 |
| Pomnik w Postawach. Zdjęcie z ok. 1938 r. |
Tęsknota, sentyment, oczarowanie – Kresy... Świat, którego już nie ma.
Próbujemy odnaleźć go w książkach, na starych zdjęciach, we
wspomnieniach…
Pan Eugeniusz Gaul urodził się w 1929 roku w wolnej i niepodległej
Polsce w miasteczku Postawy na Wileńszczyźnie. Był naocznym świadkiem
rozpoczęcia drugiej wojny światowej, sowieckiej, a potem niemieckiej
okupacji i powojennych represji wobec ludności polskiej. Pan Eugeniusz
uprzejmie zgodził się na wywiad dla bloga internetowego "Miasto Postawy i
okolice", za co serdecznie mu dziękuję.
Jeżeli Pan pozwoli, rozpoczniemy od pierwszej wojny światowej,
trwającej w latach 1914-1918. Wtedy w ciągu kilku lat linia frontu
przebiegała przez terytorium współczesnego powiatu postawskiego, dzieląc
go od północy na południe na dwie równe części. Co Pan słyszał o
tamtych wydarzeniach od ludzi starszego pokolenia?
Z relacji mojego ojca Ignacego Gaula, naocznego obserwatora, wynika, że
front niemiecko-rosyjski w czasie pierwszej wojny światowej przebiegał
od jeziora Narocz, Kupa, Kobylnik, po Jeziorze Zadziewskim obok miasta
Postawy w kierunku na Brasław – Dyneburg. W tym czasie ojciec miał
siedemnaście lat. Mieszkał w zaścianku Benapol z ojcem i sześcioma
braćmi. Prowadzili gospodarstwo rolne o powierzchni czterdziestu
hektarów. Dwóch braci ojca, Feliksa i Floriana, wcielono do wojska
rosyjskiego. Florian posiadał gospodarstwo rolne między jeziorami
Szwakszty Duże i Szwakszty Małe. Niemcy z zachodu doszli do Jeziora
Zadziewskiego i tak miasto Postawy zostało po stronie rosyjskiej,
natomiast zaścianek Benapol - po stronie niemieckiej.
Mieszkańcy żyjący przy linii frontu zostali wysiedleni ze swoich domów,
ponieważ domy były drewniane i rozebrano je na budowę okopów, zarówno po
stronie niemieckiej jak i rosyjskiej. Front utrzymywał się przez trzy
lata. Po stronie niemieckiej był głód, natomiast po stronie rosyjskiej
głodu nie było. Ojciec w początkowej fazie przechodził przez front po
żywność, jednak został złapany przez Niemców i osadzony w obozie pracy
we wsi Mićkiany, w okolicy Szwakszt. Ludzie osadzeni w obozie budowali
umocnienia na linii frontu. Podobnie Rosjanie budowali okopy i również
wysiedlali mieszkańców miasteczka. Moja mama Apolonia, wówczas
dwunastoletnia dziewczynka, mieszkała u siostry Marii, żony rosyjskiego
urzędnika, w Postawach przy ul. Zadziewskiej nr 21, w dużym drewnianym
domu. Później cała rodzina została ewakuowana do miasta Tuły (Rosja).
W czasie walk rosyjska artyleria zniszczyła murowany kościół katolicki
za jeziorem w Zadziewiu, natomiast w Postawach kościół i cerkiew nie
ucierpiały. Po froncie niemieckim pozostał betonowy bunkier przed wsią
Duki i przeszkody z kolczastego drutu na dnie Jeziora Zadziewskiego. Po
stronie rosyjskiej natomiast, przed rzeką, na wzgórzu, częściowo
zachowały się okopy ziemne, w których, gdy paśliśmy tam konie,
wykopywaliśmy naboje do rosyjskich karabinów. Pozyskiwany z tych naboi
proch był używany do rozsadzania kamieni potrzebnych na podmurówki
budynków.
Panie Eugeniuszu, jak wyglądały Postawy przed drugą wojną światową?
