n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

piątek, września 09, 2016

Bankructwo 3rp jest nieuchronne

Tekst jest objęty całkowitym zakazem przedruku. © Polska Myśl Narodowa

Wojna demograficzna: warunki bytowe, katastrofa demograficzna i emigracja Polaków z ziem polskich

Trwająca obecnie zagłada demograficzna narodu polskiego przestaje być zjawiskiem dyskusyjnym bądź kwestionowanym, jest na ustach wszystkich. Pojawiają się fantastyczne wizje różnych profesorów. A to 1000 zł dopłaty do dziecka (Rybiński), a to … kolejne ulgi dla przedsiębiorstw (Orłowski, „Rzeczpospolita”, 15.II.2013). Brak jest dyskusji nad głównymi przyczynami zaistniałej sytuacji – katastrofą na rynku pracy i katastrofą w obszarze gospodarki mieszkaniowej. Polityka mieszkaniowa jest niezbędna w sytuacji, kiedy płace obywateli wskutek bezrobocia, różnicy sił negocjacyjnych pracownika i pracodawcy oraz polityki płacowej przedsiębiorstw zagranicznych pozostają na poziomie państwa kolonialnego, zaś koszty mieszkania zostały wywindowane w górę, poza zasięg dochodów „medianowego”* pracownika.
Przeciętny Polak kupi za roczne zarobki 4,6 metra kwadratowego mieszkania w Warszawie, Niemiec – 11 w Berlinie.
Przeciętny Polak kupi za roczne zarobki 4,6 metra kwadratowego mieszkania w Warszawie, Niemiec - 11 w Berlinie. Kliknij aby zobaczy obraz w pełnych rozmiarach
Źródło: Dane o zarobkach: Eurostat, dane o kosztach metra kwadratowego bankier.pl
Skutek? Prof. Kieżun mówi o tym tak: Niemcy prowadzą konsekwentną politykę. W latach 70. wyemigrowało paręset tysięcy Polaków, którzy mieli rodziny w Niemczech. Oni się zgermanizowali. Także część mieszkańców Dolnego Śląska ma już obywatelstwo niemieckie i praktycznie tylko wakacje spędza w Polsce, a pracuje w Niemczech. Zabraknie nam specjalistów i robotników wykwalifikowanych, a to ograniczy możliwości rozwoju. Najzdolniejsi wyjeżdżają i tylko niewielki procent z nich wróci. W tej chwili przysyłają jeszcze pieniądze do Polski, ale to się skończy, kiedy ściągną rodziny. A przecież wymieramy jako naród, bo statystyczna Polka rodzi 1,23 dziecka.(za: wpolityce.pl)

Jednym z mechanizmów depopulacji Polski jest masowa emigracja Polaków, pozbawionych pracy i perspektyw na jej znalezienie w kraju. Nie jest to w dziejach polskich czymś nowym. Większość Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, że taki stan miał już w przeszłości miejsce. Zawsze, kiedy jeden naród jest zmuszany warunkami ekonomicznymi bądź politycznymi do opuszczania ziemi ojców, a ci, którzy pozostają nie są w stanie wychować dostatecznej liczby dzieci, by podtrzymać populację, inny naród zajmuje jego miejsce. Tak się stało np. z serbskim Kosowem. Serbowie zostali wyparci z ziem swoich praojców przez nację, która pokonała ich demograficznie – częściowo wymuszając emigrację poprzez napór demograficzny i obyczajowy, częściowo metodami politycznymi. Agresja NATO (a w zasadzie USA) przeciw Serbii istotnie sfinalizowała politycznie to, co od kilkudziesięciu lat dojrzewało demograficznie.
W ten sam sposób agresorzy demograficzni przejmują dzielnice i całe miasta w Europie Zachodniej: we Francji, Niemczech, Norwegii i Szwecji. Autochtoniczna większość staje sie mniejszością i ucieka z dzielnic, gdzie większością przestała być. Tej ucieczce towarzyszy zamykanie działalności gospodarczej i punktów usługowych, co dodatkowo przyspiesza proces opuszczania dzielnicy przez pozostałych przedstawicieli narodu gospodarzy (patrz film: Multiculturalisme et islam en France reportage de CBN (napisy EN)). Niniejszy tekst może czytelnik traktować jako przypomnienie pewnych faktów z historii, uzmysłowienie mu obecnej sytuacji i przestrogę, gdyż przyszłość może okazać się mało optymistyczna.

Wróćmy jednak do losów narodu polskiego, gdyż te nas najbardziej powinny interesować. Polacy wprawdzie na razie nie są wypierani z dzielnic swoich miast, tylko je opuszczają (przykład depopulacji Łodzi nie jest unikalny), tworząc przestrzeń dla osadników. Ci przybędą zachęceni albo ekonomicznie (na co się wobec kryzysu nie zanosi), albo ideologicznie (np. odtwarzanie diaspory – i nie jest to taki nieprawdopodobny motyw, jak się może wydawać (link), tym bardziej, że już są przeprowadzane prowokacje sprawdzające reakcje społeczeństwa polskiego na podobne koncepcje (patrz np. filmy Y.Bartany i S. Sierakowskiego z Krytyki Politycznej, link)).
Powiedzenie „historia lubi się powtarzać” jest szczególnie zasadne w przypadku historii gospodarczej i demografii – pewne prawa pozostają niezmiennymi. Historia narodu polskiego zawiera w sobie zarówno elementy kolonizacji polskich ziem przez inne nacje – Niemców i Żydów, jak i masową ucieczkę Polaków wymuszoną warunkami ekonomicznymi.
_______________
↑* „medianowy” pracownik – posiadający wartość jakiejś cechy na takim poziomie, że u 50% pracowników ta cecha występuje z mniejszym natężeniem, a u 50% z większym, w ww. przypadku chodzi o dochody

