n e v e r l a n d d

- ANTISOZIALISTISCHE ELEMENTE - *** TA MI OTO PRZYPADŁA KRAINA I CHCE BÓG, BYM W MILCZENIU TU ŻYŁ * ZA TEN GRZECH, ŻE WIDZIAŁEM KAINA ALE ZABIĆ NIE MIAŁEM GO SIŁ *** " DESPOTYZM przemawia dyskretnie, w ludzkim społeczeństwie każda rzecz ma dwoje imion. " ******************** Maria Dąbrowska 17-VI-1947r.: "UB, sądownictwo są całkowicie w ręku żydów. W ciągu tych przeszło dwu lat ani jeden żyd nie miał procesu politycznego. Żydzi osądzają i na kaźń wydają Polaków"

Archiwum

POGODA

LOKALIZATOR

A K T U E L L






bezprawie.pl
"Polska" to kraj bezprawia

piątek, lipca 01, 2022

Analiza bieżącej sytuacji

 ZAMIAST WSTEPU

dr Carrie Madej, ofiara dziwnej katastrofy lotniczej w tym tygodniu, jak i dr Vladimir Zelenko ostrzegają ludzkość przed mrocznym planem przestępczym stojącym za pandemią.

OSTATNIE SŁOWA DR ZELENKI DO LUDZKOŚCI (lektor PL)

__________________________________________________________

APOKALIPSA, czyli UJAWNIENIE! Kto WYGRA wojnę? – Katarzyna Szewczyk

 

Piotr Sarafin

Wielki cyberpunkowy świat w którym rządzą korporacje wiedzące wszystko o wszystkich nadchodzi dużymi krokami. Mam nadzieję że jesteśmy w stanie nie dopuścić do tego
 
_________________________________
 

Polska znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie

 

 

APPENDIX


 

 

 

 

 

wtorek, czerwca 14, 2022

Zesłanie do Kazachstanu. Mówi Zb. KĘDRA

 http://mpus.pl/ https://www.facebook.com/mpuspl/ 

Wiersz Pana Zbigniewa: https://docs.google.com/document/d/1Y... 

Dodatkowy tekst od Pana Zbigniewa: https://docs.google.com/document/d/1y... 

Pana Zbigniewa Kędrę poznałem trochę przypadkiem. Robiłem zdjęcia na jego benefisie w Węgorzynie. To wyjątkowy człowiek, pełen energii, intelektu i ogromnej miłości do życia. Nigdy się nie poddał i po powrocie do Polski wiedzie życie pełne interesujących chwil. Dużo podróżuje, cały czas tworzy, pisze wiersze, wydał książkę o swoim zesłaniu do Kazachstanu. Czułem się onieśmielony, mogąc poznać w szczegółach historię, którą opowiedział przed kamerą. Umówiliśmy się, że opowie najciekawsze fragmenty, które mogłem wcześniej poznać czytając jego książkę. 

Sama książka została wydana w zaledwie kilkuset egzemplarzach i czułem, że to bardzo ważne, aby te historie uwiecznić. Coraz mniej niestety jest osób, które wciąż mogą opowiedzieć o tym, co przeżyły w tamtym czasie. Jeszcze mniej jest osób o tak wyjątkowej wrażliwości, jaką ma w sobie pan Zbigniew. Dzięki niej zauważa on szczegóły, które innym osobom mogłyby umknąć. 

To sprawia, że jego opowieść jest wyjątkowo intensywna, pełna emocji i wzruszeń. To dłuższy materiał, zachęcam do obejrzenia tego we właściwym momencie. Nie chciałem jednak wycinać tego, co nie było konieczne, aby zachować jak najwięcej informacji.

 Z mojej strony chciałem serdecznie podziękować panu Zbigniewowi za danie mi możliwości realizacji tej video opowieści. Robiłem, co mogłem, aby wyszło to jak najlepiej.


 

poniedziałek, czerwca 06, 2022

Mówi Max KOLONKO

 

FILM 

skasowany przez YT

_____________________________________

DODATEK

 


 Marcin Gladala

Witaj Stefan, właśnie o tej knajpie "kryjiwce" czy jakoś tak chciałem ci napisać. Byłem kilka lat temu na zorganizowanej wycieczce do Lwowa, większość jej uczestników to niestety "wieś tańczy i śpiewa". Poleźli tam bo usłyszeli że to fancy knajpa, poszedłem i ja wyciagnąć stamtąd mojego kolegę. Na wejściu kolesie przebrani za rezunów polewali każdemu kielona i wymagali toastu "chwała bohaterom", powiedziałem że jestem z Polski i nie ma mowy, coś poburczeli i powiedzieli- to wypij chociaż. W środku to po prostu szok, tak jakby np. Niemcy urządzili u siebie knajpę pod patronatem Einsatzgruppen. Ale pecunia non olet, idioci z Polski bawili się w tej scenografii a muzykanty grali im "Hej sokoły", ale najlepszy był heppening pt. "wieszanie lachów", może bym nawet nie zauważył ale nieopatrznie wybrali klienta ze stołu "polskiego", jak się skapneli to wzieli jakiegoś Ukraińca. Wygladało to tak: dopadali gościa przebrani za Upowców, wlekli go do takiej kańciapy gdzie był stryczek, zakładali pętlę na szyję i zasłaniali wejście, potem był stukot wykopywanego stołka, takie zabawy. Powiedziałem koledze że albo wychodzimy, albo zrobię coś drastycznego, spojrzał na mnie, uwierzył i wyszliśmy.....

 DODATEK  II

100 dni amoku narodowego w #3rp


 LINK  YT

______________________________

MEMENTO.


 

czwartek, czerwca 02, 2022

Was ist das "S.Bandera i Я"

 


globalna.info

''BANDERA I Я'' - BANDEROWSKA PROPAGANDA W POLSKICH SZKOŁACH - 



Zespół Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Bartoszycach (woj. warmińsko-mazurskie), popularnie nazywany „szkołą ukraińską”. Państwowa placówka, finansowana ze środków publicznych, w której uczy się ponad setka dzieci m.in. pochodzących z rodzin ukraińskich. Jak każda szkoła posiada bibliotekę – głównie na potrzeby uczniów. Nie każda jednak ma w swoich zbiorach publikacje gloryfikacje banderyzm, UPA i samego Stepana Banderę. Taką, jak książki „Stepan Bandera i Ja” oraz „Sotnik >Burłaka<”.

„Stepan Bandera i Ja”

Książka „Stepan Bandera i Ja” trafiła do biblioteki szkoły w Bartoszycach wiosną br. w ramach pakietu, w skład którego wchodziły inne publikacje z tej serii (m.in. Taras Szewczenko i Ja, Iwan Mazepa i Ja). Natrafił tam na nią dziennikarz Tomasz Maciejczuk, który zdobył materiały dotyczące banderowskich materiałów propagandowych z tej szkoły.

W książce Bandera przedstawiony jest jako „symbol ukraińskiego patriotyzmu”.Poruszono w niej m.in. wątek postawienia go przed polskim sądem – pokazując go jako mężnego ukraińskiego patriotę, znoszącego ciężkie przesłuchania oraz „fizyczne i psychiczne męki” z rąk polskich „katów”.

Odnosząc się do procesu warszawskiego, w efekcie którego lider OUN, oskarżony ws. zamachu na ministra Pierackiego, został skazany na karę śmierci (później zamienioną na dożywotnie więzienie) napisano, że poprzez publikowanie w prasie mów oskarżonych „polska władza starała się pokazać się przed światem zachodnim jako państwo demokratyczne”. Zaznaczając, że w ten sposób zarazem „informowała świat o ukraińskim narodzie”. 

Tekst wyraźnie sugeruje również, że Stepan Bandera nie miał żadnego związku z faszyzmem– podkreślając, że w czasie II wojny światowej przebywał on w niemieckim obozie koncentracyjnym. Książka zawiera także szereg symboli banderowskich, a także pełny tekst „dekalogu ukraińskiego nacjonalisty”.

Zbrodniarz bohaterem

To jednak nie jedyna publikacja tego rodzaju dostępna dla dzieci ze szkoły w Bartoszycach. Znajduje się tam także pierwsza książka z serii „Bohater UPA” pt. „Sotnik Burłaka”, poświecona dowódcy jednej z sotni UPA, Wołodymyrowi Szczygielskiemu.

Sotnia dowodzona przez „Burłakę” 6 sierpnia 1944 r. zamordowała 42 Polaków w Baligrodzie. Zbrodnia ta była częścią planowanego ludobójstwa na Polakach na obszarze Małopolski Wschodniej. Członkowie jego oddziału są również podejrzewani o zamordowanie grupy Polaków, których grób odnaleziono niedawno w Jaworniku Ruskim. Za przestępstwa popełnione na terenie Polski został skazany na karę śmierci.

Głównym redaktorem tej książki był znany negacjonista wołyński i gloryfikator banderyzmu Wołodymyr Wiatrowycz, obecnie szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, który jest również autorem jednego z rozdziałów. Innym jest Bohdan Huk, którego ekspertyza jako biegłego doprowadziła do umorzenia postępowania ws. grupy Ukraińców, którzy sfotografowali się w przemyskiej galerii handlowej z flagą OUN-UPA, wykonując przy tym faszystowskie gesty.

Duża część z nich posiadała Karty Polaka. Huk zasłynął jednak przede wszystkim ze swoich wypowiedzi, które pokazują, że jest on w istocie ukraińskim szowinistą, gloryfikatorem banderyzmu, oskarżającym Polski Rząd w Londynie o plany eksterminacji ludności ukraińskiej.

„Dlaczego ukraińskie dzieci mają się wstydzić, że Bandera i Szuchewycz to ich bohaterowie?”

Maciejczuk zarejestrował również rozmowę z dyrektorką szkoły, Lubomirą Tchórz. Podkreśla ona, że program szkoły jest ukierunkowany na kształtowanie dzieci w duchu patriotyzmu ukraińskiego. Zapewnia także, że dzieci wiedzą, że na hasło „Sława Ukrajini!” odpowiada się „Herojam Sława!”.

Nieoficjalnie dyrektorka zaznaczyła, że wspomniane publikacje nie są w Polsce zabronione. Dyrektorka nie widzi problemu w tym, że w książce nt. „Burłaki” nie ma wzmianki o mordzie w Baligrodzie. Zapytana o Banderę odpowiedziała, że „każdy naród ma swoich bohaterów”.

