n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

wtorek, stycznia 22, 2013

Australia. Dni grozy. Syria. Piekło


Chaos and Killing in Syria: Photos of a Slow-Motion Civil War

More than a year ago, Arab Spring–inspired protests kicked off in the impoverished Syrian agricultural town of Dara‘a. The mini-uprising met a brutal response, one that few observers at the time could have anticipated would blow up into a far wider rebellion against President Bashar Assad and the entrenched, decades-long rule of his family. With Syrian authorities clamping down on journalistic access and freedoms, we saw glimpses of the unrest there for months only through grainy YouTube footage, images as uncertain and hard to corroborate as the events on the ground.
But more than 18 months of violence — largely wrought by the Assad regime — has led to what is for all intents and purposes a civil war, one that has likely fissured the country along sectarian lines. The estimated death toll, according to the United Nations, is more than 60,000 as of Jan. 7, 2013. Forces loyal to the Assad regime continue their onslaught on opposition strongholds, making ancient medieval cities like Homs, Hama and recently Aleppo front-page news. Journalists have stolen across the border with the aid of rebel groups to document the shelling of civilians and the bloody unraveling of the Assad status quo. Some have paid the price for access with their lives.  Diplomatic efforts at the U.N. to curb the killings have stalled amid a mess of geopolitics; few place much hope in a peace plan pushed by former U.N. Secretary-General Kofi Annan and tacitly accepted by a Syrian regime that has lost nearly all its credibility. Separate efforts on the part of the so-called Friends of Syria will lead to the U.S. and like-minded allies further backing and supporting the rebel Free Syrian Army, aid that will only intensify a conflict that shows few signs of relenting. —Ishaan Tharoor


Wildfires Scorch Australia As Temperatures Reach Record Highs


image: The Australian Bureau of Meteorology has extended their forecasting chart with new colors in order to display the record temperatures.
AUSTRALIA BUREAU OF METEOROLOGY
The heat wave across Australia has spiked to unfathomable levels as the ominously-labeled “dome of heat” blankets the continent, sparking wildfires that have caused more than $60 million in damage and claimed more than 120 homes. The average temperature stretched above 39° Celsius (102° F) for six consecutive days, and local temperatures were so high that the Australian Bureau of Meteorology was inclined to add a new hue to their heat map — a deep purple shade — which indicates a temperature above 50° C (122° F).

W Dniu ...

  21.01 | Reportaż    http://www.kafeteria.pl/przykawie/obiekt.php?id_t=1921
Dziadek i nagie ciało


Dzień dziadka sprawia, że okolicznościowo myślę o dziadkach. Nie tylko o swoich dziadkach, ale o wszystkich. Od pewnego czasu rozumiem, że w człowieku starzeje się tylko ciało – umysł, marzenia i potrzeby są niezmiennie takie same, niezależne od metryki urodzenia. Wszyscy mężczyźni, młodzi, nawet bardzo młodzi, i starzy – nawet bardzo, bardzo starzy, myślą o seksie.

 Kilka miesięcy temu siedziałam na ławce w centrum miasta. Było upalne lato. Przysiadł się do mnie stary mężczyzna z twarzą młodego kalafiora. Albo inaczej – facet wyglądał, jakby jego twarz ulepił z plasteliny chory umysłowo sześciolatek. Nos miał ogromny, żłobienia od kącików ust do nosa głębokie, nadające jego twarzy nieco zniewieściałego kształtu. Oczka małe, świdrujące, ciało nalane, białe, galaretowate. Słuchając go wyobrażałam sobie, że to jakiś były ubek czy esbek, jakaś sprzedajna kanalia z wstydliwej przeszłości.

