n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

sobota, stycznia 07, 2017

Albo - albo, Polacy


Największa psychuszka nowoczesnej Europy

SEE
III RP, podczas swojego dwudziestopięcioletniego „rozwoju”, doszła właśnie do fazy zakładu psychiatrycznego o charakterze otwartym. I rzec można bez większej obawy o przesadę, że niepełnosprytność intelektualna dotknęła niczym syfilis i ebola, razem wzięte, zarówno gadające w telewizorach głowy, "ekspertuf", rzeczników, czyli de facto niedorzeczników partyj roztomaitych a i organizacji wszelakich.
Upośledzenie umysłowe dotknęło dziennikarzy piszących i mówiących czyli pieprzących androny ustnie i pisemnie we wszelakich przekaźnikach, które jedno tylko mają zadanie i jedną misję dziejową. Chronić władzuchnę ukochaną! Chronić za wszelką cenę! Bez względu na wszystko! Bo ona, ta władzuchna właśnie, zapewnia im chlebuś z szyneczką, a niektórym nawet kawiorek, szampan (także z dziwką) i truskawki...

I nie byłoby w powyższym nic szczególnie groźnego gdyby zaraza płynąca z muss mędiów głównego ścieku nie zarażała pomału, podstępnie i nieodwracalnie ich konsumentów masowych. Ergo Polaków zniszczonych w wyniku dziejowego niefarta, osłabionych, z lekka czasem nerwowych a przede wszystkim pozbawionych elementarnych podstaw – fundamentów aksjologicznych, które przez tysiąclecie już pozwalały odróżniać zarówno prawdę od fałszu, jak i zło od dobra. Ale także pozwalały świat uporządkowywać i świat rozumieć.
I to wszystko, w czasie 25 lat „wolności” szlag nagły był trafił i krew troista zalała. Doszło do mózgów Polaków pomieszania a u wielu się gówno z rozumem tak zmiksowało, że patrzą w ekran na mordę Szejnfelda czy innego psycho-Stefana niezdolni do wyłączenia pudła, splunięcia i zabrania rodziny na spacer...
Niezdolni do żadnej reakcji kiedy już wiedzą, że są okradani, że ich wnuki nie spłacą „ich” długów. Niezdolni do żadnej reakcji kiedy wiedzą już nawet, że ich państwo jest tylko teoretyczne, że ich rząd „robi laskę Amerykanom” a poza tym, że „ch... dupa i kamieni kupa”.
Nie zauważają języka państwowej elity, który to język mówi o niej więcej niż tysiące naukowych rozpraw. Który empirycznie dowodzi, że są bandą żuli godną splunięcia i kopnięcia w dupę bo nawet rozmowa z tym chłamem uwłacza człowieczej godności.
A świat nie stoi w miejscu. I nie poczeka aż nadwiślańskie plemię powróci znowu do poziomu państwowości, wytworzy prawdziwe elity, będzie świadome sensu i celu własnego istnienia, będzie umiało zdefiniować narodowe i państwowe interesy, cele, i będzie zdolne znaleźć narzędzia do ich realizacji.

Albo więc podniesiemy się z kolan i będziemy potrafili zaczerpnąć z tysiącletniego dziedzictwa wszystko to co nas przez wieki stanowiło, albo zginiemy. Albo odrzucimy aplikowaną nam kroplówkę z trutką na gryzonie i pawulonem, albo sczeźniemy do szczętu hańbiąc setki pokoleń, które Polskę przeniosły przez niejeden już potop barbarzyństwa aż do naszych dni.
Albo pozostaniemy szpitalem psychiatrycznym i skretyniali damy się gwałcić, poniżać i deptać. Albo zrzucimy kaftan bezpieczeństwa, rozerwiemy go na strzępy, podniesiemy głowy i wyprostujemy karki.

Nie mamy już czasu. Czas właśnie się dopełnia.

sobota, grudnia 31, 2016

Zkouška dospělosti. Karel KRYL

Zkouška dospělosti ..

____________________________________________________________________

DODATEK  sylwestrowy

Dej mi víc své lásky   OLYMPIC ..

Chmel 1968 - nejhezčí ze všech chmelů, kdy podmínky byly spartanské (ze známých důvodů se téměř nic nestihlo zorganizovat), ale ještě bylo dobře. Na dalších chmelech už nám dovezli filmy, koncerty a spoustu podobných volovin, ale atmosféra byla v hajzlu. A tam se, mimo jiné hrála v podvečer na návsi tato písnička, už velmi známá.

niedziela, grudnia 18, 2016

O agenturze w 3rp

Nie wolno utrwalać kłamstw

W przestrzeni medialnej często pojawia się kłamstwo, jako narzędzie potrzebne kłamcy do osiągnięcia konkretnego politycznego celu. Zwykle bardzo szybko jest unieważnione wyjaśnieniami osoby, której kłamstwo dotyczy, ale  wyjaśnienia natychmiast są przykrywane przez wielokrotne powtarzanie tego samego kłamstwa. Jeśli nie ma sprawnie funkcjonujących sądów, które zdołają  powstrzymać taki proceder, kłamstwo zwycięża i trwa. Po pewnym czasie  konkretne kłamstwo traci swoją funkcjonalność, ale i tak trwa, by okazać swoją użyteczność, gdy przychodzi stosowna pora.
Dzisiaj czwórka młodych dziennikarzy w TVP Info komentowała aktualne wydarzenia, a ton nadawał jakiś młody człowiek z Onet.pl, który zastąpił red. A.Stankiewicza, zwykle zapraszanego jako polskojęzyczny przedstawiciel tego niemieckiego portalu.   Nie było w tej rozmowie niczego szczególnego, aż do momentu, gdy młody onetowiec uraczył wszystkich „anegdotą” o Wiesławie Chrzanowskim, straszliwie skrzywdzonym przez Antoniego Macierewicza oskarżeniem o agenturalność w 1992 roku. Potworność tego oskarżenia podkreślił opisem tortur, jakim poddany był więzień Chrzanowski, któremu wręcz rozrywano twarz.
Młody człowiek zakończył swój przygotowany wywód, został cierpliwie, ze zrozumieniem wysłuchany i nikt nawet tego nie skomentował, a tym bardziej nie sprostował. Dopiero chwilę później uświadomiłem sobie, że cała czwórka dziennikarzy, to ludzie tak młodzi, że mogą nie pamiętać czegoś, czego sami nie widzieli, a przyjęli za prawdę to, co im inni przekazali. Kłamstwo przetrwało i w całkiem innym czasie i innych okolicznościach jest dalej używane.
Trzeba więc jeszcze raz przywołać prawdę, by kłamstwo nie trwało. Było tak:
Uchwała przyjęta przez Sejm 28 maja 1992 r., nakazała ministrowi spraw wewnętrznych ujawnienie nazwisk posłów, senatorów, ministrów, wojewodów, sędziów i prokuratorów będących tajnymi współpracownikami UB i SB w latach 1945–1990. Uchwała nie dotyczyła współpracowników Wojskowej Służby Wewnętrznej.
4 czerwca 1992 rano Antoni Macierewicz, sprawujący wówczas funkcję ministra spraw wewnętrznych, przedstawił w Sejmie tzw. listę Macierewicza z nazwiskami osób zarejestrowanych w archiwach po byłej SB jako tajni współpracownicy UB i SB. Wbrew brzmieniu uchwały lustracyjnej Macierewicz podkreślił, że nie są to nazwiska agentów, ale osób, które w archiwach SB zostały zarejestrowane jako agenci.Wbrew uchwale Sejmu lista nie obejmowała nazwisk wojewodów, sędziów i prokuratorów. Na liście były nazwiska ówczesnego Prezydenta RP i ówczesnego Marszałka Sejmu, parlamentarzystów niemal ze wszystkich ugrupowań sejmowych, szefa doradców premiera, dwóch konstytucyjnych ministrów oraz 6 wiceministrów.
Minister Antoni Macierewicz wykonał najlepiej to, co mogło zapoczątkować cywilizowaną lustrację. Na całej liście był tylko jeden przypadek, w którym zbieżność nazwisk spowodowała omyłkowe zamieszczenie jednego z posłów. Już na następny dzień pomyłka była sprostowana i spokojnie przyjęta przez poszkodowanego. Jak później stało się jasne, identyczną listą dysponował A. Milczanowski, a zatem także L.Wałęsa. Najbardziej charakterystyczną histerię rozpętano wokół rzekomej krzywdy M.Boniego, który przez kolejnych 15 lat wypierał się współpracy, a gdy się przyznał, otrzymał publiczne stanowisko.
Najważniejsze w dzisiejszej „anegdocie” o krzywdzie jest to, że Wiesław Chrzanowski sam przyznał rację Macierewiczowi, stwierdzając, że archiwalna dokumentacja była prawdziwa. Z łatwością wyjaśnił dramatyczne okoliczności, w jakich dokumentacja powstała i na swoim przykładzie pokazał, jak bez trudności może się wybronić człowiek, jeśli jest niewinny. Tutaj trzeba z uznaniem przyjąć jego postawę i można pominąć późniejsze winy wobec Polski, gdy wprowadził w polską politykę kilka szczególnie ponurych postaci, pośród których wyróżniają się Michał Kamiński i Kazimierz Marcinkiewicz.
Młodemu człowiekowi z Onetu nie chciało się zajrzeć do Wikipedii i przyjął bez wahania utrwalone kłamstwo, bo mu pasowało. Mnie się też nie chciało szukać jego nazwiska; przewiduję zresztą bardzo krótką karierę dla kogoś z „onetową” plamą w życiorysie dziennikarskim. Inni uczestnicy tej rozmowy być może w niewiedzy spasowali.
 A jednak to kłamstwo o lustracji 1992 jest tak często powtarzane, że obowiązkowo, przy każdej okazji, trzeba go wycofywać z obiegu.