– My traktujemy Banderę jako człowieka, który niósł ideę wolności – wolności państwa, wolności obywateli Ukrainy. Dla nas to jest ważne –mówiła Tchórz zaznaczając, że podczas „tego co się działo na Wołyniu” Bandery tam nie było, ponieważ przebywał w obozie koncentracyjnym.

– Nie można kogoś oskarżać za to, że kochał swoją ojczyznę – dodała, wymieniając w tym kontekście także dowódcę UPA i zbrodniarza, Romana Szuchewycza. Kwestię współpracy Bandery i Szuchewycza z hitlerowskimi Niemcami tłumaczyła zaś tym, że były to „trudne czasy”, a „sojuszników można mieć różnych, żeby być jak najszybciej wolnym państwem”.

– Jeśli będzie nieumiejętnie prowadzona polityka informacyjna na temat historii, a szczególnie w mediach, gdzie osoby niekompetentne sieją propagandę, to może dojść do jakiegoś konfliktu– mówiła dyrektorka. Zapytana o kwestię rzezi wołyńskiej zaznacza, że każdy ma prawo do swojego państwa i Ukraińcy, tak jak Polacy, mieli prawo o nie walczyć. W kontekście filmu Wołyń uznała, że młodzieży należy wytłumaczyć, że przyczyną „tragedii” było „nie tylko to, że Polacy mieszkali na ukraińskich ziemiach”, ale też to, co działo się 100-200 lat wcześniej.

Podkreśliła, że politycy nie powinni zajmować się tą sprawą i wyraźnie zaznaczyła, że w jej szkole uczniowie nie są agresywnie nastawieni do Polaków. – A co zrobią w polskich szkołach, jak będą kształtować patriotyzm, czy patriotyzm ma się budować tylko poprzez wychowywanie dzieci w nienawiści do innych – moim zdaniem nie tędy droga– mówiła Tchórz.

Zapytana, czy ukraińskie dzieci powinny wstydzić się tego, że dla nich bohaterami są Bandera i Szuchewycz odpowiedziała: – A dlaczego mają się wstydzić? Dlatego, że walczyliśmy o wolność?. Z kolei odpowiadając na pytanie o ludobójstwo na Wołyniu stwierdziła: -A ile było sytuacji Polsce, gdy też zabijano inne narodowości i nacje. I trudno się przyznawać do tego… To jest za słabo udokumentowane, żeby mówić o ludobójstwie.

„Nie tylko Polacy ginęli na Wołyniu”

Portal Kresy.pl skontaktował się z Lubomirą Tchórz. W rozmowie dyrektorka szkoły początkowo zaprzeczała, jakoby wspomniane książki znajdowały się w zbiorach biblioteki. Później przyznała, że mogły się tam znajdować, ale zapewniła, że nie były one ani używane ani wypożyczane przez uczniów. Jak oświadczyła, nie zostały one przez szkołę zakupione, ale przysłane przez którąś z ukraińskich delegacji. Lubomira Tchórz deklaruje także, że treści dotyczące UPA i jej podobne, nie są poruszane w rozmowach z dziećmi, ponieważ są one za małe, a ponadto szkodzą one pozytywnym stosunkom polsko-ukraińskim. Zapewnia, że dzieci są wychowywane w szacunku do innych.

Odnosząc się do książki „Stepan Bandera i Ja” powiedziała, że jej ocena zależy od tego, jak pokazuje się w niej ukraiński patriotyzm. Zapytana o stosunek do sprawy w kontekście uchwały wołyńskiej Sejmu RP i planów penalizacji banderyzmu odpowiada: – Politykiem nie jestem i w politykę i propagandę polityczną się nie wtrącam. W znaczeniu kontrowersji czy jakiejś wrogości polityka mnie nie interesuje. Zaznacza przy tym, że w Polsce nie tworzy się żadnych antyukraińskich dokumentów.

Jej zdaniem, posiadanie tego rodzaju publikacji absolutnie nie jest wyrazem jakichkolwiek postaw antypolskich ani propagowaniem banderyzmu– Nie wychowujemy dzieci w duchu nienawiści, ani polityki antypolskiej– mówi Tchórz. Przyznaje jednak, że „być może” opisywane publikacje rzucają cień na te deklaracje.

Odnosząc się do sprawy Wołynia zaznaczyła: „tam przecież też ginęli Ukraińcy, to była tragedia dla obu narodów, tam nie tylko Polacy zginęli”. Nie przyznała, że rzeź wołyńska była ludobójstwem. – Nie jestem historykiem ani politykiem, więc daleka jestem od tych spraw– dodaje. – Były to czasy tragiczne, trudne i z jednej i z drugiej strony to wszyscy wiemy. Nie odpowiadamy za to, co robili nasi przodkowie

Tchórz. Odnosząc się do obecnej polityki władz Ukrainy, gloryfikującej UPA, Banderę i Szuchewycza powtórzyła, że „każde państwo ma swoich bohaterów i tak formułuje sobie swój światopogląd”. Zaznacza, że szanuje poglądy innych i nie zamierza nikomu niczego narzucać.

„Może jakiś egzemplarz ‘Mein Kampf” sprowadzą?”

Sytuację skomentował poseł Kukiz’15 i Endecji, Tomasz Rzymkowski. Jego zdaniem, mamy do czynienia ze skandalem:

– To skandal. To, że te książki zostały przysłane za darmo np. z ukraińskiego IPN, i zostały umieszczone w księgozbiorze szkolnym świadczy o jakiejś kompletnej ignorancji władz szkoły czy tych, którzy do tego dopuścili. Te książki jawnie szkalują naród polski i zakłamują historię. Materiały te nie powinny się znaleźć w polskiej placówce oświatowej.

Nie wiem, czy tamtejsi bibliotekarze specjalizują się w ogóle w takich skandalicznych materiałach trącących systemami totalitarnymi. Niedawno zdjęto prawa autorskie rządu bawarskiego do „Mein Kampf”

Może zamówią jakiś egzemplarz do tej szkoły? Ta sytuacja jest absurdalna. W bibliotece szkolnej powinny być lektury szkolne, książki przedmiotowe, a nie materiały czysto ideologiczne, które na siłę tworzą mit państwa ukraińskiego– dodaje poseł Kukiz’15.

Oprócz zbrodni komunistycznych i nazistowskich ustawę trzeba uzupełnić o zbrodnie ukraińskich nacjonalistów i ukraińskich formacji kolaborujących z III Rzeszą. Stepan Bandera podpada pod dwie kategorie: to zbrodniarz i nacjonalista ukraiński, a równocześnie osoba, która firmowała kolaborację z III Rzeszą.

Zmarło 200 tys. osób więcej

W pandemii zmarło 200 tys. osób więcej. Kto ma krew na rękach?

Nadumieralność w czasie pandemii to 200 tys. osób. Przez odcięcie dostępu do zarezerwowanych miejsc w szpitalach aż 1,6 miliona chorych kardiologicznie nie zostało przyjętych na oddziały szpitalne! Czy osoby za to odpowiedzialne staną przed sądem? - pyta prof. dr hab. med. Grzegorz Raczak, kierownik Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca, II Katedry Kardiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego
Dorota
Abramowicz
20.05.2022 / 10:40

Przed rokiem przewidywał Pan: "Mogę to ogłosić jako czarne proroctwo, ale dramatyczne skutki pandemii - prawdziwą rzeźnię - odczujemy dopiero za dwa lata. ". Czy dzisiaj, gdy ogłoszono koniec epidemii,optymistyczniej patrzy Pan w przyszłość?
Pytałem też, kto ma na rękach krew ludzi pozbawionych w czasie epidemii opieki specjalistycznej. I do tej pory nie dostałem na to pytanie odpowiedzi. Kompletnie nic nie zostało w tym zakresie wyjaśnione. W  rozmowie z początku tego roku przypomniałem, że nadumieralność w okresie pandemii wynosiła 200 tysięcy osób. Co to oznacza? Chodzi o stosunek liczby zgonów w danym roku do średniej liczby zgonów z analogicznego okresu we wcześniejszych latach. W minionym roku -  w przeliczeniu na milion mieszkańców - zajęliśmy drugie miejsce wśród krajów OECD drugie miejsce pod względem, zaraz za Meksykiem.

Polacy częściej zapadali na COVID-19, niż mieszkańcy innych krajów?
Akurat nie. Moim zdaniem za tak dramatyczną sytuację odpowiadało blokowanie chorym, głównie kardiologicznie, dostępu do opieki specjalistycznej decyzjami administracyjnymi. Nie chcę dochodzić, czy robił to wojewoda, minister, zastępcy ministra. Aż tak biegły w obserwacji procesów decyzyjnych już nie jestem. Jedno jest pewne - liczba hospitalizacji spadła w 2020 roku o 30 procent, z 7 do 5 milionów. I to przy ataku wirusa, który miał na lewo i prawo mordować ludzi.

I, nie da się ukryć, mordował.
Zawsze mówiłem, że z covidem trzeba walczyć. Byle nie kosztem pacjentów kardiologicznych. Udało mi się dotrzeć do danych na temat stanu łóżek szpitalnych w Polsce na dzień 31 grudnia 2020 roku. Tamtego dnia mieliśmy 34 741 tzw. łóżek covidowych. Pacjenci zakażeni SARS-CoV-2 zajmowali 16 763 łóżka, a 17 968  łóżka stały wolne. Pozwoliłem sobie na dokonanie krótkich obliczeń. Średni czas hospitalizacji pacjenta kardiologicznego wynosi 4,1 doby. Oznacza to, że jedno łóżko kardiologiczne "obsługuje" 89 pacjentów w ciągu roku. Jeśli teraz pomnożymy liczbę wolnych łóżek covidowych czekających na pacjenta przez 89, otrzymamy wynik 1,6 mln.

prof. dr hab. med. Grzegorz Raczak
GUMed

Zastanawia mnie jednak kompletny brak dyskusji nad faktem, że umarło 200 tysięcy osób! Powinny być powołane jakieś sztaby ekspertów, którzy przeanalizują to, co stało się przez ostatnie dwa lata. Policzą koszty, wyciągną wnioski, przedstawią je społeczeństwu. W Polsce panuje kompletna cisza, wszyscy udają, że było pięknie.