Rys historyczny: emigracja z ziem polskich 1871-1939

Geneza polskiego ruchu emigracyjnego w okresie zaborów jest złożona, wynika z polityk prowadzonych przez trzech różnych zaborców, w różnych celach i z różnych przyczyn. Pierwsza fala emigracji wystąpiła po klęsce Powstania Listopadowego, miała charakter polityczny, ponieważ Królestwo Polskie było wówczas najszybciej rozwijającym się obszarem pod carskim berłem. Represje popowstaniowe stworzyły grunt pod późniejszy upadek gospodarczy i przyczyniły się do zacofania, ugruntowanego dodatkowo represjami po Powstaniu Styczniowym. To stworzyło podstawy dla pojawienia się na ziemiach zaboru rosyjskiego biedy. W innych zaborach przyczyny emigracji były inne. Austrowęgry miały do swojego zaboru (wbrew rozpowszechnionym opiniom o tym, że był to „najlepszy” z zaborów) podejście wybitnie eksploatacyjne i grabieżcze, co zaowocowało przysłowiową „galicyjską biedą” i emigracją umotywowaną ekonomicznie. W stosunkowo najlepiej rozwiniętym gospodarczo zaborze pruskim Polacy byli celem pauperyzującej, germanizującej i zmuszającej do emigracji polityki umotywowanej etnicznie. Żaden z zaborców nie prowadził represji wobec ludności żydowskiej, która ochoczo kolaborowała z zaborcami i była w istocie beneficjentem ekonomicznym i demograficznym nieszczęścia narodu polskiego (por. L. Szcześniak, „Judeopolonia: żydowskie państwo w państwie Polskim”, wyd. Polwen – Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, 2001, str. 11-19, 46-49, 67; zob. także „Złote żniwa Izaaka Luxenberga”). Zacofanie i bieda skutkowały zbyt wolnym przyrostem miejsc pracy dla rosnącej populacji polskiej, niedostatecznym przyrostem substancji mieszkaniowej – a w efekcie emigracją. Spójrzmy, jak to zjawisko kształtowało się z punktu widzenia statystyk.
(s.28, …) Ruch emigracyjny trwał ze zmiennym nasileniem do 1914 roku, ale kulminacyjny moment osiągnął w latach 1894-1896, wywołując tzw. galicyjską „gorączkę brazylijską”. Na podstawie współczesnych relacji starostów wiadomo, że do wyjazdów tych przyczyniły się takie okoliczności, jak nieurodzaje, zadłużenie, egzekucje sądowe, brak zarobku, niskie płace (s. 29) robotników rolnych oraz oddziaływanie napływających do kraju listów z Brazylii i Argentyny. Już w 1876 roku, według starosty tarnowskiego, podekscytowani wyjazdami do Ameryki włościanie sprzedawali majątek za bezcen, ulegając powszechnemu przekonaniu, że jadą do kraju mlekiem i miodem płynącego.
(…)
Duży przyrost naturalny powodował, że liczba ludności bezrolnej – w większości dorywczo tylko zatrudnianej, bardzo źle uposażonej (uwaga red.: dziś tą rolę pełnią wychwalane przez różnych „ekonomistów” i „wolnorynkowców” umowy śmieciowe), często fatalnie traktowanej – była ogromna.13 Przeludnienie było odtąd stałym elementem krajobrazu wiejskiego tych ziem, a problem ten nie został rozwiązany praktycznie do 1945 roku.
(…)
W obliczu takiej sytuacji na wsi Królestwa Polskiego coraz popularniejsze stawało się wychodźstwo do miast, których chłonność była wówczas jednak bardzo ograniczona. Już jesienią 1889 roku wystąpiły pierwsze symptomy kryzysu przemysłowego w okręgu łódzkim, co spowodowało podatność środowiska robotniczego na agitację emigracyjną. Jednakże to przede wszystkim ludność wiejska dostarczy podstawowej masy wychodźczej, która przez następne dziesięciolecia będzie płynąć nieprzerwanie do najodleglejszych zakątków świata, w tym także do krajów Ameryki Łacińskiej.
_______________
Źródło: Jerzy Mazurek, Kraj a emigracja: ruch ludowy wobec wychodźstwa chłopskiego do krajów Ameryki Łacińskiej (do 1939 roku), Biblioteka Iberyjska, 2006, s. 28
Mimo wychodźstwa polskiej ludności wiejskiej do miast, ich struktura demograficzna zaczęła się kształtować w sposób dość nieoczekiwany, niezależnie od ww. kryzysu gospodarczego z 1889:
Wzrost liczby Żydów w polskich miastach:

1781 1856 1897
Warszawa 4,5% 24,3% 33,9%
Łódź 12,2% 40,7%
Źródło: L. Szcześniak, „Judeopolonia: żydowskie państwo w państwie Polskim”, wyd. Polwen – Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, 2001, s. 18
Jednocześnie emigracja milionów Polaków trwała w najlepsze.
(…, s. 29)W latach 1871-1913 ziemie polskie w ramach zarobkowego wychodźstwa zamorskiego opuściło około 2 250 tysięcy osób, Wspomnieć tu trzeba także o emigracji kontynentalnej, którą w omawianym okresie szacuje się na 1 250 tysięcy, co łącznie daje sumę 3 500 tysięcy emigrantów (uwaga red.: dla zbliżonego zakresu lat można zetknąć się również z wyższą liczbą: W latach 1864-1914 ziemie polskie opuściło 4 327 000 Polaków, którzy zmuszeni byli udać się na emigrację w poszukiwaniu pracy i chleba. Ich majętność przechodziła w obce ręce (por. .T. Topolski „Dzieje Polski,” s. 532)., cyt. za L. Szcześniak, „Judeopolonia …”, str. 18).
(…) W latach 1918-1938 z Polski – jak ustalił znawca tematu, Edward Kołodziej
– na emigrację zarobkową udało się ponad 2,2 miliona osób, z czego ok. 61% do krajów europejskich i ok. 39% do krajów zamorskich.16
Emigracja w okresie międzywojennym była spowodowana prawie takimi samymi przyczynami, jak w okresie poprzednim. Nadal istniało ogromne przeludnienie, w dużej części odziedziczone po epoce sprzed 1914 roku. W latach dwudziestych utrzymywało się ono – mimo uchwalonej i realizowanej sukcesywnie reformy rolnej z 1925 roku – na dość stabilnym poziomie, by w następnej dekadzie przekroczyć 5 milionów.
_______________
13 J. Łukasiewicz, Kryzys agarny na ziemiach polskich w końcu XIX wieku. Warszawa 1968, s. 198 i nast.
16 E. Kołodziej, Wychodźstwo zarobkowe z Polski 1918-1939. Studia nad polityką emigracyjną II Rzeczypospolitej, Warszawa 1982, s.253.
Źródło: Jerzy Mazurek, Kraj a emigracja: ruch ludowy wobec wychodźstwa chłopskiego do krajów Ameryki Łacińskiej (do 1939 roku), Biblioteka Iberyjska, 2006, s. 29, 31
Jak widać tym, co wypychało Polaków z kraju były brak pracy, brak perspektyw i nędza. Nie należy jednak lekceważyć, zorientowanej na oczyszczenie z Polaków ziem etnicznie polskich, polityki prowadzonej przez Prusy („rugi pruskie”, Komisja Kolonizacyjna). Jednocześnie występował jednak dodatni przyrost naturalny – znacznie szybszy niż wzrost liczby miejsc pracy w gospodarce, wzrost liczby lokali mieszkalnych (przeludnienie to zarówno liczba osób przypadających na jedno miejsce pracy, jak i liczba osób przypadających na jedną izbę, na metr kwadratowy powierzchni mieszkalnej). Do tej kwestii za chwilę powrócimy.

Emigracja z ziem polskich po 1945

Odzyskanie niepodległości nie rozwiązało polskich problemów ekonomicznych, nie wydobyło polskiej wsi z nędzy, nie doprowadziło do dynamicznego rozwoju przemysłu. Dopiero pod koniec dwudziestolecia międzywojennego, wskutek fiaska zachowawczej polityki gospodarczej zdecydowano się na wielkie rządowe projekty rozbudowy przemysłu – i powstał COP. W ciągu 20 lat z przyczyn ekonomicznych wyjechało z kraju 2,2 mln Polaków. „Dorobek” 22 lat III RP jest dość zbliżony do dorobku II RP, z tym jednak zastrzeżeniem, że budowa czegoś porównywalnego do COP nawet nie znajduje się w planach zarządców. Zanosi się raczej na sprzedaż tego, co jeszcze pozostało w rękach skarbu państwa.

