n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

poniedziałek, listopada 23, 2009

Ojczyzna, II Ojczyzna, Wieczność

Dziennik człowieka znikąd - Dziennik człowieka znikąd

Wśród świętych kościoła są już trzy Teresy i wszystkie Karmelitki... wkrótce Ojciec św. doda Teresę z Kalkuty, to będzie wyłom w tradycji... Ja chcę zaproponować jeszcze jeden wyłom i, żeby zabrzmiało bardziej intrygująco powiem, że chodzi o żyjącą osobę. Opowiem o swojej mamie i nazwę ja również karmelitką.

O tym, że chcę tak mówić o żyjącej mamie zdecydowała straszna wiadomość z Polski. Tu po 40 dniach spędzonych w Japonii po wygnaniu z Rosji dowiedziałem się, że niewinny rak jelita grubego, nagle okazał się złośliwą forma raka wątroby... morfina, utrata przytomności. Nie mam jeszcze potrzebnych pieniędzy ani pojęcia jak kupować bilet ale już do niej lecę... myślami.

Nazwałem ją karmelitką z trzech powodów: imię patronki, miejsce urodzenia i powołanie zakonne. W rodzinnym domu mamy w Lubiankach największy obraz nad łóżkiem babci przedstawiał Teresę dzieciątka Jezus i choć niewiele wiedziałem o jej życiu to od dziecka pamiętam jej wzrok... zamieniał małą drewniana chatkę w tajemniczą kaplicę. Ciągnęło mnie zawsze do tej chatki... bardzo tajemnicza.

Babcia też... umiała rozmawiać z obrazami... nie mając żadnego wykształcenia... była mistyczką, jestem pewien. Bardziej niż ona znana we wsi była prababcia jako akuszerka tzn. lekarz wioskowy. Ona była najpobożniejsza i ona zdecydowała o imieniu mamy, a także szykowała ją do zakonu. Lubianki leżą o 2 km od klasztoru cudownej Matki Oborskiej. Mama lubiła się uczyć... dziadek ukończył 3 klasy carskiej podstawówki i uważany był za mądrego toteż naznaczony został sołtysem. Z trudem przełknął wiadomość, że mamie nie starczy 7 klas i zarządził by chodziła się uczyć pieszo 12 km do Rypinia... wstawała o 5 rano i uparcie chodziła... swoim uporem przekonała dziadka, więc przeniósł ją do szkoły w Lipnie gdzie byli krewni i mogła z nimi mieszkać. Liceum kończyła zaocznie bo zdarzyło się nieszczęście... jako 17-letnia dziewczyna przeżyła operację prawego ucha. Straciła piękny warkocz, 50% słuchu, nerwy twarzowe i... radość życia w zakonie. 10 lat trwała rekonwalescencja i te lata mama spędziła jako nauczycielka w Rudzie koło Skrwilna, gdzie obecnie mieszka. Tato też z tych stron (pomorsko-kujawskie), o 3 lata młodszy uparł się i poślubił mamę, a za rok urodziłem się ja.

Dopiero po święceniach dowiedziałem się, że planowała w modlitwie mnie ofiarować kościołowi... cały czas ciąży w zamian za siebie, gdybym to wiedział wcześniej może bym został karmelitą... a tak błąkam się po całym świecie jako "bezpartyjny" misjonarz.

Co mama jeszcze obiecała Bogu nie wiem, ale dwaj młodsi bracia też patrząc na mamę próbowali zostać księżmi... gdy im nie wyszło dokładała sił, by zakończyli inne studia... to wszystkim u nas wiadomo że oddała wszystko dzieciom... jej innym marzeniem było zamieszkać w mieście... stale odkładała na książeczkę mieszkaniową, a zabierała włożone pieniądze kiedy kolejne dziecko "szło na studia", znany Polski schemat. Ileż matek tak postępuje... ilu się to nie udaje. Mama była uparta. Czwórka dzieci "wyszła na ludzi". Piąty jej dzieciak: tata i choć również chory nie obrazi się że tak go nazwę: poeta. Cały trud kształcenia dzieci mama wzięła na swoje barki. Kiedy zdawało się, że może odpocząć - nowy etap: dorosłe dzieci wołają o pomoc "Mamo przyjedź, pobądź z wnukami choromite przy tobie szybko zdrowieją". Mama zrobiła też pielgrzymkę do Rosji akurat wtedy gdy kozacy planowali zniszczyć zbudowany klasztorek sióstr a nas wypędzić z Rosji lub zabić (1994). Co roku czekała na wakacje nie mnie jednego, bo zabierałem czasem 10 czasem 40 osób. I wszystkim znalazła miejsce u przyjaciół. Zimą i wiosną rozsyłała tysiące listów z prośbą o pomoc dla misji. I tak zdobywała dla mnie środki do życia w dalekiej Rosji, o której tak mało wiedziała przedtem a to dziś jej druga ojczyzna, tak samo jak dla mnie!