Czyli?
Czyli możemy przypuszczać, że przez odcięcie dostępu do zarezerwowanych miejsc w szpitalach aż 1,6 miliona chorych kardiologicznie nie zostało przyjętych na oddziały szpitalne! Na usunięcie kamieni żółciowych można poczekać nawet rok, ale wśród masy planowych chorych kardiologicznie co kilka tygodni taki pacjent umiera. Bycie "planowym" w kolejce do zabiegu nie oznacza, że chory może czekać. Zablokowanie ponad półtora miliona przyjęć przekłada się na setki tysięcy pogrzebów. Mam otwarte pytanie do wszystkich - kto ponosi odpowiedzialność, nie tylko polityczną, ale i karną za zamknięcie pacjentom niecowidowym dostępu do diagnostyki i lecznictwa medycznego? Zadaję to pytanie jako lekarz, który ma do czynienia z pacjentami. W sytuacji, gdy umiera 200 tysięcy ludzi, ich śmierć dotyka nawet milion osób, członków najbliższej rodziny. Dlatego w imieniu miliona tych, którzy stracili kogoś bliskiego, pozwalam sobie spytać o tych, którzy powinni odpowiadać karnie za swoje decyzje.

Jest Pan przekonany, że skutki urzędniczych decyzji podejmowanych w czasie pandemii powinny podlegać ocenie sądu?
Zdecydowanie tak. Każda decyzja z ostatnich dwóch lat bezwzględnie wymaga rozliczenia.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

Czy może wskazać Pan urzędnika, który powinien stanąć przed sądem?
Nigdy w życiu. Jako lekarz, a nie prokurator, nigdy nie odważę się wskazać konkretnej osoby. Niech zbada to ktoś kompetentny. Zastanawia mnie jednak kompletny brak dyskusji nad faktem, że umarło 200 tysięcy osób! Powinny być powołane jakieś sztaby ekspertów, którzy przeanalizują to, co stało się przez ostatnie dwa lata. Policzą koszty, wyciągną wnioski,  przedstawią je społeczeństwu.  W Polsce panuje kompletna cisza, wszyscy udają, że było pięknie. Zauważyła pani może jeszcze jedno - przyszła wojna Rosji z Ukrainą i momentalnie zakończyła się epidemia. Do Polski przybyły trzy miliony uchodźców, niekoniecznie zaszczepionych, i nic się nie zawaliło. Nawet więcej, temat covidu został gdzieś odsunięty, zapomniany. Zarówno przez obóz rządzący, jak i opozycję. To były złe czasy, które minęły - słyszymy. A te setki tysięcy które zginęły nie są warte tego, by o nich mówić? Konieczna jest publiczna dyskusja. Szum powinien być wszędzie!  Milczenie, jakie w tej sprawie zapadło, zwyczajnie niepokoi.  

Zapewne usłyszymy, że epidemia była "siłą wyższą", decyzje podejmowano pod presją czasu i w sytuacji, gdy tak naprawdę niewiele wiedzieliśmy o nieznanym wirusie.
I to ma kwitować śmierć dwustu tysięcy osób  i dramat  ich rodzin? Do mnie to nie przemawia.

Dziś za to słyszymy o pilotażu sieci kardiologicznej, którego celem jest nadrobienie długu zdrowotnego, do którego doprowadziła epidemia. Ostatnio pilotaż został już poszerzony o kolejne województwa, w tym Pomorze. Jesteśmy w stanie odrobić ten dług?
Po pierwsze chciałbym spytać, czy ci, którzy już umarli, zostaną w jakiś specjalny sposób ożywieni? Minister ich wskrzesi, będą żyć w pełni zdrowia? Czytałem wypowiedź ministra zdrowia, który zapewniał, że Krajowa Sieci Kardiologiczna jest elementem odbudowy zdrowia Polaków. Niech pani powie to lekarzowi. Kiedy przychodzi do mnie chory człowiek, to wiem, że będzie on jeszcze przychodził pięć, dziesięć - a jak będzie miał szczęście trzydzieści lat, zanim umrze. Ale tak, by przyszedł do mnie chory pacjent i wyszedł zdrowy - to już jest duża rzadkość. Chorobę można powstrzymywać, stosować różne metody, by miała łagodniejszy przebieg. Jednak plan uzdrowienia Polaków uważam za lekko demagogiczne twierdzenie. Podejrzewam, że takie słowa padły z ust ministra zdrowia dlatego, że nie jest on lekarzem.

prof. dr hab. med. Grzegorz Raczak
GUMed

Obawiam się, że pandemia musi wrócić. Za dużo szczepionek wyprodukowano, by kiedyś nie stały się potrzebne.

Może chodzi tu o szerszą profilaktykę i lepszą diagnostykę, pozwalającą na szybsze wykrycie choroby?
Żeby nie ograniczać się wyłącznie do krytyki, muszę powiedzieć, że ogólna idea Krajowej Sieci Kardiologicznej jest bardzo piękna. Główną przyczyną zgonów w naszym społeczeństwie pozostają choroby kardiologiczne - 43 proc. ludzi ginie z tego powodu. Jeśli mamy tak duży odsetek osób umierających z powodu chorób serca, aż się prosi, by ogarnąć to systemem. W maju ub. roku zostało wydane rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie programu pilotażowego Krajowej Sieci Kardiologicznej, na tej podstawie we wrześniu 2021 prezes NFZ wydał swoje rozporządzenie. To są dwa oficjalne dokumenty. Czytamy w nich o budowie systemu, diagnostyce od poziomu POZ, przez Ambulatoryjną Opiekę Specjalistyczną, sieć szpitali wszystkich szczebli. Ogólnie brzmi to bardzo dobrze i cieszę się, że coś takiego ma powstać. Tylko nie mam pełnego zaufania, czy rzeczywiście powstanie.

Skąd ten brak zaufania?
Ze zwykłej, ludzkiej słabości. I z doświadczenia. My, lekarze, czujemy się jak kierowcy jadący autostradą, na której władza poustawiała tyczki. Cały czas jedziemy slalomem.

(fot. Karol Makurat | Zawsze Pomorze)

Czy pilotaż oznacza zmiany w kierowanej przez Pana klinice?
Jeszcze nie wiem. Zasięgam języka w tej sprawie i ludzie albo nie wiedzą, albo udają, że nie wiedzą. Nawet koledzy z Warszawy. Na razie mam przed sobą dwa rozporządzenia. Zaproponowany jest system, który ma objąć bardzo ważną grupę chorych kardiologicznie, by ci nie umierali. Idea jest piękna, ale szczegóły nie są znane. A jak powszechnie wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach.

Może jednak trzeba mieć nadzieję, wprowadzany obecnie system uchroni tysiące Polaków przed śmiercią bądź zaniedbaniem choroby?
Trzeba wierzyć. Musiałbym być heretykiem kardiologicznym, gdybym miał być przeciwny zintegrowanej walce z naszym głównym zabójcą, czyli chorobami serca. Tylko że rozmawiamy na wysokim poziomie ogólności.

Chyba, że wróci pandemia i znów zaczną się problemy.
Obawiam się, że pandemia musi wrócić. Za dużo szczepionek wyprodukowano, by kiedyś nie stały się potrzebne.

czwartek, maja 26, 2022

Jurij FELSZTINSKI - komentarz

 LINK

.
 
_________________________
 
Jak to mówił mój znajomy "teraz mamy lipiec 39roku".
Wojna już jest ale my naiwnie myślimy że się skończy .



 

SPRAWA płk. KUKLIŃSKIEGO

 

DODATEK

Ewakuacja z PL

jozefdarski.pl

SPRAWA PUŁKOWNIKA KUKLIŃSKIEGO | Jerzy Targalski (1952-2021)


W biuletynie CIA z lata 2000 roku zamieszczono artykuł Benjamina B.Fischera: „Uwikłany w historię. Oczernienie i oczyszczenie z zarzutów pułkownika Kuklińskiego”, który opisuje sprawę z amerykańskiego punktu widzenia.

W 1999, w słoneczny i ciepły dzień listopadowy na dziedzińcu George Herbert Bush Library w Texas A&M University, zebrał się tłum, aby uczcić amerykańskich i zagranicznych agentów, którzy stracili życie w czasie zimnej wojny. Ceremonia “Ku pamięci tych co zginęli aby inni mogli być wolni” zorganizowana została przez uniwersytecki Korpus Kadetów. Przewodniczyli były prezydent George Bush i dyrektor CIA George Tenet, przybyli też byli dyrektorzy CIA Richard Helmes, William Webster i Robert Gates. Pod koniec, polski pułkownik Ryszard Kukliński odczytał hołd ku czci “wielu anonimowych kolegów, po obu stronach linii frontu [w zimnej wojnie].” Kukliński powiedział: “Cieszę się, że nasze długie i twarde zmagania przyniosły pokój, wolność i demokrację nie tylko mojemu krajowi ale i wielu innym narodom.” Pomimo, że dyrektor Tenet nazwał Kuklińskiego “prawdziwym bohaterem zimnej wojny”. dla większości Amerykanów on sam i ci których sławił pozostają nieomal osobami anonimowymi. Nieliczni wiedzą o ważnym wkładzie jaki wniósł do obrony Zachodu w czasie najbardziej niebezpiecznych okresów zimnej wojny.

Źródło kontrowersji

W swej rodzinnej Polsce, Kukliński daleki jest od anonimowości. Jego przypadek jest znany od ponad dekady. Z wyjątkiem Rosenbergow i Algera Hissa żaden inny przypadek szpiegostwa nie wzbudzał tyle pasjonujących debat w Polsce i świecie. Kontrowersje otaczające amerykańskich szpiegów obracają się wokół kwestii winy i niewinności oraz domniemanego zaangażowania w całą sprawę rządu. Sprawa Kuklińskiego jest prosta a jednocześnie złożona. Pułkownik swobodnie i dumnie wyjawił co robił podczas zimnej wojny. Przez ponad dekadę przekazywał wywiadowi USA wojskowe sekrety Układu Warszawskiego, tym samym kontrowersją jest nie to, co Kukliński robił, ale czy jego motywy były patriotyczne bądź zdradzieckie i czy jego działania pomogły czy tez zaszkodziły Polsce. Drugim zagadnieniem jednak jest burzliwy spór na temat tego, co Polacy myślą o swej komunistycznej przeszłości i przyszłości w zachodniej społeczności narodów.