Prywatyzacja po polsku – kilka przykładów

Zachodni eksperci zszokowani polską prywatyzacją
W połowie maja 1993 roku Kazimierz Stańczak, polski ekonomista pracujący na Uniwersytecie Kalifornijskim w USA, otrzymał kopię wywiadu, jakiego udzielił w numerze marcowo-kwietniowym (1993) czasopisma „Journal of Business Strategy” C. Cato Ealy, dyrektor do sprawa rozwoju koncernu amerykańskiej celulozy „International Paper”, który w 1992 roku zakupił w Polsce od Ministerstwa Przekształceń Własnościowych aż 80 proc. akcji papierni w Kwidzyniu. Stańczak wywiad ten nazwał szokującym i w otwartym liście oprotestował niesłychane praktyki wspomnianego resortu. Otóż – jak ujawnił wspomniany dyrektor D. P. Cato Ealy – papiernia w Kwidzyniu należy do najnowocześniejszych w świecie i mało ma sobie równych nawet w Stanach Zjednoczonych. Zbudowała ją znana w świecie firma kanadyjska H.A. Simmonsa i oddała pod klucz w 1980 roku. Koszt budowy tej papierni wynosił 400 milionów dolarów amerykańskich. Była ona wysoce konkurencyjna dla koncernów celulozowych na Zachodzie ze wspomnianym koncernem amerykańskim włącznie. Gdy jego szefowie dowiedzieli się, że mogą na interesujących warunkach zlikwidować konkurenta i wykupić papiernię w Kwidzyniu, zgłosili się natychmiast w Warszawie na ul. Mysią, do Ministerstwa Przekształceń Własnościowych. Rozmowy w sprawie wykupienia tak nowoczesnego i kluczowego zakładu trwały niezwykle krótko. Od pierwszej rozmowy za granicą do podpisania umowy w Warszawie upłynęło zaledwie 75 dni!
Sami potwierdzają fakty
Minister Janusz Lewandowski, należący do kliki Tuska, osobiście wyraził zgodę na to, by sprzedać Kwidzyn Amerykanom zaledwie za 120 milionów dolarów, choć była warta co najmniej 600 mln dolarów! Co najdziwniejsze, na początku rozmów, koncern amerykański proponował stronie polskiej kwotę nawet nieco wyższa, bo 150 milionów, która jednak Lewandowski łaskawie obniżył z nieznanych bliżej powodów do wspomnianych 120 milionów… Po wykupieniu przez firmy amerykańskie zakładów papierniczych w Kwidzyniu, cena produkowanego tam papieru wzrosła trzykrotnie. Gdy po rewelacjach pp. Cato Ealy i Stańczaka niektóre dzienniki polskie podniosły szum wokół tej afery, przedstawicielka min. Lewandowskiego, p. Garwolińska, oświadczyła prasie z niemałym, zupełnie zrozumiałym skądinąd zakłopotaniem, że wprawdzie przytoczone fakty odpowiadają prawdzie, ale koncern I.P. obiecał zainwestować w fabrykę w Kwidzyniu dodatkowo 175 mln dolarów, aby ją „zmodernizować”. Nasuwa się logiczne pytanie: po co ma on to robić, skoro kwidzyńska papiernia jest supernowoczesna?
Inne „wyjaśnienie” resortu Przekształceń Własnościowych, że podobno papiernia w Kwidzyniu. „nikt inny poza I.P. się nie zainteresował”, jest zwykłym nonsensem. Po co w ogóle wystawiono na sprzedaż Kwidzyn, skoro można było w nim produkować znakomity papier potrzebny naszemu krajowi i mogący być konkurencyjny w eksporcie? A jeżeli już postanowiono z niewiadomych i podejrzanych przyczyn przeznaczać ten obiekt „pod młotek”, to dlaczego nie ogłoszono publicznego, międzynarodowego przetargu? Po „oddaniu za bezcen” fabryki, papier w Kwidzynie był nadal płynnie sprzedawany, tylko, że kosztował już trzykrotnie więcej.
(…)
Firma Podhale, która zatrudniała około 10.000 osób, musiała zwolnić połowę swojego personelu i o tyle zmniejszyć produkcję butów. Dzięki temu spadkowi produkcji, firma znana z wysokiej jakości na całym świecie, dostawca dla wielkich firm zachodnich jak Puma, Adidas, Royce, została odkupiona za bezcen.
Firma Wedel, której właścicielem było państwo zapłaciła 153 miliardy zł podatków w 1991 r., czyli ponad 15 milionów dolarów. Za radą Bank of Boston Ministerstwo Przekształceń Własnościowych zdecydowało sprywatyzować Wedla, wypuszczając 40% akcji dla Pepsico za drobną sumę 25 milionów dolarów. Trudno zrozumieć dlaczego, skoro Nestle dawało 40 milionów dolarów.. Ponadto Pepsico otrzymało jako premię zwolnienie z płacenia podatków na 3 lata…
Źródło: Pressmix.eu, 02 sty 2013, Donald Tusk Premier czy szef grupy trzymającej władzę?
Jak wygląda na tym tle mający obecnie fatalną prasę PRL? Okres PRL łączył się ze znacząco niższą emigracją Polaków niż w pozostałych latach. W ciągu 45 lat istnienia PRL wyemigrowało 1,2 mln obywaleli polskich. Należy podkreślić, że znacząca część ówczesnej emigracji to emigracja umotywowana politycznie (warto zauważyć, że obok emigracji ekonomicznej Polaków do tej liczby zaliczono także wyjazdy ludności żydowskiej do Izraela i krajów Europy Zachodniej, często inspirowane z zewnątrz – także przy użyciu takich socjotechnicznych kampanii, jak wydarzenia z marca 1968; ta emigracja to także ucieczki tysięcy polskojęzycznych stalinowskich oprawców, takich jak Ozajasz Szechter, Helena Wolińska czy Józef Światło). Oczywiście trudno oszacować, jak silnie emigracja została ograniczona wskutek barier administracyjnych (niewydawanie paszportów przez władze polskie – i wiz przez odpowiednie organy innych państw). Styuację tak opisano w niedawno wydanej monografii:
W latach 1944-1990 wyjechało z Polski, z przyczyn ekonomicznych i politycznych więcej osób niż do niej powróciło; nadwyżkę emigracji nad” reemigracją szacuje się na liczbę około jednego miliona dwieście tysięcy osób.
Liczbę Polaków, którzy wyjechali z Polski po jej wstąpieniu do Unii Europejskiej szacuje się na około dwa miliony osób. Przeważają wśród nich ludzie młodzi, często wyjeżdżający bezpośrednio po ukończeniu studiów, z powodów ekonomicznych, bez planu o pozostaniu za granicą na stałe lub czasowo, decyzję w tym zakresie podejmują w późniejszym czasie.
Polacy mogą liczyć na dobrą pracę, m.in. w Holandii, Belgii, także we Francji. W ostatnich latach w Wielkiej Brytanii zarejestrowano jeden milion sto tysięcy polskich pracowników samozatrudnionych. Liczba osób emigrujących z Polski po jej wstąpieniu do Unii Europejskiej systematycznie wzrastała, od jednego miliona w 2004 r do jednego miliona dziewięćdziesiąt cztery tysiące osób w 2011 r.
uwaga red.: Warto zwrócić uwagę na to, że wiele osób w Polsce nie rejestruje swoich wyjazdów, niekiedy nawet są te osoby zarejestrowane w kraju jako bezrobotne. Podane tu liczby są jednak zgodne z oficjalnymi danymi szacunkowymi GUS:

Źródło: Główny Urząd Statystyczny, Departament Badań Demograficznych, Informacja o rozmiarach i kierunkach emigracji z Polski w latach 2004 – 2010, Warszawa, październik 2011 roku
Źródło: R. Nir, M. Szczerbiński, K. Wasilewski (red.), W nieustannej trosce
o polską diasporę, wyd. Stowarzyszenie Naukowe „Polska w Świecie”, Gorzów Wielkopolski, 2012, s. 26

Co wygania Polaków z III RP?