W jej życiu było wiele marzeń... największe iść do Częstochowy... z jej chorobami, tarczyca etc. A także ciągła praca, to było nie do pomyślenia... toteż robiła codzienną pielgrzymkę do kościoła póki nie złamała nogi. Moja mama stała się podobna do papieża przez swoje choroby... nie widziałem jej już dwa lata i nadal nie wiem czy zdążę zobaczyć ale tak ją sobie wyobrażam... siwiutka, zgarbiona, troszkę z bólu i operacji, zaciśnięte usta.

Mama ofiarowała mnie potrójnie: do seminarium, dla Rosji, a ostatnio gdy pisałem, że mogą mnie wyrzucić i marzę o Chinach... odpowiedziała, że mi błogosławi i że prosi o wizytę gdy tylko będę mógł... oto mogę i muszę. Jeszcze nie mam w dodatku pieniędzy ani praktyki jak latać z Japonii ale już myślami jestem przy niej, bo jest tego warta.

Pytam się jednak, czy to nagłe pogorszenie zdrowia to nie jest skutek uboczny tych nadmiernych ofiar. Wiem... jadę jako syn marnotrawny, ale też chcę zapytać słowami kaznodziei z pewnego pogrzebu: czy pojawią się w szpitalu ci panowie, co ranili jej serce.... krzywdząc syna. Tak mówiono w 1984 gdy zmarł ks. Popiełuszko, tak mówiono o mamie ks. Suchowolca i innego kapłana z Wasilkowa. Ja nie umieram, to mojej mamie serce pęka. I dlatego poświęcam jej ten krótki artykuł. Dla mnie choć żywa to już święta. Chwaląc ją oddaję hołd 30.000 kobiet (matek księży) w Polsce i 500.000 na świecie, które przecież nie zawsze usłyszały pochwałe o sobie jak to możemy usłyszeć o Małgorzacie Bosco... mamie Jana i wszystkich salezjanów.

Bóg zapłać mamo Tereso - karmelitko z polskiej wioski.


ks. Jarek Wiśniewski - Japonia

PS. Text publikowany w marcowym numerze "Apostolstwa Chorych". Spotkać za życia nam się nie udało. Mama zmarła 5 dni po otrzymaniu tragicznych wieści. Zdążyłem na pogrzeb: było to bardzo pogodne, wręcz "urocze wydarzenie". Rodzina zjawiła się w komplecie i na moją zdecydowaną acz dziwną prośbę nikt tego dnia nie płakał.
http://www.orient.to.pl/index.php

czwartek, października 22, 2009

WĘGRY 1956

2009-10-21 http://chris1991.salon24.pl/
Polska a Węgry'56 (2)



4 listopada 1956 jeszcze przed świtem jednostki sowieckie wkroczyły do Budapesztu i innych miast węgierskich rzekomo na prośbę nowego rządu - Węgierskiego Rewolucyjnego Rządu Robotniczo-Chłopskiego (WRRR-Ch) z Kádárem na czele. Jednocześnie Imre Nagy za pośrednictwem radia wygłosił krótkie przemówienie w którym poinformował, że „wojska sowieckie rozpoczęły atak na naszą stolicę, w wyraźnym celu obalenia węgierskiego rządu demokratycznego. Rząd trwa na stanowisku. Powiadamiam o tym naród i opinię całego świata”.