  

Komentarze

  • @Autor

    Najważniejsze w dzisiejszej „anegdocie” o krzywdzie jest to, że Wiesław Chrzanowski sam przyznał rację Macierewiczowi, stwierdzając, że archiwalna dokumentacja była prawdziwa. Z łatwością wyjaśnił dramatyczne okoliczności, w jakich dokumentacja powstała i na swoim przykładzie pokazał, jak bez trudności może się wybronić człowiek, jeśli jest niewinny.

    Przytoczmy wypowiedź ówczesnego marszałka sejmu. Na konferencji prasowej w lokalu Zarządu Głównego ZChN, która odbyła się kilka dni po 4 czerwca 1992 roku, prof. Chrzanowski oświadczył:

    Od roku 1981 byłem w częstym kontakcie z I sekretarzem ambasady włoskiej p. Marescą . Znajomość zawarłem przy udziale p. Konrada Sieniewicza, zamieszkałego w Rzymie, wówczas v-przewodniczącego Międzynarodówki Chrześcijańsko-Demokratycznej.

    W tym czasie byłem zresztą jednym z przyjmujących kilka delegacji włoskiej Chadecji np. p. Piccolli, przewodniczącego Międzynarodówki Chadeckiej. P. Maresca musiał interesować się mymi naświetleniami, gdyż np. w 1981 r. gdy Andreotti, czołowy polityk włoski przez dzień przebywał w Warszawie u córki będącej żoną młodego dyplomaty, samochodem zabrał mnie na spotkanie z Andreottim (później we Włoszech Andreotti jako minister spraw zagranicznych zaprosił mnie na spotkanie do swego mieszkania).

    Kontakty te zauważyli funkcjonariusze wywiadu MSW - dwóch z nich zwróciło się do mnie z przestrogą, że zachodzi podejrzenie przekazywania przeze mnie informacji szpiegowskich choćby nieświadomie, p. Maresca jest bowiem podejrzewany o szpiegostwo.

    Odpowiedziałem, że po pierwsze nie mam wiadomości o charakterze cennym dla szpiega, więc nie mogę ich przekazywać. Po drugie, jako obywatel nigdy bym takich wiadomości przedstawicielowi innego państwa nie przekazywał. Po trzecie, p. Maresca w zasadzie nie wypytuje mnie, lecz przedstawia poglądy włoskie na nasze sprawy.

    P. Marescę poinformowałem o tym fakcie i prosiłem, by zaniechał kontaktów ze mną (poza przyjęciami w ambasadzie). Niezbyt to przestrzegał, więc jeszcze raz powtórzyła się rozmowa analogiczna do pierwszej. Wkrótce potem - pan Maresca wyjechał - mianowany ambasadorem w Nigerii.

    Chyba to stwierdzenie, że nigdy bym nie przekazywał wiadomości szpiegowskich stało się przyczyną umieszczenia mnie w kartotece jako "tajnego współpracownika" wywiadu MSW. Zaznaczam, że według informacji w MSW materiały tej sprawy są zniszczone.


    W 1997 roku Wydawnictwo <<ad astra>> opublikowało autobiografię, wówczas 74-letniego, prof. Wiesława Chrzanowskiego. Historia jego życiowych dokonań przedstawiona została w formie rozmowy, którą przeprowadzili z Chrzanowskim Piotr Mierecki i Bogusław Kiernicki.

    Wiesław Chrzanowski wspomina tam m.in. dni czerwcowe 1992 roku:

    W kilka dni po przekazaniu tych informacji przez ministra Macierewicza Sejmowi, odbyło się posiedzenie Komitetu Politycznego ZChN-u, a później Zarządu Głównego ZChN-u. Na obu tych gremiach min. Macierewicz - ówcześnie v-prezes Zarządu - stwierdził, że w świetle znanych mu materiałów nie ma podstaw do zarzucenia prezesowi Chrzanowskiemu, by przekazywał jakieś doniesienia służbom bezpieczeństwa. Zarząd łącznie z Macierewiczem, po wysłuchaniu także Stefana Niesiołowskiego, jednomyślnie wyraził mi votum zaufania.

    Wydaje mi się, że w okresie "afery teczkowej" Włosi zorientowali się, na jakie nieprzyjemności po latach naraziły mnie kontakty z ich ambasadą. Chyba w końcu czerwca 1992 roku ambasador Manci wydał kolację na mą cześć, w której uczestniczyło kilkanaście osób. Wygłosił adresowane do mnie bardzo serdeczne przemówienie. A późną wiosną 1993 r. przy okazji jakiejś wizyty w Polsce po zakończeniu już swej misji w Nigerii p. Maresca odwiedził mnie w Sejmie wyrażając m.in. ubolewanie w związku z tą sprawą i wspominając nasze kontakty.

    Nigdy nie byłem przeciwnikiem lustracji. Co do akcji lustracyjnej rządu Olszewskiego, to moje zastrzeżenia nie dotyczą faktu umieszczenia mnie na liście, ale sposobu przeprowadzenia tej akcji, a nawet politycznego wykorzystania materiału lustracyjnego.



    Źródła:

    - Chrzanowski Wiesław: Pół wieku polityki czyli rzecz o obronie czynnej. Rozmowa. [z Wiesławem Chrzanowskim rozmawiali Piotr Mierecki i Bogusław Kiernicki], Wyd. <<ad astra>>, Warszawa, 1997, str. 325-327.

    - Graczyk Roman: Chrzanowski, Świat Książki, Warszawa, 2013, 382 str.

    - Bagieński Witold, Cenckiewicz Sławomir, Woyciechowski Piotr: Konfidenci. Archiwa ujawniają prawdę, Editions Spotkania, 2015, 720 str.

    Ocenie musi podlegać działalność prof. Chrzanowskiego z okresu kiedy pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. Chodzi o jego podejście do afery FOZZ, a także do śledztwa prowadzonego przez prokuratora Andrzeja Witkowskiego w sprawie zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki. Poniżej linki do dyskusji toczonej w "Rzeczpospolitej" po opublikowaniu książki Bagieńskiego, Cenckiewicza i Woyciechowskiego.

    Wiesław Chrzanowski w sidłach bezpieki - Graczyk, Cenckiewicz.

    Sprawa Chrzanowskiego: ważyć, kto i w czym zawinił - Jachowicz, Wyszkowski, Żyszkiewicz.