Przez lata organizacje badające opinię publiczną zadawały pytania na temat Kuklińskiego tak, jakby statystyki miały ogólnonarodowe polityczne znaczenie. W rzeczywistości odzwierciedlały one zmianę i kontynuację politycznego krajobrazu. Polska posunęła się do przodu na drodze ku demokracji i ekonomii wolnorynkowej dalej niż jakikolwiek kraj byłego bloku sowieckiego, a jednak zrobiła mniej niż większość z nich w sprawie rozliczenia się ze swa komunistyczna przeszłością. Od 1990 roku obraz polityczny kraju przypominał kołyszące się wahadło, kiedy postkomunistyczzne siły najpierw wygrały, a później przegrały z neo-komunistami w wyborach prezydenckich. W ankiecie przeprowadzonej dwa lata temu kiedy Kukliński powrócił pierwszy raz do Polski po 17 latach i prawie w dekadę po zawaleniu się polskiego komunizmu więcej Polaków (34%) uważało go za zdrajcę niż za bohatera (29%)/1, jednak większość nie miała zdania, niezdolna zadecydować czy był jednym, czy drugim. Niezdecydowanie i ironia grają główną role w sprawie Kuklińskiego.

Przeciwnicy Kuklińskiego

Przez siedem lat klika generałów (pozostałość ery komunistycznej) próbowała zablokować prawne oczyszczenie Kuklińskiego od winy. Przegrawszy bitwę “lobby generałów” utworzyło coś, co jeden z obserwatorów określił jako “niezwykłe porozumienie” z byłymi aktywistami Solidarności przeciwnymi Kuklinskiemu./2 Generałowie pogardzali Kuklińskim, bo przypominał im kim w rzeczywistości byli - sowieckimi oficerami w polskich mundurach. Lech Wałęsa, przywódca Solidarności i pierwszy swobodnie wybrany prezydent Polski, odrzucił Kuklińskiego jako zdrajcę i odmówił mu pardonu. Kręgi solidarnościowe czują się dotknięte sprawą pułkownika twierdząc, że uwielbianie Kuklińskiego jako bohatera pozbawia robotników należnego kredytu, na jaki sobie zasłużyli, rozpoczynając rebelię, która obaliła sowieckie imperium. Dla niektórych Polaków Kukliński jest niemiłym przypomnieniem ich własnej kolaboracji z narzuconym przez Sowietów reżymem lub też niepodjęcia wobec niego żadnego oporu. Niektórzy na lewicy obawiają się, że Kukliński stanie się ikoną rusofobów z prawicy, a nawet czegoś gorszego, tj. że mógłby wrócić do Polski i włączyć się do polityki. Zraniona duma narodowa również odgrywa role. Niektórzy Polacy maja za złe interwencje wpływowych członków Poloni amerykańskiej na rzecz Kuklinskiego. Większość Polaków pragnęła przystąpienia do NATO, ale nie lubią kiedy im się mówi, ze oczyszczenie Kuklińskiego z zarzutu zdrady było cena wejścia. Redaktor naczelny jednego z czołowych warszawskich dzienników powiedział: “Kukliński jest tragicznym bohaterem uwikłanym w historię, w której nie ma łatwych odpowiedzi - przynajmniej dla mojej generacji.”/3

Broń Urbana

Świat prawdopodobnie nigdy nie usłyszałby o Ryszardzie Kuklińskim, gdyby Jerzy Urban nie próbował wprowadzić w zakłopotanie (embarrass) Ronalda Reagana. W 1986 Urban był rzecznikiem prasowym Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego - junty dowodzonej przez generała Wojciecha Jaruzelskiego, która zagarnęła władzę i wprowadziła stan wojenny w grudniu 1981. Znany ze swego sarkastycznego dowcipu, ostrego języka, a czasem i wulgaryzmów, Urban wyróżniał się spośród bezbarwnych biuriokratów rządzących Polską. Zawsze wojowniczy, nigdy nie wyrażający żalu ani skruchy, nawet broniąc bezprawnego rządu, który zdusił pierwszy wolny związek zawodowy w sowieckim bloku. Warszawa nie zdołała poprawić lub choćby znormalizować stosunki z Waszyngtonem. Chociaż Biały Dom zniósł większość sankcji nałożonych w 1981 roku, najsilniejsze środki, włączając wycofanie statusu Most Favored Nation pozostały w mocy. Co ważniejsze, Urban i jego szefowie wiedzieli, że Stany Zjednoczone skrycie popierały podziemną opozycję w celu “trzymania ducha Solidarności przy życiu”, a National Endowment for Democracy quasi prywatna, finansowana przez rząd inicjatywa dyplomatyczna, miała właśnie otrzymać milion dolarowy fundusz zatwierdzony przez kongres, a przeznaczony dla Solidarności./4 Jaruzelski i spółka byli w złym nastroju ponieważ przegrywali bitwę przeciwko podziemiu, a gospodarka była w gorszym stanie, niż kiedykolwiek. Jednak, co najważniejsze, Urban i jego szefowie nie mogli znieść Ronalda Reagana. Obok Papieża Jana Pawła II i Lecha Wałęsy amerykański prezydent był najbardziej szanowana postacią w Polsce. Retoryka Reagana nt. “imperium zła” - kontrowersyjna w USA podczas pierwszej kadencji, rozgrzewała Polaków w ich zmaganiach przeciwko sowieckiej hegemonii - w 1984 wielu modliło się o jego ponowny wybór.

3 czerwca 1986, Urban spotkał się z Michaelem Dobssem, byłym szefem warszawskiego biura Washington Post, przebywającym wówczas w Paryżu. Urban zaoferował Dobbsowi “scoop” (wiadomość z wyprzedzeniem jego rywali): za kilka dni polski minister spraw wewnętrznych miał ujawnić, ze CIA miała agenta w sztabie generalnym, który opracowywał plany operacyjne stanu wojennego. 8 listopada 1981 CIA “ewakuowała” agenta wraz z jego rodziną z Warszawy i przewiozła samolotem w bezpieczne miejsce w USA./5 “Scoop” był pułapką. Zapewne dlatego, że sprawa Kuklińskiego była potencjalnie kłopotliwa dla polskiej armii, Urban chciał, żeby pojawiła się najpierw w amerykańskich mediach, zanim ukaże się w Polsce. Chciał również, aby administracja Reagana potwierdziła tę historię. Z tego względu uparcie podkreślał, ze jego uwagi były “off record” (tj. nieoficjalne: coś, co nie było powiedziane) chyba, ze Post uzyska jakieś oficjalne komentarze na temat wiszącej w powietrzu rewelacji. Jeśli to właśnie było intencją Urbana, to odniósł sukces. Nastepnego dnia Post wypuscil pierwszostronicowy artykul wspolnego autorstwa Dobbsa i reportera Watergate Boba Woodwarda. W artykule powtórzono to, co Urban powiedział Dobbsowi: “Administracja USA mogła publicznie ujawnić te plany przed światem i ostrzec Solidarność” Urban powiedział: “Gdyby (administracja) to zrobiła - wprowadzenie stanu wojennego byłoby niemożliwe”/6. 6 czerwca 1986, podczas konferencji prasowej, dzięki rozkręceniu tej historii, Urban był w stanie komentować waszyngtońskie (a nie warszawskie!!!!) rewelacje, ze CIA miała łączność z wyższym oficerem polskiej armii zajmującym się planowaniem stanu wojennego./7 W swojej wypowiedzi Urban rozwodził się nad tematem rozwiniętym podczas rozmowy z Dobbsem. Polski rząd - powiedział Urban - zakładał, że CIA wycofała Kuklińskiego, żeby Waszyngton mógł ostrzec swych “przyjaciół” w Solidarności - Urban często sarkastycznie określał polską opozycję jako “przyjaciele” i “sojusznicy” Ameryki - a tym samym przeszkodzić Warszawie w jej planach stanu wojennego. “Waszyngton jednak zachowywał cisze” - zauważył Urban. “Nie ostrzegł swych sojuszników, nie chełpił się swym agentem jak to zwykle czynił.” Administracja Reagana “okłamywała swój własny naród i swych przyjaciół [w Solidarności] w Polsce” kiedy zaprzeczała posiadaniu wiadomości o stanie wojennym, zanim został on wprowadzony; Kukliński, utrzymywał Urban, jest żywym dowodem na zaprzeczenie temu. Urban oskarżał nawet osobiście prezydenta Reagana o los, jaki spotkał polską opozycję twierdząc, że Reagan “mógł zapobiec aresztowaniom i internowaniom” przywódców Solidarności , ale nie zrobił tego, ponieważ Biały Dom miał nadzieje sprowokować “krwawą łaźnię o europejskich proporcjach”. Biały Dom zamierzał użyć Solidarność jako “krwawe pionki” w swych “imperialistycznych celach” i geopolitycznej rywalizacji z ZSRR. Reagan nie był przyjacielem Polski, jego polityka była “moralnie odrażająca”.

Zgodnie z zamierzeniem, Urban skłócił również Biały Dom z wielką i politycznie wpływową społecznością polsko-amerykańską. Alojzy Mażewski, prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej (PAC), napisał list otwarty do Prezydenta domagając się wyjaśnień: dlaczego Solidarność nie została ostrzeżona i dlaczego Kukliński był trzymany incommunicado i dlaczego nie zezwolono mu na spotkanie się z polsko-amerykańską społecznością lub nie zaoferowano mu pracy. Biały Dom zwlekał z odpowiedzią dając Urbanowi kolejną okazję potępienia rzekomego “lekceważenia polsko-amerykańskiej społeczności” przez rząd USA. Kiedy odpowiedź nadeszła, polskie media zauważyły, ze autorem jej nie był wysokiej rangi urzędnik. Wrzawa w końcu ucichła, ale Urban wyrządził trochę szkód. Komentator oficjalnej polskiej telewizji napawał się rozkoszą czytając list Mażewskiego stwierdzający, ze “zaufanie i przyjaźń narodu polskiego wobec Ameryki została podminowana.” “I nie pierwszy to raz” dodał komentator./8 Waszyngtoński korespondent Trybuny Ludu, polskiego odpowiednika Prawdy, cytował list z polskojęzycznego dziennika w Nowym Jorku ostrzegający, że zagraniczni przywódcy od Napoleona po Roosevelta, Churchila i Trumana zdradzili zaufanie polskiego narodu./9 Teraz podziemna opozycja latała blisko “wokół płomienia świecy Reagana”/10. Kiedy Mażewski wyraził niezadowolenie z powolnej odpowiedzi, jaką uzyskał od Białego Domu, Urban publicznie zaprosił go do Warszawy na spotkanie z polskimi władzami.

