n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

środa, listopada 10, 2010

PISZ do UBtuska XXI.XI.


Grilowanie czy rozwój ???
Szanowni Państwo !
21 listopada 2010 podejmiecie Państwo decyzję co do kierunku rozwoju naszej gminy na najbliższe 4 lata.
W związku z powyższym chciałbym odnieść się do filozofii zarządzania naszą gminą przez mojego kontrkandydata Jana Alickiego.
Moja filozofia polegała na stworzeniu solidnych podstaw związanych z rozwojem gminy , owocem czego były składane projekty i podejmowane wyzwania – często jak wielokrotnie mówiła o tym opozycja „nierealne lub chore wizje Szymborskiego ”
W okresie mojej kadencji podwoiłem dochody gminy ( z 36 mln. do 65 mln zł ), a ustępując zostawiłem mojemu następcy szufladę pełną projektów , a w wielu urzędach złożone wnioski o dofinansowanie i machina inwestycyjna została uruchomiona.
Stan finansów przekazałem z 3,5 mln zadłużeniem.
Przekazałem mojemu następcy również sprawnie i oszczędnie funkcjonujący urząd z blisko 79 pracownikami ( dziś jest ich 100)
Znaczna część strategicznych inwestycji realizowana podczas kadencji pana Alickiego jest efektem działań podjętych i nakreślonych przeze mnie.
Inną sprawą pozostaje jakość , rozmiar, staranność i udział funduszy zewnętrznych przy realizowanych pracach.
Podkreślić natomiast trzeba , iż Burmistrz Alicki na pewno wniósł nową jakość w zarządzanie miastem. Na okres 4 lat urządził nam po prostu grillowanie.
W większość letnich weekendów na terenie miasta kwitła „kultura wysoka”: odbywały się pikniki i grillowania.
Byle głośno, byle zabawnie.
Wszyscy bawili się świetnie , tylko nikt bawiącym się nie przekazał że w tym czasie zadłużenie gminy bije kolejne rekordy.
Wszyscy myśleli że bawią się gratis , natomiast rachunek jak zwykle przyszedł po imprezie.
Ten rachunek otrzymaliśmy wszyscy.
Szanowni Państwo !
W tych wyborach wszyscy będą Państwu mówić co dla was uczynią , natomiast ja również Państwu powiem czego nie uczynię.
Na pewno nie będę zadłużał gminy w sposób nie rozsądny, tak aby dziś żyło nam się wesoło i ciekawie, a przyszłe pokolenia musiały to spłacać.
Jeżeli mamy rozwijać gminę musimy podjąć trud realizacji dużych poważnych projektów rozwojowych , a nie projektów konsumpcyjnych i to pod warunkiem że uzyskają one poważne wsparcie w postaci funduszy zewnętrznych. Budżet gminy jest taki jaki jest i zabezpiecza nam funkcjonowanie , natomiast inwestycje musimy realizować przy pomocy wsparcia zewnętrznego. Priorytet w pierwszej kolejności musi być zrównoważenie wydatków bieżących gminy i dochodów bieżących , bo gmina nie może funkcjonować na kredyt. Inwestycje winny być realizowane przy wsparciu kredytowym , ale z wkładem własnym minimum 30%.
W okresie od 25.06.2007 do 01.06.2010 Burmistrz Pisza Jan Alicki wystąpił do Rady Miejskiej o wyrażenie zgody na zaciągnięcie kredytów w wysokości 37 mln złotych , co stanowi około 60 % dochodów bieżących gminy.
Ktoś to będzie musiał spłacić - zapewne następcy pana Alickiego - a w zasadzie nie oni tylko podatnicy, mieszkańcy Pisza.
Mądra władza musi postępować tak jak czynią to odpowiedzialni rodzice , musi przewidywać skutki podjętych działań na przyszłe lata. Jeżeli chcemy kupić cukierki najpierw policzmy czy starczy nam na wykształcenie dzieci.
Jeżeli chcecie Państwo kolejne cztery lata „GRILOWAĆ” postawcie na Jana Alickiego – ma w tym już czteroletnie doświadczenie - natomiast jeżeli chcecie postawić na ROZWÓJ i odpowiedzialność skorzystajcie z innych propozycji.
Poniżej przedstawiamy wybrane inwestycje w roku wyborczym ze wskazaniem procentowego udziału kredytu w finansowaniu inwestycji. Dla wybranych inwestycji nie uzyskano żadnego wsparcia finansowego ze środków UE..
Lp.
Droga
Udział kredytu bankowego w finansowaniu drogi w %
Łączna wartość
Zadania
W tys. złotych
1.
Ciąg jezdny za pawilonem przy ul.Kościuszki
51 %
120,0
2.
Chodniki i nawierzchnia przy ul.1-go Maja
58%
740,0
3.
Przebudowa nawierzchni drogi na działce 1142/10
100% - w całości z kredytu
210,0
4.
Remont kładki dla pieszych
58%
450,0
5.
Zagospodarowanie Parku Miejskiego w Piszu
100% - w całości z kredytu
400,0
6.
Budowa oświetlenia drogowego w miejscowości Turowo
100% - w całości z kredytu
177,0
7.
Remont kanalizacji ul.Wyzwolenia
100% - w całości z kredytu
65,0
8.
Remont kanalizacji deszczowej ul.Kośćiuszki
100% - całości z kredytu
65,0
9.
Remont nawierzchni chodnika przy Trzcinowej
100% - w całości z kredytu
350,0
10.
Rozbudowa oświetlenia drogowego przy ul.Czerniawskiego
100% - w całości z kredytu
95,0