W centrum Postaw był wybrukowany rynek. W południowej jego części
znajdowały się sukiennice – okrągłe kramy żydowskie. W północnej części
rynku rozpoczynała się ulica Brasławska, w południowej ulica Wileńska,
we wschodniej Łuczajska, a w zachodniej Zadziewska. U wylotu tej ulicy
na murowanym budynku była umieszczona tablica pamiątkowa, informująca,
że Józef Piłsudski na początku XX wieku ukrywał się tu przed
aresztowaniem. Nauczycielka pani Maria Sołowiej podczas wycieczki naszej
klasy opowiedziała, że Ziuka przebrano w strój kobiety, w chustę na
głowę i długą suknię. W czasie rewizji doił krowę. Żandarmi nie wykryli
tego fortelu.
Po prawej stronie na początku ul. Wileńskiej w piętrowym budynku była
apteka państwa Kęstowiczów, rodziców znanego aktora, którzy byli
spokrewnieni z rodziną Piłsudskich. Sam Zygmunt Kęstowicz w wywiadzie
dla Telewizji Polskiej wspominał, że będąc dzieckiem siedział na
kolanach Marszałka. Gdy miałem sześć lat, nosiłem na rękawie czarną
opaskę żałobną po Marszałku i uczestniczyłem w kościele postawskim w
mszy żałobnej. Do szkoły, usytuowanej w pałacu Tyzenhauza przy ul.
Wileńskiej, chodziłem od pierwszej klasy. Obserwowałem budowę szosy do
Wilna, gmachu sądu, szpitala i nowego budynku szkoły.
Chodziłem do kina mieszczącego
się przy ul. Łuczajskiej i Zarzecznej na rogu w Domu Ludowym. Na
ulicach przedwojennych Postaw oświetlenie było elektryczne. Pracowały 2
elektrownie, prywatna Żyda Pergamenta przy młynie, i w koszarach 23-go
Pułku Ułanów.
Bardzo dobrze pamiętam budynek starostwa. Jak wspomniałem, obok, z
jeziorka parkowego, przepływał strumyk, w którym wiosną w okresie tarła
okoni łowiłem je rękoma. Zimą niefortunnie na żelaznych sankach z góry
Garbarka zjechałem wprost do ogrodzonego drutem kolczastym sadu hrabiego
Przeździeckiego. Niebezpiecznie skaleczyłem twarz, byłem cały
zakrwawiony. Urzędnik ze starostwa zaniósł mnie do przychodni, gdzie na
rozdarte wargi lekarze założyli klamry. Niestety pamiętam tylko to, że
na te sanki popchnęli mnie koledzy. Po zjechaniu z góry straciłem
przytomność.
W roku 1935 przeniesiono 23 Pułk Ułanów Grodzieńskich z Podbrodzia do
Postaw, gdzie już wcześniej wybudowano najnowocześniejsze w Polsce
koszary. Co Pan pamięta o stacjonowaniu tego pułku w Postawach?
Nowoczesne koszary 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich usytuowano w lesie, na
wschód od stacji kolejowej Postawy. Do koszar prowadziła brukowana
droga, którą plutony maszerowały do kościoła. Lubiłem uczestniczyć w
świętach państwowych, pułkowych i capstrzykach. Często odbywały się
zawody i pokazy sprawności ułańskiej. Obserwowałem ćwiczenia ułanów na
dużym placu przy ul. Zarzecznej w Postawach. Kibiców częstowano
grochówką z kuchni wojskowej. Latem w pogodne dni w muszli na Garbarce
grała pułkowa orkiestra. Młodzież uczestniczyła w zabawie i tańcach.
Na placu ćwiczeń za dużym stawem przy ulicy Zarzecznej odbywały się
turnieje, zawody i pokazy. Pamiętam, jak na placu rynkowym w Postawach
odbywały się defilady 23 pułku ułanów. Plac był sporych rozmiarów, cały
brukowany. Pośrodku placu były żydowskie sukiennice, tak zwane ”okrągłe
kramy”. Wejścia do sklepików były od wewnątrz. Cały plac okalał chodnik z
betonowych płyt, na którym ustawiali się mieszkańcy miasta i oglądali
defiladę. Trybunę przeważnie ustawiano przy kasynie oficerskim. Na
podwyższeniu
stali wyżsi dowódcy i władze powiatu. Z ulicy Łuczajskiej na prawo na
plac pierwsza skręcała orkiestra pułkowa, za nią poczet ze sztandarem
pułkowym, szwadrony ułanów, wszyscy w szyku marszowym dookoła rynku.
