CAŁOŚĆ:
Kraków 23.08.2010r.
SEE
Katastrofa Tu-154 nb 101 z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie w dniu 10.04.2010r.
Część 4
Lot Tu-154 M nb 101 i katastrofa.
FRAGMENT:
( )
Hipoteza zamachu jak najbardziej prawdopodobna.
W poprzednich częściach wyraźnie wykazałem, że śmierć niemal
całego przywództwa narodowo-katolickiej Rzeczypospolitej była na rękę
liberałom i komunistom w Polsce oraz moskwie i berlinowi. Podczas
spotkania Premiera Donalda Tuska z Władimirem Putinem w dniu 7.04.2010r.
ten drugi poprosił o listę osób, które przybędą do Katynia w dniu
10.04.2010r. Po co? Prezydent Lech Kaczyński naraził się Władimirowi
Putinowi wielokrotnie; Tarczą Antyrakietową, uratowaniem Gruzji,
wspieraniem Litwy, Łotwy i Estonii i wiele innych. Powodów do zamachu
było wystarczająco.
Rodzi się pytanie – Jak doprowadzić do katastrofy samolotu? Na dodatek, winą obarczyć załogę.
Sposobów, by zakłócić działanie systemów nawigacyjnych i
zabezpieczających, jest kilka – ale wszystkie one wymagają świadomej
ingerencji osób trzecich. Jedną z nich jest „meaconing”. System ten jest
już powszechnie stosowany do obrony ważnych obiektów na terenie USA.
Rozwinął się po ataku z 11.09.2001r.. Polega on na ukradkowym nagraniu
sygnału satelity i ponownym nadaniu go, z niewielkim przesunięciem w
czasie i z większą mocą, na tej samej częstotliwości w celu zmylenia
załogi samolotu.
W przypadku Tu-154, podchodzącego właśnie do lądowania,
wystarczyłoby niewielkie przekłamanie sygnału, by doprowadzić do
tragedii. Dziwne zachowanie się pilotów i maszyny – a więc próba
podejścia do lądowania 1 500 m przed lotniskiem i ze sporym odchyleniem
od właściwego kursu – wskazywałyby na taką właśnie możliwość.
Katastrofę
można było spowodować także przez „spoofing”. Chodzi o wysłanie
sfałszowanego sygnału satelitarnego o większej mocy niż prawdziwy i o
identycznej strukturze. Takiego ataku można było dokonać zarówno z
ziemi, jak i z pokładu Ił-76, co jest znacznie bardziej prawdopodobne.
Pamiętajmy także, że lądowanie odbywało się automatycznie. Czyli zespół
napędowy i układ sterów reagował na polecenia wydawane przez systemy
nawigacyjno-aerodynamiczne. Potwierdzeniem jest nurkowanie samolotu,
czyli schodzenie w dół 4 x szybciej, niż normalnie. I katastrofę mamy
gotową. I nie jest konieczna tu mgła. Choć przy widoczności ziemi załoga
próbowałaby zaradzić wcześniej, przypuszczalnie jednak z podobnym
skutkiem.
Innym możliwym sposobem doprowadzenia do katastrofy mogło być użycie
elektromagnetycznej broni. Nie jest to już broń ( EMP ) z filmów
fantastycznych, ale jak najbardziej realne urządzenie. Prace nad nim są
bardzo zaawansowane w USA i Izraelu. Podobną techniką dysponuje kreml.
Już w 70-tych latach XX wieku sowiecki uczony Andrey Sakharoy zbudował
działający generator laboratoryjny prototyp. Według moskiewskiej gazety
„Prawda” kreml w 2008r. zaprezentował działanie EMP wywołujący rezultat
podobny do uderzenia pioruna. Broń nazwana Nike została przedstawiona w
Jekaterynburgu. Mało tego; obecnie informacje i potrzebne części można
kupić w Internecie. Elektromagnetyczna broń pulsacyjna jest w stanie
spalić całą elektronikę na pokładzie samolotu pasażerskiego. Już jeden
impuls może wywołać poważną awarię. Urządzenie mogło być zainstalowane
na pokładzie i uruchomione zdalnie. Lecz bardziej prawdopodobne, że
znajdowało się na ziemi lub na pokładzie tajemniczego Ił-76.
