - Sejm powołuje komisję śledczą do zbadania tzw. afery hazardowej. Po 9 miesiącach śledczy przyjęli raport z prac wraz z czterema zdaniami odrębnymi. Sprawozdanie mówi m.in., że politycy PO nie brali udziału w nielegalnym lobbingu ws. ustawy hazardowej, choć ich zeznania są momentami mało wiarygodne, a źródłem przecieku o akcji CBA mogło być tak Biuro, jak i Kancelaria Premiera.
29.10.2010 r. - Przewodniczący komisji śledczej do spraw tzw. afery hazardowej Mirosław Sekuła (PO) przedstawił posłom sprawozdanie z prac komisji.
30.12.2010 r. - Prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące ujawnienia informacji o prowadzonych przez CBA działaniach operacyjno-rozpoznawczych w związku z tzw. aferą hazardową. Informacja o umorzeniu śledztwa ws. przecieku została podana do publicznej wiadomości ponad tydzień później.
7.04.2011 r. - Warszawska prokuratura okręgowa umorzyła śledztwo dotyczące tzw. afery hazardowej. Jak informowano, początkowo obejmowało ono trzy wątki. Pierwszy: niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych w czasie prac nad ustawą o grach i zakładach wzajemnych umorzono z powodu braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa.
Z takich samych przyczyn umorzono też wątek powoływania się na wpływy oraz podejmowania się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w ramach prac nad tą ustawą oraz udzielenia lub obietnicy udzielenia korzyści majątkowej lub osobistej w zamian za takie pośrednictwo. Poinformowano, że w sprawie wątku nieprawidłowości prac nad ustawą nie stwierdzono znamion przestępstwa. Na żadnym etapie procesu legislacyjnego nie doszło do złamania prawa.