Widziałem „Hubertowiny” w 23 pułku. Jeden z ansamblu oficerów miał
przyczepiony do ramienia ogon rudego lisa. Pozostali na koniach w
gonitwie przez różne wertepy starali się zdobyć (zerwać) ogon lisa i w
ten sposób zostać zwycięzcą „pogoni za lisem”.
W 1935 roku uczestniczyłem w uroczystej mszy świętej żałobnej za duszę
Marszałka. W naszym kościele było wtedy kilka plutonów ułanów w pełnym
uzbrojeniu (broń, szable, lance).
W czasie okupacji niemieckiej mój Ojciec kilka razy pełnił w koszarach
okresowy dyżur przeciwpożarowy, ponieważ należał do ochotniczej straży
pożarnej. Wówczas mogłem zwiedzić koszary byłego 23 Pułku Ułanów
Grodzieńskich. Podobały mi się wanny w łazienkach, prysznice i centralne
ogrzewanie.
Według statystyk w latach trzydziestych XX wieku 52% mieszkańców
powiatu postawskiego stanowili Polacy, a 48% Białorusini i Żydzi. Jakim
językiem posługiwała się wtedy większość ludności?
W Postawach przed wojną większość mieszkańców rozmawiała po polsku.
Część używała języka tak zwanego „tutejszego”, według mnie „slangu”
mużyckiego, czyli mieszanki polsko– rosyjsko– białoruskiej.
Przed wojną w Postawach rozpoczęto budowę powiatowego szpitala, ale nie wiem przy jakiej ulicy on się mieścił?
Szpital budowano przy ul. Zadziewskiej, po lewej stronie na końcu ulicy.
Do 1 września 1939 r. piętrową budowlę z cegły pokryto gontem. Budynek w
stanie zamkniętym pozostał bez wyposażenia. W sąsiedztwie szpitala
wcześniej wybudowano publiczną szkołę, do której uczęszczałem jako uczeń
3 i 4 klasy. Rozpoczęto też budowę gmachu sądu przy ul. Wileńskiej, za
strumykiem płynącym z jeziorka parkowego, obok gmachu starostwa.
Co Pan pamięta o Komendzie Policji Państwowej w Postawach? Może zna
Pan losy któregoś z policjantów? Pytam o to dlatego, że po 17 września
1939 r. część z nich została przez NKWD rozstrzelana w Berezweczu (koło
Głębokiego), a część uwięziona w sowieckich łagrach.
Komenda Policji mieściła się przy ul. Wileńskiej. Wtedy miałem dziesięć
lat. Nie chuliganiłem i nie miałem żadnego kontaktu z policją. Nie
pamiętam żadnych nazwisk. W mojej klasie był syn policjanta; imienia nie
pamiętam, nazwisko Ciężarek, albo przezwisko, bo jego ojciec był gruby.
Ogólnie policja postawska „dokuczała” mieszkańcom. Pilnowała porządku.
Sypały się mandaty za końskie ekskrementy i tym podobne. Mieszkańcy
byli zobowiązani przed swoją posesją codziennie uprzątać chodnik i pół
szerokości brukowanej jezdni.
Co Pan pamięta o początku drugiej wojny światowej i o wtargnięciu Sowietów?
We wrześniu 1939r. w Postawach nie spodziewano się okupacji sowieckiej
. Najbardziej
baliśmy się nalotów samolotów niemieckich. Kopaliśmy w ogrodach
schrony. Szyby w oknach zaklejaliśmy taśmami z papieru. Organizowano
szkolenia przeciwgazowe. Sąsiad nasz Sartatowicz miał radio lampowe,
toteż sąsiedzi słuchali komunikatów; najczęściej cyfrowe „nadchodzi,
przeszedł...”. Pan Masalski miał radio kryształkowe, które dobrze
odbierało radiostację wileńską.