Pozostaje zapytać – co takiego dzieje się w Polsce, że młodzi ludzie wyjeżdżają stąd i najprawdopodobniej tu nie wrócą? Czy wyłącznie ograniczenia administracyjne powstrzymywały wyjazdy z PRL? Czy są jakieś dane pozwalające ustalić, dlaczego z „wolnej” III RP ucieka więcej Polaków niż z PRL?
Dysponujemy kilkoma seriami danych, które pozwalają na stawianie hipotez w tym obszarze.
Pisaliśmy powyżej, że tym, co wyganiało Polaków w czasach zaborów i z II RP było przeludnienie, przejawiające się najdotkliwiej brakiem pracy oraz dużym zagęszczeniem lokatorów w lokalach mieszkalnych. W III RP doszło do sztucznego wygenerowania przeludnienia. Aby czytelnik mógł pojąć, jak do tego doszło, konieczne jest przyjrzenie się kilku wykresom:
Rys. 1. Polska jako państwo o rosnącym deficycie miejsc pracy: miejsca pracy, siła robocza i deficyt miejsc pracy w latach 1970-2010
Polska jako państwo o rosnącym deficycie miejsc pracy: miejsca pracy, siła robocza i deficyt miejsc pracy w latach 1970-2010. Kliknij aby zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach
Źródło: Opracowanie PMN na podstawie danych GUS (roczniki statystyczne).
Jak widać, od szczytowego punktu w 1980 roku (niewidoczny na wykresie szczyt zatrudnienia w gospodarce PRL wystąpił w roku 1988) w polskiej gospodarce ubyło 3,7 mln miejsc pracy. Należy dodać, że obserwowany na wykresie między rokiem 1980 a 1990 spadek liczby miejsc pracy wystąpił w całości z latach 1989 i 1990 („Plan Balcerowicza”). Jednocześnie w grupie Polaków w wieku 15-64 lat przybyło 4 miliony osób. W roku 1980 różnica między liczbą miejsc pracy a osobami uznawanymi za siłę roboczą wynosiła 5,5 mln, a w roku 2010 wzrosła do 13,2 mln.
Rys. 2. Sharmonizowane bezrobocie rejestrowane a miejsca pracy powstałe od 1993 do 2010
Sharmonizowane bezrobocie rejestrowane a miejsca pracy powstałe od 1993 do 2010. Kliknij aby zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach
Źródło: Dane OECD , serie Employment i Harmonised Unemployment
Jak widać powyżej, w III RP kilka milionów osób nie doczekało się pracy przez ostatnie 17 lat. To efekt braku polityki przemysłowej, skutek konsekwentnego wcielania w życie tezy Tadeusza Syryjczyka, że „najlepszą polityką gospodarczą jest jej brak”. Jedyna recepta rządu na tworzenie miejsc pracy to finansowanie z kieszeni podatnika specjalnych stref ekonomicznych, gdzie mogą instalować się firmy zwolnione z podatków. Zarządcy III RP, zamiast pójść drogą przetartą już przez Koreę, Japonię i Chiny wolą żebrać dumpingiem podatkowym o jakiekolwiek inwestycje „kapitału międzynarodowego”, byle tylko nie musieć inwestować w majątek produkcyjny samemu, byle tylko nie planować rozwoju gospodarczego państwa.
Ale Polaków z kraju wygania nie tylko brak pracy – a w efekcie – brak mozliwości utrzymania rodziny. Istotnym składnikiem polskiego problemu jest sytuacja na rynku mieszkaniowym. Polska substancja mieszkaniowa została zrujnowana wskutek działań wojennych. W okresie powojennym, ze względu na forsowną industrializację i migrację ludności ze wsi do miast, pomimo wysiłków władz nie udało się w stopniu satysfakcjonującym zaspokoić zapotrzebowania na mieszkania. Rządy prowadziły jednak bardzo aktywną politykę mieszkaniową, biorąc pod uwagę ograniczone zasoby, jakie miały do dyspozycji. Polityka mieszkaniowa bardzo silnie przekładała się na liczbę rodzących się dzieci:
Rys. 3. Liczby wybudowanych mieszkań i urodzonych dzieci w ostatnich 40 latach. Analiza statystyczna przedstawionych powyżej danych wykazuje istnienie między nimi bardzo silnego związku. Po uwzględnieniu przesunięcia w czasie współczynnik korelacji (Pearsona) wynosi 94,1%.
Liczby wybudowanych mieszkań i urodzonych dzieci w ostatnich 40 latach. Kliknij aby zobaczy obraz w pełnych rozmiarach
Źródło: Piotr Witakowski (red.), „Raport 2006. O naprawie sytuacji mieszkaniowej” , Warszawa, styczeń 2007, str. 82
Więcej informacji o opisywanej zależności statystycznej, wraz z modelem ekonometrycznym można znaleźć w tekście Katastrofa demograficzna III RP. Niektórzy badacze polemizują z obserwowaną prawidłowością, mówiąc, że zależność jest pozorna, ponieważ w PRL liczbę mieszkań planowano z uwzględnieniem potrzeb wynikających ze struktury demograficznej, a w efekcie liczba rodzących się dzieci jest determinowana wyłącznie przez czynnik demograficzny, tak, jak liczba mieszkań. Błąd tego rozumowania jest dość oczywisty i łatwy do wykazania. Zależność statystyczna została obliczona z uwzględnieniem katastrofy w budownictwie mieszkaniowym, która nastąpiła w III RP. Gdyby liczba rodzących się dzieci była związana wyłącznie z licznością populacji w wieku produkcyjnym, to nie zostałby odnotowany gwałtowny spadek liczby urodzeń w III RP, rejestrowany dla wyżu demograficznego z początku lat osiemdziesiątych. W efekcie obserwowana wartość korelacji Pearsona (i współczynnika determinacji modelu ekonometrycznego) liczby mieszkań z liczbą narodzonych dzieci byłaby niższa. Ujmując powyższe inaczej – wpływ liczby oddawanych do użytku mieszkań na liczbę narodzin jest dowiedziony dzięki dwóm eksperymentom. W latach 1975-1985 wyż demograficzny natrafił na wysoką podaż mieszkań, uzyskaliśmy wysoką liczbę narodzin. W latach 2000-2010 narodzone wtedy dzieci powinny mieć własne rodziny i własne dzieci. Gdyby nic się nie zmieniło powinniśmy otrzymać drugą taką samą falę jak w latach 1975-1985, o zbliżonej wysokości (patrz rysunek: Straty demograficzne wywołane transformacją ustrojową.).
Tak się nie stało. W ciągu jednego pokolenia dzietność spadła z ponad 2,1 (minimum konieczne dla podtrzymania populacji) do około 1,23. Jak zmieniły się warunki bytowe w tym czasie? Doszło do załamania w budownictwie mieszkaniowym, likwidacja przemysłu wybudowanego w PRL spowodowała wielomilionowe trwałe bezrobocie, Polacy pozbawieni perspektyw na pracę lub mieszkanie (płaca nie pozwalająca na zakup mieszkania to też skuteczna metoda depopulacji) w rodzinnym kraju zaczęli masowo emigrować.