    W obronie pamięci marszałka Wiesława Chrzanowskiego
    WACEK SZPARAGA15.12 07:56
    0555
  • @Autor

    Panie profesorze!!
    Pan zapomniał o czymś..."milion gwoździ wbijanych codziennie do pustych łbów ciemnego ludu...etc."
    Gwoździe są produkowane w "reżyserce",a kowalami są usłużni funkcjonariusze medialni.
    Wszystkie media żyją ze Scoopów i Newsów i nieważne,czy te newsy są prawdziwe,prawdziwe sa tylko pieniądze...od Sorosa,z Brukseli,czy nawet mafii handlującej
    bronia i narkotykami...na banknotach €,$ nie ma napisane skąd przyszły...kogo to obchodzi?

    Podobno tylko dzięki kłamstwu,umiejetności kłamania...powstał gatunek homo...:-))
    POLLUX15.12 09:12
    0280
  • @WACEK SZPARAGA

    Serdecznie dziękuję za profesjonalne uzupełnienie mojej notki, w której oparłem się jedynie na własnej, amatorskiej" pamięci, że Chrzanowski sam przyznał rację A.M. i wcale nie czuł się skrzywdzony. Razem z załączonymi linkami wydaje się to być kompletne.
    Mamy jednak problem, że można po raz któryś wyjaśnić sprawę, a i tak za chwilę pojawi się "młody człowiek", który z butą rzuci ponownie to, albo kolejne kłamstwo. W takich sytuacjach jednak powinna być mocna reakcja, któregoś z uczestników rozmowy w studiu telewizyjnym.
    RAFAŁ BRODA15.12 09:20

wtorek, grudnia 06, 2016

W kRaju żulii


Palikotowa żulia, po raz enty, wykonując rzetelnie zadania płynące z Kremla, zajmuje puste łby Polactwa seksualnością Anny Grodzkiej. Czyniąc z niej samej monstrualną kukłę wykorzystywaną by, już za chwilę, wyrzucić ją jak szmacianą lalkę kopiąc jednocześnie w w arcykształtną dupę. No, jaki jest koń, każdy widzi. I jaka seksualność też...
Nie, żebym specjalnie cierpiał a sumienie moje doznawało dyskomfortu. Ostatecznie kim Anna Grodzka jest każdy, przytomny człowiek może się łacno dowiedzieć a i kim Anna Grodzka był takoż...

Ergo niedługie już jej posunięcie, po arcybolesnym wykorzystaniu, tyle mnie obchodzi jak i ona sama.
Ale...
Ale nie o nią tu idzie. Idzie zaś o rzeczy znacznie ważniejsze i poważniejsze.
Na krótką metę zasłona dymna o kryptonimie „Grodzka” ma przesłonić masom, które i tak są skretyniałe, daleko posunięte przygotowania do nowego rozdania. Ponieważ Donald Franciszek został uznany za kartę zgraną i już niepotrzebną, trwają intensywne prace nad budową nowego/starego kształtu i charakteru politycznego Rzeczpospolitej.
Obserwujemy ( no, ci, którzy coś jeszcze widzą i co nieco kumają) próby przetasowań. "Nowa prawica", "nowa endecja", "nowa lewica" i jakieś tam inne, ale koniecznie "nowe".
Pookrągłostołowe elyty, a nie są to same debile ( szuje, świnie, zdrajcy, sprzedawczyki i owszem, ale nie debile) uznały, że ich czas, w dotychczasowej formule się kończy. Tak więc zaczęli kombinować jak to samo przekształcić, by tym samym pozostało ale, w tak zwanym odbiorze, było czymś nowym. Tym razem, rzecz jasna, słusznym.
Rolę rozgrywającego wziął na siebie, ustawiany przez Dukaczewskiego, Palikot w cichej ale efektywnej współpracy z otoczeniem Bula, który, jak widomo, sam z siebie do wykrzesania jakiejkolwiek myśli twórczej nie jest, z przyrodzenia, zdony. No tak już ma...
A ponieważ to właśnie ciul z Biłgoraja jest w procesie tym arcyaktywny to znaczy, że rzeczą całą zajmują się nieistniejące formalnie ale rzeczywiście to i owszem WSI. A jeśli WSI to znaczy GRU. Ergo Moskwa przystąpiła do przemeblowywania polskiego domu na swoją ale jeszcze „lepszą” modłę. Nie zapominając o ewentualnej roli w tej zabawie, którą odegrać musi tak zwana Państwowa Komisja Wyborcza...
Oczywiście, choć to dalece jest mniej istotne, przykrywa się miliardowe przewały na środkach unijnych, kontraktach i pozycjonowaniu odpowiednich biznesmenów a i biznesłumenów również...
Ale jest i płaszczna głębsza i na dłuższą metę, jak sądzę, dużo groźniejsza.
Biorąc pod uwagę cały Stary Kontynent obserwujemy, że jego zbarbaryzownie nabiera przyspieszenia. Ukryta pod eleganckimi kostiumami i garniturami, krocząca w woalu drogich perfum, „ucywilizowana” bolszewia ustawicznie robi swoje. To jest ta sama bolszewia, która ma na swych rękach krew milionów. Ta sama azjatycka czerń nigdy nie osodzona w europejskim paradygmacie kulturowym, ale odwiecznie paradygmat ten podważająca i niszcząca. To jest ta sama barbaria. Tyle, że teraz nazywana, w ramach śmiertelnego raka zwanego polityczną poprawnością, np. lewicą, która wyrzynała, bez skrupułów, narody. W tym nas, Polaków.
Teraz ta konrkulturowa hołota nazywa się lewicą, socjaldemokracją. Bywa, że europejskie „oszołomy” nazywają to-to lewactwem.
Każdy system kulturowy, z którego wszak wynika porządek społeczny, prawny, polityczny i każdy inny, musi być zakorzeniony w spójnym obszarze aksjologicznym. Musi.
Inaczej też musi ale, szlag go trafić.
Banda ta zdziczała, która nigdy wcześniej, na taką skalę, nie zeszła z drzewa bo normy moralne cywilizacji europejskiej, ich siła i żywotność ich na tym drzewie trzymały, z drzewa zeszła, przybrała postawę wyprostowaną, ubrała się i wykształciła. Ale wciąż jest i pozostaje czernią.
I czerń ta uzbrojona w potężne mass media, dzień po dniu, niszczy same fundamenty Cywilizacji Zachodniej. Niszczy, znieprawia, poddaje w wątpliwość. Atakuje.
Rozwój wszystkich zjawisk opisanych powyżej możemy obserwować, na naszym kontynencie, mniej więcej od końca wieku XVIII a za ich początek można, bez większej obawy o pomyłkę, przyjąć arcykoszmarną w swoich dalekosiężnych skutkach Wielką Rewolucję Francuską-matkę wszystkich późniejszych rewolucji i obłąkańczych systemów filozoficznych i, co za tym idzie, politycznych.
Nie ma tu miejsca by tym tematem zająć się „padrobno”...
Tak więc: „Nie ma Boga” w życiu państw, narodów, społeczeństw. I skoro Go nie ma, nie ma też prawdy, nie ma dobra, nie ma norm. Nie ma ograniczeń.
Ale skoro: „Nie ma Boga” to jest Szatan, który udaje, że go nie ma. Od tysiącleci...
Albo dziś jesteśmy zdolni do opracowania polskiej doktryny narodowej opisującej stan obecny, cele i środki jej realizacji. Doktryny opartej na podstawowych wartościach kulturowych, definiującej państwo, społeczeństwo, naród oraz ich miejsce, rolę i cele w takim a nie innym otoczeniu politycznym. I znajdziemy w sobie dość determinacji i siły by tę doktrynę wdrożyć w życie albo...
Albo zginiemy.

sobota, listopada 05, 2016

Polskie miejsce na Kresach. Postawy k. Wilna

16.03.2016

Świat, którego już nie ma

Pomnik w Postawach. Zdjęcie z ok. 1938 r.
Tęsknota, sentyment, oczarowanie – Kresy... Świat, którego już nie ma. Próbujemy odnaleźć go w książkach, na starych zdjęciach, we wspomnieniach…

Pan Eugeniusz Gaul urodził się w 1929 roku w wolnej i niepodległej Polsce w miasteczku Postawy na Wileńszczyźnie. Był naocznym świadkiem rozpoczęcia drugiej wojny światowej, sowieckiej, a potem niemieckiej okupacji i powojennych represji wobec ludności polskiej. Pan Eugeniusz uprzejmie zgodził się na wywiad dla bloga internetowego "Miasto Postawy i okolice", za co serdecznie mu dziękuję.