Na ślady tego rodzaju ingerencji można natrafić poprzez dokładną
analizę zawartości czarnych skrzynek. Lecz Władimir Putin i Donald Tusk
zadbali, aby one zostały w moskwie. Moskale nawet nie musieli fałszować
zapisu czarnych skrzynek. Do Polski po wielu tygodniach trafiły
wyłącznie pseudo kopie.
Hipotezę o zamachu potwierdzają kolejne działania kremla i absolutna
bierność Rządu Rzeczypospolitej. A więc; zebranie zaledwie 60% szczątków
samolotu, ułożenie ich pod gołym niebem, aby szybciej uległy korozji i
zniszczeniu, nie wydanie szczątków Polsce, zaoranie terenu katastrofy i
wycięcie wszystkich drzew.
Brak 100% szczątków maszyny pozostawia margines na ewentualne domysły
co do eksplozji na pokładzie i rozerwaniu kadłuba. Ale MAK utrzymuje,
że na ubraniach ofiar nie stwierdzono śladów materiałów wybuchowych. A
powinny być, bo podobno magazynki w pistoletach ochrony zostały
porozrywane na wskutek wysokiej temperatury. Czyli powinien być pożar.
Ale MAK podał, że pożaru podobno nie było. Znowu coś się raport MAK nie
klei.
Z kolei zachowanie Rządu Rzeczypospolitej również potwierdza hipotezę
zamachu. Jako członek NATO powinien on zwrócić się o pomoc do tej
organizacji, która już o godzinie 16;00 w dniu 10.04.2010r. czekała na
sygnał Donalda Tuska. Ale tego sygnału nie było. Donald Tusk odrzucił
nawet propozycję pomocy producenta TAWS w wyjaśnieniu przyczyn
zderzenia. Było natomiast obściskiwanie się wzajemne Donalda Tuska i
Władimira Putina. Rząd nasz pozostawił rodziny samym sobie, a one po
wielu tygodniach zdeterminowane musiały powołać Stowarzyszenie Katyń
2010, aby szukać prawdy. To także potwierdza hipotezą zamachu.
Gdy w samochodzie żony Radosława Sikorskiego wybuchł gaz, od razu
brano pod uwagę zamach. W przypadku katastrofy pod Smoleńskiem w ogóle
Rząd Rzeczypospolitej nie rozpatrywał takiej możliwości. A w czasach
terroryzmu powinna być jedną z podstawowych hipotez.
Warto pamiętać, że w 90-tych latach w podmoskiewskiej miejscowości
Bałaszycha były prowadzone kursy dla funkcjonariuszy KGB ( od 1991 r. –
FSB ), którzy mieli likwidować głowy państw. Niedowiarkom trzeba
przypomnieć udział KGB w zamachu na papieża Jana Pawła II, zatrucie
dioksynami prozachodniego kandydata na urząd prezydenta Ukrainy Wiktora
Juszczenki, śmiertelne napromieniowanie izotopem polonu Aleksandra
Litwinienki, zastrzelenie opozycyjnej dziennikarki Anny Politkowskiej.
To kreml przeprowadził atak na pałac Tadz-Bek i zlikwidował Hafizullah
Amina, stojącego na czele Afganistanu, a przed nim jego poprzednika Nur
Mohammed Taraki. Oni zlikwidowali pierwszego prezydenta Czeczenii
Dżochara Dudajewa i przeprowadzili kilka zamachów na prezydenta Gruzji
Eduarda Szewardnadze. Wielu przeciwników KGB i FSB zginęło, wiec trzeba
brać pod uwagę hipotezę zamachu.
Kreml miał powody, by nie kochać Lecha Kaczyńskiego. W dniu
15.11.2006r. Prezydent Lech Kaczyński zaproponował Unii Europejskiej, by
wprowadziła sankcje przeciwko rosji w odpowiedzi na zakaz importu
Polskich produktów do rosji – Polska nałożyła veto na decyzje
rozpoczęcia negocjacji miedzy UE i rosją. Podczas rosyjsko-gruzińskiej
wojny w 2008r. Prezydent Lech Kaczyński poparł Gruzję i stał się
orędownikiem sprawy gruzińskiej w świecie, wspierał przystąpienie Gruzji
do NATO. To za prezydentury Lecha Kaczyńskiego zapadła decyzja o
rozmieszczeniu jankeskiego systemu obrony przeciwrakietowej na
terytorium Rzeczypospolitej. Polska proponowała też alternatywne drogi
pozyskania zasobów energetycznych i uniezależnienie się Europy od dostaw
rosyjskiego gazu.