Rys. 4. Mieszkania oddawane do użytku w poszczególnych latach oraz rozkład urodzeń żywych.
Mieszkania oddawane do użytku w poszczególnych latach oraz rozkład urodzeń żywych. Kliknij aby zobaczy obraz w pełnych rozmiarach
Źródło: Piotr Witakowski (red.), „Raport 2006. O naprawie sytuacji mieszkaniowej” , Warszawa, styczeń 2007, str. 6
Na rysunku 4 można zaobserwować nie tylko zależność pomiędzy liczbą budowanych mieszkań a liczbą rodzących się dzieci, ale także to, że powierzchnia oddawanych mieszkań (stosunek całkowitej powierzchni do liczby mieszkań) rósł w okresie PRL. Zestawiając te dane z tabelą na rysunku 5 można zauważyć następowała więc nie tylko poprawa stopnia zaspokojenia zapotrzebowania gospodarstw domowych na mieszkania, ale też poprawa komfortu mieszańców (większa powierzchnia przeliczeniowa na osobę). Ta sytuacja po 1989 zaczęła się pogarszać, tzn. mimo dalszej poprawy komfortu tych, którzy mieli mieszkania, wzrósł deficyt mieszkań. O ile w okresie 1970-1978 deficyt rósł z powodu wchodzenia w wiek produkcyjny wyżu demograficznego pomimo silnie rosnącej liczby oddawanych mieszkań, o tyle w III RP wyż demograficzny wchodząc w wiek produkcyjny nie zetknął się z jakakolwiek inicjatywą wyprzedzającą państwa w zakresie polityki mieszkaniowej. Brak aktywności państwa doprowadzil do sytuacji, w której deficyt mieszkań osiagnął niespotykane w PRL wartości (patrz pierwszy wiersz tabeli na Rys. 5).
Rys 5. Rozwój sytuacji mieszkaniowej w Polsce
Kliknij aby zobaczy obraz w pełnych rozmiarach
Źródło: Piotr Witakowski (red.), „Raport 2006. O naprawie sytuacji mieszkaniowej” , Warszawa, styczeń 2007, str. 10
W raporcie pada kilka znamiennych sformułowań, które tu przytoczymy w całości: Z analizy danych zawartych w Tablica 2 (powyżej) i Tablica 3 wynikają dwie pozornie sprzeczne tendencje w rozwoju sytuacji mieszkaniowej po roku 1988. Z jednej strony budowa nowych mieszkań stale wpływa na podniesienie przeciętnego standardu istniejących zasobów, jednocześnie zaś stale pogarsza się dostępność mieszkań i pogłębia ich deficyt. Jeśli w roku 1988 deficyt ten wynosił 1253 tys. mieszkań, to w roku 2004 osiągnął już ponad 1767 tys. mieszkań i stale narasta. Pozostawienie przez państwo budownictwa mieszkaniowego „na pastwę” mechanizmu rynkowego powoduje, że ci których stać na mieszkanie, mają je coraz wspanialsze, natomiast stanowią oni procentowo coraz mniejszą grupę. Zmniejszenie liczby budowanych mieszkań po roku 1988 było tak radykalne, że odwrócił się nawet trwały ongiś trend do „odmładzania” zasobów mieszkaniowych i obecnie ulegają one systematycznemu starzeniu – średni wiek mieszkań w roku 1978 wynosił 33 lata, natomiast w roku 2002 już 41 lat. (op. cit., str. 11).
W rynkowej koncepcji finansowania mieszkalnictwa (…) nakłady na budownictwo mieszkaniowe ze środków publicznych występujące w budżecie państwa są traktowane jako wydatek. Tymczasem budownictwo mieszkaniowe w skali makroekonomicznej stanowi per saldo źródło dochodów budżetowych. Środki publiczne przeznaczone na budownictwo mieszkaniowe, poza rozwiązywaniem wymienionych wyżej ważnych problemów społecznych i ograniczaniem patologii społecznych, przynoszą bowiem realne wpływy do budżetu państwa w postaci podatków od osób prawnych i fizycznych, z VAT-u, ZUS-u itp. Przeprowadzona analiza ekonomiczna1 wykazuje, że te wpływy do budżetu przewyższają ponad dwukrotnie odpowiadające im wydatki budżetowe. Analiza ta dotyczy niejako bezpośredniej sfery budowlanej. Uwzględnienie opisanego wyżej faktu, że rozwój budownictwa mieszkaniowego wywołuje ogólne ożywienie gospodarcze i przez korzystny wpływ na inne działy gospodarki powoduje zwiększenie wpływów budżetowych z innych działów, prowadzi do jeszcze korzystniejszych wyników. Argumentacja typu „państwo jest za ubogie na wspieranie budownictwa” lub „budżetu na to nie stać” dowodzi jedynie ignorancji ekonomicznej i jest równoznaczne z twierdzeniem, że nie należy pobierać podatków, bo „nie stać nas na utrzymywanie służb podatkowych”. Ta ogólna prawidłowość ekonomiczna i przynoszone przez rozwój budownictwa przychody budżetowe nie istnieją w świadomości społecznej i wymagają również wysiłku w dziedzinie ogólnej edukacji. Tę edukację najkorzystniej jest prowadzić ukazując konkretne wyniki analiz ekonomicznych w przypadku tych skromnych przedsięwzięć w dziedzinie budownictwa, w jakie państwo zdecydowało się zaangażować wydatki budżetowe. Przykładem może tu być tzw. premia termomodernizacyjna, wypłacana na podstawie ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o wspieraniu inwestycji termomodernizacyjnych (Dz. U. z 1998 r. Nr 162 poz. 1121 z późn. zm.). W zależności od rodzaju inwestycji nadwyżka środków, które powracają do budżetu państwa, w stosunku do wypłacanych z budżetu kwot premii, wynosi od 90 do 227% kwot tych premii2. Globalna analiza korzyści budżetowych wykazuje, że tylko z tytułu korzyści bezpośrednich, do budżetu wpływa kwota dwukrotnie większa niż wydatki budżetowe na termomodernizację (Zał. 2). Uwzględnienie efektu mnożnikowego – zwiększenia produkcji i usług spowodowanego w innych branżach – prowadzi do jeszcze większych korzyści budżetowych.
_______________
1 W. Korecki, W. Rydzik, L. Kałkowski „Związki budownictwa mieszkaniowego z gospodarką narodową”. IGM, Warszawa 1994.
Źródło: Piotr Witakowski (red.), „Raport 2006. O naprawie sytuacji mieszkaniowej” , Warszawa, styczeń 2007, str. 6

Jak widzimy III RP jest klęską narodu polskiego – klęską o rozmiarach niespotykanych w polskiej historii, ponieważ naród polski, po zniszczeniu materialnych podstaw jego bytu, pozbawieniu go wpływu na politykę gospodarczą, po ekonomicznym podcięciu jego zdolności do regenerowania ubytków demograficznych (demograficzna gospodarka rabunkowa) jest rozpędzany po różnych krajach Unii Europejskiej, co tylko przyspiesza zagładę demograficzną populacji w Polsce.
Nigdy jeszcze w historii narodu polskiego masowej emigracji zarobkowej nie towarzyszył negatywny przyrost demograficzny w kraju. Ponieważ emigracja wiąże się albo z odłożeniem posiadania dziecka na przyszłość, albo z decyzją o posiadaniu dzieci poza granicami Polski – wiele dzieci w ogóle się nie urodzi, albo dołączą one do trwałej emigracji, nie powracając do Polski. Do powrotu do Polski nie zachęcają zaprezentowane powyżej wykresy prezentujące sytuację demograficzną, katastrofę na rynku pracy i zapaść na rynku mieszkaniowym. Te wszystkie czynniki bardzo silnie oddziaływują na to, jak Polacy czują się w coraz mniej własnym państwie. Pewną nietypową miarą wprowadzonych w III RP zmian jakości życia społeczeństwa polskiego może być bardzo smutna statystyka:
Rys. 6 Zmiana liczby samobójstw, procenty, 1990-2010
Zmiana liczby samobójstw, procenty, 1990-2010. Kliknij aby zobaczy obraz w pełnych rozmiarach
Źródło: oecd-ilibrary.org

Bankructwo III RP jest nieuchronne. Czy zdołamy uniknąć zagłady demograficznej narodu polskiego? Czy zdołamy ocalić polską państwowość i odzyskać utraconą suwerenność gospodarczą i polityczną? Szanse na to maleją z każdym rokiem.

środa, września 07, 2016

Order VM. Najwyższy wojskowy honor.

SEE    I found the following photographs of recipients of the Virtuti Militari on the Internet
and thought that I would share them with you:

Click image for larger version. 

Name: Kapitan Zbigniew Antonowicz VM 1928.jpg 
Views: 148 
Size: 87.4 KB 
ID: 705877

Kapitan sap. Zbigniew Antonowicz VM Silver Cross Nr: 5345

Click image for larger version. 

Name: Plk Artur Gorski.jpg 
Views: 145 
Size: 111.2 KB 
ID: 705878

Pulkownik sap. Artur Gorski VM Silver Cross Nr: 5005

Click image for larger version. 

Name: Pplk Stanislaw Maguszewski VM.jpg 
Views: 220 
Size: 156.7 KB 
ID: 705879

Podpulkownik sap. Stanislaw Magnuszewski VM Silver Cross Nr: 6775

Click image for larger version. 

Name: Plk Stanislaw Magnuszewski.jpg 
Views: 161 
Size: 142.6 KB 
ID: 705880

Pulkownik sap. Stanislaw Magnuszewski VM Silver Cross Nr: 6775 KNzM

Click image for larger version. 

Name: Mjr Henryk Dobrzanski VM KN KW x 4 Mjr Hubal 1938 photo.JPG 
Views: 343 
Size: 93.2 KB 
ID: 705881

Major Henryk Dobrzanski VM Silver Cross Nr: 3822

Click image for larger version. 

Name: Gen Wladyslaw Anders in London 1945.jpg 
Views: 836 
Size: 224.5 KB 
ID: 705882

General Dyw. Wladyslaw Anders VM Silver Cross Nr: 2953, VM Gold Cross Nr: 19, VM Knights Cross Nr: 4, VM Commanders Cross Nr: 21

Now for two photographs taken at the Pilsudski Museum in London back in the early 1980's when invited to attend the Museum by a fellow work colleague Juliusz Englert.