Jeżeli Pan pozwoli, rozpoczniemy od pierwszej wojny światowej, trwającej w latach 1914-1918. Wtedy w ciągu kilku lat linia frontu przebiegała przez terytorium współczesnego powiatu postawskiego, dzieląc go od północy na południe na dwie równe części. Co Pan słyszał o tamtych wydarzeniach od ludzi starszego pokolenia?

Z relacji mojego ojca Ignacego Gaula, naocznego obserwatora, wynika, że front niemiecko-rosyjski w czasie pierwszej wojny światowej przebiegał od jeziora Narocz, Kupa, Kobylnik, po Jeziorze Zadziewskim obok miasta Postawy w kierunku na Brasław – Dyneburg. W tym czasie ojciec miał siedemnaście lat. Mieszkał w zaścianku Benapol z ojcem i sześcioma braćmi. Prowadzili gospodarstwo rolne o powierzchni czterdziestu hektarów. Dwóch braci ojca, Feliksa i Floriana, wcielono do wojska rosyjskiego. Florian posiadał gospodarstwo rolne między jeziorami Szwakszty Duże i Szwakszty Małe. Niemcy z zachodu doszli do Jeziora Zadziewskiego i tak miasto Postawy zostało po stronie rosyjskiej, natomiast zaścianek Benapol - po stronie niemieckiej.

Mieszkańcy żyjący przy linii frontu zostali wysiedleni ze swoich domów, ponieważ domy były drewniane i rozebrano je na budowę okopów, zarówno po stronie niemieckiej jak i rosyjskiej. Front utrzymywał się przez trzy lata. Po stronie niemieckiej był głód, natomiast po stronie rosyjskiej głodu nie było. Ojciec w początkowej fazie przechodził przez front po żywność, jednak został złapany przez Niemców i osadzony w obozie pracy we wsi Mićkiany, w okolicy Szwakszt. Ludzie osadzeni w obozie budowali umocnienia na linii frontu. Podobnie Rosjanie budowali okopy i również wysiedlali mieszkańców miasteczka. Moja mama Apolonia, wówczas dwunastoletnia dziewczynka, mieszkała u siostry Marii, żony rosyjskiego urzędnika, w Postawach przy ul. Zadziewskiej nr 21, w dużym drewnianym domu. Później cała rodzina została ewakuowana do miasta Tuły (Rosja).

W czasie walk rosyjska artyleria zniszczyła murowany kościół katolicki za jeziorem w Zadziewiu, natomiast w Postawach kościół i cerkiew nie ucierpiały. Po froncie niemieckim pozostał betonowy bunkier przed wsią Duki i przeszkody z kolczastego drutu na dnie Jeziora Zadziewskiego. Po stronie rosyjskiej natomiast, przed rzeką, na wzgórzu, częściowo zachowały się okopy ziemne, w których, gdy paśliśmy tam konie, wykopywaliśmy naboje do rosyjskich karabinów. Pozyskiwany z tych naboi proch był używany do rozsadzania kamieni potrzebnych na podmurówki budynków.

Panie Eugeniuszu, jak wyglądały Postawy przed drugą wojną światową?
W centrum Postaw był wybrukowany rynek. W południowej jego części znajdowały się sukiennice – okrągłe kramy żydowskie. W północnej części rynku rozpoczynała się ulica Brasławska, w południowej ulica Wileńska, we wschodniej Łuczajska, a w zachodniej Zadziewska. U wylotu tej ulicy na murowanym budynku była umieszczona tablica pamiątkowa, informująca, że Józef Piłsudski na początku XX wieku ukrywał się tu przed aresztowaniem. Nauczycielka pani Maria Sołowiej podczas wycieczki naszej klasy opowiedziała, że Ziuka przebrano w strój kobiety, w chustę na głowę i długą suknię. W czasie rewizji doił krowę. Żandarmi nie wykryli tego fortelu.

Po prawej stronie na początku ul. Wileńskiej w piętrowym budynku była apteka państwa Kęstowiczów, rodziców znanego aktora, którzy byli spokrewnieni z rodziną Piłsudskich. Sam Zygmunt Kęstowicz w wywiadzie dla Telewizji Polskiej wspominał, że będąc dzieckiem siedział na kolanach Marszałka. Gdy miałem sześć lat, nosiłem na rękawie czarną opaskę żałobną po Marszałku i uczestniczyłem w kościele postawskim w mszy żałobnej. Do szkoły, usytuowanej w pałacu Tyzenhauza przy ul. Wileńskiej, chodziłem od pierwszej klasy. Obserwowałem budowę szosy do Wilna, gmachu sądu, szpitala i nowego budynku szkoły. Chodziłem do kina mieszczącego się przy ul. Łuczajskiej i Zarzecznej na rogu w Domu Ludowym. Na ulicach przedwojennych Postaw oświetlenie było elektryczne. Pracowały 2 elektrownie, prywatna Żyda Pergamenta przy młynie, i w koszarach 23-go Pułku Ułanów.

Bardzo dobrze pamiętam budynek starostwa. Jak wspomniałem, obok, z jeziorka parkowego, przepływał strumyk, w którym wiosną w okresie tarła okoni łowiłem je rękoma. Zimą niefortunnie na żelaznych sankach z góry Garbarka zjechałem wprost do ogrodzonego drutem kolczastym sadu hrabiego Przeździeckiego. Niebezpiecznie skaleczyłem twarz, byłem cały zakrwawiony. Urzędnik ze starostwa zaniósł mnie do przychodni, gdzie na rozdarte wargi lekarze założyli klamry. Niestety pamiętam tylko to, że na te sanki popchnęli mnie koledzy. Po zjechaniu z góry straciłem przytomność.

W roku 1935 przeniesiono 23 Pułk Ułanów Grodzieńskich z Podbrodzia do Postaw, gdzie już wcześniej wybudowano najnowocześniejsze w Polsce koszary. Co Pan pamięta o stacjonowaniu tego pułku w Postawach?
Nowoczesne koszary 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich usytuowano w lesie, na wschód od stacji kolejowej Postawy. Do koszar prowadziła brukowana droga, którą plutony maszerowały do kościoła. Lubiłem uczestniczyć w świętach państwowych, pułkowych i capstrzykach. Często odbywały się zawody i pokazy sprawności ułańskiej. Obserwowałem ćwiczenia ułanów na dużym placu przy ul. Zarzecznej w Postawach. Kibiców częstowano grochówką z kuchni wojskowej. Latem w pogodne dni w muszli na Garbarce grała pułkowa orkiestra. Młodzież uczestniczyła w zabawie i tańcach.

Na placu ćwiczeń za dużym stawem przy ulicy Zarzecznej odbywały się turnieje, zawody i pokazy. Pamiętam, jak na placu rynkowym w Postawach odbywały się defilady 23 pułku ułanów. Plac był sporych rozmiarów, cały brukowany. Pośrodku placu były żydowskie sukiennice, tak zwane ”okrągłe kramy”. Wejścia do sklepików były od wewnątrz. Cały plac okalał chodnik z betonowych płyt, na którym ustawiali się mieszkańcy miasta i oglądali defiladę. Trybunę przeważnie ustawiano przy kasynie oficerskim. Na podwyższeniu stali wyżsi dowódcy i władze powiatu. Z ulicy Łuczajskiej na prawo na plac pierwsza skręcała orkiestra pułkowa, za nią poczet ze sztandarem pułkowym, szwadrony ułanów, wszyscy w szyku marszowym dookoła rynku.