Hipoteza awarii zespołu napędowego i/lub układu sterowania.
Wszyscy polscy piloci zgodnie twierdzili, że przede wszystkim
trzeba dokładnie sprawdzić parametry lotu, stan urządzeń w ostatnich 40
sekundach przed katastrofą, co się działo z silnikami, jakie było
położenie manetek w kabinie i jakie były obroty poszczególnych silników.
Jeśli manetki były "do przodu" na duży wydatek paliwa, a np. na skutek
oblodzenia silnik tych obrotów nie mógł uzyskać, to trzeba też
odpowiedzieć na pytanie, co stało się dalej: czy silnik uległ
destrukcji, czy też nie. Hipoteza oblodzenia jest realna, bo
10.04.2010r. nad Smoleńskiem panowały sprzyjające ku temu warunki: to
minus 0,2 st. C na wysokości 200 m, minus 0,8 st. C na wysokości 300 m
przy wilgotności rzędu 98 procent. W takich warunkach instalacja
antyoblodzeniowa musiała być włączona, bo z uwagi na bezpieczeństwo
używa się jej już przy temperaturze 10 st. C. Zapewne tak było i w tym
przypadku, ale być może zawiodło któreś z urządzeń.
Przyczyna katastrofy według jedynie słusznej gazety w Polsce.
W dniu 5.05.2010r. jedynie słuszna gazeta w Polsce
przedstawiła moskiewską i zarazem sił liberalnych w Polsce wersje
przyczyn katastrofy. Przedstawiam ten tekst w oryginalnej formie;
- „Rosyjscy eksperci, uważają, że przyczyną katastrofy prezydenckiego
samolotu był klasyczny błąd pilota, tj. "zderzenie z ziemią w locie
kontrolowanym", znane jako CFIT (ang. controlled flight into terrain).
Według znanego w rosji pilota oblatywacza-specjalisty, prezydencki
samolot trzy razy przeleciał nad lotniskiem zakreślając prostokąt i
namierzając naziemne radiolatarnie, co miało mu pomóc precyzyjnie
określić kurs lądowania. Na smoleńskim lotnisku działa "nieprecyzyjny"
system naprowadzania samolotów, co oznacza, że załoga musi kontrolować
wysokość obserwując pokładowe przyrządy. Tam, gdzie działa precyzyjny
system naprowadzania, wskaźniki wskazują pilotom właściwy kurs i
wysokość lotu. Pilot przeszedł właściwym kursem nad pierwszą
radiolatarnią, a potem nagle obniżył wysokość. Nastąpiło to po
przeleceniu nad głębokim wąwozem, którego w gęstej mgle piloci nie
widzieli. Jeden z wysokościomierzy, pokazujący jaka jest aktualna
odległość samolotu od powierzchni gruntu, mógł w tym momencie zmylić
pilota. Zdaniem eksperta w tym momencie piloci oderwali się od
przyrządów i zaczęli "szukać ziemi" wyglądając przez okna. Kiedy wyszli z
mgły, okazało się, że są niebezpiecznie nisko. Próbowali wtedy
gwałtownie wzbić się w górę. Potwierdzają to świadkowie, którzy przed
katastrofą usłyszeli straszny huk silników. Specjalista podkreślił, że
udałoby się prawdopodobnie uniknąć zderzenia z ziemią, gdyby piloci nie
próbowali jednocześnie skręcić maszyny. Pochylone skrzydło Tu-154
zawadziło o drzewo, a chwilę później maszyna rozbiła się.”
Nie mogłem sobie odmówić przytoczenia tej wersji. Roi się ona od
błędów i niespójności. Podawana była jeszcze w dniu 5.05.2010r., kiedy
widomo było, że była tylko jedna próba podejścia. Nie tłumaczy także
szybkiego, ponad normy, obniżania wysokości. Nie podaje jakie informacje
podawali kontrolerzy, którzy mieli obowiązek uzupełniać „nieprecyzyjny’
system naprowadzania samolotów. Piloci „szukali ziemi” – jak mieli ją
zobaczyć skoro światła na podejściu nie działały. I wiele innych. No i
jeszcze jedno – powinni napisać, że nad pilotami stał Prezydent i
krzyczał – „Lądować. Natychmiast lądować”.