Wpływ oskarżeń

W dekadę później, szanowany dziennikarz potrafił napisać, że pomówienie jakoby “najgłośniejszy w swych antykomunistycznych wypowiedziach prezydent USA” zawiódł w ostrzeżeniu Solidarności “jest nadal przedmiotem wielu dyskusji w Polsce.”/11. Niektórzy Polacy czuli się zdradzeni. Ale ile prawdy było w oskarżeniach Urbana? Odpowiedzią jest: niewiele. Pobyt Kuklińskiego w Stanach Zjednoczonych był raczej niedogodnym niż korzystnym. Plan nad którym pracował, był planem “uwarunkowanym”. Straciwszy swe źródło informacji Agencja nie wiedziała i nie potrafiła przewidzieć, kiedy i czy w ogóle plan byłby wprowadzony. Co ważniejsze, kręgi formułujące politykę (a szczerze mówiąc również koła wywiadu) ciągle wydawały się być “zahipnotyzowane wizją sowieckich oddziałów wkraczających do Polski” po miesiącach sowieckich pogróżek i nieomal ciągłych ćwiczeń wojskowych i operacji w Polsce i wzdłuż jej granic. Pogróżki te osiągnęły zamierzony cel: Zachód był w stanie konfuzji, Solidarność zastraszona, a Jaruzelski mógł utrzymywać, że wprowadzając stan wojenny, wybrał “mniejsze zło” (wewnętrzne represje) i uniknął “wielkiej katastrofy” (zewnętrzna interwencja)/12. Niektórzy twórcy polityki skarżyli się (po fakcie) że ani nie widzieli doniesień Kuklińskiego, ani tez nie byli o nich informowani. Jednak były zastępca dyrektora CIA Bobby Ray Inman potwierdził, że co najmniej 20 wysokich urzędników, włączając prezydenta Reagana i jego najbliższych doradców wiedziało o pułkowniku i jego informacji. Ale to nie miało znaczenia, nikt nie dostrzegał wewnętrznej “rozprawy” ani jako prawdopodobnej, ani tez wykonalnej, biorąc pod uwagę kwestionowaną lojalność Polskiej Armii/13. Jeden z obserwatorów zauważył półżartem: “Polityka USA prawdopodobnie pozostałaby taka sama nawet gdyby raporty Kuklińskiego były podkreślone na czerwono powieszone w każdym waszyngtońskim ustępie”/14. Twierdzenie Urbana, że Stany Zjednoczone chciały krwawej łaźni w Polsce było szczególnie ohydne. Administracja Reagana, podobnie jak poprzedzająca ją administracja Cartera, pracowały, aby uniknąć takiej ewentualności. Jak zauważył były sekretarz stanu Alexander Haig, nawet gdyby Biały Dom wiedział, że stan wojenny nadchodził , to odradzałby ostrzeganie Solidarności w obawie pobudzenia opozycji do samobójczego oporu/15.

Kukliński zabiera głos publicznie

Ostatecznie jednak Urban sam się postrzelił w nogę. Wyciągając na światło dzienne sprawę Kuklińskiego niezamierzenie umożliwił pułkownikowi wynurzenie się z odosobnienia na czas wystarczająco długi, aby opowiedzieć swoją wersję historii. Uczynił to w długim wywiadzie w „Kulturze” - polskim emigracyjnym czasopiśmie publikowanym w Paryżu, który oficjalnie był zakazany, ale pomimo tego szeroko czytany i wysoce ceniony w Polsce. Wywiad eksplodował w Polsce jak bomba. Kukliński wyjawił, że planowanie stanu wojennego rozpoczęło się pod koniec 1980 roku - znacznie wcześniej niż reżym przyznał, że komuniści przez cały czas zamierzali zgnieść Solidarność zadając kłam ich twierdzeniom o negocjowaniu w dobrej wierze z przywódcami związku i polskim episkopatem. Kukliński opisał również, jak sowieci naciskali na reżym by ogłosił stan wojenny zaprzeczając twierdzeniom Warszawy, ze była to wewnętrzna decyzja. Zapytany czy Jaruzelski był bohaterem czy zdrajcą pułkownik odpowiedział: Stanowczo uważam, ze w Polsce istniała realna szansa zarówno uniknięcia sowieckiej interwencji jak i stanu wojennego. Gdyby on [Jaruzelski], wspólnie ze Stanisławem Kanią [swym poprzednikiem] wykazali się większą godnością i siłą, gdyby uczciwie dotrzymali istniejących porozumień społecznych zamiast ustępować Moskwie, dzisiejsza Polska bez wątpienia wyglądałaby zupełnie inaczej/16.

Polacy podzieleni

Tymi słowami Kukliński wszczął narodowa debatę na temat wydarzeń 1980-1981. Wojna słów, jaka nastąpiła pomiędzy Kuklińskim i Jaruzelskim była niezmiernie osobista - Polacy pomogli uczynić ją taką pytając, kto był zdrajca a kto wybawicielem narodu. Była to metafora historii Polski od 1945 i ścierających się lojalności, jakie współistniały w Polskiej Rzeczypospolite Ludowej, a które nadal utrzymują się w Trzeciej Rzeczypospolitej. Rozpoczął to Jaruzelski. W 1984 nakłonił izbę wojskowa polskiego sadu najwyższego do skazania Kuklińskiego na karę śmierci in absentia i konfiskatę jego własności. Została ona zajęta i sprzedana za bezcen ministrowi rządu, a następnie szybko odsprzedana ze znacznym zyskiem. Jedyne “dowody” w rzekomym procesie oparte były na oświadczeniach Jaruzelskiego i kilku oficerów sztabu generalnego.

Generał Jaruzelski

Jaruzelski reprezentuje rusofilska orientację wschodniej Polski. Wywodzący się ze szlachty, urodził się w rodzinie Polish Junkers [Junker - obraźliwe określenie - oficer armii niemieckiej lub oficjał arogancki i apodyktyczny], właścicieli ziemskich na wschodnich kresach Polski. Wychowany był jako katolik i wykształcony w religijnej szkole (z bursą). Los zmienił jego życie na zawsze we wrześniu 1939, kiedy Stalin, działając w oparciu o pakt nieagresji z Hitlerem, najechał, zajął, a następnie zaanektował przedwojenna wschodnią Polskę. Podczas czegoś, co dziś nazwane byłoby czystką etniczną, Armia Czerwona i NKWD, tajna policja, aresztowała i deportowała ponad milion Polaków na Syberię i do Azji Centralnej. Sowieckie siły podburzały również Żydów, Ukraińców i Białorusinów do atakowania Polaków i zagarniania ich mienia. Rodzina Jaruzelskiego uciekła do niepodległej Litwy, ale Stalin również ją zagarnął. Ojciec Jaruzelskiego zmarł wkrótce po zwolnieniu z obozu koncentracyjnego NKWD. Jaruzelski, wraz z matką i siostrą, został następnie deportowany na Syberię, gdzie pracował w obozie drwali i w magazynie. Pomimo tych doświadczeń, Jaruzelski uznał Związek Sowiecki za swój drugi kraj rodzinny, nauczywszy się bać i szanować jego napawający strachem rozmiar i potęgę. Stal się również "nowo urodzonym" komunistą. Porównywał on swoją przemianę do religijnego przeżycia, nazywając je duchowym odrodzeniem"/18. Kuklinski poszedł przeciwną drogą. Przyjął najpierw w młodości komunistyczna wiarę, aby dopiero później doznać dramatycznej przemiany/19. Wiele lat później, kiedy sowieckie Politbiuro zastanawiało się, czy Jaruzelski wypełniałby sowieckie polecenia, szef partii Breżniew podsumował, ze generał był godny zaufania gdyż "wycierpiał od nas, a jednak nie nosił w sobie urazy"/20.

Jest paradoksem, ze Jaruzelski zawsze zaprzeczał wadze wpływu swej zawdzięczanej sowietom karierze na jego akcję w 1981. Jak powiedział w wywiadzie dla francuskiej telewizji w 1992:

„Stan wojenny był mniejszym złem dla każdego. Pozwolił on Polakom uniknąć katastrofy. I proszę nie mówić mi, ze to ja wykonałem robotę za sowietów. To jest zniewaga”/21.

A jednak mógł on popełnić "Freudowskie potknięcie" kiedy powiedział niemieckiemu tygodnikowi Der Spiegel, że "rozważając strategiczna logikę tego czasu, prawdopodobnie postąpiłbym tak samo, gdybym był sowieckim generałem. W tym czasie sowieckie polityczne i strategiczne interesy były zagrożone [przez sytuację w Polsce]/22. Postąpiłby? A może postąpił? Generał spędził tak wiele ze swego życia postępując "tak jakby był sowieckim generałem", że zrobił to nieświadomie.

Sowieckie nieprzejednanie

Utrzymywanie przez Jaruzelskiego, ze był zbawicielem Polski utrzymuje się lub tez rozpada na jego twierdzeniu, ze stał w obliczu wyboru Hobsona pomiędzy stanem wojennym i sowiecką militarną pomocą. Niefortunnie dla niego, praktycznie wszystkie dowody jakie pojawiły się od 1991 w Polsce, Sowietach oraz inne wschodnio europejskie dokumenty wskazują, że Kreml nie miał zamiaru interwencji - jedna z najbardziej zaskakujących rewelacji została znaleziona w sowieckich archiwach. Co gorsze, istnieje potwierdzona informacja, ze Jaruzelski właściwie wolał sowiecką interwencję niż stan wojenny. Wyraźnie prosił Sowietów, żeby wykonali za niego tę brudna robotę, a kiedy odmówili, prosił żeby Moskwa dała militarne wsparcie, gdyby polskie siły nie wystarczyły do zduszenia Solidarności. Sowieci odrzucili również tę prośbę.

Jaruzelski doznał wielkiego upokorzenia, gdy podczas amerykańsko – polsko - sowieckiej konferencji na temat polskiego kryzysu 1980-1981 na przedmieściach Warszawy we wrześniu 1997, marszałek Wiktor Kulikow, były najwyższy dowódca sil Paktu Warszawskiego i moskiewski prokonsul w Warszawie, zaprzeczył jakoby ZSRS zamierzał interweniować, bądź groził interwencją. W czasie przerwy uczestnicy słyszeli Jaruzelskiego krzyczącego do Kulikowa po rosyjsku "Ty wiesz co mi wtedy powiedziałeś. Jak mogłeś dopuścić żeby oni to zrobili ze mną - na oczach Amerykanów!"/23.