 - Mieszkanie mam trzypokojowe w centrum, sześćset tysięcy za nie mogę dostać – mówił, a na wydętą dolną wargę wypluwał sobie drobinki śliny.
 Uprzejmości, gość się mości.
 - Można, miła pani? Na słonku się pani wygrzewa, tu się do pani dosiądzie starszy pan. Stary ale jary: ja bym się z panią ożenił, gdybym tylko młodszy był. Ja wdowiec jestem, to tak sobie chodzę po mieście, na ławkach sobie siadam… - zaczyna swoją opowieść.
 Nie ma znaczenia, czy chcę słuchać. Mówi dalej.
 - Dwoje dzieci mam, córkę czterdzieści lat, w Berlinie mieszka, dwoje dzieci ma z dwoma różnymi facetami. Jak z drugim ślub brała, to ja jej mówiłem, żeby nie robiła sobie z nim dziecka. „Kochaj się z nim – mówiłem – ale dziecka nie miej. On cię znów zostawi, albo ci się znudzi”. Ale ona teraz to dziecko zrobiła, nie posłuchała mnie. I ma, bo ten facet znudził się jej naprawdę.
 Siedzi koło mnie galaretowaty kataryniarz i robi aluzje. Zmieniam się w słuch.
 - Dwadzieścia już lat jestem wdowcem, kilka dziewczyn miałem, ale tak naprawdę to zacząłem żyć w dziewięćdziesiątym czwartym, jak się syn wyprowadził. Wie pani, przy dzieciach to ja żadnej kobiety do domu przyprowadzić nie mogłem. Dla nich matka zawsze była najpiękniejsza i najlepsza – Kalafior uśmiecha się błogo. – Ale jak córka siedemnaście lat miała, to nie wytrzymałem, proszę pani, i przyprowadziłem do domu Mariolkę. Mariolka to była kobieta, mój Boże, oczy miała takie czarne jak pani, opalona była jak pani, w lipcu to było, jak teraz – ślizga się po mnie wzrokiem, ale wiem, że na Mariolkę patrzy ze wspomnień, nie na mnie.
 - Wie pani, ona pielęgniarką była tu na Pierwszego Maja w szpitalu. Raz całą górę spaliła w domu sobie i nie miała się gdzie podziać. Żelazko rano zostawiła w domu, gdzie z teściami mieszkała i mężem. Wszystko się jej spaliło, co miała, a teść z domu ją wyrzucił. „Nie chcę cię znać”, tak jej powiedział. Mąż Mariolki ojca poparł. Na ławce siedziała, tak jak pani teraz, zaczepiały ją wyrostki jakieś pijane, powiedziałem: „Niech pani koło mnie siądzie, ja panią obronię”. Jak poszli, to ona się popłakała i powiedziała: „Nie mam domu, nie mam nic...”. To ja ją do domu wziąłem. Dwadzieścia cztery lata miała. Powiedziałem córce, córka pieska kąpała (córka zawsze musiała mieć pieska): „A to jest twoja koleżanka, starsza koleżanka, chciałbym, żebyście się zaprzyjaźniły”. Ja z Mariolką w jednym pokoju spałem... jak ona się rozebrała, jakie ona ciało miała... – Kalafior prawie jęczy, odchyla trochę głowę do tyłu. - Ja już nigdy takiego ciała nie zobaczę – teraz w jego głosie brzmi rozpacz.
 Portfel wyciąga z kieszeni. W środku ołtarzyki na zdjęcia, panienka z okienka i on z przeszłości: jakby z gęściejszej plasteliny ulepiony, mniej porowaty, guzowaty, parchaty. Panienka z okienka: typowy fryz z drugiej połowy lat osiemdziesiątych, twarz ładna, poprawna, pozbawiona szczegółów, nie do zapamiętania. Niżej też ona, w innym ujęciu, poniżej jeszcze inna kobieta, pod spodem jeszcze inna.
 - To żona? – pytam.
 - Nie, to Ola jest. A to taka Marysia – Kalafior tasuje zdjęcia, gładzi twarze kobiet z fotografii, wymieniając wciąż nowe imiona.
 - A żona gdzie? – dociekam.
 - Żony nie mam tu – mówi. – Ale Mariolka... – wraca do pierwszej fotografii. – Mariolka, dlaczego ja jej pozwoliłem do tej Grecji jechać, to ja do dziś nie wiem!
 - Co, coś się stało? – pytam zaniepokojona.
Kalafior ma taką minę, że myślę sobie, iż Mariolka jak nic pod rozpędzoną ciężarówkę przewożącą oliwki wpadła, albo do kanału Korynckiego się po stromym zboczu jakimś cudem stoczyła, bo tam przecież wchodzić nie wolno, ale nie, Mariolka z Nikiem pojechała, Niko u Kalafiora nocował, kierowcą tira był...
 Co się stało z Mariolką podpalaczką, z kierowcą tira Nikiem? Tego nie dowiem się nigdy, bo w tym miejscu historii Kalafiora musiałam już iść na umówione spotkanie.
 Usiłuję teraz wyobrazić siebie, że za czterdzieści lat to ja: stara, gruba i bezzębna, siadam na ławce i zaczynam opowiadać jakiemuś młodemu mężczyźnie, jak to w wieku lat dwudziestu poznałam Grzegorza, jaki on piękny był, kiedy nago stał przede mną, już takiego pięknego mężczyzny nigdy nie zobaczę...
 Potem wyjmę z portfela plik zdjęć, żeby moich gachów zaprezentować.
 Chronologicznie?
 Jaką metodę prezentacji stosował Kalafior?
 A jak skończyłaby się rozmowa z Kalafiorem?
 Poprosiłby mnie o rękę, a gdybym się zgodziła, zaprowadziłby mnie do swojego mieszkania (sześćset tysięcy może za nie dostać)? Wykręciłby numer do córki z Berlina i powiedział: tu jest koło mnie twoja młodsza koleżanka, chciałbym żebyście się zaprzyjaźniły, polubiły.
 Kalafior więdnie, wie o tym. Ciężka głowa chyli się ku grobowi, na horyzoncie zachód życia. Patrzy codziennie w lustro i myśli, że czasu ma coraz mniej. Mogę się założyć, że zegar w jego dużym pokoju na tę okoliczność nawet głośniej tyka, ironicznie jakoś. W ramach wyścigu z czasem Kalafior od rana poluje na młode kobiety: bezczelnie, coraz bezczelniej. Wierzy, że znów któregoś dnia na ławce obok usiądzie jakiś gamoń, który zostawia włączone żelazko i wychodzi do pracy, a potem pali mieszkanie i wszystko traci. Wszystko po to, żeby on, Kalafior, znów mógł nad kimś roztoczyć opiekę, kogoś pięknego nago pooglądać, Boże co za ciało, tak móc jeszcze przed śmiercią powiedzieć…
 Kalafiorze, niech los Ci dopomoże.
 Czego więc życzyć wszystkim dziadkom? Żeby nigdy nie tracili nadziei na piękną miłość?
 Porywów serca i udanego życia seksualnego, kochane dziadki!