Ojciec mój był magazynierem w hurtowni Polskiego Monopolu Spirytusowego.
Mając pieniądze i doświadczenie z pierwszej wojny światowej, zaprzągł
do wozu konia i pojechał do żydowskich sklepów. Nakupił dużo worków
soli, cukru, skrzynię mydła „Jeleń”, skrzynię tytoniu grodzieńskiego i
tutek z gilzy oraz wiele artykułów pierwszej potrzeby. W tym czasie
zauważyłem większy nadzór władz Rzeczypospolitej Polskiej nad niektórymi
mieszkańcami Postaw. Rozchodziły się pogłoski o niemieckich szpiegach.
Słyszałem, że ogólnie znany żebrak, sekciarski kaznodzieja, okazał się
szpiegiem niemieckim, gdyż został przyłapany na gorącym uczynku
szkodzenia łączności.
Moi rodzice posiadali tak zwany dom na dwa końce: jedną część
wynajmowali Żydówce Chajce-Chaicie, która prowadziła koszerną kuchnię
dla żydowskich kupców. Od nich mieliśmy dużo aktualnych wiadomości o
ogólnej sytuacji.
Poza tym w jednym z pokoików mieszkało u nas dwóch robotników, którzy
mieli zakaz mieszkania przy granicy sowieckiej i byli pod nadzorem
policji. Jako tak zwani „polityczni” po odbyciu kary mieli pomoc
finansową od Stefanii Sempołowskiej. Co miesiąc otrzymywali po 80 zł
zasiłku. Byli zwolennikami Sowietów i kontaktowali się z miejscowymi
komunistami. Od nich ojciec dowiedział się o możliwości napadu Sowietów
na Polskę i o wielu aresztowaniach. Radził, aby A. Markiewicz –
właściciel hurtowni i inni zagrożeni uciekli. Ojciec nawet proponował
konia z wozem, aby udać się na Litwę, jednak panowie nie dali wiary i
pozostali na miejscu.
Do czasu wkroczenia bolszewików nie słyszałem o Białorusi. Nie było
literatury białoruskiej i państwa. Miejscowi komuniści i Żydzi szybko
wystawili powitalną bramę z napisem "Dobro Pożałować" i witali kwiatami i
chlebem z solą pierwsze sowieckie czołgi. Zorganizowali „miting”, na
którym przemawiali komuniści, elegancko świątecznie ubrani w garnitury i
skórzane buty. Narzekali, że "panowie" ich gnębili. Żydzi cieszyli się,
że nastanie ich władza, a sąsiad rymarz powiedział do mojego ojca:
"No i co, panie Gaul, Żyd parch zniknie, a będzie ogólnie szanowany jewrej".
Przed wjazdem radzieckich czołgów do Postaw komitet obywatelski miasta
zdążył zniszczyć przez potłuczenie butelki wódki w magazynie Polskiego
Monopolu Spirytusowego, gdzie mój tata był magazynierem i posiadał
klucze. Byłem przy tym, znam miejsce zniszczenia wódki na brzegu stawu,
gdzie pozostała kupa szkła po butelkach. Kilka wrzucono do stawu na
pamiątkę. Utworzono też grupę obywatelską uzbrojoną w broń myśliwską do
pilnowania względnego porządku w mieście. Do tej grupy należał mój
kuzyn, syn mojej cioci Jan Adamkowicz, niestety nie żyje.
Gdzie w Postawach w latach 1939-1941 mieściła się siedziba NKWD i co Pan pamięta o represjach?
Trudno mi określić, gdzie była siedziba NKWD. W okresie 1939-1941 na
ulicę Brasławską, do podpiwniczonego budynku w pobliżu kapliczki,
nosiłem przez kilka dni jedzenie dla aresztowanych Markiewicza,
Więckowskiego, Rembalskiego i Urbana. Od pierwszego dnia wszystkie
piwnice w miasteczku wykorzystali enkawudziści, osadzając w nich
aresztowanych urzędników, nauczycieli i inteligencję. Na ulicę Wileńską
do aresztu w gmachu po izbie skarbowej żołnierze w charakterystycznych
czapkach, z bagnetami na karabinach, doprowadzali ludzi.