Protokoły posiedzeń sowieckiego Politbiura popierają twierdzenia Kulikowa. Idą nawet dalej sugerując, że Kreml był przygotowany, jeśli byłoby to konieczne, w pełni zrezygnować z Polski, nawet gdyby to oznaczało koniec komunistycznych rządów. Na przykład w czasie posiedzenia 10 grudnia, w przededniu stanu wojennego, szef KGB Jurij Andropow (i oczywisty następca Breżniewa)powiedział:

Nie zamierzamy wprowadzić wojsk do Polski. To jest właściwe stanowisko i musimy trzymać się go aż do końca. Nie wiem, jak sprawy potoczą się w Polsce, ale nawet jeśli Polska dostanie się pod kontrolę Solidarności, to tak właśnie będzie./24

Podczas tej samej sesji, sowiecki minister spraw zagranicznych Gromyko zaznaczył, ze Politbiuro "…musi się jakoś uporać z poglądem jaki Jaruzelski i inni przywódcy Polski mają na temat wprowadzenia wojsk. Wprowadzenie wojsk nie może mieć miejsca."/25. Najgorszą obawą Jaruzelskiego, nie była, jak utrzymuje, sowiecka interwencja, ale jej brak. "W tych okolicznościach," spostrzegawczy obserwator napisał, "Jaruzelski okrywający się płaszczem zbawcy narodu jest trawestacją"/26.

Te rewelacje podkreślają jak prorocze były słowa Kuklińskiego z 1987 roku: Gdyby duumwirat Kania-Jaruzelski powiedział Rosjanom - nie, na samym początku, to wtedy pod presją otwartego ataku i gróźb z Moskwy, Solidarność zmieniłaby swój front walki i broniłaby przede wszystkim suwerenności i integralności kraju. Jestem pewny, że byłaby bardziej skłonna do kompromisu i że Związek Sowiecki cofnąłby się (zrezygnował z konfrontacji) gdyby przywództwo partyjno-rządowe i naród stworzyły zjednoczony front/27. Jeśli tak, to Polska być może była na drodze do stania się dla Rosji czymś jak druga Finlandia. Zamiast tego, Polacy musieli cierpieć nadal pod najbardziej represyjnym reżymem w ich post-stalinowskiej historii i znosić kolejne sześć lat nieudacznego przywództwa Jaruzelskiego, które zaprowadziło kraj na krawędź katastrofy gospodarczej.

Zarzuty Jaruzelskiego

Od 1992, Jaruzelski bronił się twierdząc, że Stany Zjednoczone w rzeczywistości uznały lub przynajmniej zaakceptowały jego pogląd, że stan wojenny był "mniejszym złem". Taka była, jak mówi, konkluzja do której doszedł, kiedy administracja Reagana powstrzymała się od ostrzeżenia Solidarności, lub rozgłoszenia jego planów stanu wojennego (dostarczonych jakoby przez Kuklińskiego w nowej wersji dezinformacyjnego tricku Urbana z 1986). "Czy to było dla pana zielonym światłem?" zapytał jeden z francuskich dziennikarzy. "Nie potrafię odpowiedzieć w imieniu Amerykanów" powiedział Jaruzelski, "ale miałem prawo wierzyć, że brak reakcji z ich strony był sygnałem do działania"/29.

Jaruzelski upiększył historię o "zielonym świetle" podczas wspomnianej wyżej konferencji w 1997. Według generała, przed samym wprowadzeniem stanu wojennego, wysłał on do Waszyngtonu gen. Eugeniusza Molczyka, zastępcę szefa sztabu generalnego na rozmowy z ówczesnym wiceprezydentem Bushem. Wiceprezydent, jak Jaruzelski powiedział uczestnikom konferencji, zgodził się z Molczykiem, że stan wojenny był lepszą opcją niż interwencja. "Odebraliśmy to jako swego rodzaju sygnał" powiedział generał, "Zróbcie to sami, bo jeśli nie, to zaistnieje bardziej przerażająca opcja"/30. W rzeczywistości jednak ta rozmowa nigdy nie miała miejsca/31.

Historia i geografia często zmuszały Polaków do dokonywania tragicznych wyborów. W czasie pierwszej wojny światowej walczyli oni w armiach trzech mocarstw (Rosji, Prus i Austrii) które podzieliły ich kraj w osiemnastym stuleciu. W drugiej wojnie światowej Polacy walczyli w Armii Czerwonej, nawet pomimo tego, że Stalin zamordował tysiące żołnierzy i oficerów wojska polskiego, ponieważ sądził, że mogliby oni walczyć przeciwko ZSRS. Dziesiątki tysięcy Polaków zmuszonych było służyć w Wehrmachtcie, chociaż naziści okupowali ich kraj i terroryzowali ludność.

Wybór: Zachód

W 1992, kiedy Kukliński po raz pierwszy potwierdził swe związki z CIA, powiedział: "Na początku zadawałem sobie pytanie, czy miałem moralne prawo robienia tego [dostarczanie CIA tajemnic wojskowych]. Jestem Polakiem. Rozumiałem, że Polacy powinni być wolni i że Stany Zjednoczone były jedynym krajem, który mógł popierać walkę o wolność Polski."/32. Wybrał współpracę z wywiadem USA jako formę oporu. W kilku przypadkach powoływał się na grupę prozachodnich oficerów, którzy chcieli nawiązać kontakt z Zachodem. Byli oni przygotowani do sabotowania sowieckiej machiny wojennej w przypadku konfliktu pomiędzy Układem Warszawskim i NATO. Amerykańskie kontakty Kuklinskiego odradzały ten plan jako zbyt niebezpieczny. Jednak to inspirowało go tylko do znalezienia innej formy antysowieckiej opozycji. "Konspiracja zorganizowana w obrębie malej grupy dowodzących oficerów armii stała się moją dyrektywą." Ci oficerowie - polscy patrioci - postanowili działać, ponieważ mieli unikalny dostęp do sowieckich planów wojskowych - planów, które zakładały, że w przypadku wojny Polska dostarczałaby mięso armatnie, otwierałaby drogę do inwazji na Zachód i byłaby prawdopodobnie w trakcie tej operacji zniszczona. Sowieckie plany wg słów Kuklińskiego były "jednoznacznie ofensywne", ukierunkowane na inwazję i podbicie wszystkich państw europejskich, nie tylko krajów NATO. Polska miała w nich kluczową role. Jej armia byłaby użyta jako taran przeciwko siłom NATO. "Nasz front byłby tylko złożeniem polskiej krwi na ołtarzu Czerwonego Imperium, które potrzebowało jej aby pomóc Armii Sowieckiej w otwarciu bramy na Zachód"/33. Co ważniejsze, według Kuklińskiego, NATO zmuszone użyć taktycznych broni atomowych aby odeprzeć przewyższające je konwencjonalne siły Układu Warszawskiego - zmieniłoby większość Polski i część Czechosłowacji w nuklearną "ziemię niczyją".

Przed zmuszeniem Polski do popełnienia samobójstwa, Związek Sowiecki planował uczynienie z niej agresora - ironiczna rola dla kraju, który wielokrotnie najeżdżany był przez swych sąsiadów. Dwie z trzech polskich armii miałyby runąć poprzez północnoniemieckie niziny w kierunku Holandii, Belgii i Francji, podczas gdy trzecia zajęłaby i okupowała Danię. Tak wiec Kukliński w celu uratowania Polski, postanowił toczyć cichą wojnę przeciwko sowieckiemu Juggernaut na niewidzialnym froncie [Juggernaut - jedno z wcieleń hinduskiego boga Kriszna]. Chciał powiedzieć Zachodowi, co szykowano dla niego - i dla Polski - w przypadku wojny ze Związkiem Sowieckim.

Super szpieg

Starszy CIA ekspert ds. strategicznych poproszony o ocenę znaczenia Kuklińskiego nazwał go "naszym drugim Penkowskim" Miał na myśli pułkownika GRU Olega Penkowskiego, który dostarczał informacje wywiadom USA i Wielkiej Brytanii podczas 17 krytycznych miesięcy w okresie 1961-1962. Wielu wierzy, ze informacje Penkowskiego były kluczowym elementem w rozwiązaniu tzw. "missile gap" – luki rakietowej późnych lat pięćdziesiątych i wczesnych sześćdziesiątych i odgrywał kluczową rolę podczas kryzysu berlińskiego w 1961 oraz kryzysu rakiet na Kubie w rok później. Niektórzy uważają go za najważniejsze "źródło" CIA podczas zimnej wojny, za szpiega, który ocalił świat/34.

Porównanie dwóch pułkowników jest nie fair wobec Kuklińskiego. Pracował on znacznie dłużej - blisko 10 lat - i dostarczył znacznie więcej informacji - jakieś 35 tysięcy stron dokumentów, w porównaniu z 8 tysiącami Penkowskiego/35. Co więcej, Kukliński był czynnym w znacznie bardziej niebezpiecznym okresie stosunków amerykańsko-sowieckich. W czasie kryzysu rakiet na Kubie, Stany Zjednoczone miały przygniatającą przewagę strategiczną nad ZSRS; miały szeroki margines bezpieczeństwa i ostatecznie zmusiły Moskwę do ustąpienia. Kiedy Kukliński zwrócił się do amerykańskiego wywiadu, wydawało mu się, że świat stał się znacznie bardziej niebezpiecznym ze względu na wzrastającą potęgę i pewność siebie Sowietów oraz izolacjonizm Ameryki. Jak powiedział w jednym z wywiadów: Stany Zjednoczone zaczęły tracić zainteresowanie Europą. Wolny świat był przerażony militarną potęgą ZSRS i nie zapobiegł stłumieniu zrywu Praskiej Wiosny [w sierpniu 1968]. Z drugiej strony, Moskwa oszołomiona swym ogólnoświatowym sukcesem, przyspieszyła program zbrojeniowy… Dawało się wyczuć proch w Europie, a konsekwencje dla Polski i Polaków byłyby tragiczne./36 Informacje dostarczone CIA przez Kuklińskiego pozostają tajne, ale on sam wyjawił najważniejsze szczegóły w serii wywiadów. Nawet gen. Kiszczak, były minister spraw wewnętrznych, który nadzorował ocenę szkód, przyznaje: "Kiedy zaczęliśmy analizować zakres informacji do których miał dostęp, zdaliśmy sobie sprawę, że wiedział tak dużo, iż nie było celu zmieniać czegokolwiek (w polskich planach wojskowych) ponieważ musielibyśmy zmienić praktycznie wszystko."/37. Główne punkty tych wywiadów zawierają:/38

Sowieckie plany wojenne: Kukliński naszkicował sowiecki plan przekształcenia manewrów w ofensywną wojnę przeciw NATO.