Kolejne wydarzenia.
Kluczową dla sprawy jest zestawienie ze sobą ( na jednym
wykresie ) wszystkich parametrów z rejestratorów ( rozmów załogi,
parametrów maszyny ) i wypowiedzi kontrolerów z wieży. Przez 4 miesiące
moskale tego nie uczynili. A jeśli uczynili to nic o tym nie
powiedzieli.
Drugi punkt to oględziny wraku. Stan silników ( czy pracowały, na
jakich obrotach, co było przyczyną przerwania pracy ), stan i położenie
powierzchni sterowych, pulpity sterowania ( dźwignie, przełączniki,
wskaźniki analogowe ). Tego także moskale nie zrobili. Jak mogli zrobić
skoro zebrali zaledwie 60 % całej maszyny. Poddali ją destrukcji na
wolnym powietrzu ( deszcz, słońce, wiatr ) i zwrócili się do
Rzeczypospolitej o zezwolenie na utylizacje w hucie.
Trzeci punkt – miejsce katastrofy. Powinno zostać zabezpieczone do
czasu zakończenia prac komisji. Jeszcze po dwóch miesiącach postronne
osoby znajdowały przedmioty pochodzące z samolotu lub należące do Ofiar.
Następnie teren zaorano, a istotne dla sprawy drzewa wycięto. Nie
zrobiono nawet protokołu z rozmieszczenia istotnych elementów płatowca.
Więcej zdjęć wykonali przypadkowi ludzie i umieścili w Internecie, niż
osławiony MAK.
( 4 miesiące po tragedii narodowej ). Wciąż nie wiemy, co tak
naprawdę się wtedy stało. Wiemy jednak na pewno, iż tak w Polsce jak i
na świecie, konsekwentnie prowadzona jest kampania dezinformacyjna i z
jakiegoś powodu władze nie chcą aby opinia publiczna poznała prawdę.
Wbrew logice i na przekór faktom, uporczywie lansowana jest jedyne
słuszna teoria o złych warunkach atmosferycznych i możliwych błędach
pilotów.
Zachowanie moskali tuż po katastrofie.
Na początku z całym szacunkiem musze się odnieść do postawy
zwykłych obywateli Smoleńska i okolic. Te tysiące kwiatów złożone przy
drodze w pobliżu miejsca katastrofy są dowodem ich współczucia dla
Polaków. Kwiatów zabrakło w całym Smoleńsku. Zwykli Rosjanie ze
szczerego serca żałowali tego co się stało. Mówili, że ich ziemia po raz
kolejny stała się miejscem cierpień obcego narodu. Nie da się ukryć, że
te wypowiedzi zawierały akcenty o współodpowiedzialności strony
moskiewskiej za to co się stało.

Smoleńskie kwiaty.

Smoleńskie kwiaty.

Smoleńskie kwiaty.
Oczywiście, zupełnie inaczej zachowywała się władza, reprezentowana
przez przeróżne służby mundurowe. Z ich strony było wytrenowane przez
dziesięciolecia zimne, wyrachowane zachowanie. Na lotnisku, w lesie
katyńskim i okolicach służby mundurowe zgromadziły bardzo liczny
oddział. Oceniam że na 10.04.2010r. kreml zgromadził około 2 000 osób.
Mundurowi byli nie tylko na lotnisku i w lesie katyńskim, ale także w
mieście, na stacji kolejowej ( gdzie przywożono 1940r. polskich oficerów
), gdzie goście nie mieli wstępu i na wszystkich leśnych drogach.
Na
samym lotnisku był około 200 osób. Głównie funkcjonariuszy ministerstwa do
spraw sytuacji nadzwyczajnych. Czy pracownicy tego biura stacjonują
standardowo, w ciągłej gotowości, na każdym lotnisku wojskowym /
powojskowym? Według oficjalnej informacji to funkcjonariusze tego biura
byli na miejscu katastrofy pierwsi, jeszcze przed służbami ratowniczymi.
Czy to standard na tamtejszych lotniskach? Czy zawsze te służby biegną
pierwsze do wypadków?
Opracował Karol Placha Hetman