W operacji wojskowej wzięły udział elementy 17 dywizji sowieckich – 8 zmechanizowanych, 1 pancernej, 2 strzeleckich, 2 artylerii przeciwlotniczej, 2 lotniczych i 2 powietrzno-desantowych – liczących razem około 60 tysięcy żołnierzy. W Budapeszcie generał Bèla Kiry zdecydował o kontynuowaniu oporu, licząc że premierowi uda się doprowadzić do jakiegoś kompromisu z Sowietami. Największy opór stawili członkowie Straży Narodowej oraz w mniejszym stopniu honwedzi. Najkrwawsze walki toczyły się w VIII i IX dzielnicy, w okolicach Pasażu Corvina, placu Ferenca, placu Barossa oraz bulwarze Lenina. Większość jednostek armii węgierskiej nie próbowała stawiać oporu.

Gomułka komentując tę interwencję na krajowej naradzie aktywu partyjnego podkreślił, ze „chociaż stoimy na stanowisku, że w wewnętrzne sprawy żadnego kraju nie powinny ingerować inne państwa, (…) to jednak każdy z nas musi być politycznym realistą”. Tej milczącej zgodzie na interwencję, maskowanej „realizmem politycznym” towarzyszyła obawa, czy też żywiołowy ruch, który błyskawicznie ogarnął Węgry i doprowadził do zbrojnego powstania, nie rozszerzy się na Polskę. Bezpośrednim skutkiem takiego stanowiska była decyzja, by polska delegacja w ONZ głosowała przeciwko rezolucji amerykańskiej domagającej się natychmiastowego wycofania wojsk sowieckich z Węgier. Równocześnie w depeszy do polskiego ambasadora w Budapeszcie zaznaczono, że „dojście do głosu elementów wrogich ustrojowi, używających metod terroru” i „utrata panowania nad sytuacją przez rząd Nagy” stworzyły sytuację, w której powstał nowy rząd węgierski – a któremu Polska postanowiła „nie utrudniać (…) zaprowadzenia ładu i uregulowania spraw związanych z pobytem wojsk radzieckich”. Gomułka porzucił więc wszelkie skrupuły i otwarcie wybrał lojalność wobec Kremla. Ta postawa Gomułki została należycie doceniona w Moskwie, kiedy w połowie listopada doszło do wizyty kierownictwa PZPR. Chruszczow zgodził się wprowadzić nowe zasady zapłaty za eksportowany do ZSRS polski węgiel, przyznać Polsce pożyczkę oraz uregulować status wojsk sowieckich w Polsce.

Druga interwencja sowiecka na Węgrzech nie doprowadziła do gwałtownych wystąpień Polaków. Prymas Wyszyński, któremu tydzień wcześniej władze pozwoliły na powrót z miejsca odosobnienia do Warszawy, wygłosił 4 października na porannej mszy homilię, w której wezwał do zachowania spokoju w obliczu aktualnych wydarzeń. „Nie trzeba nam dzisiaj –głosił prymas – bohaterskich śmierci z miłości, ale bohaterskiej pracy z miłości ku naszej ojczyzny. (…) Polacy umieją wspaniale umierać, ale, najmilsi, potrzeba, by Polacy umieli wspaniale pracować”. Od razu docenił to Gomułka, mówiąc że prymas „również rozumie sytuację Polski i politykę rządu, rozumie i bynajmniej nie stara się stwarzać jakichś elementów podniecenia czy zaostrzenia sytuacji”.

Szczególnie obawiano się reakcji studentów – grupy, która najbardziej zaangażowała się w akcję pomocy Węgrom. Do nich zwrócili się rektorzy krakowskich uczelni, apelując: „nie dajcie się sprowokować do nieobliczalnych w skutkach wystąpień. Pamiętajcie, że ciąży na Was wielka odpowiedzialność, od Waszego postępowania zależy utrzymanie tych wielkich zdobyczy rewolucyjnych, jakie nasz Naród osiągnął w ostatnich tygodniach”. W podobnym tonie utrzymana była odezwa Studenckiego Komitetu Rewolucyjnego Krakowa rozdawana w formie ulotek: „Nie chcemy, by spotkał nas los braci Węgrów. Nie prowokujmy sił, które mogłyby zdławić naszą świeżo rozkwitła wolność. Pochodem milczenia uczcijmy pamięć poległych Węgrów”. Taki właśnie, milczący pochód, zorganizowany przez studentów przeszedł 5 listopada przez miasto. Studenci nieśli polskie i węgierskie flagi przewiązane czarną krepą. Pamięć poległych Węgrów uczczono minutą ciszy. Solidarnościowe wiece studenckie odbyły się w całym kraju i w większości miały spokojny przebieg. We Wrocławiu studenci zaapelowali o powstrzymanie się od udziału w zabawach i imprezach rozrywkowych na znak żałoby i solidarności z Węgrami, a na największym akademiku zawiesili transparent z napisem: „Precz ze zbrojną interwencją na Węgrzech”.