Wojenne plany dowodzenia i kontroli: Kuklinski ujawnił, że podczas wojny narodowe armie Układu Warszawskiego (z wyjątkiem rumuńskiej) przeszłyby pod bezpośrednią sowiecką operacyjną kontrolę. Polscy dowódcy byliby zredukowani do statusu oficerów łącznikowych i logistycznych wykonujących rozkazy sowieckich zwierzchników.

Ostrzeżenie o wojnie: Dokumenty planistyczne i ćwiczenia wojskowe rzuciły światło na to, jak Sowieci mobilizowaliby się do wojny. Informacje Kulkińskiego "pozwoliły nam rozwinąć wewnętrzne rozumienie sposobów w jaki oni pracowali. To było nieocenione narzędzie ostrzeżeń" według amerykańskiego eksperta ds. strategii/39.

Projekt Albatros: Kukliński posiadał wiedzę o trzech wysoce tajnych, głębokich podziemnych bunkrach jakie Sowieci zbudowali w Polsce, ZSRR i w Bułgarii dla potrzeb dowodzenia i kontroli w okresie wojny. Określił dokładną lokalizację, konstrukcję i system komunikacyjny używany przez polski kompleks. Wg Dr Zbigniewa Brzezinskiego, doradcę prezydenta Cartera, "informacje Kuklińskiego pozwoliły nam opracować kontrplany dla unieszkodliwienia ośrodków dowodzenia i kontroli, zamiast polegać na zmasowanym kontrataku na wysunięte pozycje, który musiałby uderzyć w Polskę”/40.

Informacje na temat około 200 zaawansowanych systemach broni i podręcznikach wojny elektronicznej: Kukliński ostrzegł również amerykański wywiad o masowym sowieckim programie zaprzeczeń, kłamstw i oszustw, podkreślając używanie makiet i imitacji dla utrudnienia amerykańskich obserwacji satelitarnych.

„Pierwszy polski oficer w NATO”

We wrześniu i grudniu 1992 roku Benjamin Weiser, wtedy dziennikarz „The Washington Post”, opublikował dwie części artykułu o życiu Kuklińskiego opierając się na 70-godzinnej rozmowie z nim/41. Wrześniowy artykuł wywołał sensację w Polsce, gdzie mówiła o nim państwowa telewizja i wszystkie główne dzienniki. Warszawski korespondent „Moskowskich Wiedomosti” nie przesadzał stwierdzając: „sprawa Kuklińskiego staje się kolejnym wyznacznikiem podziałów na polskiej scenie politycznej, i tak już mocno rozdrobnionej”/42. Polacy po raz pierwszy dowiedzieli się wówczas, że Kukliński pracował dla amerykańskiego wywiadu ponad dziesięć lat przed dekonspiracją w 1981 roku (w wywiadzie dla „Kultury” w 1987 roku mówił on tylko o latach 1980-81). „Uważam, że powinniśmy ujawnić to, czego dokonałem” – powiedział Kukliński Weiserowi – „Oceńmy to na bazie tego, co zrobiłem”. To był pierwszy krok do cofnięcia ciążącego na nim wyroku.

W początkach 1990 roku, polski Sąd Najwyższy, działając w duchu amnestii z grudnia 1989, zamienił karę śmierci dla Kulkińskiego na 25 lat więzienia i utratę praw obywatelskich (nie skasowano jednak utraty majątku, pomimo iż kara taka została usunięta z postkomunistycznego kodeksu karnego).

W dwa dni po artykule w „Washington Post” Jarosław Kaczyński, lider centroprawicowej partii Porozumienie Centrum, wysłał list do prezydenta Wałęsy domagając się od niego rehabilitacji Kuklińskiego, a przynajmniej publicznego oświadczenia, że to zrobi. Wałęsa, w lewicowej „Gazecie Wyborczej”, odpowiedział: „To skomplikowana sprawa: z jednej strony można podziwiać pułkownika za jego odwagę; z drugiej strony istnieją niejasne punkty, które trzeba wyjaśnić. Wszystko oceni historia…”/43. Taka przepychanka trwała jeszcze przez następne pięć lat.

Dr. Brzeziński był pierwszym i najbardziej skutecznym promotorem Kuklińskiego (to on ukuł hasło: „pierwszy polski oficer w NATO”, które stało się mottem przewodnim rehabilitacji pułkownika). W liście do Wałęsy podkreślił rolę Kuklińskiego w powstrzymaniu sowieckiej interwencji w 1980 roku. „Takich rzeczy nie powinno się uważać za zdradę” – powiedział w wywiadzie dla telewizji polskiej – „Uważam, że najwyższy czas uznać, że Kukliński dobrze służył swej ojczyźnie”/44. Jednak był to głos wołającego na puszczy. Wałęsa ględził mówiąc, że sprawa wymaga „czasu i przygotowań”/45. Były przywódca opozycji musiał współpracować z ministerstwem obrony narodowej i sztabem generalnym, opanowanym przez starą kadrę. Dla nich Kukliński był przekleństwem. „Armia to miejsce, gdzie się wykonuje rozkazy i żaden pułkownik nie może sobie wybierać zwierzchników. Z drugiej strony” – kontynuował Wałęsa – „trzecia RP nie może ustanawiać takiego modelu bohaterstwa, bo to jest inny kraj”. Poza tym argumentował, że rehabilitacja Kuklińskiego postawi nową Polskę w trudnej sytuacji, kiedy odkryje ona kolejnych agentów CIA/46.

W połowie 1993 roku, Kukliński ogłosił chęć powrotu do Polski, pomimo problemów natury prawnej, by uczcić pięćdziesiątą czwartą rocznicę wkroczenia wojsk sowieckich. Ta wizyta pokrywałaby się w czasie z kampanią wyborczą i niektórzy oskarżali pułkownika o rozgrywanie „wyborczego pokera”/42. Wojskowy prokurator oświadczył, że Kukliński zostanie aresztowany w razi powrotu i rząd polski po cichu namówił go na odwołanie wizyty/48.

W 1998 roku Kukliński zwrócił się wprost do narodu polskiego w wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność”/49. By wzmocnić swoje słowa zaprezentował ostatni swój raport dla CIA, datowany na 14 września 1981: zawierał on ewentualny plan wprowadzenia stanu wojennego.

Pojedynek szpiegów

W 1994 roku sprawa Kuklińskiego została wplątana w kontrowersje dotyczące Mariana Zacharskiego, byłego oficera polskiego wywiadu, nazywanego przez amerykańskie media „szpiegiem Doliny Krzemowej” z powodu jego osiągnięć w wykradaniu najnowszych technologii. Prasa neo-komunistyczna czciła go jako „największą gwiazdę polskiego wywiadu epoki komunizmu”, podczas gdy w istocie z jego działalności korzystał głównie Związek Sowiecki. Kiedy w 1981 roku FBI aresztowało Zacharskiego, pracował on pod przykrywką działalności handlowej, jako sprzedawca w polskiej firmie eksportowej. Został osądzony i skazany na karę śmierci. Cztery lata później został wymieniony na 25 zachodnich agentów trzymanych w więzieniach w Związku Sowieckim i krajach Europy Wschodniej. 15 sierpnia 1994 roku Zacharski został mianowany szefem wywiadu cywilnego UOP. Nie udało mu się jednak objąć urzędu, gdyż Brzeziński i Jan Nowak protestowali przeciwko tej nominacji ostrzegając, że może ona zmniejszyć szanse Polski na wejście do NATO/50. 17 sierpnia Ambasada USA dostarczyła demarche polskiemu rządowi, w którym podkreślano, że Zacharski ciągle jest skazany na karę śmierci i proszono, by Warszawa przemyślała tę decyzję/51. Zacharski wycofał się następnego dnia, ale ten incydent zostawił po sobie złe wrażenie. Znów rząd amerykański oraz Amerykanie polskiego pochodzenia zmuszeni byli ingerować w wewnętrzne sprawy Polski.

W ankiecie dotyczącej Zacharskiego i Kuklińskiego/52, większość respondentów odpowiedziało „żaden” na pytanie: „który pułkownik lepiej służył Polsce?”, ale więcej wskazało na Zacharskiego (17%), niż Kuklińskiego (7%). 10% uznało, że ich zasługi były porównywalne, a 70% nie miało zdania bądź nie było zainteresowane. Poza tym 22% było zdania, że Zacharski może być szefem UOP, podczas gdy tyle samo było temu przeciwne.

Rehabilitacja

Opinie na temat Kuklińskiego były podzielone, ale wielu Polaków uważało, że ten problem należy wreszcie ostatecznie rozwiązać/53. Polskie aspiracje wejścia do NATO były kolejną i, jak się okazało, decydującą przyczyną, by to zrobić.

30 marca 1995 roku pojawiły się pierwsze oznaki, że coś się zaczyna dziać. Sędzia Sądu Najwyższego podpisał nadzwyczajną apelację kasującą wyrok Kuklińskiego za zdradę i dezercję. Izba wojskowa Sądu Najwyższego formalnie anulowała wyrok w maju 1995 i skierowała sprawę do generalnego prokuratora Warszawskiego Okręgu Wojskowego. W wyjaśnieniu napisano m.in.:

„Trzeba wziąć pod uwagę znany fakt, że suwerenność Polski była mocno ograniczona i że istniała groźba interwencji Związku Sowieckiego i innych krajów Układu Warszawskiego. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że pułkownik Kukliński był dobrze poinformowany o sytuacji i że podejmując swą desperacką walkę pragnął zapobiec obcej interwencji poprzez przekazanie wiadomości do krajów, które były na tyle silne, by zmienić los świata… Bezpieczeństwo państwa z pewnością jest ważniejsze niż dochowanie tajemnicy, szczególnie jeśli zdradzenie jej dokonywane jest w wyższych celach”/54.

Wojskowy prokurator wysłał następnie do Kuklińskiego notę zapraszając go do Polski i oferując mu „żelazny list”. Pułkownik odmówił mówiąc, że „nie jest zainteresowany w ponownym procesie w swej sprawie”. Nie chciał również rehabilitacji. „Nie jestem winny. Wszystko, co robiłem, robiłem dla Polski”/55.

Jaruzelski i lobby przeciwników Kuklińskiego wyczuli, że najwyższy czas na kontrę. Jaruzelski wystosował do sejmowej komisji konstytucyjnej list, w którym odniósł się do twierdzenia Kuklińskiego, że ten uniemożliwił sowiecką interwencję. Wprowadzenie stanu wojennego – argumentował Jaruzelski – ją uniemożliwiło i było to działanie odpowiedzialne. List podważał również wysokie motywy pułkownika i nazywał Kuklińskiego zwykłym szpiegiem.