Razem
Wartość kredytu bankowego 2,1 mln zł
2572,0
Opracowano na podstawie zał.3 do uchwały RMz dnia 01.06.2010
+++++++++++++++++++++++

wtorek, listopada 09, 2010

BUNT MAS - kiedy Polska Tea Party ?

Adamski: Tea Party a sprawa polska

  • Kategoria: Świat
  • piątek, 5 listopada 2010 18:47
Amerykańska prawica dokonała rzeczy, której nikt jeszcze dwa lata temu się po niej nie spodziewał. Wyborcy odrzucili wielką „zmianę” Baracka Obamy, która okazała się wielkim projektem inżynierii społecznej mającej na celu zmienić ostatnią ostoję wolności i odpowiedzialności za siebie w mekkę socjalizmu. Jednak wielki sukces wyborczy Republikanów nie byłby możliwy, gdyby nie oddolny ruch w samym jądrze prawicy.
Członkowie Tea Party na swoich sztandarach przynieśli sprzeciw wobec zniewalania gospodarczego, zabijania dzieci nienarodzonych i  ograniczania swobód obywatelskich Amerykanów. „Jednocześnie tegoroczna elekcja wskazuje także na to, że duża część Amerykanów nie chce powrotu do władzy neokonserwatystów spod znaku George'a W. Busha, skupionych głównie na ekspansywnej polityce zagranicznej, niewiele różniących się w sferze polityki wewnętrznej od Demokratów. Niemała część kandydatów Partii Republikańskiej uzyskała swoją nominację dzięki poparciu nieformalnego ruchu Tea Party" - zauważa Stefan Sękowski. Trudno się z nim nie zgodzić. Wyborcy amerykańscy odrzucili prawicę spod znaku Georga W. Busha (choć ja zawsze będę szanował tego prezydenta za jego godną naśladowania politykę w sprawach obyczajowych) i skierowali się w stronę konserwatyzmu, który jest kwintesencją amerykańskiej rewolucji i różni ją od jakobińskiego terroru pierwszych lewicowców od Robespierra. Przecież to właśnie Ojcowie Założyciele tego wspaniałego kraju nie wyobrażali sobie odrzucenia Boga i prawa naturalnego. Nawet najbardziej liberalny z nich Tomasz Jefferson zdystansował się pod koniec życia od terrorystów spod znaku „równości, wolności, braterstwa”. Kandydaci Tea Party prowadzeni przez Sarę Palin potrafili tchnąć ducha w coraz bardziej centrową partię, która niegdyś mogła pochwalić się takimi wspaniałymi prezydentami jak Eisenhower czy Reagan.
To nie zwolennik zabijania dzieci nienarodzonych Rudolph Giuliani czy dosyć lewicowy w sprawach obyczajowych John McCain są dziś twarzami Partii Republikańskiej. Spikerem Izby Reprezentantów (czyli trzecią osobą w państwie) będzie katolik i znany obrońca praw dzieci nienarodzonych John Boehner, który zastąpi na tym stanowisku pseudokatoliczkę Nancy Pelosi, która ramię w ramię z Obamą wprowadzała zdrowotną reformę, gwarantującą zabijanie ludzi z pieniędzy podatników. – Mamy moralny obowiązek bronić bezbronnego życia. A nie ma nic bardziej bezbronnego jak dziecko nienarodzone. Obrona życia i obrona wolności są ze sobą powiązane i jeżeli w to wierzymy, to nie możemy zaakceptować obecnej polityki Waszyngtonu - powiedział niedawno Boehner. Zresztą aborcjoniści przegrali w Wisconsin, Pensylwanii, Arkansas, Indianie, Północnej Dakocie, Missouri, Ohio, Luizjanie i na Florydzie. Jednym słowem rewolucja konserwatywna znów puka do drzwi kraju nieudolnie prowadzonego przez ideologicznie naładowaną lalkę Barbie z Harvardu. I zanosi się na to, że owa rewolucja zmieni oblicze USA.