Raporty służby bezpieczeństwa informowały, że „głównym tematem rozmów we wszystkich środowiskach jest sprawa Węgier. Podkreśla się, że ,jesteśmy bezsilni, musimy bezwzględnie zachować spokój, aby uchronić kraj.”, chociaż „głosowanie Polski w sprawie węgierskiej w ONZ bardzo uraziło opinię publiczną”. Silne wzburzenie panowało również w części aparatu partyjnego, domagając się nawet dymisji ministra Rapackiego. Ustawicznie pojawiały się też plotki o wywożeniu węgierskich dzieci przez Warszawę do ZSRS by je tam zrusyfikować. Plotka przybrała takie rozmiary, że PCK czuł się obowiązany oficjalnie zaprzeczyć prawdziwości pogłosek na temat przyjazdu jakichkolwiek dzieci węgierskich do Warszawy.

Powtórna interwencja spowodowała nową falę pomocy, choć tym razem gazety, w porównaniu z przełomem października i listopada, pisały na ten temat dużo mniej. Gomułka bowiem bardzo szybko rozpoczął starania o wzięcie prasy z powrotem pod ścisłą kontrolę. Na spotkaniu z redaktorami warszawskich gazet krzyczał: „Oczekujecie ode mnie, iż będę igrał z losem kraju. Chcecie bym wystąpił w obronie Nagya, a ja nie wiem, kim on jest i jakie są jego zamiary. Wiem tylko, że w jego rządzie nie ma praktycznie komunistów, że przewagę mają partie reakcyjne a komunistów tłum wiesza na latarniach. I w imię obrony tego rządu chcecie, abym zgotował Polsce taki los, jaki spotyka Węgry. Ja tego nigdy nie zrobię. A poza tym czy pomyśleliście, co działoby się tutaj w Polsce, gdyby na Węgrzech zwyciężyły partie antykomunistyczne? Przecież i nas wtedy reakcja schwyciłaby za gardło, już teraz w Galicji odbudowuje się PSL, a wówczas zalałaby nas ta fala. Na to nie pójdę”. Na spotkaniu pierwszych sekretarzy KW podkreślał, że trzeba dziennikarzom „wyperswadować bzdurną myśl, że oni są jakimś drugim. Równorzędnym czy nawet ponad kierownictwem partyjnym stojącym czynnikiem, bo tym oni nie są i być nigdy nie mogą”. I groził, że „akcja przekonywania się kończy i będziemy musieli zastosować środki bardzo stanowcze. I tu będą komisje kontroli partyjnej miały wielkie zadanie do spełnienia”.

Mimo tego w całym kraju kontynuowano akcję pomocy : ludzie oddawali krew, zbierano lekarstwa, materiały opatrunkowe, wpłacano pieniądze na specjalne konta. Jednak powszechne było odczucie wśród Polaków, że to wszystko za mało. „Płakaliśmy ze złości, – wspominał jeden z uczestników akcji – że nie możemy pomóc im bardziej”. Czasami emocje dawały znać o sobie – 18 listopada w Bydgoszczy 1000-osobowy tłum w czasie pochodu przez miasto wznosił okrzyki „Precz z czerwonymi”, „Precz z Ruskami”, „Precz z partią”, „Niech żyje Polska”, „Niech żyją Węgry”, a następnie zdemolował, gmach KW MO i radiostację służącą do zagłuszania audycji zagranicznych.