Według wspomnień niektórych byłych mieszkańców Wileńszczyzny podczas
pierwszej sowieckiej okupacji (1939-1941) Żydzi aktywnie współpracowali z
NKWD, chodzili z czerwonymi opaskami na rękawach i pomagali NKWD-zistom
w aresztowaniu Polaków. Czy przydarzało się coś podobnego w Postawach?
Potwierdzam to. Żydzi w okresie „pierwszych Sowietów” współpracowali z
nową władzą, do której szybko dostali się młodzi obejmując stanowiska
kierownicze i z drobnych handlarzy stali się nauczycielami,
"predsiedatielami" i innymi "czynownikami". Przyjęli szybko sposób
ubierania się i zachowania okupantów.
Żydzi, szczególnie młodzi, lubowali ubierać się w "briuki i rubaszki"
(spodnie i koszule) wojskowe, strzygli się „na zerówkę” i upodabniali do
żołnierzy. Po zajęciu Postaw przez Niemców w 1941r. wielu już w
pierwszym dniu trafiło do niewoli razem z "krasnoarmiejcami". Znam
przypadek, gdy tak ubrany Żyd wyszedł na ulicę popatrzeć na niemieckie
wojsko i został zatrzymany. Jego rodzina wstawiła się za nim,
tłumaczyła, że on nie jest żołnierzem. Całą rodzinę z ulicy
Zadziewskiej, kilka domów dalej za naszym, zaprowadzono za cmentarz przy
ul. Cichej i rozstrzelano. Niemcy zebrali z miasta Żydów i umieścili
ich pod sukiennicami jako zakładników, a w środku kramów zamknęli
Rosjan. Ogłosili, że jeśli zginie chociaż jeden niemiecki żołnierz, to
rozstrzelają wszystkich zakładników.
Co działo się w Postawach 22 czerwca 1941r., kiedy rozpoczęła się wojna niemiecko-radziecka? Dobrze zapamiętałem 22 czerwca 1941 roku. Była to niedziela. Głośniki na słupach od rana wrzeszczały:
„niemiecko- faszystowskaja świnia wlezła w nasz sowieckij agarod”.
Rankiem zwożono rannych lotników; w latach 1940-1941r. w Postawach
mieściła się szkoła pilotów. Nie pamiętam daty wkroczenia Niemców do
miasta. Pamiętam ogólny chaos, od samego początku ucieczki Rosjan i
Żydów-czynowników na wschód. Dużo radzieckich żołnierzy przechodziło z
zachodu na wschód, prosząc o cokolwiek do zjedzenia. Ojciec
przyprowadził czterech do domu; mówili, że „odstali od czaści”
(jednostki wojskowej), nie mieli broni. Żołnierzy z bronią zatrzymywano
do zorganizowanej obrony.
Mówili:
„Bez boja Postawy nie oddadzim”. Skutek był taki, że
Niemcy od strony wsi Zadziewie (mieszkaliśmy przy ul. Zadziewskiej ) w
ciągu dwóch godzin walki zabili kilkuset czerwonoarmistów, a Niemców
zginęło chyba tylko siedmiu. Okupacja niemiecka to szeroki temat. Oni
umocnili teren pałacu Tyzenhauza i parku u wylotu ulicy na Wilno,
wybudowali bunkry ziemne i ogrodzili się drutem kolczastym. Komendantura
żandarmerii była w lokalu izby skarbowej. Było 11 żandarmów i 90
białoruskich policjantów. Policją białoruską dowodził żandarm Willy,
który dobrze mówił po polsku. Do policji wstąpili Polacy - ochotnicy z
miasta i okolic, aby uniknąć wysyłki na roboty. Byli to synowie
znajomych gospodarzy i naszych krewnych, spośród których większość
znałem osobiście.
Pod wieczór mieli zwyczaj maszerowania po ulicach i dookoła rynku ze
śpiewem polskich piosenek np. „Wojenko, wojenko”, „Przybyli ułani pod
okienko”. Czterech krewnych mieszkało w naszym domu. Większość należała
do AK. Uzbrojeni byli w holenderskie karabiny i naboje. Nocami często
organizowali koło swoich wiosek zasadzki na sowiecką partyzantkę.