Widziałem „Hubertowiny” w 23 pułku. Jeden z ansamblu oficerów miał przyczepiony do ramienia ogon rudego lisa. Pozostali na koniach w gonitwie przez różne wertepy starali się zdobyć (zerwać) ogon lisa i w ten sposób zostać zwycięzcą „pogoni za lisem”.

W 1935 roku uczestniczyłem w uroczystej mszy świętej żałobnej za duszę Marszałka. W naszym kościele było wtedy kilka plutonów ułanów w pełnym uzbrojeniu (broń, szable, lance).

W czasie okupacji niemieckiej mój Ojciec kilka razy pełnił w koszarach okresowy dyżur przeciwpożarowy, ponieważ należał do ochotniczej straży pożarnej. Wówczas mogłem zwiedzić koszary byłego 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich. Podobały mi się wanny w łazienkach, prysznice i centralne ogrzewanie.

Według statystyk w latach trzydziestych XX wieku 52% mieszkańców powiatu postawskiego stanowili Polacy, a 48% Białorusini i Żydzi. Jakim językiem posługiwała się wtedy większość ludności?
W Postawach przed wojną większość mieszkańców rozmawiała po polsku. Część używała języka tak zwanego „tutejszego”, według mnie „slangu” mużyckiego, czyli mieszanki polsko– rosyjsko– białoruskiej.

Przed wojną w Postawach rozpoczęto budowę powiatowego szpitala, ale nie wiem przy jakiej ulicy on się mieścił?
Szpital budowano przy ul. Zadziewskiej, po lewej stronie na końcu ulicy. Do 1 września 1939 r. piętrową budowlę z cegły pokryto gontem. Budynek w stanie zamkniętym pozostał bez wyposażenia. W sąsiedztwie szpitala wcześniej wybudowano publiczną szkołę, do której uczęszczałem jako uczeń 3 i 4 klasy. Rozpoczęto też budowę gmachu sądu przy ul. Wileńskiej, za strumykiem płynącym z jeziorka parkowego, obok gmachu starostwa.

Co Pan pamięta o Komendzie Policji Państwowej w Postawach? Może zna Pan losy któregoś z policjantów? Pytam o to dlatego, że po 17 września 1939 r. część z nich została przez NKWD rozstrzelana w Berezweczu (koło Głębokiego), a część uwięziona w sowieckich łagrach.
Komenda Policji mieściła się przy ul. Wileńskiej. Wtedy miałem dziesięć lat. Nie chuliganiłem i nie miałem żadnego kontaktu z policją. Nie pamiętam żadnych nazwisk. W mojej klasie był syn policjanta; imienia nie pamiętam, nazwisko Ciężarek, albo przezwisko, bo jego ojciec był gruby. Ogólnie policja postawska „dokuczała” mieszkańcom. Pilnowała porządku. Sypały się mandaty za końskie ekskrementy i tym podobne. Mieszkańcy byli zobowiązani przed swoją posesją codziennie uprzątać chodnik i pół szerokości brukowanej jezdni.

Co Pan pamięta o początku drugiej wojny światowej i o wtargnięciu Sowietów?
We wrześniu 1939r. w Postawach nie spodziewano się okupacji sowieckiej. Najbardziej baliśmy się nalotów samolotów niemieckich. Kopaliśmy w ogrodach schrony. Szyby w oknach zaklejaliśmy taśmami z papieru. Organizowano szkolenia przeciwgazowe. Sąsiad nasz Sartatowicz miał radio lampowe, toteż sąsiedzi słuchali komunikatów; najczęściej cyfrowe „nadchodzi, przeszedł...”. Pan Masalski miał radio kryształkowe, które dobrze odbierało radiostację wileńską.

Ojciec mój był magazynierem w hurtowni Polskiego Monopolu Spirytusowego. Mając pieniądze i doświadczenie z pierwszej wojny światowej, zaprzągł do wozu konia i pojechał do żydowskich sklepów. Nakupił dużo worków soli, cukru, skrzynię mydła „Jeleń”, skrzynię tytoniu grodzieńskiego i tutek z gilzy oraz wiele artykułów pierwszej potrzeby. W tym czasie zauważyłem większy nadzór władz Rzeczypospolitej Polskiej nad niektórymi mieszkańcami Postaw. Rozchodziły się pogłoski o niemieckich szpiegach. Słyszałem, że ogólnie znany żebrak, sekciarski kaznodzieja, okazał się szpiegiem niemieckim, gdyż został przyłapany na gorącym uczynku szkodzenia łączności.

Moi rodzice posiadali tak zwany dom na dwa końce: jedną część wynajmowali Żydówce Chajce-Chaicie, która prowadziła koszerną kuchnię dla żydowskich kupców. Od nich mieliśmy dużo aktualnych wiadomości o ogólnej sytuacji.

Poza tym w jednym z pokoików mieszkało u nas dwóch robotników, którzy mieli zakaz mieszkania przy granicy sowieckiej i byli pod nadzorem policji. Jako tak zwani „polityczni” po odbyciu kary mieli pomoc finansową od Stefanii Sempołowskiej. Co miesiąc otrzymywali po 80 zł zasiłku. Byli zwolennikami Sowietów i kontaktowali się z miejscowymi komunistami. Od nich ojciec dowiedział się o możliwości napadu Sowietów na Polskę i o wielu aresztowaniach. Radził, aby A. Markiewicz – właściciel hurtowni i inni zagrożeni uciekli. Ojciec nawet proponował konia z wozem, aby udać się na Litwę, jednak panowie nie dali wiary i pozostali na miejscu.

Do czasu wkroczenia bolszewików nie słyszałem o Białorusi. Nie było literatury białoruskiej i państwa. Miejscowi komuniści i Żydzi szybko wystawili powitalną bramę z napisem "Dobro Pożałować" i witali kwiatami i chlebem z solą pierwsze sowieckie czołgi. Zorganizowali „miting”, na którym przemawiali komuniści, elegancko świątecznie ubrani w garnitury i skórzane buty. Narzekali, że "panowie" ich gnębili. Żydzi cieszyli się, że nastanie ich władza, a sąsiad rymarz powiedział do mojego ojca: "No i co, panie Gaul, Żyd parch zniknie, a będzie ogólnie szanowany jewrej".

Przed wjazdem radzieckich czołgów do Postaw komitet obywatelski miasta zdążył zniszczyć przez potłuczenie butelki wódki w magazynie Polskiego Monopolu Spirytusowego, gdzie mój tata był magazynierem i posiadał klucze. Byłem przy tym, znam miejsce zniszczenia wódki na brzegu stawu, gdzie pozostała kupa szkła po butelkach. Kilka wrzucono do stawu na pamiątkę. Utworzono też grupę obywatelską uzbrojoną w broń myśliwską do pilnowania względnego porządku w mieście. Do tej grupy należał mój kuzyn, syn mojej cioci Jan Adamkowicz, niestety nie żyje.

Gdzie w Postawach w latach 1939-1941 mieściła się siedziba NKWD i co Pan pamięta o represjach?
Trudno mi określić, gdzie była siedziba NKWD. W okresie 1939-1941 na ulicę Brasławską, do podpiwniczonego budynku w pobliżu kapliczki, nosiłem przez kilka dni jedzenie dla aresztowanych Markiewicza, Więckowskiego, Rembalskiego i Urbana. Od pierwszego dnia wszystkie piwnice w miasteczku wykorzystali enkawudziści, osadzając w nich aresztowanych urzędników, nauczycieli i inteligencję. Na ulicę Wileńską do aresztu w gmachu po izbie skarbowej żołnierze w charakterystycznych czapkach, z bagnetami na karabinach, doprowadzali ludzi.

Według wspomnień niektórych byłych mieszkańców Wileńszczyzny podczas pierwszej sowieckiej okupacji (1939-1941) Żydzi aktywnie współpracowali z NKWD, chodzili z czerwonymi opaskami na rękawach i pomagali NKWD-zistom w aresztowaniu Polaków. Czy przydarzało się coś podobnego w Postawach?
Potwierdzam to. Żydzi w okresie „pierwszych Sowietów” współpracowali z nową władzą, do której szybko dostali się młodzi obejmując stanowiska kierownicze i z drobnych handlarzy stali się nauczycielami, "predsiedatielami" i innymi "czynownikami". Przyjęli szybko sposób ubierania się i zachowania okupantów.