Powstanie węgierskie zyskało też wsparcie ze strony dużej części polskim pisarzy i poetów. W „Po prostu” ukazał się obszerny reportaż z Budapesztu Mariana Bielickiego, a w „Nowej Kulturze” „Dziennik węgierski” Wiktora Woroszylskiego, który podobnie jak Bielicki na własne oczy oglądał przywracanie „władzy socjalistycznej” na Węgrzech przy pomocy sowieckich czołgów. Tadeusz Kubiak w utworze „Wysyłając krew do Budapesztu” zestawił powstanie warszawskie z 1944 roku z tragedią Budapesztu. 300 osób z różnych środowisk twórczych podpisało „Oświadczenie pisarzy polskich”, w którym wyrażono „najgłębszy ból z powodu rozlewu krwi, do którego doprowadziły skompromitowane metody rządzenia i interwencja obcych wojsk”.

Kilka godzin po rozpoczęciu drugiej interwencji sowieckiej 4 listopada Imre Nagy oraz 15 jego współpracowników z rodzinami, poprosiło o azyl w ambasadzie jugosłowiańskiej w Budapeszcie. Gomułka, mimo zadeklarowanego poparcia dla sowieckich działań, starał się działać na rzecz jakiegoś kompromisu, proponując swe pośrednictwo w rokowaniach między stronami. Propozycja ta została przez Kadara odrzucona. Ostatecznie po długich rokowaniach, otrzymawszy pisemne gwarancje nowego rządu węgierskiego, Nagry z towarzyszami, opuścił 22 listopada ambasadę. Jeszcze w czasie drogi zostali oni zatrzymani przez żołnierzy sowieckich, przewiezieni samolotem do Rumunii i tam internowani. W Polsce „Trybuna Ludu” opublikowała 25 listopada artykuł pod dużo mówiącym tytułem „Niedotrzymanie porozumienia w sprawie Imre Nagyego”. Oburzeni członkowie partii w rezolucjach wysyłanych do KC domagali się interwencji w sprawie uwolnienia węgierskiego premiera.. Warszawski Oddział SDP zwrócił się do rządu polskiego „o udzielenie prawa azylu i Imre Nagyemu i innym osobom o ile będą sobie tego życzyli”. W kwietniu 1957 roku Nagy i jego współpracownicy zostali w tajemnicy przewiezieni z powrotem do Budapesztu, poddani śledztwu, a w 1958 roku wytoczono im proces. Imre Nagy, minister obrony Pál Malèter oraz dziennikarz Mikoś Gimes zostali skazani na karę śmierci wykonaną w czerwcu 1958 roku. Z przywódców komunistycznych, jedynie Gomułka przeciwstawiał się karze śmierci dla Nagyego i jego towarzyszy. Jednocześnie Gomułka udzielał poparcia prosowieckiemu rządowi Kádára, odmawiając jednak pokazania w Warszawie wystawy przedstawiającej „kontrrewolucję węgierską” oraz wydania „Białej Księgi” – zbioru dokumentów i fotografii przedstawiających rzekomą „zdradę rządu Nagy”.

Wedle źródeł sowieckich zorganizowany opór zdławiono wszędzie do końca listopada. Przeprowadzono także rozbrojenie armii węgierskiej. Wtedy wojska sowieckie wprowadziły na terenie całego kraju wojskową administrację, a sowiecka służba bezpieczeństwa KGB, natychmiast zaczęła aresztowania powstańców. Ogółem w walkach zginęło ponad 2500 Węgrów ( w tym jedynie 250 żołnierzy) , a 20.000 zostało rannych. Sowieci stracili ponad 660 zabitych i 2000 rannych. W ramach represji popowstaniowych, w latach 1957-1960 skazano ponad 16 tysięcy osób, w tym 600 na karę śmierci.
Węgierskie powstanie, będące wielką tragedią narodową, zostało wykorzystane przez Gomułkę do przekreślenia nadziei polskiego społeczeństwa na faktyczną „demokratyzację” życia publicznego. Strasząc Polaków powtórzeniem tragedii węgierskiej udało mu się z powrotem narzucić kaganiec społeczeństwu.


Wybrana literatura:

G. Litvan – Rewolucja węgierska
P. Machcewicz – Polski rok 1956
P. Codogni – Rok 1956
J. Raqiner – Imre Nagy. Biografia polityczna
M. Horváth – 1956 Rozstrzelana rewolucja
Gomułka i inni. Dokumenty z archiwum KC 1948-1982
Rewolucja węgierska 1956 w polskich dokumentach