Click image for larger version. 

Name: General Bryg Jozef Smolenski awards held at the Pilsudski Museum.jpg 
Views: 117 
Size: 135.4 KB 
ID: 705884

General Brygady Jozef Smolenski VM Silver Cross Nr: 2727

Click image for larger version. 

Name: General Bryg Marian Boleslawicz awards held at the Pilsudski Museum.jpg 
Views: 107 
Size: 90.7 KB 
ID: 705885

General Brygady Marian Boleslawicz VM Silver Cross Nr: 7501

Click image for larger version. 

Name: Plk Stanislaw Sosabowski.jpg 
Views: 105 
Size: 77.7 KB 
ID: 705886

Pulkownik dypl. Stanislaw Sosabowski VM Silver Cross Nr: 12236
Virtuti Militari cross, 5th class "wtornik", bearing characteristics of Gustaw Sosnowski manufacture.
Click to enlarge the picture Click to enlarge the picture Click image for larger version. 

Name: Gustaw Sosnowski B.jpg 
Views: 60 
Size: 213.8 KB 
ID: 724988   Click image for larger version. 

Name: Gustaw Sosnowski A.jpg 
Views: 77 
Size: 214.9 KB 
ID: 724987

Click image for larger version. 

Name: Gustaw Sosnowski C.jpg 
Views: 55 
Size: 202.3 KB 
ID: 724989

Virtuti Mlliltari cross 5th class, Palestine manufacture
Click to enlarge the picture Click to enlarge the picture Click image for larger version. 

Name: Palestyna A.jpg 
Views: 70 
Size: 220.5 KB 
ID: 724990   Click image for larger version. 

Name: Palestyna B.jpg 
Views: 56 
Size: 218.4 KB 
ID: 724991

Click image for larger version. 

Name: Palestyna C.jpg 
Views: 99 
Size: 203.4 KB 
ID: 724992
..
Lista nazwisk osób odznaczonych Orderem VIRTUTI MILITARI

 Proszę wybrać pierwszą literę nazwiska:
 L - Ł - M - N - O - P - R - Sa - Sn - So - Sz
  Ś - T - U - V - W - Z - Ź - Ż


sobota, września 03, 2016

Ekonomika bananowej 3rp


Leszek BalcerowiczNiedawno minęła któraś tam rocznica czegoś, co w powszechnej świadomości funkcjonuje pod nazwą „Planu Balcerowicza”. 

Mieliśmy pominąć to litościwym milczeniem, ale kwik oficjalnych mediów sprawia, że uznaliśmy iż warto zabrać głos, mając nadzieję na pobudzenie do myślenia niektórych przynajmniej czcicieli tzw. transformacji ustrojowej. Tak się bowiem dziwnie składa, że wszyscy niemal dziennikarze i ekonomiści (dopuszczeni do głosu) pieją z zachwytu nad tytaniczną pracą wyprofesorowanego Leszka Balcerowicza, nie wykraczając jednak poza utarte slogany o konieczności terapii szokowej i sukcesu jakim było przejście z gospodarki socjalistycznej do gospodarki rynkowej. Dopuszcza się oczywiście głosy przeciwne, ale artykułowane jedynie przez okrzykniętych uprzednio oszołomami ludźmi pokroju Andrzeja Leppera („Balcerowicz musi odejść”), albo przez przedstawicieli ortodoksyjnej lewicy („nie zadbano o najuboższych”). Prawica może wypowiadać się negatywnie o Planie Balcerowicza tylko gdy jest skrajna, albo gdy ma inny dyskredytujący ją atrybut  (np. jest pisowska). Rzeczowa dyskusja, a szczególnie rzeczowe argumenty są niedopuszczalne. Balcerowicz powinien przecież dostać Nobla… co patrząc na ostatnie wybryki Komitetu, nie jest wykluczone.
Całościowe ujęcie tematu wymagałoby oczywiście wielostronicowego opracowania, skupimy się zatem na kilku przemilczanych, lub zafałszowanych kwestiach. Postawimy też kilka niewygodnych pytań, na które czytelnik może spróbować znaleźć samodzielną odpowiedź. Aby to było możliwe nie należy zapominać o najprostszym fakcie, a mianowicie że wolny rynek jest naturalną emanacją działalności człowieka i w niemal każdej sytuacji tworzy się samoistnie. Zacznijmy więc od początku.


Co to jest inflacja?
Podobno wie to każde dziecko, mamy jednak wątpliwość czy jest to wiedza dostępna profesorom. Początkowo bowiem Leszek Balcerowicz (fakt, był wtedy tylko adiunktem)  tłumaczył społeczeństwu, że inflacja powstaje gdy na rynku są niedobory produktów i producenci mogą podnosić ich ceny. Niby prawda, ale już po dziesięciu latach ten sam Leszek Balcerowicz (fakt, już jako profesor) tłumaczył, że inflacja powstaje gdy na rynku jest za dużo pieniędzy i konsumenci mogą płacić więcej za produkty, których wprawdzie nie brakuje, ale producenci znowu mogą podnosić ich ceny (zwłaszcza gdy nie mają konkurencji). Niby też prawda, bo obie definicje są jakby dwiema stronami tego samego problemu i nie mogą działać w odosobnieniu. Pojawia się jednak drobne pytanie: skąd u licha na rynku brały się nieprzebrane ilości pieniędzy w początkach transformacji (rosły bowiem nie tylko ceny, ale i wynagrodzenia), gdy napływ kapitału zagranicznego był praktycznie zerowy? Czyżby jednak działała tylko druga część definicji? Czyżby nadmiar pieniądza był generowany celowo przez NBP i rząd?  Powie ktoś, że Balcerowicz właśnie zaczął dusić inflację. Trudno jednak uznać za sukces obniżenie jej do kilkudziesięciu procent rocznie. Wygląda raczej na to, że uznano ją za zjawisko pożyteczne dla wielu, o ile pozostaje w przewidywalnych ryzach, a Plan Balcerowicza dawał takie gwarancje. Czemu to miało służyć? No cóż, przy wysokiej inflacji wysokie jest też oprocentowanie depozytów i kredytów, a to daje szerokie pole do kręcenia lodów…


Bony, dolary, kupię!
Każda wolnorynkowa gospodarka ma wymienialną walutę. Za komuny mieliśmy kurs oficjalny (nie mający nic wspólnego z wartością złotówki) i kurs czarnorynkowy (substytut wolnorynkowego).  W czerwcu 1989 roku kurs czarnorynkowy dolara oscylował w okolicy 1800 starych złotych (miesięczne wynagrodzenie wynosiło w przeliczeniu ok. 25 dolarów). Potem zaczęło się istne szaleństwo. Dość powiedzieć, że sięgnęliśmy kursu w okolicach 4-7 tys. starych złotych, który został przez Leszka Balcerowicza dodatkowo zdewaluowany do 9500 zł i uznany za sztywny (!) kurs oficjalny. Jeśli ktoś myśli, że osiągnęliśmy w ten sposób wymienialność złotówki, to się niestety myli. Wielu odczuło to bardzo dotkliwie. Złotówka nie mogła być wymieniona za granicą, a jedynie w NBP. Kurs był ustalany arbitralnie w odniesieniu do jakiegoś koszyka walut i taka sytuacja trwała do roku 2001, a w pewnym sensie trwa do dziś (wymienialność złotówki jest raczej kwestią umowy między NBP i EBC). I tu ocieramy się o odpowiedź na postawione wcześniej pytanie, skąd u licha te nieprzebrane ilości pieniędzy generujących inflację w gospodarce niedoboru? Jeśli bowiem NBP w początkowej fazie płaciło zagranicznym spekulantom walutowym niebotyczne ceny za jednego dolara, to wystarczyło niewiele owych dolarów żeby zalać rynek coraz mniej wartymi złotówkami.  Skupmy się jednak na naszym bohaterze. Mocą swojego nazwiska udaje mu się utrzymać niemal stały kurs dolara i marki niemieckiej przez całą dekadę (po okresie krótkotrwałej hiperinflacji za jedną markę niemiecką płaciło się z drobnymi wahaniami ok. 2 nowych złotych, a zarobki oscylują w okolicy 200 DM miesięcznie). Jego liberalizm nie sięga jednak tak daleko aby uwolnić rynek walut, pytanie drugie narzuca się zatem samo: Jak nasz niedoszły jeszcze profesor obliczył wyżej wymieniony kurs wymiany i czy się przy tych wyliczeniach nie kopnął? Ponieważ pomysłowość polaków nie zna granic, do końca lat dziewięćdziesiątych obywatele polscy mają zakaz zakładania rachunków bankowych za granicą, zakaz przywożenia do kraju większej ilości dewiz i zakaz brania kredytów walutowych! Mogą brać kredyty w złotówkach… oprocentowane na ok. 45% w skali roku (stopę ustala podobnie jak dziś NBP, wówczas pod wodzą naszego dzielnego profesora i znanej skądinąd wybitnej ekonomistki Hanny Gronkiewicz-Waltz). Oczywiście depozyty i obligacje rządowe też są sowicie oprocentowane, na ok. 30-40%, co jest zrozumiałe przy szalejącej inflacji (walka trwa, krew się leje, ale hydra nie ustępuje)… a jeszcze bardziej zrozumiałe, gdy zestawimy to z niemal stałym kursem niemieckiej marki i prostym faktem, że za naszą zachodnią granicą hiperinflacja jest zjawiskiem nieznanym, a kredyty dostaje się od ręki na 3-6% w skali roku…