W sierpniu 1996 roku Prokuratura Wojskowa ogłosiła długoterminowe zawieszenie aresztu dla Kuklińskiego, wyznaczyła datę ponownego procesu na 30 października i zapewniła, że nie będzie on sądzony o zdradę stanu, ale o szpiegostwo, za które zazwyczaj wymierza się karę pięciu lat pozbawienia wolności. Kukliński nie był jednak zainteresowany, a prokuratura zagroziła, że w takim razie będzie on sądzony in absentia. Tymczasem nie wystosowano nawet wobec niego zarzutów, więcej, nie wiadomo było, czy sądzić go w imieniu PRL czy III RP. Wezwano jednak świadków oskarżenia, łącznie z generałami Jaruzelskim i Kiszczakiem. Oznaczało to, że proces został wznowiony na „czyjeś rozkazy”/56. Kukliński nie wrócił jednak do kraju i nie pojawił się na drugiej sesji w listopadzie.

Badanie opinii publicznej wykonane w listopadzie 1996 roku wykazało, że 27% Polaków ciągle uważa Kuklińskiego za zdrajcę, podczas gdy tylko 21% uważało go za patriotę/57. Kolejny sondaż ukazał, że większość Polaków popiera Jaruzelskiego. 54% powiedziało, że stan wojenny był potrzebny, podczas gdy 30% było innego zdania/58 (w tym czasie parlamentarna komisja oczyściła go z winy za wydarzenia z lat 1981-82).

W lipcu 1997 roku Prokuratura Wojskowa zezwoliła Kuklińskiemu na odwiedzenie kraju w celu otrzymania honorowego obywatelstwa miasta Krakowa. Z początku pułkownik chciał pojechać, ale Waszyngton i Warszawa odradziły mu wizytę.

Wtedy nadeszły wielkie wydarzenia. 2 września 1997 roku Prokuratura Wojskowa, za zgodą prezydenta Kwaśniewskiego, oddaliła wszystkie zarzuty od Kuklińskiego i pozwoliła mu wrócić do kraju jako wolny człowiek. Równocześnie przywrócono mu prawa obywatelskie i stopień oficerski/59. W uzasadnieniu podano: „Pułkownik Ryszard Kukliński, gdy decydował się na współpracę z USA, działał w stanie wyższej konieczności”/60. Kukliński odpowiedział w ten sposób:

„Przyjmuję decyzję o rehabilitacji z pewną ulgą, chociaż po 16 latach spędzonych na wygnaniu, gdzie moja rodzina wiele wycierpiała, jest to raczej decyzja symboliczna niż praktyczna. Dziękuję Bogu, że doczekałem tej chwili”/61.

PRZYPISY:

1 Jane Perlez, "Spy Recounts Passing Data to CIA," The New York Times News Service, 30 April 1998. [odnośniki bez podania strony dotyczą zbiorów elektronicznych, w których nie stosuje się paginacji]

2 Zob. Janusz Ostrowski, "The Generals’ Lobby," Zycie Warszawy, 9-10 May 1998, p. 18.

3 Darius Fikus, "There Are No Easy Answers," Rzeczpospolita, 1-2 April 1995, p. 5.

4 Zob.Robert M. Gates, From the Shadows: The Ultimate Insider’s Story of Five Presidents and How They Won the Cold War (New York: Simon & Schuster, 1996), pp. 358-359.

5 Numer „Newsweeka” z grudnia 1982 opisuje penetrację polskiej armii przez CIA bez podawania jednak nazwiska Kuklińskiego. W artykule podaje się błędną informację, że anonimowy pułkownik został w Warszawie aż do samego stanu wojennego i że administracja Reagana nie przekazała Solidarności informacji o zamierzeniach wprowadzenia stanu wojennego właśnie po to, aby go chronić. Zob. David C. Martin, "A Polish Agent in Place," Newsweek, 20 December 1982, p. 49.

6 Bob Woodward and Michael Dobbs, "CIA had Secret Agent on Polish General Staff," The Washington Post, 4 June 1986, p. A1.

7 całość, patrz Paris AFP po angielsku, 1927 GMT, 6 June 1986.

8 Warsaw Television Service in Polish, 1730 GMT, 6 June 1986.

9 Warsaw Television Service in Polish, 1700 GMT, 11 June 1986.

10 List ten mógł być sfabrykowany przez polską służbę bezpieczeństwa.

11 Tina Rosenberg, The Haunted Land: Facing Europe’s Ghosts After Communism (New York: Random House, 1995), p. 205.

12 Vojtech Mastny, "The Soviet Non-Invasion of Poland in 1980-1981 and the End of the Cold War," Europa-Asia Studies 51:2 (1999), p. 203.

13 Rosenberg, The Haunted Land, p. 206.

14 Ibid., p. 210.

15 Ibid.

16 Colonel Ryszard Kuklinski, "The Crushing of Solidarity," Orbis 32:1 (Winter 1988), p. 31.

17 Zob. Jan T. Gross, Revolution from Abroad: The Soviet Conquest of Poland’s Western Ukraine and Western Belorussia (Princeton, NJ: Princeton University Press, 1988), p. 226.

18 Michael Dobbs, Down with Big Brother: The Fall of the Soviet Empire (New York: Alfred A. Knopf, 1996), p. 70.

19 Janusz Ostrowski, "The Trap of Ideological Friendships," Zycie Warszawy, 12 May 1998, p. 10.

20 Ze stenogramów posiedzenia Politbiura 17 września 1981, cytowanych w: Mastny, "The Soviet Non-Invasion of Poland," p. 210.

21 Interview with Journal du Dimanche, "Jaruzelski: Yes, I Did Consider Suicide," Trybuna, 21 April 1992, p. 2.

22 Wywiad z Wojciechem Jaruzelskim dokonany przez dziennikarzy Der Spiegel: Siegfried Kogelfranz, Andreas Lorenz i Andrej Rybak, "It Was Psychological Torture," Der Spiegel, 11 May 1992, p. 188.

23 Malcolm Byrne, "New Evidence on the Polish Crisis 1980-1981," Cold War International History Project Bulletin 11 (Winter 1998), p. 4.

24 Sesja Politbiura KC KPZR, Document No. 21, in ibid., p. 165.

25 Ibid., p. 166.

26 Mastny, "The Soviet Non-Invasion of Poland," p. 205.

27 Kuklinski, "The Crushing of Solidarity," p. 12.

28 Mastny, "The Soviet Non-Invasion of Poland," p. 206.

29 Trybuna, 21 April 1992, p. 2.

30 Jane Perlez, "Warsaw Journal: Old Cold War Enemies Exhume One Battlefield," The New York Times, 11 November 1997, p. 14.

31 Na życzenie autora pracownicy George Herbert Walker Bush Library sprawdzili księgę spotkań wiceprezydenta Busha i nie znaleźli żadnych wzmianek o spotkaniu z generałem Molczykiem. Rozmowa telefoniczna z Jamesem Olsenem, CIA officer-in-residence, Texas A&M University, 8 September 1998.

32 Benjamin Weiser, "A Question of Loyalty," The Washington Post Magazine, 18 December 1992, p. W9.

33 Marat Miklszewski, "Colonel Kuklinski Speaks!", Tydodnik Solidarnosc, 9 December 1994, p. 12.

34 Zob. Jerrold L. Schecter, The Spy Who Saved the World: How a Soviet Colonel Changed the Course of the Cold War (New York: C. Scribner’s Sons, 1992).

35 Zob. przypis nr 38

36. Miklszewski, "Colonel Kuklinski Speaks!".

37 Adam Jasser, "Former Polish Intelligence Boss Says CIA Mole Knew All," Reuters Library Service, 29 September 1992.

38 Na podstawie: Benjamin Weiser, "Polish Officer was U.S.’s Window on Soviet War Plans," The Washington Post, 27 September 1992, pp. A1ff; Weiser, "A Question of Loyalty;" Mark Kramer, "Colonel Kuklinski and the Polish Crisis of 1980-81," Cold War International History Project Bulletin 11 (Winter 1998), pp. 48-59; and Miklszewski, "Colonel Kuklinski Speaks!".

39 Gerald F. Seib, "Briefly, A Spy Steps Forward," The Wall Street Journal, 24 November 1999, p. A20.

40 Andrew Nagorski, "All Is Forgiven, or Is It?," Newsweek, 27 October 1997, p. 40.

41 Zob. przypis nr 38

42 Valery Masterov, "Spy Kuklinski: Traitor or Patriot?," Moscow News, 25 October 1992, p. 7.

43 Quoted in Jasser, "Former Polish Intelligence Boss Says CIA Mole Knew All."

44 Warsaw PAP in English, 2148 GMT, 27 September 1992.

45 Ibid.

46 Ibid.

47 Krzysztof Debek, "Kuklinski To Attend Anniversary," Wroclaw Slowo Polskie, 4 August 1993, p. 1.

48 Warsaw PAP in English, 1601 GMT, 16 September 1993.

49 Miklszewski, "Colonel Ryszard Kuklinski Speaks!"

50 W tym czasie Nowak był dyrektorem narodowym Kongresu Polonii Amerykańskiej.

51 Wersja z „przecieku” w Polish News Bulletin, 19 August 1994, p. 27. Zob. też Piotr Gerczuk, "Zacharski or Kuklinski?," Zycie Warszawy, 18 August 1994, p. 2.

52 NIKA, "OBOP: Zacharski Would Have Been a Bad Intelligence Chief," Zycie Warszawy, 15 September 1994, p. 2.

53 Bronislaw Wildstein, "The Scandal of the Third Republic," Zycie Warszawy, 31 March 1995, p. 1.

54 Rzeczpospolita, 7 April 1995, p. 17.

55 United Press International, 30 March 1995.

56 Polish New Bulletin, 8 October 1996, p. 20.

57 Polish News Bulletin, 13 December 1996, p. 30.

58 Roger Boyles, "Jaruzelski Says Martial Law Kept Russians Out," Times (London), 14 December 1996, p. 103.

59 Polskie Radio First Program in Polish, 1700 GMT, 22 September 1997.

60 Associated Press, 22 September 1997.

61 Ibid. Kukliński mówi tu o tragicznej śmierci swych dwóch synów, którzy obaj zginęli w tajemniczych i do dziś nie wyjaśnionych okolicznościach.

(jest to skrócona wersja artykułu) Opr. Alex L. i JL