Zaoszczędzone naboje dawali mi na przechowanie. Niemcy im wydzielali
tylko po 20 sztuk. Codziennie chodzili na ćwiczenia i musztrę
białoruską, komendy której wyśmiewali. Broń przechowywano u Niemców.
Za co Niemcy rozstrzelali księdza Bolesława Maciejewskiego, proboszcza postawskiej parafii?
Ks. Bolesław Maciejewski został rozstrzelany przez Niemców, ponieważ nie
wydał dzwonów z naszego kościoła. Miejsce jego pochówku nie jest znane.
Przy kościele znajduje się symboliczny nagrobek, wykonany przez pana
Mariana Bumblisa.
Co Pan wie o polskiej konspiracji w Postawach podczas drugiej wojny światowej?
W Postawach podczas drugiej wojny światowej istniała polska konspiracja
związana z AK. Należeli do niej moi kuzyni Gaule, Mieczysław Kryczało,
Czesław Siwicki (w PRL-u był prokuratorem w Olsztynie), Władysław
Krakuć, Franciszek Pietkiewicz, Dalecki, Kuksa, Lewkowicz i prawie cały
skład policji białoruskiej. W swojej królikarni, w pustakach z betonu,
ukrywałem amunicję do karabinów holenderskich, rosyjskich i niemieckich
oraz materiały wybuchowe, kostki trotylu, miny i pociski do moździerzy.
Znałem Naumczyka, Alchimowicza i Eugeniusza Łukjańca, z którym do
dzisiaj się koleguję. Mieliśmy kontakt z „Łupaszką” (Zygmunt
Szendzielarz, dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK).
Czym podczas wojny zajmowali się sowieccy partyzanci, a raczej
bandyci, z brygady Fiodora Markowa, która działała na terenie powiatu
postawskiego?
Banda Fiodora Markowa zajmowała się rabunkami; okradali okolicznych rolników. Nasi akowcy ich zwalczali.
W jakim nastroju w lipcu 1944r. spotykali postawianie drugie przyjście Sowietów?
Drugie przyjście Sowietów przeżyliśmy 8 km poza Postawami, we wsi
Rodzie, u stryja Michała. Byliśmy tu przez kilka dni na linii frontu.
Sowieci ostrzelali z "katiuszy" wioskę, w której zapalili kilka
budynków. Armaty niemieckie odjechały wieczorem. Rankiem przyszli z
karnej pierwszej linii sowieccy „szpicy” bez broni, z kilkoma
śmierdzącymi śledziami, i prosili, by dać im cokolwiek "pokuszać". Kilka
dni po zajęciu okupacyjnym dowiedzieliśmy się, że granicę Polski
przesunięto na zachód za rzekę Bug.
Ogłoszono mobilizację mężczyzn. Wszystkich z Postaw pognano pieszo 70 km
do Krasnego koło Mołodeczna. Mój ojciec też tam był przez siedem dni.
Zmobilizowanych posegregowano według narodowości. Polaków w wieku do 45
lat do polskiego wojska, a przedstawicieli innych nacji do Armii
Czerwonej. Po trzech dniach szkolenia wysłano wszystkich na front. Ojca
zwolniono (miał 47 lat). Powrócił i zatrudnił się w "Ochranie Pocztowoj
Świazi" (łączność pocztowa). Nastrój postawian był fatalny. Aresztowania
ukrywających się przed poborem do wojska, sądy i wysyłka do łagrów. W
takiej atmosferze ojciec zapisał rodzinę na repatriację do województwa
poznańskiego, aby nie trafić do Kazachstanu lub na Syberię.
Dziękuję, że zgodził się Pan odpowiedzieć na moje pytania.
 |
| Defilada 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich w Postawach,
19 marca 1939 r. Na trybunie, z prawej (nad godłem), stoi ppłk. Zygmunt
Miłkowski, dowódca pułku. Zdjęcie przesłał Franciszek Chomicz. Serdecznie dziękuję. |