Mechanizm nr 1 – złoty depozyt.
Kto może (i jest nie tylko pomysłowy, ale nie boi się być gospodarczym przestępcą lub jest znajomym królika) przywozi do Polski dewizy pożyczone nielegalnie na zachodzie (na 6%), zamienia na złotówki, zakłada lokatę (na 40%) i po roku inkasuje czysty zysk na poziomie 30% (po zaokrągleniu z powodu niewielkich wahań kursowych i kosztów manipulacyjnych). Oczywiście nikt nie może mieć pewności, że kurs waluty będzie stabilny. No może prawie nikt, a jak wiadomo „prawie” czyni wielką różnicę. Jak grzyby po deszczu wyrastają w Polsce przedstawicielstwa zagranicznych banków, które są, a jakoby ich wcale nie było. Niby mają siedziby, szyldy i kadrę zarządzającą (nie trzeba dodawać skąd biorą się ci „fachowcy”), tylko jakoś „ludności” nie obsługują. Zajmują się tylko zamianą swoich dewiz (pożyczonych na pewnie mniej niż 6%) na złotówki i pożyczaniem tych złotówek polskiemu rządowi na 40%. Leszek Balcerowicz gwarantuje, że nasza gospodarka jest stabilna… czyli kurs walut prawie stały i inflacja też… tyle że wysoka. I o to w tym biznesie chodzi!


Mechanizm nr 2 – prywatyzacja za złotówkę.
Jeśli nie jesteś Polakiem i już założyłeś w Polsce bank, to pożyczone na zachodzie dewizy, możesz bez ryzyka wymienić na złotówki i pożyczyć je jakiejś fajnej fabryce (np. chemii gospodarczej, typu „Pollena”) na 45% rocznie. Takie fabryki mają w latach 90-tych ciągłe problemy z powodu przerostów zatrudnienia i gigantycznych zobowiązań podatkowych (m.in. z powodu wprowadzonego przez naszego bohatera „popiwku”), mają też wielki potencjał z uwagi na zwykle monopolistyczną pozycję na rynku. Tu warianty są dwa. Jeśli zakład spłaca swój kredyt, zarabiamy tylko tyle co w mechaniźmie nr 1. Możemy jednak zarobić znacznie więcej, jeżeli nasz kredytobiorca (choć zabrzmi to absurdalnie) jest nierzetelny i z powodu problemów nie oddaje nam pieniędzy. Teraz bowiem, jako dobry wujek możemy kupić całą tę fabrykę za 1 zł razem z jego (naszymi) długami, a potem dogadać się sami ze sobą co do sposobu spłaty. Oczywiście przed przejęciem majątek fabryki wyceni się na jakieś marne grosze (w końcu jest nierentowna), a potem dziwnym trafem okaże się, że sama działka, albo biurowiec są warte fortunę. Może być też tak (jeśli mamy dobry biznesplan), że zakład produkuje chodliwy towar, a wywalenie połowy załogi na zbitą mordę zagwarantuje rentowność przedsięwzięcia, w które nie włożyliśmy ani grosza (dlaczego ani grosza – bo np. przez pierwsze trzy lata kredytowania zakład wywiązywał się z płacenia odsetek, czyli oddał nam 120% włożonego kapitału).


Mechanizm nr 3 – zwolnienie z myślenia.
Jeśli nadal nie jesteś Polakiem, ale stosując poprzednie mechanizmy sprywatyzowałeś sobie jakiś przyjemny zakładzik, to dostajesz dodatkowy bonus – trzyletnie wakacje podatkowe. Masz pewność, że żaden polski przedsiębiorca, a tym bardziej zakład państwowy, którego jeszcze nie przechwyciłeś, nie da rady konkurować z tobą cenami, bo będzie musiał płacić podatek dochodowy (od osób prawnych ponad 32%), a ty nie! W ten sposób możesz przejąć kolejne państwowe zakłady, zaskarbiając sobie wdzięczność kolejnych polskich rządów, którym tak zależy na prywatyzacji. Oczywiście po trzech latach nadal nie musisz wcale płacić podatków. Wystarczy, że zmienisz nazwę firmy, albo zamienisz się z kolegą, który ten sam numer zrobił w innej branży. Możliwości jest wiele, bo w Polsce pieniądze leżą na ulicy.


Prywatyzacyjne sukcesy.
Trzeba przyznać, że dekada Leszka Balcerowicza obfitowała w prywatyzacyjne sukcesy. Na przykład wielkim sukcesem prywatyzacji było na pewno sprzedanie telekomunikacyjnego monopolisty TP SA państwowemu monopoliście francuskiemu France Telecom. Zaiste prywatyzacja przez upaństwowienie, w której wielki biznesowy talent objawił niejaki Kulczyk Jan, bowiem posiadając zaledwie 5% udziałów obsadzał najważniejsze stanowiska w zarządzie firmy. Wielki ten biznesmen jakoś nie jest doceniany na Zachodzie, widocznie z powodu żarliwego patriotyzmu interesy wychodzą mu tylko w Polsce.  Następnym sukcesem była sprzedaż legendarnej firmy „E. Wedel” za 30 mln dolarów łaskawcom z Pepsi.  Po trzech latach zwolnienia podatkowego (wartego znacznie więcej niż 30 mln. dolarów) okazało się, że firma jest warta dla Cadbury prawie dziesięciokrotnie więcej. No cóż, państwowy właściciel to nawet porządnie sprzedać nie umie (a może raczej nie umi, bo jest ze WSI). Sprzedano jednak jeszcze wiele zakładów (takich jak Huta Warszawa, Walcownia Norblin, WZT Polkolor), które przechodząc kilkakrotnie z rąk do rąk, wdeptały w ziemię kilkadziesiąt tysięcy pracowników, by w końcu udowodnić, że największą wartość stanowiła ziemia, na której stały – sprzedaż firmy tzw. inwestorowi strategicznemu okazywała się bowiem prawie zawsze wrogim przejęciem przez konkurencję.