Żydzi, szczególnie młodzi, lubowali ubierać się w "briuki i rubaszki" (spodnie i koszule) wojskowe, strzygli się „na zerówkę” i upodabniali do żołnierzy. Po zajęciu Postaw przez Niemców w 1941r. wielu już w pierwszym dniu trafiło do niewoli razem z "krasnoarmiejcami". Znam przypadek, gdy tak ubrany Żyd wyszedł na ulicę popatrzeć na niemieckie wojsko i został zatrzymany. Jego rodzina wstawiła się za nim, tłumaczyła, że on nie jest żołnierzem. Całą rodzinę z ulicy Zadziewskiej, kilka domów dalej za naszym, zaprowadzono za cmentarz przy ul. Cichej i rozstrzelano. Niemcy zebrali z miasta Żydów i umieścili ich pod sukiennicami jako zakładników, a w środku kramów zamknęli Rosjan. Ogłosili, że jeśli zginie chociaż jeden niemiecki żołnierz, to rozstrzelają wszystkich zakładników.

Co działo się w Postawach 22 czerwca 1941r., kiedy rozpoczęła się wojna niemiecko-radziecka? Dobrze zapamiętałem 22 czerwca 1941 roku. Była to niedziela. Głośniki na słupach od rana wrzeszczały: „niemiecko- faszystowskaja świnia wlezła w nasz sowieckij agarod”. Rankiem zwożono rannych lotników; w latach 1940-1941r. w Postawach mieściła się szkoła pilotów. Nie pamiętam daty wkroczenia Niemców do miasta. Pamiętam ogólny chaos, od samego początku ucieczki Rosjan i Żydów-czynowników na wschód. Dużo radzieckich żołnierzy przechodziło z zachodu na wschód, prosząc o cokolwiek do zjedzenia. Ojciec przyprowadził czterech do domu; mówili, że „odstali od czaści” (jednostki wojskowej), nie mieli broni. Żołnierzy z bronią zatrzymywano do zorganizowanej obrony.

Mówili: „Bez boja Postawy nie oddadzim”. Skutek był taki, że Niemcy od strony wsi Zadziewie (mieszkaliśmy przy ul. Zadziewskiej ) w ciągu dwóch godzin walki zabili kilkuset czerwonoarmistów, a Niemców zginęło chyba tylko siedmiu. Okupacja niemiecka to szeroki temat. Oni umocnili teren pałacu Tyzenhauza i parku u wylotu ulicy na Wilno, wybudowali bunkry ziemne i ogrodzili się drutem kolczastym. Komendantura żandarmerii była w lokalu izby skarbowej. Było 11 żandarmów i 90 białoruskich policjantów. Policją białoruską dowodził żandarm Willy, który dobrze mówił po polsku. Do policji wstąpili Polacy - ochotnicy z miasta i okolic, aby uniknąć wysyłki na roboty. Byli to synowie znajomych gospodarzy i naszych krewnych, spośród których większość znałem osobiście.

Pod wieczór mieli zwyczaj maszerowania po ulicach i dookoła rynku ze śpiewem polskich piosenek np. „Wojenko, wojenko”, „Przybyli ułani pod okienko”. Czterech krewnych mieszkało w naszym domu. Większość należała do AK. Uzbrojeni byli w holenderskie karabiny i naboje. Nocami często organizowali koło swoich wiosek zasadzki na sowiecką partyzantkę. Zaoszczędzone naboje dawali mi na przechowanie. Niemcy im wydzielali tylko po 20 sztuk. Codziennie chodzili na ćwiczenia i musztrę białoruską, komendy której wyśmiewali. Broń przechowywano u Niemców.

Za co Niemcy rozstrzelali księdza Bolesława Maciejewskiego, proboszcza postawskiej parafii?
Ks. Bolesław Maciejewski został rozstrzelany przez Niemców, ponieważ nie wydał dzwonów z naszego kościoła. Miejsce jego pochówku nie jest znane. Przy kościele znajduje się symboliczny nagrobek, wykonany przez pana Mariana Bumblisa.

Co Pan wie o polskiej konspiracji w Postawach podczas drugiej wojny światowej?
W Postawach podczas drugiej wojny światowej istniała polska konspiracja związana z AK. Należeli do niej moi kuzyni Gaule, Mieczysław Kryczało, Czesław Siwicki (w PRL-u był prokuratorem w Olsztynie), Władysław Krakuć, Franciszek Pietkiewicz, Dalecki, Kuksa, Lewkowicz i prawie cały skład policji białoruskiej. W swojej królikarni, w pustakach z betonu, ukrywałem amunicję do karabinów holenderskich, rosyjskich i niemieckich oraz materiały wybuchowe, kostki trotylu, miny i pociski do moździerzy. Znałem Naumczyka, Alchimowicza i Eugeniusza Łukjańca, z którym do dzisiaj się koleguję. Mieliśmy kontakt z „Łupaszką” (Zygmunt Szendzielarz, dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK).

Czym podczas wojny zajmowali się sowieccy partyzanci, a raczej bandyci, z brygady Fiodora Markowa, która działała na terenie powiatu postawskiego?
Banda Fiodora Markowa zajmowała się rabunkami; okradali okolicznych rolników. Nasi akowcy ich zwalczali.

W jakim nastroju w lipcu 1944r. spotykali postawianie drugie przyjście Sowietów?
Drugie przyjście Sowietów przeżyliśmy 8 km poza Postawami, we wsi Rodzie, u stryja Michała. Byliśmy tu przez kilka dni na linii frontu. Sowieci ostrzelali z "katiuszy" wioskę, w której zapalili kilka budynków. Armaty niemieckie odjechały wieczorem. Rankiem przyszli z karnej pierwszej linii sowieccy „szpicy” bez broni, z kilkoma śmierdzącymi śledziami, i prosili, by dać im cokolwiek "pokuszać". Kilka dni po zajęciu okupacyjnym dowiedzieliśmy się, że granicę Polski przesunięto na zachód za rzekę Bug.

Ogłoszono mobilizację mężczyzn. Wszystkich z Postaw pognano pieszo 70 km do Krasnego koło Mołodeczna. Mój ojciec też tam był przez siedem dni. Zmobilizowanych posegregowano według narodowości. Polaków w wieku do 45 lat do polskiego wojska, a przedstawicieli innych nacji do Armii Czerwonej. Po trzech dniach szkolenia wysłano wszystkich na front. Ojca zwolniono (miał 47 lat). Powrócił i zatrudnił się w "Ochranie Pocztowoj Świazi" (łączność pocztowa). Nastrój postawian był fatalny. Aresztowania ukrywających się przed poborem do wojska, sądy i wysyłka do łagrów. W takiej atmosferze ojciec zapisał rodzinę na repatriację do województwa poznańskiego, aby nie trafić do Kazachstanu lub na Syberię.

Dziękuję, że zgodził się Pan odpowiedzieć na moje pytania.  

Defilada 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich w Postawach, 19 marca 1939 r. Na trybunie, z prawej (nad godłem), stoi ppłk. Zygmunt Miłkowski, dowódca pułku. Zdjęcie przesłał Franciszek Chomicz. Serdecznie dziękuję.

   

wtorek, października 04, 2016

w sferze społecznej, kobiety mają nadmiar praw

Pyta udała się na demonstracje kobiet w Warszawie zorganizowaną w ramach czarnego marszu, strajku kobiet albo czegoś innego kobiet. W każdym razie jest to protest przeciwko zmianom, jaki partia rządząca zapowiedziała w prawie dotyczącym przerywania ciąży. Demonstracja jest oczywiście bezpartyjna i spontaniczna, ale jak widać w materiale organizują ją działacze i politycy Nowoczesnej oraz SLD. I tak naprawdę (jeśli oglądasz dziś po raz pierwszy pytę) to wyjaśniamy, że trochę o to chodzi. Tzn. my też jesteśmy przeciwni radykalizmom, uważamy jednak, że niektórzy demonstranci chcący wziąć udział w życiu społecznym i wyrazić swoją wolę polityczną czasem nieświadomie stają się pionkami w rękach polityków i radykałów. To nasz pogląd, można z nim polemizować. Nie zgadzamy się jednak na polemikę z twierdzeniem, że śmiech to zdrowie. Tak jak dzisiaj nie mogliśmy się zgodzić z hasłem manifestacji "żarty się
 skończyły"

 .