 Marianna Kalinowska
 * * *

Autor: Karola  (2013-01-21 17:34:43)-----

 Co wy wiecie. Ja jestem ze starszym mężczyzną. Jest zadbany, dowcipny, pachnący i wysportowany. Mimo, że ma 65 lat nie zamieniłabym go na żadnego młodzieńca czy rówieśnika. Nie myślcie, że on ma gruby portfel, który mnie przy nim trzyma. Nie, jego portfel jest przeciętny. To raczej moja kasa gra pierwsze skrzypce w naszym związku. Bo to ja jestem dobrze sytuowana. Co tu dużo mówić, na warunki polskie jestem bogata, a raczej, powinnam powiedzieć - jesteśmy bogaci. Prowadzę własną firmę reklamowo-szkoleniową, założoną w Niemczech. Jestem ładną szczupłą i wykształconą kobietą w wieku 35 lat, a z moim panem jesteśmy razem od 14 lat. Kocham go i jest mi z nim dobrze. Nie tęskniłam i nie tęsknię za młodymi lowelasami, których kandydowało do moich uczuć, a raczej majtek, dosyć sporo. Trzymałam ich na dystans, aż się zniechęcili. Sexu, jeśli o to chodzi, mam tyle ile potrzeba. Piszą niektóre panie, że mają odruch wymiotny, na widok starszych facetów. Może się zdarzyć, jeśli wyobrażenie opiera się na takich jak ten felietonach. A ten "stary dziad", jak pisze ktoś gdzieś tam powyżej, nie czepiał się mnie, a raczej ja jego. A autorka, autor, tej wypowiedzi nie przeżyła pewnie nigdy miłości prawdziwej. Myślę, że żaden młody nie zrobił jej na tyle dobrze, że nie wie, co to jest miłość. Dla takiej osoby, to nawet sam apollo, nie byłby dostatecznie dobrym partnerem. Co w takim razie jest wykładnikiem jej wyobrażenia o ludziach i szczęściu? Nie wiem. Może zazdrość, zawiść, skrzywione myślenie. Po prostu nie wiem.