Terapia szokowa.
Niektórzy są w szoku do dziś. I nie chodzi tu o porównywanie czasów obecnych z PRL-em. Żaden element komunistycznej gospodarki nie był w stanie przeżyć swoich czasów. Junta „generała” Jaruzelskiego staczała się bezpowrotnie do rynsztoka, ale to nie Leszek profesor Balcerowicz dokonał transformacji ustrojowej. On tylko próbował ręcznie sterować nieodwracalnym samoistnym procesem, co przyniosło jedynie niesprawiedliwy podział majątku narodowego, który zapewne został uzgodniony w Magdalence. Transformacji dokonaliśmy sami, stając z łóżkami polowymi na bazarach, przewożąc przez granice magnetowidy i komputery, zakładając tysiące małych rodzinnych firm i cicho klnąc, uciekając w szarą strefę przed totalnie niemoralnym fiskusem. Gdybyśmy, zamiast ulegać namowom naszego bohatera do transformacji ustrojowej, zaczęli wszystko budować od zera, w zupełnie wolnorynkowym żywiole (jak np. RFN po II Wojnie Światowej) – bylibyśmy dziś dużo dalej. Tego procesu nie możliwe było zatrzymać, bo nie da się zatrzymać lawiny, a to nie Balcerowicz ją wywołał. Niestety jego sprytny plan zapewnił „biznesmenom” z WSI, Żemkom i innym Gawronikom nieproporcjonalny udział w prywatyzacyjnych konfiturach i za to powinni oni ufundować mu co najmniej kilka nagród Nobla.


Transformacja Leszka Balcerowicza
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych stało się jasne, że dalsze dojenie polskiej gospodarki opisanymi mechanizmami przestaje mieć sens i staje się nazbyt widoczne. Wówczas nasz bohater przypomina sobie, że jest liberałem. Z wtorku na piątek (gdzieś tak w roku 2001) pozwala narodowi zaciągać kredyty walutowe, siłą rzeczy oprocentowane, jak wszędzie na świecie, na ok. 6% rocznie. Pociąga to za sobą konieczność obniżenia stopy refinansowej na narodowej walucie do ok. 13%. I nagle okazuje się, że również inflacja przestaje dokuczać polskiemu rynkowi. Jest prawie normalnie… ale prawie czyni wielką różnicę. Nie zmieniono bowiem jednego – nadal nie mamy wolnego rynku walutowego. Możemy wprawdzie wymienić złotówki w zagranicznych bankach, ale nie oznacza to, że zmieniono mechanizm ustalania kursu. Nadal jest on sztuczny i nie mający odniesienia do rynku (zachodnie banki zwracają polskie złotówki do NBP). Dowody na to są aż nadto widoczne. Po pierwsze, kurs Euro od prawie dziesięciu lat nie zmienił się (ok. 4,20 zł), a podobno nasza gospodarka rozwija się szybciej niż inne gospodarki europejskie. Powie ktoś, że jednak były wahania, zwłaszcza w roku 2007 i 2008. Tylko, że te wahania dowodzą właśnie braku rynku. Wystarczył bowiem napływ kilku miliardów Euro, aby złotówka umocniła się o 20% (do 3,3 zł) na przestrzeni kilku zaledwie miesięcy. Aby tego uniknąć należałoby dodrukować trochę banknotów… jednak lata dziewięćdziesiąte minęły i obowiązują nas normalne unijne standardy. O ile jednak co do kursu można dogadać się z EBC, o tyle fundusze spekulacyjne mają w nosie takie ustalenia i kierują się jedynie zyskiem… ale to już zupełnie inna historia.
prof. dr Andrzej Fidelis
Daliśmy się wydoić.

O mocnej walucie tusklandii

Kurs złotego czyli kolacja dla palantów


Wartości historyczne USD /PLN
<< | < | > | >>
Nr.DataOtwarcieNajwyższyNajniższyZamknięcie
3330 Gru 20163.931984.155793.705133.91350
3231 Gru 20153.543304.058603.526603.92555
3131 Gru 20143.014303.608602.993303.54120
3031 Gru 20133.064803.383102.985903.01800
2931 Gru 20123.435403.600903.049403.09350
2830 Gru 20112.975703.524502.631903.44430
2731 Gru 20102.870403.522002.726102.95790
2631 Gru 20092.979303.913002.699202.86020
2531 Gru 20082.451503.148702.018602.93830
2431 Gru 20072.885403.052802.419502.44650
2329 Gru 20063.247803.310202.851902.90180
2230 Gru 20053.015503.453302.900603.24470
2131 Gru 20043.740004.066902.967402.99940
2031 Gru 20033.827504.119303.661303.72530
1931 Gru 20023.963504.285603.818503.82800
1831 Gru 20014.120004.542703.923503.96230
1729 Gru 20004.110004.732004.006004.12800
1631 Gru 19993.490004.380003.400004.13000
1531 Gru 19983.515003.860003.347303.50500
1431 Gru 19972.865003.570002.859003.52000
1331 Gru 19962.468502.879502.464002.86690
1229 Gru 19952.437502.540002.315002.46400
1130 Gru 19942.141302.449202.141302.43720
1031 Gru 19931.577802.134501.577802.13450
931 Gru 19921.096201.578301.096201.57670
831 Gru 19910.950001.160600.950001.09570
731 Gru 19900.950000.950000.950000.95000
629 Gru 19890.050300.650000.050100.65000
530 Gru 19880.031400.050300.031400.05030
431 Gru 19870.019700.032000.019300.03160
331 Gru 19860.014800.020100.014700.01980
231 Gru 19850.013800.015900.013600.01480
131 Gru 19840.009800.012700.009800.01260
<< | < | > | >>
Pobierz dane w pliku csv...
















Lamentują dzisiaj wszyscy, roniąc krokodyle ślozy, że, cytuję za jakimś misiem z onetu: „kurs złotego najniższy od 21 lat”. Poza tym oczywistym kłamstwem, powielanym na salonie24 przez takich blogerów jak @stary, istnieją jeszcze fakty.
Podczas gdy 2,2% dewaluacja polskiej waluty postrzegana jest jako katastrofa na miarę zderzenia z supernową, analizując dane z ostatnich, powiedzmy, ośmiu lat dochodzimy np. do takich wspomnień:
Zaczynam nowy kontrakt, w dużym polskim mieście, kilkumiesięczny, z wynagrodzeniem denominowanym w euro. Jest styczeń 2008 roku. Na szczęście PiS nie rządzi bo kurs wymiany byłby inny niż ten, którego doświadczyłem. A tak jest na poziomie 3,6000. I w lipcu kończę szczęśliwy kontrakt. Kurs PLN/EUR wynosi 3,2063. Jestem dumny i blady z mojej waluty.  Trochę straciłem ale co tam. Najważniejsze, że złoty jest silny.
Pół roku później, w dniu 18 lutego 2009 roku, kurs PLN/EUR wynosi 4,8999.  To 36% więcej niż pół roku wcześniej, to 20% więcej niż dwa miesiące wcześniej.
Ale nikt nie panikuje, przynajmniej na medialnej powierzchni wydarzeń. Ileś tam set firm przymoczyło na hedgingu i futures-ach. Ale co tam. Wicepremier z PSL trochę się pomiotał, że im pomoże, potem wszyscy zapomnieli o sprawie, potem wice zapomniał, ze obiecał pomóc. O obywatelach nic nie powiedział nikt. Sprawy frankowiczów, eurowiczów i innych, co pobrali kredyty hipoteczne i inne, w walutach obcych nie było. Nie było żadnego „kryzysu zaufania dla waluty”, nie było obniżenia ratingów.
Z dzisiejszej perspektywy, wygląda na to, że nie było nic. W porównaniu z 3,2% dewaluacją złotówki w ciągu ostatnich trzech miesięcy, te siedem lat temu 20% w ciągu dwu miesięcy a 36% w ciągu pół roku to oczywiście tylko „gra sił wolnego rynku” i brak powodów do niepokoju. No bo ratingu przecież nie obniżyli. Allejuja!!
Zaraz, zaraz. Przecież wszyscy wiedzą że to była manipulacja kursem zorganizowana przez JP Morgan. No tak. Nie to co dzisiaj.  Dzisiaj jest katastrofa. Aha. No przecież wtedy rządziła koalicja POPSL, więc z założenia katastrofy być nie mogło.
Pytanie: kto ma czytelników i w ogóle Polaków za idiotów?