PS

Obecnie mamy zadziwiającą i owocującą potwornymi owocami sytuację. P e w n e  kobiety zdominowały sferę społeczną i prowadzą, przynajmniej polskie społeczeństwo, na zatracenie, gdzie niektóre, udające mężczyzn, osobniki wspierają ten proces.
Na czym to polega? Przede wszystkim na tym, że kobiety Cywilizacji Polskiej miały (i mają) równe prawa z mężczyznami. Wprowadzenie zaś pewnych uregulowań Cywilizacji Śmierci stworzyło nadmierne pole popisu dla wszelkich odchyleń.
Praktycznie, w sferze społecznej, kobiety mają nadmiar praw - i nie wiedzą co z tym zrobić. Nie mają już o co walczyć. Energia została skierowana nie na realizację Prawa Życia, a na na przeciwstawianie się temu Prawu. Bo czyż nie jest tym rodzenie dzieci "po 60 -ce", a takie przypadki się zdarzają. Kobiety chcą wprowadzić "swoje prawa" sprzeczne z naturą i żądają, aby męska strona im to umożliwiła.

sobota, października 01, 2016

W matni

Kobiety,  ok. 1937
.

.
k o b i e t o n y, ok 1963

Kobieta w literaturze IV    

Czwartek   SEE (link is external)
"Ten Portugalczyk, narzeczony Dedé, zapytał w pewnej chwili, skąd bierze się we mnie tyle pogardy dla kobiet i zaraz wszyscy go poparli.
  Pogarda? Ależ skąd! Uwielbiam raczej... Choć co prawda dotychczas nie umiałem odkryć czym jest ona dla mnie w porządku duchowym, wrogiem czy sprzymierzeńcem? A to oznacza, że połowa ludzkości mi się wymyka.
  Ta łatwość pomijania kobiety! One jak gdyby nie istniały! Widzę naokoło mnóstwo ludzi w spódnicach, z długimi włosami, o cienkim głosie, a mimo to używam słowa "człowiek" jak gdyby ono nie było rozłamane na mężczyznę i kobietę, a także w innych słowach nie dostrzegam rozdwojenia, które wprowadza w nie płeć.
  Odpowiedziałem Portugalczykowi, iż jeśli w ogóle może być mowa o mojej pogardzie, to tylko na gruncie artystycznym... tak, jeśli zdarza mi się nimi gardzić - to
  • ponieważ są złe, fatalne jako kapłanki piękności, objawicielki młodości. Tutaj złość moja wzbiera, w tym nie tylko drażnią ale i oburzają mnie te złe artystki.
  • Artystki, tak, bo czar jest ich powołaniem, estetyka ich zawodem, urodziły się aby zachwycać, są niejako sztuką. Ale cóż za partactwo! Cóż za oszustwo!Biedna piękności! I biedna młodości! Wy znalazłyście się w kobiecie po to aby sczeznąć, ona w gruncie rzeczy jest pośpieszną waszą niszczycielką, patrz, ta dziewczyna jest młoda i piękna w tym celu jedynie aby stać się matką!
  • Czyż piękność, czyż młodość nie powinny być czymś bezinteresownym, nie służącym niczemu, wspaniałym darem natury, ukoronowaniem?...
  • Ale w kobiecie ten czar słuzy do płodzenia, on podszyty jest ciążą, pieluszkami i to oznacza koniec poematu.
Chłopiec zaledwie dotknie się dziewczyny, oczarowany nią i sobą z nią, już staje się ojcem, ona - matką - a więc dziewczyna to twór, który niby to praktykuje młodość a właściwie służy do likwidowania młodości.
    My, śmiertelni, którzy nie możemy pogodzić się ze śmiercią i z tym aby młodość i piękność miały być tylko pochodnią przekazywaną z ręki do ręki, nie przestaniemy buntować się przeciw tej brutalnej perfidii natury. Lecz tu nie idzie o jałowe protesty. Idzie o to, iż ten morderczy stosunek kobiety do własnego dziewczęcego wdzięku ujawnia się co chwila i stąd pochodzi ta jej właściwość, iż ona nie czuje naprawdę młodości i piękności - czuje je mniej od mężczyzny. Patrzcie na to dziewczę! Jakże romantyczne... ale ten romantyzm skończy się kontraktem przy ołtarzu z tym oto grubawym adwokatem, ta poezja musi zostać zalegalizowana, ta miłość zacznie funkcjonować za pozwoleniem władzy duchownej i świeckiej. Jakże estetyczna... ale nie ma łyska, ani brzuchacza, ani suchotnika, który by był dla niej dość odrażający, ona bez trudności odda swoją piękność brzydocie i oto widzimy ją triumfującą u boku potwora, lub co gorsza u boku jednego z tych mężczyzn, będących wcieleniem drobnej obrzydliwości. To piękność, która się nie brzydzi! Piękna, ale nie posiadająca wyczucia piękności.
I łatwość, z jaką myli się smak kobiety i jej intuicja w wyborze mężczyzny, sprawia wrażenie jakiejś niepojętej ślepoty i, zarazem głupoty - ona zakocha się w mężczyźnie dlatego, że taki dystyngowany, albo taki "subtelny", drugorzędne wartości socjalne, towarzyskie będą dla niej ważniejsze od apolińskich kształtów ciała, ducha, tak, ona skarpetkę kocha a nie łydkę, wąsik a nie twarz, krój marynarki nie zaś klatkę piersiową. Odurzy ją brudny liryzm grafomana, zachwyci tani patos głupca, uwiedzie szyk wykwintnisia, nie umie demaskować,
daje się nabierać ponieważ sama nabiera.
I zakocha się tylko w mężczyźnie ze swojej "sfery", albowiem nie wyczuwa naturalnej piękności rodzaju ludzkiego a tylko tę wtórną, będącą tworem środowiska - ach, te wielbicielki majorów, służebnice generałów, wyznawczynie kupców, hrabiów, doktorów.
Kobieto! Jesteś antypoezją wcieloną!
  Ale ona na własnej poezji zna się tyleż, co na męskiej - i w tym jest równie, a może bardziej jeszcze nieudolna.
Gdyby te grafomanki, te złe malarki własnej krasy, nieudolne rzeźbiarki swojego kształtu, wiedziały coś niecoś o prawidłach rządzących pięknością, przenigdy nie wyrabiałyby ze sobą tego co wyrabiają. 
Prawa, o których mówię, znane każdemu artyście, głoszą:
  1. Artysta nie powinien pchać ludziom swego dzieła przed nos, krzycząc: - To jest piękne! Zachwycajcie się tym, bo jest zachwycające. Piękność w dziele sztuki winna objawiać się jakby od niechcenia, na marginesie innego dążenia - dyskretna i nienachalna.
  (Ale ona natrętnie częstuje swoją urodą, godzinami udoskonalaną przed lustrem. Nie wie, co to dyskrecja. Zdradza się co chwila w swojej żądzy podobania się - więc nie jest królową, ale niewolnicą. I zamiast objawiać się jak bogini, godna pożądania, objawia się jak straszliwa niezdarność usiłująca zdobyć niedostępną urodę. Gdy młodzieniec gra w piłkę dla przyjemności, zdarza mu się, że jest piękny; ona gra w piłkę ażeby być piękna; więc gra źle ale, poza tym, ta piękność zalatuje siódmym potem, jest wymęczona! Ale nie koniec na tym, bo ona, mizdrząc się do szaleństwa, zawsze, wszędzie, przybiera jednocześnie minę jakby mężczyzna nic ją nie obchodził. I mówi: ach, ja tylko tak dla estetyki! Któż uwierzy kłamstwu zbyt jawnemu?)
  2. Piękność nie może opierać się na oszustwie.