„Mogłaby to być taka Partia Miodowa (od ulubionego napitku naszych przodków) czy Sarmacka. Partia, która byłaby jednocześnie konserwatywna (realnie, a nie jedynie wirtualnie), prorodzinna (nie tylko w deklaracjach), religijna (i to na poważnie, łącznie z modlitwą przed obradami), polska (w całej rozciągłości, to znaczy ze świadomością jagiellońskich korzeni, ze świadomością, że mamy nasz kraj budować wspólnie: katolicy, protestanci, prawosławni, Żydzi, muzułmanie i niewierzący, bowiem władca nigdy nie jest władcą naszych sumień) i wolnościowa (w najlepszym polskim wydaniu)” - pisał w marzycielskim tonie Tomasz Terlikowski o powstaniu polskiej Tea Party. Ja również mam podobne marzenia do mojego redakcyjnego kolegi. I również jak on nie wierzę w konserwatywną rewolucję na polskiej prawicy. I nie chodzi już o to, że Jarosław Kaczyński rozprawia się ze swoimi oponentami we własnej partii w sposób bezwzględny, uniemożliwiając narodzenie się nowego lidera. To samo robią Donald Tusk (tylko, że trochę zręczniej) i Grzegorz Napieralski. System finansowania partii z budżetu państwa spowodował, że „banda czworga” - jak nazywa ich trafnie Janusz Korwin-Mikke, podzieliła między siebie scenę polityczną i zabetonowała ją na lata. Struktury naszych partii są zbudowane na wzór Cosa Nostry, gdzie Don ma swojego consigliere, capo di regime i przybocznych żołnierzy. Taka struktura uniemożliwia debatę wewnątrz ugrupowania i jakąkolwiek rewolucję zbuntowanych rebeliantów. Brak jednomandatowych okręgów wyborczych powoduje, że na listach znajdują się lizusy partyjne i miernoty spod znaku „Bierny, Mierny ale Wierny”. Każdy, kto sprzeciwia się swojemu Donowi, jest eliminowany przez partyjnych cyngli i trafia do tylnych ław poselskich, nie mając szans na ponowny wybór z braku miejsca, skąd mógłby wystartować. Jednak najsmutniejszy jest fakt kompletnego nierozumienia Polaków, czym w rzeczywistości jest konserwatyzm i liberalizm. Skoro poważni ludzie nazywają liberałami karierowiczów od Tuska, którzy podnoszą podatki i zniewalają społeczeństwo wprowadzając ustawy antyrodzinne, zaś ludzi, którzy storpedowali możliwość zatrzymania zabijania dzieci niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie (co dziwne nie jest pamiętając stosunek do aborcji braci Kaczyńskich) i walczyli populistycznie o Polskę „solidarną”, nazywa się skrajną prawicą - to coś jest nie tak ze świadomością polityczną Polaków.
Z drugiej strony kontrrewolucję obyczajową uniemożliwiają hierarchowie naszego Kościoła, którzy dopiero niedawno zdobyli się na odważny krok (w normalnych warunkach będący "oczywistą oczywistością") przypomnienia katolickim politykom, jakie są ich powinności wynikające z wiary. Niestety, nie mamy w Polsce konserwatywnych ruchów protestanckich, które z żarliwością przypominałyby nam, czym jest dziedzictwo zachodniej cywilizacji i bez oglądania się na polityczne zaszłości oraz reakcje mainstramu medialnego stałyby twardo na straży nauki Jezusa. Powstaniu polskiego Tea Party nie sprzyja również medialna twarz prawicy i coraz mniejszy dostęp do ogólnopolskich mediów konserwatywnych komentatorów. Amerykanie mają swoją Fox News, która produkuje masowo showmanów, konkurujących o dusze młodzieży z gwiazdorami w stylu Stewarda, Leno czy O’Briana. W Polsce mamy tak naprawdę jedną osobę, która bije na łeb pajacyków ITI. Jest to Wojciech Cejrowski, który jest kochany przez młodzież i jestem przekonany, że niejednego młodzieńca przekonał do swoich „oszołomskich” racji. Na horyzoncie nie widać jednak żadnego polskiego Rusha Limbaugh, który potrafiłby dosadnie przywalić rządzącym i zrobić z siebie przy okazji podziwianego celebrytę. A dziś, w dobie tępej mediokracji, bez showbiznesu idee tracą na znaczeniu. Zresztą nawet gdyby ktoś taki się pojawił to zaraz by go spacyfikował słynny komunistyczny paragraf na żurnalistów.
Nie doczekamy się więc polskiej Palin czy Limbaugh nad Wisłą. Przez następne lata będziemy oglądać spór pseudoprawicowych partii Tuska i Kaczyńskiego, które wygenerują nam zapaterowską lewicę. Może jednak taka lewica musi powstać, by społeczeństwo się obudziło? Czy jednak wtedy specyfika naszej sceny politycznej umożliwi powstanie oddolnego ruchu na prawicy? Ja pozostanę pesymistą.

Łukasz Adamski