  (Pragnie abyśmy zapomnieli o jej brzydotach. Usiłuje nam wmówić że nie jest kobietą, to jest ciałem, które, jak wszystkie ciała, nigdy nie może być tylko piękne - które jest mieszaniną piękności z brzydotą, grą wieczystą tych dwóch elementów (i w tym piękność innego, wyższego rodzaju). Nikt nie sprawi aby pewne funkcje cielesne nie były nieczystością. Nikt też nie wyzwoli całkowice ducha z nieczystości. Ale ona chce abyśmy uwierzyli, że jest kwiatem. Stylizuje się na bóstwo, na "czystość", na niewiniątko. W tym absurdalnym wysiłku nie jestże komiczna? Z góry skazana na niepowodzenie? Cóż za maskarada! Mamże uwierzyć że jest bukietem jaśminu dlatego, że się uperfumowała? Lub, widząc ją na obcasach półmetrowej wysokości, że jest smukła? Jedyne co widzę, to iż obcasy nie pozwalają jej ruszać się swobodnie. Tak to piękność ją krępuje, staje się dla niej paraliżem - to straszne skrępowanie kobiety, które objawia się w każdym ruchu, w każdym słowie, ta zmora, że ona nigdy nie może być swobodna z sobą...)
  (I w tym szale samiczym zupełnie traci poczucie efektu, oszukuje jawnie, sądząc, że zdoła zarazić nas swoją tchórzliwą i kłamliwą koncepcją ciała (i ducha).
Moda! Jakaż potworność! To co w Paryżu nazywa się elegancją, te wszystkie linie, sylwetki, profile nie sąż najbardziej niesmaczną z mistyfikacji, polegającą na przestylizowaniu ciała?
Ta przyozdobiła swój przesadny kuper szarfą i myśli, że stała się majestatyczna; tamta udaje panterę, a ta znów usiłuje swoją zwiędłą cerę przerobić na Melancholię przy pomocy skomplikowanego kapelusza. Lecz ten kto ukrywa (nadaremnie) defekt, poddaje się defektowi. Defekt musi być przezwyciężony - przezwyciężony prawdziwą wartością w sensie moralnym lub fizycznym. Potwory, którymi częstują nas paryskie tygodniki mód, owe kreacje Diora, Fatha, z biodrem wystającym, z linią opływową, z zagiętym paluszkiem, zastygłe w idiotycznej "dystynkcji" - toż to z punktu widzenia sztuki szczyt obrzydliwosci, tandeta pobudzająca do mdłości, to głupio naiwne i niezdarnie pretensjonalne, to niesmak bardziej wyzywający i ordynarny niż wszysko na co mógłby się zdobyć pijany dorożkarz).
  3. Piękność ma być suwerenna.
  (Dziewko, zwykła dziewko od krów, witaj - królowo! Dlaczego, powiedz, nie ma w tobie śmiertlenego drżenia, że nie zostaniesz zaakceptowana? Nie boisz się odepchnięcia. Wiesz, że nie uroda czyni cię pożądaną, ale płeć - wiesz, że mężczyzna będzie zawsze pożądał twojej kobiecości, choćby ona nie była wcale estetyczna. Więc twoja uroda nie jest na usługach twojej płci; nie lęka się, nie drży, nie wysila się i jest spokojna, naturalna, triumfalna... O! Nienatrętna, nienachalna! O, dystyngowana!)
Środa
Śmiertlene są grzechy kobiety "z towarzystwa" w tej jej świątyni - estetyce - tam właśnie, gdzie ona powinna być u siebie w domu. Pomyśleć, że to jest natchnienie mężczyzny, że to są nasze dostarczycielki liryzmu, że winem z tej beczki musimy się upijać.
Bezkonkurencyjna jest pierwotna piękność kobiety, ta którą przyozdobiła ją natura - nic wspanialszego  ani bardziej podniecającego i upajającego, że mężczyzna uzyskałmłodszą towarzyszkę, która zarazem jest sługą i panią; i nic cudowniejszego nad tonację, którą wnosi kobieta, ten śpiew wtórny, będący tajemniczym uzupełnieniem męskości, ujęciem świata w innej skali, osobną niedostępną nam interpretacją...
Dlaczego cudowność ta uległa tak okropnej wulgaryzacji?
Lecz trzeba tutaj wprowadzić pewne ważne rozróżnienie: okropna jest kobiecość dzisiejsza, nie kobieta. Nie jest okropna pojedyncza kobieta, ale ten styl, który między nimi się wytworzył i któremu każda z nich jest poddana. Kto jednak stwarza kobiecość? Mężczyzna? Zapewne, mężczyzna jest inicjatorem, lecz potem one już same zaczynają doskonalić się w tym między sobą i ta sztuka uwodzenia i czarowania, podobnie jak wszystkie inne, rośnie i rozwija się mechanicznie - już automatyczna, już tracąca poczucie rzeczywistości i poczucie miary.
Dziś kobieta jest bardziej kobietą, niż być powinna; jest naładowana kobiecością, która jest silniejsza od niej; jest tworem pewnego konwenansu społecznego, wynikiem pewnej gry, która w pewien sposób zestraja mężczyznę i kobietę - aż wreszcie taniec ten, bez przerwy narastając, staje się zabójczy.
  Cóż ja mam z tym robić? Jak się zachować? Z łatwością odnajduję kierunek przy pomocy zawsze tej samej busoli. Dystans do formy! Podobnie jak dążę do "rozładowania" mężczyzny, muszę postarać się o "rozładowanie" kobiety. "Rozładowanie" mężczyzny cóż oznacza? Wydobyć go spod jarzma tego stylu męskiego który powstaje wśród mężczyzn jako wzmocnienie męskości, osiągnąć, że poczuje tę męskość jako coś sztucznego, a swoją wobec niej uległość jako słabość, sprawić że będzie swobodniejszy w stosunku do Mężczyzny w sobie. Więc tak samotrzeba wydobyć kobietę z kobiety. 
I tutaj, jak zawsze w całym pisaniu moim, cel mój - jeden z mych celów - polega na popsuciu gry; albowiem tylko gdy milknie muzyka i rozłamują się pary możliwa jest inwazja rzeczywistości, tylko wówczas staje się nam jawne, że gra nie jest rzeczywistością, lecz grą. Wprowadzić na ten wasz bal gości nie zaproszonych; związać was inaczej z sobą; zmusić abyście inaczej siebie wzajem określali; popsuć wam taniec.
  Być może, a nawet jest pewne, moja literatura jest bardziej krańcowa i szalona niż ja. Nie sądzę aby to wynikało z jakiegoś braku kontroli - jest to raczej doprowadzenie do ostatecznych konsekwencji formalnych pewnych oczarowań, które wówczas, w książkach, wyolbrzymiają się - ale we mnie pozostają one czym były, to jest tylko nieznacznym odchyleniem wyobraźni, jakąś lekką "inklinacją". Dlatego, mówiąc bardziej konkretnie, nigdy nie zdobyłem się ani nie zdobędę na odmalowanie w sztuce zwyczajnej miłości. zwyczajnego czaru, dlatego ta miłość, ten czar są u mnie strącone w podziemia, zduszone, zdławione, dlatego w tej rzeczy nie jestem zwyczajny tylko demoniczny (groteskowy demonizm!). Ukazując groźne spięcia niecenzuralnych uroków, wywlekając na światło dzienne liryzm kompromitujący, pragnę was wykoleić - to kamień, który kładę na szynach waszego pociągu. Wydobyć was z układu, w którym się znajdujecie, abyście znów doznali młodości i piękności, ale doznali inaczej..."
 
Tytuł: Dziennik 1953-1956, str. 182-187
Autor: Witold Gombrowicz
Wydawnictwo Literackie, 1989
[interpunkcja - oryginalna, pogrubienia - E.]


Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/197/dedykowane-k-o-b-i-e-t-o-n-o-m

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle - blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.
całość  SEE